Iwona Wieczorek z mamą

Iwona Wieczorek z mamą (fot. arch. prywatne)

wywiad Gazeta.pl

''Mama Iwony stanęła przy siatce i nagle zaczęła niemal płakać. Twierdziła, że czuje obecność córki''

W tym miejscu znaleziono dwa lata temu ślady ludzkiej krwi, i to w dużych ilościach. Pytałem policję, czy krew miała tę samą grupę co Iwony, ale odpowiedzi nie dostałem - opowiada Janusz Szostak, autor książki "Co się stało z Iwoną Wieczorek".

Napisał pan książkę o Iwonie Wieczorek. Dlaczego?

Wiem sporo na temat tej sprawy. Jako jedyny dziennikarz czytałem całe akta, wskazałem też policji miejsce prawdopodobnego ukrycia zwłok 19-latki, brałem i biorę udział w jej poszukiwaniach. Rozmawiałem z dziesiątkami osób związanych z tą sprawą. Podobnie jak wydawca uznałem, że należy wszystkie te moje informacje i wiedzę zebrać w książce, gdyż do tej pory było to rozproszone w moich publikacjach prasowych i w Internecie. Oczywiście w książce jest znacznie więcej nieznanych dotąd informacji i faktów.

Co w niej jest nowego poza tym, co można znaleźć w Internecie?

W Internecie nie ma zbyt wielu wartościowych materiałów. Większość publikacji i wpisów nie wnosi niczego nowego do sprawy. To głównie spekulacje, bez pokrycia w faktach i materiałach dowodowych. W mojej książce jest konkret - materiały z akt, rozmowy z ludźmi związanymi z tą sprawą, analiza faktów. Może to nieskromne co powiem, ale zdecydowaną większość istotnych dla tej sprawy publikacji jest mojego autorstwa oraz dziennikarzy magazynu "Reporter". Często też są wykorzystywane przez innych bez podania źródła. Stąd też między innymi pomysł zebrania ich w formie książkowej.


Część akt sprawy Iwony Wieczorek (fot. mat.prasowe)

Jak na wieść, że taka książka powstanie, zareagowała mama Iwony?

Była nieco zaskoczona, że przygotowuję książkę o jej zaginionej córce. Jednak podeszła do tego projektu ze zrozumieniem i sporo mi pomogła przy powstaniu książki. Pomogła mi choćby przekonać się, jak wartościową dziewczyną była Iwona. Właśnie w Internecie często jest ona oceniana w sposób niesprawiedliwy, krzywdzący. Mama Iwony, co oczywiste, chce wyjaśnienia sprawy zniknięcia swojej córki. Myślę, że podobnie jak ja wierzy, iż książka ta może w tym pomóc. Nadal wierzę, że jestem na dobrej drodze ku temu.

Zatem - co się stało z Iwoną Wieczorek?

Nie żyje. Wszystko wskazuje na to, że została zamordowana.

Skąd to przypuszczenie?

Na to wskazuje moje dziennikarskie śledztwo. Nie jestem co prawda policjantem i nie przesłuchiwałem świadków. Ale jako jedyny dziennikarz zapoznałem się z aktami tej sprawy. Ich lektura daje ogromną wiedzę. Rozmawiałem też ze śledczymi i wieloma innymi osobami związanymi z tą sprawą. Na tej podstawie wysnułem wniosek, że Iwona Wieczorek zginęła najpewniej już w nocy z 16 na 17 lipca 2010 roku.

Kiedyś skłaniałem się ku wersji, że było to morderstwo zaplanowane. Pojawiały się doniesienia o powiązaniach Iwony ze środowiskiem sutenerów czy grupami przestępczymi, ale moim zdaniem chybione. Iwona była młoda, lubiła się bawić, ale nie miała nic wspólnego z prostytucją. Nie wydaje mi się też, żeby została uprowadzona i zmuszana do prostytucji, na przykład w Niemczech czy nawet w Dubaju. Prędzej czy później trafiłby na nią ktoś z Polski i ją rozpoznał. Jej twarz wciąż pojawia się w mediach, wszyscy ją kojarzą. Owszem, w aktach sprawy znalazłem informację, jakoby została sprzedana za 140 tysięcy euro do domu publicznego w Hamburgu. Ale to tylko legenda, która się nie potwierdziła. 


Zapis z monitoringu. Iwona Wieczorek wraca do domu (fot. materiały operacyjne policji)

Podobnie jak pogłoski, że widziano ją na przykład w Paryżu?

Albo w wielu miastach Polski. To też się nie potwierdzało. Badając tę sprawę, dostawałem na adres mailowy mojej fundacji "Na Tropie" bardzo dużo zdjęć dziewczyn niemal identycznych, jak Iwona. Ładnych, szczupłych blondynek, których fotografie wisiały na stronach najróżniejszych agencji towarzyskich. Ale żadna z nich nie była Iwoną. Poza tym Iwona na pewno skontaktowałaby się z mamą. Przez osiem lat znalazłaby jakiś sposób.

To samo mówiła mi mama Iwony.

Ona też jest przekonana, że jej córka nie żyje. Jednak dopóki nie znaleziono ciała, przyjmuje się, że Iwona jest zaginiona.

Kto zabił?

Nie mogę wskazać konkretnej osoby. To rola śledczych. Nie ma na razie dowodów, są jedynie poszlaki i przypuszczenia, o których piszę zresztą w mojej książce. Iwonę zabił ktoś z jej znajomych. Mężczyzna. Ktoś, kogo bardzo dobrze znała i komu ufała. Byli w dobrych relacjach. Feralnej nocy między Iwoną a sprawcą prawdopodobnie zagrały emocje, wydarzyło się coś nieprzewidzianego. I doprowadziło do tragedii. Jeden z moich rozmówców, policjant, też się skłania ku temu, że była to przypadkowa zbrodnia. W afekcie, niezaplanowana.

Tydzień wcześniej Iwona wracała do domu tą samą drogą, z koleżanką Kasią. Też z dyskoteki. Zobaczyła zajście, którego uczestnikami byli koledzy jej znajomego, próbowała interweniować, rozdzielać mężczyzn i sama została pobita. Broniła słabszego. Zdaniem Marka Siewierta, analityka z Komendy Głównej Policji, było to zarzewie tragedii, do której doszło tydzień później. Koleżanka Iwony twierdziła na przesłuchaniu, że nie pamięta, kto kogo uderzył i co się tak naprawdę stało. A policjanci nie byli zbyt konsekwentni w dociekaniu. Odpuszczali sobie trudne pytania, nie drążyli.


Mama Iwony Wieczorek podczas poszukiwań córki (fot. mat. Fundacji ''Na tropie'')

Sugeruje pan, że policja źle prowadziła śledztwo?

Gdyby było inaczej, to sprawa byłaby już dawno rozwiązana. To nie jest zbrodnia doskonała, lecz podwórkowa.  Jeśli policja przesłuchałaby znajomych Iwony bardzo skrupulatnie, kolejny raz, gdyby dokładnie ustaliła przebieg wydarzeń tamtej nocy, to może udałoby się ustalić zabójcę. Tymczasem ci młodzi ludzie najpewniej dogadali się między sobą i wszyscy zgodnie mówili to samo. Policja błędnie przyjęła to za dobrą monetę.

Moim zdaniem gdańscy policjanci od początku działali chaotycznie. Chwytali się i chwytają różnych wersji, jakby nie mieli planu działania. Późno przyjęli zgłoszenie od mamy Iwony, sugerowali,  że dziewczyna zabalowała. Zaczęli tak naprawdę działać dopiero po ośmiu dniach. A przecież najważniejsze były pierwsze godziny po zaginięciu, kiedy można zabezpieczyć najwięcej dowodów i śladów. Nawet nagrania z monitoringów zdobyli znajomi Iwony, a nie policjanci. 

Nie twierdzę, że w policji jest jakiś spisek, że ktoś chroni zabójcę. Raczej, że doszło do szeregu zaniedbań i funkcjonariusze wzajemnie chronią własne interesy. Ktoś się może boi, że straci pracę albo awans, bo nie dopełnił obowiązków. Liczę jednak, że sprawa zostanie wyjaśniona po tym, jak jakiś czas temu zajęli się nią policjanci z krakowskiego Archiwum X.

Brał pan niedawno udział w poszukiwaniach ciała Iwony.

Kilkakrotnie, wraz z przyjaciółmi z fundacji "Na Tropie" prowadziliśmy takie poszukiwania. W 2016 roku wskazałem policji ewentualne miejsce ukrycia ciała Iwony.  Pod koniec września tego roku pojechaliśmy tam z mamą Iwony. Stanęła przy siatce i nagle zaczęła niemal płakać. Była wyraźnie poruszona. Twierdziła, że czuje obecność córki. W tym miejscu znaleziono 2 lata temu ślady ludzkiej krwi, i to w dużych ilościach. Pytałem policję, czy krew miała tę samą grupę co Iwony, ale odpowiedzi nie dostałem. Rozumiem jednak, że policjanci mają prawo odmówić mi informacji.


Poszukiwania ciała Iwony Wieczorek na terenie ogródków działkowych (fot. mat. Fundacji ''Na tropie'')

W miejscu, które odwiedziliśmy, był wcześniej dół na wapno. Cóż, wapno, jak wiadomo, rozpuszcza ciało... Teraz jest tam bardzo prowizoryczne oczko wodne, zauważyliśmy też na części terenu świeżą, zieloną trawę. Teren, po złożeniu przeze mnie zeznań, został sprawdzony przez policję. Policja poinformowała o pobraniu próbek śladów. Próżno jednak szukać w aktach wyników ich laboratoryjnej analizy. Znalazłem tam natomiast informację, że w zakładzie karnym ktoś opowiadał o zabójstwie Iwony. Pojawia się wątek oczka wodnego i ukrycia ciała na działkach. Ten wątek policja też sprawdzała.

Analizował pan też pewnie postać "Pana Ręcznika", czyli mężczyzny, którego uchwyciły na deptaku kamery. Szedł blisko Iwony, nie wiadomo, kim był.

Nie wydaje mi się, żeby "Pan Ręcznik" był w tej sprawie istotny. Przechodzień czy spacerowicz, jakich wtedy w tym miejscu było wielu. Ktoś wracał z imprezy, inny wyprowadzał psa. Większość tych osób policja namierzyła i przesłuchała, a jego akurat nie. Więc go szukają, choć moim zdaniem niewiele wniesie on do sprawy.

W tym miejscu nie dało się Iwony zabić czy uprowadzić. O tej porze latem jest już widno, przemieszcza się tam pełno ludzi. Nie da się dziewczyny wciągnąć w krzaki, tak, by ktoś tego nie zauważył. Robiłem w tym miejscu eksperyment, który to potwierdził.

Iwona pewnie by krzyczała. A co z jej telefonem i butami, które niosła w ręku? Musiałyby gdzieś tam leżeć, przecież zabójca by ich raczej nie zabrał z chodnika na oczach ludzi. Nierealne. Tam jej się nic nie stało, podobnie jak przed domem, gdzie  prawdopodobnie wsiadła do czyjegoś samochodu. Ale ona na pewno nie pojechałaby z kimś obcym. Zareagowałaby ostro, nie wsiadłaby. Miała silny charakter.

Rok temu w pana piśmie "Reporter" pojawił się artykuł, w którym czytamy, że "Ręcznik" zabił Iwonę. Skąd więc teraz pewność, że ten człowiek nie jest istotny?

To była hipoteza byłego agenta służb specjalnych, który zgłosił się do mnie i przedstawił  swoje podejrzenia i przemyślenia na ten temat. Nie przekonywały mnie jednak one. Czemu dałem wyraz w tym samym artykule.


Iwona Wieczorek z psem Kiką (fot. arch. prywatne)

Co jest takiego w historii Iwony, że wciąż ludzi interesuje?

Sama historia wydaje się banalna. Dziewczyna wychodzi z dyskoteki i nie wraca do domu. Znam wiele bardziej dramatycznych, które nie stały się tak medialne. Między innymi dlatego, że Iwona zniknęła w wakacje, w sezonie ogórkowym. Ładna dziewczyna, słynny polski kurort i robi się znana sprawa. Media w całej Polsce chętnie podchwyciły ten temat, a potem zaczął on żyć własnym życiem. Powstawały liczne fora, na których snuto mniej lub bardziej prawdopodobne scenariusze. To jest jak kryminał, w którym każdy chce dopisać własny rozdział.

We wszystkich tego typu sprawach poraża mnie, że policja często zostawia rodziny zaginionych same sobie. Więc w pobliżu tych bliskich pojawiają się od razu całe rzesze najróżniejszej maści hochsztaplerów - detektywów, jasnowidzów czy innych postaci, które składają obietnice bez pokrycia.

Czy kiedyś dowiemy się, co się wydarzyło w nocy z 16 na 17 lipca 2010 roku?

Uważam, że nie wszystko stracone. Jest późno, ale nie za późno. Policja powinna jeszcze raz dokładnie przesłuchać znajomych Iwony Wieczorek. Dziś mają do stracenia więcej niż osiem lat temu. Mają rodziny, dzieci, pracę. Mogą stracić tę stabilizację. Może więc ktoś ze strachu przed odpowiedzialnością powiedziałby więcej? Weźmy chociażby sprawę zabójstwa Iwony Cygan, którą udało się rozwikłać po 20 latach. Policjanci z archiwum X namierzyli 17 sprawców i posadzono ich na ławie oskarżonych.

Liczę, że sprawą zaginięcia Iwony Wieczorek również zajmą się policjanci z archiwum X. I że kiedyś dojdą do tego, kto zabił.


Plakat o zaginięciu Iwony Wieczorek, okładka książki Janusza Szostaka (fot. mat.prasowe)

Janusz Szostak. Dziennikarz, reporter śledczy, redaktor naczelny magazynu kryminalnego "Reporter". Założyciel i prezes Fundacji "Na tropie", która zajmuje się poszukiwaniem osób zaginionych oraz pomocą ofiarom przestępstw.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka psów, mądrych ludzi, kawy i sportowych samochodów.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (4)
Zaloguj się
  • Sroga Bufetowa

    Oceniono 5 razy 5

    Bardzo czekam na rozwiązanie. Życzę Mamie Iwony by mogła godnie pochować córkę. Myślę o tej sprawie często...

  • xx78

    Oceniono 2 razy 0

    Tego pana dyskwalifikują dwie rzeczy jako poważnego dziennikarza. 1 - brak rozmów ze świadkami i ludźmi, którzy byli z nią wtedy w disco oraz publikowanie bajań wróźbitów.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX