Janina Lewandowska z mężem Mieczysławem

Janina Lewandowska z mężem Mieczysławem (fot. Muzeum Powstańców Wielkopolskich w Lusowie/Mieczysław Michalak/AG)

wywiad Gazeta.pl

Byli małżeństwem tylko 52 dni. Tragiczne losy Janki, jedynej kobiety, która zginęła w Katyniu

Początkowo Mieczysław traktował Jankę z rezerwą, ale to on pierwszy się zakochał i bardzo o nią zabiegał - opowiada autorka książki o Janinie Lewandowskiej, Maria Nurowska.

Jak trafiła pani na postać Janiny Lewandowskiej?

Mój ojciec jako 17-latek wstąpił do Legionów. Tam zaprzyjaźnił się z równolatkiem, Mieczysławem. W 1920 roku dowodził już oddziałem kawalerii i znowu się spotkali. We wrześniu 1939 roku ojciec został internowany w obozie dla oficerów w Połądze na Litwie, skąd moja dzielna matka go wyprowadziła. Za jego buty oficerki zdobyła ubranie i litewskie łapcie, sama też się przebrała za Litwinkę i wyszli z obozu przytuleni, jak para zakochanych.Ojciec, który nie był tak odważny jak ona, czekał tylko, kiedy dostanie kulę w plecy.

Mieczysław trafił do Kozielska. Życie uratowało mu to, że był podoficerem, których w pewnym momencie wywieziono z obozu do łagrów. Zostali sami oficerowie. W 1956 roku wrócił do Polski, odnalazł mojego ojca. Opowiadał o Kozielsku. Mówił, że w obozie była z nimi jedna jedyna kobieta, cudowna, opiekuńcza. Pilotka Janina Lewandowska. Podtrzymywała ich na duchu, bo przecież wszyscy borykali się z jakimiś załamaniami, tęsknotami. Leczyła ich dusze. Nawet nazywali ją Matką Boską Kozielską. To zapamiętałam z tych opowieści.

12.01.2005 LUSOWOFOT. MIECZYSLAW MICHALAK / AGENCJA GAZETAZDJECIAGENERAL DOWBOR MUSNICKIJANINA LEWANDOWSKA Z DOMU DOWBORPLYTA WROCLAW NR 404
Janka z ojcem, generałem Józefem Dowborem-Muśnickim (fot. Mieczysław Michalak/AG)

Pan Mieczysław nie wiedział, że Janka była córką generała Józefa Dowbora-Muśnickiego. Nie wiedział też, co się z nią stało. Oczywiście przypuszczał, że nie żyje, ale któregoś dnia powiedział do ojca: "Może stał się cud".

Cud się nie stał. Zginęła w Katyniu, 22 kwietnia 1940 roku, w dniu swoich 32. urodzin, od strzału w tył głowy.

Nosiłam tę historię w sobie przez wiele lat. Gdy zaczęłam pisać, miałam taką myśl, żeby zacząć od niej, ale był we mnie lęk. Nie miałam jeszcze wyrobionego pióra. Nie chciałam Jance zaszkodzić.

Ale pewnie nie mogła pani przestać o niej myśleć?

Ona... Trudno to wytłumaczyć, ale często odczuwałam niemal fizyczną jej obecność. W latach 90. zebrałam się na odwagę i podczas audycji w radiu ogłosiłam, że szukam osób, które miały kontakt z Janiną Lewandowską albo z jej rodziną. I zgłosiła się pani Franciszka, już wówczas starsza osoba, która jako 12-latka trafiła do pałacu generałostwa, czyli rodziców Janki, w 1920 roku.


Janina Lewandowska (fot. Mieczysław Michalak/AG)

Mama pani Franciszki była tam kucharką. Dziewczynki, jako rówieśniczki, zaprzyjaźniły się. Ta przyjaźń przetrwała do końca. Franciszka zatrzymała nawet psa Janki, gdy ta wyszła z domu, by dotrzeć do punktu mobilizacyjnego. Ciągle wierzyła, że Janka wróci, że się jeszcze spotkają.

To, że zgłosiła się pani Franciszka, brzmi wręcz nieprawdopodobnie.

Niebywałe, prawda? Pani Franciszka opowiedziała mi mnóstwo szczególików o życiu tej rodziny. Na przykład, że kochali zwierzęta. Janka miała owczarka alzackiego, a generał cztery foksteriery. Albo jak kiedyś Janka weszła na drzewo i nie umiała zejść. Wszyscy jej szukali. Generał specjalnie przyleciał samolotem z Warszawy, żołnierze bosakami przeszukiwali jezioro. Janka wcześniej powiedziała młodszemu bratu: "Nic nikomu nie mów. Jak zejdę, to ci opowiem, co widziałam w dziupli". Brat milczał jak grób. Dopiero psy, które generał wypuścił, odnalazły ją zmarzniętą i przerażoną. 

Pani Franciszka była też ostatnią osobą, która widziała generała. Weszła do jego pokoju z herbatą, a on już nie żył.

Z kim jeszcze udało się pani porozmawiać o Jance?

Z nikim więcej. Korzystałam z dokumentacji zgromadzonej w Muzeum Powstańców Wielkopolskich w Lusowie, gdzie znajduje się model czaszki Janki. Zebrano w nich relacje osób, które ją znały. Ale trudno było wyciągnąć z tego coś interesującego, nikt nie zadawał tym ludziom bardziej szczegółowych pytań. Opierałam się więc głównie na wspomnieniach pani Franciszki, które były niezwykle barwne.

}12.01.2005 LUSOWOFOT. MIECZYSLAW MICHALAK / AGENCJA GAZETAZDJECIAJANINA LEWANDOWSKA Z DOMU DOWBORPLYTA WROCLAW NR 404
Janina Lewandowska (fot. Mieczysław Michalak/AG)

Miałam jednak w latach 90. spory kłopot z Kozielskiem. Nie było jeszcze wtedy w Polsce zbyt wielu informacji o obozie. Wiadomo było, że przebywali tam polscy oficerowie, których później wywieziono do Katynia i tam stracono. Żadnych szczegółów, żadnych wiadomości o Jance. A przecież nie mogłam tego wątku z jej życia pominąć. Mijały lata, aż wreszcie powiedziałam sobie równo rok temu: "Jak nie teraz, to nigdy". Starzeję się, za chwilę może mnie nie być. I znowu zaczęłam szperać.

Znalazła pani jakieś nowe dokumenty?

Znowu opowiem coś, co brzmi nieprawdopodobnie, ale mam świadka, że tak było. Wymyśliłam sobie tytuł "Pamiętnik znaleziony w Katyniu" i nagle w Internecie odkryłam, że ktoś sprzedaje "Pamiętniki znalezione w Katyniu". Wyszła taka książka w 1990 roku w Londynie, jeden jedyny egzemplarz kupiłam za 7 złotych! To były zapiski jeńców, którzy, jak się okazało, prowadzili dzienniki, notatki, niemal do ostatnich chwil, już w Katyniu. W pamiętnikach były tylko o Jance drobne wzmianki, że "wczoraj odwiedziła nas pilotka, poczęstowaliśmy ją herbatą". Relacjonowali, że przyjechali do jakiegoś lasku. Że chyba jest to sanatorium. "Wysiadamy". Do końca nie wiedzieli, że niebawem zostaną rozstrzelani. To było wstrząsające...

W posłowiu pisze pani, że płakała, czytając te wspomnienia.

Łzy mi kapały na klawiaturę. Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło. Te przekazy były tak żywe, poza tym dotyczyły osoby bardzo mi bliskiej. Myślę o Jance jak o kimś bliskim. Wydaje mi się, że dobrze ją znałam, że dużo o niej wiem. Tyle lat ze mną była.

18 05 2005 WROCLAW ZAKLAD MEDYCYNY SADOWEJ SUPERPROJEKCJA REKONSTRUKCJA I PROBA IDENTYFIKACJI CZASZKI TYPOWANEJ JAKO MOGACEJ POCHODZIC OD JANINA LEWANDOWSKAFOT. LUKASZ GIZA / AGENCJA GAZETAPLYTA WROCLAW NR 416
Superprojekcja i rekonstrukcja czaszki Janiny Lewandowskiej (fot. Łukasz Giza / AG)

Janka w czerwcu 1939 roku wyszła za Mieczysława Lewandowskiego, pilota, którego poznała na pokazach szybowcowych pod Nowym Sączem.

Potem został jej instruktorem, uczył ją latać na szybowcach. Małżonkowie nie zdążyli jednak nawet ze sobą zamieszkać. Początkowo Mieczysław traktował Jankę z rezerwą, ale to on pierwszy się zakochał i bardzo o nią zabiegał. Był jedynakiem, jego matka była nauczycielką. Jego pułk został włączony do Armii Kraków. 1 września Mieczysław pilotował myśliwca. Niestety, już tego dnia został zestrzelony. 3 września, ranny, dotarł do mieszkania Janki w Poznaniu, ale ona kilka godzin wcześniej poszła na wojnę! Minęli się. Byli małżeństwem tylko 52 dni. Pani Franciszka mówiła mi, że mąż Janki był wspaniałym człowiekiem, świata poza nią nie widział.

Lewandowski był pilotem w Dywizjonie 307. Dostał się do Anglii, prawdopodobnie przez Rumunię.

}12.01.2005 LUSOWOFOT. MIECZYSLAW MICHALAK / AGENCJA GAZETAZDJECIAJANINA LEWANDOWSKA Z DOMU DOWBORPLYTA WROCLAW NR 404
Janina Lewandowska z przyszłym mężem (fot. Muzeum Powstańców Wielkopolskich w Lusowie/Mieczysław Michalak/AG)

Co się z nim stało?

Po wojnie wrócił, nie znalazł Janki i po raz drugi przedostał się na Zachód, tym razem przez Czechosłowację i RFN. Jestem pewna, że wrócił, żeby odszukać swoją żonę. Do końca życia mieszkał w Blackpool. Ożenił się, miał kilkoro dzieci. Zmarł w wieku 86 lat, nie miałam możliwości, żeby się z nim spotkać.

Jedna z córek opowiedziała, że dopiero po śmierci ich matki ojciec wyznał, że miał przedtem żonę.

Przez długie lata historycy nie wiedzieli, że w Katyniu zginęła kobieta.

Zwłoki Janki znaleźli Niemcy podczas pierwszej ekshumacji z mogił katyńskich w 1943 roku. Ale ten fakt ukryli. Dwa lata później profesor Gerhard Butz z Zakładu Medycyny Sądowej niemieckiego Uniwersytetu Wrocławskiego, który przeprowadził ekshumację, przywiózł czaszkę Janki do Wrocławia, po czym, z sześcioma innymi, trafiła do rąk profesora Bolesława Popielskiego. Ten z kolei przez kilkadziesiąt lat ukrywał je przed UB i NKWD. Dopiero tuż przed śmiercią, w 1997 roku, zdradził tajemnicę swoim współpracownikom. Dlaczego tak postąpił? To dla mnie zagadka.

Wie pani, jak ustalono tożsamość Janki?

Przeprowadzono badania, które potwierdziły, że są to szczątki ofiar katyńskich. W 2005 roku w Zakładzie Medycyny Sądowej Akademii Medycznej we Wrocławiu zidentyfikowano czaszkę Janki. Później, z wojskowymi honorami, pochowano ją w rodzinnym grobowcu.

04.112005 LUSOWO SZKOLA PODSTAWOWA SESJA NAUKOWA POSWIECONA ODTWORZENIU CZASZKA CORKI GEN. DOWBORA - MUSNICKIEGO JANINA LEWANDOWSKA FOT. LUKASZ CYNALEWSKI / AGENCJA GAZETAPLYTA POZNAN NR 502
Lusowo, 2005 rok. Sesja poświęcona odtworzeniu czaszki Janiny Lewandowskiej (fot. Łukasz Cynalewski / AG)

Janka dostała się do niewoli przez fatalny zbieg okoliczności. W czasie wybuchu wojny była cywilem, przeszła tylko kurs przysposobienia wojskowego. Wraz z kolegami pilotami z Aeroklubu Poznańskiego dołączyła do wojska, oni byli po cywilnemu, ona miała na sobie kombinezon pilota. Dlatego została zatrzymana i trafiła do Kozielska. Oczywiście władze obozu od razu odkryły, czyją jest córką. I to był wydany na nią wyrok śmierci. W swoich pamiętnikach jej ojciec napisał, że nie spocznie, "póki nie wypleni bolszewickiej zarazy". A Stalin był pamiętliwy.

Zupełnie jakby nad tą rodziną ciążyło jakieś fatum.

Bardzo długo się zastanawiałam, dlaczego ta rodzina została tak strasznie doświadczona. Młodo umiera mama Janki, osieroca półroczną córeczkę Agnieszkę, 11-letnią Jankę i dwóch braci, najstarszego Gedymina i młodszego od niej o pięć lat Olgierda. Był to jej ukochany brat, zawsze się nim opiekowała. Potem była z niego dumna, bo z wyróżnieniem skończył Szkołę Orląt w Dęblinie. Niestety, zakochał się nieszczęśliwie i w 1938 roku popełnił samobójstwo. Agnieszka została rozstrzelana w Palmirach. Śmierć zawsze była blisko tej rodziny. 

Janka miała silny charakter. Moim zdaniem po ojcu. Podkreślała, że chce żyć na własnych warunkach, co w międzywojniu było niezwykle trudne. Także w kontrze do ojca, który uważał, że kobieta powinna wyjść za mąż i mieć dzieci. Tymczasem Janka jako 22-latka zdobyła w 1930 roku pierwsze miejsce w skokach spadochronowych z pięciu tysięcy metrów, w klasie kobiet podczas zawodów w Paryżu.

Janka żyła tak, jak chciała, i zginęła na własne życzenie.

Co pani ma na myśli?

Przecież nie musiała iść na wojnę. Poszła walczyć, bo chciała. Poza tym, zresztą jak większość wówczas, źle oceniła sytuację - uważała, że wygrana wojna skończy się za dwa tygodnie. Wie pani, poskładałam portret Janki z różnych kawałków. Po wojnie ktoś widział kobietę w tramwaju, przypominającą Jankę. Ktoś inny w czasie ewakuacji wojska na Wschód zapamiętał kobietę w lotniczym kombinezonie, która ofiarnie pomagała rannym. To musiała być ona!

Jak na panią "Pamiętnik znaleziony w Katyniu" jest dość krótki. Coś pani o Jance zostawiła tylko dla siebie?

Nigdy nie udaje się stworzyć pełnego obrazu opisywanej postaci, która istniała naprawdę, ale z pewnością udało mi się znaleźć najbliżej mojej bohaterki, jak tylko było to możliwe.


Maria Nurowska i okładka jej książki (fot. A. Golec, mat. prasowe)

Maria Nurowska. Powieściopisarka, której książki są tłumaczone na francuski, niemiecki i czeski. Skończyła filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim. Jej dziadek był arystokratą, ojciec legionistą, a mama należała do Armii Krajowej. Mieszka w Bukowinie Tatrzańskiej.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka psów, mądrych ludzi, kawy i sportowych samochodów.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (1)
Zaloguj się
  • Sławomir Król

    0

    Tak czy inaczej zdaniem władz poznania nie należy Jej się ulica, lepsza jest ta upamiętniająca "wyzwolenie" w 1945, co za żenada.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX