Postawa mizoginistyczna często rozwija się niezauważana przez długie lata

Postawa mizoginistyczna często rozwija się niezauważana przez długie lata (fot. Shutterstock)

Bunt samców beta: chcą zabić kobiety, które odmawiają im seksu

Kobiety należy dawać mężczyznom z przydziału. Powinno się też zalegalizować gwałty, bo świat, w którym mężczyzna nie może kopulować, kiedy tylko chce, jest wbrew naturze - twierdzą Incele, czyli młodzi faceci nieuprawiający seksu i wspierający się w nienawiści do kobiet.

"Rozpoczęła się rebelia Inceli! Obalimy (panowanie - przyp. aut.) Chadów i Stacy*. Chwała najwyższemu gentelmanowi Elliotowi Rodgerowi!" - napisał 23 kwietnia tego roku na swoim koncie na Facebooku 25-letni Alek Minassian, po czym wsiadł do furgonetki i wjechał nią w tłum pieszych. Do masakry, w której zginęło 10 osób, a poważnie rannych zostało kolejnych 15, doszło na ruchliwym skrzyżowaniu w Toronto. Aż osiem z dziesięciu ofiar zamachowca stanowiły kobiety. To w nich bowiem Minassian widział główną przyczynę swoich życiowych niepowodzeń. W poście odniósł się do innego masowego mordercy Elliota Rodgera, sprawcy masakry w Isla Vista na terenie kampusu Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Barbara.

Rodger, syn brytyjskiego reżysera i chińskiej pielęgniarki, przez lata leczył się psychiatrycznie, a głównym źródłem jego problemów byli rówieśnicy. Prowadził również bloga i zamieszczał na YouTube filmy, w których uskarżał się na samotność, poczucie wyobcowania, odrzucenie, a przede wszystkim na frustrację seksualną. Był prawiczkiem i uległ przekonaniu, że nic i nigdy tego nie zmieni, a winą za ten stan rzeczy obarczył kobiety. Frustracja stawała się tym silniejsza, że mieszkał z trzema kolegami, którzy mieli łatwość nawiązywania kontaktów, a ich życie miłosno-erotyczne było udane. 23 maja 2014 roku Elliot wziął nóż i zamordował współlokatorów. Potem chciał urządzić masakrę w żeńskim akademiku, jednak - szczęśliwie - nie otworzono mu drzwi. Pałający żądzą zemsty zaczął strzelać do przechodniów. Uśmiercił dwie studentki. Wsiadł do samochodu i jadąc, taranował ludzi oraz strzelał do nich z dwóch pistoletów. Zanim został postrzelony przez miejscowego szeryfa, zdołał zabić sześć osób i ranić kolejnych 14. Gdy już wiedział, że zostanie schwytany, strzelił sobie w głowę.

W maju 2014 r. Elliot Rodger zamordował 6 osób w Isla Vista na terenie kampusu Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Barbara (fot. AP Photo/Jae C. Hong)
W maju 2014 r. Elliot Rodger zamordował 6 osób w Isla Vista na terenie kampusu Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Barbara (fot. AP Photo/Jae C. Hong)

Rok później, 1 października 2015 roku, w jego ślady poszedł 26-letni Christopher Harper-Mercer. W wyniku strzelaniny w Rosenburgu w stanie Oregon zginęło 10 osób wraz z napastnikiem, a osiem zostało rannych. W manifeście, jaki pozostawił zamachowiec, określił siebie jako najbardziej znienawidzoną osobę na świecie, człowieka bez przyjaciół, dziewczyny i pracy. Twierdził, że nie ma po co żyć, a ludziom takim jak on pozostało tylko zaatakować społeczeństwo, które ich odrzuciło. Christopher Harper-Mercer zginął w trakcie wymiany ognia z policją.

Wszyscy związani byli ze środowiskiem tzw. Inceli, czyli osób żyjących w mimowolnym celibacie (Involuntary Celibate). Grupy tak radykalnej w swych mizoginistycznych poglądach, że ich podstrona  r/incels została zbanowana przez popularny serwis Reddit.

Seks się nam należy

Społeczność subreddita liczyła około 40 tysięcy ludzi z całego świata. Pierwotnie miało być to miejsce, w którym osoby mające problemy z nawiązaniem relacji społecznych, w tym miłosnych, będą mogły znaleźć wsparcie. Zamiast tego stało się miejscem najpodlejszych aktów nienawiści wobec kobiet, jakie można sobie wyobrazić. Padały tam pytania o to, jak uniknąć złapania po dokonaniu gwałtu, pojawiały się sugestie, by adoptować dziewczynkę i wychować ją sobie na niewolnicę seksualną oraz propozycje legalizacji gwałtów na wszystkich kobietach powyżej 11. roku życia.  Na porządku dziennym były opisy wymyślnych tortur, jakim należy poddać niechętne na seks z Incelami kobiety, w tym na przykład wypalania im oczu kwasem, wyzwiska i podpowiedzi, jak zastraszyć kobietę, którą chce się mieć. Plany te przybierały bardzo precyzyjne formy: użytkownicy informowali się, jak często należy dzwonić do kobiety z zastrzeżonych numerów, by poczuła się niepewnie, podpowiadali, by zostawić pod jej domem plamy krwi i wiadomość, że jeśli nie zgodzi się na seks, jej bliscy nigdy nie będą bezpieczni.

Prezentowana przez nich ideologia jest specyficzną formą mizoginii opartej na wyrywkowo rozumianej psychologii ewolucyjnej. Bo Incele z jednej strony określają się samcami omega, najniższą kategorią mężczyzn, którzy nie służą celom reprodukcyjnym. Im kobiety się nie należą, ponieważ nie mają cech przez kobiety pożądanych. Ale z drugiej strony przekonują, że kobiety mają być dostępne wszystkim, i to na zawołanie.

Tym, co uderza w sposobie widzenia świata przez Inceli, jest całkowite  zrzucenie odpowiedzialności za swoje życie na innych, na wyimaginowaną grupę "kobietonów"*, na "chadów", a nawet - na system prawny.
 - Nietzsche posługiwał się pojęciem resentymentu, które dobrze odnosi się również do środowiska Inceli - mówi Przemysław Staroń, psycholog i kulturoznawca z Uniwersytetu SWPS, Nauczyciel Roku 2018. - Resentyment wynika z poczucia słabości, lecz osoby przejawiające go, zamiast zająć się swoją słabością, obwiniają o nią innych, zazdroszcząc jednocześnie silnym ich mocy. Tym innym może być ktokolwiek: rodzice, nauczyciele, rząd, obcokrajowcy, innowiercy, mniejszości seksualne. Tak naprawdę nie ma znaczenia kto, bo ważne jest samo zrzucenie z siebie odpowiedzialności za swoje życie.

Dodaje, że ze swoimi uczniami robił pewne ćwiczenie. - Na obrotowej tacy przypięliśmy ludziki Lego symbolizujące różne role i losowo wybieraliśmy, kogo obwinić za swoje niepowodzenie. Nie zdałem egzaminu? - wina nauczycieli; dziewczyna nie odpisała mi na wiadomość? - to przez rodziców, którzy dali mi takie, a nie inne geny i nie jestem z natury muskularny. Młodzi mężczyźni określani mianem Inceli obwinili o swoją słabość kobiety. To najprostsze wyjście, obwinić kogoś słabszego, bo w naszej wciąż silnie patriarchalnej społeczności kobiety są postrzegane nie tylko jako słabsze fizycznie, ale przede wszystkim ekonomicznie, są podatniejsze na zranienie - wyjaśnia Przemysław Staroń.

Kobiety zostały przez to środowisko odhumanizowane, bo tak traktuje się urojonego wroga. To uczynili z Żydami hitlerowcy, naznaczyli ich odpowiedzialnością za swoją słabość, odhumanizowali, by móc tym łatwiej ich niszczyć. To samo robią Incele z kobietami: nazywają je kobietonami, sukami, manipulantkami.

Rozładowując frustrację

Incelom seks się należy i już. Należy im się na zawołanie, na kliknięcie, jak gadżet ze sklepu internetowego. Kobieta jest pojemnikiem na spermę. Tak jak w serialu "Opowieść podręcznej" według głośnej książki Margaret Atwood, w której kobiety są własnościami mężczyzn, pozbawionymi praw istotami, gwałconymi przez właściciela, gdy ten tylko chce. Zresztą sam serial jest postrzegany jako pewien ideał, system, który powinien zapanować, gdy rebelia Inceli wreszcie zaprowadzi ład na świecie i skończy z farsą samostanowienia i równouprawnienia kobiet.

Dla Inceli idealną wizją świata jest ta, którą przedstawiono w serialu i książce 'Opowieści podręcznej'. Na zdj. kobiety przebrane za podręczne w drodze na Kapitol (fot. Shutterstock)
Dla Inceli idealną wizją świata jest ta, którą przedstawiono w serialu i książce 'Opowieści podręcznej'. Na zdj. kobiety przebrane za podręczne w drodze na Kapitol (fot. Shutterstock)

Incele to pokolenie "piwniczaków", młodych ludzi zamkniętych w pokojach rodzinnych domów lub urządzających sobie w piwnicach czy na strychach własny mały świat, klaustrofobiczną bańkę, która w pierwszym momencie miała być czymś w rodzaju azylu, a w końcu stała się więzieniem. Stamtąd widać świat jak przez szybę.

Bo wyobraź sobie, że w zimny deszczowy dzień stoisz przemarznięty przed witryną cukierni. Widzisz ustawione na tacach piramidki z barwnych makaroników, kelner donosi klientom wciąż parującą czekoladę i finezyjne ciasta. Wszyscy w środku znakomicie się bawią, jest im ciepło i radośnie. Ale ty nie możesz tam wejść. Bo gdy tylko spróbujesz, drogę zagrodzi ci rosły ochroniarz, twarze kelnerów wyrażą oburzenie, że ktoś taki jak ty śmiał naruszyć ich świat, a klienci mogą nawet w popłochu zacząć uciekać.
Po jakimś czasie to przekonanie powoduje, że pojawia się chęć wzięcia odwetu. Jak w każdej rewolcie. Widok zbytków dworu Ludwika XVI dał iskrę zapalną do wybuchu rewolucji francuskiej. Analogicznie w przypadku Inceli widok naładowanych testosteronem samców alfa i kobiet ulegających ich urokowi wywołuje chęć krwawej łaźni.

Ten samonakręcający się system idei czerpie też pełnymi garściami z odkryć psychologii ewolucyjnej. Ta mówi jasno, że powoduje nami potrzeba przedłużenia gatunku, w interesie którego jest, aby osoby o najlepszych genach łączyły się w pary, co da szansę stworzenia doskonalszej generacji. O jakości naszych genów świadczą niezmiennie od pokoleń te same cechy wywołane działaniem dwóch hormonów: estrogenu i testosteronu. Wysoki poziom estrogenów u kobiet łączy się z młodością: gładką cerą, smukłą, choć nie pozbawioną krągłości budową ciała i przede wszystkim ze zdolnością do wydania na świat potomstwa. To powód, zwykle całkowicie nieuświadomiony, dla którego mężczyźni wybierają młodsze kobiety. Steroidowy hormon płciowy, jakim jest testosteron, daje mężczyznom budowę superbohatera: szeroką klatkę piersiową, wąskie biodra oraz przede wszystkim charakterystyczną kwadratową szczękę i głęboko osadzone oczy. Taki wygląd jest jak ogłoszenie: mam dobre geny, kto mnie weźmie? Dlatego każdemu zależy na znalezieniu partnera właśnie z takimi cechami. Problem w tym, że takich ludzi nie ma wielu, co powoduje, że zarówno do samców, jak i samic alfa ustawiają się kolejki. Kolejki, w których "omegi" zajmują ostatnie miejsca.

Wypaczone widzenie świata ludzi ze środowiska Inceli narastało latami, a karmiło się niepewnością i niską samooceną (fot. Shutterstock)
Wypaczone widzenie świata ludzi ze środowiska Inceli narastało latami, a karmiło się niepewnością i niską samooceną (fot. Shutterstock)

Wypaczone widzenie świata ludzi ze środowiska Inceli narastało latami, a karmiło się niepewnością i niską samooceną, zderzającymi się ze światem jak z kolorowych magazynów: pełnym pięknych, szczęśliwych i zamożnych ludzi. Elity, do której Incel nigdy nie będzie należał.

- Niska samoocena nie pojawia się raptownie, jest wynikiem procesu. Młody człowiek styka się z rzeczywistością niezaspokajającą jego potrzeb, w tym potrzeby bycia lubianym, interesującym dla rówieśników i obiektów swoich westchnień, i próbuje te potrzeby zaspokoić w sposób intuicyjny, odnosząc się do tego, co zna. I na pewnym poziomie, w znanym sobie środowisku, może mu to nawet wychodzić. Do gwałtownego spadku i tak niskiej samooceny może dojść w chwili przełomu, zmiany, wystawienia na nowe bodźce, czyli na przykład: zmiany szkoły, przeprowadzki do innego miasta, wejścia w nowe środowisko - tłumaczy Przemysław Staroń.

To pokrywa się z tym, co wiemy o Elliocie Rodgerze, 22-latku, który zamordował sześcioro studentów, a za swoją zbrodnię obwinił kobiety. Był prześladowany w szkole, leczył się psychiatrycznie, nie potrafił zainteresować sobą kobiet. A mieszkał z kolegami, którzy takich problemów nie mieli, byli lubiani, dziewczyny chętnie się z nimi umawiały. Jego degrengolada psychiczna ciągle się pogłębiała. Nieustanna ekspozycja na bodziec wywołała wysoki poziom napięcia, które wymagało rozładowania. Znalazł je, mordując współlokatorów i strzelając do studentek, które w jego opinii były odpowiedzialne za jego niepowodzenia.

Mechanizm uzależnienia

Fotoblog "Humans of New York" zamieścił zdjęcie oraz opowieść mężczyzny, który wyrwał się ze środowiska Inceli: "W czasie studiów czułem się upokorzony i miałem myśli samobójcze.  Miałem wrażenie, że wszyscy dostrzegają wyraźnie moje porażki. Nie jestem zbyt atrakcyjny ani towarzyski. Mam wadę wymowy. Widok mężczyzn odnoszących sukcesy na polu damsko-męskim wywoływał we mnie ogromną zawiść. Więc wymyśliłem sobie, że kobiety są mi coś winne, i wściekałem się, że odmawiają mi szansy. Teraz się tego wstydzę, ale w tamtym czasie wyrażałem się o nich paskudnie, z nienawiścią. Dołączyłem do grupy inceli na Reddicie. Poznałem tam wielu podobnych do mnie mężczyzn, a grupa dawała pewne pseudonaukowe uzasadnienie nienawiści do kobiet. Pozwalało nam to wierzyć, że sytuacja, w jakiej się znaleźliśmy, nie jest wywołana przez nas, nie jest naszą winą. Wzajemnie potęgowaliśmy w sobie złość. I dzięki temu czuliśmy się dobrze. Naprawdę złość może być bardzo uzależniająca. A kiedy cierpisz, chcesz odczuwać złość, bo ona daje adrenalinę, napędza. To przynosi ulgę. Jest substytutem tego, za czym tęsknisz".

Wyświetl ten post na Instagramie.

"I felt humiliated and suicidal in college. It seemed like my personal failings were on display for everyone to see. I'm not all that attractive. I have a speech impediment. I'm not good socially. I saw other guys having romantic success and I felt a lot of envy. I concluded that women owed me something. They owed me a chance. And I was angry they weren't giving it to me. I'm ashamed of it now, but during that time I formed a lot of bad and hateful opinions. I joined 'incel' communities on 4chan and Reddit. I found a lot of men there who felt just like me. The community provided this pseudoscientific justification for hating women. It let us feel like it wasn't our fault. We stoked each other's anger. And it felt good. Honestly, anger is just very addictive. You want to feel angry when you're suffering. It gives you adrenaline. It gets your endorphins going. It's a release. It's a substitute for what you're missing."

Post udostępniony przez Humans of New York (@humansofny) Cze 4, 2018 o 2:58 PDT

O tym, że występujące w grupie mizoginistycznej napędzanie się w nienawiści może być uzależniające, napisała na łamach "Psychology Today" profesor neuropsychiatrii  Berit Brogaarad: "Postawa mizoginistyczna często rozwija się niezauważana przez długie lata. Może być wynikiem traumatycznego przeżycia, utraty zaufania wobec ważnej w życiu chłopca lub młodego mężczyzny kobiety: matki, siostry, cenionej nauczycielki lub ważnej dziewczyny. Raz zasadzone ziarnko mizoginii zacznie kiełkować i rosnąć, a jego korzenie wgryzą się w części mózgu odpowiedzialne za uczucie lęku i pamięć, sięgną do płata czołowego, wpływając na emocje i umiejętność podejmowania racjonalnych decyzji" - czytamy w periodyku.

W opinii profesor Brogaard mizogini za każdym razem, gdy zranią kobietę, podważą jej wartość, uprzedmiotowią, odczuwają przyjemność, a ich ośrodkowy układ nerwowy wydziela dopaminę. To neuroprzekaźnik odpowiedzialny m.in. za odczuwanie przyjemności. Aby dostać kolejnego kopa dopaminowego, mizogin musi powtórzyć swoje zachowanie.

Natomiast Jessica Valenti, amerykańska dziennikarka i autorka książek z kręgu feminizmu, w związku z burzą, jaka rozgorzała wokół Inceli, zadała na łamach "The New York Times" pytania: Co feministki mogą zrobić dla chłopców?: "Jedną z wielu politycznych ironii naszych czasów jest fakt, że ruchy feministyczne w swym najbardziej kulturotwórczym momencie zderzyły się z powstaniem ekstremalnej mizoginii. Podczas gdy kobiety protestują, ubiegają się o urzędy publiczne i wzmacniają potrzebę równości płci na wielu różnych polach, generacja młodych, zwykle białych mężczyzn radykalizuje się i wierzy, że ich problemy biorą się z postępu, jakiego dokonały kobiety" - podkreśla Jessica Valenti.

Zwraca uwagę, że akty przemocy, jakich dopuszczają się skrajni mizogini, są jasnym sygnałem tego, że amerykańscy chłopcy desperacko potrzebują pomocy. A choć ruchy feministyczne ubolewały nad patriarchalnym przekazem, z którym musieli zetknąć się młodzi mężczyźni, to tak naprawdę nie zrobiono nic, aby ich przed tym przekazem uchronić. Skupiono się na ochronie dziewcząt, nie wprowadzając tych samych standardów postępowania również wobec drugiej płci. I to musi ulec zmianie.

Występujące w grupie mizoginistycznej napędzanie się w nienawiści może być uzależniające (fot. Shutterstock)
Występujące w grupie mizoginistycznej napędzanie się w nienawiści może być uzależniające (fot. Shutterstock)

Tak jak ruchy typu "body positive", grupy wsparcia, literatura pomagają kobietom wyjść z postrzegania siebie poprzez sztucznie wykreowany stereotyp urody i seksapilu, tak analogiczna pomoc należy się młodym mężczyznom. W innym wypadku zwrócą się po łatwe odpowiedzi do ekstremistycznych internetowych grup w typie środowiska Inceli.

Zdaniem pisarki właśnie idee stojące u podstaw feminizmu są potrzebne młodym chłopcom czującym się odrzuconymi przez środowisko i upatrującym powodów swojej klęski w ruchach feministycznych. Bo choć z pozoru wydaje się to sprzeczne, to przecież feminizm pokazał kobietom, że mają prawo odrzucić narzucone im społeczne oczekiwania, mają prawo do pójścia własną drogą. Analogicznie młodzi mężczyźni mają prawo mówić o swoich uczuciach, słabościach, wątpliwościach i nie być za to osądzani, określani jako "niemęscy".

"Feminizm przez długi czas skupiał się na kwestiach seksualnego wykorzystywania kobiet czy praw reprodukcyjnych. Ale to nie "kwestie" krzywdzą kobiety, lecz mężczyźni. Będziemy borykać się z problemem mizoginii tak długo, aż damy młodym chłopcom możliwość niewyrastania na mizoginów. Inaczej nic nigdy się nie zmieni" - podsumowuje Jessica Valenti.

Słowniczek
*Chad i Stacy - terminy odnoszące się do najbardziej pożądanej kategorii kobiet i mężczyzn. Chad to mężczyzna, który ze względu na swoją pozycję społeczną i możliwości finansowe może uprawiać seks z tyloma kobietami, z iloma będzie chciał. Termin może odnosić się również do mężczyzn wyjątkowo przystojnych i dobrze zbudowanych, jak i  "złych chłopców". Alfy siedzą na szycie drabiny seksualnej dominacji, lekceważąc znajdujące się poniżej bety i prawiczków omegi. Stacy to żeński odpowiednik Chada: kobieta piękna, pożądana, mogąca przebierać w mężczyznach.
Alfa wdowa - to każda kobieta, która kiedykolwiek umawiała się z facetem alfa. Taka kobieta, jeśli wchodzi w relację z facetem beta, robi tak tylko dlatego, by zapełnić czas oczekiwania na kolejnego samca alfa, którego pożąda ponad wszystko inne. Samiec beta jest przez nią wykorzystywany, trenuje na nim wszystkie swoje psychologiczne sztuczki, manipuluje i odbiera mu zasoby.
Beta - mężczyzna uwikłany w destrukcyjne relacje z kobietami, w których nie otrzymuje wystarczająco dużo seksu, ponieważ nie ma wystarczającej pewności siebie, by postępować jak samiec alfa. Ale beta, w odróżnieniu od omegi, przynajmniej jakiś seks uprawia.
Omega - ostatni z ostatnich. Mężczyzna, który ze względu na swoje cechy fizyczne nie ma szansy na seks.
Orbiter - mężczyzna trzymany w tzw. friend zone, strefie, w której może być w pobliżu wybranej kobiety, jednak nigdy nie uzna go ona za godnego partnera, czyli nie dopuści do seksu.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka. Dziennikarz, redaktor, związana m.in. z "Życiem Warszawy" i "Echem Miasta".

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także