Policja po 24 latach wróciła do sprawy zamordowania Aliny Bagniewskiej

Policja po 24 latach wróciła do sprawy zamordowania Aliny Bagniewskiej (fot. Jakub Porzycki / AG)

społeczeństwo

Dziewczyna z sercem na dłoni. Tajemnica morderstwa Aliny Bagniewskiej

Poznańskie Archiwum X po latach wznawia śledztwo, a w Ostrzeszowie huczy od domysłów. Co stało się z Aliną? I czy sprawca jest w pierwszym tomie akt?

Ostrzeszów. Miasto powiatowe o powierzchni 12 kilometrów kwadratowych, z historią sięgającą XIII wieku. Dziś liczy blisko 14,5 tysiąca mieszkańców. Leży 50 kilometrów od Kalisza, 153 kilometry od Poznania, w Wielkopolsce, w gminie Ostrzeszów. Gmina zajmuje ponad 187 kilometrów kwadratowych. I cały ten obszar służby będą za chwilę przeczesywać kawałek po kawałku. Choć minęło już tyle lat.

Niedziela, 2 października 1994 roku. Świat obchodzi Międzynarodowy Dzień bez Przemocy. Mówi się, że już jutro polski rząd wyda zgodę na wysłanie kontyngentu wojskowego na Haiti. Polscy komandosi dostaną za zadanie wesprzeć miejscowe władze w budowie demokracji. Od decyzji do wylotu minie jeszcze trochę czasu. Najwcześniej wylecą za kilkanaście dni. Już w poniedziałek, 3 października, stanie się coś innego: 27-letnia Alina Bagniewska oficjalnie zostanie uznana za zaginioną.

Alina mieszkała w Ostrzeszowie, 50 kilometrów od Kalisza (fot. Wikimedia Commons)
Alina mieszkała w Ostrzeszowie, 50 kilometrów od Kalisza (fot. Wikimedia Commons)

Piątek, 29 marca 1996 roku. Gospodarstwo stawów rybnych w pobliżu osady Królewskie, na terenie gminy Ostrzeszów. Od lat hoduje się tutaj karpia królewskiego i inne ryby słodkowodne. Jeden z pracowników oczyszczających pas przeciwpożarowy dokonuje makabrycznego odkrycia - znajduje ludzkie ciało. Biegli policyjni, którzy przybędą na miejsce, nie będą w stanie jednoznacznie ustalić tożsamości ofiary. Wiadomo jedynie, że to kobieta. Użyte zostaną wszelkie dostępne wówczas środki i techniki kryminalistyczne, aby stwierdzić, że to zaginiona blisko półtora roku temu Alina.

Droga do domu

Wersję, że kobieta znalazła się na terenie stawów rybnych z własnej woli, zasłabła lub uległa wypadkowi, śledczy niemal natychmiast odrzucają. Wiele wskazuje na morderstwo. Rusza szeroko zakrojone śledztwo. Policja zapewnia zrozpaczonych bliskich ofiary, że namierzenie winnego to wyłącznie kwestia czasu.

Śledczy zaczynają od próby odtworzenia dnia, w którym Alina zaginęła. Wiadomo, że do mieszkania dzielonego z siostrą przy ul. Rynek w Ostrzeszowie wróciła w niedzielę, 2 października,  nad ranem. Po nocnym dyżurze w miejskim szpitalu, gdzie była pielęgniarką. Przespała się kilka godzin, a wczesnym popołudniem wyruszyła w odwiedziny do rodziców, do oddalonej o około pięć kilometrów od Ostrzeszowa wsi Zajączki.

- Córka miała przyjść do nas na obiad - wspomina po latach dla tygodnika regionalnego "Czas Ostrzeszowski" Zygmunt Bagniewski. - Tego tragicznego dnia umówiliśmy się, że około 14 pojadę po nią i przywiozę do nas, do Zajączek. Pojechałem, ale okazało się, że Alina poszła już pieszo.

Z danych policji wynika, że poszła najkrótszą możliwą drogą: przez dworzec PKS, ulicę Kolejową, Grabowską i dalej w kierunku Grabowa. Ojciec wspominał, że często wybierała się do rodzinnego domu pieszo, bo lubiła spacery. I często też ludzie spotykali ją, jak szła ul. Grabowską, skąd do domu w Zajączkach miała jeszcze 3,7 kilometra. Październikowej niedzieli widziano ją tam po raz ostatni. Do domu rodziców nigdy nie dotarła. - Kiedy się u nas nie pojawiła i nie wróciła na Rynek, a na drugi dzień nie przyszła do pracy, zgłosiliśmy jej zaginięcie - wspomina Bagniewski. - Policja zaczęła jej szukać dopiero po paru dniach. Do końca nie traciliśmy nadziei.

Policja zaczęła szukać Aliny dopiero po kilku dniach od zgłoszenia zaginięcia (fot. Renata Dąbrowska / AG)
Policja zaczęła szukać Aliny dopiero po kilku dniach od zgłoszenia zaginięcia (fot. Renata Dąbrowska / AG)

Taka ładna, taka uśmiechnięta

Początkowo sprawę Bagniewskiej traktowano jako zwykłe zaginięcie, gdyż nic nie wskazywało na to, że wydarzyła się tragedia. Do lokalnej telewizji i gazet rozesłano informację o zaginięciu. Podawano dokładny rysopis Aliny oraz publikowano jej zdjęcia. Wysoka (174 cm), szczupła blondynka o niebieskich oczach. Gdy widziano ją ostatni raz, była ubrana w jasne dresowe spodnie, białe adidasy i granatową ortalionową kurtkę.

Przez półtora roku, jakie dzieliło zaginięcie Aliny i odnalezienie jej ciała, przepytano wielu mieszkańców gminy, ale świadków z ostatniej trasy Aliny było niewielu. Wraz z upływem czasu pojawiały się za to coraz to nowsze i bardziej nieprawdopodobne historie, jak zawsze w przypadku zaginięcia młodej kobiety. Ktoś mówił o krążących po okolicy Cyganach, ktoś inny o czerwonym samochodzie, który tego dnia jeździł po ul. Grabowskiej. Pod uwagę brano też wersję, że Alina została uprowadzona przez handlarzy ludźmi. Być możr chodziło o zemstę chorego psychicznie pacjenta, na którego miała się natknąć w szpitalu. W końcu rozpatrywano także wątek miłosny i natarczywego adoratora, którego kobieta miała odtrącić.

Alina była przecież młoda, ładna, uśmiechnięta.

- To była bardzo odpowiedzialna i sumienna osoba - mówi po latach o córce Zygmunt Bagniewski. - Gdy się z kimś umawiała, zawsze dotrzymywała słowa. Kochała ludzi i chętnie im pomagała. Nigdy nie miała z nikim zatargów, nie zrobiłaby nikomu krzywdy. Była bardzo oddana swojej pracy, lubiła ją. Potrafiła zejść z dyżuru i za kilka godzin iść już na następny. Tylko dlatego, że ktoś ją o to poprosił.

Policja badała rozmaite tropy przez ok. 1,5 roku. Bezskutecznie (fot. Tomasz Fritz / AG)
Policja badała rozmaite tropy przez ok. 1,5 roku. Bezskutecznie (fot. Tomasz Fritz / AG)

Przez półtora roku od zaginięcia młodej kobiety policja sprawdzała wiele tropów, także te prowadzące do najbliższej rodziny. W poszukiwaniu Aliny przekopano nawet podwórze rodziców w Zajączkach. Żaden ślad się nie pojawił aż do marca 1996 roku. Badania przeprowadzone w Poznaniu potwierdziły, że odnalezione na terenie stawów ciało to Alina. Rodzina postanowiła jej zwłoki skremować. Ale nadal nikt nie wiedział, jak i dlaczego 27-latka zginęła. Bliscy nie mieli żadnej hipotezy - przecież nigdy nie skarżyła się, by ktoś ją dręczył, prześladował.

Ostrzeszów jak Szczucin?

24 lata później, kiedy już bliscy Aliny stracą nadzieję na złapanie i ukaranie sprawcy, do śmierci kobiety wróci nagle Prokuratura Okręgowa w Ostrowie Wielkopolskim i Komenda Wojewódzka Policji w Poznaniu. Akta sprawy trafią w ręce oficerów z poznańskiego Archiwum X, a do mediów - skierowany komunikat mający zachęcić do kontaktu potencjalnych świadków, wszystkich, którzy mogą posiadać jakąkolwiek wiedzę na temat śmierci Aliny. Podkreślono, że wszelkie informacje, nawet te z pozoru mało istotne, mogą być pomocne. Trudno nie zadać pytania - dlaczego akurat teraz? Co sprawiło, że sprawą zajęli się najlepsi śledczy?

- Wskazane postępowanie zostało podjęte i jest prowadzone przez Prokuraturę Okręgową w Ostrowie Wielkopolskim. Z uwagi na wykonywane czynności procesowe i dobro toczącego się postępowania brak jest na obecnym etapie możliwości udzielenia szczegółowych informacji na temat aktualnych ustaleń ww. śledztwa - informuje mnie Maciej Meler, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej.

Komenda Wojewódzka Policji w Poznaniu wróciła do sprawy po 24 latach (fot. Anna Kowalik / AG)
Komenda Wojewódzka Policji w Poznaniu wróciła do sprawy po 24 latach (fot. Anna Kowalik / AG)

Nie można wykluczyć, że pojawiły się nowe ślady. Być może po upływie 24 lat sprawca lub świadkowie zbrodni poczuli się zbyt pewnie. Być może ktoś zaczął sypać. Są jednak i takie głosy, według których powrót do sprawy akurat w tym roku to nie przypadek - policja robi, co może, żeby podreperować swój wizerunek po aferze ze śledztwem w sprawie innego głośnego zabójstwa z lat 90. Chodzi o niewyjaśnione morderstwo Iwony Cygan. Sprawa Aliny ma do złudzenia je przypominać.

17-letnia Iwona została zamordowana w sierpniu 1998 roku w małopolskim Szczucinie. Pod koniec lat 90. Szczucin był jeszcze niewielką, bo liczącą zaledwie 4 tysiące mieszkańców wsią. 13 sierpnia wieczorem dziewczyna poszła z koleżanką do baru. Jej ciało znaleziono rano przy wale Wisły, w Łęce Szczucińskiej. Była skatowana, wyrwano jej kolczyki, związano ręce, na szyi miała pętlę z drutu. Podobno gehenna Iwony zaczęła się już w barze. Podobno zaczęto ją bić na oczach innych ludzi, a potem wozić samochodem po okolicy. Podobno nikt nie zareagował.

Było śledztwo, były hipotezy, podjęte tropy, ale wszystko utknęło w martwym punkcie. Mówiono, że sprawca był z innego miasta, że skutecznie zatarł ślady i zapadł się pod ziemię. Przez całe lata w Szczucinie nie znalazł się nikt, kto byłby w stanie zeznać coś, co przełamałoby impas w sprawie. Przynajmniej tak utrzymywały lokalne władze. Rodzina Iwony bezskutecznie próbowała dociekać prawdy. Składane do prokuratury i wysyłane do sądu pisma były regularnie odrzucane. Na przełom trzeba było czekać dokładnie 18 lat. W 2016 roku do sprawy wróciło bowiem krakowskie Archiwum X oraz prokurator z Małopolskiego Wydziału ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie. Nagle okazało się, że jest i domniemany zabójca Iwony, i 16 osób, które przez lata robiły najprawdopodobniej wszystko, żeby owego zabójcę uchronić. Do aresztów trafili główny podejrzany Paweł K., jego ojciec Józef K., oskarżony o współsprawstwo, kilkunastu byłych miejscowych policjantów oraz koleżanka Iwony, która w dniu zabójstwa wyciągnęła ją z domu, a potem przez całe lata składała fałszywe zeznania. Za kratkami podejrzani spędzili w sumie 18 miesięcy. W październiku Sąd Okręgowy w Rzeszowie, ku rozpaczy rodziny Iwony, większość wypuścił  na wolność. Za kratkami zostali tylko Paweł K. oraz jego ojciec. Oskarżeni o mataczenie w sprawie i zatajanie dowodów funkcjonariusze oraz "przyjaciółka" ofiary zostali zwolnieni.

Rozpoczęcie procesu w sprawie zabójstwa Iwony Cygan, 6 czerwca 2018 r. (fot. Patryk Ogorzałek / AG)
Rozpoczęcie procesu w sprawie zabójstwa Iwony Cygan, 6 czerwca 2018 r. (fot. Patryk Ogorzałek / AG)

Według sądu podejrzani złożyli stosowne wyjaśnienia, w związku z czym ich dłuższe przebywanie za kratkami jest bezzasadne. - Decyzja sądu jest dla nas kompletnie niezrozumiała i co najważniejsze - naraża na niebezpieczeństwo świadków - podkreślała tuż po wyroku Aneta, siostra Iwony. Chodziło jej o 34 świadków incognito, których wyjaśnienia są kluczowym dowodem w toczącej się od czerwca sprawie. Obawy nie są bezzasadne, bo przecież w tym trwającym od lat dramacie zdarzały się już tajemnicze samobójstwa. Mówi się, że na Szczucin znów padł strach. Że osoby, które przez lata skrywały tożsamość zabójcy, boją się nie tyko kary, ale też zemsty. Dlatego m.in. zdaniem bliskich Iwony ostatnia decyzja sądu może całkowicie przekreślić szanse na skazanie winnych.

W sprawie Iwony Cygan nadal wiele jest znaków zapytania, a końca procesu nie widać. Już teraz karniści przyznają jednak, że skandaliczne prowadzenie śledztwa, zatajanie dowodów i zmowa milczenia, jaka panowała w Szczucinie, kładzie się cieniem na policję w całym kraju.

Tylko prawda nas wyzwoli

Zygmunt Bagniewski przez wiele lat po śmierci córki próbował prowadzić śledztwo na własną rękę. Wciąż miał wrażenie, że coś pominięto. Że coś jest nie tak. O tym, że po wielu latach policja niespodziewanie wznawia śledztwo, dowiedział się z gazety. Wróciła trauma sprzed lat i bolesne wspomnienia. Ojciec Aliny nie wie, czy uda się wykryć sprawcę, ale zastrzega, że nie szuka  zemsty. Co jego zdaniem mogło się stać? Być może po drodze do Zajączek Alina została potrącona przez samochód i wywieziona do sąsiedniej miejscowości, żeby zatuszować wypadek. - Sprawca musiał doskonale znać tamtejszy teren. Tego nie zrobiła osoba, która w życiu nie była w Królewskim. Miałem swoją wersję, przedstawiłem ją przed laty policji, ale nie chcieli mnie słuchać. Mówili, że to oni są od tego, żeby oceniać, jakie są fakty, i że coś sobie wymyślam - twierdzi Bagniewski w wywiadzie dla "Czasu Ostrzeszowskiego". I dodaje: - Co prawda przez te wszystkie lata nie udało mi się zebrać żadnych dowodów, były to tylko moje przypuszczenia. Skojarzyłem pewne fakty, niektóre rzeczy zaczęły mi się układać w logiczną całość. Mam powody, żeby myśleć, że zrobiła to ta, a nie inna osoba.

Policja prosi o pomoc wszystkich, którzy posiadają wiedzę na temat wydarzeń z początku października 1994 r. (fot. Jakub Włodek / AG)
Policja prosi o pomoc wszystkich, którzy posiadają wiedzę na temat wydarzeń z początku października 1994 r. (fot. Jakub Włodek / AG)

Po ukazaniu się tego wywiadu na policję zgłosiło się kilka osób, twierdząc, że posiadają informacje w sprawie zabójstwa sprzed lat. Czy możliwe, żeby tak jak w przypadku Szczucina spokojny Ostrzeszów skrywał mroczną tajemnicę śmierci sprzed 24 lat?

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Joanna Pasztelańska. Dziennikarka, reporterka. Jako jedna z pierwszych dotarła do Turcji po trzęsieniu ziemi w 1999 roku, relacjonowała wybory prezydenckie w Iranie, zajmowała się sprawą farmy niewolników pod Londynem i ukrytymi w rejonie Prypeci sierocińcami dla dzieci z wadami genetycznymi po wybuchu elektrowni w Czarnobylu. Od blisko dwudziestu lat jeździ po Polsce śledząc tematy trudne i niewyjaśnione m.in. dla "Życia Warszawy", "Tygodnika Kulisy" i magazynu "Dziennika Gazety Prawnej". W 2016 roku nakładem wydawnictwa Horyzont Znak ukazała się książka "Policjanci. Za cenę życia", którą napisała wraz z mężem.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (10)
Zaloguj się
  • sowca

    Oceniono 20 razy 20

    NIe widzę za bardzo związku między sprawą Iwony Cygan a sprawą Aliny. W przypadku Iwony tajemnicze "samobójstwa" świadków zaczęły się bardzo szybko, kilkakrotnie wypływały różne tropy, niektóre gaszone szybko przez skorumpowaną tamtejszą policję. W przypadku Aliny nic nie napisano o takich sytuacjach. Niemniej jednak licze, że Archiwum X rozwiąże tę sprawę, przede wszystkim, by ulżyć rodzinie.

  • Bartosz Szczurowski

    Oceniono 13 razy 7

    W artykule nie podano, iż w dniu 2 października 1994 r. ktoś widział osobę kopiącą dół w lesie niedaleko miejsca zaginięcia Aliny Bagniewskiej. Osobnik ten widząc że, został zauważony uciekł odjeżdżając samochodem . Dół ten znaleziono i był pusty, ale jego rozmiary wskazywały, iż miał być to grób dla kogoś.

  • stronzo_bestiale

    Oceniono 3 razy 1

    Co za pisowska propaganda. Sędziowie, nasze wybitna i nadzwyczajna kasta nie ma sobie nic do zarzucenia. Nigdy. Kto uważa inaczej robi zamach na suwerenność, wolność i demokrację.

  • adam545

    0

    A moze w śmierć dziewczyny byla zamieszana Policja i dlatego tuszowano sledztwo

  • jan gabrysiak

    Oceniono 8 razy 0

    Gdzie Ostrzeszów a gdzie Kalisz / cebularze/ najbliżej Ostrów Wlkp / kolejarze/

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX