Mężczyźni często mają problem z okazywaniem emocji

Mężczyźni często mają problem z okazywaniem emocji (fot. Shutterstock)

wywiad gazeta.pl

"Mężczyźni często nie potrafią się szczerze cieszyć czy wzruszać. Tylko złość przychodzi im bez trudu"

Ojcowie nie okazują emocji, nie chcą zastanawiać się nad tym, co czuje dziecko lub oni sami. Wiem, o czym mówię, bo sam miałem taki problem. Gdyby zaczęli rozmawiać o tym wszystkim, to musieliby się skonfrontować ze swoim dzieciństwem, rozdrapać rany, które są lepiej lub gorzej zabliźnione. Trzeba byłoby okazać wrażliwość. To dla mnie swego czasu brzmiało jak przyznanie się do porażki - mówi Kamil Nowak, autor blogojciec.pl, który śledzi 360 tysięcy osób, i książki "Idealny rodzic nie istnieje".

Fani prosili o książkę?

Zdarzało się, że prosili.

I dlatego ją pan napisał?

Napisałem ją z dwóch powodów. Po pierwsze, większość pytań, które dostaję, dotyczy tematów już poruszonych na blogu. Dotarło do mnie, że nawigowanie po takiej ilości tekstu, jaka już jest na blogojciec.pl, może być niewygodne, więc postanowiłem moje przemyślenia na temat rodzicielstwa ująć w jednym miejscu.

Drugi powód był taki, że ciągle słyszę od różnych zaprzyjaźnionych rodziców, od tych blogowych również, że chcieliby przeczytać książkę, która poszerzy ich rodzicielskie horyzonty, ale najzwyczajniej w świecie nie mają czasu na czytanie kilkuset stron napisanych nieprostym językiem. "Idealny rodzic nie istnieje" może być dla nich wprowadzeniem, idealnym na start.

Kamil Nowak (fot. archiwum prywatne)
Kamil Nowak (fot. archiwum prywatne)

Gdy dzieci są małe, wiedza, że "idealny rodzic nie istnieje", szczególnie się przydaje.

Tak. Jednym z moich celów jest danie rodzicom poczucia, że nie są w tym wszystkim sami. Szczególnie tym, którzy traktują rodzicielstwo jak przeciąganie liny, myśląc, że nie ma innej drogi niż ciągłe starcia z dzieckiem. Opowiadają, że ciągle walczą o coś, albo że dziecko walczy z nimi. Chcę im pokazać, że rodzicielstwo nie musi tak wyglądać. My możemy wspierać dziecko, dziecko może traktować rodziców z szacunkiem i współżycie może być oparte na współpracy, a nie na ciągłej szarpaninie.

Pisze pan rodzicom, żeby się tak bardzo nie napinali, nie przejmowali i pogodzili z krytyką.

Zgadza się. Nikt nas nie uczy, nikt nie przygotowuje do bycia rodzicem, nie kończymy rodzicielskich szkół ani uniwersytetów, a mimo to ekspertami w dziedzinie rodzicielstwa są dosłownie wszyscy: teściowa, sąsiad, babcia, wujek czy nawet przypadkowy przechodzień.

I przekonuje pan, że z pewnością spotka nas krytyka.

Bo to, że każdy jest ekspertem, nie znaczy, że każdy mówi to samo. Jedni mówią, że rodzicielstwo to cud, lukier i same wspaniałe przeżycia, inni - że to męczeństwo i matkopolkizm. A moim zdaniem  prawda leży gdzie indziej.

Pańskim zdaniem w rodzicielstwie ważna jest nie tylko relacja, którą mamy z dzieckiem, ale również ta relacja, którą mamy ze sobą, a także z partnerem czy partnerką.

To jest bardzo często pomijany aspekt rodzicielstwa. Dostaję od rodziców kilkadziesiąt maili tygodniowo. Około 30 procent z nich dotyczy problemów, które ludzie mają nie tyle z dzieckiem, co z partnerem. Do mnie kierują słowa, które powinni usłyszeć ich mężowie czy żony, ale ich nie mówią, bo nie chcą, boją się czy wstydzą. Zależało mi, żeby powiedzieć, że w takiej sytuacji nie można odpuszczać, trzeba rozmawiać aż uda się dogadać. Im dłużej będziemy zwlekali, by ustalać pewne fundamentalne sprawy, tym nam będzie ciężej.

Niektórzy traktują rodzicielstwo jako ciągłą szarpaninę z dzieckiem (fot. Shutterstock)
Niektórzy traktują rodzicielstwo jako ciągłą szarpaninę z dzieckiem (fot. Shutterstock)

O czym rodzice nie chcą ze sobą rozmawiać?

Pisze do mnie na przykład mama, która jest przeciwniczką kar cielesnych, ale jej mąż wierzy w ich skuteczność. Mąż powiedział, że nie zamierza przestać bić dziecka, bo tak był wychowywany i wyrósł na porządnego człowieka. Zapowiedział, że na ten temat nie zamierza rozmawiać, a ona może sobie wychowywać inaczej, jeśli uważa, że tak należy. Żona pisze do mnie, bo widzi, jak klapsy przekładają się na zachowanie dziecka w szkole czy u dziadków. Ojciec tego zachowania nie dostrzega, bo dużo czasu spędza w pracy, a ona mu o tym zachowaniu nie wspomina. No i jest pat. Skoro on jej powiedział, że koniec rozmowy, to ona nie porusza tego tematu. Pisze do mnie, bo nie wie, co zrobić. Nie mam wiele na ten temat do powiedzenia poza: rozmawiajcie. Jak partner mówi, że nie chce, a sprawa jest dla was ważna, to dociskajcie, próbujcie drugi raz. I trzeci. Dążcie do partnerstwa, bo taki układ, jak ten, o którym opowiadam, zupełnie na partnerstwo nie wygląda.

Widzi pan z blogowego doświadczenia, z czym zmagają się rodzice?

Tak. Pisząc książkę, próbowałem wziąć pod uwagę zdecydowaną większość maili i wiadomości z dylematami rodzicielskimi, które otrzymałem. A zdarzało się, że kiedy na blogu poruszałem jakiś trudniejszy temat, setka osób pisała do mnie jednego wieczora: "mam tak samo!".

Jakie to tematy?

Na przykład relacje z ojcem. Taki temat zawsze wywołuje lawinę pytań i zwierzeń. Ludzie na ogół porównują swoje przeżycia do tych opisanych przeze mnie i cieszą się, że ktoś to poruszył, bo oni sami nie mieli odwagi.

Częściej piszą kobiety?

Tak. Zresztą mnie częściej czytają kobiety - stanowią 80 procent spośród 360 tysięcy osób, które obserwują mój blog. Ale jeśli chodzi o pisanie wiadomości z pytaniami, to już mniej więcej tylko 60 procent maili pochodzi od mam. Dysproporcja wynika z tego, że oprócz bloga prowadzę na Facebooku zamkniętą grupę, która nazywa się Jestem Tatą. W tej chwili jest tam ponad 18 tysięcy ojców. Działają bardzo aktywnie, często już nawet beze mnie. Tam też często poruszamy tematy związane z wrażliwością, emocjami, mówimy o tym, jak sobie z nimi radzić.

Nie jest nam łatwo, bo mężczyźni często byli wychowywani w inny sposób niż kobiety, okazywano im mniej ciepła. 30-40 lat temu właściwy dla chłopców wydawał się zimny chów. Właśnie dlatego ojcowie nie okazują emocji, nie chcą się zastanawiać nad tym, co czuje dziecko, lubi oni sami, i dlatego też ciężej jest im zwykle przyjąć, że nie trzeba stosować kar cielesnych. Wiem, o czym mówię, bo sam miałem z tym problem.

I pewnie nie jest łatwo o tym mówić.

Gdy człowiek z tego rodzaju przeszłością zaczyna o niej opowiadać, to nagle musi skonfrontować się ze swoim dzieciństwem, rozdrapać rany, które są lepiej lub gorzej zabliźnione. Trzeba okazać wrażliwość, a to swego czasu brzmiało dla mnie jak przyznanie się do porażki. Czasami też wymaga to przyznania, że nasi rodzice - mimo że chcieli dobrze - nie zawsze dobrze robili. Zresztą nie ukrywajmy - o nas pewnie będzie można powiedzieć dokładnie to samo.

W rodzicielstwie ważna jest nie tylko relacja z dzieckiem, ale również ta, którą mamy z partnerem czy partnerką (fot. Shutterstock)
W rodzicielstwie ważna jest nie tylko relacja z dzieckiem, ale również ta, którą mamy z partnerem czy partnerką (fot. Shutterstock)

Te rozmowy na Facebooku brzmią jak autoterapia.

Wielu ojców w mojej facebookowej grupie wprost mówi o tym, że nie chcą krzyczeć na dziecko, ale nie panują nad emocjami. Agresja wymyka im się spod kontroli. Byłem zaskoczony tym, jak wielu ojców przyznało, że korzysta lub korzystało z pomocy psychoterapeuty. W jednym poście napisało o tym kilkudziesięciu ojców, a wtedy w grupie było raptem w sumie kilka tysięcy aktywnych uczestników. To wynika wprost z tego, jak byliśmy wychowywani. Dużo problemów mamy zakodowanych z dzieciństwa i żeby sobie z nimi poradzić, często jest potrzebna pomoc specjalisty.

Chodzi o problemy z docieraniem do emocji?

Z nazywaniem emocji, z mówieniem o nich w ogóle. Mężczyźni często nie potrafią się tak naprawdę szczerze cieszyć czy wzruszać. Tylko złość przychodzi im bez trudu, chociaż też nie wtedy, kiedy powinna. Jest tłumiona, aż w końcu wybucha.

Bo u mężczyzn jest akceptowana kulturowo.

Tak. A z kolei mężczyzna, który płacze, jest zupełnie nieakceptowany i odrzucany, więc uczymy się to ukrywać. To i przy okazji wiele innych emocji.

I wy o tym wszystkim mówicie na zamkniętej grupie na Facebooku? To muszą być niezwykłe rozmowy.

Zdarzają się takie, to prawda. Liczba ojców, którzy są gotowi rozmawiać, jest zaskakująca. Wystarczyło dać im poczucie bezpieczeństwa, usuwając z grupy samców alfa i kobiety, i nagle mężczyźni mogą się otworzyć, bo nie mają się przed kim ukrywać czy popisywać. Zresztą gdy tylko dałem znać na blogojciec.pl, że zakładam taką grupę, w ciągu dwóch dni zapisało się do niej trzy tysiące mężczyzn. To pokazuje, jak wielka była potrzeba powstania takiego miejsca.

Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez Blog Ojciec (@blogojciec) Sie 27, 2018 o 8:42 PDT

Z czego ta potrzeba, pańskim zdaniem, wynika?

W przestrzeni publicznej ciągle powtarzamy, że musimy walczyć o równouprawnienie kobiet i mężczyzn, ale, niestety, kiedy mężczyzna zaczyna mówić o swojej krzywdzie, to często słyszy, że to niemęskie, a on jest mężczyzną i ma się pozbierać. "Facet to musi mieć jaja, a prawdziwy mężczyzna nie płacze". Czas skończyć z taką narracją, bo, niestety, wskaźnik samobójstw wśród mężczyzn w Polsce, którzy nie mają z kim się podzielić swoimi problemami, stale rośnie. Liczę na to, że ta grupa będzie chociaż dla części z nich właśnie takim wsparciem, jakiego potrzebują.

Jakie błędy w relacjach z partnerem popełniamy my, matki?

Jeśli miałbym wymienić jedną rzecz, to z pewnością byłaby to kwestia rozdzielania obowiązków domowych, szczególnie opieki nad dzieckiem. Z jednej strony jest mnóstwo kobiet, które wychodzą z założenia, że "ja to zrobię lepiej, więc ty zostaw, bo popsujesz", i to powoduje, że facet jest pozostawiony sam sobie i wyalienowany, a w efekcie ciężej jest mu nawiązać relację z dzieckiem. Jednak jest również wielu facetów, którzy sami tych wszystkich okołodziecięcych obowiązków unikają ze względu na wygodę czy lenistwo. Myślę, że w obu takich sytuacjach trzeba powalczyć o swoje. Czasami ojciec o to, żeby mieć swój udział w wychowaniu dziecka, a czasami matka o to, by facet wreszcie dorósł. 

Ale chyba coraz więcej ojców chce być obecnych w życiu dziecka. Polskie rodziny bardzo się zmieniły w ciągu ostatnich lat.

I cały czas się zmieniają, z tego, co obserwuję. Jest coraz więcej świadomych i zaangażowanych ojców. Tato nie jest już tylko śmiesznym gościem z zarostem, którego dziecko widuje przez parę minut w tygodniu, ale rzeczywistym elementem dziecięcego świata. To dobry kierunek, dzieci potrzebują takich wzorców, a - co równie ważne - kiedy oboje rodzice są zaangażowani w wychowanie dziecka, są też bliżej siebie.

Wiele osób szuka rozwiązań w mediach społecznościowych (fot. Shutterstock)
Wiele osób szuka rozwiązań w mediach społecznościowych (fot. Shutterstock)

Myśli pan, że powinniśmy się jeszcze w ogóle skupiać na rolach społecznych, które pełnimy jako matka i ojciec? Czy to ma dla przyszłości dzieci jakiekolwiek znaczenie? Czy lepiej po prostu skupić się na tym, żeby wychować szczęśliwego, mądrego człowieka?

Ja zdecydowanie skupiłbym się bardziej na tym drugim. Oczywiście, stereotypowo są zajęcia, które z dziećmi wolą wykonywać ojcowie, i takie, które wybierają matki. Lub też stereotypowo są matki i ojcowie, którzy mają bardziej łagodne lub stanowcze podejście do wychowywania dziecka. To nie znaczy jednak, że wszystkie matki i wszyscy ojcowie tacy są. Zamiast więc skupiać się na tym, jakiej płci jesteśmy i co możemy z tym zrobić, zdecydowanie lepiej jest skupić się na tym, co kochamy, co jest naszą pasją, i spróbować połączyć to z wychowywaniem naszych dzieci. Bez względu na role płciowe i oczekiwania społeczne. I bez względu na stereotypowe ograniczenia.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Kamil Nowak. Autor www.blogojciec.pl, obserwowanego przez 360 tysięcy osób. Moderator zamkniętej facebookowej grupy dla ojców Jestem Tatą. Zajmuje się propagowaniem świadomego rodzicielstwa. Właśnie ukazała się jego książka "Idealny rodzic nie istnieje". Mąż, ojciec trójki dzieci, pedagog.

Dominika Buczak. Dziennikarka, współautorka książek "Gejdar" oraz "Pan od seksu". Publikuje między innymi w "Wysokich Obcasach", "Ja My Oni", "Urodzie życia". Specjalizuje się w wywiadach i reportażach. Najbardziej interesują ją historie wykluczonych, słabszych, bardziej kruchych. Im chce dać głos.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (71)
Zaloguj się
  • pamejudd

    Oceniono 23 razy 11

    Nie zauważyłem, żeby większość kobiet preferowała mężczyzn wrażliwych i uczuciowych. Cóż, życie...

  • shelmahh

    Oceniono 33 razy 11

    Ten wywiad obnaża miałkość samozwańczych ekspertów. Sorry ale przemyślenia tego pana nie mają żadnego znaczenia. W większości spraw, które porusza się myli. Jego subiektywne oceny danej sytuacji (o uczuciach, emocjach) nie mają związku z innymi mężczyznami. To tylko jego prywatne przemyślenia. Mam jednak nadzieję, ze ten wywiad otworzy oczy ludziom, że tzw blogerzy nie wnosza żadnej wartości do naszego życia i szkoda na ich czytanie czasu

  • green_is_bad

    Oceniono 45 razy 9

    "Mężczyźni często nie potrafią się szczerze cieszyć czy wzruszać. Tylko złość przychodzi im bez trudu"

    No. A najgorsi są biali, heteroseksualni mężczyźni. To prawdziwe potwory.

  • wasaty_janusz

    Oceniono 14 razy 8

    Jak pana dzieci wejda w czas buntu dojrzewania to sie zacznie 🤓 na te chwile to tekst brzmi infantylnie

  • rumpa

    Oceniono 24 razy 6

    Z ojcem który bije dziecko nie rozmawiamy tylko informujemy s...syna że spróbuje jeszcze raz a wzywamy policję a jego graty lądują w śmietniku. Ewentualnie my się pakujemy a on ma sprawę o znęcanie się. Zapewniam że działa.
    Durna niunia. Próbuje coś tłumaczyć tępemu przemocowemu bydlakowi. Tak ją dobrze dmucha? Czy lepszy ojciec bydlak niż żaden? I NIE, nie wyrósł na porządnego człowieka , porządni ludzie nie biją dzieci ani zwierząt.

    Moja babcia 1,5 wzrostu gdy mnie mój ojciec uderzył , rzuciła się na niego z pięściami i zapowiedziała że go zabije jak jeszcze raz to zrobi. Podziałało jak zaklęcie. Facet 1,75 zrobił się malutki. Żaden z moich wujków nie bił swoich dzieci - bo byli mężczyznami. A nie ciotami.

  • petrczech1

    Oceniono 10 razy 4

    Szanuję ten tekst. Może gdyby było więcej takich ojców, nasz naród nie składałby się z tylu nabuzowanych wieśniaków, którzy w przystanki autobusowe wjeżdżają BMW, krzyczą na kasjerki, a kobiety traktują jak sympatyczny dodatek do życia.

  • zwyklaosoba

    Oceniono 26 razy 4

    Fajnie, że mam być ciepły, wrażliwy, troskliwy i wyrozumiały. Ale dlaczego gdy ktoś nas napada, wybucha pożar czy w nocy pośrodku niczego psuje się samochód nie wolno mi się rozpłakać i wyżalić, że bardzo się boję, nie wiem co robić i chciałbym by mnie przytulić.

  • Tadeusz Kosciuszko

    Oceniono 30 razy 2

    Ten tekst to tragedia. Poziom jest straszny. Już w zapowiedzi mamy fragment na poziomie gimnazjum: "autor blogojciec.pl, który śledzi 360 tysięcy osób". Błąd gramatyczny. Powinno być: "autor blogojciec.pl, który jest śledzony przez 360 tysięcy osób". No chyba że ktoś chciał stwierdzić, że to autor (albo blog) śledzi te tysiące ludzi.
    A merytorycznie - tekst brzmi, jakby był napisany przez kobietę. Każdy facet (no, może nie każdy) wie, że ta osławiona "wrażliwość kobiet" polega raczej na ich egoizmie - gdy coś jest nie po ich myśli, płaczą. Mężczyźni są generalnie wrażliwsi (oczywiście uogólniam), widać to praktycznie w każdej rodzinie, choćby w podejściu do dzieci. Kobiety często spędzają więcej czasu z dziećmi, ale to nie to samo, co czułość wobec dzieci.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX