Anna Kowalczyk, autorka bloga boskamatka.pl i książki 'Brakująca połowa dziejów. Krótka historia kobiet na ziemiach polskich'

Anna Kowalczyk, autorka bloga boskamatka.pl i książki 'Brakująca połowa dziejów. Krótka historia kobiet na ziemiach polskich' (fot. Edyta Gonet)

wywiad gazeta.pl

Anna Kowalczyk: Badaczki i badacze, którzy zajmują się historią kobiet, nadal słyszą, że to feministyczne bzdury

Polskie Radio powtarza teraz kilkanaście razy dziennie dżingiel o "ojcach niepodległości". I nikogo specjalnie nie oburza, że niepodległość "narodziła się" z samych mężczyzn - mówi Anna Kowalczyk, autorka książki "Brakująca połowa dziejów. Krótka historia kobiet na ziemiach polskich".

Skąd przyszedł ci do głowy taki karkołomny pomysł, żeby na 400 stronach spisać historię Polek?

Bo już nie mogłam wytrzymać, że ona nijak się nie układa w żaden większy obraz, że cały czas do mnie dociera tylko po kawałku.

Kuchennymi drzwiami?

Głównie w postaci anegdot, biografii pojedynczych bohaterek, które wyłaniają się  z artykułów prasowych czy książek z gatunku "ciekawostka". Zbierałam je, czytałam i zachwycałam się: o, wreszcie wyszła biografia Wandy Rutkiewicz. O, ta Zofia Stryjeńska taka fenomenalna. Tylko jak to możliwe, że ja przed ukazaniem się biografii nie wiedziałam, że ona była najbardziej popularną malarką swoich czasów?

Potrzeba, żeby to wszystko zebrać, narastała we mnie od dawna. Myślałam: nawet ja, osoba, która kobiecą tematyką się pasjonuje, czyta, ogląda, pisze, mam poczucie, że moja wiedza jest fragmentaryczna i przyczynkarska. I w gruncie rzeczy nie daje mi odpowiedzi na zasadnicze pytania.

A przecież ciągle pada sakramentalne: Dlaczego nie było kobiet wśród wielkich polityków, naukowców czy artystów? Czy aby nie dlatego, że nie są zdolne do wielkości? Postanowiłam pokazać, w jaki sposób kobiety na ziemiach polskich funkcjonowały na przestrzeni wieków w różnych sferach - edukacji, pracy, religii, władzy. I dlaczego właśnie tak, a nie inaczej. Zależało mi, żeby te pojedyncze biografie i anegdoty wpisać w kontekst, a właściwie w konteksty poszczególnych epok. Ale też, żeby sprawdzić, czy emancypacja jest, jak mi się zdawało, procesem liniowym i zasadniczo nieodwracalnym, czy jednak nieraz się cofa, meandruje, zamiera.

fot. Edyta Gonet
fot. Edyta Gonet

Na przykład teraz.

Nie da się ukryć, że obecnie pod wieloma względami się cofamy, niestety. W XXI wieku powracamy do dyskusji, które toczono sto i dwieście, i pięćset lat temu. Mimo postępu nauki, upowszechnienia wiedzy o ludzkiej psychice czy dynamice procesów społecznych i kulturowych wracają wciąż te same argumenty - o kobiecej "naturze", o naszych "naturalnych powinnościach". Wszystko podszyte przekonaniem, że kobiety nie są w gruncie rzeczy zdolne decydować o sobie i potrzebują cudzego "światłego kierownictwa", że są z natury słabsze i mniej się kierują rozumem, a przy tym są lubieżne i rozwiązłe, gdy tylko im na to pozwolić. Powszechne dążenie do kontroli kobiecej seksualności jest jednym z kluczy do zrozumienia sytuacji kobiet zarówno kiedyś, jak i dziś.

Jest taka fraza "uległość wobec męża", którą przytaczasz w wielu kontekstach. To była najbardziej pożądana cnota kobiety i w średniowieczu, i zaledwie 100 lat temu.

I echa tego przekonania do dziś mamy pod skórą - wystarczy wsłuchać się w głosy krytyki wobec kobiet stanowczo domagających się czegokolwiek - poszanowania swoich praw, ukarania sprawców przemocy czy dostępu do władzy. Oczywiście dzisiaj już nie wypada wprost mówić, że kobiety są generalnie głupsze, albo że specyfika kobiecego umysłu uniemożliwia zostanie wielkimi konstruktorkami czy inżynierkami. Chociaż ostatnio jacyś dwaj prawnicy-blogerzy próbowali bronić podobnej tezy

Takich herezji już raczej nie słyszymy.

Wprost raczej nie, choć od czasu do czasu się zdarzają, i to nie byle gdzie, chociażby w Parlamencie Europejskim z ust polskiego europosła. Ale pomniejszanie roli i znaczenia kobiet widać na każdym kroku. Ta gałąź badań historycznych, z której czerpałam, nazywana "historią kobiet", ma już w Polsce prawie 30 lat, na świecie prawie drugie tyle. To już poważna naukowa dyscyplina, z własnymi metodologiami, potężną bibliografią. A jednak badaczki i badacze, którzy się nią zajmują, nadal słyszą, że to feministyczne bzdury. 

Dlatego tak ożywcze było dla mnie spojrzenie nawet dalej niż sięga historia. Poszukiwania kobiecych tropów zaczęłam w bardzo odległej przeszłości, w paleolicie. 

fot. Edyta Gonet
fot. Edyta Gonet

Znalazłaś poważne przesłanki, zgodnie z którymi patriarchat został nabyty z czasem.

Nie ja sama, a archeologowie, i to już ponad 150 lat temu. Teza, że patriarchat nie jest stary jak ludzkość, nie jest wcale nowa, choć wciąż budzi kontrowersje. I nawet ci, którzy jej nie podzielają, przyznają już coraz częściej, że także archeologia musi przemyśleć swoje spojrzenie na rolę kobiet w praspołecznościach. Choćby dlatego, że te same ślady materialne mogą być interpretowane na różne sposoby. Na przykład znaleziona w grobie kobiecym łyżka przeważnie z automatu miała świadczyć o tym, że pochowana w nim kobieta pełniła w społeczności "tradycyjne role kobiece". Tymczasem łyżki były też używane do spalania opium, którym szamani odurzali się, by wieszczyć, przepowiadać przyszłość. A więc może kobieta z łyżką nie była kucharką, tylko szamanką, postacią bardzo ważną i wpływową.

Piszesz o tym, że teoria o pierwotnym matriarchacie wcale nie jest nieprawdopodobna. Ale potem było już tylko gorzej z równouprawnieniem.

Niezupełnie. Równouprawnienie to jest dość nowy koncept, tak samo jak prawa człowieka, a już zwłaszcza prawa kobiet. Piszę o tym, że sfera wolności, swobody działania i decydowania o sobie zmieniała się na przestrzeni dziejów i że to jest bardziej sinusoida niż funkcja liniowa. A poza tym historia to coś więcej niż tylko ważne decyzje ważnych panów, którzy w zaciszach gabinetów, pochyleni nad mapami, w wąskim gronie, stanowili, jak będzie wyglądał świat czy choćby Rzeczpospolita.

Historia toczy się nie tylko w gabinetach.

Prawda? Ale gdy się spojrzy na klasyczne podręczniki czy książki historyczne, albo pierwsze z brzegu aktualne obchody 100-lecia odzyskania niepodległości, to można odnieść takie wrażenie, że jednak tylko. Polskie Radio powtarza teraz kilkanaście razy dziennie taki dżingiel o "ojcach niepodległości". I nikogo specjalnie nie dziwi, ani nie oburza, że niepodległość - pozostając już przy tej metaforze - "narodziła się" z samych mężczyzn. Bo oczywiście, w tej dobrze opisanej klasycznej wizji historii to mężczyźni walczyli, bili się, negocjowali, paktowali, intrygowali i politykowali i tak właśnie rozstrzygały się losy świata - próżno szukać tam wielu kobiet.

Ale po drodze minęły te, bagatela, 123 lata, podczas których jakoś tak się stało, że ludzie ciągle pamiętali, że są Polakami, mówili po polsku, nawet gdy było to zakazane, kultywowali polskie tradycje, raz po raz zrywali się do powstań i nie przestali chcieć żyć w wolnej Polsce. A przecież mogli. Ale to "się" samo nie udało, tylko tak właśnie byli wychowywani przez swoje matki, babki, nauczycielki - rola kobiet jako "strażniczek polskości" i najważniejszych krzewicielek patriotycznych uczuć jest absolutnie niepodważalna. A dziś ich wkład, kto wie, może najważniejszy ze wszystkich, jest zupełnie pomijany. Potrzebujemy wielkich nazwisk, cezur, dat. Codzienna, mozolna praca nie jest tak efektowna. No i jak tu uhonorować te wszystkie wiejskie nauczycielki czy działaczki społeczne?

fot. Edyta Gonet
fot. Edyta Gonet

Mnie zaskoczył rozdział o religii. Zwłaszcza to, co napisałaś o klasztorach.

My w ogóle mało wiemy o tych zamkniętych, niezwykłych kobiecych światach. I nawet jeśli żywi się przekonanie, że religie przeważnie są narzędziem opresji względem kobiet - a ja nie mam wątpliwości, że choćby współczesny Kościół w polskim, katolickim wydaniu pełni taką rolę - to trzeba pamiętać, że na przestrzeni wieków religia była tą sferą publiczną, w której relatywnie dużo kobiet miało relatywnie dużo swobody. Oczywiście ta swoboda była poważnie okrojona - nie mogły studiować teologii ani pełnić funkcji kapłańskich. Niemniej w klasztorach i zakonach mogły zyskać jakiś rodzaj wolności, przede wszystkim intelektualnej. Piszę dużo o Magdalenie Mortęskiej, czyli o siedemnastowiecznej reformatorce benedyktynek, która nie tylko broniła niezależności zakonu od męskiej władzy kościelnej, ale też wymagała od podległych jej sióstr pewnych intelektualnych kompetencji, począwszy od czytania i pisania. A to już było bardzo dużo, bo niewiele było wówczas miejsc, gdzie dziewczynki mogły się tego nauczyć. Rozwinęła też na dużą skalę przyklasztorną edukację dla świeckich dziewcząt. To było naprawdę coś.

Zakony i klasztory to jest prawie 900 lat tradycji swoistych kobiecych republik. Owszem, i tam zdarzały się patologie, a nawet zbrodnie. Śląskie boromeuszki nie były wcale jedyne. Piszę na przykład o karmelitance Barbarze Ubrykównie, która pod koniec XIX wieku była więziona w klasztorze w nieludzkich warunkach, być może dlatego, że zdradzała objawy zaburzeń psychicznych, które były interpretowane jako opętanie, a może za intymną relację z mężczyzną.

Ale nie zapominajmy o tym, że zakonnice przez całe stulecia wykonywały te prace, których nikt za bardzo nie chciał się podjąć. Do czasu "wynalezienia" zawodu pielęgniarki niewiele ponad sto lat temu to "siostry miłosierdzia" pielęgnowały chorych i starych ludzi. Prowadziły sierocińce, przytułki, ochronki. Dawały schronienie i wikt tym, którzy nie mogli liczyć na rodzinę, o państwie nie wspominając. Warto też wiedzieć, że w PRL-u była to najbardziej niezłomna, najmniej zinfiltrowana przez służby bezpieczeństwa grupa zawodowa. W archiwach za cały ten okres znaleźć można zaledwie kilkanaście teczek zwerbowanych zakonnic. Jeśli się to zestawi z tą samą statystyką dla księży - przepaść jest ogromna.

Kobiety w zakonach opracowały też zupełnie nieoczywiste strategie emancypacyjne - na przykład mistyczki.

Mistyczki, które - jak wierzono - pozostawały w osobistym kontakcie z Bogiem, uzyskiwały bardzo rzadką dla kobiet moc i wpływy.

Mówiły i były słuchane.

I poważane. I podziwiane. Wielka rzadkość w przypadku kobiet.

fot. Edyta Gonet
fot. Edyta Gonet

Zakony z twojej książki jawią się trochę jako schronienie dla kobiet, które chciały uniknąć tego trudnego losu, jaki najczęściej przypadał kobiecie, czyli bycia żoną i matką.

Bo tym także były. Choć nie powinniśmy ulegać wrażeniu, że to była przede wszystkim decyzja kobiety. Zdarzały się ucieczki do zakonu niemal sprzed ołtarza, znacznie częściej jednak to wdowy szukały tam azylu po śmierci męża. Głównie jednak przez całe wieki to rodzina decydowała, którą córkę "odda" na służbę Panu Bogu. Sam pomysł, żeby wybrać sobie jakieś życie, jest stosunkowo nowy.

Bardziej z XX wieku.

I to raczej z jego drugiej połowy. Zresztą mężczyźni też nieczęsto mieli prawo wyboru. Oczywiście przez te wszystkie stulecia można znaleźć setki przykładów kobiet, które były sprawcze, decyzyjne i nawet w małżeństwie miewały przewagę. Ale zwykle musiał za nimi  stać wpływowy ród - wtedy były silne siłą tego rodu. Jeśli ktoś ożenił się z dziedziczką możnej dynastii, to już zawsze musiał liczyć się z jej krewnymi - krzywda wyrządzona takiej kobiecie była zamachem na całą jej rodzinę. Ale to wśród możnych. Bo, to ważne zastrzeżenie, w ogóle trudno mówić o kobietach jako o jednolitej grupie. Chłopka, mieszczka czy magnatka, robotnica i inteligentka żyły w zupełnie innych światach. Więcej je różniło niż łączyło. A ich płeć miała drugo- albo i trzeciorzędne znaczenie dla sfery możliwości życiowych, które były im dostępne.

Te skomplikowane sprawy  wyjaśniasz w bardzo przystępny sposób.

Bardzo chciałam, żeby ta książka była zrozumiała dla możliwie szerokiego audytorium. Dla badaczy i badaczek z nurtu gender studies, historyków i historyczek kobiet nie ma tutaj pewnie nic wielce odkrywczego. Ale my, nienaukowcy, wciąż niespecjalnie umiemy połączyć kropki. Bo są czasem nawet przystępnie napisane opracowania dotyczące poszczególnych epok czy bohaterek, ale ostatnia względnie szeroka synteza dziejów kobiet w Polsce pochodzi z lat 60. ubiegłego wieku, a nawet ona nie sięga wcześniej niż do czasów Mieszka, a kończy się na II wojnie światowej.

fot. Edyta Gonet
fot. Edyta Gonet

Żeby stworzyć ten ogólny obraz, musiałaś się przebić przez sporo wiedzy.

To nie było proste, bo materiałów nie brakuje. Również dlatego historycy, którym mówiłam o swoim pomyśle, byli z jednej strony bardzo entuzjastyczni, bo uważali, że taka książka jest potrzebna, z drugiej studzili mój entuzjazm, bo nie bez powodu taka synteza dotąd nie powstała. Niektóre rzeczy wydawały im się zupełnie oczywiste, więc dziwili się, że chcę o tym pisać. A dla mnie na przykład ciekawe było zgłębianie ewolucji kobiecej pracy i taka prosta konstatacja, że kobiety w Polsce od zawsze pracowały. Jeśli ktoś zajmuje się historią chłopstwa, to dla niego oczywistość. Ale skoro ciągle wracamy w Polsce do dyskusji, czy aby na pewno kobiety powinny pracować zarobkowo, i skoro wciąż pokutuje mit, że to feministki, albo PRL, zrobiły straszną krzywdę kobietom, zmuszając je do pracy na dwóch etatach, podczas gdy dawniej mogły się zajmować "tylko" domem i dziećmi, to uznałam, że warto  jednak pisać wprost: kobiety pracowały od zawsze, pracowały ciężko, fizycznie, za mniejsze pieniądze, w mało prestiżowych czy wręcz pogardzanych zawodach, a mówienie, że "tradycyjnie" poświęcały cały czas dzieciom i prowadzeniu domu to mit. Jesteśmy bardzo przywiązani do różnych "odwiecznych uniwersalnych prawd", a często okazuje się, że nie są ani uniwersalne, ani odwieczne i niewiele mają wspólnego z prawdą.

Książek traktujących o historii kobiet jest w księgarniach coraz więcej.  Skąd się bierze to zainteresowanie?

Zaczęło się od książek dla dzieci. To akurat świetnie. Teraz znów mamy wysyp, i jedyne, co martwi, to że koncentrują się często wokół tych samych postaci. Co trochę umacnia poczucie, że owszem, były Polki wspaniałe i wyjątkowe, ale, no właśnie: wyjątkowe, takie, które żyły poza regułami. Mnie zależało, żeby opowiedzieć także o tym, co było regułą.

Trochę mnie też martwi, że te książki trafiają głównie do dziewczynek. A nie jest to historia, którą powinny znać tylko kobiety.

To jest ważna, brakująca część naszej wspólnej historii, wierzę, że interesująca także dla mężczyzn. Bo historia Polski nie składa się tylko z wojen, polityki i, w porywach, gospodarki. Na zapleczu tego wszystkiego działy się ważne i ciekawe rzeczy.

Książka Anny Kowalczyk ukazała się nakładem Wydawnictwa W.A.B. (fot. Edyta Gonet; mat. prasowe)
Książka Anny Kowalczyk ukazała się nakładem Wydawnictwa W.A.B. (fot. Edyta Gonet; mat. prasowe)

I twoja książka jest trochę o tym, co "na zapleczu".

Tak. Choć także o kobietach, którym udało się przedrzeć do pierwszego szeregu. Często wielkim kosztem i niezwykłym zbiegiem sprzyjających okoliczności. Bo tak normalnie to nie powinno ich tam być, nikt ich tam nie chciał. "Przecież nie miały ku temu kompetencji, doświadczenia, wykształcenia" - słyszałam tyle razy. Ja staram się pokazać, dlaczego nie miały szansy ich zdobyć. I jak walczyły o taką możliwość. I jak świetnie potrafiły zrobić z niej użytek.

O czym będzie druga część twojej książki?

O życiu prywatnym.

Porody, ciało, kuchnia?

Tak, cała sfera cielesności, prywatności, intymności, relacje międzyludzkie, seksualne, historia higieny, medycyny, może też moda. To wszystko, co w przeciwieństwie do sfery publicznej miało być domeną kobiet, co nie znaczy wcale, że było ich sferą wolności.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Anna Kowalczyk. Dziennikarka i blogerka. Autorka książki "Brakująca połowa dziejów. Krótka historia kobiet na ziemiach polskich", która od 14 listopada będzie dostępna w księgarniach.

Dominika Buczak. Dziennikarka, współautorka książek "Gejdar" oraz "Pan od seksu". Publikuje między innymi w "Wysokich Obcasach", "Ja My Oni", "Urodzie życia". Specjalizuje się w wywiadach i reportażach. Najbardziej interesują ją historie wykluczonych, słabszych, bardziej kruchych. Im chce dać głos.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (105)
Zaloguj się
  • resez

    Oceniono 19 razy 5

    W połowie czytania zrezygnowałem. Nie z powodu odpowiedzi bo każdy ma prawo uważać co chce, ale z powodu pytań. To jakieś przecinki, a nie normalna rozmowa.

  • maly_zlosliwiec

    Oceniono 22 razy 4

    To bedzie swietna ksiazka. Moze dorzuce kilka swoich typow, dopoki nie zajrze czy nie sa zdublowane nazwiska. Ale Polki maja takie charaktery, ze sa w stanie robic kapitalne rzeczy. Ciekawe, czy pada nazwisko Maria von Bruhl Clausewitz? Tak, corka naszego slynnego ministra. To ona zafundowala i opublikowala cenna prace swojego meza. I to dzieki niej, traktat " O wojnie"/"Vom Kriege" jest znany i zapewne zmienil historie. Inna polska szlachcianka, tu juz nazwiska nie wspomne, uwiodla skutecznie pasierba Napoleona. Jozefina przerwala romans syna i nasza gwiazda wrocila do domu, bedac w ciazy. Dziecko umarlo w wieku trzech lat. A gdyby przezylo, mogloby byc interesujaco. Jedna z siostr mojej prababki wyjechala do Ameryki, na poczatku XX wieku. Jakiez bylo moje zdziwienie odkryciem, ze jej wnuk zostal amerykanskim generalem. Polonika sa niesamowite. A jakby tak pogrzebac lepiej...

    I jeszcze jedna prywata. Pochodze z malej ale wybitnej wsi. Dorobilismy sie kilku profesorow, kilku celebrytow. Ale w mroku historii, zaginela najwazniejsza informacja. Siostra mojego dziadka, z braku pieniedzy wyjechala do Krakowa, gdzie byla sluzaca u znanego lekarza. Dzieki temu, reszta jej wybitnych rowiesnikow, jadac do Krakowa na studia, miala sie gdzie zatrzymac, miala wsparcie i start w nowym miejscu. Ale o takich drobiazgach, nikt w fantastycznych i pieknych biografiach nie wspomina.. A nalezy sie choc slowo podziekowania. Dobrze sie czytalo, dzieki !

  • siekieraaxe

    Oceniono 9 razy 3

    "takie rzeczy to sobie mozesz gadac na swoim plenum , a nie w domu"
    Moja bacia do dziadka , działacza lokalnej PZPR

  • jan.go

    Oceniono 15 razy 3

    Droga pani historię pisze sie przez pryzmat zwycięzców i tych którzy maja dzisiaj władze Tak było jest i będzie Właściwie po to została stworzona ta nauka Ludu jest 90 % , tam sa i kobiety i mężczyźni Czy ktokolwiek napisał o nich jakąkolwiek historię ? (To w tej historii są i kobiety i feministki ) . Jeśli nawet ,to popularne nie jest a nawet budzi agresje ,szczególnie w Polsce .Napisałem że będzie To nie musi być pewnik Z zachodu już ida inne prądy Starają się zdjąć z historii odium bata przydatnego do rządzenia narodem Część państw zrezygnowała z jej uczenia .Historycy piszą historie przekrojowo Wtedy nie jest czarno biała Wtedy dowiadujemy się że Rosjanie kradli zegarki ale i co kradli Amerykanie ,Francuzi i Anglicy podczas II w Światowej Na amerykańskich uczelniach Ligi Bluszczowej student konfrontuje oficjalną historię z historią ludu do której już napisano podręczniki Ludzie którzy potem będą rządzić maja szanse posłuchać co ten lud ,w tym kobiety , o nich myśli i jaki jest

  • mono861007

    Oceniono 7 razy 1

    Czytając komentarze samców pod artykułem już się nie dziwię,że tyle znajomych mi kobiet Polaka nawet kijem nie trącą,totalne dno.

  • twzelnik

    Oceniono 5 razy 1

    "Ojcowie niepodległości"
    To nie seksizm.
    To nie tylko potwierdzenie faktu, że chodzi o mężczyzn.

    To zwykła konstrukcja językowa.

    Mówimy o ojcach sukcesu, choć niekoniecznie zakładamy że chodzi o konkretną płeć.

    Mówimy o autorze dzieła, wcale nie wykluczając że może być nim kobieta.

    Mówiąc "kto" "o kim" przyjmujemy gramatyczne formy męskie, ale to nie jest szowinizm.
    Nie jest również szowinizmem, że w szkole uczą "rodzaj męski, żeński, nijaki", "he, she, it" "er sie es". Tak, rodzaj męski jest pierwszy. I to też nie jest szowinizm. Nawet biblijny Adam był przed Ewą.

    I trzeba się mocno nudzić, żeby dorabiać do tego ideologię.

  • verte34

    Oceniono 7 razy 1

    Słowo "kobieta" w tytule (wszystko jedno, w jakim kontekście) zawsze gwarantuje zlot seksualnych frustratów.
    Uprzedzając ewentualne odpowiedzi: nie umiem nasikać na ścianę i nie wiem co to spalony.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX