Niektóre japońskie panny młode, zapatrzone w kulturę zachodnią, pragną brać ślub w kościele, w białej sukni

Niektóre japońskie panny młode, zapatrzone w kulturę zachodnią, pragną brać ślub w kościele, w białej sukni (fot. Shutterstock)

społeczeństwo

Kamienie milowe w życiu Japończyków. "Nowożeńcy wjeżdżali w gondoli zawieszonej wśród dymu z suchego lodu"

W przypadku takich kluczowych wydarzeń jak poród czy pogrzeb Japończycy pielęgnują wielowiekowe tradycje. Są jednak elementy, w których kolejne pokolenia mogą same kształtować wzory zachowań. Należą do nich m.in. ceremonie ślubne, które są w Japonii dość świeżą tradycją. O najważniejszych punktach w życiu mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni opowiada Yutaka Yazawa w książce "Okagesama. Japoński przepis na dobre życie".

Poród*

Poród w Japonii ma charakter wielopokoleniowy. Ciężarne zwykle przenoszą się z powrotem do rodziców, kiedy zbliża się data rozwiązania - określa się to mianem satogaeri, co dosłownie oznacza "powrót do domu". (...)

W Japonii matki z noworodkami wychodzą ze szpitala później niż w innych krajach - zwykle dzieje się to maksymalnie po tygodniu. W USA świeżo upieczone matki spędzają przeważnie w szpitalu tylko jedną noc. Japonki przeważnie wracają z dzieckiem do domu rodziców na czas połogu - to kolejna tradycja wywodząca się z czasów, kiedy poród stanowił ciężkie przeżycie i poważne zagrożenie dla zdrowia kobiety. Inna przestarzała tradycja nakazuje ojcom pozostanie w pracy aż do narodzin potomstwa i powrotu zaraz po nich. W oczywisty sposób wymaga się od mężczyzn rozłąki z żonami i dziećmi.

Poród w Japonii ma charakter wielopokoleniowy (fot. Shutterstock)
Poród w Japonii ma charakter wielopokoleniowy (fot. Shutterstock)

(...)Japońskie władze aktywnie zachęcają firmy do wprowadzania płatnych urlopów ojcowskich, ale normy społeczne oparte na tradycji oraz presja w miejscu pracy uniemożliwiają mężczyznom ich pełne wykorzystanie. Japońskie społeczeństwo bierze międzypokoleniowe wsparcie za pewnik, co niepotrzebnie utrudnia kobietom decyzję o posiadaniu dzieci i cieszenie się macierzyństwem z wyboru. Według smutnych szacunków, około 20% ciąż kończy się aborcją z wyboru rodziców, niezwiązaną z problemami zdrowotnymi kobiety ani płodu.

Liczba mieszkańców wciąż drastycznie spada, a japońskie władze i społeczeństwo widzą potrzebę zmiany nastawienia wobec porodów, jednak realia zmieniają się bardzo powoli. Coraz więcej młodych ludzi uczestniczy tylko w jednym porodzie, zwracają się więc o radę do swoich rodziców, wyznających wartości i normy rodem z minionej epoki.

Miłość

Romanse przybierały w Japonii, podobnie jak na całym świecie, wiele postaci. Jednak po błyskawicznym przejściu do nowoczesnego modelu społeczeństwa po rewolucji Meiji, Japończycy doświadczyli nagłego społecznego wstrząsu, który spowodował oderwanie od tradycji i musieli zmierzyć się z pytaniem, jak powinna wyglądać nowa norma dla miłości i romansów - które z kolei doprowadziło do pytania o kształt nowoczesnej japońskiej rodziny. To jedna z przyczyn, dla których w ciągu ostatnich 150 lat w Japonii napisano stosy nudnych romansów, z których niewiele przetrwało próbę czasu. Nie doczekaliśmy się jeszcze swojej Jane Austen czy sióstr Bronte.

Pod koniec lat 80. minionego wieku japońska telewizja emitowała torendi dorama, których nazwa pochodziła od angielskiego określenia "trendy dramas" czyli "modne dramaty". W gruncie rzeczy były to jednak komedie romantyczne rozgrywające się w Tokio i cieszące się olbrzymią popularnością. Historie były przeraźliwie banalne, ale młodzi ludzie szukali w tych prostych opowieściach inspiracji i afirmacji dla własnego życia miłosnego. (...)

Tinder i inne aplikacje randkowe nie zyskały w Japonii takiej popularności jak w krajach zachodnich (fot. Shutterstock)
Tinder i inne aplikacje randkowe nie zyskały w Japonii takiej popularności jak w krajach zachodnich (fot. Shutterstock)

Romanse nie poddają się generalizacji, zaryzykuję jednak stwierdzenie, że większość japońskich związków zaczyna się na randkach grupowych. G?kon to określenie oznaczające imprezy i wspólne wyjścia, na których spotykają się wolni mężczyźni i kobiety. Przeważnie zaprzyjaźnieni mężczyzna i kobieta umawiają się, że przyprowadzą ze sobą przyjaciół, aby ich sobie przedstawić, przy milczącej zgodzie na to, że może to zaowocować romansem. Sylaba g? w słowie g?kon pochodzi ze słowa g?d?, oznaczającego "razem", a kon - z niemieckiego słowa Kompanie czyli "towarzystwo". W zdrowszych latach 60. spotykano się nie na g?kon, a na g?hai, czyli wspólnych spacerach. Popularność g?kon dowodzi, że Japończycy to naród wspólnotowy, nawet podczas randek.

Z tego względu Tinder i inne podobne aplikacje randkowe nie zyskały w Japonii takiej popularności jak w krajach zachodnich. Owszem jest ich tam mnóstwo, ale wykorzystuje się je raczej do poszukiwania partnerów seksualnych niż do nawiązywania romantycznych relacji.

Japończycy uważają przypadkowe spotkania za seksowne, lecz nieromantyczne. Wolą wiązać się z osobami uznanymi za "jednych z nas" za poręczeniem wspólnego znajomego, który zaświadczy o ich czystych, szlachetnych intencjach.

Japończycy uważają przypadkowe spotkania za seksowne, lecz nieromantyczne (fot. Shutterstock)
Japończycy uważają przypadkowe spotkania za seksowne, lecz nieromantyczne (fot. Shutterstock)

Śluby i małżeństwo

Znalezienie partnera jest głównym życiowym celem wszystkich ziemskich stworzeń, nie wyłączając Japończyków, a większość z tych ostatnich stawia sobie także za cel wzięcie ślubu - rzecz w tym, że współczesne społeczeństwo i styl życia nie ułatwiają jego osiągnięcia.

Japończycy są zestresowani życiem codziennym, ale przyroda ma swoje sposoby, aby połączyć ich w pary. Według statystyk rządowych, około 25% japońskich panien młodych stanowią ciężarne, a w tropikalnej prefekturze Okinawa odsetek ten wynosi ponad 40%. Ciąże przed ślubem były potępiane, ale sytuacja uległa zmianie. Spadek liczby ludości stanowi poważny narodowy problem i ludzie podchodzą z większą wyrozumiałością do młodej pary spodziewającej się dziecka. Niestety te same rządowe statystyki wskazują, że około 40% takich małżeństw kończy się rozwodem.

Zawarcie małżeństwa wymaga ceremonii ślubnej - w Japonii to stosunkowo świeża tradycja. W okresie Heian śluby wśród arystokracji polegały w zasadzie na ujawnieniu się podczas przyjęcia pary ukrywających się wcześniej kochanków. Od XII do XIX wieku śluby w rodzinach samurajskich stały się bardziej wystawne - ceremonia miała symbolizować przymierze dwóch rodów. W tym czasie stopniowo pojawiły się też zwyczaje naśladowane później przez lud, takie jak ceremonia zaręczyn zwana yuin?, podczas której rodziny państwa młodych wymieniają się podarkami. Same zaślubiny odbywały się zwykle w domu tej rodziny, z którą mieli zamieszkać świeżo upieczeni małżonkowie, a ceremonia nie miała szczególnie religijnego charakteru.

Ceremonii ślubna to w Japonii stosunkowo świeża tradycja (fot. Shutterstock)
Ceremonii ślubna to w Japonii stosunkowo świeża tradycja (fot. Shutterstock)

Śluby jako celebracja młodej pary to zjawisko stosunkowo nowe, współcześni Japończycy (a przede wszystkim Japonki) mogli więc dowolnie kształtować nowe obyczaje. Śluby w świątyniach shintoistycznych zyskały popularność w 1900 roku po tym, jak cesarz (wówczas jeszcze książę) Taish? poślubił swoją żonę w świątyni znajdującej się w kompleksie pałacowym. Był to pierwszy raz w historii Japonii, kiedy w kwestie matrymonialne została zaangażowana organizacja religijna.

Niektóre przyszłe japońskie panny młode, zapatrzone w kulturę zachodnią, pragną brać ślub w kościele, w białej sukni. Kościoły chrześcijańskie nie przyjęły jednak zbyt ciepło pomysłu udostępniania świątyń niewierzącym, aby spełnić zachcianki młodych kobiet. Wielu przedstawicieli kościoła katolickiego wymagało zmiany wyznania przed ceremonią.

Japońskie hotele i inne obiekty komercyjne zwietrzyły lukę w rynku i zaczęły budować makiety kaplic i oferować śluby "w stylu chrześcijańskim", które zyskały wielką popularność. Świątynie buddyjskie starały się wykorzystać ten trend, mają jednak problem wizerunkowy - są zbyt mocno kojarzone ze śmiercią i pogrzebami. Starają się wprawdzie promować na konkurencyjnym rynku ślubnym, ale ich popularność pozostaje niewielka.

Najpopularniejsze są obecnie śluby jinzen-shiki, czyli "przed ludźmi". Pary zapraszają rodziny i przyjaciół na przyjęcie i w ich obecności wygłaszają przysięgę. Do przyjemnych japońskich zwyczajów ślubnych należy także gosh?gi. Zamiast kupować prezenty dla państwa młodych, goście przynoszą gotówkę w ozdobnych kopertach, które zostawiają w recepcji przed wejściem na wesele. Aktualnie obowiązuje "stawka rynkowa" w wysokości 30-50 tysięcy jenów za gościa. W ten sposób za wesele nie muszą płacić ani nowożeńcy, ani ojciec panny młodej - impreza finansuje się sama.

Najpopularniejsze są obecnie śluby jinzen-shiki, czyli 'przed ludźmi' (fot. Shutterstock)
Najpopularniejsze są obecnie śluby jinzen-shiki, czyli 'przed ludźmi' (fot. Shutterstock)

Podczas typowego wesela nowożeńcy przebierają się - zwyczaj ten nosi nazwę o ironaoshi. Na początku przyjęcia panna młoda ma na sobie białą suknię ślubną w stylu zachodnim, a pan młody pasujący do niej frak lub inny uroczysty strój (albo oboje ubrani są w tradycyjne japońskie kimona ceremonialne), a mniej więcej w połowie zmieniają strój na swobodniejszy. To również świeża tradycja.

W szczycie japońskiego boomu gospodarczego w latach 80. profesjonalni organizatorzy ślubów lansowali szalone pomysły - nowożeńcy wjeżdżali na przykład do sali weselnej w gondoli zawieszonej w powietrzu, owianej mnóstwem dymu z suchego lodu. Obecnie unika się takich ekstrawagancji lub je wyśmiewa, jednak ceremonia krojenia tortu i podchodzenie przez młodą parę do każdego stolika, aby powitać gości i zapalić stojącą na blacie świecę nadal są popularne.

Celem współczesnych wesel jest podziękowanie przez nowożeńców obojgu parom rodziców za ich miłość i wsparcie okazywane do dnia ślubu. Zwykle głos zabierają ojcowie zarówno panny młodej, jak i pana młodego, a wszyscy goście skrycie liczą na łzy podczas ich wystąpień - Japończycy są bowiem nieprzyzwyczajeni do publicznego przemawiania i okazywania emocji.

Rozwody

Jedna trzecia japońskich małżeństw kończy się rozwodem. Odsetek ten jest niższy niż w USA czy Wielkiej Brytanii, gdzie rozpada się niemal połowa małżeństw, ale wciąż rośnie.

Małżonkowie decydują się rozstać z rozmaitych powodów, nawet w Japonii, można jednak wyróżnić trzy główne przyczyny rozwodów: pieniądze, niewierność i różnice nie do pogodzenia, obejmujące wszelkie możliwe grzechy.

Do większości rozwodów dochodzi w ciągu pierwszych 15 lat małżeństwa, ale rośnie również ich liczba wśród dojrzałych małżeństw. Często rozgrywają się historie niczym z horroru: mąż-pracoholik, który nie miał dla żony wiele czasu pewnego wieczoru wraca do pustego domu i zastaje w nim list informujący, że kobieta nie wyobraża sobie spędzenia emerytury z oziębłym małżonkiem stale nieobecnym w domu. Morał: czeki z wypłatą nie są w stanie zastąpić miłości i czułości.

Do większości rozwodów dochodzi w ciągu pierwszych 15 lat małżeństwa (fot. Shutterstock)
Do większości rozwodów dochodzi w ciągu pierwszych 15 lat małżeństwa (fot. Shutterstock)

Charakterystyczną cechę japońskich rozwodów stanowi fakt, że system prawny nie kładzie wielkiego nacisku na próby ratowania małżeństwa. W krajach chrześcijańskich małżeństwo stanowiło świętość - w każdym z nich w różnym stopniu - przez co trudno było o jego rozwiązanie. Nawet po wprowadzeniu rozwodów bez orzekania o winie w zachodnim systemie prawnym zwykle zarządza się okres przejściowy. W Japonii strony nie dostają czasu do namysłu w ostatniej chwili - jeśli oboje małżonkowie chcą iść każde swoją drogą, wystarczy, że złożą odpowiedni formularz w lokalnym urzędzie.

Rozwód przeprowadza się całkowicie beznamiętnie, a zaangażowanie prawników ograniczone jest - na szczęście - do absolutnego minimum. Japońskie sądy zajmują się sprawami rozwodowymi, jeżeli konieczne jest określenie sposobu opieki nad dzieckiem. Stosują przy tym podejście rzadko spotykane w krajach rozwiniętych: uwzględniają nie prawo do odwiedzin przysługujące każdemu z rodziców, a potrzeby dziecka.

Pogrzeb

Pogrzeby organizuje się dla żyjących - mają pokazać, że rodzina zmarłego przestrzega wymogów przyzwoitości. Zgon jest jedynie pretekstem do zebrania się całej rodziny i przypomina nam o naszej japońskości.

Moja matka regularnie powtarza swoim dzieciom, że chce, aby jej prochy zostały rozsypane na morzu. Za każdym razem musimy przypominać jej, że śmiecenie (zwłaszcza z wykorzystaniem kości nieboszczyka) jest nielegalne i że musimy przede wszystkim zachować się w sposób, który znające ją osoby uznają za właściwy. W tym miejscu muszę wyjaśnić, że kremacja jest, ze względów higienicznych, normą w Japonii. (...)

Kremacja jest, ze względów higienicznych, normą w Japonii (fot. Shutterstock)
Kremacja jest, ze względów higienicznych, normą w Japonii (fot. Shutterstock)

Przed pogrzebem organizuje się czuwanie zwane otsuya. Wyraz ten znaczy dosłownie "cała noc", ale naprawdę chodzi o krótki czas (około dwóch godzin) wieczorem, kiedy ludzie gromadzą się wokół zmarłego, odpowiednio umytego i ubranego przez profesjonalistów i słuchają mnicha buddyjskiego recytującego mantrę (zastanawiając się przy tym, nieco po czasie, czy zmarły nie miałby nic przeciwko buddyjskiej ceremonii). Gościom podaje się lekki posiłek - zwykle sushi, które można szybko zamówić i łatwo podzielić, oraz sake. Główny żałobnik, moshu, przeważnie małżonek lub najstarsze dziecko zmarłego, zajmuje się gośćmi, dziękując im za szybkie przybycie i/lub pokonanie długiej drogi. Pozostali członkowie rodziny zajmują się zastanawianiem, czy dla wszystkich starczy zamówionego sushi i sake. Najbliżsi zmarłego zajmują się postępowaniem właściwie i nie mają wiele czasu na przemyślenia o jego życzeniach dotyczących pogrzebu.

W dniu ceremonii mnich, goście i wszyscy, którzy nie mogli przybyć poprzedniego wieczoru gromadzą się ponownie, aby odprawić wyszukane buddyjskie rytuały pogrzebowe. Członkowie rodziny zmarłego godzą się z faktem, że prochy spoczną w rodzinnym grobowcu w świątyni, z której przybył mnich i kolejne pokolenie będzie musiało uiszczać za niego opłaty.

Moshu nadludzkim wysiłkiem stara się okazywać odpowiednio głęboki żal i jednocześnie przypominać sobie imiona i twarze licznych przyjaciół i znajomych zmarłego. Na szczęście, w ramach kondolencji przynoszą oni kopertę - k?den to cudowny japoński eufemizm oznaczający dosłownie "pieniądze na kadzidło".

Obowiązuje "stawka" 5000 jenów za osobę. Pieniądze jedynie w niewielkim stopniu pomagają pokryć koszty pogrzebu, nie wspominając o opłacie za grobowiec w świątyni,  ale przydaje się każde wsparcie.

Przed pogrzebem organizuje się czuwanie zwane otsuya (fot. Shutterstock)
Przed pogrzebem organizuje się czuwanie zwane otsuya (fot. Shutterstock)

Zarówno czuwanie, jak i ceremonia pogrzebowa mogą odbywać się w domu zmarłego. Jeśli nie ma tam dość miejsca, wynajmuje się salę od przedsiębiorstwa pogrzebowego lub świątyni (co znacznie skraca drogę, jaką ma do pokonania mnich). Po ceremonii trumnę umieszcza się w specjalnym karawanie, reiky?sha  - zwykle jest to czarna limuzyna z rozbudowanym dachem w stylu japońskim - który przewozi ją do lokalnego krematorium. Członkowie rodziny jadą za nim w osobnych samochodach.

Większość krematoriów w Japonii jest prowadzona przez lokalne władze (wyjątek stanowi Tokio, gdzie monopol ma prywatna firma). Rodzina zwykle przygląda się wsuwaniu trumny do pieca. W tradycji chińskiej i koreańskiej, opartej na naukach Konfucjusza, krewni mają w tym momencie płakać - i zwykle szlochają głośno. To pierwszy moment, kiedy w końcu zostają sam na sam ze zmarłym, bez społecznych konwencji, które towarzyszyły im od chwili zgonu, i mogą uronić łzy.

Z pieca wyjeżdżają prochy z fragmentami zaskakująco białych kości, które członkowie rodziny podnoszą specjalnymi pałeczkami i wkładają do urny. Pracownik krematorium umieszcza w niej pozostałe szczątki i urna jest pieczętowana. Można zabrać ją do domu i umówić się z mnichem na wstawienie jej do rodzinnego grobowca w późniejszym terminie.

Ku radości mojej matki, rozsypywanie prochów jest już obecnie dozwolone, pod warunkiem że szczątki zostały zmielone na pył oraz że rozsypuje się je w sposób powściągliwy, zgodnie z wytycznymi Ministerstwa Sprawiedliwości. Mnie jednak niezbyt cieszy perspektywa mielenia matczynych kości.

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Buchmann (mat. prasowe)
Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Buchmann (mat. prasowe)

*Fragmenty książki "Okagesama. Japoński przepis na dobre życie"

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (52)
Zaloguj się
  • mmoni

    Oceniono 22 razy 18

    Pod przekładem niedużej książeczki podpisały się aż trzy tlumaczki, co daje powód do podejrzeń, że wydawca przydzielił ją do zrobienia za darmo studentkom na praktykach i stąd kulawość tłumaczenia. Edytorzy portalu za to mogliby poprawić kodowanie, bo w przeklejonych słówkach japońskich się popsuło (zgaduję, że to w miejscach, gdzie jest chōonpu)

  • ewajcherczyk

    Oceniono 19 razy 13

    Koślawie to napisane. Jeśli w takim stylu jest cała książka to.wstyd ją promować...

  • dbs2004

    Oceniono 10 razy 8

    Z tymi rozwodami to jest świetne rozwiązanie. w Polsce proponował je Janusz Palikot, ale oczywiście odsądzono go od czci i wiary.

  • mazen17

    Oceniono 13 razy 7

    Eee tam, było już hyggge, później coś innego a teraz jakaś okagesama. Każda kultura ma przepis na niby dobre życie, a one wszystkie są tak samo ...owe. Nowoczesni Japończycy to już w ogóle nie mają się czym chwalić. Moja rada: cieszyć się chwilą, zrozumieć że takie małe, codzienne szczęścia jak ucisk od dziecka czy dobra kolacja z współmałżonkiem to najlepsze wynagrodzenie w życiu. Oprócz tego ciężko pracować, ale nie dla pieniędzy tylko dla satysfakcji z dobrze wykonanej pracy. No i raz na jakiś czas pójść na wagary....z pracy czy od rodziny. Wiecie jaki jest najczęściej stawiany sobie wyrzut przez osoby na łożu śmierci? "Szkoda że częściej nie wagarowałem".

  • szejski

    Oceniono 8 razy 6

    No szok i niedowierzanie: w Japonii przy rozwodzie sąd kieruje się dobrem dziecka...

  • onduma

    Oceniono 14 razy 4

    Japonczycy , jak widzimy na zdjeciach, przestrzegaja higieny jak Polacy i nosza biale skarpety do sandałow

  • michmaj

    Oceniono 5 razy 1

    Jak miło, że Gazeta funduje nam podróż w przeszłość do czasów... kiedy były problemy z kodowaniem i znaki z innych alfabetów były zastępowane znakami zapytania. Szczerze, zupełnie zapomniałem o tych problemach, dzięki Gazecie uświadomiłem sobie jacy jesteśmy szczęśliwi, ze od kilkunastu lat nie spotykamy tego problemu (chyba od czasu ukochanego XP). Dzięki Gazeto. Cenię dobre dziennikarstwo. Dotychczas jeszcze weekendowe artykuły na portalu trochę się wyróżniały, ale teraz widzę wszystko trzyma poziom.

  • paseo

    Oceniono 19 razy -1

    Ktos,kto tam nei był,nie jest sobie nawet w stanie wyobrazić.To całkowicie inny swiat,rownie dobrze moglby być na jakiejś obcej planecie gdzies w Galaktyce.WSZYSTKO jest zupełnie inne,a te fragmenty tu opisane wnosza bardzo niewiele,bo zostały dobrane neizwykle subiektywnie pod prymitywnego czytelnika

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX