Kurator sądowy. Wróg społeczny numer jeden

Kurator sądowy. Wróg społeczny numer jeden (fot: Shutterstock.com)

społeczeństwo

Kurator sądowy. Wróg społeczny numer jeden

Raz, dwa, trzy. Zawsze odlicza przed naciśnięciem dzwonka. Taki rytuał. Nie wszyscy otwierają od razu, czasem musi się dobijać. Nikt nie lubi obcych. Zwłaszcza kogoś, kto zagląda do szafy, pyta o ostatnie spożycie alkoholu, sprawdza stan toalety albo prosi o próbkę moczu. Kogoś takiego można z łatwością obrazić, nastraszyć albo oskarżyć. O naruszenie prywatności, o niedopełnienie albo przekroczenie obowiązków. Tak, żeby więcej nie przyszedł.

Ostatnio często jest jej niedobrze. Przed oczyma ma obrazy z poprzednich wizyt. Rozkładające się resztki obiadu sprzed miesiąca, brudną bieliznę wciśniętą za pralkę. Słodko-kwaśny zapach potu. Nauczyła się już, że w dużym stresie człowiek pachnie specyficznie. Potrafi ten zapach rozpoznać.

Świnoujście. 15-letnia Roksana skazana na poprawczak za zabójstwo koleżanki (fot: Artur Kubasik/ Agencja Gazeta)
Świnoujście. 15-letnia Roksana skazana na poprawczak za zabójstwo koleżanki (fot: Artur Kubasik/ Agencja Gazeta)

Czasami żartuje, że pracuje nie w terenie, a na polu minowym. Mało kto jest w stanie tak po prostu, z marszu wejść z butami w cudze życie. W życie z grzybem na ścianach mieszkania, stosem butelek, pełne ostrych jak brzytwa słów.

Czy się boi? Nigdy nie wie, co zastanie. Agresywnego psa, kobietę wymachującą nożem albo odurzonego narkotykami nastolatka. Do ochrony ma tylko dwie ręce i siłę perswazji.

Przez pierwsze lata tłumaczyła, że nie jest zła, że chce dobrze. Że jest nie po to, żeby karać, ale próbować razem z podopiecznym coś naprawić. Potem zrozumiała, że czegokolwiek by nie zrobiła, jak najdelikatniej nie wkroczyłaby w czyjeś życie, to i tak prawdopodobnie oberwie. Tak samo jak komornik, strażnik więzienny czy policjant.

34-letni ojciec z dwójką dzieci (fot: zdjęcie z materiału TVN 'Uwaga!' o batalii 34-latka i jego żony)
34-letni ojciec z dwójką dzieci (fot: zdjęcie z materiału TVN 'Uwaga!' o batalii 34-latka i jego żony)

Od kilkunastu dni jest jeszcze gorzej. Po tragedii na warszawskim Bemowie, gdy podczas widzenia z dziećmi w obecności kuratora 34-letni Tomasz M. otruł siebie i 4,5-letniego synka, na kuratorach sądowych znowu wszyscy wieszają psy. "Bo nie dopilnował, bo mógł coś zauważyć. Bo za to przecież mu płacą. Bo mógł do tego nie dopuścić".

Czy na pewno mógł?

"Misjonarze"

Około 5,2 tysiąca - tylu jest w Polsce jeszcze kuratorów zawodowych. Na łeb na szyję spada za to liczba kuratorów społecznych. W 2014 roku było ich ponad 28 tysięcy, trzy lata później ponad cztery tysiące mniej. Wielu rezygnuje, mają dość. 

Kuratorzy działają zawsze na orzeczenie sądu - karnego lub rodzinnego. Pod kuratorską pieczę mogą trafić zarówno dorośli, jak i dzieci. Poza dozorami i nadzorami sądy zlecają kuratorom opiekę i wsparcie w resocjalizacji i powrocie do społeczeństwa byłych więźniów oraz niepełnoletnich zwalnianych z poprawczaków.

Od kuratorów wymaga się nieposzlakowanej opinii, odpowiedniego wykształcenia (studiów z zakresu nauk pedagogiczno-psychologicznych, socjologicznych lub prawnych), bardzo dobrego stanu zdrowia, a w przypadku kuratora zawodowego - odbycia rocznej aplikacji i zdania egzaminu.

Aplikant kuratorski dostaje około 2 tys. zł pensji. Kurator zawodowy ponad 3 tys. zł, starszy kurator zawodowy - ok. 4 tys. zł. Najlepiej, jakieś 500 zł więcej, zarabia kurator specjalista, ale zostać nim mają szansę tylko nieliczni, z powodu dziur w budżecie i braku środków na awanse. 

Kurator społeczny wprawdzie nie musi - tak jak zawodowy - robić aplikacji, ale za to swoją pracę wykonuje niemal całkowicie pro bono. W zależności od liczby podopiecznych objętych pieczą oraz obszaru, na którym działa, miesięcznie jest w stanie zarobić około. 500 zł. - Kto to na dłuższą metę wytrzyma? -- zastanawia się jeden z kuratorów społecznych ze Śląska. - Czasem myślę, czy nie jestem jednak po części wariatem. Nikt normalny nie ponosiłby dzień w dzień takiego ryzyka za tak marne pieniądze.

Dlatego o kuratorach społecznych na forach mówi się niekiedy "misjonarze".

Moje pruszkowskie podwórko

Dwa dni w tygodniu dyżuruje w sądzie w Pruszkowie. Przyjmuje podopiecznych, interesantów, udziela porad. Wypełnia stosy dokumentów. W pozostałe dni - praca w terenie. Pod opieką ma trzy dzielnice Pruszkowa: Gąsin, Tworki, Malichy, osiedle Kopernika oraz miejscowości w gminie Nadarzyn - Kajetany, Walendów, Rusiec, Młochów, Wola Krakowiańska, Krakowiany, Szamoty, Rozalin Parole i inne. W sumie około 30 podopiecznych. Do niektórych trzeba jeździć kilkadziesiąt kilometrów. Niekiedy wielokrotnie w ciągu miesiąca. Kursy w tę i z powrotem robi prywatnym samochodem, w tym czasie odbiera kilkanaście połączeń od podopiecznych w potrzebie. Na prywatny numer telefonu. Ma za to dodatek terenowy. Ostatni raz, jak i podstawa całej wypłaty, waloryzowany w 2009 roku. - Czy pamięta pani, jaka była cena benzyny w 2009 roku? - pyta Piotr Jabłoński, absolwent pedagogiki na Wydziale Resocjalizacji Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie. Dzisiaj starszy kurator zawodowy dla osób dorosłych przy Sądzie Rejonowym w Pruszkowie. Staż pracy: 12 lat.

Luboń. Eksmisja kobiety z 3-letnim dzieckiem (fot: Robert Woźniak/Agencja Gazeta)
Luboń. Eksmisja kobiety z 3-letnim dzieckiem (fot: Robert Woźniak/Agencja Gazeta)

Jeśli ktoś chce skrzywdzić dziecko, to nie ma znaczenia, kiedy i gdzie to zrobi. Czy w łazience, czy w kinie, czy podczas obiadu, czy na placu zabaw. Czy poda dziecku jakąś substancję w batoniku, w popcornie czy w piciu. W przypadku tragedii na warszawskim Bemowie sąd, ustanawiając taką formę kontaktów, ustalił, że ojciec nie jest niebezpieczny. Ale to kurator w oczach opinii publicznej "nie dopilnował". - Oczywiście wyjaśnienia są niezbędne. Wszyscy zapominają jednak, że - poza rodziną - to przede wszystkim kurator, w tym przypadku społeczny, wskazany przez sąd do udziału w kontaktach ojca z dziećmi, przeżywa ogromną traumę. Ale on w odczuciu społecznym niemal zawsze jest winny - podkreśla ze smutkiem Jabłoński.

Wywiad, którego nie było

O skrajnie trudnych warunkach pracy kuratorów, ryzyku zawodowym oraz walce z wiatrakami alarmuje Najwyższa Izba Kontroli w tegorocznym raporcie. Zdaniem NIK od kilkunastu lat nie zmieniono standardów zawodowych, podczas gdy z roku na rok zmienia się zakres obowiązków kuratorów sądowych. Co to znaczy? Dokładnie tyle, że wymaga się od nich coraz więcej, nie dając nic w zamian. Na przykład standardy obciążenia pracą kuratorów zawodowych nie uwzględniają licznych i czasochłonnych wywiadów środowiskowych, których w latach 2014-2017 (pierwsze półrocze) przeprowadzono blisko 1,8 miliona. Wywiad ma pomóc sądowi w podjęciu decyzji w danej sprawie. Ma być diagnozą skazanego lub sprawcy, oskarżonego, który dopiero staje przed sądem. To sprawa wielkiej wagi, która może mieć wpływ na wyrok. Ale przez ministerstwo wywiad nie jest uwzględniany jako tzw. obciążenie zawodowe kuratorów.

A ile razy zdarza się, że adres podany w dokumentacji przekazanej do zespołu kuratorskiego jest nieaktualny albo wskazuje np. na ogrody działkowe czy... dworzec? I szukaj wiatru w polu. Prywatnym samochodem, na prywatnym ubezpieczeniu, z prywatnym laptopem. Często brakuje sprzętu do sprawdzania promili w wydychanym powietrzu, pobierania próbek moczu. Zdarza się, że kuratorzy pracują na przeterminowanych narkotestach.

W żadnym innym kraju europejskim kurator sądowy nie pracuje tak często w terenie jak w Polsce - - podkreśla Helsińska Fundacja Praw Człowieka. I chociażby z uwagi na to powinien mieć zapewnione bezpieczeństwo, podobnie jak inni funkcjonariusze służby publicznej. Według NIK próbuje się tego dokonać na różne sposoby. W niektórych sądach korzystano z zewnętrznej służby ochrony, monitoringu korytarzy sądowych czy też wyposażenia pomieszczeń kuratorów sądowych w przyciski alarmowe umożliwiające wezwanie ochrony obiektu. Ale na dyżurach kurator spędza dwa dni w tygodniu. W pozostałe działa w terenie. Jest wtedy sam. Ale nawet gdyby przydzielić każdemu osobistego ochroniarza, ten nie uchroniłby go przed wszystkimi niebezpieczeństwami.

- W ubiegłym roku pracowałem z osobami, które prątkowały gruźlicą. To nie było na zapadłej wsi, ale w centrum Pruszkowa pod Warszawą. Na porządku dziennym są liczne choroby zakaźne, wirusowe zapalenie wątroby. Nigdy nie wiemy, co przyniesiemy ze sobą do domu, do dzieci - mówi Jabłoński.

Kurator jak prokurator

Najwyższa Izba Kontroli szacuje, że postępowaniem kuratorów objętych jest ponad 640 tysięcy Polaków, a ponad 60 tysięcy ma z nimi do czynienia podczas wywiadów środowiskowych.

Zazwyczaj podopieczny jest odwiedzany w miejscu zamieszkania, czyli tam, gdzie on czuje się najpewniej, a kurator jest najsłabszy. Zwłaszcza jeśli ma do czynienia z kimś, kto traktuje jego wizytę jako naruszenie prywatności i strefy osobistej. Po alkoholu i środkach odurzających poczucie prywatności wzrasta, a dozorujący staje się już nie tylko niechcianym gościem, ale wrogiem.

Jedna z kuratorek pomimo upływu lat wciąż trzęsie się na wspomnienie zdarzenia podczas przygotowywania wywiadu środowiskowego: - Wiedziałam, jak ten nieletni chłopiec ma na imię, ile ma lat. Przez domofon powiedział mi, że to nie jest dobry moment na wizytę, że ma bałagan. Ja mu na to: wiesz, kurator też człowiek, niejeden bałagan widział. Jestem już pod drzwiami, on  wpuszcza mnie do środka. Jak szybko weszłam, tak bardzo szybko chciałam wyjść, ale było już za późno. Nie wiem, ilu jego kolegów znajdowało się w środku, sześciu, może siedmiu. Było ciemno od oparów marihuany. Usłyszałam: kładź się. To są momenty, w których się zastanawiasz, czy nie zmienić pracy. Jakaś opatrzność nade mną czuwała - po chwili do mieszkania weszła mama tego chłopca i wyprosiła kolegów syna, używając przy tym wulgaryzmów.

Mężczyzna palący skręta (fot: Franciszek Mazur/Agencja Gazeta)
Mężczyzna palący skręta (fot: Franciszek Mazur/Agencja Gazeta)

Piotr Jabłoński opowiada inną historię: - Pamiętam wyznanie jednej z kuratorek społecznych, którą zaatakował podopieczny. Była tak przestraszona, że w desperacji była skłonna skoczyć z trzeciego piętra bloku. To wcale nie są pojedyncze przypadki. Na co dzień spotykamy się z przemocą.

Na niego rzucił się mężczyzna, który nie chciał zaakceptować wyroku sądu dotyczącego jego dorosłego wnuka. - Dla wielu osób kurator jest przedłużeniem karzącej ręki sądu. Ludzie błędnie utożsamiają nas z karą, a nie z próbą pomocy. Mylą kuratora z prokuratorem. Brzmi podobnie, prawda? Nie dostrzegają, że nasza obecność jest spowodowana tym, że ich bliski zawinił, popełnił błąd. Ja zawsze pokazuję legitymację, spokojnie tłumaczę, po co przyszedłem. Robię to najdelikatniej, jak tylko można, żeby nie generować dodatkowego stresu - opowiada.

W marcu 2010 roku całym środowiskiem kuratorskim wstrząsnęła informacja o tragicznej śmierci 28-letniej Pauliny O., kuratorki społecznej z Sądu Rejonowego w Środzie Śląskiej. Podczas jednej z wizyt u podopiecznych w Michałowie została zaatakowana i skatowana. Konała przez kilka godzin, zmarła po przewiezieniu do szpitala. Osierociła kilkuletniego synka. Jak wykazało śledztwo, w dniu morderstwa kuratorka odebrała anonimowy telefon o libacji z udziałem jej podopiecznych. Po jej śmierci to właśnie oni byli pierwszymi podejrzanymi, ale zostali uniewinnieni. Uważa się, że morderca Pauliny O. celowo zaplanował zbrodnię i zrzucił podejrzenia na osoby dozorowane. Do dzisiaj nie udało się go namierzyć, a śledztwo umorzono. 

Powitanie z nożem w tle

O tym, jak ryzykowna jest praca kuratorów, mówi także raport Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości "Bezpieczeństwo kuratorów sądowych w świetle badania ankietowego".

Autorki raportu, dr Anna Janus-Dębska i Małgorzata Gronkiewicz-Ostaszewska, podkreślają, że blisko 87 procent kuratorów podczas wykonywania czynności służbowych jest obrażanych lub zastraszanych. Prawie połowa pracuje w stresie z powodu kontaktów z osobami cierpiącymi na choroby psychiczne. Niemal 40 procent na co dzień spotyka się z agresją słowną i fizyczną.

Radiowóz policji (fot: Renata Dąbrowska/Agencja Gazeta)
Radiowóz policji (fot: Renata Dąbrowska/Agencja Gazeta)

W ciągu ostatnich kilkunastu lat odnotowano blisko 1800 przypadków ataków na kuratorów. Najczęściej sprawcami agresji byli sami podopieczni, na drugim miejscu - ich bliscy. - Pukam do drzwi, nikt nie otwiera, a wyraźnie słyszę, że ktoś jest w domu. Po dłuższej chwili otwiera mi zdenerwowana kobieta z ogromnym nożem kuchennym w dłoni. Krzyczy: "K***a, czego chcesz"? Przedstawiam się, mówię w jakiej sprawie, a ona na to: "Wypie***j, umawiałaś się"?  Mówię "do widzenia" - opowiada Banasiak.

Co sprawia, że Izabela i Piotr nie odeszli z pracy?

Izabela Banasiak: - Czasami słyszę: "O, pani Iza, jak ja się cieszę, że pani przyszła". Albo: "Pani Izo, co ja bym bez pani zrobiła. Panią to trzeba przepisywać na receptę, jak lek". To są momenty, w których człowiekowi buzia się uśmiecha, w których myślę sobie, że kuratorzy wykonują kawał ciężkiej i dobrej pracy. Nie chodzi o czerwony dywan, ale najcenniejsze są okruszki zwykłej ludzkiej wdzięczności. O przekazie w mediach nie będę  mówić, bo na to wpływu nie mam.

Piotr Jabłoński: - Ustawa przewiduje, że kurator może uzyskać awans po trzech latach dobrej pracy. W praktyce trwa to znacznie dłużej. Pomimo dobrych wyników pracy czekam na awans już trzy razy tyle. A są plany, żeby ścieżkę awansu zawodowego jeszcze wydłużyć. Zamiast niego i podwyżek czy waloryzacji dodatków funduje się nam kontrole, lustracje i wizytacje, nieustannie podważa się kompetencje, okazuje brak zaufania. Co chwila słyszymy, że jak nie jesteśmy codziennie na dyżurach, to pewnie nie pracujemy i siedzimy w domach. Jak się człowiek nad tym głębiej zastanowi, to jest miażdżące.

Dlaczego wobec tego wciąż jest w zawodzie? Wspomina swojego podopiecznego, 23-letniego chłopaka z tak zwanej dobrej rodziny: - Był na skraju śmierci, uzależniony od heroiny. Rodzice rozkładali ręce. Spał na melinie, obdarty, brudny. Nikt nie dawał mu szans. Pracowałem z nim cztery lata. Namówiłem na leczenie w ośrodku odwykowym. Chłopak skończył licencjat, podszlifował angielski i zaczął oprowadzać wycieczki po europarlamencie w Brukseli. Czy pani sobie zdaje sprawę, jaka to jest satysfakcja? Jaka to jest radość? Spotyka pani taką osobę na ulicy, a ona jest trzeźwa, uśmiechnięta. To jest budujące w tej ciężkiej pracy. I właśnie dla takich chwil jeszcze warto.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Joanna Pasztelańska. Dziennikarka, reporterka. Jako jedna z pierwszych dotarła do Turcji po trzęsieniu ziemi w 1999 roku, relacjonowała wybory prezydenckie w Iranie, zajmowała się sprawą farmy niewolników pod Londynem i ukrytymi w rejonie Prypeci sierocińcami dla dzieci z wadami genetycznymi po wybuchu elektrowni w Czarnobylu. Od blisko dwudziestu lat jeździ po Polsce śledząc tematy trudne i niewyjaśnione m.in. dla "Życia Warszawy", "Tygodnika Kulisy" i magazynu "Dziennika Gazety Prawnej". W 2016 roku nakładem wydawnictwa Horyzont Znak ukazała się książka "Policjanci. Za cenę życia", którą napisała wraz z mężem.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (21)
Zaloguj się
  • berti.ro

    Oceniono 37 razy 33

    Jestem kuratorem d/s karnych od ponad 20 lat. Opisane w artykule informacje przydarzają się w naszej pracy na co dzień. Trzeba było tragedii na Bemowie, by ktoś zaczął zauważać problemy naszego, bądź co bądź, małego środowiska. Wylał sie też przy okazji hejt, jak zwykle ze strony "specjalistów" nie mających żadnej wiedzy i pojęcia o tym, czym kuratorzy rodzinni czy karni się w ogóle zajmują. Nie ma znaczenia, że w większości, jako wykonujący zadania zlecone przez sąd lub orzeczenia sądowe, ograniczeni wieloma bzdurnymi przepisami, nie mamy żadnego pola manewru. Zawsze i tak będzie wina kuratora, czy to po takich zdarzeniach jak to na Bemowie, czy tych w Izbedkach.
    Nie będę tu pisał o trwającym już 10 lat zamrożeniu naszych wynagrodzeń i różnych pozornych działaniach władz naszego ministerstwa, mających rzekomo wynagrodzić te braki. Nie ma tu miejsca na opisywanie w jaki sposób jesteśmy niestety traktowani przez większość prokuratorów i sędziów, szczególnie wtedy, gdy zmuszeni jesteśmy do dochodzenia naszych praw po atakach ze strony podopiecznych. Zaciska się zęby i robi się swoje dalej, ze szkodą dla swojego zdrowia... Psychicznego też. W przeciwieństwie do sędziów (mogących ogłaszać dni bez wokand) czy nawet pracowników sekretariatów czy obsługi (mogących pojść na zwolnienie lekarskie jak policjanci, przez co jakaś liczba spraw spadnie z wokandy, co wpłynie na spadki statystyk "załatwionych" spraw dla ministerstwa), kuratorzy nie mają możliwości rzeczywistej walki o swoje. Z reprezentującą nasze środowisko Krajową Radę Kuratorów tak naprawdę nikt w ministerstwie sie nie liczy, nawet akty prawne dotyczące kuratorów nie są wcale z radą konsultowane lub są skierowane do konsultacji dosłownie "za minutę 12-sta". Stąd panujące wsród nas poczucie wszechogarniającego zniechęcenia i bezsilności.
    Dlatego tak ważne jest, by dzięki takim artykułom, ktoś się może w większym stopniu zainteresuje problemami tej specyficznej i niewielkiej grupy zawodowej. Rząd ugnie się przed płacowymi żądaniami policjantów, straży wieziennej nawet pielęgniarek czy nauczycieli, bo ich protesty są "medialne". A przecież nasze potrzeby, potrzeby naszych rodzin są takie same jak potrzeby rodzin policjantów, czy innych służb mundurowych.

  • naturelovers

    Oceniono 15 razy 11

    Nieprzerwanie od dwudziestu lat powtarzam: żeby w Polsce było bezpieczniej, trzeba dofinansować aparat sprawiedliwości. Policyjne pensje powinny być wysokie, by nie można było skorumpować gliniarza kilkoma tysiącami złotych.
    Kuratorzy są chyba najważniejszym ogniwem w zapewnianiu bezpieczeństwa. Więzienia tego nie robią, wszak niemal każdy przestępca w końcu z tego więzienia wyjdzie. Profesjonalny kurator, mający czas dla swoich podopiecznych jest na wagę złota. To dzięki niemu i często tylko dzięki niemu przestępcy wyzwalają się z zaklętego kręgu i wychodzą na prostą. Jeżeli w ich otoczeniu zwyczajnie nie ma „normalnych” ludzi, to gdzie mają nabyć umiejętności by żyć uczciwie?
    Sędziowie czyborokuratorzy także muszą być drodzy z tych samych względów, co policjanci. Zwyczajnie powinni mieć zbyt wiele do stracenia, by sprzedać uczciwość za grosze.
    W każdej z tych dziedzin wysokie pensje przyciągają specjalistów. Niskie, zniechęcają.
    Jeżeli na cokolwiek mają iść państwowe pieniądze, to właśnie na to! Z resztą sobie poradzimy sami.

  • justas32

    Oceniono 20 razy 10

    Każdy Prawdziwy Polak nienawidzi przedstawicieli swojego państwa : a więc policjantów, prokuratorów, sędziów, kuratorów, komorników, lekarzy, nauczycieli, dyrektorów, urzędników - i wszystkich innych ...

  • plantin

    Oceniono 5 razy 1

    Piękna laurka - biedni kuratorzy i ci źli - wredni przestępcy. Może dla pełnego obiektywizmu Pani redaktor powinna poszukać "ciemniejszej strony" kuratorów. Ja znam takich co za byle co odwieszają kary - pierwszy przykład z brzegu - lata temu (konkretnie 9) - chłop siedział za "rower" (jazda po pijaku na rowerze) - zwolniony wcześniej dostał kuratora. Chłop dostał zgodę na pracę na budowie w Wwie poza miejscem zamieszkania - kurator postawił warunek - codziennie miał opisywać co robił przez cały dzień, w objętości karty formatu a4. Oczywiście chłop tego po jakimś czasie nie był w stanie wypełnić. Sam mi mówił - "k..rwa, zapie...m cały dzień na budowie - o czym mam pisać ? Ile drutów zbrojeniowych wygiąłem, ile worków cementu zdjąłem z palety", dodam że chłop w ogóle słabo pisał o czym kurator świetnie wiedział. Odwiesił mu wyrok ... chłop musiał odsiedzieć jeszcze ... 3 miesiące. Potrafią odwiesić nawet miesiąc - po dwóch latach dozoru... Z góry uprzedzam - dowodów na złą pracę kuratorów łatwo się nie znajdzie, tak jak w przypadku innych służb z szeroko pojmowanego wymiaru sprawiedliwości. Są ukrywane, środowisko jest zwarte, zamknięte, nawet jak się kłócą miedzy sobą - na zewnątrz to monolit. A podopieczni najczęściej to prości ludzie, często wystraszeni - bo "jak się wyda", to będą mieli przechlapane. A po odbyciu kary i dozoru, nie chcą mieć nic do czynienia z wymiarem (nie)sprawiedliwości w Polsce.

  • Lech Kuc

    Oceniono 11 razy -7

    Każdy robi to co uważa i to co lubi .

  • miastomakow

    Oceniono 16 razy -12

    "Jako jedna z pierwszych dotarła do Turcji po trzęsieniu ziemi w 1999 roku" Wyjaśniam że ja tam wtedy byłem na wakacjach. Czyli byłem pierwszy.

  • Kasia Jendryczka

    Oceniono 23 razy -19

    Kurator sądowy.Dlaczego zle mi się kojarzy ? moja córka ma kuratora / któregoś z kolei / każdy przychodzi własciwie sporadycznie.Myślałam że kurator jej pomorze ja nie jestem w stanie jej pilnować / daleko mieszkam i choruję na bóle kręgosłupa /wg.mnie powinien przychodzioć częsciej lub mieć co najmniej telefon do mnie sąd wie że interesuję się ćórką, i co nic odebrano jej dzieci .To jak mam dobrze mysleć o kuratorze ?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX