Agnieszka Smoczyńska

Agnieszka Smoczyńska (fot. Rafał Placek)

wywiad gazeta.pl

Agnieszka Smoczyńska: Kiedy robię film, spełniam przy okazji swoje marzenia

Nie uznaję tak zwanych obsad stolikowych. Uważam, że zdjęcia próbne są kluczowe, bo nieraz jest tak, że między dwójką świetnych aktorów - wymyślonych przy stoliku - po prostu nie iskrzy. A jak nie iskrzy, nie ma co robić filmu - mówi Agnieszka Smoczyńska, reżyserka filmu "Fuga".

I kto powiedział, że nie ma wspaniałych ról dla dojrzałych kobiet?

W polskim kinie jest z nimi ciężko. Z takiego właśnie założenia wyszła Gabrysia Muskała, gdy postanowiła sama napisać scenariusz i stworzyć postać, której nikt by jej nigdy nie zaproponował za względu na jej emploi. Gabrysia, oprócz tego, że jest aktorką, pisze także z siostrą dramaty i od dłuższego czasu chciała napisać coś dla siebie. Już na bankiecie po premierze mojego krótkiego metrażu "Aria Diva" wspomniała, że ma genialny pomysł na film i opowiedziała mi historię kobiety, którą zobaczyła w programie telewizyjnym.

Ten bankiet był ponad dziesięć lat temu.   

No tak, trochę to, jak widzisz, trwało.

I co to za historia?

W programie "Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie" wystąpiła kobieta koło czterdziestki, którą pacjentki ze szpitala psychiatrycznego nazwały Marią. Maria kompletnie nie wiedziała, kim jest ani skąd pochodzi, nic. W programie szukano jej bliskich bądź kogoś, kto ma o niej jakieś informacje. I nagle zadzwonił pan, mówiąc, że ją zna, bo jest jej sąsiadem, że ona naprawdę ma na imię Maria, jest mężatką i ma dwójkę dzieci. Gabrysia była w szoku, bo ta kobieta na telefon sąsiada odpowiadała: "Ja mam męża? Ja mam dzieci?". Nic nie pamiętała. W jej oczach była kompletna pustka. Wtedy narodził się pomysł na zrobienie z tego filmu.

Kard z filmu 'Fuga' (fot. Krzysztof Wiktor)
Kard z filmu 'Fuga' (fot. Krzysztof Wiktor)

Pomysł, który podchwyciłaś entuzjastycznie?

Bardzo! Sama byłam wtedy młodą matką i nie mogłam pojąć, jak można zapomnieć własne dziecko. Jak to jest, że najsilniejsza ze wszystkich więzi może po prostu w jednej chwili zniknąć. Wydawało mi się to po prostu niemożliwe. Jak można przestać nagle kochać? Jak to działa?

Jedna z kobiet, z którymi rozmawiałyśmy z Gabrysią, opowiadała nam, że kiedy po czterech latach udało jej się odnaleźć męża, jego spotkanie z dziećmi było najbardziej traumatycznym doświadczeniem życia, bo ich nie poznawał. Ciało to samo, ale w środku jakby inny człowiek.

Tracisz pamięć i dawniej żywione uczucia?

Dokładnie. I nie wiadomo, co jest gorsze. Mało tego, może ci się kompletnie zmienić osobowość - z ekstrawertyka możesz się stać introwertykiem, możesz przestać być daltonistą albo z matematyka zmienić się w osobę, która ma problem z najprostszymi obliczeniami. Bardzo mnie zafascynowała ta zupełna przemiana: jesteś tą samą osobą i jednocześnie kimś zupełnie innym. Niezwykły dualizm.

Schorzenie, o którym rozmawiamy, zwane jest fugą dysocjacyjną.

Czytałyśmy o niej dużo, rozmawiałyśmy i nadal trudno nam fugę pojąć, bo co się dzieje w ludzkiej głowie, że pewnego dnia po prostu zostawiasz klucze od mieszkania na stole, wstajesz, wychodzisz i znikasz. Albo że chcesz się zabić, idziesz na most i zanim skoczysz, zapominasz, że chciałeś popełnić samobójstwo. Taki przypadek też poznałyśmy. Jedno wiadomo na pewno - fuga związana jest zwykle z podróżą. Ona może trwać dzień, tydzień, rok, kilka lat. W naszym filmie to dwa lata.

Kard z filmu 'Fuga' (fot. Jakub Kijowski)
Kard z filmu 'Fuga' (fot. Jakub Kijowski)

Wywołuje ją traumatyczne doświadczenie?

Czasami. Znam historię chłopaka, który nie mógł poradzić sobie z długami, sprzedał mieszkanie i znaleziono go idącego nago wzdłuż torów. Zgłosiła się po niego rodzina, ale on jej nie rozpoznał. Nie wiedział, kim ani skąd jest. Zaczął sobie wszystko przypominać dopiero po jakimś czasie, powoli. W wychodzeniu w tego stanu ważny jest kontakt z bliskimi i czas. Wtedy sobie zaczynasz krok po kroku przypominać. I musisz iść na terapię, bo jak tego nie przepracujesz, sytuacja może się powtórzyć.

Dlaczego od pomysłu na film do premiery minęło aż tyle lat?

Bo Gabrysia, jako zajęta aktorka, tak długo pisała scenariusz, że udało nam się dopiero teraz. "Fuga" to miał być w ogóle mój debiut. Za długo to jednak trwało, więc zajęłam się wtedy "Córkami dancingu", pomysłem, którym zainteresował mnie Robert Bolesto.

Dobrze, że zmieniła się kolejność?

Bardzo, bo po "Córkach dancingu", a raczej już w trakcie ich kręcenia, zupełnie zmieniłam swoje myślenie o filmie. "Fuga" pisana była jako klasyczny dramat psychologiczny i dzięki temu, że zrobiłam ją po "Córkach.", takim dramatem przestała być.

Ogląda się ją trochę jak straszną baśń.

Rzeczywiście, elementy baśniowe i surrealistyczne dopisałam do scenariusza po "Córkach dancingu". Mają za zadanie poszerzenie myślenia, pobudzenie wyobraźni. Podobnie zresztą jak dźwięk, który mnie coraz bardziej fascynuje. Używając go w taki, a nie inny sposób, chciałam pokazać kompleksowość fugi, bycie w rzeczywistości i jednocześnie poza nią. Takie balansowanie pomiędzy dwoma światami. Wiesz, kiedy spotkałyśmy się z prawdziwą Marią, miałam poczucie, że z nami jest, ale co chwilę gdzieś odpływa, funkcjonuje na granicy dwóch światów. Zależało mi, żeby nasza bohaterka też żyła na takiej granicy.

Kard z filmu 'Fuga' (fot. Jakub Kijowski)
Kard z filmu 'Fuga' (fot. Jakub Kijowski)

I to się udało. W dodatku trudno odgadnąć, w którym świecie jest jej lepiej.

A gdybym nakręciła "Fugę" przed "Córkami dancingu", to może zrobiłabym film o biednej kobiecie z problemami psychicznymi, dramat rodzinny. W każdym razie mam wrażenie, że kolejność filmów ma tu niebagatelne znaczenie. Dzisiaj "Fuga" jest dla mnie bardziej o trudnej decyzji, przed jaką staje kobieta prowadząca poukładane życie i wywracająca je nagle do góry nogami.

O kobiecie niepasującej do społecznego szablonu?

A było tak wspaniale: mąż, dziecko, piękny dom, praca. Jednak czujesz w środku, że coś jest nie tak, że nie chcesz już spełniać oczekiwań społecznych, rodzinnych i jakie tam jeszcze wymyślimy, że nie chcesz być dłużej Matką Polką, że to poukładanie cię niepokoi, a w gruncie rzeczy unieszczęśliwia. Nasza bohaterka doszła do takiej granicy, na której poczuła, że musi się z tym wszystkim skonfrontować.

Gabriela Muskała jest nie tylko autorką scenariusza, ale też gra główną rolę. To utrudniało ci pracę czy wręcz przeciwnie?

Zanim zaczęłam zdjęcia, byłam przekonana, że to będzie wielkie utrudnienie, że Gabrysia jest tak zżyta z tekstem, tworząc go latami, że go nie wypuści. Było jednak inaczej. Oddała mi go. Zupełnie. I to było bardzo dobre. Nie oglądała też żadnej wersji montażowej. Nie chciała. Całość zobaczyła pierwszy raz dopiero na premierze "Fugi" na festiwalu w Cannes. To był dla nas obu ogromny stres, ale chyba dobrze, że tak się stało. Gabryśka była rozczarowana tylko tym, że nie pozwalałam jej płakać na ekranie.

Łzy ciekną za to jej filmowemu mężowi, granemu przez Łukasza Simlata.

Bo o to właśnie chodziło, by łzę przejął mąż.

Kadr z filmu 'Fuga' (fot. Krzysztof Wiktor)
Kadr z filmu 'Fuga' (fot. Krzysztof Wiktor)

Świetna jest między nimi chemia.

Cieszę się, że to mówisz, bo wiedziałam, że chemia jest najważniejsza, że nic nam nie wyjdzie nawet z najwybitniejszym aktorem, jeśli nie będzie tego czegoś. Z Łukaszem kliknęło od razu.

Grają też w filmie role drugoplanowe znakomici aktorzy, których na co dzień oglądamy raczej w teatrach. Lubię ten twój teatralny skręt, bo jak długo można oglądać dziesięciu dyżurnych aktorów filmowych?

Kiedy robię film, spełniam przy okazji swoje marzenia. Jednym z nich była na pewno współpraca z Piotrem Skibą czy Haliną Rasiakówną. Ja się na nich wychowałam, chodząc nałogowo do Teatru Polskiego we Wrocławiu. Stamtąd też była przecież Kinga Preis grająca w "Córkach dancingu". Dla Skiby przepisaliśmy nawet postać, bo miał ją początkowo grać młody facet. Dalej jest Klara Bielawka - wspaniała.

Aktorka Teatru Powszechnego w Warszawie.

Dariusz Chojnacki - genialny.

Aktor Teatru Śląskiego w Katowicach. Coraz częściej na kinowym ekranie.

Małgosia Buczkowska, Zbigniew Walerys, Joanna Niemirska, Ewa Błaszczyk. To naprawdę wymarzona obsada. Myślę, że się nam tak udała także za sprawą tego, że nie uznaję tak zwanych obsad stolikowych. Uważam, że zdjęcia próbne są kluczowe, bo nieraz jest tak, że między dwójką świetnych aktorów - wymyślonych przy stoliku - po prostu nie iskrzy. A jak nie iskrzy, nie ma co robić filmu. Tu widziałam, że jest, jak trzeba.

I wywiozłaś ich wszystkich na swój ukochany Dolny Śląsk.

W okolice pogańskiej Ślęży. I kiedy zobaczyłam dom, w którym dzieje się akcja filmu, od razu wiedziałam, że chcę tam kręcić. Takie decyzje podejmuję często intuicyjnie.

Kadr z filmu 'Fuga' (fot. Jakub Kijowski)
Kadr z filmu 'Fuga' (fot. Jakub Kijowski)

To był spokojny lot czy z turbulencjami?

Z turbulencjami, czasem mocnymi, bo temat nie jest łatwy. Długo też szukaliśmy odpowiedniego języka filmowego. W dodatku sama w tym czasie byłam w żałobie, rok przed zdjęciami umarła moja mama. Film jest w jakimś sensie o pożegnaniu z matką. I kiedy siedzisz w tym za długo, wszystko wchodzi ci do głowy. Robiąc "Fugę", zrozumiałam, że każdy film ma zupełnie inną energię. 

"Fuga" ma z pewnością inną od "Córek.".

Tam była feeria pomysłów, szaleństwo, piosenki, glamour. A tu - dwie osoby i dom. To jest jednak wyzwanie, choć samą pracę na planie i montaż uwielbiam.

Montaż, zdaje się, znacznie w tym przypadku przyspieszony.

Kiedy okazało się, że zaproszono nas do Cannes, musieliśmy skończyć postprodukcję nie w trzy miesiące, jak planowaliśmy, ale w trzy tygodnie. To było czyste szaleństwo, ale się udało. Dobrze nas przyjęto.

W Gdyni także. Znów zgarnęłaś nagrodę na debiut. Ile razy można?

Za debiut uznaje się pierwszy, ale i drugi film, bo ten drugi jest ponoć o wiele trudniejszy od pierwszego. Mówią, że jeden udany film może zrobić każdy, ale talent poznaje się po tym, czy kolejne też są dobre. I rzeczywiście, coś jest na rzeczy z tą trudnością, bo kręcąc drugi film, masz już zupełnie inną świadomość. Drugim ryzykujesz chyba więcej. Taki to jest ciężki los reżysera.

Ciężki? Przecież ty, co już ustaliliśmy, uwielbiasz kręcić filmy.

To prawda, nie lubię właściwie tylko etapu tworzenia scenariusza, kiedy czuję, że coś jeszcze macamy, czegoś szukamy, nie dotykamy sedna, a ja bym już chciała to mieć i kręcić. A potem montować i siedzieć godzinami nad dźwiękiem, który wciąga mnie coraz bardziej.

Agnieszka Smoczyńska (w środku) wraz z ekipą filmu 'Fuga' (fot. Renata Dabrowska / Agencja Gazeta)
Agnieszka Smoczyńska (w środku) wraz z ekipą filmu 'Fuga' (fot. Renata Dabrowska / Agencja Gazeta)

Teraz już jesteś spokojna? Trzeci film zrobisz bez presji debiutu?

Słuchaj, niedawno usłyszałam, że ten trzeci jest jeszcze trudniejszy.

Aha, czyli jest coraz gorzej?

Chyba tak, ale nie rozmawiajmy o trzecim, bo muszę najpierw się uwolnić od drugiego, a takim uwolnieniem jest zawsze polska premiera. Po niej mogę przewietrzyć głowę i zabrać się za coś nowego.

Jest już pomysł?

Jest.

Jaki?

Nie powiem.

Czyli jednak można?

Co takiego?

Być reżyserką filmową i matką jednocześnie?

Rozumiem, że wracamy do naszej rozmowy sprzed dwóch lat w "Wysokich Obcasach".

Mówiłaś mi wtedy, że ciągle słyszałaś: albo filmy, albo dzieci.

Okazało się, że można mieć jedno i drugie, choć nie ukrywam, że to jest trudne. Kobiety zawsze mają trudniej. A ja się zawzięłam, bo nie wyobrażam sobie życia ani bez filmu, ani bez dzieci.

Kręcą się na planie filmowym?

Oczywiście, nawet statystują, choć w "Fudze" padły ofiarą montażu, co, wyobrażasz sobie, nie było łatwą decyzją. 

Do kin wchodzi "Fuga", a na Netflixie jest już serial "1983", w którym też maczałaś palce.

Zadzwoniła do mnie Kasia Adamik, mówiąc, że potrzebują z dziewczynami jeszcze jednego reżysera, bo się nie wyrobią, i spytała, czy mogą w Netflixie zgłosić moją kandydaturę. Oczywiście od razu się zgodziłam i zrobiłam jeden odcinek, siódmy. To była niesamowita przygoda i trochę powrót do korzeni, bo ja się zawodu uczyłam, robiąc seriale.

W międzyczasie zdążyłaś jeszcze spektakl wyreżyserować w Komunie Warszawa.

"Święta kluska" to musical napisany przez Roberta Bolesto, z piosenkami Zuzy Wrońskiej, muzyką Marcina Macuka i choreografią Kai Kołodziejczyk, czyli twórców "Córek dancingu". Postanowiliśmy pójść dalej w naszych poszukiwaniach i poeksperymentować z takimi gatunkami, jak musical, komiks, slapstick. A wszystko to spowite jest melancholią na temat miłości: rodzinnej, ale też międzygatunkowej. Czujesz się zachęcony? Bo gramy "Kluskę" za kilka dni gościnnie w Nowym Teatrze w Warszawie.


Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Agnieszka Smoczyńska. Urodziła się w 1978 roku we Wrocławiu. Jest absolwentką kulturoznawstwa na Uniwersytecie Wrocławskim oraz reżyserii na Wydziale Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego i Szkoły Wajdy. Jej pełnometrażowym debiutem były "Córki dancingu" (2015), nagrodzone m.in. na Festiwalu Filmowym w Gdyni. Do kin trafił właśnie jej drugi, także nagrodzony w Gdyni, film "Fuga", który miał swoją premierę na Festiwalu Filmowym w Cannes. 

Mike Urbaniak jest dziennikarzem kulturalnym "Wysokich Obcasów", weekendowego magazynu Gazeta.pl i felietonistą magazynu "Vogue".               

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (13)
Zaloguj się
  • ahhna

    Oceniono 15 razy 11

    Byłam dziś na tym filmie. Naprawdę dobry. Jest o czym rozmyślać i dyskutować. Coś we mnie bardzo poruszył i to się szybko nie uspokoi.
    Bardzo gratuluję twórcom. Gra Gabrieli Muskały... Wydawało mi się, że po "7 uczuciach" już samej siebie nie przeskoczy. A tu proszę. Łukasz Simlat, no i ten chłopczyk - majstersztyk.

  • majalipczak

    Oceniono 5 razy 5

    Bardzo ciężki film, nieraz się popłakałam w trakcie, ale wrażenia są niesamowite, i to jest najważniejsze!

  • rigmec

    Oceniono 4 razy 4

    Przepraszam za błędy, niestety nie mogę ich skorygować.

  • ilchi

    Oceniono 3 razy 3

    Jak obejrzec film pani Smoczynskiej w sieci, dla tych co za granica?

  • Agata Krupa

    Oceniono 1 raz 1

    aktorką teatru powszechnego jest Klara BIELAWKA, nie Bielawska. Chyba że mają tak drugą aktorkę o tak podobnych personaliach...

  • Marek Jarecki

    Oceniono 1 raz 1

    Niesamowity film! Muskała się najbardziej nadaję na tę rolę

  • rigmec

    Oceniono 4 razy 0

    A które przypadki daltonizmu mogą się cofnąć po utracie pamięci. Większość przypadków związana jest z wadą chromosomu X, dlej w kolejności uszkodzenie dróg wzrokowych a czasem działanie środków farmakologicznych.
    Pewnie chodzi o uboczne działanie leków no bo w sumie zapomina się je brać.

  • 12345a65

    Oceniono 7 razy -3

    Ja mam problem z p. Gabrielą Muskałą i dla mnie filmy z nią, to z reguły męka oglądania. Nie wiem, czy ta aktorka potrafi wyczuć, kiedy powinna podnieść głowę lub głos, czy potrafi nie wywoływać wrażenia delirium lub ekstazy Hamleta, czy jest jakaś rola, w której nie będzie miała dżinsów oraz kurtki lub kurteczki. Po "Moje córki krowy" mam wręcz odruch niechęci. A szkoda, bo być może to wina szufladki, do której wkłada się tę kobietę. Ten artykuł niestety nie zachęcił mnie do oglądania "Fugi" w kinie, choć temat wydaje się intrygujący.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX