Fallingwater

Fallingwater (fot. Surfsupusa / wikiemdia.org / domena publiczna)

styl życia

Fallingwater. Willa na Skarpie. Arka w Brennej. Te domy uciekają od sztampy

Domy jednorodzinne na tle innych typów budynków wyróżnia to, że mogą być świadectwem współpracy pomiędzy zamawiającym a architektem. Widać w nich indywidualny rys, pasję i osobowość ludzi, którzy za nimi stoją w dużo większym stopniu niż za wielką salą koncertową, której projekt wybrano w anonimowym konkursie, a budowniczych w bezosobowym przetargu.*

Fallingwater. Dom nad Wodospadem w Pensylwanii

Zacznijmy od Franka Lloyda Wrighta, amerykańskiego architekta, który urodził się w 1867 roku. W architekturze panował wtedy historyzm, a w przemyśle hulała rewolucja. Wright zaczął projektować, gdy w modzie był styl secesyjny i wynaleziono właśnie silnik spalinowy, a zmarł w 1959, w okresie późnego modernizmu, u progu ery kosmicznej, gdy sputniki okrążały już kulę ziemską. Nie ma dowodu, że kiedykolwiek ukończył jakąś szkołę projektowania, a mimo to Amerykański Instytut Architektów uznał go w 1991 roku za największego amerykańskiego architekta w historii. Przez prawie trzy czwarte wieku intensywnej aktywności zawodowej zaprojektował kilkaset różnych budynków, ale jego wizytówką, od której zaczęła się jego kariera, były domy.

Niewielu Amerykanów mogło pozwolić sobie na projekt Franka Lloyda Wrighta i nie chodzi tu tylko o gażę architekta. Jego specjalnością były domy drogie i luksusowe, z wysmakowanym detalem, nierzadko o powierzchni przekraczającej tysiąc metrów kwadratowych, a mimo to sprawiające wrażenie przytulnych i ciepłych.

Fallingwater - projekt (fot. materiały prasowe)
Fallingwater - projekt (fot. materiały prasowe)

Jednym z klientów Franka Lloyda Wrighta był przedsiębiorca Edgar J. Kaufmann. Chciał on wybudować dom, w którym mógłby spędzać weekendy z rodziną z dala od zgiełku Pittsburgha, w którym prowadził wielki dom towarowy. Miał działkę rekreacyjną na południowy zachód od miasta - było to miejsce jak z obrazka: lekko pofalowany, zalesiony teren, przez który przepływa strumień zwany Bear Run. Napotykając skalne stopnie, tworzy on malowniczą kaskadę.

Kaufmann chciał postawić w lesie niezbyt duży dom z drewna i lokalnego kamienia. Z jego okien chciał oglądać wodospad, a budynek miał nie rzucać się zbytnio w oczy. Projekt zaproponowany przez Wrighta wprawił inwestora w osłupienie. Zamiast ukrywać dom pośród drzew, architekt postanowił zrobić z niego główną atrakcję działki. Wykorzystał najbardziej wyeksponowany punkt terenu - szczyt wodospadu. Trudno powiedzieć, że właśnie tam budynek postawił, bo raczej go nad wodą nadwiesił. Ogromne, wykończone gładkim betonem tarasy dzięki swojemu ułożeniu zdają się kontynuacją skalnych stopni kaskady - naturalnym, organicznym przedłużeniem krajobrazu.

Fallingwater (fot. materiały prasowe / Picasa)
Fallingwater (fot. materiały prasowe / Picasa)

O architekturze Franka Lloyda Wrighta, właśnie ze względu na jej związek z krajobrazem i nieoczywiste sposoby na wkomponowanie w otoczenie, mówi się, że jest to architektura organiczna. Czy Wright zignorował zupełnie życzenia swojego klienta? Ależ nie! Ten dom został stworzony po to, by w nim odpoczywać.

Większość jego powierzchni zajmują wysunięte nad wodospad tarasy, na których można dosłownie spędzać czas nad wodą. Parter budynku tworzy otwarta przestrzeń jadalni, kuchni i salonu, zaaranżowana wokół serca domu, czyli wielkiego kamiennego kominka - komponowanie głównych przestrzeni dookoła kominka było częstym chwytem Wrighta. Na pierwszym i drugim piętrze znalazły się cztery sypialnie, których niewielkie rozmiary Wright tłumaczył tym, że do Domu nad Wodospadem przyjeżdża się, aby wypocząć, spędzając czas z rodziną na świeżym powietrzu. Małe sypialnie miały zachęcać do wyjścia na rozległe tarasy i słuchania szmeru wodospadu lub, przy gorszej pogodzie, do spędzania czasu wspólnie w obszernym salonie.

Zgodnie z życzeniem Kaufmanna, Wright wykorzystał w budynku lokalne materiały. Z zewnątrz co prawda rzucają się w oczy głównie masywne betonowe balustrady tarasów, wysuniętych daleko poza właściwy budynek, jednak jeśli przyjrzymy się dokładniej, to dostrzeżemy, że ściany domu są obłożone lokalnym kamieniem. Wright, który zaprojektował także wnętrza domu, użył kamienia do wykończenia ścian, podłóg, kominka, a także schodów. Z drewna wykonana jest zaś większość wyposażenia - stoły, krzesła, ławy, regały.

Niektóre szklane tafle okien stykają się bezpośrednio z kamiennymi ścianami, z pominięciem tradycyjnych ram, dzięki czemu rozciągający się za oknami las jest niejako przedłużeniem wewnętrznej przestrzeni. Cały dom sprawia wrażenie przytulnego i mocno powiązanego z otaczającą naturą.

Fallingwater - wnętrz (fot. materiały prasowe)
Fallingwater - wnętrz (fot. materiały prasowe)

Początkowo Edgarowi J. Kaufmannowi projekt nie przypadł do gustu. W końcu chciał widoku na wodospad, a nie domu na wodospadzie. Jednak namówiony przez architekta, postanowił mu zaufać i nie pożałował. Już podczas budowy - burzliwej i trudnej ze względu na rosnące ponad budżet koszty i błędy, które zaowocowały wyginaniem się tarasów - zrozumiał, że jego dom będzie absolutnie wyjątkowy.

Kiedy budowa rozpoczynała się w 1936 roku, Frank Lloyd Wright, wtedy 69-latek, także nie mógł wiedzieć, że przed nim jeszcze dwie dekady najbardziej twórczego okresu w jego życiu, a ten wakacyjny dom okaże się jednym z jego najsłynniejszych projektów i jednym z symboli architektury XX wieku.

Willa na Skarpie w Warszawie

Ten dom stoi w Warszawie. Zaprojektował go dla siebie Bohdan Pniewski, jeden z najlepszych polskich architektów. Był to niezwykły człowiek, który odnosił niebywałe sukcesy zawodowe zarówno przed wojną, jak i po wojnie, chociaż w porównaniu z poprzednim bohaterem - Frankiem Lloydem Wrightem, kariera Pniewskiego ma raczej lokalny charakter.

Willa Pniewskiego (fot. mat. prasowe)
Willa Pniewskiego (fot. mat. prasowe)

Będąc w Warszawie i mijając monumentalne gmachy państwowe i kulturalne, często nawet nie mamy świadomości, że za dużą ich liczbą stoi właśnie on. W II RP zbudował gmach Sądów na Lesznie, który samą swoją bryłą obwieszcza potęgę władzy sądowniczej Rzeczypospolitej, a także luksusowe wille prywatne i rozbudował nieistniejący już dzisiaj budynek Ministerstwa Spraw Zagranicznych w pałacu Brühla. Po wojnie zaprojektował wieżowiec Ministerstwa Komunikacji, nowe budynki Sejmu, które prawie codziennie oglądamy w programach informacyjnych, siedzibę Narodowego Banku Polskiego, odbudowaną, nową bryłę Teatru Wielkiego, Archiwum Akt Nowych, siedzibę Radia. Wygrywał konkurs za konkursem.

Oprócz tego był profesorem na politechnice i duszą towarzystwa. Zawsze nienagannie ubrany, był nazywany przez studentów "księciem architektury". Potrzebował domu, w którym mieściłaby się jego pracownia, a jego lokalizacja i wygląd wzmacniałyby jego pozycję zawodową i społeczną. Nic więc dziwnego, że kiedy w 1936 roku pojawiła się okazja, książę architektury nabył działkę, na której stała budowla z 1779 roku. Jej budowniczym był książę Kazimierz Poniatowski, brat króla Stanisława Augusta. Stojący nad skarpą budynek pierwotnie nazywano Oberżą, później Lożą, co wiązało się z legendą, jakoby był siedzibą loży masońskiej. Zaprojektował go architekt Szymon Bogumił Zug, którego osiągnięcia w XVIII wieku można porównywać z sukcesami Pniewskiego w wieku XX. Pniewski musiał być z zakupu bardzo zadowolony. Siedziba godna księcia potrzebowała tylko kilku ulepszeń.

Od strony Skarpy Pniewski pozostawił budynek w kształcie zaprojektowanym przez Zuga - na parterze w pomieszczeniach otwierających się na ogród mieściła się pracownia właściciela - wysokie pomieszczenie, z obiegającą je galerią. Przechadzając się po tej galerii, Pniewski mógł doglądać powstawania setek rysunków projektowych na stołach poniżej. Od strony alei Na Skarpie budynek zmienił się całkowicie.

Bohdan Pniewski stworzył coś, co bardziej przypomina średniowieczną wieżę mieszkalną niż wygodny modernistyczny dom. Mocna bryła z nieobrobionego kamienica jest rozpięta pomiędzy dwoma akcentami - po prawej na dole jest wejście - zgłębione w uskoku muru niczym szczelina strzelnicza. Na górze po lewej jeden z najbardziej zaskakujących detali architektonicznych lat trzydziestych w Warszawie. Wykuty w kamieniu napis "SCANDIVS DDAR FX T.AMRC+". Bez wątpienia to jakiś tajemny skrót - wizytówka właściciela. Cóż może on oznaczać?

Inskrypcja w willi Pniewskiego (fot. materiały prasowe)
Inskrypcja w willi Pniewskiego (fot. materiały prasowe)

Według rodzinnej tradycji jego rozwinięcie przetłumaczone na polski znaczy "Pnący się [czyli Pniewski] przebudował świątynię masonów i zamieszkał w niej". Zamieszkał w niej wśród bogactwa detali architektonicznych. Dom zamienił w popis swoich możliwości projektowych oraz katalog wzorów, wątków, gatunków kamienia. Czego tu nie ma? Przy wejściu wita nas fragment pnia drzewa - znowu nawiązanie do nazwiska architekta, idziemy po kamiennych posadzkach; z kamienia zrobiono też na przykład regał w bibliotece. Na bibliotecznym suficie niczym antyczne kasetony pojawiają się wpuszczone w tynk huculskie wazy. Klatka schodowa prowadząca do pracowni pozostawiona została w nieotynkowanej cegle - jak tajne przejście w średniowiecznym zamczysku, prowadzące do sekretnych pomieszczeń. Główne schody wiodące do salonu zostały ponoć ukształtowane w taki sposób, aby Pniewski - schodząc na dół, by przywitać gości - wyglądał jak najokazalej i najbardziej dostojnie, ukazując się im na lekkim podwyższeniu, ale od razu w całej postaci. Prawdziwy pałac dla księcia architektury.

Arka w Brennej

Robert Konieczny to jedna z najbardziej malowniczych postaci polskiej architektury początku XXI wieku. Dorobek jego pracowni KWK Promes obejmuje liczne nietuzinkowe domy jednorodzinne, które zapewniły mu rozpoznawalność i nagrody także poza granicami naszego kraju.

Architekt w czasie swoich występów publicznych chwali się pięknymi zdjęciami realizacji oraz. pozwami składanymi przeciwko niemu przez niezadowolonych klientów.

Wyjątkowość jego projektów polega na zamknięciu każdego z nich w jednym prostym pomyśle, który łatwo jest zilustrować i wyjaśnić, ale diabelnie trudno zrealizować. Im prostszy pomysł wydaje się na początku, tym więcej trzeba konsekwencji i uporu, aby doprowadzić rzecz do końca, po drodze unikając wyskakiwania tu i ówdzie kominów, lekkich przesunięć okien, za grubych wsporników. Przecież każde takie drobne odstępstwo od pierwotnej idei osłabiałoby siłę wyrazu gotowego budynku.

Arka w Brennej. Ten dom Konieczny zbudował dla siebie (fot. mat. prasowe)
Arka w Brennej. Ten dom Konieczny zbudował dla siebie (fot. mat. prasowe)

Często domy te mają też charakterystyczne nazwy, które od razu zdradzają, jaka idea za nimi stała. Dom bez Schodów - jak można się domyślić - nie ma schodów, a jego poziomy połączone są długimi rampami, co sprawia, że z zewnątrz nawiązuje do falujących warstw skalnych i szkód górniczych (budynek stoi na Śląsku). Dom Aatrialny - w zamyśle ma stanowić przeciwieństwo domu atrialnego, czyli otwierać się nie na wewnętrzny dziedziniec, tylko na zewnętrzny ogród (co, umówmy się, jest cechą wszystkich zwykłych domów, jednak sprawdziło się jako chwytliwa nazwa wśród niezorientowanych), Dom Bezpieczny jest zbudowany tak, że wszystkie otwory można zamknąć pancernymi furtami, które sprawiają, że dom jest całkowicie odizolowany od warunków zewnętrznych - jak schron, ale po otwarciu wszystkich furt i bram okazuje się ażurową kostką z tarasem i dużymi przeszkleniami.

Nic więc dziwnego, że kiedy Robert Konieczny postanowił zbudować dom dla siebie, to z jednej strony mógł zaszaleć z pomysłami, których zwykli klienci by nie kupili, ale z drugiej strony położył na szali swój dorobek i pozycję zawodową. Dom jednorodzinny architekta znanego z wyjątkowych domów jednorodzinnych po prostu musiał być udany. Ba! Musiał być popisem jego możliwości i wizytówką.

Czy to się udało? I to jak! Zlokalizowany w Brennej w województwie śląskim budynek nazwany Arką stał się z miejsca wielkim sukcesem, o którym pisano w licznych publikacjach, przynoszącym autorowi-inwestorowi kolejne nagrody i wyróżnienia w globalnej skali. Piękna bryła, świetne proporcje, klarowny układ wnętrza, wyrafinowane smaczki i detale urzekają na fotografiach przedstawiających dom w górzystym krajobrazie, stojący na rozległej, opadającej polanie.

Czego na fotografiach nie widać? Że jednak dom nie stoi na odludnym stoku, ale w charakterystycznym dla polskich wsi nieładzie, a inne domy jednorodzinne w tle prezentują pełną ofertę kolorystyczną producentów pokryć dachowych oraz wszystkie możliwe wariacje na temat płotu, wielkości domu, skomplikowania dachu oraz położenia względem dróg. Na tym tle Arka faktycznie wyróżnia się oszczędnością formy, ale jest kolejnym, jeszcze innym domem w luźno i przypadkowo zabudowanej okolicy. Jednak wróćmy do samego budynku.

Arka w Brennej (fot. mat. prasowe)
Arka w Brennej (fot. mat. prasowe)

Być może, mając świadomość, z jak wielkim zainteresowaniem spotka się jego własny dom, Robert Konieczny już w punkcie wyjścia zapewnił sobie pewną przewagę nad ewentualnymi krytykami. Po pierwsze, ulokował dom tak, aby był znacząco odsunięty od sąsiadów. Nie zbudował płotu, dzięki czemu możliwe jest oglądanie i fotografowanie Arki, jakby faktycznie stała prawie sama w górach - w kadrze widać tylko jeden dom i potęgę górskiego krajobrazu. Po drugie, trudno uznać Arkę za całoroczny dom jednorodzinny. Do środka wchodzi się po zwodzonym moście, co stanowi niezbyt wygodne rozwiązanie po ciężkim dniu pracy, we wnętrzach mało jest choćby szaf, pomieszczenia sanitarne i gospodarcze są malutkie, a okna sypialniane maj niestandardowy układ.

Rezygnacja z nieciekawych, lecz zwykle koniecznych rozwiązań, jak tradycyjne drzwi wejściowe czy większa łazienka, pozwoliła stworzyć dom niezwykły o bardzo klarownym rzucie. Aby dostać się do środka, trzeba opuścić wspomniany most zwodzony i wejść po nim na poziom parteru z opadającej ku domowi łąki. Po lewej mamy pełną ścianę, którą można jednak przesunąć na bok, dzięki czemu otwiera się wąski taras, a za nim przeszklone salon, kuchnia i jadalnia. Ta przestrzeń, wraz tarasem zajmuje ponad połowię powierzchni budynku. Druga połowa to wąski korytarzyk, z którego dostępne są pomieszczenia gospodarcze i łazienki oraz trzy sypialnie. Okna tych sypialni wychodzą na przeszklony korytarz z ruchomą szklaną taflą, która po rozsunięciu zamienia korytarz w taras.

Najsilniejszym pomysłem od razu zapadającym w pamięć jest zewnętrzny kształt budynku, który dał mu jego nazwę. Dom faktycznie przypomina arkę Noego. Nawiązuje do klasycznej formy domku z dwuspadowym dachem, ale od spodu ma coś w rodzaju kadłuba, niczym okręt. Jest to trafione skojarzenie, ponieważ architekt projektował posadowienie budynku z myślą o tym, że ze stoku będzie musiała spływać woda, czy na ziemi w czasie deszczu, czy pod powierzchnią, i poprzecznie ułożone ściany fundamentowe zaburzałyby jej bieg, co mogłoby zagrozić budynkowi. Dom stoi więc tylko na kilku ścianach równoległych do spadku stoku, a jego główna bryła ledwie dotyka ziemi - jakby unosiła się na mgłach, spływających ze szczytów gór. Budowla wygląda, jakby jedynie na chwilę przycupnęła w tym miejscu skuszona przepięknym widokiem, jaki roztacza się z odsłoniętej północnej polany.

Na tym pomysłowość się nie kończy, a każdy detal jest próbką możliwości twórczych autora. Od południowej strony dom można całkowicie zamknąć - zasunąć betonową ścianę, która zasłoni przeszklenie salonu, i podnieść most zwodzony. Od strony północnej także ruchome tafle szkła można raz rozsuwać, aby zaprosić jak najwięcej górskiego powietrza do środka i zmienić wnętrze właściwie w rozległą altanę, a innym razem pozasuwać i podziwiać krajobraz zza szyb zapewniających ochronę przed zacinającym deszczem i chłodem. A to wszystko w ledwie kilku prostych liniach, którymi można naszkicować zarówno dom od zewnątrz, jak i jego plan - prawdziwy tryumf radykalnego umiarkowania.

(fot. mat. prasowe)
(fot. mat. prasowe)

* Fragment książki "Archistorie. Jak odkrywać przestrzeń miast?"

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Radosław Gajda. Architekt i wykładowca. Zamienił stuosobową akademicką salę na wielotysięczną widownię w internecie.

Natalia Szcześniak. Architektka i urbanistka. Od zawsze zafascynowana skomplikowaną strukturą miast i tworzących je przestrzeni.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (45)
Zaloguj się
  • jakobhorner

    Oceniono 31 razy 21

    ta stodoła na hali - Brenna - jest całkiem przyzwoita, ale wpieprzenie się w przestrzeń to już czysta bezczelność. Konieczny ma kilka takich projektów, które albo jednoznacznie niszczą albo zachęcają do dalszego zagracania krajobrazu. Takie prosto architektoniczne buractwo, pod wieloma względami to samo co zamek w wielkopolskiej puszczy lub działalność górali w Tatrach.

  • agnrodis

    Oceniono 30 razy 16

    Dom powinien oznaczac przytulnosc i cieplo. Arka jest zaprzeczeniem obu.

  • peter.sow

    Oceniono 15 razy 11

    Rozumiem że właściciel stodoły parkuje samochód przy drodze. No chyba ze jeździ PKSem...

  • twzelnik

    Oceniono 19 razy 11

    Na początek zostawiam dom Franka L. Wrighta, skupiam się na pozostałych.
    A pozostałe są oryginalne, świetnie coś tam rozwiązują, do czegoś nawiązują, stawią kontrapunkt, i (tu wstawić inny bełkot z mądrymi słówkami).
    Tylko ...tam nie da się mieszkać. I nie widać, żeby ktokolwiek tam mieszkał. Tam nie ma śladu człowieka, zwłaszcza dziecka.
    To są zimne, martwe pokazówki, żeby architekci mieli się czym pochwalić i wszyscy impotenci mogli opisywać.

    A dobrze się mieszka w starej chałupie, klasycznej do bólu. Albo w ...betonowym klocku (nie każdym). Wprawdzie taki klocek jest brzydki, ale za to wygodny.

    Co do domu nad wodospadem, to jest on wyjątkowy. Ale i cenę ma wyjątkową.

  • sztucznypolak

    Oceniono 13 razy 11

    Dla zainteresowanych:
    Dom Pniewskiego mozna obejrzec od wewnatrz. Miesci sie tam Muzeum Ziemi PAN.

  • anbale

    Oceniono 11 razy 9

    Dom Koniecznego dla mnie jest odstręczający. Nie wyobrażam sobie codziennego funkcjonowania w takim pustym akwarium ze świadomością że każdy mój ruch może być obserwowany z każdej strony, paranoi można się nabawić w takim domu. Na dodatek okolice pewnie są usłane martwymi ptakami co się roztrzaskały o szyby, bo to zawsze jest problem z takimi wielkimi oszklonymi przestrzeniami i ptakami. Piękny jest dom Wrighta, zachwycający wręcz, ale ciekawe jak tam się tak naprawdę mieszka, bo faktycznie środowisko nietypowe dla człowieka. Dom Pniewskiego też mi się podoba, przynajmniej jest intymność, co akurat dla mnie chyba jest podstawą we własnym domu

  • ax-les-thermes

    Oceniono 20 razy 8

    Znam kilka takich domow kolo wodospadow. Nieustanna wilgoc z "rozbitej" wody i halas. Thanx very, very mucho gracias.

  • sztucznypolak

    Oceniono 8 razy 6

    Kiedys mieszkalem w hotelu (okolice Kantonu w Chinach), w ktorym jedna ze scian w salonie byla elementem wodospadu, oczywiscie sztucznego. Przeplywal on przez kilka pieter, salon mial ok. 5 m wysokosci, wodospad byl na cala wysokosc sciany. Skaly, rosliny itp.
    Przypominalo mi to Dom nad Wodospadem i nasuwalo pytanie, dlaczego Wright nie pokusil sie rowniez o cos takiego.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX