Na przedmieściach Łodzi można znaleźć wiele charakterystycznych, romskich pałaców

Na przedmieściach Łodzi można znaleźć wiele charakterystycznych, romskich pałaców (fot. Bartosz Józefiak)

przedmieścia

"To nie jest tak, że kto ma większą willę, ten jest wyżej w hierarchii"

Złote kopuły, ornamenty, kolumny i balustrady, bizantyjski przepych. Pałace Romów przez lata były atrakcją łódzkich przedmieść. Ich historia właśnie dobiega końca.

Pierwsze widać kopuły. Pozłacane, drewniane, w kształcie stożków. Gdy podejść bliżej, widać też odpadające tynki, roślinne ornamenty, balustrady i kolumny. Bizantyjski przepych, wykonanie - lata 80. Trasa nr 91 ze Zgierza do autostrady A2 jest upstrzona pałacami. Na płocie jednego z nich odpadający banner: "Na sprzedaż". Przed innymi parkują mercedesy i bmw.

- Z gazety? A nie, dziękuję - przegania mnie starsza Romka w czarnej sukni.

- Ja do gazety nie mówię - dodaje mężczyzna z brzuszkiem.

Podchodzę do kolejnej willi. Wygląda jak budowla poskładana z dużych klocków lego, zwieńczona trójkątnym dachem.

- Dziękuję, nie rozmawiam - komentuje mężczyzna romskiego pochodzenia, ubrany w białą koszulkę i spodnie od garnituru. Wychodzę z posesji. Grzechem byłoby nie uwiecznić budowli. Sięgam po aparat. Nie zdążę zrobić zdjęcia. Mężczyzna wybiega przez drzwi.

- Żadnych zdjęć! Na policję zadzwonię!

- Taki ma pan oryginalny dom, nic dziwnego, że przyciąga uwagę - próbuję się bronić. Nic z tego. Mężczyzna gestykuluje, łapie za telefon, każe mi czekać na policję, znika w drzwiach. Wychodzi za to kobieta po pięćdziesiątce w długiej czarnej sukience.

Romskie pałace wyróżniają się na tle standardowej podmiejskiej zabudowy (fot. Bartosz Józefiak)
Romskie pałace wyróżniają się na tle standardowej podmiejskiej zabudowy (fot. Bartosz Józefiak)

- Proszę się nie gniewać na męża. Cenimy prywatność. Po angielsku to się mówi, że pan wkroczył na naszą "property". Ten dom już trzydzieści lat stoi. Lataliśmy do USA, żeby na niego zarobić. Architekci i budowlańcy z Polski nam go postawili według naszych instrukcji, jak ma wyglądać idealny dom - kwituje, żegnając się.

Pochód blokował ulice

Maria nie da złego słowa powiedzieć o sąsiadach. Pamięta, jak zaczęli się sprowadzać czterdzieści lat temu.

- My też się dopiero co budowaliśmy na przedmieściach Zgierza. I ludzie z miasta ostrzegali: Zobaczysz, co będzie! Kradzieże będziesz miała, libacje, żyć wam nie dadzą! I powiem panu: nic, nic z tych rzeczy się nie sprawdziło! - wspomina. - Zawsze "dzień dobry", z szacunkiem. Ich dzieciaki z naszymi ganiały. Obok po sąsiedzku mieszkała taka starsza Cyganka. Lubiłam do niej zachodzić, bo miała mnóstwo opowieści. Jak to z taborem po lasach jeździli. Mówiła: "Zobacz, pani Mario, byliśmy tacy zdrowi wtedy. Cały dzień boso po ściółce człowiek biegał i nic mu nie było. A teraz tak samo jak i wy chorujemy, tak samo nas raki biorą".

Maria widzi plusy takiego sąsiedztwa. U Cyganki zawsze było mleko, ser.  Więcej! Zawsze mieli cement, cegły, nawet stemple budowlane.

- Sześć lat budowaliśmy nasz dom i pewno budowalibyśmy dłużej, jakby nie Cyganie. Bo wtedy wszystkiego brakowało, a oni jakoś dostawali. Pytałam się budowlańców, jak to jest. Powiedzieli mi: "Bo, proszę pani, to jest mniejszość, mają taką pomoc od rządu" - wspomina Maria.

A jak pięknie się swoimi starszymi opiekowali! I do tego religijni. Maria pamięta, że nie opuszczali mszy, a jak przez Zgierz szedł obraz Matki Boskiej z Częstochowy, to jeden postój miał w romskiej willi.

Wiele willi jest opuszczonych i zaniedbanych (fot. Bartosz Józefiak)
Wiele willi jest opuszczonych i zaniedbanych (fot. Bartosz Józefiak)

- Sąsiadka wtedy do nich poszła. Opowiadała: Jak tam pięknie! Złoto, rzeźby, meble wystawne. Pięknie sąsiedzi mieszkali. I takie mieli fajne samochody. Mojego syna podwozili do pracy.

Trzydzieści kilometrów dalej, na drugim krańcu Łodzi, widok się powtarza. Ksawerów i przedmieścia Pabianic również toną w pałacykach o wymyślnych kształtach. Tu na płotach królują napisy: "Tkalnia", "Hurtownia tkanin". Przed zamieszkaną willą zaparkowanych dziesięć samochodów. Mercedesy, bmw, dodge albo maluch. Część aut na brytyjskich rejestracjach. Właściciele nie chcą ze mną rozmawiać.

- Romowie to mieszkają o, tutaj, tutaj, za płotem, po drugiej stronie, i jeszcze obok... - wymienia Marcin. Spotykam go na podwórku starej, parterowej kamienicy, która wybija się w sąsiedztwie wystawnych pałaców. - Za dzieciaka to byli moi kumple. Nie miałem żadnego Roma w klasie, bo to jeszcze były czasy, że nie chodzili do szkoły. Za to biegaliśmy razem po podwórkach. Choć była między nami różnica, powiedzmy, w majętności. Wiadomo - Cygan od małego ma skuter. Pięciolatka już tata sadza na kolanach i pokazuje, jak prowadzić. Ale nie wywyższali się nigdy, ani nic takiego.

- Ciężko pracowali, to mieli wille. A ja jakoś zap...dalam całe życie i nie mam - dodaje sąsiadka Marcina. Zaraz zapewnia, że to żart. - Lubię ich, moje dzieciaki też z nimi latały.

Marcin wspomina romskie pogrzeby. Gdy umierał Rom, zjeżdżała się rodzina z całej Polski, a nawet z Europy. Zaparkowane samochody nie mieściły się na podjazdach. Pochód z trumną wychodził z domu i szedł  na cmentarz. Ruch na drodze był wtedy zablokowany.

Romscy koledzy Marcina co chwilę wyjeżdżali do Niemiec czy Wielkiej Brytanii. Jechali i wracali. Ich rodzice prowadzili biznesy w Polsce. Syn wójta romskiego miał pięć stacji benzynowych. Firma, w której pracuje Marcin, wynajmuje od Romów budynki na magazyn tkanin.

- Od lat mamy coraz mniej Cyganów. Już ich tak nie widać - dodaje.

Romowie masowo wyprowadzają się z przedmieść Łodzi (fot. Bartosz Józefiak)
Romowie masowo wyprowadzają się z przedmieść Łodzi (fot. Bartosz Józefiak)

Powrót ze Stanów

- Społeczność romska mieszkała w Łodzi jeszcze przed wojną - opowiada Zdzisław Florianowicz, prezes Zgierskiego Stowarzyszenia Romów. - Wielu z nich to byli arystokraci z Romów austriackich. W czasie wojny całe rodziny były wywożone na Syberię albo ginęły w obozach. Ale część przeżyła Holocaust. I wróciła.

W 1952 roku władza ludowa zabroniła Romom wędrownego trybu życia. Zakaz raz na zawsze zakończył historię cygańskich taborów.

- Pod koniec lat sześćdziesiątych władza rozdawała Romom, podobnie jak Żydom, paszporty. Urzędnicy mówili: Wybieraj, jedź gdzie chcesz. Romowie dostawali paszporty do Stanów Zjednoczonych. Polecieli, ale część z nich wróciła. Ci "pałacowi" Romowie to właśnie potomkowie uchodźców z USA - opowiada Florianowicz. - Rodzice słali dolary, a młodych stać było na wszystko. Wiadomo, ile wtedy kosztował dolar.

Jest też druga teoria, skąd tylu Romów wokół Łodzi. Według niej wszystkiemu winna tajna umowa między PRL-owskim rządem a Republiką Federalną Niemiec. Umowa miała zakładać, że Polska przyjmie romskie rodziny w zamian za pokaźną liczbę marek.

"Do Pabianic zawędrowali z przymusu surowych przepisów. Połowa rodów miała niemieckie paszporty. Był 1976 rok. Swoich Cyganów Niemcy się pozbywali. Wiele lat później ówczesny prezydent Pabianic wyznał: Przyszło odgórne polecenie, żeby ich osiedlić. Wtedy garść marek pachniała fortuną. Przyjechało sześćdziesięciu. Odkupili dwa domy na przedmieściu, obok pobudowali własne: z okrągłymi wieżyczkami, białymi tarasami, dachami krytymi miedzią. Zwieźli szwedzkie meble, perskie dywany, francuską porcelanę, niemieckie samochody" - pisał w latach dziewięćdziesiątych na łamach "Prawa i Życia" reporter Roman Kubiak.

- O tej tajnej umowie mówili milicjanci, wspominały też władze Pabianic. Ale żadnego potwierdzenia w dokumentach nie znalazłem - wspomina Kubiak, dziś wydawca tygodnika "Życie Pabianic".

Wiele willi jest w fatalnym stanie, bo budujący je robotnicy często oszczędzali na materiałach (fot. Bartosz Józefiak)
Wiele willi jest w fatalnym stanie, bo budujący je robotnicy często oszczędzali na materiałach (fot. Bartosz Józefiak)

Pamiątka z Indii

W mieście mówiło się o wystawnych imprezach, baranach pieczonych przed romskimi pałacami, pochodach pogrzebowych, podczas których milicja blokowała główne ulice. "Życie Pabianic" donosiło o 16-letniej Wiktorii, którą młody narzeczony porwał sprzed jej pałacu  i wywiózł do chatki w górach. Poprosił dziewczynę o rękę, ale ona odrzuciła oświadczyny. Chłopak wynajął więc taksówkę i kazał odwieźć Wiktorię do Pabianic. Spieszył się, żeby wróciła do rodziców najpóźniej po 24 godzinach.

Młodzi Romowie słynęli z rajdów samochodowych. Niektóre kończyły się tragicznie. Na pabianickim cmentarzu znajdziemy wystawne groby z podobiznami zmarłych. Przy rysunku młodego człowieka - mercedes.

"Żadna wojna tylu młodych nam nie zabrała" - opowiadał senior romskiej rodziny w reportażu z lat dziewięćdziesiątych.

W Pabianicach romskie pałace wyrosły wzdłuż ulicy Rzgowskiej. Na bogatych przedmieściach, przy granicy z wsią Ksawerów i Łodzią. Szczyt pałacowego boomu przypadł na lata osiemdziesiąte, ale wille rosły przez kolejnych trzydzieści lat.  - Tutejsi budowlańcy wyczuli interes. Brali od Romów grube pieniądze za stawianie murów, ale mocno "oszczędzali" na materiałach budowlanych. Cementu dawali mało, za to nie skąpili piasku. Dlatego dziś pałace są w tak kiepskim stanie - wspomina Roman Kubiak.

- Byłem w Hiszpanii. Na Wyspach Kanaryjskich, w Anglii też widziałem romskie pałace. Wszędzie wyglądały dokładnie jak nasze, polskie. Ten sam wystrój: złote meble, figury. To część naszej kultury. Może to się bierze z tego, że pochodzimy z Indii i przejęliśmy ten wystawny styl z pałacami i kopułami. Odwzorowujemy naszą przeszłość. Do końca nie wiadomo - mówi Zdzisław Florianowicz. - To nie jest tak, że kto ma większą willę, ten jest wyżej w hierarchii. Nasz król w Polsce ma normalny dom. Ja też mieszkam w zwykłym domku. Nie mam kompleksów wobec tych z pałaców. Każdy żyje, jak chce. Jak chce się pokazać - proszę bardzo.

Jedna z legend głosi, że istniała tajna umowa między rządami PRL-u i RFN-u, na mocy której Polska miała przyjmować romskie rodziny w zamian za pokaźną liczbę marek (fot. Bartosz Józefiak)
Jedna z legend głosi, że istniała tajna umowa między rządami PRL-u i RFN-u, na mocy której Polska miała przyjmować romskie rodziny w zamian za pokaźną liczbę marek (fot. Bartosz Józefiak)

Ale Florianowicz dodaje też, że wystawny dom może świadczyć o pracowitości właścicieli.

- Romowie wzbudzają niechęć, bo żyją na poziomie. Ludzie gadają: Jak to jest, że on ma samochód, willę, a nie pracuje nigdzie? Pewnie kradnie albo ciemne interesy prowadzi. A nie wiedzą, że ten Rom musi wyjechać na pięć lat, ostro pracować na Zachodzie, żeby tutaj wysyłać pieniądze. Popracuje, zarobi i wróci. Ale tego już ludzie widzieć nie chcą.

Robota profesjonalistów

W latach dziewięćdziesiątych o jednej romskiej rodzinie spod Łodzi usłyszała cała Polska. Zasłynęli dzięki samochodom, które z amerykańskich wypożyczalni kradli Polacy, Turcy, Niemcy i Jugosłowianie. Jako "mienie przesiedleńcze" mercedesy, buicki i toyoty płynęły do Szczecina. Potem luksusowe samochody lądowały w Łodzi. Policja zlokalizowała odbiorców w pałacyku: rzekomą rodzinę "przesiedleńców" z Pabianic. Podejrzanym był Zenon D.

Nie doczekał więzienia. 18 marca 1995 roku mężczyzna został razem z żoną zastrzelony we własnym łóżku.

"Po cygańskiej willi zabójcy chodzili w miękkim obuwiu. Nie wynieśli stamtąd wielu cennych przedmiotów (zwłaszcza złotej biżuterii) i gotówki. Nie zostawili łusek z broni, z której zastrzelili Cyganów" - pisało "Życie Pabianic".

Mordercy otruli dobermany właścicieli. Wiedzieli, że alarm w domu jest wyłączony, bo gospodarz uruchamiał go tylko, gdy wyjeżdżał. Słowem - robota profesjonalistów. Policja podejrzewała, że morderstwo ma związek z nielegalnym biznesem Zenona D. Kim byli sprawcy? Nie wiadomo do dziś. Śledztwo prokuratury zakończyło się fiaskiem. Akta sprawy trafiły do "Archiwum X". Na razie rezultatów brak. Willa Zenona D. została wystawiona na sprzedaż. Przez lata była tam hurtownia.

Szczyt pałacowego boomu przypadł na lata osiemdziesiąte, ale wille rosły przez kolejnych trzydzieści lat (fot. Bartosz Józefiak)
Szczyt pałacowego boomu przypadł na lata osiemdziesiąte, ale wille rosły przez kolejnych trzydzieści lat (fot. Bartosz Józefiak)

Na początku XXI w. lokalna prasa rozpisywała się także o synu wójta Romów z Pabianic, właścicielu kilku stacji benzynowych. Oskarżono go o sprzedaż "chrzczonego" paliwa. W marcu 2003 roku 27-latek został porwany. Porywacze żądali okupu w wysokości dwóch milionów złotych. Policjanci ustalili, że mężczyznę uprowadziła "podwarszawska zorganizowana grupa przestępcza o charakterze zbrojnym". Mężczyzna został wypuszczony siedem tygodni później. Tym razem policja złapała sprawców.

Dziś Cyganów już nie ma

Od kilkunastu lat pałace pod Łodzią pustoszeją. Romowie znikają z Pabianic i Zgierza.

- Lokalni złotnicy opowiadali mi, jak pod koniec lat 90. skupowali od Romów złote sygnety, grube obrączki i złote łańcuchy w bardzo niskich cenach. Jednemu złotnikowi trafił się nawet szczerozłoty globus wysadzany szlachetnymi kamieniami - mówi Roman Kubiak. Dodaje, że Romowie sprzedawali kosztowności i emigrowali do Wielkiej Brytanii i Szwecji.

Pośrednicy nieruchomości sprzedawali imponujące przepychem pałace w okazyjnych cenach. Nowi właściciele masowo ścinali kopuły i pozbywali się bizantyjskich elementów. Przerabiali budynki na hurtownie tkanin, magazyny ogrodnicze czy dom seniora. Dziś większość pałaców funkcjonuje jako magazyny tkalni. Wokół Łodzi pełno jest opuszczonych willi z wybitymi szybami, pomazanymi ścianami, przyczepionymi bannerami "sprzedam".

- Wyjeżdżają na parę lat, potem wracają. Tak w kółko. To problem, bo ich dzieci przerywają edukację. Wyjeżdżają także dlatego, że tutaj nie mogą dostać pracy. Jeszcze niedawno zgłosił się do mnie chłopak. Dostał pracę w firmie produkującej piłki. Do czasu. Jak się dowiedzieli, że jest Romem, otrzymał wypowiedzenie - opowiada Zdzisław Florianowicz.

Florianowicz jest asystentem kulturowym. Pomaga na co dzień tym, którzy zostali w Zgierzu. Ma pełne ręce roboty. - Jedną Romkę ostatnio wyprosili ze sklepu. Rozmawiałem z właścicielem tego lokalu. Mówię: Nie rób tak pan więcej, bo się spotkamy w sądzie. Albo w szkole pobili naszego chłopaka. Nauczyciele, zamiast interweniować, chcieli zamieść sprawę pod dywan.

Dziś większość pałaców funkcjonuje jako magazyny (fot. Bartosz Józefiak)
Dziś większość pałaców funkcjonuje jako magazyny (fot. Bartosz Józefiak)

Do przeszłości należą porwania romskich dziewczyn czy pogrzebowe kondukty przez środek miasta. Wciąż jednak Romowie spotykają się w szpitalach przy łóżkach chorych.

- To część naszej kultury, że się trzymamy razem, więc jak ktoś ze społeczności zachoruje, to tłumnie stawiamy się w szpitalu. Ale dyrekcje szpitali nas wyrzucają. Nie z pokoju chorego, ale z izby przyjęć, z poczekalni. Z miejsc publicznych! - denerwuje się Florianowicz.

Wielu Romów porzuciło pałace na zawsze. Zostają pustostany - ostatnie ślady ich historii.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Bartosz Józefiak. Mieszka w Łodzi. Pracował w gazetach lokalnych w Łodzi, Wrocławiu i Pabianicach, współpracuje z "Dużym Formatem" i "Tygodnikiem Powszechnym". Jest absolwentem Polskiej Szkoły Reportażu i swoją przyszłość wiąże właśnie z reportażem.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (164)
Zaloguj się
  • stronzo_bestiale

    Oceniono 77 razy 45

    Śmieszne bajeczki o pracujących ciężko za granicą Cyganach. Problem w tym, że za granicą (na Zachodzie) także nikt nigdy nie słyszał o pracującym Cyganie.

  • kozieradka2012

    Oceniono 39 razy 35

    Romowie pierwotnie nie wyodrębnili się jako "plemię" czy społeczność etniczna lecz jako kasta o specyficznym zajęciu - najemnych wojowników na usługach indyjskich możnowładców. To zdeterminowało ich zwyczaje, sposób życia, tradycje, etykę. Traktują innych, czyli "gadziów" jak inny (niższy) rodzaj ludzi, których może nie krzywdzą celowo, ale i nie mają wobec nich większych skrupułów, ściśle przestrzegają zasady solidarności i nie tolerują najmniejszych odstępstw,, ich słynny honor kojarzy się wojskowo - najważniejsze jest dobre imię i interes własnej grupy, a że sprawiedliwość wymagałaby stanięcia po stronie obcego... cóż, tym gorzej dla sprawiedliwości. A już pod żadnym pozorem nie można pozwolić gadziom mieszać się w spory między Cyganami. Krótko mówiąc, funkcjonują jak wojsko albo gang, z tą różnicą, że przynależność przechodzi z pokolenia na pokolenie. Z natury nie są gorsi ani lepsi od innych nacji, ale życie obok takiej społeczności oznacza zawsze życie obok niebezpiecznego getta, chociaż bez murów. Lepiej mieć kraty w oknach i zachować czujność, kiedy "zwykły człowiek" stamtąd zapuści się między nasze opłotki.

  • saves

    Oceniono 45 razy 33

    ht tps://wpolityce.pl/spoleczenstwo/234407-dwa-mln-zl-na-aktywizacje-zawodowa-cyganow-z-pulaw-poszly-w-bloto-zaden-rom-w-ciagu-7-lat-nie-podjal-pracy

    Pewnie dlatego, że wyjechali harować do USA. :D

  • pies_w_studni

    Oceniono 35 razy 31

    Co do tego skąd wzięły się cygańskie majątki, to nie będę się wypowiadał bo nic o tym nie wiem. Faktem jest, że na naszym osiedlu obok którego mieszkały cygańskie rodziny, żadnych problemów nie było. Ale mogę powiedzieć panu Florianowiczowi dlaczego wyrzuca się Cyganów ze szpitala. Bo jesteście uciążliwi, głośni, zakłócacie spokój i prywatność innych pacjentów, nie szanujecie żadnych ustalonych zasad i nic do was nie dociera. Wszystko to widziałem na własne oczy.

  • kresedebarg

    Oceniono 38 razy 28

    Znam paru cyganów, nie umieją czytać ani pisać a wszyscy mają prawo jazdy, taka ciekawostka

  • saves

    Oceniono 26 razy 22

    Latali do USA? Raczej na A2 iPhony z rozładowanymi bateriami sprzedawali. Że o złocie zmieniającym barwę pod wpływem kwasu nie wspomnę...

  • mcguirre

    Oceniono 46 razy 22

    No to ja znam trochę inne historie o tych ciężko pracujących :) Znam historie od speca od szyb samochodowych, którego byli stałymi klientami i co kilka dni w nocy dostawał telefon, że ma przyjechać i wymienić szybkę w Mercedesie na niemieckich rejestracjach (w kolejce czekał już pan do sprzątania ). Znam relacje od lekarza, który robił u nich wizyty domowe. Przepych, złoto, perskie dywany a wszyscy na rentach rodzinnych, bidulki. Nie wspomnę, że kiedyś pomagałem zatrzymać taką ciężko pracująca Romkę która na moich oczach ukradła kobiecie portfel w sklepie. W gadce to oni są dobrzy to fakt ale wszyscy wiedzą skąd te pałace. Opinia o Romach nie bierze się z zazdrości tylko z faktów. Naiwny pan jest redaktorze, naiwny.

  • twzelnik

    Oceniono 21 razy 17

    A ja pamiętam, że byli agresywni wobec obcych. Oczywiście gdy mieli przewagę. Podobno sąsiadów nie ruszali, ale nie-sąsiadów już tak. Wielokrotnie tego doświadczyłem.

  • Sroga Bufetowa

    Oceniono 25 razy 17

    Podjęłabym taka robotę za którą po 5 latach pracy mogłabym wystawić pałac. I to wszystko bez wykształcenia... Biore! Dyplom podrę po podpisaniu umowy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX