Barbara Brukalska, lata 30. XX wieku

Barbara Brukalska, lata 30. XX wieku (fot. archiwum rodzinne)

ludzie

Za "bujanie w obłokach" wykładowcy wyrzucali ją za drzwi. Ona zrewolucjonizowała polską architekturę

Kiedy Barbara Sokołowska zdecydowała się na studia na wydziale architektury, była to jeszcze dziedzina zdominowana przez mężczyzn. Architektka mogła liczyć na poważne traktowanie tylko wtedy, gdy pracowała w duecie z mężem. Barbara poznała Stanisława Brukalskiego na Politechnice Warszawskiej i stworzyła z nim duet, który zrewolucjonizował polską architekturę.

Wybierając studia rolnicze i ogrodnicze w Puławach, Barbara idzie w ślady ojca.* Witalna, skora do przecierania nowych szlaków, marzy jednak o ambitniejszym i jeszcze bardziej "męskim" kierunku - architekturze. Wydział na otwartej w 1915 roku Politechnice Warszawskiej w ramach zmian statutowych niemieckich władz przyjmuje na studia również kobiety. Do decyzji o nowym kierunku Barbara Sokołowska dojrzewa w wieku dwudziestu dwóch lat. (...)

Przez rok Barbara chodzi na kursy jako wolna słuchaczka. "W tęsknocie za architekturą, często pętałam się po naszym wydziale" - napisze po latach. Jest szczęśliwa, czasem wpada w euforię. Na wykładowców - grono świetnie zorientowanych w nowościach architektów - panna Sokołowska spogląda jak "na bogów z Panteonu". Stanisław Noakowski, Rudolf Świerczyński, Lech Niemojewski, Zygmunt Kamiński, urbaniści Tadeusz Tołwiński, Jan Olaf Chmielewski czy konstruktorska gwiazda Stanisław Hempel - to dla młodej entuzjastki bez dwóch zdań sławy. (...)

Z lewej dom Brukalskich na warszawskim Żoliborzu. Z prawej małżeństwo z rodzicami Stanisława (fot. archiwum rodzinnne)
Z lewej dom Brukalskich na warszawskim Żoliborzu. Z prawej małżeństwo z rodzicami Stanisława (fot. archiwum rodzinnne)

Rok kursów i pierwsze miesiące studiów tępią buńczuczną postawę Barbary. Przyszła "architektka" uświadamia sobie, że jej rozumienie historii sztuki jest powierzchowne. (...) Bywa, że za "bujanie w obłokach" Sokołowską wykładowcy wyrzucają za drzwi. Z czasem przyjmuje do wiadomości, że "w podawaniu projektów" liczy się rysunek - "grafika, smaki, sosy" i że gumka, po którą każą sięgać wykładowcy zdezorientowanym uczniom, bywa jeszcze ważniejsza niż ołówek! Ale mimo że Barbara z radością poddaje się wpływom silnych osobowości i chłonie nowe nurty, nadal pragnie "zachować siebie". Co to znaczy, dopiero się okaże.

Mąż to konieczność

(...) W późnych latach dwudziestych i na początku trzydziestych Barbara wspólnie z mężem Stanisławem i grupą poszukujących polskich twórców będą w kongresach uczestniczyć. Na razie korzysta, ile może, z nauk "bogów", debiutuje na wydziale. Z "utęsknieniem i niepokojem" czeka na zajęcia z Rudolfem Świerczyńskim - projektantem pałaców, propagatorem idei miasta ogrodu, wkrótce autorem gmachu Banku Gospodarstwa Krajowego (1928-1931), Ministerstwa Komunikacji (1933-1935) i budynku Kierownictwa Marynarki Wojennej (1929-1931). To u Świra - bo tak młodzież nazywa ekscentrycznego wykładowcę, który "zawsze tajemniczo myślał" - Brukalska będzie robić dyplom. Z rozbawieniem przypomni zbijające z pantałyku komentarze Świerczyńskiego, który zamiast omawiać "niezaradne i oklepane szkice" komentuje wybór krawata lub broszkę "delikwentki".

Barbara i Stanisław Brukalscy przed swoim domem przy ul. Niegolewskiego 8 (fot. archiwum prywatne)
Barbara i Stanisław Brukalscy przed swoim domem przy ul. Niegolewskiego 8 (fot. archiwum prywatne)

Entuzjazm i fascynacja panny Sokołowskiej, a wkrótce pani Brukalskiej, dla kadry profesorskiej nie są odosobnione. Dla dwudziestolatek z ziemiańskich i zamożnych mieszczańskich rodzin studia na architekturze są dopełnieniem wizji samych siebie jako kobiet nowoczesnych, światowych, zdolnych kształtować bliższe i dalsze otoczenie. Jednak mimo tej wiary, statusowych zmian na uczelni oraz krzepiących wieści płynących z Niemiec, Holandii, Francji i USA o wyzwaniach projektowych podejmowanych z powodzeniem przez kobiety, rzeczywistość nie jest aż tak różowa.

Jak zauważa badaczka dzieła Brukalskiej i polskiego modernizmu w architekturze, profesor Marta Leśniakowska, żeby naprawdę zaistnieć, absolwentki muszą spełnić warunek wstępny - mieć u boku męża, z którym będą realizować swoje brawurowe pomysły. Samotna twórczyni ma małe, jeśli nie zerowe szanse na bycie zauważoną. Poważnego traktowania podczas ubiegania się o zlecenia młode kobiety mogą oczekiwać tylko w duetach z mężczyznami. "Niemal wszystkie były żonami lub partnerkami architektów, tworząc z nimi związki małżeńsko-architektoniczne, które w środowisku awangardy były szczególnym rodzajem prymarnych grup artystycznych. (...) W obszarze architektury, gdzie pojawienie się zawodowo przygotowanych kobiet było zjawiskiem świeżej daty (jego początki przypadają na sam koniec XIX wieku w krajach zachodnich, a w Polsce dopiero na okres międzywojenny) i ostro oprotestowanym przez dominujący męski dyskurs, relacje te były szczególne istotne, bowiem dla architektki małżeństwo było w zasadzie jedyną możliwością przekroczenia ograniczeń narzuconych przez system" - opisuje ten fenomen Marta Leśniakowska.

Osiedle WSM na Żoliborzu. Brukalscy zaprojektowali IV, VII i IX kolonię (fot. Wikimedia Commons / domena publiczna)
Osiedle WSM na Żoliborzu. Brukalscy zaprojektowali IV, VII i IX kolonię (fot. Wikimedia Commons / domena publiczna)

O tym, jakie realne szanse mają na polu zawodowym architektki, dyskutowano szerzej od 1934 roku, kiedy w związku ze zmianami legislacyjnymi kobiety znalazły się we władzach samorządowych Polski. Gdy w prasie omawiano konieczność udziału kobiet w tworzeniu planów urbanistycznych i rozwiązywaniu problemów mieszkalnictwa, Barbara Brukalska mogła czuć, że postulaty te dotyczą zawodowej sytuacji jej samej i grona najbliższych koleżanek.(...)

Kapłani nowej architektury

W projekcie dyplomowym w katedrze Rudolfa Świerczyńskiego Barbara Brukalska składa osobisty hołd ideom "kapłana nowej architektury". W pracy zatytułowanej Apartment House łączy rozwiązania paryskich pawilonów: L'Esprit Nouveau z 1925 roku i Pawilonu Studentów Szwajcarskich (1930-1933). "U Brukalskiej pojawia się niemal identyczne wnętrze o wielkich przeszkleniach, pasowych oknach, kręconych schodach i trapach". Okoliczności uzyskania tytułu magistra inżyniera Barbara wspomina w następujący sposób: "(...) cały czas studiów byliśmy nastawieni na zwrotny dla całego życia dzień dyplomu. Zielone światło Architekcie! Dyplomowany! a teraz Magistrze Inżynierze, Architekcie! Wolna droga nadziei. Macie tu na drogę plecak dobrze wypchany skarbami wszelkich umiejętności, które wam kiedyś się przydadzą. Macie jeszcze inny skarb ukryty w sobie - w jakiś szczególny sposób zmienione oczy i uszy, głowy i ręce, zmienioną krew, że ostaliście się architektami. Bo człowiek, cokolwiek by o sobie myślał, jest stworzeniem społecznym".

Przystępując do obrony dyplomu, Brukalska nie musi martwić się ani o wynik, ani o pozycję - po trzydziestce jest już architektką "ochrzczoną" przez zleceniodawców i środowisko - ma za sobą realizację domu własnego, projekty pawilonów, między innymi Monopolu Państwowego na Targach Wschodnich we Lwowie, magistratu miasta stołecznego Warszawy i firmy Electrolux na stołecznej Wystawie Sanitarno-Higienicznej.

Barbara ze współpracownikami na tle zabudowy WSM, lata 30. XX wieku (fot. archiwum rodzinne)
Barbara ze współpracownikami na tle zabudowy WSM, lata 30. XX wieku (fot. archiwum rodzinne)

Niegolewskiego 8

Tym, czym dla Praesensu [ugrupowanie architektów i plastyków, głoszących program zerwania z tradycyjnymi formami w architekturze i sztukach plastycznych - przyp.red.] są wystawy i reakcje zagranicznych krytyków, dla tandemu Brukalskich będzie słynny dom, zrealizowany w latach 1927-1929. O pracy nad tym projektem Barbara mówi w wywiadzie dla "Kobiety Współczesnej", że była "najmilszą ze wszystkich". Dom staje na działce należącej do Budowlanej Spółdzielni Urzędników Miejskich. Składa się z dwóch niesymetrycznych segmentów - jeden przewidziany został dla artysty, cieszącego się uznaniem fotografa Warszawy Leonarda Jabrzemskiego, drugi dla samych architektów.

Podobne wille, zgodne z modernistycznym rygorem, projektują w Polsce pod koniec lat dwudziestych i trzydziestych zdolni studenci i absolwenci Politechniki Warszawskiej. Do podręczników architektury trafią spektakularne domy własne polskich architektów, między innymi Romualda Gutta, Oskara Sosnowskiego czy Czesława Przybylskiego. Ale małżeństwo Brukalskich ma prawo czuć dumę - żoliborska realizacja jest pierwszym przykładem awangardowej architektury rezydencjonalnej Drugiej Rzeczpospolitej Polskiej.

Dom budzi podziw kolegów: rytm elewacji wyznacza gra pozytywowych i negatywowych płaszczyzn - gładkiej, białej elewacji, okien i głównego elementu fasady - balkonu. Na dachu, jak w modelowych willach Le Corbusiera, umieszczono taras. Komponując budynek jak obraz, choć nie sięgnęli po kolor, Brukalscy dali dowód, że bryła może być czymś w rodzaju trójwymiarowej realizacji obrazów Pieta Mondriana. Zamiast szukać i określać hierarchię, architekci wydzielili jedynie dwie podstawowe funkcje domu: część pracownianą na piętrze i otwartą część mieszkalną na parterze. Koledzy z Praesenu, którzy na Niegolewskiego - w wystudiowanej kompozycji czystych figur i brył geometrycznych oraz grze ich wzajemnych proporcji - trafnie wyłapują wpływy konstruktywizmu Malewicza, a w pozbawionych podziału planach - spełnione postulaty "przezroczystości" funkcji Corbusiera - mogą tylko przyklasnąć.

Ulica Suzina, fragment zabudowy Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej na Żoliborzu (fot. Zbiory Mieczysława Orłowicza / Biblioteka Narodowa)
Ulica Suzina, fragment zabudowy Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej na Żoliborzu (fot. Zbiory Mieczysława Orłowicza / Biblioteka Narodowa)

Pomysł na tak radykalną strukturę ma wyraźną inspirację. Został pożyczony od holenderskiego duetu - socjalistki Truus Schröder-Schräder i cieszącego się już międzynarodową sławą artysty i twórcy głośnego czerwono-niebieskiego krzesła Gerrita Rietvelda. Eksperymentująca z nowymi formułami para wspólnie zaprojektowała dom dla owdowiałej Schröder-Schräder na peryferiach Utrechtu. Podczas jednego ze studyjnych pobytów Brukalscy mieli okazję oglądać zrealizowaną w połowie lat dwudziestych, kuriozalną jak na tamte czasy, willę. Struktura - białe, wyraziste płaszczyzny z prostokątnymi otworami okiennymi obramowanymi na czarno plus pozbawione klarownych podziałów wnętrze - konserwatystom wydawała się "niezamieszkiwalna". Z czasem willa postępowej farmaceutki popierającej neoplastyczne ruchy awangardowe stanie się jedną z najważniejszych atrakcji turystycznych Holandii, świadectwem przełomu w miejskiej architekturze.

U Brukalskich przy Niegolewskiego główną przestrzeń domu tworzy hol i zarazem salon o dwóch kondygnacjach, z wydzieloną za pomocą kotary jadalnią. Najmocniejszym akcentem, który integruje całość, jest rzeźbiarska klatka schodowa z drewna jesionowego z umocowanymi prostopadle do nachylenia schodów kijkami bambusowymi podtrzymującymi balustradę. Profesor Marta Leśniakowska napisze: "Dom Brukalskich miał w intencji projektantów zaświadczać, że jego twórcy należą do nowej elity ludzi nowoczesnych. Zaprojektowany w procesie współtworzenia, manifestuje poglądy obojga małżonków na architekturę: jako spełnienie modernistycznego marzenia o nowej syntezie wszelkich sztuk.

Barbara przy pracy w Biurze Projektów Architektury i Urbanistyki WSM przy ul. Filareckiej (fot. archiwum rodzinne)
Barbara przy pracy w Biurze Projektów Architektury i Urbanistyki WSM przy ul. Filareckiej (fot. archiwum rodzinne)

Willa wywołuje podziw, zdumienie, na skalę polską jest sensacją. Nowatorscy krytycy i dziennikarze chcą przeniknąć język nowoczesności, którym Brukalscy tak sprawnie operują. "Oglądam fotografie gipsowego projektu tego domu. Podziwiam całość i szczegóły, śmiałość koncepcji i idealne obmyślenie komfortu" - skomentuje Irena Jabłowska w "Kobiecie Współczesnej". Niemiecka krytyka uzna budynek za wybitny przykład modernistycznej architektury "w polskich przejawach", na Międzynarodowej Wystawie "Sztuka i Technika w Życiu Współczesnym" (Exposition Internationale Arts et Techniques dans la Vie Moderne) w Paryżu projekt zostanie uhonorowany brązowym medalem. Wnętrze domu świadczy o tym, że Brukalscy nie do końca ugięli się pod inżynieryjnym rygorem Le Corbusiera, otoczyli sprzętami tradycyjnymi i swojskimi. Część wyposażenia stanowią do dziś przedmioty przywiezione z dworu Sokołowskich. Ściany ozdobiono gobelinami, portretami rodzinnymi, misami i talerzami, w jadalni stanął biedermeierowski stół. W pomieszczeniu półpiwnicznym - chłopski bufet malowany przez samą Barbarę na modłę rustykalną, sekretarzyk z domu rodzinnego, drewniana ława. W holu, którego głównym akcentem jest unikatowy kominek z oryginalnych XIX-wiecznych kafli huculskich, położono pojedyncze ludowe pasiaki.

*Fragmenty książki "Kreatorki. Kobiety, które zmieniły polski styl życia" Julii Pańków i Lidii Pańków

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa MUZA S.A. (mat. prasowe)
Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa MUZA S.A. (mat. prasowe)

***

Od 2011 roku przyznawana jest Nagroda Brukalskich. Organizatorem i pomysłodawcą konkursu jest Stowarzyszenie Żoliborzan. Nagroda jest honorowym wyróżnieniem dla inwestora i promocją najlepszej inwestycji budowlanej zrealizowanej na Żoliborzu z poszanowaniem klimatu i charakteru tej dzielnicy. Celem nagrody jest także uhonorowanie Barbary i Stanisława Brukalskich, którzy odcisnęli wyraźne piętno architektoniczne na dzielnicy.


Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Julia Pańków. Dziennikarka, redaktorka, od wielu lat zajmuje się rękodziełem. Specjalizuje się w następujących technikach: origami, beading, makrama, biżuteria z papieru, szycie maskotek. Brała udział w licznych targach i festiwalach rękodzieła. Podczas warsztatów lubi łączyć praktyczne zdobywanie umiejętności z literaturą przedmiotu. Prowadzi blog o książkach dla dzieci i własnych projektach DIY booksandcrafts.blox.pl

Lidia Pańków. Dziennikarka, redaktorka. Ukończyła filozofię na Uniwersytecie Warszawskim. Publikowała między innymi w "Wysokich Obcasach" i "Dwutygodniku", na co dzień pracuje w miesięczniku "Twój Styl". W 2011 roku otrzymała stypendium artystyczne miasta stołecznego Warszawy. Pisze o kulturze wizualnej w kontekście przemian społecznych. W pracy dziennikarskiej bada zagadnienie centrum i peryferii w przestrzeni miasta i globalnej kultury.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (24)
Zaloguj się
  • urbuu

    Oceniono 31 razy 21

    Fajna dziewucha. Mądry człowiek. Twarda sztuka. Dziękuję.

  • paseo

    Oceniono 38 razy 18

    Dzis mamy natomiast Pawlowicz,Sobecka,Kaje Smrodek i podobne.Dobra zmiana

  • joankb

    Oceniono 30 razy 18

    Gdzie myśmy je przez te lata pogubiły?
    W tym morzu przeklętych, wyklętych? Dziękuję, że przypominacie.

  • petramark

    Oceniono 20 razy 10

    Popatrzcie na zdjęcie ul. Suzina: kocie łby na jezdni a trotuar z gładnich płytek. Ale rowerzysta jedzie po jezdni, jak Pan Bóg przykazał. Nic, że kocie łby. I porównajcie to z mentalnością dzisiejszych rowerzystów, którzy bez wstydu i z gębą pełną wyzwisk kierowanych ku pieszym, zasuwaliby chodnikiem. Po prostu kultura upada.

  • ubujan

    Oceniono 13 razy 7

    A dzisiejsze pseuddworki szlacheckie gdzie się plasują w architekturze

  • Karry M.

    Oceniono 12 razy 6

    Wielu uzdolnionych ludzi "bujających w obłokach" zostało skarconych za inny tok myślenia. Już na etapie przedszkola ale najwięcej w szkołach podstawowych. Wmawia sie ADHD, że liczą w pamięci, że za szybko rozwiązują i się nie skupiają, że nie chcą powielać sztampowych zachowań. Malujac pejzaż nie jest to dla nich domek,plotek,drzewko i hmurka.... Nauczyciele karcą za świeże spojrzenia na świat. Indywiduum w szkole to wrzód na tyłku wychowawcy ...Kiedy w miarę to przetrwa szło się dalej. Zazwyczaj jako buntownik albo z poczuciem że może dalej ktoś zrozumie.... Licea rządziły się podobnymi prawami na podium stali Ci których rodzice fundowali szkole pomoce, farby, sponsorowali wydarzenia....no.. wspierali szkołę.... A dzieci głupie w kanonach swoich rodziców.... Studia... Z jednej strony ciekawy okres z drugiej powtórka z lat poprzednich... Wiele by pisać... Indywidualiści których nie zabiła ducha podstawówka i szkoła średnia albo umierali na studiach jako dziwaki albo uciekali szukając szansy dla siebie... Rzadko któremu udawało się uciec... Znam wspaniałych rysowników których kreska była zabójczo idealna... Pamiętam sklep, warzywniak pakowano jajka do papierowych torebek na każdej torebce był niesamowity ołówkowy portret... czasem scenka rodzajowa.... Zawsze dla stałych bywalców sprzedawca pakował w "sygnowaną" papierową torebkę.. można było zobaczyć siebie w w swiecie surrealizmu przy wybieraniu ziemniaków.... stojąc w kolejce, czy grając na szkrzypcach opierając się o trudno dostepne banany... Pewnie gdyby był po ASP i miał nazwisko nie był by sprzedawcą w warzywniaku... A może to kochał i tak swoją sztuką dzielił się z innymi....

  • zosima

    Oceniono 1 raz 1

    Notka w wiki króciutka, ale jak spojrzy się na realizacje powojenne - czyli wtedy, gdy modernizm corbusierowski nie był mile widziany - to przedziwne rzeczy projektowała. Może dlatego, że już sama?
    PS. Z noty o pani J. Pańków: "Brała udział w licznych targach i festiwalach rękodzieła". Fantastycznie!

  • az555

    Oceniono 2 razy 0

    zrewolucjonizowali architekturę bolszewicy(najpierw wrzucając ,,pomazańców bożych" do szybu kopalnianego).
    Baba po prostu zrobiła kilka asymetrycznych bloków .Rzecz znana od TYSIĄCLECI we wszystkich kulturach

  • mrpens

    Oceniono 13 razy -9

    Fajna kobieta, ale architektura wypaczyła miasta

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX