Bar, w tle barman przyrządzający koktajl

Bar, w tle barman przyrządzający koktajl (fot: Łukasz Antczak / Agencja Gazeta)

wywiad Gazeta.pl

Ma 26 lat i własną firmę. Łukasz Bugajski na Twitterze wyznał, że jest alkoholikiem

- Ludzie, którzy od lat dźwigają ciężar mojego alkoholizmu, są po prostu mną zmęczeni. Znajomi mają dość, za chwilę dość będzie miała moja rodzina. Oni już nie chcą słuchać moich przeprosin ani obietnic poprawy, oni chcą tej poprawy doświadczyć - mówi 26-letni Łukasz Bugajski, właściciel Kancelarii Bezpieczeństwa Priva, który publicznie przyznał się, że cierpi na alkoholizm.

Napisał pan na Twitterze, że zmaga się z alkoholizmem. To pierwszy raz, kiedy zdecydował się pan na głos powiedzieć o swojej chorobie?

Pierwszy. I żałuję, że nie zrobiłem tego wcześniej, bo może udałoby mi się pewnych rzeczy uniknąć. Nie chodziło mi o to, by ogłosić światu, co mnie dotyka. Postanowiłem nałożyć sam sobie kaganiec: jeśli przyznam się przed szeroką rzeszą ludzi, że mam problem, i powiem, że to jest ten moment, kiedy biorę się za siebie, zaczynam się leczyć, będzie mi ogromnie wstyd, jeśli poniosę porażkę i wrócę do picia. Zwłaszcza w sytuacji, w której otrzymałem od innych ludzi tyle wsparcia, pozytywnej energii, wiary, że mi się uda. Widmo tego uczucia to dla mnie najskuteczniejszy hamulec. Bardziej pomaga mi to, ilu osobom obiecałem, że się zmienię, niż jakakolwiek farmakologia czy terapia psychologiczna. Uważam, że szczery kontakt z ludźmi jest najlepszą formą terapii.

Pod pana postem pojawiły się praktycznie same pozytywne komentarze, głosy wsparcia.

To, co wydarzyło się na Twitterze, było na swój sposób wyjątkowe. Na scenie politycznej mieszczę się skrajnie po prawej stronie, na Twitterze często prowadzę zażarte dyskusje z osobami z przeciwnej strony barykady. I nagle ludzie, z którymi nigdy bym się nie spotkał w życiu codziennym, od których nie spodziewałbym się życzliwego słowa, życzą mi, żebym z tego wyszedł. Żyjemy w społeczeństwie bardzo spolaryzowanym, kłócimy się dziś praktycznie o wszystko, począwszy od kwestii mniej ważnych po te najważniejsze. Ja swoimi konserwatywnymi poglądami na pewno dokładam cegiełkę do tej polaryzacji. Ale może nie jest z nami jeszcze tak źle, skoro gdy się przewróciłem, to uzyskałem wsparcie i dużo dobrej energii od każdego, niezależnie od poglądów politycznych.

Co się wydarzyło tuż przed tym, jak umieścił pan wpis na swoim twitterowym profilu?

Mówiąc brzydko - przegiąłem pałę. Nie zdziwiłbym się, gdyby moja partnerka, z którą mamy się pobrać w czerwcu przyszłego roku, odwołała ślub. Całkowicie straciłem kontakt z rzeczywistością. To mogło źle się skończyć i dla mnie, i dla osób, które wtedy ze mną przebywały.

Był 15 grudnia. Dzień zaczął się tak jak każdy inny od kilku lat. Od szklanki wódki. Potem spotkania z klientami, podczas których wlewałem w siebie kolejne porcje alkoholu. Wieczorem byłem już w bardzo ciężkim stanie. Akurat tego dnia szedłem jeszcze do moich bliskich znajomych na imprezę. Było tam sporo osób, które dla moich znajomych były bardzo ważne. Z niektórymi z nich miałem do czynienia po raz pierwszy. I tam już mocno przesadziłem z alkoholem. Byłem agresywny wobec gości. Wszystkim zniszczyłem imprezę. Ale to nie koniec. W stanie niemalże agonalnym wylądowałem na mieście. Znajomi, których przypadkiem spotkałem, próbowali mnie zatrzymać. Bez skutku. Sam siebie oczywiście już nie kontrolowałem. Zrobiłem sobie takie tournée po barach, że "weterani" alkoholizmu mogliby mi pozazdrościć. Z tej nocy niewiele pamiętam. Podobno jakiś obcy człowiek odwiózł mnie do domu. Obudziłem się następnego dnia rano we własnym łóżku z obitą ręką, nogą, głową. Jeszcze byłem pijany. I nagle, w jakimś szale, zacząłem demolować swoje mieszkanie. Coś strasznego. Gdybym nie zrobił czegoś, co odwróci tę sytuację, mój świat by się zawalił.

Wpis na Twitterze był już na trzeźwo?

Tak. Już po telefonie do szpitala i umówieniu się na detoks. To był ten moment, kiedy człowiek zdaje sobie sprawę, że ostro nabroił i szybko stara się wszystko naprawić. Zacząłem obdzwaniać tych, których dzień wcześniej obraziłem, wobec których byłem nieuprzejmy. I wtedy po raz pierwszy nawet ci, którzy na co dzień bardzo mnie wspierali - od miesięcy, a nawet lat znosili moje picie - tego telefonu nie odebrali.

Najpierw miałem pretensje do nich, że nie chcą mieć ze mną kontaktu, nie chcą nawet dać się przeprosić, ale potem zrozumiałem, że może tak się właśnie musiało stać, że skala tego, co robię, jest już zbyt duża, i że jeżeli nawet najbliżsi nie chcą mieć już ze mną do czynienia, to naprawdę pora spasować.

Puste butelki po wódce Żołądkowej Gorzkiej (fot: Piotr Skornicki / Agencja Gazeta)
Puste butelki po wódce Żołądkowej Gorzkiej (fot: Piotr Skornicki / Agencja Gazeta)

Piwo (fot: Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta)
Piwo (fot: Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta)

Czy to już było to dno, o którym tak często mówią alkoholicy, gdy zdają sobie sprawę, że muszą zacząć się leczyć?

Mam nadzieję. I jestem wdzięczny, że to moje dno nie skończyło się sprawą karną lub tragedią innego człowieka, że po prostu nikogo nie zabiłem. Ale myślę, że jeżeli dalej bym pił tak jak dotychczas, mogłoby stać się coś naprawdę złego.

Jak wyglądał pana dzień po wpisie?

Był straszny. Chociaż już wcześniej to przeżyłem. Wizyta w szpitalu, kroplówka, odtruwanie, badanie poziomu cukru, leki uspokajające. Fizyczne postawienie na nogi, odciążenie wątroby. Po to, żebym był w miarę ogarnięty, mógł normalnie przyjmować posiłki. Ale to tylko doraźna naprawa, którą porównałbym do naprawy samochodu, który jednak znów szybko się popsuje, bo za kierownicą wciąż siedzi słaby kierowca. I ten samochód już nieraz wylądował w warsztacie, był wielokrotnie naprawiany, więc jest już bardzo zniszczony i pewnych rzeczy odratować się, niestety, nie da. Mam problemy z wątrobą, zaburzony metabolizm. Takie całodobowe picie alkoholu destabilizuje całkowicie rytm dnia, bo często jest tak, że jak ty wstajesz, to inni idą spać i na odwrót. Czasami, żeby podnieść się z łóżka, musisz się napić. Twój organizm domaga się alkoholu. Pocisz się, masz problemy ze snem. Z czasem się do tego przyzwyczajasz, ale przez to, że tak się dzieje, pijesz coraz więcej, i w końcu dochodzisz do momentu, w którym tylko po spożyciu alkoholu czujesz się dobrze.

Jest pan w stanie określić, kiedy zaczęły się pana problemy z alkoholem?

Bardzo szybko wszedłem w dorosłe życie - z domu wyprowadziłem się, jak skończyłem 18 lat. Studiowałem prawo i jednocześnie pracowałem. Kancelarię założyłem, kiedy miałem 23 lata. Bardzo wcześnie zacząłem się sam utrzymywać. Robiłem to, co lubię, w czym jestem dobry, a w dodatku zarabiałem na tym dobre pieniądze. Osiągnąłem stabilizację materialną, ale dokonałem tego tak szybko, że jak już dobiegłem na szczyt i odwróciłem się za siebie, to okazało się, że nikogo tam nie ma. Osoby w moim wieku wciąż jeszcze studiują albo wybierają się na drugi kierunek, część wciąż mieszka z rodzicami. Ze swoimi rówieśnikami nie mam jednak żadnego kontaktu. Nie umiem z nimi rozmawiać. Kiedy oni się uczyli, imprezowali, budowali relacje, ja pracowałem. Zazdroszczę im tego, że nie mają jeszcze takich zobowiązań jak ja, mogą cieszyć się życiem. Ja muszę się skupić na prowadzeniu firmy, pilnowaniu spraw urzędowych, zadbaniu o klientów. Zestarzałem się szybko w bardzo krótkim czasie. Nie czuję się jak 26-latek, raczej 30- czy 35-latek. I dlatego, że pewne rzeczy wydarzyły się u mnie zbyt wcześnie, kiedy jeszcze nie byłem na nie gotowy, nie miałem odpowiedniego doświadczenia, zaczęło mnie to przerastać. I wtedy pojawił się alkohol.

Bardzo szybko doszedłem też do momentu, w którym po prostu miałem za co pić. Mam własną firmę, więc nie muszę się też przed nikim tłumaczyć. Jestem panem samego siebie. Każde spotkanie z klientem to świetny pretekst, żeby się napić. Czekałem na moment, aż wszystkie kwestie zawodowe zostaną omówione i będę mógł zaproponować drinka albo kieliszek wina. I wypijałem ten kieliszek, ale jednocześnie wiedziałem, że za chwilę, z kolejnym klientem, wypiję następny, a w międzyczasie, przemieszczając się z jednego spotkania na kolejne, łyknę jeszcze 200 ml wódki.

Alkohol nigdy nie wpłynął na pana pracę? Na relacje z klientami?

Dzięki alkoholowi było mi łatwiej nawiązać relacje biznesowe. Nigdy jednak nie wpłynął na jakość moich usług. Wielu moich klientów wiedziało, że piję, wielu się domyślało. Wiedzieli jednak, że bez względu na to, czy jestem trzeźwy, czy nie, swoją pracę wykonam dobrze. Bo to działa tak: załóżmy, że w poniedziałek muszę spotkać się z klientem. Idę na spotkanie już pod wpływem alkoholu i załatwiam sprawę najlepiej, jak potrafię. Następnego dnia mam kolejne spotkanie. Budzę się z kacem, więc co robię? Znów sięgam po alkohol, żeby poczuć się lepiej i być w stanie realizować swoje obowiązki. Ten alkohol cały czas przewijał się przez moje życie, zarówno prywatne, jak i zawodowe. Napędzał mnie, podtrzymywał moje funkcjonowanie, nie poradziłbym sobie na co dzień bez niego.

Picie alkoholu w miejscu publicznym (fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta)
Picie alkoholu w miejscu publicznym (fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta)

Chciałbym jednak podkreślić, że jestem przekonany, że nie tylko ja borykam się z takimi problemami. Mam wrażenie, że w ogóle ludzie z mojego pokolenia, tzw. milenialsi, są bardzo zagubieni. Nie doświadczyliśmy poprzedniego systemu, nie wiemy, co to znaczy stać w kolejce do sklepu, w którym półki są prawie puste, co to znaczy nie móc wyjechać za granicę. Urodziliśmy się w wolnym kraju, który nagle bardzo szybko zaczął się rozwijać. I to tempo rozwoju w ciągu ostatnich 25 lat było tak duże, że ludzie przestali się w tym odnajdywać, bo nikt ich na to nie przygotował. Rodzice starali się nas jak najmniej ograniczać, pokazać, że mamy wiele możliwości. Tylko że ten brak granic i nieskończone możliwości wcale nie okazały się dla nas dobre. Wiele osób w moim wieku osiąga sukcesy, ale jednocześnie ma problemy, na przykład z alkoholem, narkotykami czy z budowaniem relacji z ludźmi. Ten wpis na Twitterze, poza tym, że ma być kagańcem dla mnie, ma również być taką czerwoną lampką dla ludzi z mojego pokolenia. Upijanie się od poniedziałku do piątku i przeżywanie życia od imprezy do imprezy nie jest dobrym pomysłem na życie. Nie jest wyrazem wolności i swobody, ale wręcz przeciwnie, świadczy o zniewoleniu.

Wierzy pan, że to koniec z piciem?

To przede wszystkim początek. Początek walki, żeby nie pić. Bo nikt nie będzie nade mną stał i mnie pilnował, trzymał mnie za rękę, nikt nie przykuje mnie kajdankami do kaloryfera. Sam muszę się zdyscyplinować, żeby wytrwać w tym postanowieniu. Jeśli tym razem mi się nie uda, to ludzie odsuną się ode mnie nie dlatego, że źle mi życzą, ale dlatego, że każdy ma swoje granice wytrzymałości. Ludzie, którzy od lat dźwigają ciężar mojego alkoholizmu, są po prostu mną zmęczeni. Znajomi mają dość, za chwilę dość będzie miała moja rodzina. Oni już nie chcą słuchać moich przeprosin ani obietnic poprawy, oni chcą tej poprawy doświadczyć.

Klubokawiarnia (fot: Mateusz Baj / Agencja Gazeta)
Klubokawiarnia (fot: Mateusz Baj / Agencja Gazeta)

Pójdzie pan na terapię?

Terapia jest konieczna. Pierwszą jej formą były dla mnie te święta, które spędziłem w gronie rodzinnym. Już wybrałem sobie też grupę wsparcia, tutaj, we Wrocławiu, z którą będę chciał od nowego roku przepracowywać swój alkoholizm. To nie będzie łatwe, jestem na tyle świadomy, że już wiem, że jeśli uda mi się wytrzymać w trzeźwości kilka dni, tygodni, to wejdę w fazę samooszukiwania się, że już wszystko jest OK, że nie potrzebuję żadnej terapii, nie muszę się przed nikim spowiadać, nic przepracowywać, bo problem mam rozwiązany. Poczuję się na tyle pewnie, że zdecyduję się wypić jedno piwo. Następnym razem wypiję już dwa, a potem trzy, pięć i więcej, i skończy się to tak jak ostatnio. To jest schemat, który się u mnie powtarza. I ja sobie na to pozwalałem, również ze względu na to bezwarunkowe wsparcie ze strony bliskich. Ale takiego wsparcia już w tej chwili nie mam. Coś pękło.

Czego się pan boi teraz najbardziej?

Że zostanę sam. Że stracę ludzi, z którymi budowałem relacje na przestrzeni ostatnich lat, które są dla mnie ważne. Żadne pieniądze ani dobra materialne tego nie zastąpią. Nie ma nic gorszego niż samotność. Dla mnie będzie się ona równała ze śmiercią. Myślę, że nie przetrwałbym samotności.

Stracił pan już kogoś przez alkohol?

Wiele osób. Dlatego nie chciałbym stracić tych, którzy pozostali. Mówi się, że wszystko jest do naprawienia, że każdy zasługuje na drugą szansę, ale pewnych rzeczy nie da się odbudować. Kilka osób odeszło ode mnie bezpowrotnie. Ten dystans, który między nami narósł, jest tak duży, że ciężko będzie go pokonać. W tej chwili walczę nie o to, żeby kogoś odzyskać, ale żeby uratować to, co mi zostało.

Butelki po piwie (fot: Franciszek Mazur / Agencja Gazeta)
Butelki po piwie (fot: Franciszek Mazur / Agencja Gazeta)

Ci bliscy, którzy przy panu zostali, wierzą, że tym razem się uda?

Myślę, że nie wierzą, i bardzo dobrze. Nie ma sprawniejszego kłamcy niż alkoholik. Wielokrotnie udawało mi się ich przekonać, że tym razem będzie inaczej. Ale teraz dają mi do zrozumienia, że to jest ostatni moment. Sam jestem już tym wszystkim zmęczony. Nie twierdzę, że będzie kolorowo i słodko, i będę odnosił same sukcesy. Mam tylko nadzieję, że tego nie zepsuję, choć na pewno będę upadał w sensie metaforycznym. To będzie marsz na długi dystans. Po wyboistej drodze. Tak to widzę. Ale nie ma odwrotu. Teraz albo nigdy.

Ewa Jankowska. Dziennikarka i redaktorka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Zaczynała w Wirtualnej Polsce w dziale Kultura, publikowała wywiady w serwisie Ksiazki.wp.pl. Pracowała również serwisie Nasze Miasto i Metrowarszawa.pl, gdzie z czasem awansowała na redaktor naczelną.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (33)
Zaloguj się
  • striepo

    Oceniono 3 razy 3

    czy mi się wydaje, że artykuł ukazał się już rano i miał mase komentarzy
    ale CENISZ DOBRE DZIENNIKARSTWO to skasujmy komentarze i zamieśćmy raz jeszcze bo wyniki odsłon dla reklamodawców sie liczą
    człowiek jak ma problem to coś robi ale są też i tacy co tylko piszą na mediach społecznościowych, kurna w jakich czasach my żyjemy.

    Prawnik po pijaku pisze, że się zmieni? kto do niego pójdzie ? tajemnica prawnika przy nim znika bo przy flaszce wszystko i tak mi wyśpiewa a wyborcza wbrew pozorom zrobiła mu największe KUKU

  • yuraathor

    Oceniono 6 razy 2

    jak będziesz walczył zawsze przegrasz. poddać się , wywiesić białą flagę to jedyny sposób. zwycięstwo przez unikanie walki.
    nie piję bo mam zepsute hamulce, od 16 lat

  • nitajxx

    Oceniono 4 razy 2

    alkohol jest strasznym przekleństwem. nie piję od 17 lat. tylko dlaczego ludzie dziwią się, jeśli nie pijesz i nie chcesz się z nimi napić. dlaczego picie alkoholu to normalność. to nienormalność.

  • tkslazek

    Oceniono 5 razy 1

    Łukasz Bugajski na Twitterze wyznał, że jest alkoholikiem

    A Anka Paskuda przyznała się do męczących obstrukcji.
    Tyle że na Fejsiku, a nie na Tłicie.
    Ale o tym w następnej opowiastce.

    Póki co czekamy :)

  • endriu641

    Oceniono 1 raz 1

    Jeżeli nie wynosisz z domu fantów do lombardu do zamiany za gorzałę żeby się nachlać, to póki co jest ok.

  • tojestbardzoproste

    Oceniono 5 razy 1

    Pijak!!??

    Nieważne

    OTUA jest najważniejsza!!!!

  • sselrats

    Oceniono 5 razy 1

    Przestaniesz pic. Tylko musisz w tym szpitalu pozostac na zawsze.

  • adashofman1

    Oceniono 1 raz 1

    Pamiętam jak w latach 90-tych były popularne filmy dokumentalne o alkoholikach. Batdzo fajnie tam wyglądali kolesie, każdy miał turecki sweterek, za luźne spodnie i niechlujne wąsiska. W tym była prawda, to byli ludzie przegrani unurzani w upodleniu, wulgarni i prości.

  • Margaret

    Oceniono 3 razy 1

    trzymam kciuki, ja też przyznałam się przed sobą i kilkoma znajomymi, że mam problem, że nie umiem pić , że to nie dla mnie...nie piję od 3 lat, czuję się uwolniona bo picie czułam jako przymus ale nie fizyczny a raczej towarzyski....nie pijcie , nie warto można nauczyć się przezywać życie na trzeźwo....

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX