Seksualność w czasie II w.ś. cały czas jest tematem tabu

Seksualność w czasie II w.ś. cały czas jest tematem tabu (fot. Shutterstock)

wywiad gazeta.pl

Tabu II wojny światowej. "Tam, gdzie pojawiali się żołnierze niemieccy, pojawiały się też domy publiczne"

Chciałabym, żeby ta książka stała się też głosem w dyskusji o tym, co dzisiaj nadal dzieje się w temacie przemocy seksualnej wobec kobiet. Dlatego zaczynam i kończę gwałtem, a pomiędzy nimi piszę o domach publicznych. To zabieg celowy - mówi Joanna Ostrowska, historyczka, autorka książki "Przemilczane. Seksualna praca przymusowa w trakcie II wojny światowej".

Czy ciągle jeszcze dziwimy się, kiedy po raz kolejny mówisz, że ludzie w czasie II wojny światowej utrzymywali kontakty seksualne? W dodatku nie zawsze Polki z Polakami, a Niemki z Niemcami?

Nie dziwimy się już, że Polka zakochała się w Niemcu. Z większym trudem przyjmujemy do wiadomości, że również Polacy zakochiwali się w Niemkach. O ile mamy jeszcze świadomość, że takie historie mogły dziać się w Rzeszy wśród robotników przymusowych, to w pamięci zbiorowej nie istnieje przekaz, że zdarzały się i tutaj, w Polsce. Coraz powszechniejsza jest za to wiedza o gwałtach wojennych. Kiedy zaczynałam zajmować się tym tematem, ludzie nie mieli o nich pojęcia.

"Róża" Wojciecha Smarzowskiego zrobiła swoje. Trochę już wiemy.

Tak, chociaż ciągle w tym przekazie jest mało mikrohistorii kobiet. Nie mamy wywiadów, rozmów, biografii. W Niemczech w latach 90. włożono w ten temat sporo pracy, badania prowadzili zarówno historycy, jak i socjologowie. Sprawdzano, przede wszystkim na podstawie wywiadów, w jaki sposób trauma żyje w kobiecie, która została zgwałcona.

W Polsce mówi się, że jest za późno, bo ofiary gwałtów już nie żyją. Większość - tak. Ale moja bohaterka, Barbara, została zgwałcona, kiedy miała 12 lat. Zdążyłam z nią porozmawiać.

A o domach publicznych oficjalnie funkcjonujących podczas wojny ludzie mają pojęcie?

Nie. I to naprawdę zaskakujące. Nawet jeśli coś wiedzą, to ogranicza się to do kilku - często błędnych - informacji. A przecież Tadeusz Borowski, którego znają wszyscy, opisał puff [z jęz. niem. - dom publiczny - przyp. red.] w "U nas w Auschwitzu...". To przecież jest lektura w szkole. Czytamy ją, a potem wyrzucamy ze świadomości. Nie wiemy, a może nie chcemy wiedzieć?

Powoli pojawiają się już tu i ówdzie informacje o tym, że domy publiczne funkcjonowały w czasie wojny. Dwa lata temu wyszła wspaniała książka Maren Roger "Wojenne związki. Polki i Niemcy podczas okupacji". Ale nadal to kropla w morzu. Ten temat jest silnie stabuizowany.

Gdybyś teraz weszła na stronę Muzeum Auschwitz-Birkenau, znalazłabyś krótką notkę, w której można przeczytać, że puff tam istniał, choć podana została błędna data jego powstania. Jest informacja, że korzystała z niego ciągle ta sama grupa więźniów funkcyjnych, opis, jak werbowano pracownice i na czym polegał sam proceder. Jest też zdanie, że więźniowie polityczni z puffu nie korzystali, a jeśli już, to byli bojkotowani przez resztę. Odfajkowano. O samych kobietach, które tam były seksualnie wykorzystywane, nie ma ani słowa.

O puffie w Auschwitz powinny powstać już ze trzy filmy, ciągle o tym myślałam, kiedy czytałam "Przemilczane".  Jak to możliwe, że wciąż o tym nie wiemy?

To jest dla mnie najtrudniejsze pytanie i jeden z powodów, dla którego tę książkę pisałam wiele lat. To jest praca podoktoratowa, powinnam ją napisać szybko, ale tak nie było. Miała kilkanaście wersji. Pisałam, a jednocześnie uczyłam się, w jaki sposób się po tych tematach poruszać. Bardzo późno zorientowałam się, że dotykam tabu i stygmy, a kiedy mówiłam, że to tabu i stygma, zadawano mi pytanie, dlaczego tak uważam. I nie mam na myśli czytelników, tylko historyków. Pytali: "A dlaczego pani jest zdania, że to jest tabu? Może nas to po prostu nie interesuje".

Mało kto wie, że w  Auschwitz I istniał dom publiczny (fot. Kuba Ociepa / AG)
Mało kto wie, że w Auschwitz I istniał dom publiczny (fot. Kuba Ociepa / AG)

Ciekawe, dlaczego "nas to nie interesuje".

Właśnie. "Nas to nie interesuje" prześladuje mnie mniej więcej od 2010 roku. Pomyślałam sobie, że skoro "nas nie interesuje", to ja chcę zrobić tak, żeby nas jednak zainteresowało. Z tyłu głowy miałam myśl, że to raczej absurdalna sytuacja: wsiadamy w pociąg do Berlina i po sześciu godzinach wchodzimy do zwykłej księgarni, gdzie na półkach mamy dostępnych kilka opracowań na temat przemocy seksualnej w czasie II wojny światowej. Tymczasem "nas to nie interesuje".

Dlaczego tak jest?

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Wydaje mi się, że połączenie seksualności i śmierci w dyskursie jest niewyobrażalne. Robert Sommer, niemiecki naukowiec zajmujący się tą tematyką, powiedział, że przez lata ludziom trudno było sobie wyobrazić, żeby w obozie śmierci, gdzie ludzie umierali masowo i w straszny sposób, mogło dochodzić do jakichkolwiek aktów seksualnych, że ludzie w ogóle mieli seksualność. A jeszcze trudniej wyobrazić sobie, że działał tam dom publiczny. Tylko że Sommer mówił o latach 60., 70., 80.

Potem dobrze została przebadana wojna w byłej Jugosławii, wojna w Rwandzie, wiemy już, jak bardzo przemoc seksualna była elementem tamtych konfliktów, że gwałt był narzędziem wojennym. A w Polsce seksualność w okresie II wojny światowej jest niemal niezauważana.

Polityka historyczna w czasach PiS-u kształtowana jest specyficznie, wiadomo. Ale już wcześniej, przed 2015 rokiem, trudno było sobie wyobrazić, żeby figura Polaka, bojownika, więźnia politycznego, bohatera, mogła mieć w swojej biografii epizod wizyty w domu publicznym. A skoro mężczyźni nie mogli mieć takiego epizodu, to i kobiety, które tam były wykorzystywane, zostały wymazywane.

Czyli jednak tabu.

Oczywiście. Do tego wszystkie kobiety, które były ofiarami przemocy seksualnej, potraktowano jednakowo. Kilka lat po wojnie postawiono grubą kreskę i jakikolwiek kontakt seksualny z okupantem kojarzony był z kolaboracją. Oczywiście, bardziej dotyczyło to kontaktów dobrowolnych, ale moje doświadczenie jest takie, że wszystkie kobiety zgodnie milczały. Czy się zakochały w Hansie i przeżyły z nim pierwszą miłość, czy z łapanki z ulicy trafiły do domu publicznego dla SS-manów, czy przed wojną były zarejestrowanymi prostytutkami i w czasie wojny zmuszano je do pracy w domu publicznym. Wszystkie sprowadzono do kategorii tych, o których nie wypada mówić.

W "Przemilczanych" traktujesz kobiety z wielką empatią i czułością. U ciebie są widoczne. Takie było założenie od początku?

Tak. Moim marzeniem było znalezienie świadkini i przeprowadzenie z nią rozmowy. Nikt do tych kobiet przez te lata nie dotarł, nikt im nie powiedział, że ich historia jest ważna. Ja chciałam to zrobić, z czasem okazało się to niemożliwe. Nie umiałam sobie wyobrazić, że wydam tę książkę bez opowieści, która ma twarz. Momentem przełomowym było znalezienie w IPN teczki Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich w Krakowie z 1948 roku. Otworzyłam ją i zobaczyłam dwa nazwiska, które kojarzyłam z zupełnie innych akt. Dwie relacje kobiet - jedna z ZAL Płaszów, a druga z KL Auschwitz I. Do tej chwili wiedziałam, że doktorat napiszę z tego, co jest dostępne, ale było we mnie poczucie, że nie wykonałam swojej pracy. A wtedy pomyślałam: mam to.

Wiedziałam, że relacje tych dwóch kobiet były przekazywane w ramach śledztwa dotyczącego wykorzystywania seksualnego Polek przez Niemców. Sędzia, który je pytał, traktował je poważnie. Te relacje zamieściłam w całości, z moim komentarzem, w książce.

W książce jest więcej opowieści, choć te dwie są najbardziej wyczerpujące.

Przez lata pisania zdałam sobie sprawę, że opowieść o wykorzystywaniu seksualnym kobiet w czasie II wojny już na zawsze będzie mozaiką. Jest niekompletna. Moim zadaniem było stworzenie mozaikowych biografii. Nawet jeśli nie wiemy, co się stało na początku, ale wiemy, co się stało potem, albo odwrotnie - możemy te opowieści połączyć w jeden zbiorowy los.

Piszesz, że ta książka powstała z marginesów. Z marginesów oficjalnej opowieści o wojnie, a także z marginesów opowieści ludzi, którzy wojnę przeżyli.

Czasami nawet dosłownie z marginesów. Siedziałam w archiwach i nie raz, nie dwa pomocne dla mnie okazywały się notatki osób, które przeglądały akta przede mną i notowały swoje uwagi na boku. To takie dodatkowe dopiski, które nie wchodzą do oficjalnego nurtu. Z tych notatek dobudowałam kontekst. Długo próbowano mnie przekonać, że dokumentacja jest niepełna, że źródeł jest mało i że tej opowieści nie da się stworzyć.

Tory kolejowe, wartownia i brama główna Auschwitz II (Bundesarchiv, B 285 Bild-04413 / Stanislaw Mucha)
Tory kolejowe, wartownia i brama główna Auschwitz II (Bundesarchiv, B 285 Bild-04413 / Stanislaw Mucha)

A ty stworzyłaś.

Zawzięłam się i ją napisałam. Nauczyłam się też myśleć, że te moje dwie świadkinie są bardzo ważne, ale Joanna, której krótką relację znalazłam przy innej okazji, jest równie ważna. Nie hierarchizowałam ich. Sama musiałam się nauczyć tego, żeby każdą z tych dostępnych mi opowieści traktować równie poważnie. Każdy z tych głosów jest bardzo istotny. Na przykład Helena i Maria, opowieści, które otwierają i zamykają tę książkę - przerażająco codzienne, zaskakująco współczesne. Chciałabym, żeby ta książka stała się też głosem w dyskusji o tym, co dzisiaj nadal dzieje się w temacie przemocy seksualnej wobec kobiet. Dlatego zaczynam i kończę gwałtem, a pomiędzy nimi piszę o domach publicznych. To zabieg celowy.

Przemoc seksualna dotyczyła nie tylko kobiet. I miała różne oblicza.

Bohaterkami mojej książki są kobiety, ale zależało mi, żeby jej czytelnicy mieli świadomość, że ofiarami przemocy seksualnej byli też mężczyźni.  

W dodatku to nie było tak, że tylko radzieccy żołnierze gwałcili. Gwałcili wszyscy, także Niemcy. Jeśli popatrzy się szerzej na tę tematykę, to okazuje się, że również amerykańscy żołnierze we Francji wykorzystywali seksualnie kobiety w strefie okupacyjnej - to były zarówno gwałty, prostytucja, jak i relacje dobrowolne. Zostało to świetnie opisane w nieprzetłumaczonej na polski książce Mary Louise Roberts "What Soliders Do. Sex And the American GI in World War II France". Osobnym tematem jest Daleki Wschód i tzw. comfort women. Trudno było mi o tym wszystkim napisać w jednej książce, ale chciałam, żeby czytelnicy mieli świadomość, że zarówno figura ofiary, jak i sprawcy są niejednoznaczne.

W przypadku obozu koncentracyjnego najłatwiej byłoby przyjąć, że kobieta w domu publicznym jest ofiarą, a mężczyzna, który jest klientem - sprawcą. Ale on przecież jest więźniem, a ona więźniarką. W okresie powojennym te kategorie się jeszcze bardziej pogmatwały. Wiele kobiet musiało się prostytuować, bo to był jedyny sposób na przeżycie. Mnóstwo rodzin ma takie doświadczenie w swojej historii. Często niewypowiedziane. Moje bohaterki wychodziły przecież potem za mąż, miały dzieci. Nad rodziną często ciążyło tabu.

Opisujesz całą sieć domów publicznych, które budowali Niemcy w czasie wojny.

To była część gospodarki, potężny biznes. Powstał skomplikowany system, dla którego punktem wyjścia była Francja i doświadczenie I wojny światowej. Tam Niemcy przejęli całą infrastrukturę - francuskie domy publiczne, które funkcjonowały przed wojną. Próbowano to odtworzyć w Polsce - wychodziło lepiej lub gorzej. Kiedy front przesuwał się na wschód, tam, gdzie pojawiali się żołnierze niemieccy, pojawiały się też domy publiczne. Osobne dla Wehrmachtu, było kilka dla SS. Działały puffy w obozach i domy publiczne dla robotników przymusowych. W Polsce funkcjonowały też domy publiczne dla nieniemieckiej służby SS, czyli dla Estończyków, Ukraińców itp. Robotnicy przymusowi albo więźniowie obozów mogli odwiedzić puff w trybie nagrody. To miało ich motywować do bardziej wytężonej pracy.

Na zdj. żołnierze wchodzący do domu publicznego dla wojskowych w Brześciu, 1940 r. (fot. Wikimedia Commons / Bundesarchiv_Bild_101II-MW-1019-07)
Na zdj. żołnierze wchodzący do domu publicznego dla wojskowych w Brześciu, 1940 r. (fot. Wikimedia Commons / Bundesarchiv_Bild_101II-MW-1019-07)

Jaką funkcję w tym układzie pełniły kobiety?

Sprowadzone zostały do roli towaru, co było częścią ich cierpienia. Przedmiotowe traktowanie kobiet prezentował nawet język oficjalnych dokumentów - pisano na przykład o "kontyngencie" kobiet. Istniały wprawdzie precyzyjne przepisy dotyczące tego, co można, a czego nie, ale kiedy za mężczyzną zamykały się drzwi, każda teoria przestawała obowiązywać. Teoretycznie niemieckich żołnierzy obowiązywały prezerwatywy. W praktyce kiedy żołnierz wchodził do pokoju, kobieta musiała się całkiem dostosować do jego żądań. Dlatego rozważania o jakiejkolwiek dobrowolności pracy w wojennych domach publicznych to mrzonki.

Często trafiały tam kobiety z ulicznych łapanek.

Tak. Zupełnie przypadkowe. Ale nawet jeśli były to przedwojenne prostytutki, to nie znaczy, że w niemieckich domach publicznych przebywały z własnej woli. W książce opisana jest historia kobiety, która była rejestrowaną prostytutką, ale kilka lat przed wybuchem wojny pracowała już jako praczka. Okupant nałożył na nią obowiązek regularnego badania się, weszła w ten system. Któregoś razu już z tych badań nie wróciła, bo podjechała ciężarówka i zabrała ją do Płaszowa. Podkreślała, że żadna z kobiet, które spotkała w burdelu w Płaszowie, nie była tam, bo tego chciała.

W Płaszowie w dniu urodzin komendanta obozu Amona Goetha zdarzyła się sytuacja, która teoretycznie zdarzyć się nie powinna. Komendant wprowadził do domu publicznego swoich ukraińskich pomocników, odemanów, którzy na co dzień nie mieli tam wstępu. Ale wtedy dostali od komendanta 100 zł (stosunek seksualny wyceniony był na kilka złotych) i usłyszeli: bawcie się. Więźniarki wspominały ich wizytę jako armagedon.

Zasady zostały złamane. Łamana była również ustawa o czystości rasy.

O, tak. W październiku 1939 roku w hotelu Bristol stacjonowali wysocy rangą niemieccy żołnierze. Podczas nalotu okazało się, że jedli kawior i pili szampana w towarzystwie kilkudziesięciu przedwojennych prostytutek żydowskich. Dodam tylko, że rozkaz był taki, żeby prostytutki żydowskiego pochodzenia natychmiast likwidować. I tak się stało w wielu miastach, ale jak widać w Warszawie nie od razu.

O kobietach pracujących w wojennych domach publicznych nie mówisz "prostytutki".

To dla mnie bardzo istotne. Używam terminu "seksualna praca przymusowa", coraz częściej pojawia się też w piśmiennictwie określenie "niewolnictwo seksualne", które bywa stosowane często w kontekście Dalekiego Wschodu.

Pierwsi naukowcy zajmujący się tą tematyką mówili o "przymusowej prostytucji". Teraz raczej skłaniamy się ku "seksualnej pracy przymusowej". Ten termin dobrze oddaje biznesowy, handlowy charakter tej pracy, ale wzbudza sporo kontrowersji, również w Polsce. Dla wielu historyków robotnik przymusowy albo więzień obozu pracujący w kamieniołomie należy do innej kategorii niż kobieta pracująca pod przymusem w domu publicznym. A moim zdaniem punkt wyjścia jest identyczny. Ciągle szukamy najwłaściwszego określenia na tę sytuację. Mam nadzieję, że moja książka rozpocznie dyskusję również w Polsce.

Książka dr Joanny Ostrowskiej ukazała się nakładem Wydawnictwa Marginesy (mat. prasowe/W. Orski)
Książka dr Joanny Ostrowskiej ukazała się nakładem Wydawnictwa Marginesy (mat. prasowe/W. Orski)

Komu zadedykowałaś tę książkę?

Władysławie, Zofii i Grażynie, mojej prababci, babci i mamie. Bardzo późno, dopiero w 2012 roku, kiedy już od lat zajmowałam się tą tematyką, dowiedziałam się, że moja prababcia była w obozie. Na jej grobie powiedziała mi o tym moja mama. Moja prababcia była więźniarką kryminalną, więc to całkiem inna historia, która zresztą zmusiła mnie do refleksji nad tym, że o więźniach kryminalnych w Polsce nic nie wiemy. Kryminaliści i tyle. Tymczasem prababcia Władzia straciła w Ostaszkowie męża, który przed wojną był policjantem, i została sama z piątką dzieci. Dzieci rozdzielono. Wśród nich była moja babcia Zosia, która pracowała "u Niemki", kiedy miała 8-9 lat. Babcia Zosia potem snuła mi przed snem różne historie, opowiadała bajki, odmawiała litanie loretańskie oraz historie pod hasłem "u Niemki". Ja pytałam: "Jak było u Niemki?", a  ona mi opowiadała, jak ją Niemka biła, co gotowała, jak sprzątała. To były pierwsze opowieści o wojnie, które usłyszałam w życiu.

Kobiece opowieści.

Tak. Natomiast wracając do prababci Władzi - brała udział w nielegalnym uboju. Wracała stamtąd wozem z mięsem i została na tym przyłapana. Trafiła do więzienia, potem do obozu pracy. Przeżyła wojnę. Umarła na zawał serca w 1982 roku po tym, jak zobaczyła na ulicach czołgi. Przestraszyła się, że wojna znów wybuchła.

Tydzień na Gazeta.pl. Tych materiałów nie możesz przegapić! SPRAWDŹ

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Joanna Ostrowska. Doktor nauk humanistycznych w zakresie historii (Wydział Historyczny UJ), absolwentka Instytutu Sztuk Audiowizualnych UJ, Katedry Judaistyki UJ i Gender Studies UW. Studiowała również produkcję filmową i telewizyjną na PWSFTviT w Łodzi. Wykładała m.in. w Katedrze Judaistyki UJ, na Gender Studies UW i na Podyplomowych Studiach polsko-żydowskich IBL PAN. Zajmuje się tematyką związaną ze zjawiskiem przemocy seksualnej w trakcie II wojny światowej i zapomnianymi ofiarami nazizmu.

Dominika Buczak. Dziennikarka, współautorka książek "Gejdar" oraz "Pan od seksu". Publikuje między innymi w "Wysokich Obcasach", "Ja My Oni", "Urodzie życia". Specjalizuje się w wywiadach i reportażach. Najbardziej interesują ją historie wykluczonych, słabszych, bardziej kruchych. Im chce dać głos.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (238)
Zaloguj się
  • Joanna Wiedźmowska

    Oceniono 22 razy 22

    Wujek pod koniec wojny w wieku 17lat z robót przymusowych trafił do Mauthausen. Przeżył dzięki dziewczynie z puffu. Pamiętali się z widzenia ze swojego miasta. Wujek opowiadał, że była od niego pięć lat starsza. Pamiętał ją sprzed wojny, bo była bardzo ładna, więc kiedy zauważył ją wyglądającą przez zakratowane okno baraku zakradł się i zaczął z nią rozmawiać . Też go poznała i zaczęli się w miarę możliwości pod tym oknem umawiać( dziewczyny w tym baraku były oczywiście więzione i nie mogły go opuszczać). Dzieliła się z nim też swoim jedzeniem, gdyż one były lepiej karmione niż zwykli więźniowie. Najpierw starała się mu coś wyrzucić, ale inni więźniowie to podpatrzyli, a że był słaby, to zaraz mu wszystko wyrywali, więc starała się mu wrzucać jedzenie wprost do ust. Kiedy wyzwalano obóz zrobiło się ogromne zamieszanie. Wujek, któremu spuchły nogi i bardzo słabo się przemieszczał starał się dotrzeć do puffu. Po dotarciu zastał wszystkie dziewczyny martwe. Niemcy je po prostu zabili. Lekarz później powiedział mu, że gdyby nie dodatkowe jedzenie nie dożyłby wyzwolenia, bo puchł z głodu. Ja myślę, że większość kobiet z puffów przed wyzwoleniem obozów była likwidowana jako niewygodni świadkowie i stąd też wynika ogólna niewiedza na ten temat.

  • smiki48

    Oceniono 23 razy 17

    czytam komentarze osób, które nigdy nie były w sytuacji ekstremalnej gdzie miesiącami żyły w realnym zagrożeniu życia i nieustannym głodzie. I przypuszczam, że duża część osób krytykujących postawę tych kobiet jeszcze szybciej by się zeszmaciła.

  • kropka

    Oceniono 17 razy 13

    Wojna niesie ze sobą wszelką przemoc. Dlaczego i kogo dziwi przemoc seksualna?

  • basia172

    Oceniono 14 razy 10

    Było o tym i w "Pięć lat kacetu" i w filmie "Nędznicy" Claude'a Lelouche'a. Oczywiście relacje z perspektywy kobiety są bardzo rzadkie ze względu na ogromne poczucie upokorzenia. I wtedy i dziś.

  • onduma

    Oceniono 40 razy 10

    W Polsce kobietom golono glowy za sypianie z Niemcami w czasie okupacji a we Francji po wyzwoleniu. Czujecie ta róznicę. Dodatkowo stwierdzono, ze we francji mezczyzni masowo kolaborowali z Niemcami. I to wsrod tych kolaborantow bylo najwiecej tych gorliwych co po wojnie golili golili glowy, publicznie obnazali, bili i gwalcili kobiety. Juz Grzesiu w "Pieciu latach kacetu" napisal o Francuzach jako o najbardziej egoistycznycj i falszywych sposrod wiezniow.

  • maxthebrindle

    Oceniono 15 razy 7

    Zaraz, zaraz... Nie jestem specjalistą, historią II WŚ interesuję się amatorsko, a mimo to miałem od dawna pełną świadomość zarówno istnienia domów publicznych w KL-ach jak i tzw. gwałtów wojennych czy bogatego życia erotycznego okupantów na terenach okupowanych. Było to wielokrotnie opisane, od wspomnianego Borowskiego zaczynając a na bogatej literaturze anglojęzycznej kończąc. Dobrze, że pani doktor od historii i gender studies pisze i publikuje na ten temat, ale egzaltowane twierdzenia, że temat nieznany i właśnie został odkryty - są zwyczajnie nieprawdziwe. Owszem, w latach dawniejszych nieco, seks i przemoc seksualna były bardziej skryte w intymnej sferze ludzkiego życia i nie pisano/mówiono o tym wprost i otwarcie jak ma to miejsce obecnie w epoce tzw. mediów społecznościowych, jednak - mówiono i pisano.

  • oyesu

    Oceniono 7 razy 7

    Polecam zobaczyc film Kwiaty Wojny
    Nankin, rok 1937. Udający księdza Amerykanin broni ukrywające się w kościele uczennice i prostytutki przed japońskimi żołnierzami.

  • jan.go

    Oceniono 23 razy 7

    Tam gdzie wojsko tam przemoc seksualna Wojna to jeszcze potęguje Burdele nadzorowane przez armie są kanalizacją tej przemocy dodatkowo zapobiegają rozprzestrzenianiu się chorób i stratom żołnierzy Niejeden pułkownik ma w CV zaszczytny tytuł burdelmamy W Wietnamie masowo wykorzystywano do tego dzieci Dlatego dzisiaj tego nie robią Bo są na wojnie tylko 6 miesięcy Niestety nie wszyscy potrafią to wytrzymać ,przy braku kontaktu z ludnością cywilna i większym nadzorze , gwałci się koleżanki W Iraku doświadczyło przemocy seksualnej ponad 2,5 tyś Amerykanek z tego setki zostało zgwałconych .

  • vinogradoff

    Oceniono 12 razy 6

    W historii ludzkosci a weic od 2,5 miliona lat zawze gwalcili gwalca i beda gwalcic bo to na wojnie normalne. To tylko Naiwni az do BULU, Nieuki, Niedouki czy Frajerzy, moga uwierzyc, ze zolnierze jakiejs armii to nie gwalcili Kobiet Pokonanego Przeciwnika.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX