Gladys Ricart została zamordowana przez byłego partnera w dniu swojego ślubu

Gladys Ricart została zamordowana przez byłego partnera w dniu swojego ślubu (fot. Shutterstock)

społeczeństwo

Gladys Ricart zginęła w dniu ślubu. Wcześniej ktoś rozsypał przed jej domem symboliczne białe róże

Wrzesień, 20 lat temu. Gladys zdąży tylko odwrócić się do druhen i przejrzeć w lustrze. Potem powietrze przeszyją strzały, ślubny bukiet wypadnie z rąk, a z nogi niedoszłej panny młodej zsunie się biały pantofel.

Wstrząsają nią dreszcze. Pewnie dlatego, że wczoraj przemokły jej botki. Jak nic przypłaci to przeziębieniem. Przystaje na chwilę, żeby rozłożyć parasolkę i poprawić poły płaszcza. Wtedy czuje na ramieniu delikatny dotyk. Mężczyzna, z którym przed chwilą jechała metrem. Robi raczej dobre wrażenie. W eleganckim płaszczu, z teczką, schludny. Nie narzuca się, nie jest nachalny. Raczej kulturalny i subtelny. Podobno nigdy tak nie robi, nie zaczepia nieznajomych kobiet na ulicy, ale tak miło im się gawędziło podczas podróży, że nie mógł się oprzeć - mówi z wyraźnym zawstydzeniem. A potem wręcza jej wizytówkę z komentarzem: "Gdybyś czegoś potrzebowała, albo jak będziesz miała ochotę tak po prostu, po ludzku pogadać, zadzwoń". Na wizytówce Gladys odczytuje nazwisko wydrukowane staroświecką czcionką: Agustin Garcia.

Jest wczesna wiosna 1992 roku, a ulice Nowego Jorku jak zawsze o tej porze roku spływają deszczem.

Pretty woman

Do Ameryki Gladys przyjechała z Dominikany. Skromna dziewczyna o południowej urodzie, z burzą loków i nadzieją na spełnienie amerykańskiego snu. "Pracowała w różnych miejscach. Jako barmanka oraz w biurach i domach zamożnych Amerykanów jako sprzątaczka" - mówi w dokumentalnym filmie poświęconym Gladys Fred Schwanewede, prokurator.

"Skończyła szkołę, w końcu zaczęła pracować w agencji podróży. Ambitna i bardzo pracowita. Garcia z kolei był przykładem amerykańskiego sukcesu" - wspomina Douglas Montero, dziennikarz NY Post. "Prowadził m.in. popularną agencję nieruchomości. Ktoś, kto go nie znał, mógł odnieść wrażenie, że jest gwiazdą Hollywood. Ale w rzeczywistości Garcia potrafił tylko bardzo dobrze się sprzedać. I po mistrzowsku manipulować ludźmi" - dodaje.

Pat Pillio, przyjaciel Gladys, opowiada, że chociaż i Gladys, i Agustin pochodzili z Dominikany, należeli do dwóch różnych światów. Ona - 32-latka, skromna i niewierząca w swoje siły. On - 40-letni typ lwa salonowego. Pewny siebie, przebojowy. Dla Gladys był wszystkim, czego kiedykolwiek szukała i o czym kiedykolwiek marzyła. Postanowiła wykręcić numer z wizytówki.

Dalej wszystko potoczyło się w ekspresowym tempie. Stali się nierozłączni, bywali na wszystkich balach dobroczynnych, kolacjach i koktajlach. Agustin często przedstawiał Gladys jako swoją żonę, jednak choć mijały lata, ona na próżno wypatrywała pierścionka. W szóstą rocznicę bycia razem, dla uspokojenia i pocieszenia, Agustin sprawił jej dom na przedmieściach. Niemal taki sam, jaki rysowała na kartkach jako dziewczynka. Gladys była w siódmym niebie, ale kupno domu było przyczynkiem do poruszenia po raz kolejny tematu dzieci. Agustin się wściekł. Zaczął tłumaczyć, że nie lubi być do czegokolwiek zmuszany, że mają jeszcze czas. Powinna docenić to, co jej daje, a nie tylko chcieć więcej i więcej. Gladys czuła się coraz bardziej samotna i nieszczęśliwa.

Przyczyny niechęci Agustina do zakładania rodziny wyjaśniły się pewnego wieczoru, gdy znowu pracował do późna. Gladys postanowiła zrobić mu niespodziankę. Gdy wpadła do biura w najlepszej sukience, z kolacją na wynos, zastała go w dwuznacznej sytuacji ze swoją najlepszą koleżanką. To wtedy odwróciła się bez słowa i postanowiła usunąć Agustina ze swojego życia. Nie wiedziała jednak, że on nie pozwoli jej odejść. 

Żeby nie było śladów

Wydzwaniał. Do domu, do pracy. Nachodził ją. Śledził ją samochodem. Powtarzał jak w amoku, że przecież kupił jej dom, dał jej to, o czym marzyła. Dlaczego nie potrafiła mu wybaczyć, jak inne kobiety, udać, że to, co widziała w biurze, nie miało miejsca? - pytał. Z dnia na dzień stawał się coraz bardziej natarczywy i zaborczy. Prześladował ją na ulicy, zachodził od tyłu i łapał za rękę. Zawsze robił to tak, żeby wyglądało na przypadkowe spotkanie i pieszczotę, a nie zadawanie bólu i zastraszanie. Dla mijających ich przechodniów była to scenka absolutnie naturalna.

Ale Gladys wciąż nie wierzyła, że coś jej grozi. Nie po tylu latach bycia razem. Przecież był czas, że się kochali, a kochanym ludziom nie robi się nic złego. Po kilku tygodniach, gdy Agustin zrozumiał, że nie odzyska "swojej własności", stracił cierpliwość.

Dzwonek do drzwi domu dzwonił nieustannie, ale gdy Gladys raz po raz je otwierała, nie było za nimi nikogo. Kiedy dobiegła do nich kolejny raz, pewna, że zastanie za nimi Agustina, zobaczyła rozrzucone białe róże. Na Dominikanie białe róże symbolizują śmierć. Wysyła się je na pogrzeby. Przy kwiatach nie było wizytówki, ale Gladys doskonale wiedziała, od kogo jest ta wiadomość.

Kumulacja

Jamesa Prestona poznała dokładnie tak samo jak Agustina. Na ulicy. Po prostu zobaczył ją i zapragnął poznać. Poszli na kawę, a potem nie mogli się już rozstać. Mówił o dużej rodzinie, traktował jak księżniczkę, niemalże nosił na rękach. Przy Jamesie czuła się bezpiecznie. Przez kilka tygodni wydawało się, że toksyczny związek z Agustinem jest już przeszłością, a ona ma prawo układać sobie życie z kimś innym. Ale groźby i nękanie znowu się nasiliły. Pewnego wieczoru usłyszała łomotanie w drzwi, a potem na trawniku zobaczyła teczkę. Tę samą, którą Agustin miał ze sobą w dniu, kiedy się poznali. Ponad siedem lat temu.

Obsesja Agustina przybierała na sile, tak samo jak uczucie między Gladys i Jamesem. Dwa miesiące po spotkaniu James poprosił ją o rękę. Gladys natychmiast chciała podzielić się swoim szczęściem z matką. To wtedy dowiedziała się, że Agustin wciąż przekonuje jej bliskich, że. są razem. Informacja o paranoi byłego partnera zmroziła rodzinę Ricart. Agustin rozsierdzony informacją o ślubie Gladys nie odpuszczał. Nieustannie szukał kontaktu z nią i sposobu, żeby ją odzyskać. James wielokrotnie przekonywał ją, że trzeba zawiadomić policję, ale Gladys uspokajała, że to minie. Że Agustin potrzebuje czasu. I że w końcu odpuści.

Na początku września 1999 roku ponownie pojawił się przed domem. Zbił kamieniem szybę w oknie. To wtedy Gladys po raz pierwszy zadzwoniła na numer alarmowy 911, prosząc o pilne przysłanie patrolu. Kiedy na miejsce przyjechała policja, Agustin wciąż był na miejscu. Dobrowolnie oddał się w ręce funkcjonariuszy i przeprosił za swoje zachowanie. Gladys nie chciała wnieść przeciwko niemu zarzutów. Prosiła tylko policjantów, żeby zadbali o bezpieczeństwo wokół jej domu. Agustin zapewnił, że więcej nie będzie jej niepokoił.

Czerwone róże

Kolejne dni upływały na przygotowaniach do wymarzonego ślubu. W przeddzień cały dom tonął w kwiatach. Uwagę zwracał jeden bukiet, złożony z krwistoczerwonych róż. Agustin miał je przysłać na przeprosiny.

Przed ślubem nikt nie mógł spać. Gladys poszła kupić coś do picia do całodobowego marketu tuż obok domu. Była druga w nocy. W środku nikogo poza sprzedawcą. I Agustinem. Kamery monitoringu zarejestrowały, że rozmawiali. W pewnym momencie Agustin objął Gladys, a ona posłusznie spacerowała z nim po sklepie. Na nagraniu widać jej przerażenie.

Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez Taina Delamar (@tainadelamar) Paź 12, 2015 o 10:35 PDT

Ale po powrocie do domu nikomu nie powiedziała o incydencie. Próbowała cieszyć się dniem, o którym zawsze marzyła. 26 września 1999 roku od samego rana w przygotowaniach towarzyszył jej wynajęty kamerzysta. "Kręć wszystko, chcę, aby ten dzień był niezapomniany" - powtarzała do kamery.

Kilka godzin później siedzący przed domem brat Gladys oraz jej przyjaciel Pat zauważyli samochód Agustina. Zrobił kilkanaście kółek, w końcu zatrzymał się przy wejściu. Agustin wysiadł z niego. W ręce miał teczkę, tę, z którą się nie rozstawał. "Wszystko w porządku, bracie. Przyjechałem tylko złożyć moje gratulacje Gladys. Nie chcę żadnych kłopotów" - powiedział do siedzących pod domem mężczyzn. Był spokojny i uśmiechnięty. Przepuścili go. "Gdzieś w głębi czułem, że to nie będą dobre życzenia. Że będzie źle" - wspomina po latach Pat Pillio.

A potem słychać już tylko krzyk i głuche strzały. Kamerzysta nagrywający przygotowania Gladys do ślubu rejestruje kawałki białej sukni oraz biały pantofel zsuwający się na podłogę.

Nie miała szans. Dosięgnęły ją trzy strzały z "trzydziestki ósemki". Upadła w ramiona matki, która bezskutecznie próbowała zatamować tryskającą krew. Pozostali rzucili się na Agustina, który sprawiał wrażenie, jakby chciał pozabijać wszystkich. Jeszcze kiedy przyjechała policja, próbował przeładować broń.

W tym czasie James czekał ze świadkiem przed kościołem. Na wieść o śmierci ukochanej osunął się na ziemię.

Ślubna obsesja

Obrońca Agustina stwierdził, że jego klient padł ofiarą nieszczęśliwej miłości i namiętnej prowokacji. Że działał w amoku, nie zdając sobie sprawy z tego, co robi. Że wchodząc do domu Gladys, nie wiedział, że to dzień jej ślubu. Przed ogłoszeniem wyroku Agustin wygłosił pięciominutową przemowę, w której przepraszał bliskich i przyjaciół Gladys oraz podkreślał, jak bardzo zmienił się podczas pobytu za kratkami. "Kocham was wszystkich. Fakt, że zabrałem Gladys życie, jest niewybaczalny. Każdego dnia modlę się do Boga, żeby zabrał mnie do siebie".

Ani sędzia William C. Meehan, ani ława przysięgłych nie dali mu wiary, nazywając działanie Garcii stalkingiem i obsesją, i w 2002 roku skazali go na dożywocie, z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie po 30 latach.

Od czasu śmierci Gladys Ricart co roku 26 września organizowany jest marsz przeciwko przemocy. Setki kobiet w sukniach ślubnych idą ulicami Nowego Jorku, aby oddać hołd Gladys i pokazać swoją solidarność z ofiarami przemocy.

Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez Taina Delamar (@tainadelamar) Wrz 22, 2015 o 6:36 PDT

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Joanna Pasztelańska. Dziennikarka, reporterka. Jako jedna z pierwszych dotarła do Turcji po trzęsieniu ziemi w 1999 roku, relacjonowała wybory prezydenckie w Iranie, zajmowała się sprawą farmy niewolników pod Londynem i ukrytymi w rejonie Prypeci sierocińcami dla dzieci z wadami genetycznymi po wybuchu elektrowni w Czarnobylu. Od blisko dwudziestu lat jeździ po Polsce śledząc tematy trudne i niewyjaśnione m.in. dla "Życia Warszawy", "Tygodnika Kulisy" i magazynu "Dziennika Gazety Prawnej". W 2016 roku nakładem wydawnictwa Horyzont Znak ukazała się książka "Policjanci. Za cenę życia", którą napisała wraz z mężem.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (57)
Zaloguj się
  • lese_majeste

    Oceniono 52 razy 26

    zgodnie z projektem pisiego ministerstwa ds pisiej rodziny, pracy i polityki społecznej nawet nie kwalifikowało się to na przemoc - działanie jednorazowe a jeśli byłby to katolik to jeszcze się wyspowiada, i co najwyżej trzy zdrowaśki no może koronka

  • calmy

    Oceniono 23 razy 19

    Podobnie pisała (niegdyś) Wanda Fijałkowska, wielka dama wokandy. Istotnie, doskonale się czyta.

  • rumpa

    Oceniono 22 razy 16

    Pani nie chciała wnieść skargi. Może następne panie nie będą takie milutkie. A sądy wreszcie zrozumieją, że takiego pana wysyła się w przyśpieszonym tempie na zamknięty oddział psychiatryczny.
    Zresztą panią tego typu też.

  • eurotram

    Oceniono 15 razy 11

    Mała poprawka co do zakończenia: Garcia dostał nie 30 lat,ale dożywocie z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie dopiero po 30 latach.

  • elenem

    Oceniono 13 razy 9

    Straszne, coś potwornego.
    Mimo że minęło tyle lat... nie jestem sobie w stanie wyobrazić co przeszła rodzina i przyjaciele tej kobiety.
    Zamiast ślubu...pogrzeb, los bywa przewrotny.

  • oloros11

    Oceniono 19 razy 9

    znakomity tekst - mistrzostwo swiata

  • izarider

    Oceniono 7 razy 7

    Policja pewnie i tak by jej nie uratowała. Musieliby od razu typa zamknąć w izolatce, ale zanim by to się stało, zamordowałby ją i tak.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX