Pierwsze moduły ISS zostały wyniesione na orbitę w 1998 roku

Pierwsze moduły ISS zostały wyniesione na orbitę w 1998 roku (fot. Wikimedia Commons / nasa.gov / domena publiczna)

ludzie

Zakochał się w Polsce i w Polce. Były dyrektor NASA pomaga nam zająć jak najlepszą pozycję w kosmicznym wyścigu

Jest ratownikiem medycznym i strażakiem. Ale przede wszystkim prawnikiem, który stał za umową pozwalającą na stworzenie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Po latach pracy w NASA John F. Hall przeniósł się do Polski i zamieszkał w podwarszawskich Markach.

Z Johnem F. Hallem spotykamy się w jego domu. Otwiera mi drzwi w koszulce z logo NASA, chociaż - jak twierdzi - powinien już nosić taką z logo Polsy, czyli Polskiej Agencji Kosmicznej, w której teraz pracuje. Po 25 latach pracy dla Narodowej Agencji Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej w ubiegłym roku odszedł na wcześniejszą emeryturę i przeprowadził się do Polski.

Całkiem nieźle mówi w naszym języku, choć do dłuższych konwersacji wciąż woli używać angielskiego. Wypowiada się precyzyjnie i jasno. Tak, by każda jego myśl była dobrze zrozumiana. Jest przecież prawnikiem. Ale nie tylko: posiada również licencję ratownika medycznego, jest wyszkolonym i aktywnym strażakiem, a także przez szereg lat zasiadał w radzie miejskiej Rockville, w stanie Maryland.

John F. Hall trafił do NASA dzięki swojej dociekliwości. Na zdj. Centrum Kosmiczne Johna F. Kennedy'ego na przylądku Canaveral (Wikimedia Commons / nasa.gov.pl)
John F. Hall trafił do NASA dzięki swojej dociekliwości. Na zdj. Centrum Kosmiczne Johna F. Kennedy'ego na przylądku Canaveral (Wikimedia Commons / nasa.gov.pl)

Zanim otrzymał ofertę od NASA, przez kilka lat był zatrudniony jako starszy prawnik w gabinecie Głównego Radcy Prawnego Departamentu Handlu USA. Za swoją pracę został nawet odznaczony. Jak ten odnoszący sukcesy prawnik trafia do NASA? Dzięki dociekliwości. Jego kontakty z agencją rozpoczęły się właśnie wtedy, gdy w Departamencie Handlu zajmował się między innymi kwestiami bezpieczeństwa narodowego czy kontrolą eksportu. Jedną z najbardziej newralgicznych kwestii była NASA. Bo chociaż celem agencji jest badanie przestrzeni kosmicznej, to przecież dysponuje rakietami umożliwiającymi przenoszenie pocisków, ma swoje satelity i rozwiązania techniczne, które lepiej aby nie dostały się w ręce terrorystów czy innych grup mogących wykorzystać zdobycze NASA przeciwko ludziom. - Było wiele spotkań z przedstawicielami NASA, aż wreszcie, miało to miejsce w roku 93 lub 94, usłyszałem: skoro ma pan tak dużo wątpliwości związanych z naszą działalnością, nie jest przekonany co do skuteczności naszych zabezpieczeń, może zechce pan dołączyć do naszego zespołu i pomóc nam już na miejscu wdrożyć takie procedury, które przyniosą gwarancję bezpieczeństwa. I tak wstąpiłem w szeregi Narodowej Agencji Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej - opowiada John F. Hall.

Najtęższe głowy tego świata

Początkowo trafił do kancelarii prawnej, gdzie zajmował się międzynarodowym prawem kosmicznym, by następnie przenieść się do działu stosunków międzynarodowych. - Miałem okazję pracować z nieprzeciętnymi ludźmi. I nie mówię tu tylko o astronautach, którzy w agencji cieszą się olbrzymim poważaniem. Przede wszystkim o wysokiej klasy naukowcach, najtęższych umysłach, jakie wydała Ziemia. Wszyscy, co do jednego, świetnie wiedzieli, co chcą osiągnąć, na czym im zależy. A głównym celem jest nieustające poszerzanie wiedzy o przestrzeni kosmicznej, edukowanie i tworzenie silnych, ponadnarodowych więzi - podkreśla.

Chwilę rozmawiamy o tym, jak sama nazwa "NASA" działa na wyobraźnię. O wszystkich filmach, programach dokumentalnych, w których się pojawia. W filmie "Marsjanin" Ridleya Scotta młody naukowiec, grany przez Donalda Glovera, prezentując pomysł asysty grawitacyjnej, pyta Teddy'ego Sandersa, kim on jest. "Mam na imię Teddy, jestem dyrektorem NASA" - odpowiada ze spokojem bohater brawurowo zagrany przez Jeffa Danielsa. Zastanawiam się, ile prawdy jest w tak przedstawionej relacji między pracownikami a szefostwem tej instytucji.

John Hall (górne zdjęcie, pierwszy z lewej) podkreśla, że w NASA nauczył się, jak ważne są regularne narady, spotkania, na których nie ma złych pytań (fot. archiwum prywatne)
John Hall (górne zdjęcie, pierwszy z lewej) podkreśla, że w NASA nauczył się, jak ważne są regularne narady, spotkania, na których nie ma złych pytań (fot. archiwum prywatne)

- Wyjątkowo dużo - twierdzi John Hall i podkreśla, że w NASA każdy może porozmawiać z każdym. Jeśli tylko ma coś do powiedzenia, jakieś wątpliwości, pomysły - może z nimi pójść bezpośrednio do osoby, która ma na to wpływ, z pominięciem swojego przełożonego. - Wzorowana na wojskowej struktura, obecna w niemal wszystkich korporacjach tego świata, tam funkcjonuje na bardzo luźnych zasadach. Naturalnie kierownicy są odpowiedzialni za swoje ekipy, konkretne działy mają swoich szefów, nie można robić tak spektakularnych rzeczy, jakie robi NASA, nie zachowując ładu. Ale mimo to każdy pracownik ma dużą swobodę działania, poruszania się w strukturach i między nimi, a pewna nieschematyczność jest wręcz dobrze widziana - mówi z przekonaniem. I podkreśla, że w NASA nauczył się, jak ważne są regularne narady, spotkania, na których nie ma złych pytań i małoistotnych informacji.

Morderstwo na stacji kosmicznej

John Hall był w zespole negocjującym umowę, na mocy której powstała i wciąż funkcjonuje Międzynarodowa Stacja Kosmiczna (ISS).

Międzynarodowa Stacja Kosmiczna to wynik współpracy między NASA, Roskosmosem (rosyjski odpowiednik amerykańskiej agencji), Europejską Agencją Kosmiczną (ESA) oraz agencjami kosmicznymi Kanady, Japonii i Brazylii. Do połączenia pierwszych dwóch członów na orbicie doszło w 1998 roku, od 2000 roku stacja jest nieprzerwanie zamieszkana. Do tej pory na ISS przebywało 170 osób, a jednorazowo załoga stacji może liczyć sześć osób.
Główny cel powstania ISS jest czysto naukowy: jest to stacja badawcza, pozwalająca na prowadzenie eksperymentów w warunkach mikrograwitacji, monitorowanie zmian zachodzących w ludzkim organizmie w wyniku funkcjonowania w warunkach zmniejszonej grawitacji i pod wpływem promieniowania kosmicznego. Prowadzone są tam również badania z zakresu astrofizyki, botaniki, mikrobiologii i wielu innych dziedzin współczesnej nauki. Wszystko po to, aby móc jak najlepiej przygotować się do długoterminowych misji na Marsa oraz w inne rejony Układu Słonecznego.

Hall uczestniczył w negocjacjach mających ustanowić zasady prawne, na jakich ISS powinna działać. - Było kilka kluczowych zagadnień, które musieliśmy rozstrzygnąć, a za które byłem odpowiedzialny: transfer technologii, kwestie prawa karnego i kodeks postępowania obowiązujący na ISS - wymienia.

Kodeks postępowania to zbiór zasad, którym podlegają wszystkie osoby przebywające na ISS. Za jego podstawę posłużyły reguły panujące w trakcie misji wahadłowców. Kapitan ISS jest jak kapitan statku, ma analogiczne prawa. Głównym dowódcą może zostać każdy, niezależnie od narodowości - rotacja narodów, z których pochodzą kolejni kapitanowie, również została ustalona w trakcie negocjacji. Tym, co jest istotne i na co położono duży nacisk, jest działanie dla pewnej idei, a nie dla osobistej chwały. Dlatego astronauci nie mogą być nośnikami reklamowymi, na przykład nie noszą koszulek z logo firm. Chodzi przecież o naukę, o eksplorację kosmosu, o współpracę, a nie o to, by zarobić więcej pieniędzy czy zyskać sławę.

Hall negocjował takie kwestie jak transfer technologii, kwestie prawa karnego i kodeks postępowania obowiązujący na ISS. Zdj. z prawej - John z rodziną (fot. nasa.gov/public domain; archiwum prywatne)
Hall negocjował takie kwestie jak transfer technologii, kwestie prawa karnego i kodeks postępowania obowiązujący na ISS. Zdj. z prawej - John z rodziną (fot. nasa.gov/public domain; archiwum prywatne)

A co się stanie, jeśli na ISS zostanie popełnione morderstwo? Jak w takiej sytuacji wyglądałaby jurysdykcja? - pytam byłego dyrektora NASA. - Kluczowa jest narodowość osoby podejrzanej o popełnienie przestępstwa. Jeśli zachodzi domniemanie, że proces nie zostanie przeprowadzony w prawidłowy sposób w wyznaczonym czasie, mogą być brane pod uwagę dwa inne kryteria przyznania jurysdykcji: miejsce popełnienia przestępstwa oraz kto poniósł straty w wyniku jego popełnienia. Wyobraźmy sobie sytuację, że amerykański astronauta zostaje oskarżony o zabicie japońskiego kolegi, a do morderstwa doszło w rosyjskiej części ISS. Biorąc pod uwagę kryterium narodowości sprawa powinna podlegać prawodawstwu Stanów Zjednoczonych, jednak gdyby przedstawiciele japońskiego wymiaru sprawiedliwości mieli wątpliwości co do rzetelności procesu, mogliby wnioskować o ekstradycję podejrzanego. W związku z tym, że do morderstwa doszło w rosyjskiej części stacji, także rosyjski wymiar sprawiedliwości mógłby ubiegać się o prawo do osądzenia podejrzanego - wyjaśnia.

W tej chwili sytuacja, w której na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej dochodzi do morderstwa, może wydawać się absurdalna. Ale trzeba pamiętać, że prawo, które stanęło u podstawy stworzenia ISS, posłuży także do tworzenia pierwszych baz księżycowych lub orbitujących wokół niego habitatów, będzie bazą dla misji załogowych na Marsa i wszystkich innych międzynarodowych przedsięwzięć, w ramach których ludzie opuszczą swoją ziemską kolebkę. A im więcej ludzi w przestrzeni kosmicznej, tym prawdopodobieństwo problemów wzrasta.

Polacy to romantyczny naród

Prawo kosmiczne to wciąż dziedzina, w której John Hall czuje się najlepiej. To również temat, jakim zajmuje się w Polskiej Agencji Kosmicznej, z którą nawiązał współpracę tuż po tym, jak w ubiegłym roku otrzymał polską Kartę Pobytu. - O tym, że Polska powołała do życia własną agencję kosmiczną, wiedziałem, pracując jeszcze w centrali NASA w Waszyngtonie. Po przyjeździe zaoferowałem swoją pomoc i od 10 miesięcy pracujemy wspólnie nad tym, by wykorzystać okazje do wzmocnienia obecności Polski w kosmicznym wyścigu. A muszę przyznać, że macie tu naprawdę godnych podziwu naukowców i znakomitych inżynierów - mówi John Hall.

John Hall był w zespole negocjującym umowę, na mocy której powstała i wciąż funkcjonuje Międzynarodowa Stacja Kosmiczna (fot. Wikimedia Commons / nasa.gov.pl)
John Hall był w zespole negocjującym umowę, na mocy której powstała i wciąż funkcjonuje Międzynarodowa Stacja Kosmiczna (fot. Wikimedia Commons / nasa.gov.pl)

Skąd w życiu dyrektora NASA "polski wątek"? Hall zakochał się w Polsce i ta miłość trwa nieprzerwanie od 35 lat. W USA wraz z kolegami ze studiów brał udział w zbiórkach pieniędzy, żywności i odzieży dla Polaków przeżywających kryzys okresu stanu wojennego. W tym samym czasie dowiedział się, że jego macierzysta uczelnia, Uniwersytet Georgetown, jako jedyna w tamtym czasie w USA, ma podpisaną umowę wymiany studenckiej ze Szkołą Główną Planowania i Statystyki, czyli obecną Szkołą Główną Handlową w Warszawie. Skorzystał z okazji i wraz z dziewięcioma kolegami spędził pół roku w Warszawie. Ponownie przyleciał pięć lat później, aż - zarówno ze względów zawodowych, jak i prywatnych - zaczął pojawiać się coraz częściej.

Żonę Małgorzatę poznał w USA, kiedy odwiedzał jednego ze swoich kolegów z uczelni. - Zobaczyłem ją, ugotowałem jej moje popisowe fettuccine Alfredo i jesteśmy razem do dziś - żartuje. Przez 27 wspólnych lat regularnie żyli na dwa domy - jeden w Polsce, drugi w USA. Kariera i obowiązki zbyt często trzymały ich z dala od siebie. W 2014 roku żona wraz z synem Janem zdecydowali o powrocie do Polski, John zrozumiał, że nadszedł czas, by gdzieś wreszcie osiąść na stałe. Twierdzi, że nawet przez moment nie żałował tej decyzji.

- Wy się po prostu nigdy nie poddajecie, to romantyczne i urzekające - mówi o Polakach. - Naprzeciwko Białego Domu stoi pomnik Tadeusza Kościuszki, niewiele dalej pomnik Pułaskiego. To nasi wspólni bohaterowie narodowi i ja przez większość życia byłem pod ich olbrzymim urokiem. Przyjechałem do Polski na studia w 1984 roku, niedługo po tym, jak Lech Wałęsa został uhonorowany Pokojową Nagrodą Nobla, w powietrzu czuło się już przełom. Zakochałem się w Polsce, w tym nieodpartym dążeniu do wolności, walce o swoje do upadłego, mimo przeciwieństw, tak naprawdę to mimo wszystko - opowiada.

Ducha tej walki mimo przeciwności czuć w jego domu, wybudowanym w podwarszawskich Markach własnoręcznie przez porucznika AK Michała Babiucha, ojca Małgorzaty. W salonie stoją pamiątki rodzinne, odznaczenia, zdjęcia. Na jednym z nich porucznik pozuje z żoną Teodozją, miłością swojego życia. John Hall opowiada o teściu z nieukrywanym podziwem.

- Był zaledwie 13-letnim dzieckiem, gdy zaczęła się druga wojna światowa, a mimo to uznał, że jego nadrzędnym obowiązkiem jest walka z okupantem. Niedawno pojechaliśmy razem z nim i moją żoną do Tomaszowa Lubelskiego, skąd pochodzi teść. Pokazał nam podwórko swojego rodzinnego domu, to samo podwórko, na którym czerwonoarmiści z karabinów maszynowych rozstrzelali jego matkę. Ukrywała przed żołnierzami dziewczyny, które tamci chcieli zgwałcić. Obroniła je, ale zapłaciła za to własnym życiem. A mój teść to widział. Żadne dziecko nie powinno być świadkiem takiego wydarzenia i pewnie niejednego by to złamało. Ale nie jego. Do dziś jest człowiekiem o niezłomnym charakterze, zaangażowanym w propagowanie pamięci o tamtych wydarzeniach, pomagającym innym ludziom w ich problemach. Tutaj, w Markach, do których przeprowadził się wraz z żoną w 1967 roku, jest traktowany jak prawdziwy bohater. Bo on jest prawdziwym bohaterem - dodaje z przekonaniem.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka. Dziennikarz, redaktor, związana m.in. z "Życiem Warszawy" i "Echem Miasta".

Tydzień na Gazeta.pl. Tych materiałów nie możesz przegapić! SPRAWDŹ

Komentarze (33)
Zaloguj się
  • obserwatoriumpolityczne.pl

    Oceniono 26 razy 12

    Jest jeden mały zgrzyt - najwięcej do powiedzenia w Poskiej Agencji Kosmicznej będą mieli polskie polityczne pasożyty i jakby tego było mało, na pewno wtrąci się też polski kościół katolicki. NIESTETY.

  • wiesiek_cebertowicz

    Oceniono 7 razy 5

    A kto pomoże zorganizować skup czy zbiórkę butelek? Moze tak zacząć od sprzątania w chlewiku i lasach, zanim zaczniemy podbijać kosmos?

  • Karol Swiderski

    Oceniono 1 raz 1

    heh pamietam wspolnego papierosa jeszcze jao student PW, bardzo mily czlowiek

  • menazka

    Oceniono 3 razy 1

    Zobaczcie jakie jest logo POLSY to zrozumiecie dlaczego woli nosić koszulkę z logo NASA. W przetargu na logo POLSA wybrała jeden z najgorszych projektów.

  • poochojek

    Oceniono 27 razy 1

    niby prawnik, wyksztalcony a nie wie ze w Polsce obowiazuje konkordat a zgodnie z nauka kosciola ziemia jest plaska

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX