Kadr z filmu 'Niebieskie Chachary' Cezarego Grzesiuka

Kadr z filmu 'Niebieskie Chachary' Cezarego Grzesiuka (fot: materiały prasowe)

wywiad Gazeta.pl

Cezary Grzesiuk: Po tym filmie mogę powiedzieć bez zawahania, że nie boję się już kibiców, ale wciąż boję się policji

- Media, policja i kibice tworzą swoisty Trójkąt Bermudzki. I tam dochodzi do wszelkich patologii - mówi Cezary Grzesiuk, reżyser filmu dokumentalnego o kibicach Ruchu Chorzów "Niebieskie Chachary".

"Na pierwszym miejscu jest Ruch, na drugim miejscu jest Ruch, na trzecim miejscu jest Ruch, a na ostatnim jesteś ty" - odpowiedział kibic Ruchu Chorzów swojej żonie, gdy ta spytała go, które miejsce zajmuje w jego życiu. Na końcu dodał: "No co jej miałem jeszcze powiedzieć?".

Po jednej z projekcji filmu podczas Warszawskiego Festiwalu Filmowego podeszła do mnie kobieta, która wyznała, że też jest taką żoną. Uszanowała, że dla jej męża najważniejszy jest klub. Na festiwal przyjechała razem z nim i z synem. Dzieciak nie miał chyba dziesięciu lat, a już brał udział w około 50 wyjazdach kibicowskich. Miał dwa-trzy miesiące, kiedy rodzice wzięli go na pierwszy mecz.

Kadr z filmu 'Niebieskie Chachary' (fot: materiały prasowe)
Kadr z filmu 'Niebieskie Chachary' (fot: materiały prasowe)

Kadr z filmu 'Niebieskie Chachary' (fot: materiały prasowe)
Kadr z filmu 'Niebieskie Chachary' (fot: materiały prasowe)

Pana bohaterowie poświęcają całe życie klubowi - wszystkie zarobione pieniądze wydają na wyjazdy, każdy dzień urlopu przeznaczają na działalność związaną z klubem. Skąd się bierze ta miłość do klubu?

Podczas pobytu w Brukseli udało mi się nakręcić rozmowę z premierem Jerzym Buzkiem, który też jest Niebieski. Zadałem mu wtedy pytanie, jak zostaje się kibicem Ruchu Chorzów i co to oznacza, że płynie w nich niebieska krew. Żartobliwie odpowiedział, że wymaga to pewnych czynności fizjologicznych, które muszą odbyć się oczywiście w Chorzowie. Miał na myśli miłość duchowo-cielesną.

W moim filmie pokazuję różne twarze kibiców. Jest architekt, który, wydawałoby się, w niczym nie przypomina typowego obrazu kibica, którego mamy w głowie. Urodził się w Chorzowie, ale pracuje w innym mieście. Jednocześnie deklaruje swoją wierność Ruchowi, stara się nie opuszczać żadnego meczu. Nie był przekonany, czy jego udział w filmie to dobry pomysł. Nie jest takim fanatykiem, jak wielu, bał się, co pomyślą o nim ludzie.

Wśród postaci pojawiających się na ekranie są też m.in. ratownik górniczy, były stolarz, później właściciel sklepu z klubowymi gadżetami Ruchu, student ekonomii pracujący jako przedstawiciel handlowy, radny miasta Chorzów, uczeń technikum samochodowego. To swoista "galeria bohaterów", która wyraźnie przeczy obiegowej opinii, że kibice to społeczny margines.

Takim niestereotypowym kibicem jest też pisarz Wojciech Kuczok, który w jednym z wywiadów wyznał, że od wczesnego dzieciństwa Ruch i jego mecze były stałym elementem jego rzeczywistości. On również wystąpił w pana filmie.

Cieszę się, że zgodził się wystąpić. Kibice są różni, ale tak naprawdę emocje, które przeżywają, są takie same. Pójście na stadion jest dla nich jak pójście Żyda do synagogi czy jak pielgrzymka do Mekki dla muzułmanina. Kto nie przejdzie przez stadion przy ul. Cichej w Chorzowie, nie zrozumie tego zjawiska. Ja w dalszym ciągu, mimo że spędziłem z klubem ostatnich 11 lat, żeby zrobić film, nie do końca potrafię wytłumaczyć, dlaczego oni oddają klubowi całe swoje życie.

W jednej z ostatnich scen pańskiego filmu słyszymy Kmiciola - jednego z głównych bohaterów - jak mówi do swojego dziesięcioletniego syna, żeby zapamiętał na całe życie, że "psy to pały, masz mieć taką nienawiść, jaką ma twój ojciec". Chłopiec słucha w całkowitym milczeniu, na końcu nieśmiało przytakuje. Ta scena sprawia, że włos się jeży na głowie.

Mnie też zmroziła, zastanawiałem się długo, czy umieścić ją w filmie. Nienawiść do policji jest w kibicach silna. Ale trudno się temu dziwić, kiedy się słyszy historię taką, jak ta opowiedziana mi przez Kmiciola. Gdy miał niewiele ponad dziesięć lat, za kradzież lizaka za 50 groszy policjanci przykuli go kajdankami do kaloryfera i spałowali tak, że nie mógł chodzić. Zagrozili, że jeśli powie komukolwiek, co się stało, zrobią to znów.

Kmiciol z synem na stadionie, kadr z filmu 'Niebieskie Chachary' (fot: materiały prasowe)
Kmiciol z synem na stadionie, kadr z filmu 'Niebieskie Chachary' (fot: materiały prasowe)

W ciągu 11 lat obserwowałem, jak policja traktuje kibiców, sam miałem z nią wiele nieprzyjemnych spotkań. Wielokrotnie byliśmy w sytuacji, w której policjanci stosowali przemoc. Któregoś razu mojego operatora tak potraktowali gazem, że nie mógł dalej robić zdjęć. Podczas innego meczu, gdy policjant zobaczył, że mamy kamerę, podszedł i uderzył w nią pałką, bo nie chciał, żebyśmy filmowali. Kamera spadła na ziemię i została zniszczona bezpowrotnie.

Wielokrotnie byłem przez policję poniżany. Podczas meczów brali mnie do radiowozu i przetrzymywali pod pretekstem potwierdzenia mojej tożsamości. Miałem ze sobą wszystkie dokumenty - dowód, prawo jazdy, legitymację służbową z telewizji. Na nic się to zdało. W dobie nowoczesnej technologii potrzebowali aż godziny, żeby skontaktować się z bazą.

Specjalnie pana trzymali?

Oczywiście. Nie chcieli, żebym filmował.

Kiedyś przechodziłem na drugą stronę ulicy, kiedy widziałem kibica. Po tym filmie mogę powiedzieć bez zawahania, że nie boję się już kibiców, ale wciąż boję się policji.

Kadr z filmu 'Niebieskie Chachary' (fot: materiały prasowe)
Kadr z filmu 'Niebieskie Chachary' (fot: materiały prasowe)

Kadr z filmu 'Niebieskie Chachary' (fot: materiały prasowe)
Kadr z filmu 'Niebieskie Chachary' (fot: materiały prasowe)

Podczas spotkania z widzami opowiedział pan, jak policja próbowała skonfiskować materiały do filmu.

W 2012 roku policja, jak donosiły media, "rozbiła gang chorzowskich pseudokibiców w ramach akcji o kryptonimie Armagedon". W pierwszym dniu tych działań o 6.30 dzwoni telefon, odbieram, słyszę głos mojego taty, byłego oficera Wojska Polskiego. Mówi: Synu, przed chwilą było u mnie trzech tajniaków, szukają ciebie i materiałów do filmu, który robisz. W tej chwili wyszli ode mnie, więc zaraz mogą być u ciebie. Po chwili telefon znów dzwoni. Odzywa się operator ze Świętochłowic. Ta sama historia - byli u niego tajniacy i żądali wydania materiałów. Powiedział, że wszystko jest u mnie. Od 30 lat mieszkam w Warszawie, gdzie mam zarejestrowaną działalność, adres firmy jest w necie. Nie żebym jakoś bardzo chciał zdradzać policji, gdzie przebywam, ale naprawdę nietrudno znaleźć te informacje. Mimo to najpierw zdecydowali się pójść do mojego emerytowanego ojca i do operatora. Przedziwne mają metody. Dzisiaj opowiadam to w formie anegdotki. Z drugiej strony dobrze, że się tak stało, bo gdyby w pierwszej kolejności zapukali do moich drzwi, to pewnie film nigdy by nie powstał.

Pana też w końcu odwiedzili?

Na szczęście zanim do tego doszło, ukryłem wszystkie materiały u kilku zaufanych osób. Na rok zawiesiłem produkcję. Jestem przekonany, że gdybym je oddał, już bym ich nie zobaczył na oczy.

Co było tam tak cennego?

Sfilmowałem zadymę między kibicami. Dzięki moim materiałom pewnie udałoby się policji namierzyć określone osoby i inwigilować środowisko.

W mediach wciąż pojawiają się informacje, że kibice zachowywali się agresywnie, że doszło do zamieszek, policja musiała interweniować. Podczas spotkania po premierze powiedział pan, że "gdyby policja trochę wyluzowała, byłoby zupełnie inaczej".

Media, policja i kibice tworzą swoisty Trójkąt Bermudzki. I tam dochodzi do wszelkich patologii. Stadion mogą chronić wyłącznie firmy ochroniarskie, policja teoretycznie nie ma tam wstępu. Ale kto w tych firmach pracuje? Najczęściej byli policjanci, byli esbecy, ludzie z tego samego środowiska, mentalnie identyczni.

Kadr z filmu 'Niebieskie Chachary' (fot: materiały prasowe)
Kadr z filmu 'Niebieskie Chachary' (fot: materiały prasowe)

Kadr z filmu 'Niebieskie Chachary' (fot: materiały prasowe)
Kadr z filmu 'Niebieskie Chachary' (fot: materiały prasowe)

Dla policji kibic to nie człowiek, to zawsze źródło zagrożenia. Jak zaczynają się te wszystkie zadymy? Jakiś pijany dzieciak przewraca toi toia. Policja przychodzi i od razu wykręca mu ręce. Kibice stają w jego obronie, bo są silną, solidarną grupą. Cały stadion śpiewa wtedy "zostaw kibica". W ruch idą gaz, pałki. I potem w mediach czytamy, że kibole znów zrobili zadymę, w ten sposób utrwalając czarno-biały obraz sytuacji i społeczne podziały. Prawda jest taka, że 99 procent kibiców zachowuje się normalnie. Chuligani, czyli stadionowa "elita", te wytatuowane karki, których wszyscy się tak boją, są ostatnimi, którzy prosiliby się o zadymę. To właśnie oni pilnują porządku na stadionie, zrobią wszystko, żeby do zamieszek nie doszło, bo wiedzą, że jak dostaną zakaz stadionowy, to na stadion nie wejdą przez rok albo i dwa. A to dla nich największa kara - nie móc wspierać swojego klubu. Ale na 25-40 tysięcy osób, które odwiedzają stadion, zawsze znajdzie się ktoś, kto się upije i zrobi coś głupiego.

Mam wrażenie, że idealizuje pan zachowanie kibiców.

Nie chcę ich idealizować, ale ludzie robią różne rzeczy w sposób fanatyczny - jedni hodują rybki, inni zbierają znaczki, jeszcze inni winyle, a moi bohaterowie swoje życie oddają Ruchowi Chorzów. Usłyszałem wiele takich historii jak ta Kmiciola. Gdy stoi przed tobą wielki facet, który ze łzami w oczach zwierza ci się z tego, co mu policja zrobiła, to zaczynasz rozumieć, dlaczego on jest jaki jest, i dlaczego nie zawaha się przed przypier****niem policjantowi, jak będzie trzeba.

W filmie pojawia się wątek wyjazdu na mecze do Hiszpanii.

Futbol stał się globalny, kibicowanie także. Od wielu lat Niebiescy przyjaźnią się z kibicami Atletico Madryt, zaczęło się to od wyjazdu kilku chorzowian do pracy w tym kraju. W ramach przyjaźni między Ruchem a Atletico kibice obu drużyn regularnie jeżdżą na najważniejsze mecze, np. finały pucharów czy też mecze derbowe z lokalnymi rywalami traktowane jako wyjątkowe okazje do pełnego kibicowskiego zaprezentowania się. W moim filmie pokazuję, jak kibice Ruchu pojechali na finał Pucharu Króla z Sewillą. Mecz odbywał się w Barcelonie w 2010 roku.

Uderza różnica między tym, jak wygląda organizacja wydarzenia tam, a jak u nas. I mowa tu zarówno o zachowaniu funkcjonariuszy, jak i kibiców.

W dniu meczu między Sewillą a Atletico Madryt droga na stadion Camp Nou w Barcelonie wyglądała tak, że wszystkie uliczki były zasypane kubkami po piwie i butelkami po alkoholu. Dosłownie brnęliśmy przez nie. Przyjechało 100 tysięcy osób. Ulice wypełnione były kibicami spożywającymi alkohol. Jednocześnie nikomu nie przyszłoby tam do głowy, żeby na wejściu na stadion sprawdzać, czy ktoś jest pijany. To u nas ktoś sobie wymyślił, że pijany na stadion nie wejdzie, więc wszyscy muszą dmuchać.

Kadr z filmu 'Niebieskie Chachary' (fot: materiały prasowe)
Kadr z filmu 'Niebieskie Chachary' (fot: materiały prasowe)

W Polsce na wyjazdach kibice są praktycznie poza prawem. Pamiętam, jak jechałem z nimi na mecz do Gdyni w 2013 roku, kiedy Ruch grał jeszcze w Ekstraklasie. Gdy w pociągu są kibice, wydziela się wagony specjalnie dla nich. Wszędzie jest pełno policji uzbrojonej w broń długą. Nasza podróż trwała wtedy około 17 godzin. Byłem bardzo zmęczony i chciałem pójść do Warsu, żeby napić się kawy. Wagon restauracyjny był jednak poza strefą dla kibiców. Na nic się zdały moje prośby. Dlaczego w tym kraju ktoś za mnie decyduje o tym, czy mogę wejść do Warsu, żeby napić się kawy?

Kolejne kuriozum. Przyjeżdżamy do Gdyni, oczywiście nie zatrzymujemy się na dworcu w centrum miasta, ale kilka stacji wcześniej. Nie możemy poruszać się swobodnie, tylko jesteśmy prowadzeni kilka kilometrów w kordonie policji pod sam stadion. Nie możemy wyjść poza kordon, nawet żeby kupić cokolwiek do picia czy jedzenia. Po 17 godzinach podróży jedyne, co możemy zrobić, to zamówić pizzę i poprosić, żeby nam ją dowieźli pod sam kordon.

W naszym kraju traktowani jesteśmy jak dzieci, nasza wolność cały czas jest ograniczana. Wciąż nie wyszliśmy z PRL-u, kiedy to władza za nas decydowała, kto ma kim być, jak się zachowywać, cały czas myślano za nas. Potrzeba jeszcze dużo czasu, zanim będziemy mieli taką wolność, jaka jest w Hiszpanii. Tam policja wie, że w niektórych sytuacjach lepiej nie interweniować.

Z drugiej strony mówi pan, że kibice jechali do Gdyni się lać.

Do żadnego lania nie doszło, bo kibice Arki Gdynia się wycofali. Wszystko odbyło się kulturalnie.

A gdyby się nie wycofali?

To stu albo dwustu szaleńców z jednej strony poszłoby się lać z tyloma szaleńcami z drugiej. O ideę. I wyglądałoby to mniej więcej tak, jak na filmach na YouTube. Ja jestem pacyfistą, kosmopolitą, jeśli mam to oceniać, to taka forma walki o honor i ideę jest dla mnie czymś niepojętym. Mimo że dotknąłem tego świata, zrozumiałem, jak on funkcjonuje, to nigdy bym się na coś takiego nie pokusił. Dziękuję Bogu, że pociąg szczęśliwie dojechał do celu i nie muszę sobie w tej chwili wyobrażać, co by było, gdybyśmy nagle musieli wyskakiwać z pociągu oknami i iść się lać. Zdarzenia wokół piłki nożnej potrafią wywołać takie emocje, że dla człowieka, który tych emocji nie podziela, jest to nie do ogarnięcia.

W filmie cytuje pan wypowiedź szkockiego piłkarza Billa Shanky'ego: "Niektórzy ludzie uważają, że piłka nożna jest sprawą życia i śmierci. Jestem rozczarowany takim podejściem. Mogę zapewnić, że to coś o wiele ważniejszego".

Dokładnie. Więc to nie jest tak, że tylko w przypadku Ruchu Chorzów czy Atletico Madryt dochodzi do rozlania krwi. To się dzieje na całym świecie i wygląda to mniej więcej tak samo.

Więc może dobrze, że policja w takich sytuacjach jest w gotowości. Policja jest od tego, żeby do bójek nie dopuszczać. Zwłaszcza że zdarza się je organizować na przykład przy autostradach. To już może być niebezpieczne, także dla postronnych osób.

Czasami sto razy lepiej, jak ta policja jest, ale czasami lepiej, jak jej nie ma. W wielu przypadkach mogliby odpuścić.

Tak jak mówiłem, chuligani nie chcą, żeby dochodziło do zamieszek na stadionie. W tym samym pociągu byłem świadkiem, jak chuligani przechodzili przez wszystkie przedziały z kibicami i przetrzepywali im torby w poszukiwaniu alkoholu, a jak coś znaleźli, to od razu wyrzucali przez okno. Mówili: Jedziesz kibicować drużynie czy chlać piwo? Bo jak chlać, to w tej chwili wysiadasz. Oni wiedzą, że pijany na stadion nie wejdzie. Żałuję do dzisiaj, że zdjęcia, na których widać, jak te puszki i butelki wylatują z pędzącego pociągu, nie weszły do filmu.

Dlaczego?

Zabronili mi kręcić. Postawili warunek - możesz z nami jechać, ale tego nie możesz sfilmować. Nie miałem wyjścia. Oczywiście w pewnym momencie obudziła się moja natura dokumentalisty i przez chwilę kręciłem z ukrycia. Gdy to zauważyli, od razu kazali mi pokazać, co tam mam, a potem wszystko wykasować.

Kadr z filmu 'Niebieskie Chachary' (fot: materiały prasowe)
Kadr z filmu 'Niebieskie Chachary' (fot: materiały prasowe)

Dlaczego nie chcieli, żeby użył pan tych materiałów?

Bo stosowali przemoc, niektórym musieli odebrać alkohol.

W filmie nie zobaczymy również żadnych kibicowskich ustawek.

Nie chciałem tego pokazywać. Wystarczy mi scena z Coco [jedna z bohaterek filmu - przyp. red.], która mówi, że chciałaby wziąć udział w takiej ustawce, że fajnie byłoby komuś przywalić. Leją się, to prawda, ale zawsze robią to w lasach, nigdy nie przenoszą tej agresji na stadion. Jeden z moich bohaterów, pan Kazimierz Kutz, mówi ciekawą rzecz: "może dlatego od sześćdziesięciu lat żyjemy w pokoju, bo tacy jak oni chodzą do tych lasów i tam wyładowują swoją agresję". Nie chciałbym oczywiście myśleć, że jest to jedyny powód, ale może coś w tym jest. Gdyby tylko do takich konfliktów dochodziło na świecie...

W kontekście najbardziej fanatycznych, najbardziej zorganizowanych grup kibiców różnych klubów mówi się często o działalności na pograniczu prawa, albo wręcz je łamiącej. Zdarza się, że członkowie bojówek klubowych biorą udział w wymuszeniach, że pojawiają się narkotyki. Pana bohaterowie również trafili do więzienia za działalność przestępczą. O tym w filmie jednak nie jest zbyt dużo.

Bo żeby naprawdę dotrzeć do człowieka i poznać przyczyny, dla których robi to, co robi, potrzeba czasu. Chciałem w filmie pokazać różnego bohatera, nie skupiłem się na konkretnym przypadku.

W Chorzowie jest bieda, duże bezrobocie, przemysł podupadł, z czterech kopalni nie pracuje już żadna, z dwóch hut - jedna. Nie chcę usprawiedliwiać bezprawnych czynów moich bohaterów, ale gdy ludzi dopada nędza, zaczynają radzić sobie tak, jak potrafią, nie zawsze działając w zgodzie z prawem. Mój bohater Frontal mówi: "bieda i brak perspektyw zmuszają człowieka do upadku". Bieda zmienia człowieka, jednego uszlachetni, innego sprowadzi na manowce. Kto bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem.

Na zdjęciu Frontal, kadr z filmu 'Niebieskie Chachary' (fot: materiały prasowe)
Na zdjęciu Frontal, kadr z filmu 'Niebieskie Chachary' (fot: materiały prasowe)

Na zdjęciu Kmiciol, kadr z filmu 'Niebieskie Chachary' (fot: materiały prasowe)
Na zdjęciu Kmiciol, kadr z filmu 'Niebieskie Chachary' (fot: materiały prasowe)

Produkcja pańskiego filmu trwała tak długo między innymi dlatego, że nikt nie chciał dać na nią pieniędzy.

Zarzucono mi, że staję po stronie kibiców i nie daję głosu drugiej stronie. Obawiano się, że film będzie gloryfikował chuligaństwo. Po pierwszej komisji scenariusz został skierowany do poprawek.

Były potrzebne?

Przyznaję, że na początku trochę poszedłem za moimi bohaterami. Jak zobaczyłem, jak ten świat funkcjonuje i jak są niesłusznie osądzani, to chciałem przede wszystkim pokazać ich walkę o swoje prawa. Potem zrozumiałem, że jest sens w tym, żeby pokazać głos drugiej strony. Wróciłem do scenariusza i zacząłem go zmieniać, tak żeby film stał się bardziej uniwersalny. Próbowałem też porozmawiać z policją, ale odbiłem się od ściany. Nikt nie chciał się wypowiadać. W końcu dotarłem aż na samą "górę", do generała Adama Rapackiego, który przyznał, że tak działa policja, że kiedyś próbował coś z tym zrobić, ale i on się poddał. Pamiętajmy, że policjant nie może wypowiadać się publicznie bez zgody swojego przełożonego. Na żadnym szczeblu takiego pozwolenia nie otrzymaliśmy. Generał Rapacki zgodził się na rozmowę, ale wówczas był już emerytowanym funkcjonariuszem.

Po zmianach w scenariuszu udało się uzyskać dofinansowanie?

Na samym początku wsparł nas Śląski Fundusz Filmowy - Silesia Film. To było jednak za mało. Po mniej więcej roku od rozpoczęcia zdjęć, pięć dni przed ważnymi zdjęciami lotniczymi, złamałem kręgosłup. Nie miałem ubezpieczenia zdrowotnego, więc musiałem sprzedać prawie wszystko, co miałem, żeby opłacić operację, leczenie, pospłacać faktury za wynajem sprzętu, samolotu, opłacenie operatora. Potem przez półtora roku nie zarobiłem złotówki. Branża postawiła na mnie krzyżyk, wszyscy byli przekonani, że będę jeździł na wózku do końca życia. Nikt nie dzwonił z propozycjami pracy przez kilkanaście miesięcy. Gdyby środowisko filmowe funkcjonowało jak kibicowskie, coś takiego nie miałoby miejsca. W Ruchu, gdy kogoś dotyka nędza czy ulega wypadkowi, od razu ktoś przychodzi z torbą pieniędzy. I to niemałą... Wiele grup mogłoby pozazdrościć kibicom takich relacji i takiego wsparcia. Jedną z trzech osób, które odwiedziły mnie w szpitalu, był właśnie Frontal.

Gdy z tego wyszedłem, znów zacząłem się starać o dofinansowanie. Próbowałem wszystkiego. Nie udało się drzwiami, to wchodziłem oknem, gdy i to nie przyniosło skutku, pakowałem się przez komin. Bez efektu. Więc cokolwiek zarobiłem, wkładałem w ten film.

I w pewnym momencie pojawił się Jerzy Buzek i pociągnął za odpowiednie sznurki.

To dzięki niemu udało się dokończyć produkcję. Gdy już po raz kolejny Polski Instytut Sztuki Filmowej odrzucił scenariusz, premier zainterweniował. Myślę, że fakt, że jest Niebieski, miał tutaj niebagatelne znaczenie.

Czy film, pana zdaniem, jest obiektywny? Na premierę przyszło wielu kibiców. Byli zachwyceni. Można by pomyśleć, że był on robiony właśnie dla nich.

Jestem przekonany, że jest obiektywny. Mówi prawdę. Poza jedną sceną, kiedy profesjonalna graficzka z katowickiej Akademii Sztuk Pięknych wyjaśnia, jak skonstruowany jest znak graficzny Ruchu Chorzów, nie ma tam żadnej zainscenizowanej sytuacji.

Aż do premiery nie wiedziałem, jak kibice na niego zareagują.

Próbowali stawiać wytyczne, co może, a co nie znaleźć się w filmie?

Tak, wiele razy mi grozili. Ale gdybym ich posłuchał, miałbym związane ręce. Wszystkie ich zakazy złamałem.

Kadr z filmu 'Niebieskie Chachary' (fot: materiały prasowe)
Kadr z filmu 'Niebieskie Chachary' (fot: materiały prasowe)

Kadr z filmu 'Niebieskie Chachary' (fot: materiały prasowe)
Kadr z filmu 'Niebieskie Chachary' (fot: materiały prasowe)

Jakie?

Tego nie mogę powiedzieć. W filmie pojawiło się wiele rzeczy, na które oni nie wyrazili zgody. Moim zdaniem takiego filmu o  kibicach i piłce, pełnometrażowego dokumentu nieszukającego chwilowej, taniej sensacji, jeszcze w polskim kinie nie było.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Ewa Jankowska. Dziennikarka i redaktorka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Zaczynała w Wirtualnej Polsce w dziale Kultura, publikowała wywiady w serwisie Ksiazki.wp.pl. Pracowała również serwisie Nasze Miasto i Metrowarszawa.pl, gdzie z czasem awansowała na redaktor naczelną.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (44)
Zaloguj się
  • anchois_45

    Oceniono 38 razy 38

    "Jakiś pijany dzieciak przewraca toi toia. Policja przychodzi i od razu wykręca mu ręce. Kibice stają w jego obronie, bo są silną, solidarną grupą. Cały stadion śpiewa wtedy "zostaw kibica". W ruch idą gaz, pałki. I potem w mediach czytamy, że kibole znów zrobili zadymę"

    Przestałem czytać w tym momencie. Pijany dzieciak wg. autora to normalne zjawisko przeszkadzające tylko policji. Przewrócił kibel? No co z tego? Mecz. Można.
    Policja robi swoje czyli zatrzymuje delikwenta, któremu trzeba wykręcić ręce bo gnojek się wyrywa szpanując przed "braćmi po szalu".
    Oczywiście szlachetni rycerze ruszają z pomocą. Normalnie beatyfikować...

    Jest coś takiego jak regulamin imprez masowych. Absurdalny czy nie jest decyzją organizatora meczu. Jeśli ci się nie podoba nie kupuj biletu i nie przychodź. Jak kupisz musisz respektować.
    Jakby takie było podejście, "kibolskie", na przykład na drodze to byłby sajgon. Policja zatrzymuje za prędkość... inni też się zatrzymują i naparzają policjantów. Bo przecież jechał a tu go zatrzymują. Pił? No ale co z tego... Absurd.

  • Tree Bron

    Oceniono 35 razy 29

    Wszystko wina policji i mediów. No i tego, że pijany nie może wejść na stadion. Bo przecież jak się biją to tylko w lesie i na dodatek z biedy. No i te nieludzkie represje w pociągach - nie wypuszczają do Warsu.

  • menel83

    Oceniono 24 razy 22

    Odleciał, to jest chyba syndrom sztokholmski - zaczyna wielbić osoby których się boi. Wie że gdyby zrobił film obiektywny o układach, o zbiórkach kasy przez kibiców, o tym jak wykorzystują pozostała masę kibiców dla zysku z gadżetów klubowych to nigdy nie dostałby od nich zgody, a wpie....l! Tym samym w wywiadzie nieudolnie próbuje ich wybielać - W Chorzowie jest taka bieda, ale jak któremuś z kibiców źle się dzieje to przynoszą mu niemałe pieniadzie:) Rozwalił mnie! Już widzę jak stoją z puszkami WOŚP.

    Zakłamywanie rzeczywistości - wszyscy kibice cierpią teraz przez patolnie z lat 80 i 90 która nie miała żadnych zasad, niczym punki niszczyli wszystko, nie szanowali nikogo, niszczyli cudzą własność bo my jesteśmy chuligani. Sami chwalą tamte czasy bo dawniej dostało się pałą od policjanta i sprawa nie szła do Sądu. Ale oczywiście policja była największym wrogiem bo.....jako jedyna mogła z nimi walczyć. To nie jest tak że chuligani są ofiarami - przez wiele lat zasłużyli sobie na tą opinie, niektórzy są z niej dumni, a typ ze łzami w oczach do kamery "że policja go pobiła". To teraz niech Twoje dziecko wyrośnie na takiego samego patusa o maże CHWDP ludziom po blokach - tata będzie dumny, jak umrze przed 50 bo tyle wódy wychlał.

    Nic nie dzieje się bez przyczyny, wymiar sprawiedliwości wziął się wreszcie za tą grupę społeczną i chłopaki musieli się zorganizować i spoważnieć. Teraz wielcy chuligani piszą oświadczenia do mediów i mają swoich prawników - kuriozum prawda:) Autor filmu niech nie cwaniakuje i zwala wszystkiego na policję, bo podlizując się chuliganom zyska ewentualnie tylko kilku nowych znajomych, którzy nomen omen też nie powinni wg. swoich zasad z dziennikarzem rozmawiać....Ale wiadomo chodzi o fame:) Może za 10-20 lat zatrze się ten wizerunek szalikowca pijaka, ryczącego i przeklinającego. A póki co jest sobota, czas na mecz!

  • djcargo

    Oceniono 23 razy 21

    Od lat chodzę na mecze Widzewa i ani razu nie dostałem policyjną pałką. Czy coś robię nie tak????

  • pawel044

    Oceniono 24 razy 18

    A za pożary odpowiada Państwowa Straż Pożarna. Zawsze kiedy się pali oni tam są.
    Chyba oglądamy różnych "kibiców"...

  • 11krzych

    Oceniono 17 razy 17

    Odniosę się do biedy i bezrobocia w Chorzowie. Po pierwsze, to jakoś nie słyszałem żeby bezrobotni typowo z biedy zaczęli się zajmować handlem narkotykami. Po drugie, w rejonie nie ma żadnego bezrobocia. Wszystkie miasta GOP, to jeden organizm. Człowiek przyjezdny nawet nie odróżni czy jest w Chorzowie, Katowicach, Rudzie, Bytomiu ... i inne miasta regionu.
    Kibole to hołota a pana dziennikarza chyba pogięło. A Policja, to się z nimi cacka a nie gnębi, bo ja uważam, że jak ktoś atakuje łańcuchem policjanta, to ten powinien gnoja zastrzelić.

  • login-no-name

    Oceniono 21 razy 17

    Zło, które policja musi wytępić. Tyle na temat stadionowych bandytów. A mieszanie normalnych kibiców z tą patologią, to zabieg z kręgu zamówienia PR. Stadionowe gangi mają hajs, by zadbać o publicity. Jestem zażenowany tym tematem. Pan bardziej boi sie policji, niż bandytów. Zaiste niepojęte...

  • cy.nick

    Oceniono 24 razy 16

    Nie doczytałem tego wywiadu do końca. Trafił mnie szlag.
    Nie oglądałem też tego filmu. Może - jak będzie okazja - obejrzę, a na pewno spróbuję.

    Już tu ktoś wcześniej napisał, że pożary wywołuje straż pożarna.
    Czekam na rewelacje pana "dokumentalisty", że karambole z ofiarami na autostradach powoduje drogówka i ratownicy medyczni, a zawały w kopalniach wywołują celowo górnicy przodowi.

    Nie jestem fanem policji, szczególnie w obecnym wydaniu kulsonów nękających Frasyniuka czy kobiety z białymi różami. Ale na zadymach policja jest od pałowania !
    Najpierw były zadymy, dopiero po paru latach dewastacji stadionów i ulic wprowadzono policję.

  • tzwpanstwopislamskie

    Oceniono 16 razy 14

    Artykul tylko potwierdza ze kibol to prymityw i bandyta
    Autor tego g...... to wyjatkowy cymbal

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX