Helena Jurgielewicz z mężem Kazimierzem (3. z lewej) na balu 'Rodziny Urzędniczej' w gmachu Rady Miejskiej w Warszawie, 1937 r. Grupa uczestników balu. Widoczni m.in: dyr. Funduszu Pracy Mikołaj Dolanowski (2. z lewej) oraz wicekomisarz Rządu na miasto stołeczne Warszawę

Helena Jurgielewicz z mężem Kazimierzem (3. z lewej) na balu 'Rodziny Urzędniczej' w gmachu Rady Miejskiej w Warszawie, 1937 r. Grupa uczestników balu. Widoczni m.in: dyr. Funduszu Pracy Mikołaj Dolanowski (2. z lewej) oraz wicekomisarz Rządu na miasto stołeczne Warszawę (fot: Narodowe Archiwum Cyfrowe)

Młoda Polska

Jako pierwsza kobieta w Polsce skończyła weterynarię i leczyła zwierzęta. Poznajcie Helenę Jurgielewiczową

Córka bakteriologa i feministki była nie tylko gruntownie i wszechstronnie wykształcona, ale też wysportowana i odważna. W 1918 r. z karabinem w ręku broniła Lwowa. Podczas II wojny światowej trafiła do niemieckiego obozu, który cudem przeżyła. Fascynujące życie Heleny Jurgielewiczowej to gotowy scenariusz na film.
W cyklu "Młoda Polska" przenosimy się sto lat wstecz. Do 11 listopada będziemy opisywać Polki i Polaków, którzy w nowo powstałym państwie mieli znaczący wpływ na formowanie się życia politycznego, społecznego i kulturalnego. Ich często śmiałe i radykalne postulaty, publicystyka, wynalazki kształtowały młodą Polskę tamtego okresu.

Choć za datę odzyskania przez Polskę niepodległości uznaje się 11 listopada 1918 r., granice odrodzonego po 123 latach państwa jeszcze się wówczas budowały. W wielu miejscach wciąż toczyły się bitwy, trwała wojna polsko-ukraińska. 22 listopada 1918 r. wojska ukraińskie zostały wyparte ze Lwowa po ataku podjętym przez polskich obrońców miasta oraz odsiecz Wojska Polskiego. W polskich szeregach były też kobiety - sanitariuszki, kurierki. Ale nie tylko. Jedna z nich, Helena Bujwidówna, udowodniła wówczas, że oprócz bycia znakomicie się zapowiadającą studentką weterynarii jest również świetną snajperką.

Genialne dzieci mądrych rodziców

Urodzona 7 czerwca 1897 r. w Krakowie Helena Bujwidówna dorastała w ultranowoczesnym i niezwykle postępowym domu. Była najmłodszą córką Kazimiery z domu Klimontowicz Bujwidowej i Odo Bujwida, miała pięcioro rodzeństwa. Kazimiera Bujwidowa, matka Heleny, była jedną z najbardziej znanych feministek tzw. pierwszej fali. Walczyła między innymi o to, aby kobiety mogły studiować. Chociaż sama nie zrealizowała marzenia o wyższej edukacji, była niezwykle inteligentna i oczytana, miała wielki głód wiedzy. Niespełnione uniwersyteckie ambicje zaszczepiła czterem córkom - Helenie, Kazimierze, Zofii i Jadwidze. Nie wyobrażała sobie, żeby dziewczęta nie skorzystały z możliwości studiów, która była zamknięta przed kobietami z jej pokolenia.

Wspierał ją w tym podejściu mąż, Odo Feliks Kazimierz Bujwid, pierwszy polski bakteriolog, pionier higieny i profilaktyki lecznictwa, wytwórca szczepionek. Ojciec Heleny nie znosił bezczynności, gnuśności i lenistwa. Był zaciekłym wrogiem wszelkich używek, z alkoholem na czele, a przesiadywanie w kawiarniach uważał za marnotrawstwo czasu. Wierny filozofii "w zdrowym ciele zdrowy duch", dzieci - na równi chłopców, Stanisława i Jana, jak dziewczynki - zachęcał do nauki, ale też aktywności fizycznej. Rodzeństwo Bujwidów uczyło się więc jeździć konno i na rowerze, a w zimie na nartach, wszyscy świetnie pływali, trenowali też kajakarstwo i strzelectwo.

Helena Jurgielewicz (pierwsza z lewej) na zjeździe Polskiego Związku Jeździeckiego (fot: Narodowe Archiwum Cyfrowe)
Helena Jurgielewicz (pierwsza z lewej) na zjeździe Polskiego Związku Jeździeckiego (fot: Narodowe Archiwum Cyfrowe)

Cała szóstka odebrała gruntowne wykształcenie i skończyła studia, odnosiła sukcesy zawodowe. Najstarsza córka Kazimiera została lekarką o pozytywistycznym podejściu do pracy - swoich pacjentów leczyła bezpłatnie. W czasie wojny aktywnie wspierała podziemie, pomagała partyzantom, a także zorganizowała tajną radiostację. Jej siostra, Zofia Mostowska, jako jedna z pierwszych Polek doktoryzowała się z chirurgii, kierowała rodzinną spółką: "Zakłady profesora O. Bujwida dla wyrobu surowic i szczepionek leczniczych w Krakowie". Z kolei Jadwiga, inżynier elektryk, razem z mężem Wacławem Demelem pracowała nad elektryfikacją Polski po odzyskaniu przez państwo niepodległości. Najmłodszy syn, Jan, był budowniczym, organizatorem i pierwszym dyrektorem Publicznej Szkoły Rolniczej Męskiej w Myślenicach. Za zasługi na froncie odznaczono go Krzyżem Virtuti Militari. Stanisław został matematykiem, był profesorem UJ zrzeszonym w Polskiej Akademii Nauk.

Najmłodsza córka Kazimiery i Odo, Helena, od dziecka kochała zwierzęta. Dlatego kiedy przyszedł czas na wybór studiów, nie zastanawiając się długo, zdecydowała się na weterynarię. Choć rodzice aprobowali jej decyzję, szybko okazało się, że na uczelni przyjdzie jej kontynuować dzieło matki - walkę o równouprawnienie studentek.

Pionierka weterynarii broni Lwowa

Chociaż w 1915 r. w Galicji kobiety mogły już studiować na wielu kierunkach, wciąż były wydziały, gdzie studentki nie były mile widziane. Wydział Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego zaczął je przyjmować dopiero w 1918 r., a krakowska Akademia Sztuk Pięknych w 1920 r. Nadal pokutowała teoria, jakoby kobiety miały mniejsze mózgi i nie były zdolne do myślenia abstrakcyjnego, a chęć zdobycia wyższej edukacji uważano za fanaberię rozwydrzonych pannic. Obawiano się także, że panie odbiorą mężczyznom pracę, a co za tym idzie, możliwość utrzymania rodziny. Do 1918 r., jeśli studentka związała się z kolegą z roku lub profesorem, groziło jej wydalenie z uczelni.

Mimo to w 1913 r. kobiet na Uniwersytecie Jagiellońskim było już ponad 2 tys. i stanowiły jedną trzecią studenckiego grona. Ale o ile medycyna stała przed kobietami otworem, odkąd w 1906 r. Helena Donhaiser-Sikorska została pierwszą w historii Uniwersytetu Jagiellońskiego doktorantką i zarazem pierwszą krakowską dyplomowaną lekarką, o tyle weterynaria w lwowskiej Akademii Medycyny Weterynaryjnej była kierunkiem kompletnie zmaskulinizowanym. Uważano, że jedynie mężczyzna może wykonywać zawód, do którego potrzebne są nie tylko inteligencja i sprawny umysł, ale też tężyzna fizyczna.

Akademia Medycyny Weterynaryjnej we Lwowie (1922 - 1939) (fot: Narodowe Archiwum Cyfrowe)
Akademia Medycyny Weterynaryjnej we Lwowie (1922 - 1939) (fot: Narodowe Archiwum Cyfrowe)

Pojawienie się panny Bujwidówny w Akademii Medycyny Weterynaryjnej wywołało nie lada sensację. Odradzano jej podjęcie studiów i tłumaczono, że zawód, który wybrała, wymaga żelaznych wręcz mięśni. Helena nie poddawała się, pomimo że zgodzono się jedynie, aby uczestniczyła w zajęciach w charakterze wolnej słuchaczki. Jej upór połączony ze świetnymi wynikami w nauce przyniósł zamierzony skutek, wywołując podziw nie tylko wśród kolegów z roku, ale też profesorów i władz uczelni. Po trzech latach pannie Bujwidównie przyznano wreszcie pełne prawa studenckie. Helena nie mogła jednak długo cieszyć się tym sukcesem. Tuż po rozpoczęciu nowego roku akademickiego musiała po raz kolejny udowodnić odwagę i męstwo, tym razem jednak nie na uczelni, a na ulicach Lwowa.

W listopadzie1918 r. Helena razem z 65 innymi kobietami, członkiniami Ochotniczej Ligi Kobiet, brała udział w obronie miasta przed Ukraińcami. Początkowo wydano jej rozkaz stworzenia punktu sanitarnego - opieka nad rannymi była uważana za "stosowniejsze" zajęcie dla kobiet. Ona jednak go nie wykonała. Chciała walczyć z bronią w ręku, ramię w ramię z mężczyznami i wiedziała, że ma do tego kwalifikacje. Choć dowódca pierwszego dnia powiedział, że nie ma broni dla kobiet, widząc upór i determinację Heleny, która sama podczas walk zdobyła karabin, po zaledwie dwóch dniach ustąpił. Przydały się pobierane w dzieciństwie lekcje strzelectwa - dała się poznać jako świetna snajperka o iście sokolim wzroku. Nie wahała się brać udziału w najbardziej ryzykownych i niebezpiecznych akcjach. Podczas walki wręcz od uderzenia kolbą ukraińskiego karabinu straciła dwa zęby.

Jej bohaterstwo zostało docenione - Bujwidównę mianowano starszym wachmistrzem [dzisiejszym sierżantem - przyp. aut.] w 5. Pułku Piechoty Legionów. Następnie otrzymała dyplom podporucznika, podpisany przez naczelnika państwa Józefa Piłsudskiego, i została odznaczona Krzyżem Walecznych. Po zakończeniu działań wojennych 5 maja 1923 r. wróciła na uczelnię, żeby ostatecznie zatriumfować, kończąc studia z wynikiem celującym. Tym samym Helena Bujwidówna została pierwszą w Polsce kobietą z dyplomem weterynarii.

Niepodległa Polska i piekło obozu

Zaczęła pracę w Laboratorium Bakteriologicznym i Dóbr Państwowych w Warszawie, a w 1932 r. została kierownikiem sanitarnym rzeźni warszawskiej. Wyszła też za mąż za poznanego na froncie majora Kazimierza Jurgielewicza, który w legionowych czasach był oficerem Piłsudskiego do specjalnych poruczeń, a po przewrocie majowym pracował z prezydentem Ignacym Mościckim. W 1921 r. urodziła córkę Krystynę. Ojcem chrzestnym dziewczynki został marszałek Józef Piłsudski, a matką chrzestną pierwsza dama, Michalina Mościcka; uroczystość odbyła się w Belwederze. Mała Krysia w dzieciństwie bawiła się z Wandą i Jagodą Piłsudskimi, a rodzice wpajali jej przekonanie, że kobiety są równe mężczyznom.

Pracę zawodową pani Jurgielewiczowa łączyła nie tylko z wychowaniem córeczki i życiem rodzinnym. Znajdowała też czas na działalność społeczną w Zarządzie Głównym Rodziny Wojskowej oraz na aktywność sportową. Była działaczką Akademickiego Związku Sportowego, zawodniczką sekcji wioślarskiej, uprawiała także, z dużymi sukcesami, hippikę.

Kres szczęśliwemu życiu rodzinnemu i zawodowemu położył wybuch II wojny światowej. 17 września 1939 r., po agresji Związku Sowieckiego na Polskę, Helena Jurgielewiczowa zdecydowała się na wyjazd z Polski wraz z mężem i córką. Rodzina przedostała się do Francji, gdzie Kazimierz Jurgielewicz wstąpił do tworzącego się Wojska Polskiego, a Helena podjęła pracę w prestiżowym Instytucie Pasteura. Stabilizacja była jednak pozorna i krótkotrwała. Kazimierza wraz z polską armią ewakuowano do Anglii, gdzie w 1940 r. zmarł na zawał serca. A Helena wraz z 20-letnią córką zaangażowała się w działalność konspiracyjną w ruchu oporu. Kobiety organizowały m.in. transport alianckich żołnierzy przez Pireneje. Podczas jednej z akcji w 1942 r. matka i córka zostały aresztowane przez Niemców i zesłane do obozu koncentracyjnego w Ravensbrück. Dzięki tężyźnie fizycznej i determinacji, kobietom udało się przetrwać piekło obozu, w którym przeprowadzano na nich pseudomedyczne eksperymenty.

Helena Jurgielewiczowa (druga z lewej) podczas zawodów konnych Rodziny Wojskowej w Warszawie (fot: Narodowe Archiwum Cyfrowe)
Helena Jurgielewiczowa (druga z lewej) podczas zawodów konnych Rodziny Wojskowej w Warszawie (fot: Narodowe Archiwum Cyfrowe)

W kwietniu 1945 r. Helena i Krystyna Jurgielewicz znalazły się wśród dziesiątków tysięcy kobiet, które wobec zbliżającej się Armii Czerwonej skierowano na północny zachód. Krystyna Jurgielewicz-Bielczykowa wspominała po latach w książce pt. "Na ścieżkach losu", że kiedy umęczone marszem dotarły do zabudowań wiejskich, jej matka nie myślała o sobie i własnym głodzie. Nawet w tak ekstremalnej sytuacji była wierna miłości do zwierząt. Otrzymawszy skromny posiłek, podzieliła się nim ze znajdującym się w gospodarstwie wychudzonym psem.

Po wojnie wróciła do pracy. Chociaż traumatyczne przeżycia z obozu złamały psychikę wielu osobom, ona po raz kolejny pokazała swoją siłę i wolę życia. Była aktywna zawodowo, pod koniec lat 50. pracowała w Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w podkrakowskich Myślenicach. Tworzyła tam od podstaw pracownię higieny komunalnej, kierowała pracownią bakteriologiczną. Przez pewien czas pracowała w myślenickim szpitalu, gdzie powierzono jej organizację pracowni analityki medycznej.

Na zasłużoną emeryturę Helena Jurgielewiczowa zdecydowała się przejść dopiero w wieku 76 lat. Wyjechała wówczas do Warszawy, gdzie jej córka Krystyna, z wykształcenia romanistka, uczyła francuskiego w liceach. Już jako starsza kobieta cieszyła się dobrym zdrowiem i była aktywna fizycznie. Dożyła 83 lat. Zmarła 29 listopada 1980 r. w Warszawie, jest pochowana na cmentarzu Powązkowskim.

Natalia Jeziorek. Absolwentka Wydziału Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UJ i Wydziału Form Przemysłowych ASP. Na florenckiej Polimodzie studiowała fashion marketing i organizację eventów. Obecnie współpracuje z magazynem "K MAG", portalami Sezon, Pride i Enter the Room.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także