Obraz ilustrujący pierwsze użycie eteru w zabiegu dentystycznym. Ernest Board, 1846 r.

Obraz ilustrujący pierwsze użycie eteru w zabiegu dentystycznym. Ernest Board, 1846 r. (fot. Wellcome Images / Wikimedia Commons)

Górnicy dolewali go do kawy, a matki podawały dzieciom. Eter - trendy narkotyk sprzed 100 lat

Był tańszy od wódki. Buteleczka z eterem stała w apteczce każdej pani domu, gdyż wierzono, że jest on idealnym lekiem na właściwie każdą chorobę. Eter trafił też do niektórych śląskich szkół. Problem nadużywania go przez dzieci i młodzież był tak powszechny, że niemal codziennie wyprowadzano z klasy nadpobudliwych uczniów, którzy - gdy kończył się eterowy odlot - zapadali w narkotyczny sen.

Eter był najbardziej demokratyczną używką przełomu wieków. Chętnie zażywali go przedstawiciele artystycznej bohemy, ale nie odmawiali go też robotnicy i chłopi. Aby uśpić kwilące niemowlęta, matki wlewały kilka kropel tego specyfiku na cukier i szmatkę z takim zawiniątkiem podawały dziecku, które po kilku minutach ssania zasypiało. W niemal każdej śląskiej wsi i miasteczku funkcjonowały specjalne eterowe kapliczki, czyli miejsca, w których nielegalnie sprowadzany z Niemiec specyfik podawany był chętnym wraz z miodem, ziołami czy sokiem. Przemytem eteru przez zieloną granicę trudnili się bezrobotni, a nawet wykorzystywano do tego specjalnie szkolone psy. Eteromania była tak powszechna, że w 1923 roku ustanowiono pierwsze na ziemiach polskich prawo dotyczące kontroli środków odurzających, które m.in. zakazywało sprzedaży dla celów spożywczych eteru etylowego. Pięć lat później rozporządzeniem ministra spraw wewnętrznych uznano eter etylowy i jego mieszaniny za szczególnie niebezpieczne. Zanim to się jednak stało, przez niemal 100 lat ten organiczny związek chemiczny uznawany był za cudowny lek na całe zło.

Eter chętnie zażywali przedstawiciele artystycznej bohemy, ale nie odmawiali go też robotnicy i chłopi (fot.  Wellcome Images / Wikimedia Commons)
Eter chętnie zażywali przedstawiciele artystycznej bohemy, ale nie odmawiali go też robotnicy i chłopi (fot. Wellcome Images / Wikimedia Commons)

Świat widziany przez chusteczkę

"W wieku lat czternastu zabijanie owadów eterem podsunęło mi chęć spróbowania (...) tego narkotyku. Napajając chustkę eterem przykładałem ją do nosa i wdychałem głęboko. Było lato. Siedziałem wśród zbóż na osłonecznionym pagórku. Za chwilę posłyszałem ten sam rytm, wszystko pozostało takie samo, a jednak stało się jakieś inne, podobne do tego, co było wtedy. I tu nastąpiła najdziwniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek przeżyłem pod eterem i którą potem na próżno usiłowałem odnaleźć. Widziałem otaczające zboża, pagórek, słońce - ale nie ja to widziałem: jaźń znikła, pozostała bezosobowa świadomość. Wkrótce potem stworzyłem bardzo konsekwentny logicznie system panteistyczny, gdzie ponad stanem indywidualnej jaźni umieszczałem ponadosobowy świadomy byt.

Odtąd eteryzowałem się coraz częściej. Maksimum osiągnąłem jako uczeń ósmej klasy. Lubiłem przechadzać się wieczorem po ponurych dzielnicach warszawskiego Powiśla z chustką pod nosem i flachą eteru w kieszeni" - przytoczony fragment pochodzi z książki Stanisława Ignacego Witkiewicza "Narkotyki", a autorem opisu jest doktor Dezydery Prokopowicz. Pod tym pseudonimem ukrył się Stefan Glass, polski matematyk i poeta, bliski przyjaciel Witkacego.

Glass przyznaje, że z eterem po raz pierwszy zetknął się jako siedmioletni chłopiec. Był wówczas operowany, a lekarze, aby uśmierzyć ból i utrzymać dziecko bez ruchu, podali mu narkozę z eteru. "Zdawało mi się, że umarłem i lecę w przestrzeni międzygwiezdnej, która wyglądała jak ciemnoniebieska tapeta, pokryta złotymi, kilkoramiennymi gwiazdkami. Wszystko drgało w tym szczególnym rytmie. Myślałem z ironią: 'Oni mnie tam operują na ziemi, a nie widzą, że ja - umarłem'. Podniesiono mi na chwilę maskę z eterem: zobaczyłem mój dziecinny pokój, leżałem na stole. Pomyślałem: 'Umarłem, jestem w piekle, gdzie są diabły? Może za moją głową?'. Usiadłem, by się obejrzeć za siebie. Założono mi maskę i trzech lekarzy siłą, z trudem ułożyło mię na dziecinnym stole, który służył za stół operacyjny. Z dalszych wizji przypominam sobie niewyraźnie jakiś jakby rajski ogród. Upał. Dwoje nagich, czerwonawych, tłustych, 'obfitych' ludzi opycha się winogronami. Coś tropikalnego, bogatego, zmysłowego i obrzydliwego. Po narkozie z radosnym zdumieniem przekonałem się, że żyję. Z uczuciem roztkliwienia i szczęścia dotykałem przedmiotów, stwierdzając, że są, że są twarde i że 'przecież jestem znów w rzeczywistości'" - wspomina jego literackie alter ego w "Narkotykach".

Możliwość uśmierzenia bólu w trakcie operacji sprawiła, że eter rozpoczął swój triumfalny pochód od USA po resztę świata (fot. Rober Thom / Wellcome Images / Wikimedia Commons)
Możliwość uśmierzenia bólu w trakcie operacji sprawiła, że eter rozpoczął swój triumfalny pochód od USA po resztę świata (fot. Rober Thom / Wellcome Images / Wikimedia Commons)

To właśnie możliwość uśmierzenia bólu w trakcie operacji sprawiła, że eter rozpoczął swój triumfalny pochód od Stanów Zjednoczonych po resztę świata. A wszystko zaczęło się od pewnego młodego dentysty z Massachusetts.

Proszę państwa, to nie szwindel

Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak wyglądały operacje chirurgiczne w czasach, gdy nie istniała jeszcze narkoza? Wyobrażałeś sobie, co czuli w pełni świadomi, odurzeni jedynie alkoholem żołnierze, gdy wojskowi chirurdzy w naprędce zaaranżowanych szpitalach odcinali im na żywca nogi i ręce? Można śmiało powiedzieć, że operacje i tortury różniła od siebie jedynie nazwa. Za przykład niech posłuży opis operacji usunięcia języka, zamieszczony w znakomitej książce Jürgena Thorwalda "Stulecie chirurgów" (Znak 2008): "Warren [John Collins Warren, słynny amerykański chirurg pierwszej połowy XIX wieku, związany z Harvard Medical School i Massachusetts General Hospital - przyp. aut.] w lewej ręce trzymał obcęgi, w prawej skalpel. Od tyłu zbliżył się jeden z chirurgów domowych, wielki, silny mężczyzna, gotów trzymać chorego za głowę. Warren polecił młodemu człowiekowi, by otworzył usta. Pacjent posłuchał z wahaniem. Z ust jego wysunął się język i nawet z pewnej odległości widać było wielką narośl, która zniekształciła jego koniec. Lewa ręka Warrena szybkim ruchem uchwyciła język w otwarte obcęgi. Młody człowiek usiłował go cofnąć, wydając przy tym stłumiony głos, ale obcęgi Warrena już nie puściły; siłą wyciągał język dalej, gdy tymczasem chirurg domowy trzymał chorego za głowę. W ułamek sekundy później prawa ręka Warrena, uzbrojona w nóż, wykonała szybkie cięcie i amputowana wraz z opuchliną przednia część języka upadła na podłogę, a z kikuta trysnęła krew. Warren rzucił nóż na stół z instrumentami i wyciągnął rękę obok krzesła operacyjnego tak daleko, by jeden z pielęgniarzy mógł mu w nią włożyć uchwyt rozżarzonego żelaza; oszołomiony, wydający bulgocące odgłosy pacjent nie zauważył tego. Warren trzymał żelazo za jego plecami. Chirurg nagłym ruchem położył dłonie na oczach chorego, Warren przytknął rozżarzone żelazo do krwawiącej rany. Rażony straszliwym bólem pacjent usiłował rzucić głową wstecz. W ogromnym wysiłku zdołał przesunąć się razem z krzesłem o parę metrów do tyłu. Chirurg domowy zatoczył się, z trudem utrzymując głowę chorego, ale Warren postępował za pacjentem i wciąż przyciskał żelazo do rany".

Jakich metod używano, by utrzymać biednych pacjentów na stole operacyjnym? Po pierwsze, przywiązywano ich linami. Rośli pomocnicy ówczesnych chirurgów krępowali operowanych i przytrzymywali. Oprócz alkoholu podawano im też opium, a nawet, aby rozluźnić mięśnie, aplikowano tytoń - cygaro należało zamoczyć w gorącej wodzie i wprowadzić do odbytu. Kiedy wyobrazi się sobie te wszystkie praktyki, cierpienie operowanych na żywca ludzi i brutalność, z jaką byli traktowani, twórcy anestezjologii wyrastają na prawdziwych bohaterów.

Za narodziny anestezji uznaje się operację z 16 października 1846 roku, którą w Massachusetts General Hospital przeprowadził John Collins Warren (fot. Wikimedia Commons / domena publiczna)
Za narodziny anestezji uznaje się operację z 16 października 1846 roku, którą w Massachusetts General Hospital przeprowadził John Collins Warren (fot. Wikimedia Commons / domena publiczna)

Wszystko zaczęło się od Horacego Wellsa, który usypiał swoich pacjentów przy użyciu podtlenku azotu, czyli popularnego gazu rozweselającego. W trakcie prób narkoza wykazywała się dużą skutecznością, jednak podczas oficjalnego pokazu, który odbył się w obecności Johna Collinsa Warrena, odurzony podtlenkiem azotu pacjent wił się na fotelu i krzyczał. Zgromadzeni na sali medycy wyśmiali Wellsa, a całe przedsięwzięcie określili mianem szwindla. Wells nie wiedział, że podtlenek azotu słabiej działa na osoby otyłe, jego skuteczność spada również, gdy połączy się go z alkoholem. Jego pacjent był mężczyzną bardzo otyłym, który ze obawy przed bólem w trakcie operacji uraczył się wcześniej znaczną ilością wysokoprocentowych trunków. Dlatego to uczeń i rywal Wellsa, William T. Green Morton, uznawany jest za człowieka, który doprowadził do przełomowego w medycynie wydarzenia: operacji bez bólu.

Ponoć to Crawford W. Long jako pierwszy zastosował eter do narkozy. Jednak w związku z tym, że nie upublicznił swoich dokonań, za narodziny anestezji, a wraz z nią współczesnej chirurgii, uznaje się wydarzenie z 16 października 1846 roku. Tego dnia w auli operacyjnej Massachusetts General Hospital sam John Collins Warren ma przeprowadzić pokazową operację. Chirurg informuje zgromadzonych, że pacjent - Gilbert Abbot - cierpi na guza szczękowego, który zostanie za chwilę usunięty. Wspomina również o młodym człowieku, który chce w trakcie operacji zaprezentować wynalezioną przez niego metodę znieczulenia. Morton, bo o nim mowa, spóźniał się. Zgromadzonych w auli widzów, którzy świetnie pamiętali niepowodzenie narkozy Wellsa, opanowała wesołość i szeptano, że dentysta jednak stchórzył. Zziajany Morton wbiegł na salę w ostatniej chwili. W ręku trzymał szklaną kulę z ustnikiem. Włożył go do ust pacjenta i kazał mu głęboko oddychać. Powtarzał rozkaz do chwili, aż ustnik wypadł choremu z ust, a jego ciało osunęło się na stół operacyjny. Warren przystąpił do operacji. Wykonał pierwsze cięcie - pacjent nie poruszył się, ani nie wydał żadnego dźwięku. Chirurg zaczął sobie odważniej poczynać, wyłuskując guza, pacjent wciąż leżał bez ruchu. Do końca operacji Gilbert Abbot był nieprzytomny. Kiedy Warren zakończył procedurę, odwrócił się do widzów blady i trzęsący się. - Proszę państwa, to nie jest żaden szwindel - powiedział człowiek, który możliwość wykonania bezbolesnej operacji uznawał za równie niemożliwe, co latanie.

Pod koniec XX w. eter stał się niezwykle popularny w salach operacyjnych w Europie i USA (fot. Wikimedia Commons; flickr.com / domena publiczna)
Pod koniec XX w. eter stał się niezwykle popularny w salach operacyjnych w Europie i USA (fot. Wikimedia Commons; flickr.com / domena publiczna)

Wielka afera z eterem

Od tej chwili datuje się triumfalny pochód eterycznej narkozy przez sale operacyjne nowego i starego świata. Jeszcze w grudniu tego samego roku londyński chirurg Robert Liston w uśpieniu eterowym dokonał amputacji ramienia, a na kontynencie europejskim tego samego roku narkozę zastosował w licznych przypadkach rosyjski chirurg Nikołaj Pirogow. Natomiast znakomity chirurg wiedeński Theodor Billroth wprowadził ulepszone metody, stosując mieszankę eteru z chloroformem. Ten zmodyfikowany sposób stosowany był niemal do ostatnich lat XX w. Wydawało się, że walka z bólem w trakcie operacji została wygrana.

Jednak to, co pomogło stworzyć nowoczesną chirurgię, stało się jednocześnie przekleństwem. Eter zaczął być stosowany niezgodnie ze swoim zbawiennym przeznaczeniem. Specyfik, wyjątkowo popularny na Śląsku, był przemycany z Niemiec i chętnie używany przez górników, którzy często dolewali sobie eter do kawy lub pijali go z sokiem. Pierwszym efektem działania eteru jest ekscytacja i euforia, które następnie mogą przejść nawet w szał. Następnie dochodzi do halucynacji, a na koniec do zamroczenia i snu. Pacjenci poddawani narkozie eterycznej szybciej przechodzili do ostatniej fazy ze względu na większą dawkę eteru, jaką przyjmowali. Doprowadziło to do zakazu dopuszczania do pracy ludzi w eterowym podnieceniu, przede wszystkim z lęku o możliwość wzniecenia przez nich pożaru. Problem stał się szczególnie poważny w dwudziestoleciu międzywojennym, kiedy to ceny alkoholu wzrosły. W 1924 roku litr wódki kosztował 2,20 zł, cztery lata później trzeba było zapłacić za niego ponad 13 zł. Eter, którego koszt był podobny, albo i niższy, ale jednocześnie "wydajność" w tworzeniu odmiennych stanów świadomości - znacznie większa, stał się towarem bardzo pożądanym.

Kazimierz Hrabin w publikacji "Narkomanje w szkole" (Polskie Towarzystwo Walki z Alkoholizmem "Trzeźwość", Warszawa 1934) tak opisuje sposób przyjmowania eteru przez ówczesnych uczniów: "Do przegotowanej wody z cukrem i cynamonem wlewają po ochłodzeniu eter w stosunku na 1 l wody 1/8 l eteru. Mieszanina ta to napój odurzający, w działaniu swem gwałtowniejszy od alkoholu. Do upicia się wystarczy dojrzałemu człowiekowi 1/2 l powyższej mieszaniny, dziecku 1-3 kieliszki. Dlaczego piją eter? Otóż, po pierwsze: jest tańszym napojem niż piwo i wódka, po drugie: jest to napój słodki, dający się łatwo pić i wreszcie: daje oszołomienie większe może niż alkohol. Człowiek upity eterem jest gwałtowniejszy od alkoholika, gdyż eter działa o wiele szybciej. Wyraz twarzy tępy, bezmyślny, oczy szkliste, zamglone, usta sine, wpada w obłęd i podniecenie seksualne. Pijący eter prawie zupełnie nie używa alkoholu. Stan opilczy eterem trwa u starszych 2-3 godziny, u dzieci całą dobę".

Popularność eteru doprowadziła również do jednej z największych afer II Rzeczpospolitej (fot. flickr.com / domena publiczna)
Popularność eteru doprowadziła również do jednej z największych afer II Rzeczpospolitej (fot. flickr.com / domena publiczna)

Popularność "trunku" doprowadziła również do jednej z największych afer II Rzeczpospolitej. Wszystko zaczęło się od pewnego feralnego wesela w Pszczynie. W wybuchu beczki z eterem (jest to środek łatwopalny) zginęły dwie kobiety: Anna Ślusarczykowa i Anna Kamlowa. Śledztwo wykazało, że kobiety mieszały eter, aby podać go gościom weselnym. Tragedia skierowała oczy śledczych na częstochowskie zakłady chemiczne "Aniołów", skąd pochodziła beczka. Odkryto, że w firmie jeszcze od czasu zaborów prowadzono podwójną księgowość, a ilość wprowadzonego do obrotu eteru wielokrotnie przewyższa tę odnotowaną w dokumentach. Szczegółowe kontrole wykazały, że towar, który w dokumentach firmy miał być eksportowany do Niemiec i Czechosłowacji, w rzeczywistości trafiał na rynek polski. Własne śledztwo w tej sprawie wszczęli również dziennikarze krakowskiego "Ilustrowanego Kuriera Codziennego", którzy odkryli siatkę powiązań właściciela zakładów "Aniołów", w tym również sposób, w jaki właściciel fabryki Władysław Sachs trzymał w szachu dyrektora technicznego fabryki Stefana Korngolda, na którego zrzucił całą winę za swe nielegalne interesy. Sprawą żyła cała Polska. Doniesienia o kolejnych odkryciach śledczych pojawiały się regularnie aż do kwietnia 1932 roku, kiedy to stracono zainteresowanie eterem na rzecz procesu Rity Gorgonowej.

W 1936 roku w Katowicach zorganizowano konferencję dt. walki z eteromanią. Jak podkreślano - do zatruć eterem dochodziło wówczas równie często, co do zatruć alkoholem. Ale był to już zmierzch popularności eteru. Ustawa antynarkotykowa dość skutecznie wyrugowała go z życia publicznego. Oficjalne kanały dostępu zostały zamknięte, a towar z przemytu konfiskowano.

Kadr z filmu Krzysztofa Zanussiego 'Eter' (mat. prasowe Next Film)
Kadr z filmu Krzysztofa Zanussiego 'Eter' (mat. prasowe Next Film)

W 2014 roku polskie media obiegła jednak sprawa Ewy G. oraz jej córki, które - uzbrojone w paralizator oraz nasączone eterem szmatki - próbowały siłą odzyskać dług od byłego teścia kobiety. Co ciekawe, do zdarzenia doszło w Częstochowie, polskim mieście najmocniej związanym z historią eteru.

***

Do kin wchodzi właśnie nowy film Krzysztofa Zanussiego pt. "Eter". Akcja "Eteru" rozgrywa się na początku XX wieku na Podolu. Lekarz (Jacek Poniedziałek) pasjonuje się eterem - substancją uśmierzającą ból i odbierającą świadomość, tajemniczą i śmiertelnie niebezpieczną. Gdy ofiarą jej działania pada młoda dziewczyna, lekarz zostaje skazany na śmierć. Niespodziewanie udaje mu się uniknąć stryczka. Doktor znajduje pracę w zaborze austriackim, w wojskowej twierdzy dowodzonej przez komendanta (Andrzej Chyra). Poza oficjalną praktyką, na własną rękę ponownie zaczyna prowadzić coraz dziwniejsze eksperymenty: na żywych i na umarłych. Obsesyjnie doskonali swoją wiedzę o eterze pozwalającym manipulować bólem, pożądaniem i wolą poddanych mu ludzi. Jaką cenę przyjdzie mu zapłacić za próbę zawładnięcia ludzkim umysłem? 

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka. Dziennikarz, redaktor, związana m.in. z "Życiem Warszawy" i "Echem Miasta".

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (14)
Zaloguj się
  • robmar2007

    Oceniono 4 razy 2

    Sam, znam z dzieciństwa historię, opowiadaną przez kolegę mojego taty, o tym, jak w czasie żniw w latach pięćdziesiątych-sześćdziesiątych pito na wsi zużyty eter szpitalny w czasie żniw. Ludzie wtedy mogli pracować od świtu do zmierzchu. Teraz wiem, że ta historia była prawdziwa...

  • hennert

    Oceniono 1 raz 1

    Po wojnie eter popularny był na Łemkowszczyźnie. Nazywano go "krapki".
    W poważniejszych opracowaniach etnograficznych można o tym przeczytać.
    W poezji wzmiankuje o piciu eteru Harasymowicz.

  • horatio_valor

    Oceniono 15 razy 1

    Artykuł kompletnie od czapy - trochę Witkacego, trochę historii medycyny, na koniec reklama filmu (pewnie patronat medialny, czyli obowiązek puszczenia artykułu w mediach patronackich). Sensu brak.

    Warto by dodać np. wątek popularności tego trunku u Łemków, którzy nazywali go "kropką".

    No i podstawowa sprawa - czy eter dla ludzkiego organizmu jest bardziej szkodliwy niż etanol, czy podobnie.

  • nr_5

    0

    Zawsze warto miec buteleczke, do odkrecania zardzewialych srub jest lepszy od acetonu.

  • bratjolki

    Oceniono 5 razy -1

    No a gdzie i jak to można dostać poproszę, bo sam artykół zachęcający.

  • myslacyszaryczlowiek1

    Oceniono 16 razy -8

    A może trochę odpowiedzialności, dzięki temu artykułowi ileś tam ludzi spróbuje haju eterem, ileś tam ludzi dostanie poparzeń próbując go wytworzyć itd, iluś tam ludziom utrudni to znacznie życie, gdy potrzebują tego środka do swojej pracy. Można chociażby napisać o konsekwencjach zdrowotnych i dlaczego go wycofano z użycia w praktyce lekarskiej.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX