Irena Krzywicka

Irena Krzywicka (fot. NAC/1-K-1580-2)

Młoda Polska

Mówiła, że mężów miała dwóch. Jednocześnie. Irena Krzywicka gorszy do dziś

Poglądami wyprzedzała swoje czasy. Ubolewała, że aborcja jest możliwa tylko w podziemiu, a do tego droga, przez co wiele kobiet wykonuje ją pokątnie, ryzykując przy tym życie. Irena Krzywicka była jedną z najbardziej znanych feministek okresu międzywojennego.
W cyklu "Młoda Polska" przenosimy się sto lat wstecz. Do 11 listopada będziemy opisywać Polki i Polaków, którzy w nowo powstałym państwie mieli znaczący wpływ na formowanie się życia politycznego, społecznego i kulturalnego. Ich często śmiałe i radykalne postulaty, publicystyka, wynalazki kształtowały młodą Polskę tamtego okresu.

Kiedy przyszła na świat, Polski nie było na jego mapie. Irena Krzywicka, z domu Goldberg, pochodziła z rodziny zasymilowanych Żydów. Jej ojciec, Stanisław, z wykształcenia lekarz, za działalność lewicową został zesłany na Syberię. Właśnie tam, w Jenisejsku, 28 maja 1899 roku urodziła się Irena. Rodzicie wychowywali ją w duchu racjonalizmu i tolerancji. Matka, Felicja, z domu Barbanel, była dentystką i polonistką. Nie wyobrażała sobie, żeby córce nie zapewnić porządnego wykształcenia. Gdy całej rodzinie udało się w 1903 roku wrócić do Warszawy, Irena trafiła do dobrej szkoły. Na niej jednak edukacja dziewczyny się nie kończyła. Matka uświadamiała ją w sprawach seksualnych i uczyła niezależności.

Takie podejście było w latach międzywojennych bardzo rzadkie, żeby nie powiedzieć właściwie niespotykane. Seks stanowił tabu. Choć kobiety miały już prawa wyborcze - otrzymały je w listopadzie 1918 roku - a kilka wybrano nawet do Sejmu i Senatu, w kwestiach obyczajowych i społecznych postęp nie nadchodził. W Polsce obowiązywało restrykcyjne prawo antyaborcyjne odziedziczone po zaborze niemieckim - za usunięcie ciąży groziło więzienie. W praktyce jednak mimo zakazu aborcja była wykonywana często, czego przyczynę stanowił brak znajomości metod antykoncepcji. Jedynie od zamożności kobiety lub jej partnera zależało, czy dokonywał jej "po cichu" zaufany lekarz, czy ktoś bez wykształcenia i wiedzy, w warunkach urągających podstawom higieny, albo wręcz sama ciężarna. 

Jeśli Polka decydowała się na urodzenie dziecka niepochodzącego z małżeństwa, nie mogła dochodzić jego ojcostwa. Mężczyzna, który je począł, był właściwie zwolniony z jakichkolwiek zobowiązań, nie musiał na nie łożyć. A dziecko nie miało prawa ani do nazwiska po ojcu, ani jego majątku w przypadku śmierci. Kobietę, która urodziła nieślubne dziecko, czekała nędza, bo jako samotna matka miała nikłe szanse na znalezienie jakiejkolwiek pracy. 

W tych niełatwych dla kobiet czasach Irena po elitarnej szkole dla panien trafiła na studia - polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Choć w 1922 roku kobiety mogły już bez większych przeszkód wstępować na uczelnie, postępowe poglądy panny Goldbergówny nie podobały się profesorom do tego stopnia, że dziewczyna nie obroniła pracy doktorskiej. Przyczyną miał być bliżej niesprecyzowany konflikt z promotorem.

Pomimo liberalnych poglądów w kwestii seksualności, jakie wpoiła jej matka, Irena w młodości poświęcała się raczej nauce niż romansom. W "Wyznaniach gorszycielki" pisała, że do 21. roku życia nawet się nie całowała. Partnera życiowego wybrała nie z pobudek romantycznych, a praktycznych. Jerzy Krzywicki, przystojny i inteligentny, pochodził ze znakomitej rodziny, był synem słynnego socjologa i rzecznika praw kobiet Ludwika Krzywickiego, z którym rozmowy Irena wspominała jako "prawdziwą ucztę intelektualną".


Irena Krzywicka (fot. NAC/1-K-1580)

Jeszcze jako narzeczeństwo Irena i Jerzy podjęli decyzję o charakterze ich małżeństwa. Miało być otwarte, każda ze stron dawała sobie prawo do seksu z innymi osobami, ponieważ zgodnie uważali monogamię za nienaturalny brak fantazji. A ich związek miał wzbogacać, a nie zubażać życia obojga partnerów.

W artystyczno-intelektualnym światku lat 20. taki układ nie był czymś wybitnie wyjątkowym. Podobnie żyli Iwaszkiewiczowie czy Żeleńscy. Pierwsza ze swobody skorzystała Irena. Już w rok po ślubie wybrała się z kochankiem, niemieckim poetą Walterem Hasencleverem, w podróż na Korsykę. A potem wróciła do męża i kilka lat później zaszła z nim w ciążę.

Dwóch mężów i prawa kobiet

W 1928 roku, będąc w szóstym miesiącu ciąży, Krzywicka poznała Tadeusza Boya-Żeleńskiego. Zobaczyła go na pięterku słynnej restauracji Ziemiańska, które było stałym miejscu spotkań poetyckiej grupy skamandrytów. Ale zażyłość między nimi zapoczątkował wywiad, który Irena przeprowadziła z Żeleńskim. Po jego publikacji mężczyzna zadzwonił do niej i w ramach podziękowania za świetny tekst zaprosił ją na kawę. Tak rozpoczął się związek, który przerwała dopiero wojna.

Małżeństwo Żeleńskiego miało podobny charakter jak związek Krzywickich. Zofia Pareńska, ówczesna żona pisarza, również miewała kochanków, dlatego romanse męża znosiła ze spokojem. Żeleńskiego i Krzywicką połączyło jednak coś więcej niż erotyczna fascynacja. Obojgu były bliskie prawa kobiet. To właśnie wspólne poglądy i działalność na rzecz poprawy sytuacji Polek zbliżyły ich tak bardzo, że Krzywicka wspominała tamten okres, mówiąc, że miała dwóch mężów.

Los kobiet był dla Krzywickiej ważny, jeszcze zanim poznała Żeleńskiego. Ubolewała, że aborcja jest możliwa tylko w podziemiu, a do tego droga, przez co wiele kobiet wykonuje ją pokątnie, ryzykując przy tym życie. W dodatku, nawet jeśli zabieg został prawidłowo przeprowadzony, kobieta nie mogła liczyć później na żadne wsparcie psychologiczne.

Znała to z autopsji - niedługo po ślubie sama usunęła ciążę ze względu na trudne warunki materialne. Zanim jej mąż zaczął zarabiać jako prawnik, nie było ich nawet stać na wynajem mieszkania. Nie mogli też liczyć na pomoc ze strony bliskich. Mimo że Irena wyszła z zabiegu cało pod względem fizycznym, ucierpiała jej psychika. Uważała, że zdołałaby uniknąć depresji, gdyby otrzymała odpowiednie wsparcie.

Krzywicka wielokrotnie poruszała w swoich tekstach temat aborcji i edukacji seksualnej, która mogłaby zapobiec niechcianym ciążom. Podsuwała też tematy Żeleńskiemu, który już wcześniej na łamach "Kuriera Porannego" i "Wiadomości Literackich" pisał o kwestii małżeństw i rozwodów cywilnych, roli Kościoła w państwie czy świadomego planowania rodziny.

W 1930 r. Krzywicka wydała powieść "Pierwsza krew". Książka mówiła o odkrywaniu własnej seksualności przez młodzież i wywołała falę ostrej krytyki. W powieści pojawia się temat menstruacji, który był wówczas - i niestety, bywa nadal - tematem tabu. Irenie zarzucano, że "ma krew na rękach" i "wymachuje majtkami jak sztandarem". Ale nie dała się zakrzyczeć. Wkrótce ten sam temat poruszyła w felietonie "Sekret kobiety" opublikowanym przez Towarzystwo Wydawnicze "Rój". Ponownie tekst został uznany za gorszący.


Irena Krzywicka na portrecie Witkacego (fot. wikimedia.org)

Jeszcze większe oburzenie wywoływały artykuły, w których Krzywicka głosiła tolerancję dla homoseksualizmu, który określała jako "odwrócenie instynktu płciowego", w swojej istocie równie naturalnego, jak choćby leworęczność.

Część społeczeństwa nie rozumiała poglądów Krzywickiej. Trafiały one jednak do młodych dziewcząt. Te z nich, które nie miały pieniędzy na zakup magazynów, w których ukazywały się teksty Ireny, podkradały je z publicznych czytelni.

Duet Krzywicka-Żeleński nie ograniczał się jednak do głoszenia teorii na łamach czasopism. Obydwoje stali się najważniejszymi działaczami ruchu feministycznego międzywojennej Polski. Ich największym wspólnym przedsięwzięciem było założenie Poradni Świadomego Macierzyństwa. Za symboliczną opłatą niezamożne kobiety mogły tam znaleźć odpowiedzi na nurtujące je pytania, uzyskać porady lekarskie czy wyleczyć się z różnych dolegliwości. Otwarcie przychodni poprzedził odczyt zatytułowany "Jak skończyć z piekłem kobiet?" wygłoszony 31 maja 1931 roku m.in. przez Boya-Żeleńskiego. Jednak nagonka ze strony Kościoła i środowisk prawicowych, które przedstawiły przychodnię jako siedlisko występku, sprawiła, że niewiele kobiet miało odwagę szukać tam pomocy. Strach pacjentek przed ośmieszeniem i społecznym ostracyzmem sprawił, że placówka dość szybko zakończyła swą działalność.

Dyskusja jednak nie ucichła. Boy, z wykształcenia lekarz, publikował na łamach "Wiadomości Literackich" dodatek "Życie świadome", w którym pisał o antykoncepcji, aborcji oraz planowaniu rodziny. Nie zniechęcały go złośliwe opinie prześmiewców, którzy doradzali zmianę tytułu gazety na "Wiadomości Ginekologiczne".

"Chrońcie dzieci przed Krzywicką!"

Działalność i bezkompromisowe poglądy Krzywickiej były nie w smak nie tylko prawicy. Krytykowali ją również ludzie znani z liberalnych poglądów - Maria Dąbrowska, Jan Lechoń, nawet Jarosław Iwaszkiewicz. Zarzucali jej, że marnuje swój potencjał na mniej ważne kwestie kobiece, zamiast skupić się na bardziej istotnych tematach, takich jak polityka. A epatowaniem menstruacją ośmiesza lewicowe środowisko literackie. Popularność zyskał wówczas slogan: "Chrońcie dzieci przed Krzywicką!".

Zarzucano jej, że ma obsesję na punkcie krzywdy kobiet. Nie odpuszczono jej nawet, gdy zaczęła się zajmować "poważniejszymi" sprawami i stworzyła serię reportaży sądowych. Kiedy w 1932 r. cała Polska żyła słynną sprawą Rity Gorgonowej, Irena relacjonowała proces dla "Wiadomości Literackich". Jawnie brała stronę oskarżonej, ale zwracała uwagę nie tyle na to, kto zabił, a na sam przebieg procesu. Gorgonowa została jej zdaniem zaszczuta, ponieważ jako kochankę i utrzymankę już na wstępie uznano ją za osobę niemoralną, a co za tym idzie - zdolną do popełnienia najokrutniejszych czynów. Fakt, iż nawet na sali sądowej Krzywicka znalazła okazję do naświetlenia podwójnych standardów i nierównego traktowania kobiet, nie przysporzył jej sympatii. Zarzucano jej brak profesjonalizmu, bo choć ostatecznie stwierdziła, że nigdy się nie dowiemy, jak było naprawdę, to w oskarżonej widziała przede wszystkim ofiarę kołtuńskiej moralności lwowskich dewotek.

A skoro o moralności mowa - wielu uważało, że związek Krzywickiej z Żeleńskim jest czysto interesowny i ma na celu wypromowanie jej nazwiska dzięki protekcji znanego kochanka. Utarło się nawet powiedzenie, że Irena zrobiła karierę "pod-boyem".

Po lewej Tadeusz Boy-Żeleński w połowie lat 20. Po prawej karykatura pisarza wykonana przez artystę malarza Zdzisława Czermańskiego (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna / Narodowe Archiwum Cyfrowe)
Po lewej Tadeusz Boy-Żeleński w połowie lat 20. Po prawej karykatura pisarza wykonana przez artystę malarza Zdzisława Czermańskiego (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna / Narodowe Archiwum Cyfrowe)

Attaché i salowa 

Wybuch wojny sprawił, że od wiodącej w gruncie rzeczy szczęśliwe życie, spełniającej się na wielu polach Krzywickiej odwróciła się fortuna. Jako osoba pochodzenia żydowskiego, a w dodatku lewicowa działaczka, znalazła się na nazistowskiej liście osób przeznaczonych do likwidacji. Musiała się ukrywać pod przybranym nazwiskiem Piotrowska. W czasie wojny współpracowała z AK. Przeżyła, ale straciła prawie wszystkich. Mąż zginął w Katyniu, Boy we Lwowie. Pierworodny syn Piotr, wszechstronnie utalentowany i świetnie zapowiadający się, zmarł w ciągu kilku dni w wyniku ostrego przeziębienia, którego nie wytrzymało jego serce.

Zaraz po wojnie Irena przyjęła propozycję objęcia posady attaché kulturalnego w Ambasadzie Polskiej we Francji, ale już po dwóch latach wróciła do kraju. Nie mogła znieść atmosfery ciągłej inwigilacji. Wtedy przyszedł kolejny cios - jej młodsze dziecko, 15-letni wówczas Andrzej, zachorowało na polio. Krzywicka została z tą tragedią sama. Żeby móc czuwać przy balansującym na krawędzi życia i śmierci synu, wynajęła się w szpitalu do pomocy jako salowa. Chociaż w czasach, kiedy była zamożna, pomagała i wspierała wielu, teraz wszyscy się od niej odwrócili. Później jej syn wspominał, że wśród znajomych z dawnych lat, którzy tak jak ona przetrwali wojnę, budziła rodzaj niewyjaśnionej niechęci i rozdrażnienia. Być może chodziło o to, że nie załamała się i zamiast żebrać o pomoc, sama walczyła z przeciwnościami.

Chociaż powojenna Polska miała być wolna od mieszczańskich uprzedzeń, Krzywicka kompletnie się w niej nie odnalazła. Osamotniona, odrzucona przez dawnych znajomych, znalazła w sobie jednak siłę, żeby zapewnić synowi i sobie godny byt. Imała się każdej pracy, by mieć środki na utrzymanie Andrzeja, który po polio nigdy nie odzyskał pełnej sprawności i do końca życia chodził o kulach. Pisała recenzje teatralne, ale doznana podczas wojny trauma coś w niej zabiła. Ta, która niegdyś z odwagą poruszała najbardziej drażliwe kwestie, straciła dawny pazur. Działała w Związku Literatów Polskich, była warszawską radną, ale nie po drodze było jej z partią. Jednocześnie jako ateistka nie chciała wstąpić do opozycyjnego Klubu Inteligencji Katolickiej. Zarzucano jej z jednej strony reakcjonizm, niechęć do nowej epoki i ciągłe wspominanie czasów międzywojnia, z drugiej - współpracę z komunistyczną władzą.

Odwilż przyniosła poprawę jej sytuacji. Krzywicka przez krótki czas pełniła funkcję attaché kulturalnego przy ambasadzie w Bernie, ale gdy wróciła do Polski, znów zaczęła pisać o tym, co było jej najbliższe i wciąż aktualne - świadomym macierzyństwie i prawach kobiet. I tak jak przed wojną jej działalność znów była wyśmiewana. "Tu dwie panie w swym organie zachwalają ogumianie" - kpił w "Szpilkach" Janusz Minkiewicz. Bo chociaż od lat 30. w obyczajowości zmieniło się wiele - kobiety były aktywne zawodowo, jeździły na traktorach i pracowały na budowach - podejście do legalnej antykoncepcji i aborcji pozostało niemal bez zmian. Krzywickiej znów zarzucano, że propaguje legalną prostytucję, dewiacje i rozwiązłość. Ale Irena, tak jak przed wojną, niewiele sobie robiła z krytyki. Skupiła się na pisaniu wspomnień, prowadziła też w Warszawie salon literacki.

Z lewej Irena Krzywicka na fotografii z 1930 r. Z prawej na portrecie Witkacego z 1928 r. (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna)
Z lewej Irena Krzywicka na fotografii z 1930 r. Z prawej na portrecie Witkacego z 1928 r. (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna)

Kiedy jej syn Andrzej otrzymał stypendium Fundacji Forda w Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych CERN, Irena postanowiła mu towarzyszyć. Wyjechała z nim najpierw do Szwajcarii, następnie do Francji. Zamieszkała z synem i jego żoną pod Paryżem, gdzie napisała swoje najbardziej znane wspomnienia - "Wyznania gorszycielki".

Niestety, z synową, delikatnie mówiąc, nie miała najlepszych stosunków. Konflikt między kobietami pogłębił się, kiedy małżeństwo Andrzeja zaczęło się rozpadać. Krzywicka na starość straciła wzrok. Twierdziła, że synowa podsłuchiwała jej rozmowy, chowała jej rzeczy, a nawet próbowała ją dusić. Jej zarzuty wszyscy brali za urojenia starej, schorowanej kobiety. Kiedy Krzywicką znaleziono w jej pokoju martwą, na szafce koło łóżka odkryto napis: "Moja synowa mnie zabiła". Sekcja zwłok wykazała jednak zgon z przyczyn naturalnych.

Tak zmarła kobieta, która wyprzedzała swoje czasy. Jej poglądy i to, w jak otwarty i bezpośredni sposób mówiła o sprawach uznanych za wstydliwe, wielu szokują nawet dziś - wystarczy wspomnieć o menstruacji czy prawie kobiet do aborcji, żeby przekonać się, że i dziś Krzywicka przez wielu zostałaby uznana w najlepszym razie za "zbyt postępową", jeśli nie wręcz za gorszycielkę.

Natalia Jeziorek. Absolwentka Wydziału Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UJ i Wydziału Form Przemysłowych ASP. Na florenckiej Polimodzie studiowała fashion marketing i organizację eventów. Obecnie współpracuje z magazynem "K MAG", portalami Sezon, Pride i Enter the Room.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (86)
Zaloguj się
  • zdziwiony6

    Oceniono 28 razy 26

    Czytałem kiedyś kilka przedwojennych tekstów Boya na temat antykoncepcji. Artykuły aż do bólu logiczne i racjonalne ale niestety w ówczesnej Polsce skazane na potępienie. Kołtuńska mentalność nie pozwalała rozmawiab na "te" tematy. Dlatego tak dużo wyło wtedy sierocińców (tzw. ochronek). Dziewczyny nie wiedziały jak działa ciało kobiety.

    Teraz mamy XXI wiek ale teksty niektórych polityków, zwłaszcza związanych z Kościołem, to Średniowiecze.

  • auruss

    Oceniono 24 razy 24

    Red. Natalii gratuluję błyskotliwego tekstu o osobie po części zapomnianej /niesłusznie !/, Redakcji - zamieszczenia tegoż.

  • 1_do_27

    Oceniono 30 razy 24

    Czytałem pamiętniki Krzywickiej kiedyś dawno. Oczywiście że wyprzedzała swoje czasy ale trochę popchnęła to nasze ciemne społeczeństwo. Co by było bez takich osób?

  • 3-kuleczka

    Oceniono 24 razy 20

    syn zachorował na polio, tragedia
    dzisiaj tępe kościelne dewotki, głupie dzidy wrzeszczą przeciw szczepionkom, za kilka lat u nas tez pojawia sie powykręcane dzieci.

  • maj.basia

    Oceniono 26 razy 20

    Czytałam Krzywicką i o niej, niestety nie trafiła do ludzi, a mentalność niektórych pozostała w średniowieczu. I dziś
    miałaby trudne życie. Co można przeczytać w niektórych komentarzach. Ech...

  • tinorossi

    Oceniono 19 razy 19

    Krzywicka wyprzedzala swoja epoke swoimi poglądami i przemyśleniami. Tacy ludzie zawsze maja ciężko. Jak się spojrzy na idiotyczne hejty nawet w XXI wieku.

  • jael53

    Oceniono 29 razy 17

    Przecież nadal "chronimy dzieci przed Krzywicką". Skutki są powszechnie znane.

  • 1moco2

    Oceniono 27 razy 15

    Dziękuję za ten artykuł. Współczesne Ireny Krzywickie ciągle borykają się z tym samym - co jest podkreślone w ostatnim zdaniu. To rezultat tej, oficjalnie ciągle wychwalanej, "wielkiej" roli KK w historii Polski.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX