Wpływ Isadory Duncan na współczesny taniec jest nieoceniony

Wpływ Isadory Duncan na współczesny taniec jest nieoceniony (fot. United States Library of Congress / Wikimedia Commons)

ludzie

"Ruszam ku chwale!" Isadora Duncan, matka współczesnego tańca

W czasach, kiedy wśród baletnic obowiązkowe były deformujące stopy baletki i ciasne koczki, ona wywoływała powszechne zgorszenie, występując boso, w greckiej todze, z rozwianymi włosami. Isadora Duncan była skandalistką nie tylko na scenie, ale też w życiu prywatnym. Biseksualizm, nieślubne dzieci i ich tragiczna śmierć, związki z artystami i sympatyzowanie z Sowietami to tylko część jej fascynującej historii.

Isadora Duncan w autobiografii pisała, że kiedy się urodziła [26 lub 27 maja 1877 roku - przyp. red.], z taką furią machała rączkami i nóżkami, że jej matka miała podejrzenia, że jest szalona. Mary Isadora Gray, zwana Dorą, matka przyszłej tancerki, była z zawodu pianistką. Oprócz Isadory miała jeszcze troje starszych dzieci. Jej mąż, Joseph Charles Duncan, bankier, inżynier górniczy i koneser sztuki, wkrótce po narodzinach dziewczynki stracił pracę w banku w San Francisco. Prowadzone przez niego nielegalne interesy doprowadziły do upadłości placówki. Rodzina znalazła się na skraju bankructwa. Drastyczne pogorszenie sytuacji materialnej w połączeniu ze słabością do płci pięknej i licznymi romansami Josepha przyczyniło się do rozpadu małżeństwa Duncanów, jeszcze zanim ich najmłodsza latorośl nauczyła się chodzić.

Isadora udzielała lekcji tańca już w wieku sześciu lat (fot. Biblioth?que nationale de France / Wikimedia Commons / public domain)
Isadora udzielała lekcji tańca już w wieku sześciu lat (fot. Biblioth?que nationale de France / Wikimedia Commons / public domain)

Dora została sama z czwórką dzieci i musiała zadbać o ich utrzymanie. Pracowała jako nauczycielka gry na fortepianie, krawcowa i opiekunka do dzieci. Plącząca się pod nogami krnąbrna najmłodsza dziewczynka przeszkadzała jej w pracy, kobieta dodała jej więc rok w dokumentach i jako pięciolatkę wysłała do szkoły. Nauczycielom nie udało się jednak ujarzmić małej Isadory, która buntowała się przy każdej okazji, na przykład oznajmiając zgorszonym koleżankom, że jest poganką, a Świętego Mikołaja nie ma. Dziewczynka, zamiast ślęczeć nad książkami, wolała tańczyć. Szybko okazało się, że nie tylko ma talent, ale może też dzięki niemu zarabiać. Już w wieku sześciu lat Isadora zaczęła udzielać lekcji tańca dzieciom z sąsiedztwa, którymi opiekowała się Dora. Jako dziesięciolatka oznajmiła matce, że rzuca szkołę, aby móc poświęcić się swojej pasji. Wyjątkowo wysoka jak na swój wiek, dodawała sobie powagi, upinając wysoko włosy, i udzielała lekcji już nie podopiecznym matki, a córkom bogatych mieszczan.

Dziewczynka widziała, jak ciężko jest jej matce po rozwodzie, po którym nie tylko nie dostała żadnego zabezpieczenia finansowego od niewiernego męża, ale też ciągnęło się za nią piętno rozwódki. Dlatego Isadora obiecała sobie, że nie powieli błędu matki i nigdy nie wyjdzie za mąż. Skupiła się za to na karierze tanecznej i edukacji na własną rękę.

W międzyczasie problemy finansowe zmusiły rodzinę do sprzedaży domu i przeprowadzki do Nowego Jorku. Duncan odwiedzała tam muzea i prawdopodobnie właśnie dzięki takim wizytom klarowała się jej koncepcja tańca i scenicznego wizerunku, inspirowanego nimfami i boginkami przedstawionymi na rzeźbach i greckich wazach.

Narodziny gwiazdy

W wieku 21 lat Isadora przystąpiła do słynnej kompanii tanecznej Augustina Daly'ego. Uczono tam klasycznych technik tańca, co kłóciło się z wrodzoną swobodą dziewczyny. W dodatku Daly był niezwykle autorytarny - za pomylenie kroków tancerki były karane finansowo. Wszystko to sprawiło, że Duncan, rozczarowana taką formą nauki, po krótkim czasie zrezygnowała i postanowiła artystycznej wolności szukać gdzie indziej. Najpierw pojechała do Londynu, gdzie dorabiała, pozując malarzom, a następnie do Paryża. Dzięki pieczołowicie odkładanym pieniądzom po pewnym czasie mogła sobie pozwolić na własne studio tańca, gdzie szlifowała swój nowatorski styl.

Kiedy w 1902 roku studio Isadory odwiedziła Loie Fuller, pionierka tańca nowoczesnego i ikona belle epoque, Duncan znalazła w niej idealną mentorkę i źródło inspiracji. Kobiety wyruszyły razem w tournée po Europie. Przyjaźń z Loie zaowocowała przejęciem jej podejścia do tańca, rozumianego jako pierwotne, autentyczne przeżycie, które powinno zbliżać do natury. Tak zwany taniec serpentynowy, polegający na wykonywaniu charakterystycznych gestów, imitujących ruch skrzydeł motyla lub ptaka, był wizytówką Fuller, a następnie, w udoskonalonej formie, również Duncan.

Isadora nie ograniczyła się jednak do kontestowania zasad dotyczących tańca i postawiła na kontrowersyjny wówczas wygląd. Baletnice musiały nosić krępujące i deformujące stopy baletki, sztywne paczki, zwane też tutu, a włosy ściągać w ciasne koczki. Isadora nie chciała, żeby cokolwiek krępowało jej artystyczną ekspresję. Tańczyła boso, z rozpuszczonymi włosami, w tym, w czym było jej wygodnie - inspirowanej starożytną Grecją zwiewnej tunice. Podczas gdy Loie Fuller na scenie wyglądała jak motyl lub egzotyczny ptak, Isadora w zwiewnych tkaninach, z rozpuszczonymi włosami i z wpiętym w nie czerwonym kwiatem, przypominała raczej nimfę z greckiej mitologii. W dodatku Duncan utrzymywała, że tańca uczyła ją sama muza Terpsychora. Wszystko to działało na wyobraźnię widzów i przyczyniło się do rosnącej popularności ekscentrycznej, pięknej tancerki.

Isadora nie godziła się jednak na komercjalizowanie tańca. Nie była przychylna jakimkolwiek kontraktom - uważała, że takie zobowiązania uniemożliwią jej realizację prawdziwej misji, jaką było tworzenie piękna oraz edukowanie młodzieży. Aby ten cel realizować, w 1904 roku otworzyła szkołę tańca w Grunewaldzie pod Berlinem. Jej uczennice, zwane Isadorables [połączenie słów Isadora i francuskiego adorable - uroczy - przyp. red.], chłonęły jej filozofię i upodobniały się do swej mentorki, a w późniejszych latach kontynuowały jej dziedzictwo.

Przyjaźń Isadory (z p.) i Loie (z l.) zaowocowała nowym podejściem Duncan do tańca (fot. zbiory MET / Wikimedia Commons / public domain)
Przyjaźń Isadory (z p.) i Loie (z l.) zaowocowała nowym podejściem Duncan do tańca (fot. zbiory MET / Wikimedia Commons / public domain)

Duncan dawała też w Berlinie występy i pomimo że opinie krytyki były skrajne, od zachwytu po nazywanie jej beztalenciem, szybko zyskała rzesze wielbicieli. Jednym z nich był Edward Gordon Craig. Mężczyzna miał już żonę, ale nie przeszkodziło mu to w nawiązaniu romansu z piękną tancerką. Związek, choć krótki, zaowocował ciążą - w 1906 roku na świat przyszła córka pary, Deidre.

Femme fatale

Z Berlina Duncan wyjechała do Paryża. Tam również prowadziła szkołę tańca, ale wybuch I wojny światowej zmusił ją do jej zamknięcia. Nowoczesny styl tańca Isadory miał nad Sekwaną wielu fanów. Inspirował artystów takich jak Antoine Bourdelle, Auguste Rodin czy Arnold Ronnebeck, którzy uwieczniali ją na swoich rzeźbach i obrazach. Isadora stała się celebrytką, której obecność była pożądana na najważniejszych imprezach sezonu. Kiedy Paul Poiret, słynny projektant mody, postanowił odtworzyć Bachanalia, które Ludwik XIV urządził w Wersalu, Isadora była gwiazdą wieczoru. Wystrojona w zaprojektowaną przez niego wieczorową suknię inspirowaną grecką tuniką, tańczyła na stołach wśród pośród 300 gości. Impreza przeszła do historii nie tylko ze względu na jej występ, ale też rozmach - ponoć do świtu spożyto ponad 900 butelek szampana.

Trudno się dziwić, że piękna i niezwykle popularna kobieta szybko wpadła w ramiona kolejnego kochanka - bajecznie bogatego milionera i dziedzica fortuny wynalazcy maszyn do szycia, Parisa Singera. Podobnie jak ojciec małej Deidre, Singer był żonaty. Duncan znów zaszła w ciążę i w 1910 roku urodził się Patrick Augustus. Podczas gdy zakochana para udzielała się towarzysko, dziećmi zajmowała się niania. Niestety, jeden ze spacerów z nią skończył się tragicznie. Kierowca, który odwoził ich do domu, wysiadł z auta, żeby zakręcić korbą, ale zapomniał zaciągnąć hamulec ręczny i stojący na wzniesieniu pojazd stoczył się wprost do Sekwany. Pasażerowie - niania i dwójka jej podopiecznych - utonęli.

Pogrzeb dzieci Isadory Duncan w Paryżu (fot. Wikimedia Commons / public domain)
Pogrzeb dzieci Isadory Duncan w Paryżu (fot. Wikimedia Commons / public domain)

Zrozpaczona Isadora wyjechała z bratem i siostrą na Korfu, a następnie na włoskie wybrzeże. Tam, w nadmorskim kurorcie Viareggio, poznała aktorkę Eleonorę Duse. Pojawiły się plotki, jakoby panie łączyło coś więcej niż przyjaźń. Duse miała wcześniej romans z inną kobietą, znaną feministką Liną Poletti, a Duncan też nie stroniła od bliższej zażyłości z przyjaciółkami. Najprawdopodobniej jednak w tym akurat przypadku skończyło się na czysto koleżeńskiej relacji, a Isadora nawiązała romans z kolejnym mężczyzną - Romano Romanellim, młodym rzeźbiarzem. Załamana utratą obojga dzieci tancerka chciała znów zostać matką i - jak wspomina w swojej autobiografii - dosłownie błagała Włocha, żeby dał jej potomstwo. Chłopiec, owoc romansu z Romanellim, zmarł jednak tak szybko po urodzeniu, że nawet nie zdążono nadać mu imienia.

Isadora znów potrzebowała zmiany otoczenia. Postanowiła opuścić Europę - miejsce, gdzie straciła trójkę dzieci - i wrócić do USA. Mało brakowało, a przez taki pomysł sama pożegnałaby się z życiem. Luksusowy statek Lusitania, którym miała płynąć, 7 maja 1915 roku został storpedowany przez niemiecki okręt podwodny. W tragedii zginęło 1198 osób. Isadory nie było wśród ofiar tylko dlatego, że w ostatniej chwili, niepewna, jak będzie wyglądać w najbliższej przyszłości jej sytuacja finansowa, zamieniła bilet na rejs tańszym statkiem.

Czerwona pierś i rewolucja

Oszczędność nie tylko uratowała Isadorze życie, ale też pozwoliła przeżyć pierwsze tygodnie w rodzinnym kraju, który okazał się nieczuły na jej talent i wdzięk. Uroda i umiejętności tancerki zawróciły natomiast w głowie Mercedes de Aoście, amerykańskiej poetce, z którą Duncan wdała się w romans. Dowodem na to, że akurat z tą kobietą Isadorę łączyło coś więcej niż tylko przyjaźń, jest zachowana korespondencja pań. "Smukłe ciało, dłonie gładkie i białe, na służbie mojej rozkoszy, dwie wykiełkowane piersi, krągłe i słodkie, zapraszają moje zgłodniałe usta na ucztę, w miejscu, gdzie wyrastają dwa sutki sztywne i różowe, nakłaniają moją spragnioną duszę, by piła, a jeszcze niżej znajduje się tajemne miejsce, w którym chciałabym ukryć mą kochającą twarz" - pisała Isadora do Mercedes.

Isadora z Siergiejem Jesieninem i ich adoptowaną córką Irmą w 1922 r. (fot. Wikimedia Commons / public domain)
Isadora z Siergiejem Jesieninem i ich adoptowaną córką Irmą w 1922 r. (fot. Wikimedia Commons / public domain)

Romans nie trwał jednak długo i Duncan znów zapragnęła zmiany otoczenia. Od dawna nie kryła się z lewicowymi sympatiami. Za cel obrała więc Moskwę, gdzie od niedawna rządzili sowieccy rewolucjoniści. Kraj, który balet traktował jak religię, wydawał się idealnym wyborem dla kogoś, kto tak kochał taniec. Duncan została przyjęta z otwartymi ramionami przez kwiat lewicowych artystów i intelektualistów - malarzy, muzyków, literatów i aktorów. Szczególną uwagę zwrócił na nią o 18 lat młodszy poeta, Siergiej Jesienin. 26-letniego mężczyznę tak oczarował taniec Isadory, że zapomniał o różnicy wieku. Ona z kolei, kiedy go zobaczyła, miała wykrzyknąć: "To anioł!" i natychmiast zapragnęła mieć go dla siebie.

Młodzieńczy urok i szelmowski uśmiech poety tak zawróciły Isadorze w głowie, że w wieku 44 lat zapomniała o złożonej samej sobie przysiędze i wyszła za niego za mąż. Decyzja okazała się opłakana w skutkach, bo szybko stało się jasne, że "złoty chłopiec", jak go nazywała, wcale nie jest aniołem. Nie tylko upijał się do nieprzytomności i bił żonę, ale też nie stronił od innych, młodszych od niej kobiet. Zanim zostawił ją dla innej, pojechał z tancerką na tournée do USA. Ciągle zakochana i w nim, i w rewolucji Isadora podczas jednego z wystąpień obnażyła pierś i wykrzyknęła: "Ona jest czerwona! Tak samo jak ja!". Związku z Jesieninem nie udało się uratować. Wkrótce po rozstaniu wrócił do Rosji, gdzie w 1925 roku popełnił samobójstwo.

Duncan musiała zmierzyć się nie tylko z porażką sercową, ale też zbliżającym się nieuchronnie schyłkiem kariery. Rozluźnienie obyczajów po I wojnie światowej sprawiło, że jej taniec i strój przestały być nowe i szokujące. W dodatku pojawiły się młodsze i bardziej atrakcyjne następczynie, takie jak występująca topless piękna Josephine Baker. Zbliżająca się do pięćdziesiątki Isadora coraz rzadziej występowała, często za to upijała się w paryskich kawiarniach. Pojawiły się też problemy finansowe. Przyzwyczajona do życia na poziomie gasnąca gwiazda zadłużała się w kolejnych bankach i korzystała ze wsparcia topniejącej wciąż liczby fanów i przyjaciół.

'Isadorables' - tak nazywano tancerki ze szkoły Isadory (fot. Library of Congress / public domain)
'Isadorables' - tak nazywano tancerki ze szkoły Isadory (fot. Library of Congress / public domain)

Późnym latem 1927 roku Isadora przebywała na południu Francji, prawdopodobnie na zaproszenie któregoś ze znajomych. Popołudniem 14 września wsiadła do sportowego kabrioletu marki Amilcar, należącego do przystojnego Włocha Benoit Falchetto, zwanego "Bugattim". Ta przejażdżka miała być ostatnią w życiu Duncan. Podczas jazdy jedwabny szalik, ręcznie malowany przez rosyjskiego artystę Romana Chatova, wkręcił się w nieosłonięte koła pojazdu. Materiał zacisnął się na szyi tancerki i złamał kręgi szyjne. Skutkiem była śmierć na miejscu.

Zapamiętano, że wsiadając do auta, krzyknęła jeszcze do znajomych: "Do widzenia, przyjaciele, ruszam ku chwale!". Jej słowa okazały się prorocze.

Tydzień na Gazeta.pl. Tych materiałów nie możesz przegapić! SPRAWDŹ

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Natalia Jeziorek. Absolwentka Wydziału Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UJ i Wydziału Form Przemysłowych ASP. Na florenckiej Polimodzie studiowała fashion marketing i organizację eventów. Obecnie współpracuje z magazynem "K MAG", portalami Sezon, Pride i Enter the Room.

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU

Zobacz także
Komentarze (32)
Zaloguj się
  • emilly_davisson

    Oceniono 19 razy 13

    Och, powinno się obowiązkowo uczyć dziewczyny o tej postaci: banalna uroda (jak na osobę medialną z tego typu branży ) i apetyt na podbicie całego świata, co jej się udało ! Jestem pod wrażeniem , kolejny raz !

  • olafwrocek

    Oceniono 14 razy 12

    Lusitania została storpedowana chyba w drodze do a nie z Anglii, więc Duncan nie mogła raczej popłynąć nią do USA.

  • vito3

    Oceniono 22 razy 4

    wiedzialem jak beda wygladac te komenty i nie zawiodlem sie potomstwo panszczyznianych chlopow surowe i konserwatywne w ocenie odjechanej babki z przelomu poprzednich wiekow ale coz dziadek jeszcze bral regularnie w morde od pomocnikow ekonoma a ci juz w klawiaturke pukaja i oceniaja na swoim chamskim tle

  • milewidziany

    Oceniono 3 razy 3

    Jesienin był prostakiem z prowincji, miał problemy z komunikacją z Duncan, bo nie znał angielskiego.
    Ten związek i tak był skazany na porażkę.

  • adin_null_adin

    Oceniono 21 razy 3

    Eeee, jakaś lewa ta mitologia, napiszcie coś o Titanic'u przynajmniej kierunki rejsu by się zgadzały.
    Szał życia zakończony szalikiem w szprychach koła fortuny.

  • twzelnik

    Oceniono 12 razy 2

    Wspaniała postać, wszyscy powinniśmy się od niej uczyć.
    Ogromne dokonania.

  • 4boel

    Oceniono 3 razy 1

    Nic mi nie wiadomo, i czytelnikom pewnie także nie, żeby w języku rosyjskim była litera V, której w tekście użyto przy rosyjskim nazwisku. Wkurzają mnie okropnie rosyjskie imiona i nazwiska pisane w transkrypcji angielskiej, gdzie gubią się litery powszechne występujące w tym języku jak np. litera Ł. Autorzy zbyt tępi, żeby dowiedzieć się, że ten sam znak, w zależności jaki znak za nim stoi, raz znaczy L, raz Ł ? Albo litera W zastępowana jest przez V. Podobnie jak nadużywanie słowa SOWIECKI. Przecież to durny RUSYCYZM. Pa ruski SOWIET to po polskiemu zwyczajna RADA, co oznacza że prawidłowo po polsku jest Związek Radziecki, nie sowiecki i ludzie radzieccy, nie sowieccy. Jacyś spóźnieni dekomunizatorzy opanowali przestrzeń publiczną. Wstyd.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX