Work-life balance to luksus, na który nie wszyscy mogą sobie pozwolić

Work-life balance to luksus, na który nie wszyscy mogą sobie pozwolić (fot. Shutterstock)

zjawisko

Work-life balance: slalom gigant czy kłamstwo gigant?

Kompromisy, bezproduktywne godziny, niespełnienie? To przeżytek. W 2018 roku liczą się harmonia, ćwiczenia oddechowe, szybka przebieżka o świcie i dobrze opłacana praca menedżerska w zdrowych proporcjach z rodzinną sielanką. Oto legenda o work-life balance, czyli kieracie zrównoważonego życia i krasnoludkach, które pomagają w jego utrzymaniu.

Jeśli tylko chcesz, możesz wszystko. Przede wszystkim być szefem, najlepiej błyskawicznie rosnącej firmy technologicznej, przed chwilą jeszcze start-upu, za moment jednego z 500 najbardziej obiecujących przedsiębiorstw z listy magazynu "Fortune". Możesz wstawać o szóstej rano, wyspany, i robić kilka kółek dookoła domu, przeplatanych przysiadami i ćwiczeniami oddechowymi. Potem szybka - ale uważna, bo nie jemy byle jak - granola na śniadanie, całus w czoła obojga - bo dwójka to optymalna liczba - dzieci i powoli ruszasz SUV-em do pracy, by za chwilę zasiąść za biurkiem.

Oczywiście masz biurko w otwartej, najlepiej loftowej przestrzeni, nie w gabinecie. Ścianki działowe też zwalczasz, to przeżytek z 2006 roku. W relacjach zawodowych stawiasz na dialog, wypisałeś go jako podstawową wartość firmy na tablicy przy wejściu do biura. Kilka godzin pracy, kilka łamigłówek rozwiązanych, kilka ważnych rozmów przeprowadzonych. Doradziłeś, sprawdziłeś, wytyczyłeś kierunek. Czas wracać do domu, oczywiście spokojnie, z muzyką z Cyrulika sewilskiego w głośnikach, po drodze zaglądasz jeszcze na biobazar, no i nadchodzi "święta" godzina 19. Teraz zajmujesz się tylko dziećmi, czyli wspierasz je w jakościowej zabawie klockami z ekodrewna. Dzień ma się ku końcowi, na deser chwila medytacji i intelektualny sparing z życiową wybranką o transhumanizmie. Jeśli chcesz, możesz wszystko.

Work-life balance to m.in. godziny przeznaczone tylko dla rodziny (fot. Shutterstock)
Work-life balance to m.in. godziny przeznaczone tylko dla rodziny (fot. Shutterstock)

Mit work-life balance [odnalezienie równowagi między pracą a życiem prywatnym - przyp. red.] jest promowany przez osoby zarządzające wielkimi firmami z takim przekonaniem, że prawie można uwierzyć w jego prawdziwość. Zdemaskowała go ostatnio Amy Nelson w głośnym artykule pt. The Myth of Work Life Balance, opublikowanym w amerykańskim "Forbesie". Na naszym podwórku trafnie skomentował go Artur Kurasiński.

Nelson odwołała się do artykułu z "New York Timesa" o Chrisie O'Neillu, szefie firmy Evernote, w której zatrudnionych jest 10 tys. osób. "NYT" przedstawił go jako idealnie zorganizowanego dyrektora generalnego i jednocześnie oddanego ojca. Nelson podważyła ten mit, stawiając kluczowe pytanie, którego jej zdaniem zabrakło w artkule "NYT": w jaki sposób idealnie zorganizowane życie O'Neilla magicznie składa się w całość? Nelson sugeruje, że cała misterna konstrukcja work-life balance, którą zachwala szef Evernote, musi się opierać na innej osobie i zapewne jest nią żona biznesmena.

Podobnie jak Chris O'Neill świetnie zorganizowani okazują się inni szefowie topowych spółek. Pat Gelsinger, szef WMvare (gigant z Palo Alto produkujący oprogramowanie), w artykule w "Business Insiderze", jak i w swojej książce pod znamiennym tytułem The Juggling Act: Bringing Balance to your Faith, Family and Work (w wolnym tłumaczeniu: Sztuka żonglerki: przywracanie równowagi pomiędzy wiarą, rodziną i pracą) przekonuje, że warunkiem zbalansowanego życia jest umiejętność stawiania granic i planowania. Jak według niego przywrócić odpowiednie proporcje między pracą a domem? Biznesmen zaleca wyznaczenie "świętych" godzin, np. na spędzanie czasu z dziećmi między 18 a 21. Jak sam podkreśla, nie tylko on z rozmysłem podzielił swój czas. Zrobiła to również jego żona. Z tą różnicą, że nie podzieliła go między dom a pracę, ale dwie rodziny, w których wychowują się wnuki Gelsingerów. Żona biznesmena kursuje więc pomiędzy Oregonem a Palo Alto, by wspierać dorosłe dzieci w opiece nad potomstwem. Sam Gelsinger natomiast od lat kursuje, jak wynika z artykułu, głównie między biurem, lotniskiem a domem w Kalifornii.

O work-life balance najchętniej mówią mężczyźni, zwłaszcza ci, znajdujący się na wysokich stanowiskach (fot. Shutterstock)
O work-life balance najchętniej mówią mężczyźni, zwłaszcza ci, znajdujący się na wysokich stanowiskach (fot. Shutterstock)

Podobnie inni zarządzający, co znamienne - głównie mężczyźni, optymistycznie podchodzą do tematu balansu życiowego. Niektórzy, jak Jeff Bezos, szef Amazona, skądinąd wizjoner i innowator, "balans" zastępuje słowem "koło", które ma oznaczać holistyczne podejście do życia. Według Bezosa planu dnia nie powinniśmy układać jak puzzli, na siłę wciskać do naszego grafiku kolejnych obowiązków. Jego poszczególne elementy powinny się wzajemnie dopełniać. Jak czytamy w artykule Zoe Bernard w "Business Insiderze" z maja tego roku: najbogatszy człowiek świata ma codziennie rano czas na śniadanie z rodziną, nie ustawia budzika przed snem, umawia się na niewiele spotkań i do tego ma czas na umycie naczyń w domu. Zwłaszcza ta ostatnia czynność wydaje się daleko idącym hołdem złożonym na ołtarzu życia rodzinnego.

Jeszcze większą siłę rażenia ma w sobie słowo "harmonia", którym posługuje się Mike Gamson, szef Linked In, cytowany również w "Business Insiderze" w artykule z kwietnia 2017 roku. Jak przekonuje Gamson, gdy spisali z żoną życiowe priorytety i określili ścieżkę rozwoju zawodowego dla obojga małżonków, okazało się, że jego kariera może się harmonijnie rozwijać dzięki częstym podróżom biznesowym. Natomiast kariera żony okazała się na tyle elastyczna, że do jej rozkręcenia wystarczyła praca zdalna na laptopie. W ten sposób pani Gamson mogła nie tylko być aktywna zawodowo, ale również towarzyszyć mężowi w jego częstych wyjazdach. W końcu harmonia jest najważniejsza.

Balans można nazywać kołem, harmonią, zen albo równowagą. Jednak według szeroko cytowanych osób, zarządzających najpotężniejszymi firmami, ostatecznie wszystko sprowadza się do doskonałej organizacji. Przeciętny odbiorca, skłonny w domyśle do pewnego życiowego niechlujstwa i rozmemłania, a przynajmniej niekonsekwencji w realizowaniu celów, właśnie ją powinien mieć na uwadze, jeśli chce być tzw. kimś. Jeżeli jest przeciętny, winna temu jest jego słaba organizacja. Zwłaszcza gdy jest kobietą. Spóźnia się, zawodzi na wielu polach, opuszcza zajęcia z pilatesu lub, co gorsza, nawet się na nie zapisał(a).

Osiągnięcie harmonii między życiem zawodowym a prywatnym, nie należy do łatwych zadań (fot. Shutterstock)
Osiągnięcie harmonii między życiem zawodowym a prywatnym, nie należy do łatwych zadań (fot. Shutterstock)

Szeroko promowane w mediach hasło work-life balance ma przynieść dwojakie skutki. - Po pierwsze, ma sprawić, by mężczyźni o wysokim statusie zawodowym nie zostali zbyt szybko przewiezieni na OIOM w stanie zawałowym, albo żeby nie zostali nagle sami w pustym mieszkaniu, bez żony, dziecka ani nawet rybek - mówi dr Jacek Wasilewski, medioznawca z Uniwersytetu Warszawskiego. - Idea work-life balance teoretycznie ma pomóc również kobietom. Chodzi o to, żeby mogły sobie tak zorganizować życie, by czerpać satysfakcję z pracy, mając jednocześnie poczucie, że nie zaniedbują życia rodzinnego.

Jak podkreśla dr Wasilewski, ta idea skierowana jest wyłącznie do klasy średniej i menedżerów. W Polsce warto, moim zdaniem, zawęzić jeszcze tę grupę do wyższej klasy średniej. - Pamiętajmy o kontekście, w jakim się poruszamy - zaznacza dr Marta Bierca, socjolożka z Uniwersytetu SWPS. - Polskie społeczeństwo jest ciągle na tak zwanym dorobku, a przepaść między najbogatszymi i najuboższymi pogłębia się. Dziesięciu najbogatszych Polaków posiada tyle, co niemal siedem milionów najuboższych. Warto zauważyć, że idea work-life balance odnosi się do nielicznych Polaków, którzy mogą dążyć do życiowej równowagi, mając dostęp do różnorodnych form wsparcia, takich jak często płatne przedszkola i żłobki, prywatna opieka medyczna, niania czy pomoc w sprzątaniu domu.

No właśnie, wsparcie. O nim, w kontekście opiewanej równowagi pomiędzy życiem rodzinnym, zawodowym i duchowym (nie zapominamy przecież o słuchaniu siebie i innych dobrze brzmiących postulatach), mówi się najmniej. Konieczność zatrudniania osób pomagających w sprzątaniu czy opiekujących się  dziećmi poza wyznaczonymi "świętymi godzinami" wygląda mało progresywnie, ponadto podważa ideę perfekcyjnej organizacji i harmonijnego wpisania wszystkich zadań w grafik dnia. Czasami w artykułach o zbalansowanym życiu wysokich menedżerów litościwie wspomniana zostaje "wspaniała niania" lub "wyrozumiały partner", ale w wypowiedziach większości z nich dominuje apoteoza perfekcyjnego grafiku. - Chwalenie się work-life balance pokazuje, że nasze poczucie narcyzmu daje nam zadowolenie z układania życia pod siebie przy jednoczesnym obciążaniu innych - przekonuje dr Wasilewski.

'Kobietom jest trudniej osiągnąć work-life balance, kiedy biorą udział w mistrzostwach świata na najlepszą matkę i najlepszego pracownika' (fot. Shutterstock)
'Kobietom jest trudniej osiągnąć work-life balance, kiedy biorą udział w mistrzostwach świata na najlepszą matkę i najlepszego pracownika' (fot. Shutterstock)

Dlaczego więc tak bardzo podkreślamy naszą sprawczość, a tak mało zależność od innych? - Generalnie mężczyzna lubi czuć się zwycięzcą. To on, a nie armia, wygrywa bitwy, to on zdobywa laury. Stojący za nim zespół często bywa pomijany. W przypadku kobiet w grę wchodzą tzw. nieformalne układy pomocy, często w ramach relacji rodzinnych, np. pomoc babci w opiece nad dzieckiem, które również tworzą poczucie zależności. Kobietom jest trudniej osiągnąć work-life balance, kiedy biorą udział w mistrzostwach świata na najlepszą matkę i najlepszego pracownika - podkreśla dr Wasilewski.

- Ale też powoli uczą się, że nie muszą startować w tych zawodach  - dodaje dr Bierca. - Polki (i Polacy) coraz chętniej zatrudniają nianie i pomoce domowe, o czym zaczynają mówić otwarcie. Jeszcze 10 lat temu zaledwie 3 procent Polaków deklarowało, że zdarza im się opłacać wykonywanie usług domowych. Powoli przestaje to być tematem tabu, choć nadal jest domeną większych miast. 64 procent niań w Polsce świadczy swoje usługi w pięciu największych ośrodkach.

Termin work-life balance jest więc u nas pojęciem wyłącznie lokalnym, wielkomiejskim.

Sama, będąc mamą i współzarządzając z mężem rosnącą z roku na rok firmą działającą w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, dobrze wiem, że w miarę sprawne funkcjonowanie w kilku rolach jednocześnie to efekt olbrzymiej pomocy partnera i moich rodziców. Przypisywanie sobie wszystkich zasług za umiejętne łączenie pracy z życiem prywatnym uważam nie tylko za nadużycie, ale również za formę opresji wobec osób, które nie mają szansy na takie wsparcie.

Jak więc wyzwolić się od mitu idealnego życia? - Dając sobie przyzwolenie na błędy. Moment, w którym zgadzamy się być wystarczająco dobrym rodzicem lub pracownikiem zaledwie profesjonalnym, przynosi pewien rodzaj ukojenia - radzi dr Wasilewski.

W znalezieniu równowagi między pracą a życiem rodzinnym może pomóc zatrudnienie pomocy domowej czy niani (fot. Shutterstock)
W znalezieniu równowagi między pracą a życiem rodzinnym może pomóc zatrudnienie pomocy domowej czy niani (fot. Shutterstock)

Bycie wystarczająco dobrym nie jest jednak wystarczające we współczesnym świecie. Przyznanie się do bycia średnim w czymkolwiek jest publicznym harakiri. Szczególnie że internetowi coache i celebryci duchowości prześcigają się w złotych myślach i pseudoporadach o przekraczaniu własnych granic i sięganiu wyżej. Ale co robić, jeśli nasza praca nie daje perspektyw na awans, w polu widzenia nie ma innych atrakcyjnych posad, a dzieci widujemy na godzinę przed snem, bo ciągle jesteśmy w biurze?  Można wyjechać do aśramu w Indiach lub zacząć lepić garnki. Istnieje jednak ryzyko szybkiej frustracji wynikającej z jałowości wyplatania przez cały dzień wiklinowych koszy. W końcu przyjdzie znużenie i poczucie nieadekwatności. Eskapizm z własnego świata nie rozwiązuje problemu stania na baczność przez całe życie.

Pamiętam wywiad sprzed dwóch lat z Michałem Kicińskim, współtwórcą firmy CD Projekt, który z sukcesem wprowadził na światowy rynek grę "Wiedźmin". W rozmowie z dziennikarką "Newsweeka" przyznał się do wieloletniej walki z depresją, mówił o potrzebie wyrwania się z zawodowego kieratu, w którym nie był już w stanie funkcjonować. Obnażenie swojej słabości przez przedsiębiorcę tej klasy było tyleż wstrząsające, co ożywcze dla mnie, zapatrzonej wówczas w mit, że można wszystko. Otóż nie można. Można najwyżej próbować, nie wyrabiając się na zakrętach. Powiedzenie tego  głośno na pewno przyniesie chwilową ulgę. Jednak dobrym pierwszym krokiem jest zanegowanie piramidy idealnego życia, której bliżej raczej do piramidalnego kłamstwa.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Alicja Wysocka-Świtała. Partner zarządzająca agencji Clue PR, od kilkunastu lat specjalizująca się w komunikacji korporacyjnej i nowych technologii. Absolwentka dziennikarstwa na UW, studiowała amerykanistykę na UW i w Oslo. Prowadzi zajęcia w Collegium Civitas, zasiada w Jury Złotych Spinaczy.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (56)
Zaloguj się
  • kryssttyna_011

    Oceniono 27 razy 27

    Miło że ktoś to wreszcie powiedział. Jakie szanse na balans ma samotna matka zasuwająca na dwóch etatach aby zapłacić rachunki albo freelancer pracujący na zlecenia, który nigdy nie wie ile będzie miał pracy i kasy? Fajnie mówić takie slogany, gdy jest się szefem ustawiającym pracę firmy i podległego zespołu pod siebie i swoje potrzeby, gorzej jak się jest pracownikiem zostającym po godzinach aby szef mógł wyjść o 16 do domu z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Balans w domu natomiast zapewnia rzesza nisko opłacanej służby sprawiająca, że jest czysto, miło, komfortowo, lodówka jest pełna zdrowej żywności, wyprasowane koszule wiszą w szafie, a dzieci odrobiły lekcje, nauczyły się języków obcych i zjadły zbilansowany posiłek - czyli żyć, nie umierać i pisać lifestylowe książki w przerwach pomiędzy nartami, kitesurfingiem i safari. Czemu tylko tak dużo ludzi daje się nabrać na niedostępne dla siebie wzorce i aspiruje do zachowań, które są możliwe dla nielicznych uprzywilejowanych? A w firmowej poczcie co najmniej trzy oferty szkoleń z zakresu work life balance na przemian z RODO i zarządzaniem zespołem milenlialsów ...

  • rafiol

    Oceniono 25 razy 21

    Kłamstwa, kłamstwa, kłamstwa. Wśród nich żyjemy. Self-made mani, którzy nie tylko twierdzą, że znaleźli perfekcyjny przepis na życie ale zapominają też o źródłach własnego sukcesu: pieniądzach tatusia, partnerach życiowych i biznesowych, pracownikach. Wszyscy, którzy kolorują rzeczywistość własną i innych: szefowie firm, dyrektorzy i kierownicy, politycy et consortes, nawet rodzice wobec dzieci - wszyscy sprzedający innym lukrowaną wizję, sukcesu czekającego za progiem na każdego, kto się stara. Na tych łgarstwach zbudowano całe państwa i narody. W ramach systemu ucieczki przed trudną rzeczywistością i autokonfrontacja okłamujemy siebie i innych od wczesnego dzieciństwa. Szczur w labiryncie, chomik na kołowrotku, od narodzin do śmierci: taki jest los większości ludzi, ale to słabo motywuje, źle wygląda na billboardach, nie buduje gospodarki i wydajnych społęcznych systemów. "Więc dalej emitujcie film". Work-life balance to tylko szczegół.

  • farcry3

    Oceniono 14 razy 14

    Pracowałem w korpo kilkanaście lat.Brałem udział w wyścigu szcurów. Pieniądze były, stać nas było na wszystko. Po tych kilkunastu latach coś ze mną się zaczęło dziać nie tak . Wzrost agresji, rzadkie przebywanie z dziećmi i żoną, częste sięganie po alkohol, objawy depresji...zrezygnowałem. Poziom finansowy nam sie obniżył. ale nie żałuję. Jestem na prywatnym, raz jest lepiej raz gorzej, to nie budżetówka, gdzie wypłata wpływa za sam fakt istnienia i zużywania powietrza. ale się wyciszyłem i relacje rodzinne uległy poprawie. Nie potępiam i nie krytykuję nikogo, kto pracuje w korpo, ale do tego trzeba mieć pewne cechy charakteru inaczej, korpo przeżuje i wypluje.

  • xerathus

    Oceniono 11 razy 7

    Ludzie wykonują pracę, której nie lubią, żeby kupować rzeczy których nie potrzebują.
    Czym się różni komunistyczny przodownik pracy od korposzczura? Zamiast Popularnych ma Marlboro, zamiast radio tranzystorowego iPhone'a, zamiast hotelu robotniczego "apartament" na hipotekę. Niczym więcej, jeśli ludzie myślą, że głównym wyznacznikiem szczęścia jest zamożność, to oznacza, że 95% ludzi na świecie jest nieszczęśliwych.
    Afryka, Azja, Ameryka Południowa... miliardy nieszczęśliwych ludzi. Kompletna bzdura.

  • 213g

    Oceniono 7 razy 7

    To są bajki o wl balance, nawet zatrudniając się na pół etatu nie ma gwarancji ile się będzie pracować - przepisy sa takie że pracodawca może zmusić do nadgodzin a w dodatku pieniędzy za nie nie zobaczymy bo bilansowanie czasu pracy roczne, pół biedy gdy mówimy o lifestylowych ideologiach, ale ludzie mają realne problemy z tego tytułu - rodzice małych dzieci są w pewnym stopniu chronieni ale będzie narastał problem opieki nad osobami starszymi a na
    rozwiązania w stylu Niemiec nie mamy co liczyć.

  • kamuimac

    Oceniono 13 razy 7

    nie do pomyślenia w 99% miejsc w Polsce poza kilkoma najwiekszymi miastami .

    w gospodarce opartej na taniej sile roboczej i technologiach sprzed 40 lat liczą sie tylko nadgodziny a o efektywnosci pracy nikt nigdy nie słyszał.

    za to bardzo popularne w niemczech/UK i innych cywilizowanych krajach - mało kto zostaje w pracy po godzinach. no chyba że znowu mówimy o polaczkach za.....jącyhc na budowie albo w wykończeniówce.

  • dobrochnaa

    Oceniono 6 razy 6

    Oczywiście tekst dobrze komentuje nowy, amerykański pomysł. Oni zawsze muszą mieć coś, co jest jakąś świeżą odpowiedzią na stare problemy egzystencjalne i sposobem na ustawienie sobie życia "w nowoczesny sposób" - pomocny przy rozwiązywaniu kwestii sensu życia, systemu wartości i tej czarnej dziury w jakiej tkwi indywidualny człowiek itp...".
    W tym, świeżym pomyśle chodzi o to jak przeorganizować twoje myślenie i twój prywatny świat tak aby można pogodzić konserwatywną mentalność i system wartości z nowoczesnymi wymaganiami rzeczywistości i twoimi (również nowoczesnymi) potrzebami oraz aspiracjami.
    No i oczywiście odpowiedź życia na ten świeży pomysł (czy raczej nową ułudę, albo robienie wody z mózgu) jest taka, jaką podaje ten artykuł...

  • sylwadomowa

    Oceniono 12 razy 6

    Jest jedno rozwiązanie, o którym mnóstwo ludzi marzy - zwłaszcza dotyczy to osób mających rodziny: niepełnoetatowe zatrudnienie z gwarancją niewydłużania godzin pracy. I z całym ryzykiem biedy, jaka za tym idzie. Ale ta bieda bywa akceptowalna, gdy mówi: dyskretnie zaszyjesz dziurę w spodniach i ponosisz je jeszcze trochę, zamiast kupować nowe, a szyjąc pośpiewasz sobie z dzieckiem i spędzicie miłe, wspólne chwile... Ludziom już nie zależy wyłącznie na pieniądzach. Zależy im na czasie na życie i bliskich.
    Umożliwienie pracującym rodzicom zatrudnienia na niepełny etat byłoby znacznie zdrowsze dla społeczeństwa i bardziej skuteczne pro-prokreacyjnie niż dostawane za nicnierobienie 500+.

  • john_yossarian

    Oceniono 7 razy 5

    To, że work-life balance to bzdura dla korpogłupków, to już wiemy nie od dziś. A o czym jest artykuł?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX