Dworzec w Kutnie

Dworzec w Kutnie (fot: Flyz1 (domena publiczna, CC BY-SA 4.0))

w drodze

Dworzec Kutno. Można stąd było dotrzeć wszędzie, ale brzydota sprawiała, że "pękały oczy"

Kazik Staszewski, który w latach osiemdziesiątych często przesiadał się w Kutnie, nagrał z Kultem piosenkę "Polska", w której pytał: "Czy byłeś kiedyś w Kutnie na dworcu w nocy? / Jest tak brudno i brzydko, że pękają oczy". Przed Kazikiem Jeremi Przybora pisał: "O, Kutno! Wyprałoś mnie z uczuć jak płótno / O, Kutno! Okrutne Kutenko! Odjęłoś mi miłość jak ręką".
Tekst o Kutnie to drugi z cyklu "W drodze". Co dwa tygodnie będziemy publikować reportaże opisujące naszą polską codzienność, której ważną częścią jest przemieszczanie się, podróżowanie, docieranie do różnych miejsc, do których trafić chcemy albo musimy. Życzymy bezpiecznych podróży! 

Peron jest niski, niezadaszony i niezbyt równy. Ale oznaczenia czytelne. Prowadzą do szarego budynku. Drzwi otwierają się automatycznie, w środku marmur i granit. Za kasami jest toaleta, w której - według infografik - można wziąć prysznic, skorzystać z przewijaka i apteczki. Jest też biletomat, po prawej salonik prasowy, dwa bary i poczta.

Stacja kolejowa Kutno w 2010 r., przed remontem (fot: Westborder/ domena publiczna, CC BY-SA 3.0)
Stacja kolejowa Kutno w 2010 r., przed remontem (fot: Westborder/ domena publiczna, CC BY-SA 3.0)

Pochodzący z Kutna Dawid Dziedziczak, dziennikarz radiowej Dwójki, z wykształcenia polonista i historyk sztuki, pamięta ten dworzec sprzed lat: zielonkawy, odłażący płatami tynk, kraty przed kasami przywodzące na myśl twierdzę albo więzienie. - W latach 90. to było przygnębiające miejsce, ale nie wydaje mi się, żeby inne dworce wyglądały wtedy dużo lepiej - wspomina. - Zresztą ważniejsze było chyba to, że przejeżdżało tędy mnóstwo pociągów. Niby małe Kutno, a można było dojechać do Berlina, w ogóle dotrzeć wszędzie: Olsztyn, Kraków, Łódź, Lublin. Można było wsiąść w Kutnie, wysiąść w Amsterdamie. Podobała mi się wtedy ta myśl.

Dziś z Kutna wciąż można dojechać do Berlina. Do Amsterdamu jedzie się z kilkoma przesiadkami.

Dworce chaosu

W Polsce jest ponad dwa i pół tysiąca dworców kolejowych, którymi zarządza PKP SA. Około 600 z nich to dworce czynne, obsługujące ruch pasażerski.

Dziesięć lat temu Najwyższa Izba Kontroli oceniała stan polskich dworców jako katastrofalny - prawie 90 proc. z ponad 200 skontrolowanych praktycznie nie nadawało się do obsługi pasażerów. 65 proc. było w fatalnym stanie technicznym, a jedna piąta obiektów była pozbawiona nawet tak podstawowego wyposażenia jak oświetlenie, oznakowanie czy ławki.

Dworzec w Kutnie (fot: Olga Gitkiewicz)
Dworzec w Kutnie (fot: Olga Gitkiewicz)

Dworzec w Kutnie, wnętrze (fot: Flyz1, domena publiczna, CC BY-SA 4.0)
Dworzec w Kutnie, wnętrze (fot: Flyz1, domena publiczna, CC BY-SA 4.0)

PKP wzięło sobie do serca wyniki raportu, a także to, że zbliżało się Euro 2012. W latach 2010-2016 wyremontowano ponad sto dworców. Stacja Kutno jest wśród tej setki. Do czasu remontu była dla wielu dworcem symbolem, synonimem kolejowej brzydoty.

W 1987 roku Kazik Staszewski, który w latach osiemdziesiątych często przesiadał się w Kutnie, nagrał z Kultem piosenkę "Polska", w której pytał: Czy byłeś kiedyś w Kutnie na dworcu w nocy? / Jest tak brudno i brzydko, że pękają oczy.

Kazik Staszewski do dziś pamięta też nazwy pociągów, którymi wtedy jeździł: pospieszny Kopernik i ekspres Kujawiak. Doskonale pamięta swoje czekanie na stacji w Kutnie, bo, jak mówi, to była emocjonalna historia. 

- Byłem zakochany, jeździłem do Torunia i tego samego dnia wracałem, bo rodzice mojej - wtedy jeszcze nie żony - nie pozwalali mi nocować. Wracałem ostatnim pociągiem relacji Zakopane-Olsztyn, wysiadałem w Kutnie i czekałem cztery, pięć godzin na pierwszy międzynarodowy pociąg z Berlina do Warszawy - opowiada. - Ta poczekalnia była ponura, pełna ludzi, którzy wyglądali tak, jak ludzie długo czekający na przesiadkę mogą wyglądać. I któregoś dnia przetransponowałem sobie ten obraz na obraz Polski, na całą rzeczywistość polską tamtych lat.

Przed Kazikiem Jeremi Przybora pisał: O, Kutno! Wyprałoś mnie z uczuć jak płótno / O, Kutno! Okrutne Kutenko! Odjęłoś mi miłość jak ręką.

Od 2005 roku w mieście odbywa się Ogólnopolski Festiwal Piosenek Jeremiego Przybory "Stacja Kutno". "Z czym kojarzy się przeciętnemu Polakowi Kutno, miasto w centrum Polski?" - pytają na swojej stronie organizatorzy festiwalu i odpowiadają: "Przede wszystkim ze stacją, na której na chwil kilka przystają pociągi relacji Warszawa - Berlin czy Gdańsk - Kraków. Dla obcych, dla przejezdnych, jest to miasto, którego charakter określa dworzec kolejowy".

Paulina Matysiak ten dworzec zna znakomicie. Przez trzy lata codziennie dojeżdżała z Torunia do Kutna, sto dwadzieścia kilometrów. Mieszkała w Toruniu, w Kutnie miała rodzinę i pracę.

- Kiedyś był tu ważny węzeł kolejowy, działała szkoła na Azorach i kolej to był duży pracodawca, który na początku lat 80. XX wieku zatrudniał ponad trzy tysiące osób. Jeśli ktoś chce zobaczyć, jak wygląda wycofanie się kolei z przestrzeni publicznej, to nie powinien rozglądać się po kutnowskim dworcu, tylko przyjechać na Azory, dzielnicę kolejową, która jak żadna inna w mieście potrzebuje wsparcia i rewitalizacji. Ja o Kutnie wciąż myślę jak o miejscu, z którego wszędzie mogę się dostać, pojechać w różnych kierunkach. Z Torunia, choć to większe miasto, jest mniej połączeń, trzeba szukać przesiadek - mówi.

Według danych Urzędu Transportu Kolejowego przez stację Toruń Główny codziennie przewija się 5300 osób. Przez cztery razy mniejsze Kutno - 2800 osób. Dla porównania: pobliski Sochaczew, w którym czekałam na przesiadkę do Kutna, w ciągu doby obsługuje ponad 4000 podróżnych. I to o sochaczewskim dworcu dziś mogłyby powstawać smutne wiersze. Ładna cegła i duże okna to tylko fasada. W budynku stacji jest ledwie kilka ławek, ustawiono je tak, żeby nikt nie miał wątpliwości: to nie jest poczekalnia. Nie ma ogrzewania ani wyświetlaczy, rozkładu trzeba szukać na dużych zbiorczych tablicach. Nie ma też toalety - na placyku przed dworcem stoją toi toie. PKP planuje wyremontować sochaczewski dworzec do końca 2023 roku, podobnie jak około 200 innych obiektów. 

13 milionów

Dworzec w Kutnie przestał kłuć w oczy w 2012 roku, po remoncie, który kosztował PKP ponad 13 milionów złotych. Przebudowano wtedy hol kasowy, zamontowano podjazdy dla wózków, wyznaczono ścieżki dla osób niewidomych i niedowidzących.

Dworzec w Kutnie, wnętrze (fot: Flyz1, domena publiczna, CC BY-SA 4.0)
Dworzec w Kutnie, wnętrze (fot: Flyz1, domena publiczna, CC BY-SA 4.0)

Odnowiono także elewację - z zielonkawej zmieniła się w szarą - wymieniono dach, drzwi i okna oraz instalacje. Przed dworcem znalazło się miejsce na parking dla podróżnych i na stojaki rowerowe. Były też plany, żeby poddasze wykorzystać jako przestrzeń komercyjną. "Niewykluczone, że powstanie tam mały teatr bądź studio artystyczne" - pisał tuż po remoncie portal kutno.com.pl.

Takie próby na wielu dworcach się powiodły, choćby w Tarnowie, gdzie można oglądać wystawę stałą Kolekcji Małopolskiej Fundacji Muzeum Sztuki Współczesnej, czy w Legnicy, gdzie działa Stacja Kultura. Na wyremontowanym dworcu w Rumi urządzono nowoczesną i ogólnodostępną bibliotekę z czytelnią. 

Poddasze na dworcu w Kutnie wciąż czeka na zagospodarowanie. Zresztą to nie koniec remontów, stacja wciąż jest w trakcie modernizacji linii i peronów. Będzie tu dodatkowy czwarty peron. Trasą w kierunku Torunia będzie można pojechać 160-200 km/h.

- Ogólnie wygląda to lepiej, dworzec jest zadbany, choć na przykład kiedy go remontowali i wyposażali, tablica z wyświetlaczem przez długi czas nie działała. W końcu ktoś to podłączył, ale były też takie niedogodności, że np. poczekalnia była przez dłuższy czas nieczynna - wspomina Paulina Matysiak. - To takie typowe dworcowe absurdy, widzisz napis: "Poczekalnia", a nie możesz w niej poczekać. Remont zresztą wzbudził wiele kontrowersji, wybór tego zadaszenia z boku dworca był krytykowany.

Kontrowersje wzbudzał corten, trwale skorodowana stal sprowadzona z Włoch. Wykonano z niej ażurowe wiaty po dwóch stronach dworca i zadaszenie nad głównym wejściem. Na kutnowskich forach internauci pisali: "A co do tych blach, to mam nadzieję, że przejdą jakieś piaskowanie i zostaną pomalowane"; "Do czego ma służyć to BADZIEWIE z brązowych blach przy wejściu do tunelu?"; "Wygląda to tragicznie".

Jędrzejowi, który kilka razy w roku jeździ przez Kutno do Lublina, zadaszenie się nawet podoba.

- Konstrukcja ma jakiś urok, chociaż to jest trochę przerost formy nad treścią. Ja bym wolał, żeby tu był zagospodarowany placyk przed dworcem, więcej ławek, coś ładnego. No i chociaż kawałek zadaszenia na peronach, bo stoisz i czekasz, aż wjedzie pociąg, i deszcz na ciebie pada.

O samym budynku złego słowa nie może powiedzieć:  - To jest dworzec na miarę Kutna. Kompaktowy, nie za duży, nie za mały. Wreszcie można tu poczekać godzinę w cieple, zjeść coś, wypić, pójść do toalety. Bo nie zawsze tak było.

Poza teren dworca Jędrzej nie wychodzi, nie wie, że w dziesięć minut mógłby dotrzeć do rynku. Miasto właściwie ogranicza się dla niego do holu na stacji kolejowej. - Z perspektywy osób, które przejeżdżają przez Kutno, ono się nie wydaje chyba zbyt sympatyczne - analizuje Paulina Matysiak. - Nie widzi się odrestaurowanych ulic, tylko ten bardziej zaniedbany rejon. Mieszkańcy to dostrzegają, w Budżecie Obywatelskim w 2016 roku był projekt rewitalizacji tej części miasta koło dworca, pomysł na nasadzenia róż, trawnik, bo to jest przecież wizytówka miejscowości. Ludzie wysiadają z pociągu, czasem tylko na chwilę, i zapamiętują takie Kutno.

Dworzec Kutno w trakcie remontu (fot: Dawid Ciesielski, domena publiczna, CC0)
Dworzec Kutno w trakcie remontu (fot: Dawid Ciesielski, domena publiczna, CC0)

Podróżny, który wychodzi na plac przed dworcem, widzi niewysokie, nieremontowane od dawna budynki, część z nich z plakietką PKP SA. Ale tablice z nazwami ulic mają kolor różowy, bo Kutno jest oficjalnie Miastem Róż, choć w chłodny grudniowy dzień trudno w to uwierzyć. Od 1975 roku są tu organizowane różane jarmarki, dlatego róże są wszędzie - na elementach małej architektury, na pizzy w lokalnych pizzeriach i w haśle promocyjnym miasta.

W niewielkiej odległości od dworca jest odrestaurowany Park Wiosny Ludów. Z okien pociągu można też dostrzec pozostałości kutnowskiego getta, ale o tym podróżny może nie wiedzieć. Gabloty przed dworcem informują o niektórych zabytkach Kutna, ale nie o tym, jak szybko da się do nich dotrzeć. PKP, choć dysponuje ekranami w wagonach, zamieszcza na nich raczej zasady savoir-vivre'u i reklamy swoich inwestycji. 

Węzeł przesiadkowy

Spora część z 2800 pasażerów wsiadających i wysiadających codziennie na stacji Kutno dojeżdża do pracy, na przykład do Warszawy - pospiesznym to godzina piętnaście. I chociaż wielu znajomych Dawida Dziedziczaka jest związanych z Łodzią - wyjechali właśnie tam, bo najbliższe duże miasto i stolica województwa - dojazd do Łodzi jest dziś trudniejszy niż do stolicy, bezpośrednich połączeń jest mniej, a pociągi jadą tylko do stacji Łódź Kaliska. Niecałe 80 kilometrów najłatwiej przejechać busem. Z tego środka transportu korzysta też Agata, pracownica naukowa z Łodzi. Jest na dworcu w Kutnie co najmniej dwa razy w tygodniu od 25 lat. Jeździ stąd do Bydgoszczy.

Paulina Matysiak zaznacza: - Kiedy się dojeżdża pociągiem, czas musi być dokładnie wyliczony, zaplanowany, bo pociąg nie poczeka. Jeśli się zaśpi, za późno wyjdzie z domu, wszystko się posypie. Ja na początku o dojazdach nie mówiłam nic w pracy, bałam się, że będą myśleć, że jestem niewyspana, przemęczona, będę gorzej pracować. Ale co kwartał jest korekta rozkładu kursowania pociągów, to nie bez znaczenia, bo czasem kilkuminutowa zmiana rujnuje możliwość dojazdu. Dlatego po paru miesiącach musiałam wreszcie powiedzieć, że dojeżdżam, bo chciałam się dogadać, żeby wcześniej przychodzić do pracy i wcześniej z niej wychodzić. Na początku nie wierzyli. Pytali: jak to? A ja tak przez trzy lata. Codziennie byłam na tym dworcu. Ale lubię jeździć, być w ruchu, w drodze, pomiędzy. To jest mój żywioł.

Dworzec w Kutnie ma kategorię "regionalny" - to oznacza, że obsługuje głównie ruch lokalny, jest węzłem komunikacyjnym na poziomie gminy i województwa. To się wydaje trochę nieprzystające do rzeczywistości, bo jak zauważa Dawid Dziedziczak, Kutno to zawsze był punkt przesiadkowy łączący Mazowsze z Wielkopolską, Kujawy z ziemią łódzką; wschód z zachodem, południe z północą. - Położenie Kutna jest ciekawe, na granicy czterech województw. Trochę nie wiadomo, gdzie przynależy ten region - podkreśla. 

- Krążył kiedyś taki żart, że Łódź ma cztery główne dworce: Łódź Kaliską, Łódź Fabryczną, Łódź Centralną w Koluszkach i Łódź Północną w Kutnie - mówi dr Dawid Krysiński z Zakładu Socjologii Sfery Publicznej Uniwersytetu Wrocławskiego, który Kutno zna nie tylko z racji naukowych zainteresowań, ale też dlatego, że przez rok tam mieszkał. - Układ linii kolejowych w regionie sprawiał, że część pociągów kwalifikowanych, czyli EuroCity i InterCity, omijała Łódź i żeby dostać się do Poznania, Berlina czy Szczecina, trzeba było przesiąść się w Kutnie. Rangę węzła podnosiła też jego lokalizacja na magistrali E20 Warszawa-Berlin, przez długi czas jednej z dwóch linii kolejowych w Polsce, którymi pociągi mogły mknąć z prędkością 160 km/h. W regionie rola tej stacji była duża, szczególnie w sytuacji pewnej marginalizacji Łodzi. Dzisiaj rola regionalna chyba trochę spadła. Z moich obserwacji wynika, że frekwencja w pociągach lokalnych nie jest wysoka. Natomiast z tymi ważniejszymi połączeniami dalej jest tak, że rozkład sugeruje przesiadki w Kutnie.

Specyficzny organizm

Typowy polski dworzec to skomplikowany organizm. Ten w Kutnie nie jest inny. Krzyżują się tu cztery linie kolejowe: 3, 16, 18 i 33. Jeżdżą tędy pociągi PKP Intercity, Kolei Wielkopolskich, TLK, Kolei Mazowieckich, Przewozów Regionalnych i Łódzkiej Linii Aglomeracyjnej. Wszyscy ci przewoźnicy muszą się dogadać z PKP PLK. - Nasz jest pociąg, a cała infrastruktura jest PLK. Czyli żeby ten pociąg jechał, to PLK. A prąd to jeszcze inna firma, prywatna - tłumaczą w biurze PKP IC na pierwszym piętrze.

Drużyny konduktorskie z Kutna i okolic tu dostają grafiki na cały miesiąc, tutaj czekają na pociągi. W budynku dworca biuro wynajmuje jeszcze spółka Przewozy Regionalne, pozostali przewoźnicy nie mają własnych pomieszczeń.

I mimo że po remoncie dworzec jest dla podróżnych całkiem przyjazny, jego codzienne utrzymanie stanowi wyzwanie. - Wyremontować to jedno, ale zadbać o to wszystko! Okna trzeba umyć, na bieżąco sprawdzać, czy jest woda, czy megafony działają, czy prąd nie zanika, czy wszędzie jest wysprzątane - wylicza administrator budynku.

O to, by wszędzie było wysprzątane, od 7.00 do 15.00 troszczą się pracownice zewnętrznej firmy Impel. Muszą zadbać o czystość przy kasach, w holu, w biurach na piętrze. I najważniejsze - w toalecie, która od jakiegoś czasu jest w Kutnie za darmo. Podróżni się cieszą, pracownicy dworca woleli, kiedy w WC ktoś siedział, pobierał opłaty. Ludzie czuli wtedy jakąś kontrolę. - Sprząta się tak często, jak trzeba, kilka, kilkanaście razy dziennie. Pracy jest dużo - przyznaje jedna z pracownic. - My dbamy, żeby podróżny miał tu taki komfort jak w domu. Ale z drugiej strony toaleta na dworcu to jednak nie jest jak w domu, to jest mus, skorzystać trzeba, korzysta się i wychodzi. A tu czasem panowie 40 minut siedzą, a co można w WC robić przez 40 minut? U kobitek się zupełnie inaczej ogarnia, czyściej jest.

Zastanawiam się, czy wielu podróżnych korzysta z prysznica. - Akurat się zepsuł, nie działa - słyszę. - A to sobie ktoś rączkę urwie, a to klamkę uszkodzi, podróżnym różne rzeczy przychodzą do głowy.

- Różni są pasażerowie - zgadza się pracownik zewnętrznej firmy ochroniarskiej. Krąży po terenie dworca, obserwuje budynek i perony. - Dziś jeden już z rana zaczął wigilię i nie słuchał zakazów, nie docierało do niego, że nie można pić alkoholu, nawet mandat go nie powstrzymał. Ale generalnie jest spokojnie.

- Dworzec to jest specyficzne miejsce, ściąga przeróżnych ludzi. Teraz jest zima, bezdomni są w ciągłej podróży. Szukają jakiegoś przystanku, wysiadają w Kutnie, bo tu się te linie krzyżują, i spędzają tu jakiś czas. Kilka minut usiąść, odpocząć, ogrzać się, nie ma sprawy. Ale jak siedzą dłużej, podróżni protestują i wtedy wkracza ochrona dworca - mówi jeden z kolejarzy.

- Informujemy, gdzie jest ogrzewalnia, Mickiewicza 104 - potwierdza pracownik ochrony. - Jak człowiek może iść, to idzie, a jak nie może, wzywamy straż miejską lub policję.

Dworzec w Kutni (fot: Olga Gitkiewicz)
Dworzec w Kutni (fot: Olga Gitkiewicz)

Dworzec w Kutnie (fot: Olga Gitkiewicz)
Dworzec w Kutnie (fot: Olga Gitkiewicz)

Dworzec to rzeczywiście specyficzne miejsce. Trochę nie-miejsce, jak by je nazwał Mark Augé, francuski antropolog - wszędzie takie samo, pozbawione lokalnego kolorytu, anonimowa przestrzeń "wszędzie i nigdzie", jak z obrazów Hoppera. Miejsce, gdzie ludzie ponoć nie nawiązują relacji.

Podróżni sobie jednak przestrzeń dworca oswajają, tak jak Agata, która lubi zajrzeć do ulubionego bistro i przywitać się z personelem. Paulina Matysiak też nie do końca zgadza się z tym, że na stacji wszyscy są anonimowi. - Poznaje się ludzi na dworcu. Wiadomo, którzy jeżdżą np. do Włocławka. To są jakieś relacje, nawet jeśli nie rozmawiasz z nimi, to mówisz "dzień dobry", wiesz, że jutro też razem będziecie o 5.40 czekać na pociąg - opowiada.

W Wigilię 2018 podróżnych jest sporo, wielu ze sobą rozmawia. Osób bezdomnych nie widać. Jest tylko jeden człowiek, który prosi o drobną pożyczkę, mówi, że jedzie do Torunia. Ale pociąg odjeżdża, kolejny też, a on wciąż siedzi na ławce pod oknem. 

Niektórzy się denerwują, podnoszą głos, ale nie na niego, tylko z typowego na kolei powodu - ich pociąg się spóźnia.

Koleje Mazowieckie - według statystyk UTK za trzeci kwartał 2018 r. - osiągnęły wskaźnik punktualności na poziomie prawie 97 proc. Niemal każdy pociąg tej spółki przyjechał do Kutna o czasie. Wskaźnik Kolei Wielkopolskich sięgnął prawie 70 proc., natomiast wskaźnik PKP Intercity nieznacznie przekroczył 53 proc. To znaczy, że niemal połowa pociągów tej spółki dotarła do Kutna spóźniona więcej niż pięć minut.

Dworzec wyremontowano i kiedy się czeka na pociąg, nie pękają już oczy, ale w czasie tego czekania na usta mogą się jeszcze cisnąć słowa: "O, Kutno! Okrutne Kutenko!". 

Olga Gitkiewicz, dziennikarka i redaktorka, freelancerka. Współpracuje z Instytutem Reportażu. Autorka książki "Nie hańbi" nominowanej do Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za Reportaż Literacki 2017, do Nagrody Literackiej "Nike" i Nagrody Newsweeka im. Teresy Torańskiej. Pisze kolejną książkę - reportaż o transporcie publicznym w Polsce.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (118)
Zaloguj się
  • robroy987

    Oceniono 39 razy 23

    czy partia narodowo-socjalistyczna zarzadzajaca obecnie PLK zrobi cos poza wymiana ludzi na nowych ktorzy NIE MAJA POJECIA?
    pamietajmy jak nas widza- pis to partia ktora promuje sie jako ‘prawica’ ale za granicami trafnie zidentyfikowano program pis jako narodowo-socjalistyczny

  • berek-oberek

    Oceniono 23 razy 15

    Był to chyba 93 rok, siedzę sobie w barze na dworcu w Kutnie, sączę cienką herbatkę w potłuszczonej szklance, stawiam ją na stole a tuż obok po blacie rześko maszeruje dorodny karaluch. Prawdziwa historia.

  • orzelek2004

    Oceniono 14 razy 14

    Nie ma sensu krytykować stacji w Kutnie. są gorsze , nawet po remoncie, np Żmigród . Stacja ładna po Niemcach. W ramach remontu zlikwidowano piękny piec kaflowy i ogrzewanie zapewniono tylko kasjerce. W ramach remontu zlikwidowano ławki w pobliżu dworca , najbliższe miejsce do siedzenia znajduje się 600 m od dworca. W ramach remontu okien nie wymieniono tylko oklejono fototapetą z niebem włoskim .

  • mojado_mohado

    Oceniono 13 razy 9

    Artykuł przypomina dobre dziennikarstwo GW sprzed 15/20 lat lub dziennikarstwo z opiniotwórczej brytyjskiej gazety. Co pokazuje, ze można mieć dobrych dziennikarzy, piszących merytorycznie. Jakie to jest odmienne (pozytywnie) od tych aktualnie piszących w GW dziennikarzy co od razu narzucają swój tok myślenia, przekonania i są tak dalecy od kreowania opinii. Jeszcze raz brawo dla autorki, czytało się przyjemnie.

  • artau

    Oceniono 8 razy 8

    Pamiętam ten dworzec z lat 70tych. Okrutny widok. w hallu głównym smród z "łazienek" , z których trudno było skorzystać. W "restauracji" była winda, którą kursowały talerze z jedzeniem a bufetowa darła się, że mielony z kaszą do odbioru! Wtedy, jak wszędzie, pełno dymu papierosowego. Pamiętam też słynną kawę po "turecku" w ogryzionej szklance.Ta "restauracja" to był rzeczywiście cały PRL w jednym miejscu. Baby z koszami jaj, toboły, wilgoć, smród, licha żarówka pod brudno-tłustym sufitem.
    Ludzie czekali wtedy wiele godzin, nierzadko przez całą noc.
    Ale, parowozy niezawodnie spowijały perony magiczną mgłą pary, a za oknami śmigały iskierki. Czasem komuś przez otwarte okno wpadała do oka sadza.
    No i ten pociąg Moskwa Paryż, jakiś ładniejszy, nie z tego świata.

  • kirdan1

    Oceniono 12 razy 8

    Pani Olgo,
    gratuluję bardzo ciekawego tekstu. Będę wypatrywał książki!
    Kutno miało faktycznie swój turpistyczny urok. Jadłem tam kiedyś najgorszą zapiekankę w życiu ;-)
    Teraz jest ładnie, choć specyficznie sterylnie a najgorzej istotnie wyglądają teraz okolice dworca.

    Mam nadzieję, że w Pani książce znajdzie się miejsce dla ciekawej kategorii stacji: takich na pograniczu życia i śmierci. Z różnych przyczyn nie można ich tak po prostu zlikwidować (bo linia jest wciąż wpisana na listę "znaczenia państwowego", bo to stacja graniczna, bo wysoko postawiony poseł broni "swojej" stacji itp), więc istnieją, choć lekarz o ich stanie napisałby pewnie "tętno słabe, nitkowate" ;-) To na przykład Łupków, Wieruszów, Trakiszki, Hrubieszów... Przyjmują jeden, dwa, góra pięć składów dziennie (bywa że jeden na tydzień). Raz na kilkanaście godzin jakiś podróżny zajrzy do poczekalni, infrastruktura (a przynajmniej jej część) działa, ale jest to stan dziwnej utajonej wegetacji.

  • jaszm

    Oceniono 7 razy 7

    Pamiętam dawno temu, w latach 70., podczas podróży do Poznania - oczywiście z nocną przesiadką w Kutnie, wcinaliśmy zupę pomidorową, bo chyba była tania i pewnie została z poprzedniego dnia. Skoro przeżyłem, raczej była jadalna, chociaż pewnie sanepid miałby się tam do czego przyczepić.
    Ale dzisiaj, sądząc ze zdjęć, pachnie tam Europą.

    W ramach podróży sentymentalnej zachęcam wszystkich narzekających na Kutno, by odwiedzili dworce Jabłonowo Pomorskie albo Toruń Wschodni. Tam czas się nie tyle zatrzymał, ile raczej cofnął - w porównaniu do przełomu lat 70/80. Wtedy nie było wiele lepiej, ale to czasy jeszcze przed przełomem '89 - i czasem można było coś zjeść, wypić (nawet piwo). Dzisiaj przejście przez "poczekalnię" i tunel do peronów dworca w Jabłonowie, bez zatykania nosa, to naprawdę wielkie wyzwanie dla węchu. Architektura Torunia Wsch. i Jabłonowa to dogorywające budynki w tym samym brudnym i niszczejącym stylu. Od kilku lat, gdy z rzadka tam zaglądam, nie zauważyłem ani kasjerki, ani czegokolwiek, co przypominałoby jakiś bar. Wiatr hula i w budynkach, i na peronach. Ręce mi opadają, gdy wchodząc do budynku dworca w Jabłonowie, czytam ostrzeżenia porządkowe o srogiej karze za palenie tytoniu - albo gdy próbuję gdzieś zaparkować. Wokół niemal żywego ducha, ale ograniczeń pełno. Myślę, że ze względów estetycznych można zaliczyć wyprawy na te dworce do turystyki ekstremalnej...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX