Azyl Chrumkowo

Azyl Chrumkowo (Fot. Ela Radzikowska/Instagram.com/ela.radzikowska/)

fenomen

"Kiedy świnie wychodzą rano ze swoich domków, zachowują się jak ludzie w miasteczku - witają się ze sobą, dotykają ryjami, 'rozmawiają'"

Z Kasią, założycielką Azylu Chrumkowo, mieszkają m.in. dwie Dobrawy, Kasia, Heniek, Darek, Gosia, Julek, Malwina, Ania, Zuza, Tytus, Piotruś. I tylko Dobrawa i Zuza nie są świniami - ta pierwsza jest człowiekiem, a druga psem.

Imponujące rozmiary: 101 cm wzrostu, 150 kg wagi. Nic dziwnego, że niektórzy gospodarze boją się swoich zwierząt. Źle traktowane świnie potrafią wykształcić w sobie agresywne postawy obronne, zwłaszcza w stosunku do osób, które je skrzywdziły. Pies bity, maltretowany dalej będzie miły dla oprawcy. Świnia nie. Winston Churchill lubił prosiaki. Twierdził, że psy się do nas łaszą, koty patrzą na nas z góry, a świnie traktują nas jak równych sobie.

Azyl Chrumkowo
Fot. Ela Radzikowska/Instagram.com/ela.radzikowska/

W Azylu Chrumkowo ostrożność należy zachować tylko podczas karmienia. Dotarcie do koryt przypomina trochę grę w koszykówkę - trzeba robić zwody, kiwać świnie. Bo każda chce jeść pierwsza, wszystkie są pobudzone. Trzeba uważać, żeby knur nie nadepnął racicą na stopę, a zaaferowana jedzeniem locha nikogo nie przewróciła.

Poza porą karmienia knury w azylu to wcielenie spokoju. Wszystkie są wykastrowane. Lochy nie, bo nie ma weterynarzy, którzy by się podjęli ich sterylizacji. Brak im praktyki - świnie przecież mają rodzić, a nie unikać ciąż. Świnia w rui bywa nieprzewidywalna - może stać bez ruchu i wpatrywać się melancholijnie w dal albo wpaść do domku i zrobić w nim demolkę. Zdarza się, że będzie chciała "objąć" nasze nogi twardymi racicami i wsparta o nas trochę sobie postać.  Za to jednak odpowiadają - raz na 21 dni - hormony.

Z miłości do świń

Kiedy ponad dwa lata temu Katarzyna Trotzek zakładała Azyl Chrumkowo, o opiece nad świniami wiedziała bardzo mało. Owszem, miała wcześniej świnkę Hanię, która jako kilkudniowy prosiaczek trafiła do niej z hodowli. Katarzyna nosiła ją w chuście, karmiła butelką. Hania żyła trzy miesiące - zachorowała na padaczkę i nie udało jej się uratować. Wtedy Kasia zdecydowała, że chce zostać na wsi i stworzyć bezpieczne schronienie dla ocalonych z hodowli świń.  Dziś opiekuje się 23 lochami i knurami.

- Zanim powstał azyl, o świniach wiedziałam tyle, że cierpią. Krowy wypuszcza się na łąki, świń nie. Myślałam też stereotypowo, że śmierdzą. Jak są zamknięte w betonowej komórce, nie mogą wyjść, jedzą, śpią i załatwiają się w tym samym miejscu, nic dziwnego, że tak jest, nie mają wyboru. Hani w ogóle nie trzeba było uczyć czystości. Wiedziała, że potrzeby załatwia się poza domem. Pięknie pachniała. Przy niej każdy pies śmierdział. Tego, że ma na imię Hania, nauczyła się w kilka minut. Wiedziała, gdzie się śpi, a gdzie je, potrafiła otworzyć każdą szafkę. Świnie są bardzo emocjonalne, wydają przeróżne dźwięki, którymi się komunikują, i po nich można się zorientować, o co im chodzi - tłumaczy Kasia.

Przed założeniem Chrumkowa była urzędniczką, pracowała w Poczcie Polskiej w dziale związanym z nieruchomościami. 40 lat mieszkała w Toruniu. Później przeniosła się do Zajączkowa, wsi położonej 35 km na północ od Torunia. Z Kasią mieszkają m.in. dwie Dobrawy, Kasia, Heniek, Darek, Gosia, Julek, Malwina, Ania, Zuza, Tytus, Piotruś. I tylko Dobrawa i Zuza nie są świniami - ta pierwsza jest człowiekiem, a druga psem. Są jeszcze kozy, owce, kury, perliczki. Wszystkie uratowane z przemysłowej hodowli.

Dobrawa Tokarczyk to drugi, obok Katarzyny Trotzek, filar azylu. Aktywistka ruchu walczącego o prawa zwierząt, weganka. Ma na przedramieniu wypalony numer 269. Na żywca, rozżarzonym prętem, takim samym, jakim oznacza się zwierzęta gospodarskie. Dlaczego 269? Na znak solidarności ze zwierzętami, bo taki sam miało cielę, które udało się uratować przed śmiercią. Doskonale wie, jak wygląda ostatnia droga zwierząt hodowlanych. Jako aktywistka ruchu na rzecz zwierząt ma za sobą protesty pod rzeźniami - na własne oczy widziała przerażenie świń wiezionych na śmierć. Do Zajączkowa przyjechała z Anglii, gdzie pracowała przez pięć lat.

Azyl Chrumkowo
Fot. Ela Radzikowska/Instagram.com/ela.radzikowska/

To nie minizoo ani agroturystyka

Kasia i Dobrawa uważają, że to właśnie świnie zostały ze wszystkich zwierząt gospodarskich najbardziej skrzywdzone przez człowieka. - One uwielbiają jeść, bardzo łatwo jest je utuczyć, są wszystkożerne. Krowę ciężko by było karmić resztkami ze stołu, a świnie można. Ludziom się wydaje, że jak się świnię zamknie i da jej dużo jedzenia, to ona będzie zadowolona - tłumaczy Katarzyna. Te świnie nigdy nie wychodzą na dwór, niektóre nie mogą się nawet odwrócić w zagrodzie, jedzą, śpią i załatwiają się w tym samym miejscu. Świnie w azylu całe dnie biegają, ryją, wygrzewają się na słońcu, "rozmawiają" ze sobą, bawią się. W zamknięciu tylko śpią.

Na swoje nieszczęście świnie są też bardzo płodne. Dobrawa podkreśla, że ich hodowanie to jest "fajny biznes", bo loszka rodzi 15 prosiąt w miocie. Miotów może mieć sześć przez cztery lata, a potem świnia trafia do rzeźni. To są pieniądze. W ubojni w Kutnie zabija się 16 tysięcy świń w jeden dzień. W hodowli przemysłowej knurki trafiają pod nóż po kilku miesiącach życia. Lochy spędzają do czterech lat w klatkach porodowych i dopiero wyeksploatowane idą do rzeźni. Prosięta oddzielane są od matek kilka tygodni po porodzie. W azylu dla odmiany lochy karmią swoje małe po kilka miesięcy, ciągle mają je na oku, prosiaki nie odstępują ich na krok.

Azyl Chrumkowo
Fot. Ela Radzikowska/Instagram.com/ela.radzikowska/

Głaszcz mnie

W Chrumkowie bardzo mile widziani są goście. Zarówno przez Kasię i Dobrawę, jak i przez świnie. - Chcemy, żeby ludzie poznawali te zwierzęta. Poczuli, jak świnia pachnie, jaka jest w dotyku. Uświadomili sobie, że to nie tylko mięso na kotlety. Nasi goście są w szoku, kiedy widzą, że świnie reagują na imiona. Że one w ogóle mają imiona - opowiada Kasia. A Dobrawa dodaje: - W azylu ludzie orientują się, że świnie to istoty czujące. Że lubią się bawić, być głaskane. Że są bardzo inteligentne. Świnię można nauczyć wszystkiego, ale czy ona zrobi to, o co się ją prosi, to już zupełnie inna sprawa. Kiedy mówimy stanowczym głosem Elkowi, ogromnemu czarnemu knurkowi, że nie dostanie kolejnego jabłka, bo teraz kolej mniejszej świni, potrafi unieść się honorem, odejść i manifestacyjnie się obrazić.

Zdaniem Kasi i Dobrawy ze świnią można tylko po dobroci. Tak jak z Anią, która po powrocie z dworu podnosi raciczki, żeby jej je wytrzeć. Robi tak, bo wie, że czeka ją za to nagroda.

Azyl Chrumkowo
Fot. Ela Radzikowska/Instagram.com/ela.radzikowska/

W Zajączkowie, w dzień targowy

Kiedy świnie wychodzą rano ze swoich domków, zachowują się jak ludzie w małym miasteczku - witają się ze sobą, dotykają ryjami, "rozmawiają". Niektóre z nich są w azylu tak długo, że nie pamiętają pobytu w hodowli - można przyjąć, że to one zachowują się w sposób najbardziej naturalny. Biegają wolno po całym terenie, nie chcą być zamykane. Wszelkie próby ograniczania ich wolności kończą się histerią. Drzwi ich domków muszą być uchylone. Zdaniem Kasi i Dobrawy świnia, która nie jest złamana psychicznie w procesie hodowli - dosłownie "wbita w beton", uwielbia przestrzeń, fakt, że może wyjść z chlewika i wrócić do niego, kiedy jej się podoba. Świnia potrzebuje ryć, a kiedy jest jej gorąco, musi wytarzać się w błocie. Tego nie może robić w hodowli.

Tokarczyk i Trotzek uważają, że świnie traktują je jak członków stada - jak dwie loszki. - Witają się z nami jak z innymi świniami. W relacjach między nimi nie mają znaczenia waga ani wiek. U nas karty rozdaje Malwina, która jest mikroświnką, waży nie więcej niż 50 kg. Hierarchia ustawiana jest według siły charakteru - tłumaczy Kasia.

Świńskie konflikty wyglądają z boku strasznie, ale jak się je pozna, to wiadomo, że te przerażające histeryczne kwiczenia, przepychanki kończą się jedynie lekkimi zadrapaniami.

Kiedy świnia jest zadowolona, macha delikatnie ogonem. Kiedy jest zła, kładzie ogon na plecach jak skorpion, jeży jej się szczecina na karku, mlaska, potrafi też kłapać zębami, jakby mówiła: "Mam zęby, mam zęby". Przepychanki w azylu nie trwają jednak długo, świnie szybko się dogadują, jakby szkoda im było życia na awantury.

Azyl Chrumkowo
Fot. Ela Radzikowska/Instagram.com/ela.radzikowska/

Ucieczka z owcami i strajk głodowy

Za każdą świnią w Chrumkowie stoi smutna historia. Kasia na przykład nie rokowała jako locha rodząca, została więc poddana dwóm cyklom tuczenia - każdy trwał pięć miesięcy. Ostatecznie ważyła 60 kg zamiast oczekiwanych 100. Nie chciała jeść, nie chciała tyć, miała depresję. - W azylu też odmawiała jedzenia, w końcu udało jej się wcisnąć winogrono. Załapała i poooszło! - opowiadają dziewczyny. Ich podopieczna cały czas jest głodna wolności. Kiedy jest ciemno i inne świnie już śpią, ona dalej biega po dworze i ryje, jakby się bała zamknięcia.

Vida jest z kolei lochą z dwójką cherlaków - tak się nazywa najsłabsze w miocie prosiaki. Pochodzą z podtoruńskiej tuczarni.  Kasia i Dobrawa wielokrotnie prosiły jej właściciela, żeby oddał im pod opiekę świnię z małymi. Wreszcie pod koniec lata zlitował się nad nimi i świnią. Przekazał im jedną z 600 loch, które chciał sprzedać na mięso. Dziewczyny początkowo niepokoiły się, jak to ogromne, trzymane przez cztery lata w zamknięciu zwierzę odnajdzie się w ich azylu. Vida jednak już po pierwszym dniu zrozumiała, że nic jej w Chrumkowie nie grozi.

Gosia, wietnamska świnia, uciekła z niewoli razem z owcami. Przez rok zwierzęta mieszkały w grupie w lesie. Gosia nie lubi być zamykana, nie lubi dotyku. Natomiast Tula i Tytus uciekają i chowają się, kiedy przyjeżdża duży wóz dostawczy. Wychodzą dopiero wtedy, gdy samochód zniknie.

Azyl Chrumkowo
Fot. Ela Radzikowska/Instagram.com/ela.radzikowska/

Imię patrona, kasa z adopcji

Utrzymanie dużej hodowlanej świni to miesięcznie wydatek rzędu 300 zł. Wyżywienie jednej mikroświnki wietnamskiej to ok. 150 zł. - Utrzymujemy się głównie z bazarku na rzecz azylu na Facebooku, ze zbiórek na portalach pomocowych. Nasze świnki można zaadoptować i wziąć na siebie ich utrzymanie. Imiona świnie mają po swoich patronach, którzy wylicytowali możliwość nazwania zwierząt - mówi Katarzyna.

Kasia i Dobrawa zawsze chętnie przyjmą siano, owoce, ziarna. Budki dla świń zrobiły dzięki zbiórce w Internecie, podobnie było z ogrodzeniem. Kasia i Dobrawa najbardziej chciałyby wygrać kumulację w Lotto. Wtedy uratowałyby kolejne świnie i postawiły kopułę, pod którą ich podopieczne mogłyby sobie biegać bez względu na pogodę. Bo świnie są zmarzluchami.

Pani, co trzyma zwierzęta w domu

Sąsiedzi przywykli już do Kasi i Dobrawy. Dziewczyny mają świadomość, że nie zmienią mentalności ludzi. Rolnicy nie przejdą gremialnie na wegetarianizm i nie wypuszczą zwierząt na wolność. - Dla nas ważne jest to, że nikt nie robi nam wbrew. Sąsiadka, która nie ma zwierząt, woła nas, żebyśmy u niej nazbierały owoców dla świń. Kiedy nie miałyśmy jeszcze ogrodzenia, nasze świnie wypuszczały się na wycieczki. Sąsiedzi dzwonili do nas, żeby powiedzieć, gdzie je widzieli. Nie wzywali policji ani myśliwego - opowiada Trotzek.

Azyl Chrumkowo
Fot. Ela Radzikowska/Instagram.com/ela.radzikowska/

Świnie to my

Na filmach, które Kasia i Dobrawa wrzucają na facebookowy profil Chrumkowa, widać je w gumiakach, wyciągniętych dresach. Są ubrudzone, potargane, z osmaganymi wiatrem twarzami. Takie życie to dla nich pełnia szczęścia. Czule przemawiają do świń: "Mój ryjeczku najpiękniejszy", "Kopytka moje kochane", "Słonko!". A zwierzęta odwdzięczają się im czułością i bliskością - śpią na ich kolanach, przytulają się, "całują". - Dla nas to nie jest ciężka praca, poświęcenie. Chociaż musimy zwierzęta nakarmić, posprzątać ich odchody. Każda świnia robi pięć kup dziennie, bo mają błyskawiczną przemianę materii. Wieczorem lokujemy je w domkach. Gdy wybuchają konflikty, zajmuje to nawet półtorej godziny. Ale świnie to my! Kiedy opuszczamy azyl, bardzo źle się czujemy. Odliczamy sekundy do powrotu - zapewniają zgodnie.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu. KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER.

Ola Długołęcka. Redaktorka, która inspirację do tematu potrafi znaleźć w podbitym niechcący oku. Czujnie obserwuje ludzi i przysłuchuje się ich rozmowom. Chodzący spokój i zorganizowanie. Wieloletnia wielbicielka Roberta Redforda.


Zobacz także
Komentarze (101)
Zaloguj się
  • alajnaaa

    Oceniono 38 razy 34

    Dziękuję za ten artykuł. Znałam Chrumkowo już wcześniej, jednak to świetnie widzieć, że takie oczywiste rzeczy jak to, że przemysłowa hodowla zwierząt to dla nich tylko cierpienie, ból i śmierć, przebijają się do mainstremu.

  • jarzebiaknaczczo

    Oceniono 31 razy 27

    Jak najszybciej należy zabronić przemysłowej hodowli. Powszechny wegetarianizm jest utopią, ale dobrostan zwierząt, bardziej ekologiczne rolnictwo, zdrowsze mięso - to postulat realny.

  • kor-ka

    Oceniono 20 razy 18

    Kochane, mądre zwierzęta :)

  • krzych71

    Oceniono 12 razy 12

    W latach '90, jako młodzieniec, byłem rzeźnikiem, dosłownie "umordowałem" tysiące zwierząt. Jest mi z tym niedobrze. Zawsze miałem szacunek do jedzenia zrobionego ze zwierząt, nie pozwalałem na marnowanie jego.
    Cierpienie zwierząt hodowlanych jest naprawdę duże, one mają uczucia - min. kochają.
    Od wakacji, czyli już cztery miesiące, jestem wegetarianinem (na weganizm jestem jeszcze nieprzygotowany) i jest mi z tym naprawdę dobrze!
    Mam nadzieję,będę robił wszystko w tym kierunku, że już nigdy nie będę jadł ciał naszych mniejszych braci.

  • metaxo

    Oceniono 18 razy 10

    Paradoksem jest to, że przeciętna świnka jest inteligentniejsza od wielu Polaków.

  • ogniesteoczy

    Oceniono 10 razy 10

    tysiące lat zwierzęta jadły to co my nie możemy zjeść.
    Aktualnie hodowle przemysłowe zamieniają 100% tego co możemy zjeść na 10% mięsa i 90% gówna które rujnuje planetę.
    Prawda, że dla zielonego wizerunku masona na banknocie ludzkość może zrobić wszystko.....?

  • kieszonkowiec12

    Oceniono 11 razy 9

    Podziwiam takich ludzi opiekujących się zwierzętami. Więcej takich artykułów, to musi ludzi obudzić.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX