Rozwarstwienie społeczne w Albanii jest widoczne na każdym kroku

Rozwarstwienie społeczne w Albanii jest widoczne na każdym kroku (fot. Shutterstock)

wywiad gazeta.pl

Małgorzata Rejmer: Policjanci powiedzieli, żebym napisała, że Albania jest krajem szaleńców

Często słyszałam, że przyjechałam do kraju, z którego wszyscy chcą wyjechać, bo więcej Albańczyków mieszka za granicą niż w kraju - mówi Małgorzata Rejmer, autorka książki "Błoto słodsze niż miód. Głosy komunistycznej Albanii".

*Weekend na wakacjach - przypominamy nasze najpopularniejsze teksty*

"Co to za kraj, gdzie błoto wydaje się słodsze niż miód?"

To kraj skrajności, choć wiem, że mówi się tak o wszystkich krajach, które wydają się choć trochę "egzotyczne". Ale faktycznie Albania jest miejscem wielkich kontrastów między bogactwem a nędzą - dużo większych niż chociażby w Polsce. Rozwarstwienie społeczne, a co za tym idzie - poczucie niesprawiedliwości jest tu bardzo duże.

Naszą rozmowę zacząłeś od fragmentu albańskiego poematu Andona Zako Cajupiego, wykorzystywanego przez komunistów w celach propagandowych i rozpoznawalnego dzisiaj przez niemal każdego Albańczyka. Wyobraź sobie, że ostatnio zobaczyłam owe słowa zapisane na ogrodzeniu luksusowej kawiarni z basenem w dzielnicy dla tirańskich elit, gdzie trafiłam dzięki koleżance, która tam mieszka. I nie muszę chyba dodawać, że wokół nie było żadnego błota, tylko przestrzeń stworzona pod Instagram.

I co to nam mówi?

Jak bardzo zmienia się Albania, z każdym rokiem. W polskich wyobrażeniach pokutuje jeszcze stereotyp kraju osiołka, starego mercedesa, dziur w drodze i zemsty krwi. A tymczasem jest tu mnóstwo ludzi świetnie wykształconych, z wielkimi aspiracjami i równie wielkim poczuciem godności. Po Tiranie krążą duże pieniądze i trwa boom budowlany, zdaniem niektórych ekspertów służący praniu pieniędzy z lewych interesów. Najbogatsi żyją tak samo jak mieszkańcy Paryża czy Londynu.

Albania jest pełna skrajności. Na zdjęciu stolica kraju, Tirana (fot. Shutterstock)
Albania jest pełna skrajności. Na zdjęciu stolica kraju, Tirana (fot. Shutterstock)

Mnie, czytając twoją książkę, najbardziej jednak uderzyło albańskie poczucie beznadziei. I za komuny, i po jej upadku.

Kiedy skończył się komunizm, ludzie na ulicach wołali, że chcą Albanii takiej jak reszta Europy, cokolwiek by to miało oznaczać. Ale dla wielu Albańczyków wolność i demokracja oznaczały po prostu posiadanie. Myślano, że dobrobyt przyjdzie łatwo, tak po prostu. Na początku lat dziewięćdziesiątych niósł się mit białych czeków, które będzie można wypisywać na dowolną kwotę i zamieniać na gotówkę.

Skąd to myślenie?

Albania była długo kompletnie odizolowana i wielu żyło wyobrażeniem Zachodu zaczerpniętym z oglądanej tam włoskiej telewizji. Oglądając reklamy, baseny, piękne ulice, ludzie wytworzyli sobie wyidealizowany obraz tego, co po drugiej stronie. Albania wydawała się piekłem, a Włochy rajem.

Demokracja miała być Festiwalem w San Remo?

Czymś wyłącznie przyjemnym, bo skąd ludzie mieli właściwie wiedzieć, czym jest demokracja i kapitalizm, jakimi prawami rządzą się ekonomia i wolny rynek? Autorytarna władza przez dekady tworzyła własną, alternatywną rzeczywistość. Wzmacniała poczucie zagrożenia i szczuła wrogami, a poziom życia obniżał się z roku na rok, aż kraj znalazł się na skraju przepaści i komunizm musiał do niej wpaść. Wolność była jak trzęsienie ziemi, nastąpiło wielkie zderzenie wyobrażeń z rzeczywistością. Brakowało kompetentnych ludzi, instytucje społeczne były w rozpadzie, a sami Albańczycy w pierwszym porywie emocji demolowali szpitale, fabryki i szkoły, bo utożsamiali je z minionym systemem, z opresją, ze strachem.

'Dla wielu Albańczyków wolność i demokracja oznaczały po prostu posiadanie' (fot. Shutterstock)
'Dla wielu Albańczyków wolność i demokracja oznaczały po prostu posiadanie' (fot. Shutterstock)

Jeden z bohaterów twojej książki mówi, że wybijał szyby, bo były komunistyczne, a w kapitalizmie wstawi się nowe, kapitalistyczne szyby.

Jakby Albańczycy chcieli powiedzieć, że to wszystko nie jest ich. Jakby to, co miało być wspólne, należało tylko do władzy, do autorytarnego systemu. A ty byłeś kiedyś w Albanii?

Jeszcze nie, ale miałem lata temu albańskiego chłopaka, który przyjechał na studia do Polski.

I co mówił o Albanii?

Że marzył tylko o wyjeździe, bo w Albanii nawet jak jesteś świetnym studentem, to i tak musisz płacić łapówki, żeby skończyć studia. Pamiętam, że bardzo nie chciał tam wracać, bo to miejsce bez nadziei. Tak mówił.

Podobnie myśli wielu młodych. Mają poczucie, że ich los nie zależy od pracy i zdolności, tylko od znajomości i grubości portfela. Trudno żyć w kraju, w którym panuje przekonanie, że nowy system opiera się na niesprawiedliwości, że każdy wyrok można kupić, że to najsilniejsi i najbogatsi ustalają zasady. Możesz się znakomicie uczyć, ale zagraniczne stypendium zazwyczaj przypada tym, którzy znają właściwe osoby. To jest bardzo frustrujące.

Małgorzata Rejmer (fot. Katarzyna Lasoń)
Małgorzata Rejmer (fot. Katarzyna Lasoń)

Z drugiej strony piszesz, że nikt nie chciał rozliczać wieloletniego reżimu Envera Hoxhy, który zrobił z Albanii Koreę Północną powojennej Europy, a z badań opinii społecznej wynika, że prawie połowa Albańczyków uważa, że Hoxha był dobrym gospodarzem.

A kto miałby być rozliczany? I kto miałby dokonywać rozliczeń? W Albanii nigdy nie doszło do zmiany warty. Osądzono tylko garstkę ludzi, którzy i tak szybko wyszli z więzienia. Wybrano parę kozłów ofiarnych, a reszta - urzędnicy, sędziowie, prokuratorzy - została na swoich stanowiskach. Zwróć uwagę, że w Polsce mieliśmy za komuny sporą opozycję i było komu przejąć władzę, a jednak i tak po kilku latach wygrali postkomuniści, bo opozycja nie była gotowa na rządzenie. Przez dekady albańskiego stalinizmu wszystkich sprzeciwiających się reżimowi bezwzględnie więziono, internowano albo zabijano. W Albanii w 1992 roku władzę przejęła Partia Demokratyczna, ale ona też składała się głównie z ludzi dawnego systemu.

Dzisiaj w Albanii wśród ludzi na wysokich stanowiskach jest bardzo wiele  dzieci i wnuków ludzi nomenklatury. Dlaczego? Dlatego, że tylko rodziny komunistycznych dygnitarzy miały dostęp do najlepszego wykształcenia i mogły gromadzić odpowiedni kapitał społeczny i nadal są na pozycji uprzywilejowanej. Dzieci nie są zainteresowane rozliczeniem rodziców. Obecny premier Edi Rama jest synem słynnego rzeźbiarza Kristaqa Ramy, który jeszcze w 1988 roku podpisał wraz z innymi intelektualistami list popierający egzekucję nieprawomyślnego poety.

A tobie jak się żyje w Albanii?

Wychodzę z domu i idę rozwalonym chodnikiem do sklepu z mydłem i powidłem, ale mam tu swój dom, koty, albańskiego partnera i zarabiam niewielkie polskie pieniądze, które wystarczają na skromne życie. Nie mam wielkich konsumpcyjnych pokus, nic mnie nie rozprasza, mogę podróżować. Są rzeczy, których mi brakuje, ale bardzo wiele od Albanii dostałam, bo ludzie na każdym kroku okazują mi wiele serdeczności.

A czego ci brakuje?

W Tiranie trochę brakuje mi młodych ludzi czytających na bieżąco europejską literaturę, ale bez problemu mogę ich znaleźć w Prisztinie. Tutaj są oczywiście różne kręgi intelektualne, ale żyją w trochę innej rzeczywistości, choćby z tego powodu, że są bardziej nakierowane na Włochy. Wydaje się bardzo wiele książek, ale w dużej mierze są to jeszcze zaległości z czasów, gdy Albania była odizolowana.

Problem polega też na tym, że fajni ludzie, młodzi intelektualiści zazwyczaj nie chcą w Albanii zostać. Po dwóch latach zmienił mi się cały krąg znajomych, bo prawie wszyscy wyjechali. Teraz mam nowych przyjaciół, którzy i tak ciągle się zastanawiają, dokąd mogliby wyjechać na studia i gdzie zacząć nowe życie.

Najbogatsi mieszkańcy Tirany żyją tak samo jak ludzie w Paryżu czy Londynie (fot. Shutterstock)
Najbogatsi mieszkańcy Tirany żyją tak samo jak ludzie w Paryżu czy Londynie (fot. Shutterstock)

Pukali się w głowę, kiedy przyjechałaś?

Niektórzy tak. Często słyszałam: "Przyjechałaś do kraju, z którego wszyscy chcą wyjechać". Według badań opinii publicznej osiemdziesiąt procent młodych mówi, że są gotowi wyemigrować w każdej chwili. Więcej Albańczyków mieszka za granicą niż w kraju. Jak większość państw Bałkanów Albania jest dotknięta "drenażem mózgów". Opuszczają ją młodzi z wyższym wykształceniem, bo mają poczucie, że nic się tu nie zmieni.

I jeszcze jedno: to był mój wybór, żeby tu przyjechać, a Albańczycy często takiego wyboru nie mają. Mogą pojechać do Niemiec czy Wielkiej Brytanii na trzy miesiące, ale potem muszą wrócić do Albanii.

Co ich w tobie najbardziej interesowało?

Niemal każdy pytał mnie, co sądzę o Albanii, ale najczęściej zaraz sam sobie odpowiadał na to pytanie. Pamiętam, jak kiedyś trafiłam na komisariat policji, bo zgłaszałam kradzież roweru, i policjanci powiedzieli, żebym napisała w swojej książce, że Albania jest krajem szaleńców, że wszystko jest tutaj do góry nogami. Uświadomiłam sobie też, co znaczy siła paszportu, jaką daje wolność. Ze względu na pochodzenie mój partner ma grecki paszport i czasami słyszy od znajomych: "Człowieku, jakie ty możesz mieć problemy?". Niemcy i Amerykanie to w oczach Albańczyków ludzie, którzy mogą robić, co chcą, i nie muszą walczyć z przeciwnościami losu. Polska siła paszportowa sytuuje nas gdzieś pośrodku. Będąc obcokrajowcem, jesteś oceniany wraz z wyobrażeniami o twoim kraju. Na dzień dobry funkcjonujesz ze swoim krajem w pakiecie.

I jak wypada ocena Polski?

To z jednej strony kraj ekonomicznej stabilizacji, a z drugiej strony Polak to ten, kto ciężko pracuje na budowie w Wielkiej Brytanii obok Albańczyka. Nie jesteśmy więc tak wysoko, jak by się nam wydawało. Sama mieszkam w zupełnie zwykłej okolicy, w mieszkaniu, w którym czasami nie ma prądu, a Internet się zrywa. Kiedy przyjechałam do Albanii, nie stała za mną żadna instytucja, nikomu nie mogłam niczego załatwić. Krótko mówiąc: osoba niby coś tam pisząca, ale raczej bezużyteczna.

Skąd Albania?

Już mieszkając w Rumunii wiedziałam, że chcę pojechać do Albanii. Znajoma Norweżka napisała o niej doktorat, a ja kartkowałam jej napisaną po albańsku publikację i nie mogłam się nadziwić, co to za język. Aż pewnego razu Monika Sznajderman, szefowa Czarnego, zapytała, czy nie pojechałabym do Albanii, żeby się rozejrzeć.

Małgorzata Rejmer (fot. Katarzyna Lasoń)
Małgorzata Rejmer (fot. Katarzyna Lasoń)

Czy "Błoto słodsze niż miód" to konsekwentny krok po twojej znakomicie przyjętej i nagradzanej książce "Bukareszt. Kurz i krew"?

Tak, ja się bardzo dobrze czuję na Bałkanach. Początkowo chciałam pisać o Bośni po wojnie, ale szybko zdałam sobie sprawę, że w tym temacie napisano już tyle znakomitych książek, że ja nie miałabym wiele do dodania. Ale kwestie traumy, cierpienia, przetrwania ciągle do mnie wracały i gdy przyjechałam do Albanii, zrozumiałam, że pod skorupką bałkańsko-włoskiego życia małych przyjemności kryją się nieprzepracowane sprawy.

Pamiętam te pierwsze wrażenia z 2013 roku: świetne jedzenie, kable wiszące nad głową, palmy, ciemne zaułki, cudowne krajobrazy, meble porzucone na ulicach, małpę w sklepie zoologicznym, przypadkowo spotkanych ludzi, z którymi rozmawiałam przez pół nocy, albo kelnera, który przy składaniu zamówienia ostentacyjnie nie zwracał na mnie uwagi, tylko mówił do mojego chłopaka.

Nie za długo tę książkę pisałaś?

Nie, ona naprawdę wymagała tego czasu. Najwięcej materiału zebrałam w trzecim roku. W czwartym zastanawiałam się, czego jeszcze brakuje, by książka nabrała odpowiedniego kształtu. Inaczej się nie dało, zwłaszcza jeśli weźmiesz pod uwagę niski poziom zaufania w społeczeństwie i to, że jestem cudzoziemką i kobietą. Poza tym pytałam o sprawy trudne, o których mało kto chce rozmawiać. Idea przepracowywania traumy, opowiadania traumy jest Albańczykom jeszcze obca, także z powodów kulturowych. Psychoterapię ciągle uważa się za coś niepotrzebnego, rodzaj fanaberii, a choroby psychiczne są tabu, choć i to powoli się zmienia. Ale panuje raczej przekonanie, że pewne tematy należy przemilczeć, choćby po to, by nie narażać swojej rodziny na wstyd, a siebie na utratę twarzy.

Pomogło ci to, że jesteś z byłego komunistycznego kraju?

Pomagał mi mit Solidarności i przekonanie Albańczyków, że wszyscy Polacy są katolikami. Często proszono mnie też, żebym opowiedziała, jak wyglądał komunizm w Polsce i porównała go z komunizmem w Albanii.

Młodzi z wyższym wykształceniem opuszczają Albanię, bo mają poczucie, że nic się tu nie zmieni (fot. Shutterstock)
Młodzi z wyższym wykształceniem opuszczają Albanię, bo mają poczucie, że nic się tu nie zmieni (fot. Shutterstock)

Jak to porównanie wypadło?

Znajomy powiedział: "Wy w Polsce pakowaliście graty do dużego fiata i jechaliście na wczasy do Bułgarii czy Rumunii i - robiąc przy okazji mały handelek - mogliście sobie porównać polską biedę z biedą demoludów, mieliście dezodoranty i perfumy, znaliście amerykańskie filmy i jazz. A my nie mieliśmy nawet samochodów". W Albanii z miasta do miasta można było się dostać tylko autobusem, a że były one zwykle przeładowane, kierowca sam decydował, kogo zabierze. W ogóle decydowanie o sobie było mocno ograniczone, bo to reżim często określał, gdzie będziesz mieszkał, co studiował, gdzie i kiedy spędzisz urlop. Czasem sugerował małżeństwo, czasem wymuszał rozwód. Partia decydowała niemal o wszystkim.

Większość Polaków nie ma o tym bladego pojęcia.

Opowiem ci coś: babcia mojego partnera pochodziła z zamożnej rodziny greckiej, z góry skazanej przez reżim na marny los, a dziadek był bohaterem walki partyzanckiej i po wojnie robił karierę w wojsku. Żyło im się dobrze, dopóki nie zaczęły się naciski, żeby się rozwiedli. Dziadek czuł, że to się może źle skończyć, dlatego poprosił o przeniesienie jak najdalej od Tirany. Ciągle wracały do mnie historie małżeństw rozbitych przez reżim, historie cudzoziemek, które Hohxa uznał za szpiegów i wydalał z kraju, niszcząc związki i rodziny.

Nie miałaś czasem dość tych historii?

A myślisz, że dlaczego ta książka powstawała przez cztery lata?

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Czarne (fot. Katarzyna Lasoń / mat. prasowe)
Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Czarne (fot. Katarzyna Lasoń / mat. prasowe)

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Małgorzata Rejmer (ur. 1985) - pisarka i dziennikarka, absolwentka studiów kulturoznawczych w ramach MISH UW. W 2009 wydała powieść Toksymia, za którą otrzymała nominacje do Nagrody Literackiej Gdynia i Nagrody Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek. W 2013 roku opublikowała zbiór reportaży Bukareszt. Kurz i krew, za który otrzymała Nagrodę "Newsweeka" im. Teresy Torańskiej, Nagrodę Literacką dla Autorki Gryfia oraz Gwarancję Kultury TVP Kultura. Była także nominowana do Nagrody Literackiej Nike, Paszportu "Polityki" i Nagrody im. Beaty Pawlak. Mieszka w Tiranie.

Mike Urbaniak jest dziennikarzem kulturalnym "Wysokich Obcasów", weekendowego magazynu Gazeta.pl i felietonistą magazynu "Vogue".  

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (182)
Zaloguj się
  • mementom

    Oceniono 31 razy 25

    A nie lepiej byłoby pokazać więcej zdjęć Albanii zamiast 3 fotek autorki?

  • 5-mamuska

    Oceniono 32 razy 20

    Czytam i oczom nie wierzę jak moi rodacy oceniają ludzi innych narodowości. Chciałem przypomnieć Polakom ,ze NAS również tak oceniano (protekcjonalnie ,z pogardą) przed wejściem do UNII ,z której banda pisowska chce wyjść przedtem nachapać sobie, na pokolenia, kabzę.
    Przypominam ,że w Europie mamy opinię nie tylko dobrych robotników , ale największych złodziei samochodów.
    Przypominam również,że kilka lat temu w czasie zamieszek w Londynie i związanymi z tym pożarami, Polkę -NASZĄ rodaczkę z płonącego domu uratował nie kto inny, tylko Albańczyk.

  • tetradrachma

    Oceniono 22 razy 20

    W Albanii byłem w 1970 r. mieszkałem w hotelu "Daiti" vis a vis pomnika Envera Hoxhy, w nocnym barze, grała orkiestra ubrana w marynarskie podkoszulki w biało-niebieskie paski, takie jak mieli marynarze z krążownika "Avrora" czy "Potiomkina", ale kelnerzy we frakach. Przyjechałem samochodem przez Macedonię (m. Struga nad jeziorem Ohrid), a punkt graniczny był zamknięty od 20-tej do 6.00 na kłódkę. Po stronie albanskiej pełno było bunkrów, kazdy krzak winnej latorośli miał zaostrzony stalowy pręt (na wypadek desantu). Wrażenie, po przekroczeniu granicy, zrobiła ogromna huta AL z czerwono-czarnym dymem, który az po horyzont przysłaniał niebo oraz obdarte dzieci (każde w pionierskiej czerwonej chuście) i pasące na stokach, niewiele wieksze od kóz, krówki.

  • kamillwawa

    Oceniono 19 razy 13

    Napisano tu że Albania to kraj świetnie wykształconych młodych ludzi. Stawiam pytanie czy tak jak w PL po 2-3 fakultetach i brakiem jakiejkolwiek książki w rękach.

  • padoq

    Oceniono 35 razy 13

    Alez wy PiSuary jestescie zakompleksieni , wszedzie widzicie swoje odbicie , nawet w blocie i biedzie , intelektualni impotenci

  • w11mil

    Oceniono 24 razy 12

    "Dzisiaj w Albanii wśród ludzi na wysokich stanowiskach jest bardzo wiele dzieci i wnuków ludzi nomenklatury. Dlaczego? Dlatego, że tylko rodziny komunistycznych dygnitarzy miały dostęp do najlepszego wykształcenia i mogły gromadzić odpowiedni kapitał społeczny i nadal są na pozycji uprzywilejowanej. Dzieci nie są zainteresowane rozliczeniem rodziców. "

    Ostrożnie, Gazeto!

  • rikol

    Oceniono 37 razy 11

    kolejny kraj muzułmanski w rozsypce. Nie rozumiem, po co ta pani chce tam mieszkać, jeśli nawet kelner ją ignoruje? To jakiś masochizm, mieszkać w kraju, gdzie kobiety nie mają praw?

    Po polsku pisze się Enver Hodża.

  • Józefina Wielka

    Oceniono 18 razy 10

    kukimonster... ale Ty jesteś głupi i płytki !!!!!! Artykuł super,książę muszę przeczytać.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX