Otwarcie wystawy 'Wielcy Sarmaci tego kraju/Wielkie sarmatki tego kraju'

Otwarcie wystawy 'Wielcy Sarmaci tego kraju/Wielkie sarmatki tego kraju' (fot. Artur Gawle)

fenomen

Dresiarz Sarmata. Co nam zostało po szlacheckiej Polsce?

Jedną z najciekawszych wystaw z okazji 100-lecia Niepodległości pokazuje odległa od stołecznych salonów i ulicznych sporów o Polskę Galeria BWA w Tarnowie. W projekcie pod tytułem "Wielcy sarmaci tego kraju/Wielkie sarmatki tego kraju" kurator Marcin Różyc bujną sarmacką sztukę z tarnowskich zbiorów wydał na pastwę nieokiełznanej wyobraźni polskich artystów.

Jest 11 listopada 2018 roku, Warszawa. Siedzimy z kuratorem Marcinem Różycem w modnej stołecznej knajpce karmiącej warszawiaków koszerną żywnością, w oddali słychać huk rac, a za oknami nieprzerwanie przepływa tłum z biało-czerwonymi flagami i transparentami: "Wielka Polska". Czy może być lepsza scenografia do rozmowy o fantazmatach polskości i sarmatyzmie wczoraj i dziś?

Sarmatyzm jest jednym z niewielu elementów tożsamościowych na tyle zwartym, że uznaje się go za specyficznie polski - tłumaczy Marcin Różyc. - To łączy go z dzisiejszym niepodległościowym kontekstem, czyli walką o polskość. Niektórzy wiedzą, co to jest polskość, kto jest "lepszym", kto "gorszym" Polakiem, ale jakie są fundamenty tej polskości?

Wystawa 'Wielcy Sarmaci tego kraju/Wielkie sarmatki tego kraju' (fot. Artur Gawle)
Wystawa 'Wielcy Sarmaci tego kraju/Wielkie sarmatki tego kraju' (fot. Artur Gawle)

Różyc przekonuje, że jest nim kultura szlachecka. Zaznacza jednak, że kiedy przyjrzymy się sarmatyzmowi, który ukształtował się i rozwinął najpełniej wśród polskiej szlachty od końca XVI do drugiej połowy XVIII wieku, okazuje się, że nic się tam nie zgadza. Już sam mit - poszukiwanie przez szlachtę korzeni wśród legendarnych starożytnych Sarmatów, czyli plemion o pochodzeniu irańskim, buduje sprzeczności. - Te plemiona były np. przez pewien okres matriarchalne, Sarmatki stanowiły być może pierwowzór Amazonek, a polski sarmatyzm to przecież formacja stricte patriarchalna. Do tego starożytni Sarmaci żyli w wozach, czyli bardziej przypominali Romów niż mieszkańców polskich dworków. I ten zjawiskowy ubiór szlachecki, który trafił do nas prawdopodobnie za pośrednictwem Węgier oraz ludności żyjącej na rubieżach Rzeczpospolitej, czyli np. poprzez Tatarów i kontakty z Turkami. Chyba żaden kraj w Europie nie zaabsorbował tylu elementów islamu co Polska, a jednocześnie ta kultura - i dzisiaj, i wtedy - jest tak antyislamska - podkreśla Różyc.

Punktem wyjścia wystawy "Wielcy sarmaci tego kraju/Wielkie sarmatki tego kraju" jest wybitna kolekcja pochodząca z zamku Sanguszków w Podhorcach, którą tworzą szlacheckie portrety, broń, zbroje, tkaniny, konne akcesoria. Do jej zinterpretowania i wywrócenia na nice kurator zaprosił dwudziestu współczesnych polskich artystów. Całość układa się w znaczące wątki:

1. UBIÓR

W trakcie prac na wystawą inspiracją były też dwie znakomite zeszłoroczne kolekcje młodych projektantów. Dyplomowa kolekcja Uty Sienkiewicz "Swoi", absolwentki warszawskiej Katedry Mody, aktualnej studentki prestiżowej szkoły Saint Martins w Londynie, oraz kolekcja licencjacka Tomasza Armady na ASP w Łodzi. Oboje zinterpretowali na swój sposób sarmatyzm. Uta, zaniepokojona wzrostem nacjonalizmu nie tylko w Polsce, ale też na świecie, przeanalizowała i połączyła modę sarmacką z modą kiboli oraz ludowymi strojami z terenów Polski. Znajdziecie tu pasy łowickie, pasy słuckie, ale i pasy na naboje. Chuligańskie kominiarki, chłopskie sukmany oraz pańskie żupany i kontusze z wyłogami (rękawy, które można było wywijać na kształt skrzydeł).

Uta Sienkiewicz, kolekcja 'SWOI', 2017 (fot. Antonina Gugała); kolekcja Tomasza Armady (fot. Marcel Kaczmarek)
Uta Sienkiewicz, kolekcja 'SWOI', 2017 (fot. Antonina Gugała); kolekcja Tomasza Armady (fot. Marcel Kaczmarek)

Armada zrobił kolekcję sarmacką bardziej agresywną w wyrazie, uszytą z tkanin znalezionych w łódzkich lumpeksach. "Kradnę wam dzisiaj patriotyczne dziewczyny te symbole, co je na cyckach nosicie" - tak na pokazie (dokumentację można zobaczyć na wystawie) wykrzykiwała postpunkowa wokalistka Siksa, żądając odzyskania symboli narodowych od nacjonalistów. Pojawiły się skrzydła husarskie, odniesienia do kontusza - z jednej, do dresów - z drugiej strony (np. "dres papieski" z białych błyszczących tkanin, ze złotymi lampasami).

- Na wystawie pokazujemy jego płaszcz-burkę [nie mylić ze współczesnymi burkami kobiet islamskich - przyp. red.], uszyty z taniego koca z wielką tygrysią głową - opowiada kurator. - To nawiązanie do lamparcich futer, które nosili Sarmaci i husaria. Burka przeszła z mody tatarskiej, przez kozacką, do szlacheckiej. Obok nowszy projekt Armady - płaszcz z wyłogami, uszyty z sadżadży, czyli współczesnych muzułmańskich dywaników modlitewnych, o których sprzedawca w bałuckim lumpeksie powiedział, że to "oryginalne dywaniki terrorystów". Czyli znowu, jak u sarmatów: wpływy arabskie, a kontekst antyislamski.

Projektom Armady towarzyszą m.in. XVII-wieczny imaginacyjny portret Chmielnickiego z tarnowskiego ratusza i ubiory szlacheckie z Muzeum Narodowego w Krakowie, wśród nich zjawiskowy kontusz w barwach narodowych, idealnych na dzień, w którym toczymy z kuratorem naszą rozmowę, a za oknem współcześni sarmaci toczą swój bój o polskość.

Kolekcja Uty Sienkiewicz 'SWOI' (fot. Marcel Kaczmarek)
Kolekcja Uty Sienkiewicz 'SWOI' (fot. Marcel Kaczmarek)

Na plakacie wystawy autorstwa Magdaleny Burdzyńskiej widnieje kolaż, a na nim dresiarz w biało-czerwonym stroju sportowym, ze złotym łańcuchem na szyi, zlewa się w groteskową hybrydę z "pełną wąsów" twarzą z portretu sarmaty. Jak doszło do tego, że wystawny szlachecki ubiór połączył się z dresiarsko-knajacko-kibolskimi klimatami?

- Łączą je podobne idee i wyobrażenia - wyjaśnia Marcin Różyc. -  Utożsamienie polskości z katolicyzmem, rodzaj buty, zapatrzenia we własny kawałek podłogi - to spadek kultury sarmackiej. Jest wiele tekstów, które utożsamiają dresiarzy z współczesnymi sarmatami. To kultury patriarchalne, które mocno mówią o swojej regionalnej tożsamości, są ksenofobiczne, bo wykluczają inność. Ale ja na tym plakacie widzę nie tylko sarmatę i dresiarza, ale też współczesnego homoseksualistę. Modnego chłopaka z techno klubu, który lubi się bawić tymi akcesoriami, które rzekomo przynależą do kultury łysych panów, bo dziś ten trójpaskowy ubiór jest bardziej związany z hipsterami i fetyszem sportowego faceta. To rodzaj gry. Bo choć sarmatyzm jest w stereotypie ksenofobiczny, to przecież szlachty nie tworzyli tylko Polacy, ale też narody, które dziś możemy utożsamiać z Białorusinami, Litwinami, Tatarami, Ukraińcami. Gorzej z kobietami, bo dla nich trudniej znaleźć miejsce w sarmackiej mitologii.

2. KOBIETY

Kurator podejmuje rękawicę rzuconą przez sarmatów i włącza w swą wystawę wątek kobiecy (i nie tylko). - Znamienne jest to, że nawet w kwestii stroju kobiety nie były objęte sarmatyzmem, ubierały się z francuska. Od razu więc stoją niżej w hierarchii, ubrane jak domniemani "zdrajcy" będący po stronie krajów, gdzie panuje absolutyzm, a sarmatyzm to wszak liberum veto i wolność szlachecka kosztem władzy króla.

Zofia Krawiec, Autoportret, fotografia, 2018
Zofia Krawiec, Autoportret, fotografia, 2018

Kobieta jest portretowana tylko ze względu na mężczyznę - jako matka, córka, żona. Jest pozbawioną seksualności istotą, co widać na zamku w Dębnie (oddział Muzeum Okręgowego w Tarnowie), gdzie kolekcję sarmacką zestawiono ze zmysłową sztuką włoską, sarmatki mają płaskie, umowne biusty. Tę sytuację zauważa Zosia Krawiec, młoda artystka związana z tzw. selfie-feminizmem rozwijającym się w social mediach. Namówiona przez kuratora jedzie do dębnickiego zamku, który jest fantazją na temat sarmackiego wnętrza, i tam wkłada stroje szlacheckie stworzone przez współczesne muzealniczki.

Ważny w kontekście kobiecym jest obraz "Nogi" wybitnej współczesnej malarki Agaty Bogackiej, przedstawiający nagie kobiece nogi i łono. To symboliczne odzyskanie ciała sarmatki. Na portretach szlachcianek widać tylko górną część ciała, odzianą w koronki i biżuterię, a u Bogackiej - nagie, dumne nogi niewiasty stojące twardo na ziemi.

Agata Bogacka, 'Nogi', akryl na płótnie, 145 x 120 cm, 2018; Agata Bogacka, 'Głowa w chmurach', akryl na płótnie, 140 x 120 cm, 2018
Agata Bogacka, 'Nogi', akryl na płótnie, 145 x 120 cm, 2018; Agata Bogacka, 'Głowa w chmurach', akryl na płótnie, 140 x 120 cm, 2018

3. PAŃSZCZYZNA

Wątek pańszczyzny w klasycznej legendzie o sarmacji praktycznie nie istnieje. Kurator zaprosił więc na wystawę Mikołaja Sobczyka, który stworzył na ten temat obrazy nawiązujące do twórczości amerykańskiej artystki Kary Walker, autorki prac o niewolnictwie w Ameryce. Tylko - jak zaznacza Marcin Różyc - ona ma "szczęście", że korzysta z rzeczywistych opowieści czarnych niewolników pracujących na plantacjach białych, bo w Stanach Zjednoczonych zostały one zebrane i w jakiś sposób przerobione. Natomiast trauma polskich chłopów. - Białoruskich też! - wchodzę mu w słowo natychmiast, jako potomkini wielu pokoleń białoruskich "pańszczyźniaków" pod butem polskiego "Pana".

- OK, racja - śmieje się Marcin Różyc. - Powinienem mówić chłopów "rzeczpospolickich", poddanych władzy Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Paradoksalnie ich potomkowie w czasach komunizmu przejmują tożsamość szlachty. Tak jest łatwiej niż przepracować krzywdy. Romana Kolażowa z Uniwersytetu Rzeszowskiego napisała o tym świetny tekst, szukając źródeł polskiego antysemityzmu i dzisiejszych fobii w tym nieprzepracowaniu traumy niewolniczej. Mikołaj swoje akwarele maluje na postarzanym papierze, żeby pokazać, że nie ma dawnej ikonografii na ten temat - on ją wymyśla, ukazując moment nadużyć fizycznych i seksualnych, które najprawdopodobniej działy się między chłopami a ich "właścicielami".

Niewolnictwo jest obecne w świadomości społecznej całej Ameryki, u nas dziedzictwo chłopskiego bólu nie istnieje - zwraca uwagę tarnowska wystawa. Tutaj wszyscyśmy są "Panowie Szlachta". Czy jesteśmy kobietami, mężczyznami, chłopami, Żydami, arystokratami.

Mikołaj Sobczak, 'Pańszczyzna II', akwarela na papierze, 42 x 29,7 cm, 2017; Mikołaj Sobczak, 'Pańszczyzna I', akwarela na papierze, 42 x 29,7 cm, 2017, z kolekcji Krzysztofa Masiewicza
Mikołaj Sobczak, 'Pańszczyzna II', akwarela na papierze, 42 x 29,7 cm, 2017; Mikołaj Sobczak, 'Pańszczyzna I', akwarela na papierze, 42 x 29,7 cm, 2017, z kolekcji Krzysztofa Masiewicza

4. DWÓR

- A co robi na wystawie powieść Gombrowicza "Trans-Atlantyk", którą przywołujesz? - pytam kuratora. - Z sarmatyzmem w skrócie jest tak, że najpierw są oryginalne teksty barokowe, potem krytyczne wobec niego Oświecenie, a jeszcze później Adam Mickiewicz, który sarmatyzmem pokrzepia serca - opowiada. - A pierwszą pracą dekonstruującą kulturę dworską i sarmatyzm - genialną! - jest dopiero tekst współczesny, czyli "Trans-Atlantyk".

Tu przypomnę, że to opowieść Gombrowicza, który schodzi z pokładu transoceanicznego statku w Buenos Aires w 1939 roku, tuż przed wybuchem wojny, i jest świadkiem oraz uczestnikiem walki o ciało Ignaśka, syna polskiego eksmajora i patrioty. Młodzieńca podrywa Gonzalo - zepsuty argentyński arystokrata, i próbuje go namówić, by zabił ojca. Ojciec zaś woli zabić syna, niż dopuścić do homoseksualnego romansu. Oprócz tego w Polsce toczy się wojna i polityczne rozgrywki, a narrator wyzłośliwia się nad argentyńską Polonią i jej polowaniami na zające. Szlachecki świat obśmiany, ale jednocześnie opromieniony nostalgią utraconej krainy dworków.

- Na monitorze przywołujemy fenomenalne przedstawienie, telewizyjną adaptację powieści Gombrowicza według Mikołaja Grabowskiego z przełomu lat 80.-90. i pokazujemy ją w otoczeniu barokowych dworskich dzieł sztuki. A wszystkiemu towarzyszy "Trans-Atlantyk", monumentalny obraz Karola Radziszewskiego z nagim Ignaśkiem w erotycznej pozie, który wygląda trochę jak Jezus Chrystus złożony do grobu u Mantegni. Wokół są postać Gonzala, która chroni pięknego Ignaśka, oraz śliczni kolorowi ułani, polscy patrioci - opowiada Marcin Różyc.

Tylko kobiet, niestety, w tej historii znowu brakuje...

fot. Marcel Kaczmarek
fot. Marcel Kaczmarek

Na wystawie na szczęście jest jeszcze salka poświęcona barokowej poetce Elżbiecie Drużbackiej. Tej, którą Olga Tokarczuk ożywiła w książce "Księgi Jakubowe". Powieść zaczyna się opisem przybycia Drużbackiej na Podole, kiedy stając na rochatyńskim rynku pośród wieloetnicznego tłumu, krzyczy znamienne zdanie: "Czy ktoś tu mówi po polsku?".

- Jedyna kobieta poetka, która znalazła się w prestiżowych zbiorach poezji sarmackiej - zauważa Marcin Różyc. -  I jedna z pierwszych artystek, która zarabiała na swojej sztuce, bo wcześniejsze poetki to były bogate arystokratki.

Drużbacka tworzyła "piarowe" wiersze na zamówienie. Należała do dworskiej świty u Sanguszków, u Branickich i od nich dostawała pieniądze na życie, bo pochodziła z biednej szlachty. - Błagała o nie - wiemy to z listów - poprzez wielowersowe wstępy do wierszy, które zaczynały się wyliczanką rozlicznych tytułów adresata wiersza, pompatycznych niczym obrazy sarmackie. Są wiersze imieninowe dla Branickiego, opiewające sarmackie siedziby, wychwalające fontanny i ogrody sarmatów.

Umarła w Tarnowie, gdzie spędziła ostatnie lata w tutejszym klasztorze Bernardynek (dziś - Bernardynów). Mistrzyni współczesnego stylu, Zuzanna Bartoszek, na prośbę kuratora napisała wiersz inspirowany poezją Drużbackiej - nawiązujący do współczesnego filisterstwa. Nosi po barokowemu skromny tytuł:

"OPISANIE DOZNAŃ Z PRZYSZŁOŚCI, Z ROKU 2052, PO ŚMIERCI RODZICÓW AUTORKI PRÓBA ZASYMULOWANIA PRZYSZŁEGO SENTYMENTU DO PRZEDMIOTU, ZAKUPIONEGO PRZEZ AUTORKĘ NA KILKA DNI PRZED NAPISANIEM TEGO WIERSZA".

A  zaczyna się słowami: "Duch mojej mamy mieszka w Zarze Home.".

Martyna Czech, 'Bez tytułu (Elżbieta Drużbacka II)', 40 x 30 cm, olej na płótnie, 2018; Wiersz Zuzanny Bartoszek, inspirowany poezją Drużbackiej (fot. Marcel Kaczmarek)
Martyna Czech, 'Bez tytułu (Elżbieta Drużbacka II)', 40 x 30 cm, olej na płótnie, 2018; Wiersz Zuzanny Bartoszek, inspirowany poezją Drużbackiej (fot. Marcel Kaczmarek)

5. ŚMIERĆ

Element zachwytu dobrami materialnymi jest bardzo ważny w sarmatyzmie, widać go nawet w ówczesnych uroczystych pogrzebach, znanych jako pompa funebris, które miały oszołomić publiczność. Fascynujące, jak w umiłowaniu nadmiaru, bogactwa, witalności spod spodu przeziera śmierć i rozkład, widoczne też w barokowych obrazach tańca śmierci.

- Barok krąży wokół śmierci, bo wojny i epidemie były elementem tamtego życia - opowiada kurator wystawy. - Najważniejsze na terenach Rzeczpospolitej przedstawienie tańca śmierci,  z końca XVI wieku,  znajduje się w kościele Bernardynów w Krakowie. Pokazuje, że wszyscy są równi (wobec śmierci), ale jednocześnie nierówni. Na "ołtarzu śmierci" tańczą kobiety z kościotrupami, a wokół sportretowano grupy społeczne i narodowościowe oraz ich relacje ze śmiercią. To obraz, na podstawie którego pisze się prace o stosunkach społecznych tego czasu.

Według Marcina Różyca pięknym przejawem współczesnej interpretacji tego motywu jest wieloelementowy czarno-biały kolaż/ołtarz "Taniec Śmierci" Wojciecha Ireneusza Sobczyka, który zawisł na tarnowskiej wystawie: - W tej pracy autor odchodzi od religii, co nie znaczy, że od duchowości. Zamiast scen drogi krzyżowej jest "koło natury", idea nieustannie krążących we wszechświecie pierwiastków. Artysta bierze stare czasopisma przyrodnicze i wycina z nich misterne kompozycje, które są najwyższej klasy rzemiosłem.

Wojciech Ireneusz Sobczyk, 'Taniec śmierci' (fot. Marcel Kaczmarek)
Wojciech Ireneusz Sobczyk, 'Taniec śmierci' (fot. Marcel Kaczmarek)

Zaczerpnięte z krakowskiego obrazu postacie "wypełnione są" elementami ze świata przyrody - ich ciała tworzą pióra, futro, łuski, minerały, ziemia. Nad nimi znajduje się czarny baldachim nawiązujący do castrum doloris, ozdobnego katafalku, przy którym odprawiano sarmackie pompa funebris. - Dzieło Sobczyka odnosi się do tego spektakularnego, być może najważniejszego w życiu barokowego sarmaty wydarzenia - uważa Marcin Różyc. - Jakby kulminacją przepychu, kolorów i witalności sarmackiej wizji żywota była właśnie śmierć. Nadmiar, bogactwo, a pod spodem marność nad marnościami.

W tym duchu dedykuję uczestnikom dzisiejszych patriotyczno-sarmackich sporów poniższe słowa z krakowskiego ołtarza "tańca śmierci". Naprawdę, ostatecznie tak bardzo się nie różnimy:

Różnych Stanów piękne grono

Gęstą śmiercią przepleciono

Żyjąc wszytko tańcujemy

A że obok śmierć nie wiemy.

"Wielcy Sarmaci tego kraju/Wielkie sarmatki tego kraju", BWA Tarnów, wystawa otwarta do 13 stycznia 2019 roku

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Marcin Różyc - kurator, krytyk mody. Autor książki "Nowa moda polska". Współautor "Dźwięków i szwów", "Chrysalis" i "Helena Bohle-Szacka. Lilka". Kurator wystaw, m.in.: Krzyk Mody (MSN w Warszawie), Warsaw Calling.Chrysalis (IFS London), Wykrój. Miasto. Tarnów (BWA Tarnów) i Helena Bohle-Szacka. Mosty/Die Brücken (Galeria im. Sleńdzińskich). Wykładał m.in. na Uniwersytecie Warszawskim, w Katedrze Mody, London Collage of Fashion, Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy'ego Brandta i w Topographie des Terrors. Współpracuje z "Vogue".

Anna Sańczuk. Z wykształcenia historyczka sztuki, z zawodu dziennikarka, czasem zajmuje się również PR-em kultury. Razem z Maciejem Ulewiczem prowadzi program "Kultura do kwadratu" na antenie Polsat News 2. Mieszka w Warszawie na Starej Ochocie.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (159)
Zaloguj się
  • rozal1971

    Oceniono 25 razy -7

    "Słychać huk rac" trzeba mieć naprawde czułe ucho, aby z kafejki usłyszeć palącą się kilkaset metrów dalej racę

  • pastozukk

    Oceniono 30 razy -2

    mój allachu, ale bohomazy. mój kolega z technikum, artystycznie uzdolniony tworzył o wiele piękniejszą sztukę jak mu się nudziło na lekcjach(siedzieliśmy razem). ale nie został "Arytystom nowoczesney szytuki" tylko robi teraz pomiary geodezyjne w jakiejś firmie.
    Jak się na to patrzy, to mózg zaczyna boleć i to dosłownie - bo patrzenie na brzydotę, brak harmonii, zaburzenie proporcji, chaotyczny nijaki groch z kapustą wywołuje nieprzyjemne wrażenia.
    Dać małpie - małpa ma inteligencję jak małe dziecko oraz kciuk, trochę ją przyuczyć i będzie robić takie bohomazy.

  • bratjolki

    Oceniono 5 razy -1

    :))). Zauważyliście już, ze wam galerie "sztuki nowoczesnej" pustoszeją co?
    Trzeba będzie maść na szczury teraz sprzedawać.
    Zajjjjjmujace wypracowanie.
    More!
    More!

  • jan_sobczak1

    Oceniono 7 razy -1

    Jakiś redaktor z Downem zatrudniony z PFRONu to wysmażył?

  • white_lake

    Oceniono 3 razy 1

    mam wrażenie, że to jakiś stek bzdur, estetyka też raczej wątpliwa,
    jestem antyislamska i uważam to za coś absolutnie naturalnego, tamta kultura jest fundamentalnie sprzeczna z zasadami naszego świata, więc niech lepiej zostanie u siebie, te rzeczy, o których mówi ten facet, są bez znaczenia w szerszym kontekście, naciąganie straszliwie to wszystko

  • gnago

    Oceniono 1 raz 1

    Coś tam wiemy ale niewiele ale nam starcza , a resztę odrzucamy jako błędną i nieistotną. Ta postawa autora jest zwyczajnie błędna. W ramach ćwiczenia językowego rozważy słowa wieża i wieżę/wiozę. Też pochodzenia irańskiego? W jakich językach, poza słowiańskimi, występuje. Tak dobrze jarzycie ta wieża od której zwiemy wszystkie wysokie i smukłe budynki pierwotnie była przewoźna.

    Moda męska i stroje przyjmowało się z Persji, Turcji na bazie rozczarowania zepsuciem krajów Zachodu, wojen religijnych rzezi, rozwoju lichwy/kapitalizmu.Wschód był o wiele prostszy i uczciwszy

  • euro67

    Oceniono 11 razy 1

    Co za kretyn to napisal. Przenikanie sie mody nie ma nic wspolnego z przenikaniem Islamu do Polski sarmaciej. Mogl to napisac tylko ktos kto nigdy nie przeczytal Koranu!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX