Maria Piłsudska, trzecia od lewej

Maria Piłsudska, trzecia od lewej (fot. Wikimedia)

Młoda Polska

Nazywano ją ''Piękną Panią''. Kim była zapomniana żona Józefa Piłsudskiego

Oprócz marszałka, zabiegał też o nią Roman Dmowski. Jej portret kreśli Kamil Janicki w najnowszej książce "Niepokorne damy", której fragment publikujemy.

Wiemy z całą pewnością, że odznaczała się niezwykłą urodą. W kolejnych latach nieprzypadkowo zyska sobie przydomek "pięknej pani".(...) . Wiemy też, że (...) była świetną partią: córka zamożnego wileńskiego lekarza, absolwentka prestiżowej petersburskiej szkoły o randze kobiecego uniwersytetu. (...) Jako doskonała gospodyni, dama o wielkiej klasie i świetna, obdarzona nieprzeciętną bystrością umysłu rozmówczyni, Maria szybko stała się towarzyskim zjawiskiem. Jej salon był miejscem, w którym zwyczajnie wypadało bywać, szczególnie jeśli człowiekowi leżała na sercu sprawa niepodległości. "Piękną panią" otaczał wianuszek adoratorów, o bardzo zresztą różnych poglądach. Ona ceniła sobie mężczyzn o wielkiej wizji, zdeterminowanych, wiedzących o co walczą. Zalecał się do niej chociażby młody Roman Dmowski, wykuwający zręby ruchu narodowego. W 1892 roku, po powrocie z zesłania, wytworną lwicę salonową zaczął też kokietować Józef Piłsudski [formalnie Maria była żoną Piłsudskiego do śmierci w 1921 roku, faktycznie po 1907 partnerką życiową marszałka była Aleksandra Szczerbińska - przyp. red.]. Gdy poznał "Piękną Panią", ta miała dwadzieścia pięć lat, była od niego dwa lata starsza i miała o wiele większy bagaż życiowych (a nie tylko rewolucyjnych) doświadczeń.

Przedstawiono mu ją jako Marię Juszkiewiczową, choć urodziła się jako Maria Koplewska. Nazwisko nosiła po mężu: dobrze sytuowanym inżynierze zatrudnionym w rosyjskim ministerstwie komunikacji, z którym związała się podczas swojego pobytu w Petersburgu. Małżeństwo przetrwało zaledwie kilka lat; jego owocem była córeczka Wanda, wychowywana teraz przez matkę. W epoce znanej ze swojej hipokryzji i szowinizmu każda niemal kobieta starsza od potencjalnego partnera, rozwódka, a do tego samotna matka, znajdowała się na z góry przegranej pozycji. Widziano w niej istotę bliższą prostytutce niż damie. Marii to jednak nie groziło.


Naczelnik Józef Piłsudski w rozmowie z królową Marią podczas spaceru (fot. NAC, Sygnatura: 1-D-1280-6)

Wyzwolona, postępowa elegantka nic nie robiła sobie ani z docinków i plotek, ani z konwenansów, które nagminnie łamała. Tym bardziej nie zwracali na nie uwagi zadurzeni w niej mężczyźni, których zaszczycała swoim towarzystwem i którym dawała choćby nikłą nadzieję, że zechce się z nimi związać. W tych relacjach nie oni stawiali warunki. Wszystkie karty trzymała w ręku Maria i od jej decyzji zależało, z kim zasiądzie do rozgrywki.

***

Józef Piłsudski początkowo nie miał raczej szans zrobić na "Pięknej pani" korzystnego wrażenia. Jego zesłańcza karta mogła intrygować, podobnie jak przywiezione z Syberii wspomnienia, poza tym jednak nie wydawał się człowiekiem obdarzonym żelazną wolą, zdecydowanym, czy choćby. szczególnie atrakcyjnym. Brakowało mu dwóch przednich zębów (wybito mu je w drodze na wschód), miał długą, krzaczastą i zupełnie zaniedbaną brodę, która przywodziła na myśl prędzej włóczęgę niż wywrotowca, a do tego zniszczoną cerę koloru - jak zanotował jeden ze starych znajomych, nie będący początkowo w stanie poznać z kim ma do czynienia - "nie bardzo czystej ziemi". Jeśli Ziuk [tak nazywano Piłsudskiego - przyp. red.] chciał zwrócić na siebie uwagę Marii Juszkiewiczowej, nie wystarczało się ostrzyc, umyć i wstawić koronki. Chłopak potrzebował pokazać, że ma w sobie tę iskrę, której ona szukała w ludziach. Najlepszym znawcom sylwetki Józefa Piłsudskiego zdarzało się już sugerować, że w politykę wmieszał się nie tylko dlatego, że wierzył w potrzebę zmian i w program tej czy innej partii, ale też. by "zaimponować Marii". I rzeczywiście Piłsudski jako socjalista i bojownik pojawia się dopiero po zetknięciu z "Piękną panią". Kobietą, która wciągnęła go w krąg PPS-u i za sprawą której mógł poznać takich ludzi, jak Stanisław Mendelson.

***

O początkach ich związku niewiele krąży twardych faktów, pełno zaś - pikantnych i buńczucznych legend. Na kartach co bardziej plotkarskich publikacji już sama rywalizacja między Józefem Piłsudskim a Romanem Dmowskim o względy szykownej rewolucjonistki urasta do rangi wydarzenia iście epokowego. Mawia się, iż smalący cholewki do pięknej Marii Roman nigdy nie wybaczył Józefowi, że ten prześcignął go w sztuce podrywu. Józef zaś - zaczął patrzyć na konkurenta z wyższością i już nie przestał zadzierać nosa. Wrogość z roku na rok narastała, uniemożliwiając jakiekolwiek porozumienie nawet wtedy, gdy rozchodziło się o losy Polski. Zwolennicy dwóch bojowników o niepodległość okopali się na przeciwległych pozycjach, a rzekomym źródłem dzielących ich różnic nie były spory w sprawach fundamentalnych, ale. promieniująca na cały kraj i zatruwająca wzajemne relacje zawiść o jedną kobietę.

06.10.2018 Lodz . Konferencja prasowa podczas dnia zdjeciowego do filmu Pilsudski z udzialem aktorow - Borys Szyc ( Jozef Pilsudski ) ,
Plan filmu o Józefie Piłsudskim - w roli naczelnika Borys Szyc, w roli Marii Piłsudskiej Magdalena Boczarska (fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta)

Zwolennicy Marszałka lubili i lubią podkreślać, że Maria od początku zbywała zaloty młodego narodowca, nie zwracając na niego większej uwagi, a już na pewno - nie odwzajemniając jego płomiennych uczuć. Krytycy Piłsudskiego kolportują z kolei wersję, wedle której Dmowski wprawdzie w ostatecznym rozrachunku przegrał, wcześniej jednak bardzo zbliżył się do Marii, a ta poważnie zaangażowała się uczuciowo w ich związek. W efekcie Józefowi zostały tylko skrawki po obrotniejszym i bardziej ujmującym amancie, który jako pierwszy zawrócił pani Juszkiewiczowej w głowie. Propagandowe historyjki - zwykle takie, w których główną zainteresowaną sprowadza się do roli bliższej towarowi, którym obracają ociekający testosteronem samce, niż żywej, myślącej istocie, samodzielnie decydującej o swoim losie - można mnożyć. Niewielkie mają one jednak oparcie w rzetelnych źródłach. (...)

Młodszy brat przyszłego Marszałka, zamieszkały w Wilnie Jan Piłsudski, wspominał, że często widywał Ziuka z Marią Juszkiewiczową,  że ten lubił przesiadywać w mieszkaniu pięknej socjalistki. Ich długa, rozkwitająca znajomość dla nikogo nie stanowiła tajemnicy, ale już nagłe oświadczenie Józefa zaskoczyło najbliższych.

Wczesnym latem 1899 roku zaprosił on na rozmowę swoich trzech braci i oznajmił im, że niezwłocznie zamierza się żenić. Jan natychmiast odniósł wrażenie, że "małżeństwo to wygląda na małżeństwo z interesu, a nie z miłości", bo przecież "żona nie odpowiada pod względem prawnym za działalność męża w razie jego ewentualnego aresztowania". Chyba tak właśnie, z cynizmem i surowym dystansem, rzecz przedstawił sam Józef. Twierdził, że planuje osiąść w zakonspirowanej drukarni partyjnej i że "musi mieć przy sobie osobę, która prowadziłaby gospodarstwo domowe". Cała inicjatywa brzmiała bardziej jak polityczny wybieg, niż jakkolwiek rozumiany, autentyczny związek. Może rzeczywiście Ziuk widział w Marii przede wszystkim zaufaną współpracownicę, z którą łączyła go wspólna idea a marzył nie o miesiącu miodowym z ukochaną, ale o miarowym stukocie czcionek drukarskich i o czystych kalesonach, które ktoś inny wypierze. (...). A może po prostu nie chciał wyjść przed braćmi na ckliwego słabeusza i przyznawać się do jakichkolwiek uczuć. U schyłku XIX wieku emocje, przynajmniej u mężczyzn, nie były w cenie. Maria podobnych oporów nie miała.


Józef Piłsudski z gabinecie przy pracy (fot. NAC, Sygnatura: 1-A-19)

Wiemy wprost od niej, że w Wilnie usłyszała od Józefa "słowa miłości". Przede wszystkim jednak wiemy, że Ziuk sporo musiał się napracować, by zdobyć jej rękę. Dużo bardziej, niż by nakazywały czysto polityczne względy. Maria była rozwódką, a także luteranką - choć nie jest jasne czy w tej wierze się urodziła czy przeszła na nią, by pozbyć się pierwszego męża. W każdym razie żaden katolicki ksiądz nie udzieliłby jej ponownego ślubu i nie usankcjonował jej związku z członkiem Kościoła rzymskiego. Jeśli Piłsudski chciał dopiąć celu, musiał sam odrzucić wiarę, w której wychowała go matka, oficjalnie wystąpić z Kościoła i przyjąć obrządek ewangelicko-augsburski. To była jedna z najściślej strzeżonych tajemnic przedwojennej Polski. (...) Wszelkie dokumenty ukryto, zadbano o milczenie świadków. O prawdzie wolno było co najwyżej szeptać, a gdy wyciągały ją na światło dzienne opozycyjne pisma (co zresztą zdarzało się tylko od wielkiego dzwonu), każdy sądził, że chodzi o zwyczajną, i to dość złośliwą, plotkę. (...)

***

Kolejne kilka tygodni minęło, nim w parafii w Paproci Dużej, pięćdziesiąt kilometrów od Łomży i ponad trzysta od Wilna, odbył się sam upragniony ślub z kobietą, dla której Piłsudski był gotów nawet na zmianę religii. 3 lipca 1899 roku o godzinie 10 rano "zawarty został religijny związek małżeński między Józefem Klemensem Piłsudskim, kawalerem, kupcem, urodzonym w majątku w Zułowie", a "Marią Kazimierą Juszkiewicz z domu Koplewską, rozwiedzioną z winy męża, zamieszkałą w Łapach, urodzoną w Wilnie". Na świadków powołano dwóch braci pana młodego: "Adama Piłsudskiego, lat 29, pomocnika architekta" i "Jana Piłsudskiego, lat 23, pracownika bankowego". Intercyza ślubna "nie została zawarta".

Nie sposób stwierdzić, czy Maria okazała się dokładnie taką żoną, o jakiej marzył Piłsudski. Z całą pewnością wiemy jednak, że była idealną towarzyszką walki. W kilka miesięcy po ślubie wspólnie z mężem wyjechała do Łodzi. Odtąd udawała, że nazywa się Dąbrowska i prowadziła dom, o którym tak ona, jak i on wiedzieli, że jest tylko beczką prochu, czekająca na podpalenie. Kamienica, w której zamieszkali znajdowała się w samym środku miasta, przy ulicy Wschodniej. Spali na trzecim piętrze, zaś na pierwszym zorganizowali hałaśliwą drukarnię, licząc, że odgłosy dobiegające od strony ulicy pozwolą zamaskować ich potajemną działalność. Tutaj składano i powielano najsłynniejsze socjalistyczne pismo: "Robotnika", którego redaktorem został (tak jak zawsze pragnął) Józef. (...)

Kamuflaż nie zawiódł i dźwięki zecerskiej roboty nie ściągnęły uwagi władz na zakonspirowanych małżonków. Zawinił, jak zwykle w takich przypadkach, czynnik ludzki. Jeden z towarzyszy, tytuł rozdziału wspomagających działalność tajnej drukarni, wykazał się wprost zdumiewającą nieostrożnością. Nie tylko przegapił, że ma nieproszone towarzystwo i zaprowadził szpicli prosto do składu handlowego, w którym zaopatrywano drukarnię, ale też wciąż z doczepionym ogonem ruszył do mieszkania Piłsudskich (czy też Dąbrowskich), dźwigając w rękach. całą stertę papieru. Aresztowano go tego samego dnia, a gdy zapadł zmrok policja przeprowadziła szturm na drukarnię. Maria i Józef znaleźli się w potrzasku. Wyrwani ze snu i osaczeni nie mieli żadnych szans na ucieczkę. Mogli jednak wciąż uratować swoich towarzyszy. Pani domu zachowała zimną krew i wykorzystując moment nieuwagi żandarmów, posłała służącą do kolegi, który wspierał Piłsudskiego przy składaniu pisma. Ostrzeżony w czas mężczyzna wskoczył do pierwszego pociągu odjeżdżającego w stronę Wilna.


Józef Piłsudski podczas spaceru na dziedzińcu przed Belwederem w 1930 roku (fot. NAC, Sygnatura: 1-A-28)

Także po aresztowaniu Maria nie dała się zastraszyć. Mimo że przetrzymywano ją w samej warszawskiej Cytadeli, poddając stałym, intensywnym przesłuchaniom, nie złożyła żadnych obciążających zeznań; w niczym nie zaszkodziła ani Józefowi, ani całej partii. Indagujący ją carscy służbiści zdołali wycisnąć tylko jedną informację, którą w przypadku milczenia i tak łatwo by zdobyli, tyle że innymi środkami. Maria zdradziła prawdziwe nazwisko swoje i męża. Rzecz niby niewielkiego znaczenia, ale Józef nie zamierzał wybaczać choćby najdrobniejszego potknięcia. A już tym bardziej - nie zamierzał trzymać go w tajemnicy, chroniąc dobre imię Marii. Już w jednym z pierwszych grypsów wysłanych zza krat do towarzyszy partyjnych żalił się, że choć przed zatrzymaniem "szepnął żonie, żeby się do nazwiska przez pewien czas nie przyznawała", to przesłuchujący go podpułkownik szybko pochwalił się, że zdołał ją złamać. Z drugiej strony Piłsudski skarżył się też na samych żandarmów. A konkretnie na to, że nie chcą oni wierzyć, iż naprawdę jest człowiekiem żonatym i że jego związek z Marią to więcej, niż wyrachowana maskarada. Jak widać obraz, o którego utrzymanie tak bardzo dbał przed braćmi, po zetknięciu z władzą zaczął mu już wyraźnie uwierać. (...)

Od aresztowania, uskutecznionego w lutym 1900 roku, minęło jedenaście miesięcy. Maria stanęła przed sądem i podobnie jak przed laty. wyszła na wolność tylko z drobnym pouczeniem. Uznano, że była "ofiarą miłości i nie mogła denuncjować męża". A że była też kobietą, a więc istotą słabą i niezdolną do samodzielnego myślenia, to nikt nie zastanawiał się czy osobiście mogła być czemukolwiek winna. Dostała nakaz zapłaty kaucji w wysokości 500 rubli i ponownego osiedlenia się w rodzinnym Wilnie. Józef, w przeciwieństwie do niej, nie mógł liczyć na podobną wyrozumiałość. By wyrwać się z niewoli zaczął symulować szaleństwo, zgodził się nawet by poddawano go kuracji elektrowstrząsami, a wreszcie tak zakręcił się wokół więziennego lekarza, że ten zdecydował o przeniesieniu go do szpitala dla umysłowo chorych. Stamtąd już względnie łatwo udało mu się uciec i. wrócić do Marii. Jeśli wcześniej przez myśl przebiegł mu choćby cień wątpliwości co do jej oddania i determinacji, to teraz wszelkie obawy ostatecznie się rozwiały.

Żona wiedziała, że pozostając w Wilnie może zachować wolność, kontakt z rodziną i względną swobodę życia. Wiedziała też, że tutaj najłatwiej będzie jej zapewnić bezpieczeństwo córce. Mimo to nawet się nie zastanawiała co robić: gdy Józef znalazł się na wolności, ona była już gotowa do drogi. Nieopodal Zamościa, pośród gęstej puszczy porastającej rubież, małżonkowie wspólnie przedarli się do Galicji, pozostawiając za sobą Rosję, do której w świetle prawa żadne z nich nie mogło już powrócić. W zaborze austriackim nie zabawili długo, decydując się na wyjazd do Londynu, do innych towarzyszy partyjnych zmuszonych emigrować z kraju. Tułali się przez jakiś czas po Europie, nie rozstając się, jeśli nie było to absolutnie konieczne. Dla innych socjalistów nie ulegało wątpliwości, że stanowią duet i że w tym zespole Maria odgrywa nie mniejszą rolę od Józefa. Nie ukrywał tego też sam Piłsudski. W listach wysyłanych z Londynu do innych członków partii, wielokrotnie dodawał pozdrowienia "od kobiety", "ukłony od żony", "nasze pozdrowienia", "uściśnienia od nas". Gdy zaś małżonkowie powrócili nad Wisłę i względnie na stałe osiedli w Krakowie, tak on, jak i ona zaraz na nowo rzucili się w wir nielegalnej działalności.


Józef Piłsudski w towarzystwie córek Wandy (na prawo od ojca), Jadwigi (na lewo od ojca), ministra Aleksandra Prystora i zgromadzonych osób przed Belwederem (fot. NAC, Sygnatura: 1-A-36)

***

Maria, chcąc nie chcąc, wzięła na siebie może niezbyt szumną, ale niezbędną rolę, która w konspiracyjnych małżeństwach właściwie zawsze spadała na kobiety. Znów oczekiwano, że zadba o lokum dla rodziny; nawet nie tyle dom, co wszechstronną bazę wypadową, mającą stanowić punkt wyjścia dla wszystkich nowych planów i przedsięwzięć. "Piękna pani" miała też stworzyć zasłonę dymną, chroniącą tak męża, jak i towarzyszy przed uwagą miejscowych władz. Ona działała zupełnie otwarcie, nie próbując nawet ukrywać kim jest i skąd przybyła. Jej nazwisko widniało w księgach meldunkowych ("lat 38, szlachcianka, urodzona w Wilnie, zawód - literatka, przyjechała z Zakopanego"), była notowana przez austriacką policję, jawnie brała udział w życiu miasta. Kamuflaż - sprowadzający się do starej zasady, że najciemniej jest pod latarnią - okazał się więcej niż skuteczny. Przez osiem lat władze miały na oku Marię, ale. zupełnie przegapiały istnienie Józefa. Z zachowanych akt wynika nawet, że funkcjonariusze aż do 1910 roku byli przekonani, iż pani Piłsudska ma zupełnie innego męża i że jest nim niedawno przybyły z zesłania (i tylko nieznacznie do niego podobny) brat konspiratora, Bronisław Piłsudski.

"Piękna pani" doskonale odnajdywała się w powierzonej roli, bo też tworzenie pozorów, stawianie towarzyskich parawanów i organizowanie życia socjety należało do jej specjalności. W Krakowie nie mogła już wprawdzie żyć na równie szerokiej stopie, co przed laty, ale przecież prawdziwie wielka dama nie potrzebuje majątku i pałaców, by zadawać szyku. Kolejne wynajmowane mieszkania były nieodmiennie kiszkowate i skromne, a meble trzeba było wynajmować z żydowskiego sklepu, jednak chociażby w przekonaniu policji Maria i jej rzekomy mąż Bronisław "nie zajmowali się żadną pracą zarobkową, a prowadzili życie bardzo wystawne i wygodne". (...)

W dużym stopniu to ona zapewniała Józefowi poparcie innych socjalistów i kreowała jego nowy, nieodzowny dla przyszłej kariery wizerunek, z gburowatego i impulsywnego mruka tworząc nieprzystępnego, tajemniczego lidera, o może nieznanej, ale niechybnie zaszczepionej na podkładzie geniuszu wizji. Ona też zaskarbiała mu przyjaciół, gotowych pozostać u jego boku nawet gdy ziemia chwiała się w posadach. (...)  A przecież to jeszcze nie cała prawda o sylwetce "pięknej pani". Nie zadowalała się ona urządzaniem przyjęć, rautów i herbatek, ani nawet organizowaniem krakowskiej kolonii rewolucjonistów z Królestwa. Wiecznie rozpierana wewnętrzną energią, nadal nie stroniła od brudzenia sobie rąk doraźną robotą partyjną. Jako jedna z tak zwanych dromaderek, ukrywała pod sukniami i gorsetami ładunki nieprawomyślnej literatury, a następnie przewoziła je przez granicę, do zaboru rosyjskiego. Notowana przez austriacką policję i dobrze znana władzom rosyjskim, ryzykowała nawet więcej od swojego pozostającego w cieniu męża, a mimo to porywała się na bicie szmuglerskich rekordów. Pewnego razu w pojedynkę przewiozła siedemdziesiąt pięć egzemplarzy nielegalnej książki "Kobieta i socjalizm", wszystkie ukrywając pod ubraniem. A nie była to wcale poręczna broszurka, lecz całkiem opasłe, dobrze ponad trzystustronicowe dzieło. Wychodzi, bagatela, dwadzieścia cztery tysiące stron, wepchniętych pod suknię jeden zaradnej kobiety. Pod tym ogromnym ciężarem gorset złamał się, a jego stalowe druty zaczęły wpijać się w ciało Marii. Szła zaciskając zęby i sycząc z bólu, nie dała się jednak zdemaskować. Gdy dotarła do domu i zdjęła ubranie, okazało się, że "ma pokrwawione i poszarpane bryklami boki. Ze dwa tygodnie po tej wyprawie gorsetu nie mogła włożyć".


Józef Piłsudski na koniu pozuje Wojciechowi Kossakowi do obrazu w 1928 roku (fot. NAC, Sygnatura: 1-A-24)

***

Pani Piłsudska decydowała się na podobne wyczyny na długo zanim wojna rosyjsko-japońska przyniosła powszechny chaos i rozprężenie, i zanim podobna działalność, wsparta napływem świeżej krwi w pierwszych miesiącach rewolucji, przybrała naprawdę masową skalę. Była pionierką, ale wraz z upływem lat też nie zwalniała tempa i nie spoczywała na laurach. Józef był pod takim wrażeniem jej działalności, że nie omieszkał przelać opowieści o odwadze Marii na papier i włączyć ich do drukowanej w odcinkach w 1903 roku książki "Bibuła. Walka rewolucyjna w zaborze rosyjskim". Była to pierwsza praca literacka Piłsudskiego, za jaką otrzymał jakiekolwiek (choć raczej skromne) honorarium. Dziełko wyszło oczywiście pod pseudonimem, a dokonania żony Józef relacjonował tak, jakby chodziło tylko o małżonkę kolegi, nie zaś jego własną partnerkę. Zmyłka była nieodzowna, ale w ścisłych szeregach partii nikogo nie mogła zdezorientować. (...)

Także w kolejnych latach Józef nie krył się z działalnością żony i wspominał o niej jeśli nie z dumą, to na pewno - z zadowoleniem. W efekcie wiemy, że nawet w najbardziej burzliwych, styczniowych dniach 1905 roku - zaraz po tym, jak utopiona we krwi petersburska demonstracja doprowadziła do wybuchu rewolucji obejmującej całe imperium - Maria była na misji, przerzucając już nie nielegalne pisemka, ale rewolwery. "Żona pojechała po pukawki, więc jestem sam" - pisał Piłsudski do bliskiego przyjaciela, i przyszłego prezydenta Polski, Stanisława Wojciechowskiego. W kolejnych latach podobne wzmianki już jednak zamierają. Nie dlatego raczej, że Maria odsunęła się od wywrotowej działalności, ale - z uwagi na Józefa, który z czego jak z czego, ale ze stałości w uczuciach nie dawał się poznać.

Portret Marii Piłsudskiej to fragment książki Kamila Janickiego pt. "Niepokorne damy", która ukazała się nakładem wydawnictwa Znak Horyzont. Skróty pochodzą od redakcji.


Kamil Janicki i okładka jego nowej książki (fot. wydawnictwo Znak Horyzont)


Kamil Janicki. Historyk, publicysta i pisarz. Autor książek wydanych w łącznym nakładzie ponad 200 000 egzemplarzy, w tym m.in. "Upadłych dam II Rzeczpospolitej", "Żelaznych dam", "Epoki hipokryzji" i "Epoki milczenia". Jest redaktorem naczelnym portalu Ciekawostkihistoryczne.pl.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (14)
Zaloguj się
  • mer-llink

    Oceniono 5 razy 5

    "....rozchodziło się o losy Polski"?
    Rili, panie Janicki?
    To ja się idę pytać, o co Sznownego Pana się rozchodzi....

  • jael53

    Oceniono 5 razy 5

    Jeśli tradycja ustna nie zawodzi, to wileńska rodzina Koplewskich była ewangelicka na długo przed urodzeniem się Marii.

  • kosmyg

    Oceniono 11 razy 5

    Z kim sypia Szyc, że dostaje nawet rolę Piłsudskiego? Ani nie jest wybitnym aktorem, ani nie ma aparycji Piłsudskiego. Na zdjęciu z Boczarską widzę silikonową maskę z oczami Szyca. No ja pier...

  • siwywaldi

    Oceniono 4 razy 2

    Tamta epoka miała swoich będących idolami rewolucjonistów, więc musiała mieć i szalejące za nimi panie....
    Niestety do historii przeszły tylko te bardziej znane, tak jak Maria Juszkiewiczowa, którą los przydzielił Piłsudskiemu, czy Nadieżdę Krupską, która z kolei przypadła Leninowi :-))

  • paastafarai

    Oceniono 1 raz 1

    Szerzycie wrogą propagandę przeciw jedynemu słusznemu kościołowi rzysmkiemu! Przeciez ludzie dowiedzą się , że na ziemiach polskich są jeszcze inne wyznania chrześcijańskie, może się zainteresują i może im się spodobać kościół gdzie ksiądz ma żonę i dzieci i nie ma spowiedzi na ucho.
    Do tego jeszcze sam Marszałek przeszedł na protestantyzm.
    Antykatolicka propaganda!

  • alefizyk

    Oceniono 1 raz 1

    Ciekawe

  • rozal1971

    Oceniono 1 raz 1

    Co oznacza to zdanie?
    "Jeden z towarzyszy, tytuł rozdziału wspomagających działalność tajnej drukarni, wykazał się wprost zdumiewającą nieostrożnością."
    To są te skróty redakcji czy tak jest w oryginale?

  • 0ya

    Oceniono 6 razy 0

    >> uniemożliwiając jakiekolwiek porozumienie nawet wtedy, gdy rozchodziło się o losy Polski

    Panie Kamilu, "rozchodziło się"??? Naprawdę Pan to napisał? Jprdl. Nie ma korekty w gazecie już wcale?
    Rozchodzi się o to, żeby nie wpaść w błoto.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX