Jerzy Kukuczka zginął podczas wejścia na Lhotse w 1989 r.

Jerzy Kukuczka zginął podczas wejścia na Lhotse w 1989 r. (fot. Archiwum rodzinne Jerzego Kukuczki)

Zabójcza góra Lhotse. "Rafał był kilka metrów za mną. Odwracam się i jestem sam. Widzę turlający się w kierunku przepaści plecak"

Od początku lat 70. XX wieku południowa ściana Lhotse była uważana za jedno z największych wyzwań himalaizmu sportowego. Podejścia do niej robili najlepsi - Cassin, Messner, Gogna. Wielu, w tym jeden z najznamienitszych polskich himalaistów Jerzy Kukuczka, straciło tam życie. Historię Lhotse przybliżają nam Janusz Kurczab, Wojciech Fusek i Jerzy Porębski w książce "Polskie Himalaje"

Południowa ściana*

Opadający ku południowi mur czwartego szczytu świata Lhotse (8501 m n.p.m.) i bocznego wierzchołka Lhotse Shar (8382 m n.p.m.) to jedno z najbardziej imponujących i dzikich górskich urwisk świata. Boje o przejście południowej flanki Lhotse rozpoczęły się w 1965 roku, kiedy Japończycy kierowani przez H. Yoshikawę uszczknęli odcinek południowej grani Lhotse Shar (do wysokości około 8000 m n.p.m.) stanowiącej prawe ograniczenie właściwej ściany.

Nepal, rejon Khumbu (fot. Rafał Mielnik / AG)
Nepal, rejon Khumbu (fot. Rafał Mielnik / AG)

Licząca ponad 3000 metrów wysokości południowa ściana Lhotse od początku lat 70. XX wieku była uważana za jedno z największych wyzwań himalaizmu sportowego. W 1975 roku żywa legenda alpinizmu Riccardo Cassin poprowadził na nią narodową ekspedycję włoską, w składzie której znaleźli się m.in. Reinhold Messner i Alessandro Gogna. Gwiazdorski skład raczej przeszkadzał, niż przyczyniał się do osiągnięcia sukcesu, przez co Włosi dotarli tylko do wysokości 7400 m n.p.m. W 1980 roku zaginął w ścianie francuski solista Nicholas Jaeger, po raz ostatni widziany na wysokości 6000 m n.p.m. Bliscy sukcesu byli Jugosłowianie, którzy w 1981 roku, wspinając się na lewo od środka ściany, dotarli do wysokości około 8250 m n.p.m., skąd niestety musieli zawrócić.

W 1984 roku wyprawa czechosłowacka kierowana przez Ivana Galfy'ego zaatakowała prawą połać w linii spadku Lhotse Shar. W 51 dni alpinistom udało się wytyczyć nową, trudną technicznie drogę. Na Lhotse Shar stanął samotnie Zoltan Demjan. Nie było to jednak pełne rozwiązanie problemu, czyli przejście ściany wraz z wejściem na główny wierzchołek Lhotse.

Został tylko plecak

Swoją kartę w historii podboju południowej ściany zapisali również Polacy - niestety, w większości tragicznie. Jesienią 1985 roku ścianę zaatakowała wyprawa, w skład której weszli: Janusz Majer (kierownik), Rafał Chołda, Mirosław Dąsal, Walenty Fiut, Artur Hajzer, Jerzy Kukuczka, Janusz Nabrdalik, Jan Nowak, Ryszard Pawłowski, Krzysztof Wielicki i Piotr Wojtek (lekarz). 30 sierpnia założono bazę na lodowcu Lhotse (5200 m n.p.m.). Przed wyjazdem z kraju zamierzano poprowadzić drogę środkiem ściany, niestety opad śniegu spowodował zagrożenie lawinowe. Postanowiono więc wspinać się drogą czechosłowacką do kotła podszczytowego, a następnie już własnym wariantem osiągnąć główny wierzchołek.

Artur Hajzer (fot. Grzegorz Celejewski / AG)
Artur Hajzer (fot. Grzegorz Celejewski / AG)

Akcję górską rozpoczęto 4 września. Przez cały miesiąc, działając zespołem (z wyjątkiem lekarza i Kukuczki, który dotarł do bazy dopiero 30 września), mimo złych warunków pogodowych założono pięć obozów (5800, 6200, 6600, 7100 i 7400 m n.p.m.). 5 października Dąsal i Wielicki złożyli depozyt (7600 m n.p.m.) w połowie kotła. Cała droga od podstawy ściany do wysokości 7600 m n.p.m. została zaporęczowana. Pogoda, chociaż i do tej pory nie była dobra, uległa gwałtownemu pogorszeniu. Kolejne zespoły docierały zaledwie do obozu III. Dopiero 21 października założono obóz VI (7800 m n.p.m.). Następnego dnia ruszył pierwszy atak szczytowy. Zespół: Dąsal, Fiut, Hajzer i Wielicki, mstartując z ostatniego obozu, pokonał kocioł i po trudnej wspinaczce osiągnął ostrze centralnego filara, którym doszedł do wysokości 8200 m n.p.m. Olbrzymie śnieżne czapy na skalnych turniach uniemożliwiły jednak dalszą wspinaczkę. Zespół szturmowy się wycofał.

Mimo to postanowiono ponowić próbę, wybierając inny wariant drogi powyżej obozu VI. Był on trudniejszy od poprzedniego, gdyż wymagał zaporęczowania bariery skalnej na wysokości 8000-8300 m n.p.m. Tymczasem pogoda zmieniła się na typową dla późnej jesieni himalajskiej - z wiejącym bardzo silnym wiatrem. Na czoło wyszli Chołda, Kukuczka i Pawłowski. W czasie powrotu, niedaleko obozu VI, w niewyjaśnionych okolicznościach spadł w przepaść Rafał Chołda.

Jerzy Kukuczka (fot. Stanisław Jakubowski / archiwum AG)
Jerzy Kukuczka (fot. Stanisław Jakubowski / archiwum AG)

Kukuczka nie widział upadku. Tak jednak opisuje te chwile:

"Rano Rysiek Pawłowski mówi, że czuje się źle. Zostaje. Wychodzimy tylko z Rafałem Chołdą, idziemy na lekko. Docieramy do pionowej ściany skalnej, na tyle trudnej, że 80 metrów męczymy właściwie przez cały dzień. Do godziny drugiej zakładamy 80 metrów liny, czyli tyle, ile mieliśmy akurat ze sobą. Cały czas trudna wspinaczka w skali gdzieś V. Wbijam haki, zjeżdżam na linie do Rafała i razem zaczynamy schodzić do namiotu. Łatwym trawersem schodzimy bez liny. Idę pierwszy, Rafał za mną. W pewnym momencie, tuż przed namiotem, odwracam się, patrzę - nie ma Rafała. Stoję, w miarę upływu sekund coraz bardziej zaniepokojony. Po chwili widzę, że w kotle, jakieś 100 metrów niżej, zboczem nachylonym o 40-50 stopni po śniegu turla się plecak. Rafał szedł jakieś 15 metrów za mną. Nie słyszałem nic, żadnego okrzyku, słowa. A teraz, po prostu, odwracam się i widzę, że jestem sam. I po chwili dostrzegam turlający się w kierunku przepaści plecak. Nie bardzo wiem, co robić. Patrzę jeszcze raz bardzo uważnie dookoła. Może Rafał jednak gdzieś stoi i tylko wtopił się w otoczenie, może spadł tylko kawałeczek niżej? Nie ma jednak żadnego śladu. Ten kocioł śnieżny pokryty jest twardym firnem, po którym bardzo dobrze idzie się w rakach, wchodzą weń jak w chleb. Jeżeli człowiek jednak się poślizgnie, to zsuwa się jak z zeskoku olbrzymiej skoczni narciarskiej. Dobiegam do namiotu, łapię radiotelefon, łączę się z bazą.
- Przed chwilą Rafał mi zniknął, Rafał zniknął - powtarzam.
- Prawdopodobnie spadł. Over...
Kocioł kończy się 300-400 metrów niżej uskokiem, który jest bardzo dobrze widoczny z bazy.
- Może zatrzymał się gdzieś niżej, gdzieś niżej. Wypatrujcie przez lornetkę. Może znajdziecie jakieś ślady. Over.
Jestem bezradny. Dopiero teraz powoli do mnie dociera, że doszło do tragedii".

26 października postanowiono podjąć jeszcze jedną próbę. Zespół szturmowy tworzyli: Dąsal, Hajzer i Kukuczka oraz Francuz Vincent Fine, który po wycofaniu się ze środka ściany (wraz z partnerem Michelem Fauquetem osiągnął wysokość 7000 m n.p.m.) dołączył do wyprawy. l listopada Hajzer i Fine opuścili obóz VI, ale przemarznięty Fine wkrótce zawrócił. Hajzer po ponadgodzinnym oczekiwaniu na Fine'a wrócił do obozu. Namówił też partnera do ponownego wyjścia. Niestety, gdy doszli do bariery, Francuz, obawiając się odmrożeń, nie chciał iść wyżej.

Janusz Majer podczas premiery książki 'Artur Hajzer. Droga słonia' (fot. Adam Stępień / AG)
Janusz Majer podczas premiery książki 'Artur Hajzer. Droga słonia' (fot. Adam Stępień / AG)

W tym czasie Dąsal i Kukuczka zauważyli, że pierwszy zespół wycofuje się, nie założywszy poręczówek w barierze. Szansa osiągnięcia wierzchołka zmalała do zera. Gdy oba zespoły połączyły się z bazą, przeanalizowano sytuację i postanowiono zakończyć wyprawę.

Drugie podejście

Jesienią 1987 roku pod ścianą pojawiła się ekspedycja zorganizowana przez Polaków w składzie międzynarodowym. Zespół tworzyli: Mirosław Dąsal, Walenty Fiut, Czesław Jakiel (lekarz), Maciej Pawlikowski, Krzysztof Wielicki (kierownik), Piotr Konopka, Andrzej Osika, Artur Hajzer - z Polski, oraz Alois Brugger i Kurt Walde (Włochy), Carlos Carsolio (Meksyk), Alan Hinkes (Wielka Brytania) oraz Steve Boyer (USA) - lekarz, dołączony na miejsce Czesława Jakiela.

Marsz do bazy odbywał się jeszcze w czasie monsunu. 3 września osiągnięto Namche Bazar, a trzy dni później - bazę na lodowcu Lhotse (5200 m n.p.m.). Na początku pogoda była zmienna. 9 września Brugger, Dąsal i Konopka założyli obóz I (5600 m n.p.m.), natomiast 14 września Walde i Wielicki obóz II (6100 m n.p.m.). Alpiniści trzymali się drogi wytyczonej w 1984 roku przez wyprawę czechosłowacką na Lhotse Shar, używanej także przez polską ekipę przed dwoma laty.

Nepal, wioska Khumjung (fot. Rafał Mielnik / AG)
Nepal, wioska Khumjung (fot. Rafał Mielnik / AG)

15 września potężna lawina pyłowa zaskoczyła podchodzących do góry Bruggera, Fiuta i Jakiela. Lekarz wyprawy Czesław Jakiel, rzucony podmuchem na skały, poniósł śmierć, zaś Walenty Fiut wyszedł z niej z obrażeniami i został ewakuowany śmigłowcem, a następnie przetransportowany do kraju. Po naradzie postanowiono wznowić akcję, co nastąpiło 18 września. Gdy Wielicki przebywał z Fiutem w Katmandu, obowiązki kierownika sprawował Dąsal. Działalność prowadził zespół osłabiony, w zasadzie czwórkowy.

20 września Osika i Pawlikowski rozbili obóz III (6600 m n.p.m.), a tydzień później - obóz IV (7100 m n.p.m.). 4 października stanął obóz V (7450 m n.p.m.) założony przez Dąsala i Konopkę. W tym czasie - 7 października - do wyprawy włączyli się Hajzer, Hinkes i Carsolio, którzy wrócili z wyprawy na Sziszapangmę. 14 października Hajzer i Carsolio założyli obóz VI (7800 m n.p.m.). Niestety, 17 października nastąpiło załamanie pogody, które przyniosło obfity opad śniegu. Zagrożona lawinami była nawet baza! Alpiniści musieli podczas ostatniej nocy załamania przenieść się na morenę, gdyż wcześniej już dwukrotnie śnieg osunął się na bazę, niszcząc trzy namioty.

fot. Archiwum rodzinne Jerzego Kukuczki
fot. Archiwum rodzinne Jerzego Kukuczki

Akcję można było podjąć na nowo po 22 października. Do góry wyruszyły trzy zespoły z zadaniem zaporęczowania ściany powyżej obozu VI. Dąsal, Konopka, Osika i Pawlikowski przetransportowali liny i sprzęt na 7900 m n.p.m., a następnie Hajzer i Wielicki rozpoczęli poręczowanie. Wybrali wariant odmienny od tego przeprowadzonego w 1985 roku przez Kukuczkę i Chołdę - poszli na prawo, wykorzystując ukośny kuluar. 28 października dotarli do wysokości 8150 m n.p.m. i wrócili na noc do obozu VI. Następnego dnia pokonali zasadnicze trudności bariery i osiągnęli przełączkę w środkowym żebrze, na wysokości około 8300 m n.p.m. Po spędzeniu w jamie śnieżnej biwaku przy huraganowym wietrze podjęli jednak decyzję o odwrocie.

W 1987 roku Artur Hajzer i Krzysztof Wielicki weszli najwyżej spośród Polaków. Od celu dzieliło ich już tylko 200 metrów nietrudnego filara. Złe warunki odebrały im jednak szansę osiągnięcia wierzchołka, a południowa ściana Lhotse zabrała drugą polską ofiarę. Wiosną 1989 roku Reinhold Messner nagłośnił medialnie "problem XXI wieku" i zorganizował na południową ścianę Lhotse wyprawę złożoną z elity światowego himalaizmu. Do udziału zaprosił również Hajzera i Wielickiego.

Reinhold Messner w 1985 roku (fot. Jaan Künnap / Wikimedia Commns)
Reinhold Messner w 1985 roku (fot. Jaan Künnap / Wikimedia Commns)

Wymarzonego celu wyprawy nie zdołano jednak zrealizować. Jeszcze raz potwierdziła się prawda, że zbiór gwiazd nie musi być silniejszy od dobranego, choć teoretycznie słabszego zespołu. Krzysztof Wielicki tak podsumował wyprawę:

"Zamiast kolektywnej współpracy, która w przypadku tak potężnej ściany jest konieczna, zbyt wiele było na tej wyprawie gwiazdorstwa, a także prywatnych gier. Dream team Messnera niestety nie zagrał najlepszego meczu".

Ostatni pojedynek

Jeszcze w tym samym roku, ale w sezonie pomonsunowym pod ścianą zjawiła się wyprawa Jerzego Kukuczki. Jurek chciał po zdobyciu Korony Himalajów "wyrównać rachunki" z Lhotse. Był to bowiem jedyny szczyt z pierwszej czternastki, na który wszedł w stylu wyprawowym, drogą już wcześniej pokonaną. Pozostałe zdobywał albo w stylu alpejskim albo nowymi drogami, ewentualnie zimą.

Zastępcą Kukuczki był Ryszard Warecki, a w skład wyprawy ze strony polskiej wchodzili jeszcze: Tomasz Kopyś, Maciej Pawlikowski, Ryszard Pawłowski i Przemysław Piasecki. Ponadto wyprawie towarzyszyły ekipy filmowe telewizji z Katowic i ze Szwajcarii (m.in. Fulvio Mariani) oraz znany francuski alpinista i pisarz górski Yves Ballu, który chciał zrealizować wysoki skok na glajdzie.

Krzysztof Wielicki i Jerzy Kukuczka (fot. archiwum AG)
Krzysztof Wielicki i Jerzy Kukuczka (fot. archiwum AG)

23 października Kukuczka i Pawłowski założyli obóz VI - szturmowy - na wysokości 7900 m n.p.m. 24 października rozpoczęli pokonywanie Bariery. Byli związani cienką liną o średnicy 7 mm, nadającą się właściwie tylko do zjazdów, bo asekuracja nią prowadzącego wspinacza była iluzoryczna. Prowadził Kukuczka. Oddalił się już znacznie od asekurującego Pawłowskiego i nie był widoczny - wspinał się bowiem za załomem skalnym. Teren był trudny i lina przesuwała się powoli. Gdy Jurek zbliżał się do środkowego żebra ściany, gdzie kończą się główne trudności, nastąpił wypadek! Co było przyczyną: urwany chwyt, spadający z góry kamień, wyślizgnięcie się nogi ze stopnia czy jeszcze coś innego? Nie dowiemy się. Lina nie wytrzymała potężnego szarpnięcia po kilkudziesięciometrowym upadku i się zerwała.

Dla Jurka Kukuczki nie było już ratunku. Runął w trzykilometrową przepaść. Zginął na ośmiotysięczniku, od którego dziesięć lat wcześniej zaczął himalajskie sukcesy. Pawłowski, dysponując tylko krótkim fragmentem zerwanej liny, po dwóch dniach niewiarygodnej, samotnej walki zdołał cudem wydostać się ze ściany: "Chwilę po śmierci Jurka Kukuczki schodziłem z wysokości 8 tysięcy metrów samotnie. W każdym momencie mogłem odpaść. Nie miałem wyjścia. Czekając - umarłbym".

Biwakował w obozie VI. Nie mógł się połączyć z bazą, gdyż jedyny radiotelefon spadł wraz z Kukuczką. Rano kontynuował ryzykowne zejście. Wreszcie nieco powyżej obozu V napotkał wychodzących mu naprzeciw Kopysia i Pawlikowskiego. Razem wrócili do bazy.

Monument nazywany czortenem Kukuczki u podnóża południowej ściany Lhotse (fot. Rafał Mielnik / AG)
Monument nazywany czortenem Kukuczki u podnóża południowej ściany Lhotse (fot. Rafał Mielnik / AG)

Atak Kukuczki i Pawłowskiego był ostatnim, jakże tragicznym epizodem w pechowej dla Polaków historii zdobywania południowej ściany Lhotse. Wiosną 2008 roku Artur Hajzer i Robert Szymczak - uczestnicy wyprawy na Dhaulagiri - 22 marca dokonali odsłonięcia czortenu pamięci trzech polskich himalaistów, którzy zginęli podczas polskich wypraw na tę legendarną ścianę. Monument, nazwany czortenem Kukuczki, stanął u wejścia do wioski Chukhung, blisko podnóża południowej ściany Lhotse, gdzie miały miejsce wszystkie trzy wypadki. Fundatorem czortenu była Fundacja Wspierania Polskiego Himalaizmu im. Jerzego Kukuczki. Modły w obrządku buddyjskim odprawił lama ze świątyni w Pangboche: złożono ofiarę, rozwieszono modlitewne chorągiewki, a następnie odmówiono modlitwy w obrządku chrześcijańskim. W uroczystości udział brała też grupa turystów z Polski.

Jesienią 1990 roku ścianę zdobyli Rosjanie. Wspinali się środkowym żebrem. Dotarli tam na przełączkę - tę samą, którą w 1987 roku osiągnęli Wielicki z Hajzerem. Szturmowy zespół Siergiej Bierszow - Władimir Karatajew postanowił wykonać stąd zjazd do kuluaru, który otworzył im drogę do wierzchołka. Stanęli na nim 1 października 1990 roku. W ten sposób powstała jedna z najtrudniejszych dróg na ośmiotysięczniki, zaliczana do najwybitniejszych osiągnięć w historii światowego himalaizmu.

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Agora (mat. prasowe)
Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Agora (mat. prasowe)

*Fragmenty pochodzą z książki "Polskie Himalaje" Janusza Kurczaba, Wojciecha Fuska i Jerzego Porębskiego

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (49)
Zaloguj się
  • camille.calmy

    Oceniono 8 razy 4

    Z jednej strony badanie na zachowanie sie organizmu w warunkach ekstremalnych (brak tlenu, wysilek, temperatura, itd ...) a z drugiej celowe pchanie sie w takie warunki bez zabezpieczenia, ubezpieczenia i ze swiadomoscia ekstremalnego zagrozenia zycia swojego i wspoltowarzyszy to czyste wygorowane ego (a ja to zrobie) typu a ja sikam dalej niz inni.

  • kieszonkowiec12

    Oceniono 14 razy 4

    Straszne to i piękne za razem. Ludzie zdobywają wielkie góry, a potem czasem z nich spadają. Jakby góra się mściła za naruszenie jej spokoju. Trzeba mieć wielkie jaja, by być alpinistą, himalaistą. I talent.

  • lazy_sod

    Oceniono 3 razy 3

    Kolejna góra udowodniła że trudno się na nią wchodzi.

  • pt.nut

    Oceniono 16 razy 2

    Gory sa piekne i zawsze beda fascynowaly ludzi o nieprzecietnej wrazliwosci.
    Hejterom i wszelkiej masci internetowym specjalistom - onanistom, lodowa sruba w dude.

  • banerski77

    Oceniono 2 razy 2

    Przecież jest napisane:
    "*Fragmenty pochodzą z książki "Polskie Himalaje" Janusza Kurczaba, Wojciecha Fuska i Jerzego Porębskiego. "

  • lukaszhawryluk

    Oceniono 7 razy 1

    "Każdemu jego Everest" Każda pasja jest dobra byle by nie przeszkadzała innym.

  • ul32

    Oceniono 5 razy 1

    Fascynująca pasja i oczywiście bardzo niebezpieczna. Zdobycie takiego 8 tysiecznika to musi być niesamowite uczucie. Z historii wspinaczy wynika ze bardzo uzależniające.

  • malpa-z-paryza

    Oceniono 1 raz 1

    pierwsze zdjecie; czy to nie jest Andrzej Czok? a nie Jerzy Kukuczka...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX