Po lewej: Grzegorz Moc, po prawej: Sławomir Centkowski

Po lewej: Grzegorz Moc, po prawej: Sławomir Centkowski (fot: Ewa Jankowska)

wywiad Gazeta.pl

"Maszynista wie, że jak nie ucieknie przed tirem, to zginie"

- Co może być piękniejszego niż świadomość, że tymi dwiema rękami prowadzi się 4 tysiące ton żelaza i tylko od ciebie zależy, czy pociąg dojedzie do celu na czas - mówi Grzegorz Moc, który jest maszynistą od 30 lat.

Często zdarza się, że ktoś wchodzi lub wjeżdża na tory?

Grzegorz Moc, pracuje w spółce Przewozy Regionalne, jest maszynistą od 30 lat: - Dziennie takich przypadków jest kilka. I nierzadko kończy się to śmiertelnie. W ubiegłym roku, kiedy prowadziłem pociąg z Kielc do Krakowa, na przejeździe mijałem się z pociągiem towarowym. Nagle wyjechała mi na tory kobieta, w samochodzie były dzieci. Nie widziała, że nadjeżdżam, bo wagony pociągu towarowego wszystko zasłaniały. W ostatniej chwili udało jej się uciec.

Sławomir Centkowski, pracuje w spółce Przewozy Regionalne, jest maszynistą od 40 lat: - Niestety, mi zdarzył się samobójca. Doskonale pamiętam też inne zdarzenie. Kierowca wyminął na przejeździe dwa auta, które stały przed nim, i wjechał na przejazd akurat, kiedy nadjeżdżałem. Zobaczyłem go i dwójkę małych dzieci siedzących z tyłu. Wdrożyłem nagłe hamowanie i odwróciłem wzrok. Gdy spojrzałem ponownie, okazało się, że jakoś udało mu się uciec. Nie mam pojęcia, jak to zrobił. Ale obraz tej dwójki dzieci staje mi przed oczami za każdym razem, gdy przejeżdżam przez to miejsce.

Kielce. Kolizja na niestrzeżonym przejeździe kolejowym (fot: Paweł Małecki / Agencja Gazeta)
Kielce. Kolizja na niestrzeżonym przejeździe kolejowym (fot: Paweł Małecki / Agencja Gazeta)

Dlaczego dochodzi do takich zdarzeń? Przejazdy są źle zabezpieczone czy to wina ludzi?

Grzegorz: Źle szkolimy kierowców. Uczymy ich, żeby robili nie wiadomo jakie manewry, a nie pokazujemy, jak zachować się na przejeździe kolejowym. Ludzie nie mają wyobraźni. Nie rozumieją, że pociąg waży kilkaset razy więcej niż samochód, potrzeba około kilometra, żeby zatrzymać taką masę.

Sławomir: Chociaż, jak się okazuje, nawet doświadczenie instruktorów jest wątpliwe. W sierpniu 18-letnia kursantka pod okiem egzaminatora wjechała na niestrzeżony przejazd w Szaflarach, koło Nowego Targu. Prawdopodobnie nie zatrzymała się przed przejazdem, chociaż był tam znak "stop". Wjechała na tory i zgasł jej silnik. Okazało się, że do przejazdu zbliża się pociąg. Mimo wyraźnych sygnałów pociągu, egzaminator nie wydał kursantce polecenia, by opuściła auto. Jemu udało się uciec, dziewczyna zginęła.

Trudno się pozbierać po takich zdarzeniach?

Sławomir: - To są traumatyczne przeżycia. Gdy samobójca wychodzi na tory i staje jak świeca, to maszynista nic nie może zrobić. Wdraża nagłe hamowanie, ale wie, że nie uda mu się zatrzymać pociągu. Nie przeskoczy praw fizyki. Z pełną świadomością wjeżdża w człowieka, który ginie tragicznie.

Grzegorz: - Maszynista wyrabia w sobie odruch włączenia awaryjnego hamowania. Ale więcej nie może zrobić, wszystko zajmuje czas - reakcja człowieka, a potem reakcja hamulców. Każdy wagon ma swoje hamulce i każdy wagon musi na nie zareagować.

Sławomir: - Historia sprzed kilku lat: jednemu maszyniście dwie dziewczyny stanęły na torach. Wjechał w nie, dziewczyny zginęły. Doznał takiego szoku psychicznego, że potrzebował pomocy psychiatrycznej w odizolowanym szpitalu. Wiemy, z czym wiąże się ten zawód i staramy się przygotować na takie sytuacje, ale zawsze towarzyszą im bardzo silne emocje. Cierpi nie tylko rodzina takiego człowieka, który zginął na torach, ale i maszynista. Jesteśmy zwykłymi ludźmi.

Udało się kiedyś panom wyhamować przed samobójcą?

Sławomir: - Zdarzył mi się samobójca, który siedział na szynie i czekał, aż nadjedzie pociąg. Zatrzymałem się cztery metry przed nim. Jak tylko pociąg się zatrzymał, wyskoczyłem z kabiny i zacząłem go gonić, żeby mu dać przysłowiowego kopa. Szybko ochłonąłem, bo to jednak chory człowiek, który potrzebował mojej pomocy. Ale byłem wtedy w ogromnych emocjach.

Czy po takim zdarzeniu maszynista ma możliwość konsultacji z psychologiem?

Sławomir: - Jedyną spółką, która umożliwia kontakt z psychologiem, jest spółka PKP Intercity. Kolejną, która bierze pod uwagę wyjątkowość takich zdarzeń, jest spółka Przewozy Regionalne.

Grzegorz: - Maszynista ma ustawowo jeden dzień wolny po takim zdarzeniu. I po wypadku nie musi jechać dalej. Ale na pewno są spółki, w których prosi się maszynistów, żeby kontynuowali pracę. Nawet jak powie, że dobrze się czuje, może się mylić. Człowiek nie potrafi po takim doświadczeniu właściwie ocenić swojego stanu.

Sławomir: - Emocje opadają dopiero po paru godzinach. Więc cały czas dążymy do tego, aby maszyniści ustawowo nie mogli prowadzić pojazdu w takich sytuacjach.

Kraków, przejazd kolejowy (fot: Jakub Włodek / Agencja Gazeta)
Kraków, przejazd kolejowy (fot: Jakub Włodek / Agencja Gazeta)

Jak duża odpowiedzialność spoczywa na maszyniście?

Sławomir: - Ogromna. Ja powtarzam, że maszynista jest nieomylny. Musi być, bo jeśli nieświadomie popełni jakiś błąd, żadne urządzenie tego nie zweryfikuje. Bezpieczeństwo kolei opiera się przede wszystkim na nim i dyżurnym ruchu. Jeśli któryś popełni błąd, dojdzie do katastrofy kolejowej.

Grzegorz: - Jeśli dojdzie do jakiegoś zdarzenia, winnym numer jeden jest zawsze maszynista. Bez względu na to, jaki popełni błąd, od razu ma na karku prokuratora. Nawet wtedy, gdy nie użyje sygnału dźwiękowego "baczność", który ostrzega, że pociąg zbliża się do przejazdu dla samochodów. Gorzej, jeśli zdarzy się potrącić kogoś na torach. Wtedy rozpoczyna się cała skomplikowana procedura, której jest poddany.

To znaczy?

Sławomir: - Nie wystarczy, że wynik badania na zawartość alkoholu we krwi będzie negatywny, maszynista musi wykonać także badania krwi, a nierzadko również moczu.

Grzegorz: - W takich sytuacjach zawsze jesteśmy traktowani jak przestępcy. A tak naprawdę jesteśmy ofiarami. Nie godzimy się na tego typu traktowanie, ale nic nie możemy w tej kwestii zrobić, przynajmniej na razie.

Sławomir: - Najlepszym przykładem jest to, co przytrafiło się naszemu koledze. Tomek Grabka został skazany na 3 lata i 3 miesiące więzienia za spowodowanie katastrofy kolejowej w Babach pod Piotrkowem Trybunalskim. Zdaniem fachowców, a za takiego się uważam, nie popełnił żadnego błędu. Nie był pijany, nie prowadził pod wpływem żadnych leków czy narkotyków, wykonywał po prostu swoje czynności. Na nic się zdały jego tłumaczenia, że wskazania semafora nie informowały o ograniczeniach prędkości. Ojciec, mąż, został wyłączony z życia na długi czas.

Kiedy zagrożone jest życie maszynisty?

Sławomir: - Maszynista najbardziej boi się, że na tory wjedzie mu samochód ciężarowy.

Grzegorz: - Lokomotywa ma swój najtwardszy element poniżej wysokości, na której znajduje się ładunek tira. Tam znajdują się wszystkie podstawowe urządzenia. Jeśli lokomotywa uderzy w tira, dochodzi do zmiażdżenia kabiny. Maszynista wie, że jak nie ucieknie przed tirem, to zginie.

Sławomir: - Trzy lata temu doszło do tragicznego zderzenia tira z pociągiem. Kierowca polskiej ciężarówki wjechał w czeskiej Studence na przejazd kolejowy przy włączonej sygnalizacji świetlnej. Kiedy samochód utknął między szlabanami, uderzył w niego pociąg pędzący z prędkością ponad 140 kilometrów na godzinę. Wyglądało to jak wybuch bomby.

Jak długie są dyżury maszynistów?

Sławomir: - Zgodnie z przepisami maszynista nie może prowadzić pociągu dłużej niż 12 godzin non stop. Ale coraz więcej pracodawców próbuje obejść te przepisy. Zwłaszcza spółki prywatne, a jest ich w Polsce kilkadziesiąt. Ci maszyniści jeżdżą po tych samych torach, co my. I dochodzi do takich sytuacji, jak w Ostrowie Wielkopolskim kilka lat temu, kiedy maszynista prowadzący pociąg towarowy po osiemnastej godzinie pracy przejechał semafor wjazdowy wskazujący sygnał stój i wjechał w tył stojącego pociągu osobowego. Na szczęście nikt nie zginął.

Dlaczego spółki obchodzą te przepisy?

Sławomir: - Bo bezpieczeństwo kosztuje. No i maszynistów jest za mało.

Grzegorz: - Po wprowadzeniu podziału na spółki kolejowe, bardzo obniżyła się efektywność pracy na kolei. Kiedyś maszynista mógł prowadzić wszystkie rodzaje pociągów, i towarowe, i Intercity, i regionalne. Nie było tak, że prowadził pociąg do miejsca docelowego i wracał do domu jako pasażer, bo jego pociąg kończył tam bieg. Dziś tak jest.

Toruń. Pierwszy pociąg Elf na torach w województwie Kujawsko - Pomorskim (fot: Wojciech Kardas / Agencja Gazeta)
Toruń. Pierwszy pociąg Elf na torach w województwie Kujawsko - Pomorskim (fot: Wojciech Kardas / Agencja Gazeta)

Czy ta walka ze zmęczeniem jest trudna?

Sławomir: - Momentami bardzo. I to są sekundy, które dzielą od katastrofy. Kiedyś od 2 w nocy prowadziłem pociąg z Torunia do Ciechocinka, potem z powrotem do Torunia, z Torunia do Olsztyna i z powrotem do Torunia. Po kilku godzinach byłem w takim stanie, że nie mogłem opanować zmęczenia. Otworzyłem okno - nic, odstawiłem krzesło - nic. Poinformowałem kierownika, że nie jestem w stanie dalej prowadzić. Na szczęście na trasie Toruń - Olsztyn, na stacji Iława, miałem 8 minut postoju. I przeznaczyłem je na spanie. Potem mogłem pracować już cały dzień.

Wystarczyło, żeby się zregenerować?

Grzegorz: - Maszynista jest przyzwyczajony do pracy o różnych porach dnia i nocy, po kilka, a czasem kilkanaście godzin non stop. Czasem wystarczy, że zamkniemy oczy na cztery minuty i już możemy pracować dalej długie godziny.

Sławomir: - To jest ciężki, trudny zawód, ale bardzo piękny.

Co jest w nim pięknego?

Grzegorz: - Co może być piękniejszego niż świadomość, że tymi dwiema rękami prowadzi się 4 tysiące ton żelaza i tylko od ciebie zależy, czy pociąg dojedzie do celu na czas.

Sławomir: - W zawód maszynisty wpisana jest zmienność. Mimo że prowadzimy pociągi wciąż na tych samych liniach, to nigdy nie jest tak samo. Zmieniają się ludzie, sytuacje, natura.

Grzegorz: - Takich widoków, jakie obserwujemy, mógłby pozazdrościć nam każdy. Z lokomotywy widać więcej niż z okna w przedziale, całą panoramę.

Sławomir: - Widok zielonych traw otulonych szronem w zimowy poranek jest jak z baśni.

Grzegorz: - Albo wschodu słońca jak jedziesz pociągiem pod słońce.

Maszynista w kokpicie nowoczesnego składu (fot Łukasz Krajewski/ Agencja Gazeta)
Maszynista w kokpicie nowoczesnego składu (fot Łukasz Krajewski/ Agencja Gazeta)

Pasażerowie często narzekają na opóźnienia pociągów na polskiej kolei. Z czego one wynikają?

Sławomir: - Za czasów lokomotyw spalinowych, które były bardziej zawodne niż parowozy, opóźnienia wynikały z kwestii technicznych. W tej chwili technologicznie jesteśmy przygotowani do tego, żeby pociągi prowadzić planowo. Od kilku lat toczy się jednak intensywny proces modernizacji kolei. W latach 80. i 90. infrastruktura kolejowa uległa silnej degradacji.  Zaniedbania, których się dopuszczono, spowodowały, że cofnęliśmy się w rozwoju. W tej chwili nadrabiamy te lata, ale to wiąże się z wieloma skomplikowanymi remontami, wymuszającymi prowadzenie pociągów jednym torem. Proszę mi uwierzyć, dla maszynisty to sprawa honoru, żeby dotrzeć planowo do miejsca docelowego.

W sobotę protest Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych. Wezmą w nim udział również maszyniści. O co teraz walczycie?

Sławomir: - Jednym z postulatów, który będzie podniesiony na proteście, jest wprowadzenie emerytur pomostowych dla wszystkich maszynistów za pracę w szczególnych warunkach. W tej chwili prawo do pomostówek mają tylko te osoby, które rozpoczęły pracę przed 1 stycznia 1999 r., mimo że pracodawcy wpłacają specjalne składki na Fundusz Emerytur Pomostowych. W praktyce wygląda to tak, że maszynista, któremu lekarz nie pozwolił prowadzić pociągu, mimo że robił to przez kilka lat, nie będzie mógł dalej wykonywać tej pracy. Będzie jednak zbyt zdrowy, żeby dostać z ZUS rentę z tytułu niezdolności do pracy. Jest mnóstwo młodych maszynistów, którzy w tej chwili pracują bez prawa do pomostówek. Nie jest to sprawiedliwe, bo wykonują takie same czynności jak my. Solidaryzujemy się z nimi, dlatego bierzemy udział w proteście.

A wynagrodzenia?

Grzegorz: - To kolejna kwestia. Jest ogromna rozpiętość między wynagrodzeniami wśród maszynistów. Młodzi potrafią zarabiać 2,5 tys. zł netto, podczas gdy ci bardziej doświadczeni na najszybszych pociągach nawet 6 tys. zł netto. I jedni, i drudzy mają taką samą odpowiedzialność.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Ewa Jankowska. Dziennikarka i redaktorka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Zaczynała w Wirtualnej Polsce w dziale Kultura, publikowała wywiady w serwisie Ksiazki.wp.pl. Pracowała również serwisie Nasze Miasto i Metrowarszawa.pl, gdzie z czasem awansowała na redaktor naczelną.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Tydzień na Gazeta.pl. Tych materiałów nie możesz przegapić! SPRAWDŹ

Komentarze (80)
Zaloguj się
  • hubba-hubba

    Oceniono 51 razy 45

    Jakim trzeba być idiotą, żeby świadomie wybrać zabójczą kraksę z pociągiem zamiast łatwego wyłamania jednej zapory - jak ten kierowca ciężarówki z filmiku?

  • kerac32

    Oceniono 32 razy 30

    Maszynista musi być rozgrzeszony w każdym przypadku, on z definicji ma zawsze pierwszeństwo przejazdu. Na przejazdach kolejowych zawsze i wyłącznie winę ponoszą winę kierowcy bezmyślnie wjeżdżający na tory, pod nadjeżdżający pociąg.

  • Oceniono 29 razy 29

    Jestem maszynistą, nawet dzisiaj byłem już w pracy. No i też dzisiaj dwa razy samochody osobowe przejechały przez przejazdy na kilka sekund przed moim pociągiem, pewnie się spieszyli. Pomimo że mnie widzieli i słyszeli bo dawałem sygnały dzwiękowe. tak jest zawsze. ludzie się spieszą, widzą mnie ale jadą. W końcu komuś się nie uda.

  • zdziwiony6

    Oceniono 16 razy 12

    Nie jest przesadą stwierdzenie, że Polacy mają jakieś dziwne uczulenie na przejazdy kolejowe. Wiele razy byłem świadkiem omijania szlabanów gdy pociąg było już widać. To chyba według reguły: "Śmiało, zmieścisz sie".

  • pini111

    Oceniono 10 razy 8

    " Źle szkolimy kierowców. Uczymy ich, żeby robili nie wiadomo jakie manewry, a nie pokazujemy, jak zachować się na przejeździe kolejowym." Nic dodać, nic ująć.

  • cyniczny.komentator

    Oceniono 20 razy 8

    Ale kto Was Panowie traktuje, jak przestępców? Nikt. Badanie trzeźwości w razie wypadku to norma. Każdy jest badany - i maszynista i kierowca. W przypadku wypadków, samobójstw, to na formach internetowych wszyscy Wam współczują i nie kojarzę, by ktoś (za wyjątkiem totalnego debila albo trolla) miał pretensje do maszynisty. Co Wy możecie zrobić? Nic. Zaciągnąć hamulec i samemu się ratować.

  • Paweł Pykało

    Oceniono 8 razy 6

    W Rosji na przejeżdzie kolejowym jak opuszczają szlabany podnoszą się płyty stalowej,aby nikomu się nie udało wjechac. Cos nas łączy z rosjanami.

  • elenem

    Oceniono 14 razy 6

    Wyjątkowo stresująca praca. Takie negatywne zdarzenia chyba pozostają na długo w psychice.

  • mr.creosote

    Oceniono 22 razy 4

    Za wyjątkiem grupki , którzy jeżdżą po drogach jak debile, przyczyny wypadków są dwie:
    1) brawura powyższych, w efekcie widząc takiego kretyna wiszącego na zderzaku ludzie również przyspieszają
    2) umiejscowienie przejazdów kolejowych: przy zakrętach, w efekcie trzeba wjechać na tory żeby zobaczyć pociąg, na wysokich nasypach, na których trudno się zatrzymać żeby potem ruszyć pod górkę albo zbyt blisko drogi, wtedy skręcając w lewo wjeżdża się ze zbyt dużą prędkością na torowisko.
    Wystarczy porównać to z przejazdami w Europie Zachodniej, zarówno organizację przejazdów, jak i liczbę ofiar.
    Ale prościej jest nic robić i narzekać że to "wina kierowców".

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX