Ntailan Lolkoki

Ntailan Lolkoki (fot.mat. prasowe)

wywiad Gazeta.pl

Przeszła obrzezanie i rekonstrukcję łechtaczki. ''Chciałam odczuwać przyjemność podczas aktu miłosnego''

Byłam zrezygnowana i czułam się bezsilna. Na zabiegu zależało mi tym bardziej, że byłam wtedy zakochana w mężczyźnie - mówi Masajka Ntailan Lolkoki.

Była pani 12-letnią dziewczynką, gdy została pani obrzezana.

Moje pierwsze skojarzenie z tym doświadczeniem to wstyd. Przeprowadziłam się z Kenii do Europy stosunkowo wcześnie. Byłam wtedy nastolatką i wiedziałam, że jestem w jakiś sposób wybrakowana. Wiedziałam również, że za tym uczuciem stoi właśnie obrzezanie. Choć wtedy nie miałam świadomości, że jest ono czymś złym. W mojej społeczności mówiło się, że bez tego kobieta nie znajdzie męża. Gdy tylko to zrozumiałam, że obrzezanie kobiet jest złe, moją reakcją był gniew.

Pamięta pani moment, w którym uderzyło panią zło tego rytuału?

Miałam prawdopodobnie siedem lat. Matka wysłała mnie do miasteczka, gdzie zobaczyłam somalijskie dziewczyny po okaleczeniu podczas wakacji szkolnych. Byłam bardzo poruszona, widząc ich bezsilność. Następnym razem, gdy byłam zaniepokojona wewnętrznie, było to podczas okaleczania mojej starszej siostry. Usiadłam obok chaty, w której się obudziła po zabiegu dokonanym przez kobietę z naszej wioski, i długo wpatrywałam się w pustą przestrzeń.

Co pani czuje dziś?

Dzięki misji Waris [Waris Dirie, Somalijka, która pomaga obrzezanym kobietom - przyp. red.], coraz więcej dziewcząt zaczyna się uczyć o tym zabiegu i buntować przeciwko niemu od najmłodszych lat. Ale kiedy sobie uświadamiam, że ta praktyka wciąż ma miejsce, mój gniew nie ustępuje. Dziś jestem pięćdziesięcioletnią kobietą i wciąż ogarnia mnie smutek na myśl o tym, co mnie spotkało. Jednak odnalazłam w sobie spokój. Czuję, że najlepszą rzeczą, jaką mogę teraz zrobić dla dziewczynek, które cały czas poddawane są obrzezaniu, jest szerzenie o tym wiedzy.

i15.01.2007 -  BOR - RYTUALNE  OBRZEZANIE ' MALEGO CHLOPCA SUDAN FOT. ANNA BEDYNSKA  / AGENCJA GAZETA
Rytualne obrzezanie chłopca w Sudanie, 2007 rok (fot. Anna Bedyńska/AG)

Ten "zabieg" jest potworny.

Polega on na częściowym lub całkowitym usunięciu łechtaczki, czasem również warg sromowych. W ekstremalnych przypadkach wycina się także skórę ze ścianek pochwy oraz zaszywa, co najmniej częściowo, samo wejście do pochwy. Kobiety, które były obrzezane, nie mogą czerpać radości z fizycznego aspektu miłości między dwojgiem ludzi. Czują się gorsze, wybrakowane, często twierdzą, że nie są "normalnymi" kobietami. Moment, gdy zdają sobie sprawę z tego, że zostało im zabrane coś cennego, jest często początkiem ogromnego gniewu i bólu. Często tak przytłaczających, że kobiety starają się stłumić te emocje substancjami zmieniającymi świadomość.

Najgorszą częścią obrzezania jest dzień samego "zabiegu" - ta wyprawa do kliniki i z powrotem. Ja pojechałam z mamą i siostrą, a obrzezania dokonała pielęgniarka. Najpierw okaleczyła siostrę, a potem kazała mi się położyć. Była chłodna i nieprzyjemna, dała mi zastrzyk i przeprowadziła "zabieg". Do domu wróciłyśmy pieszo, nie wiem, jak w ogóle dałyśmy radę. Po zastrzyku byłam odrętwiała, ale gdy przestał działać, poczułam ból rozlewający się między udami. Po kilku dniach ustąpił, ale wewnętrznie czułam się martwa.

Poczuła się pani gorsza jako kobieta?

Poczułam się tak, gdy wyszłam za mąż. Każdej nocy udawałam orgazm, ponieważ nie chciałam wyjść na osobę, która jest oziębła w łóżku. Nie chciałam, by mąż mnie porzucił z powodu mojego kalectwa. W końcu w ogóle zrezygnowałam z seksu i uciekłam od niego.

Fakt bycia obrzezaną daje o sobie znać całe życie, szczególnie jeśli jest się imigrantką w kraju, gdzie sfera obyczajowości dotycząca seksualności jest bardziej swobodna. Sytuacji nie polepszają niedelikatne komentarze, najczęściej ze strony Europejczyków, którzy umniejszają cię za to, że jesteś obrzezana.


Dziś Ntailan Lolkoki jest dojrzałą kobietą (fot. mat.prasowe)

Naprawdę padają takie komentarze? Przecież to potworne.

Jednym z najczęstszych komentarzy na temat ofiar FGM jest, że jesteśmy zimne. Oczywiście byłam "zimna", ale nie miałam na to wpływu. Jak miałam to wytłumaczyć ludziom? Nie mogłam chodzić i opowiadać wszystkim, że zostałam okaleczona! To bolesna tajemnica. Zastanawiam się też, jak ludzie łatwo oceniają kogoś. Nawet w tak  intymnych sprawach. A przecież nie jesteśmy zwierzętami. Seks nie jest jednoznaczny.

Czasem ktoś wydaje się "zimny" z jednym partnerem, a z drugim odkrywa nieznane pokłady seksualności. Teraz, po rekonstrukcji, ja też odczuwam przyjemność z seksu i pewnie teraz komentarze tych samych osób byłyby zupełnie inne. A swoją drogą. czy w Europie nie ma prywatności w sferze seksualności?

To zależy od kraju, ale rzeczywiście w niektórych o seksie mówi się w sposób bardzo otwarty. Wracając do pani - po latach mąż wysłał pani dokumenty rozwodowe. A pani dowiedziała się o możliwości rekonstrukcji łechtaczki.

Pierwszy raz usłyszałam o takiej możliwości, gdy mieszkałam w społeczności chrześcijańskiej anglikańskiego Kościoła Holy Trinity Brompton. Pamiętam dokładnie - to było w grudniu 2010 roku, w moim pierwszym roku w Niemczech. Byłam zdesperowana, więc gdy pojawiło się rozwiązanie, natychmiast chciałam z niego skorzystać. Niestety, za pierwszym podejściem nie zostałam zakwalifikowana do zabiegu. Lekarze z niemieckiego szpitala obawiali się, że podczas operacji moja łechtaczka może zostać jeszcze bardziej uszkodzona - podczas obrzezania odcięto mi napletek łechtaczki, a nie cały narząd.

Do tej pory lekarze zajmowali się kobietami, na których dokonano infibulacji, najgorszego rodzaju obrzezania, które polega na wycięciu łechtaczki, warg sromowych oraz nacięciu i zaszyciu warg sromowych większych z pozostawieniem małego otworu pozwalającego na oddawanie moczu i miesiączkowanie [infibulacja jest praktykowana w wielu krajach Afryki, Bliskiego Wschodu i południowo-wschodniej Azji - przyp. red.].

05.01.2008 NAIROBI KENIA KIBERA - DZIELNICA BIEDOTY W NAIROBI . OBOZY UCHODZCOW Z PLEMIENIA KIKUJU NA STADIONIE TARGOW ROLNICZYCHFOT. KRZYSZTOF MILLER / AGENCJA GAZETA
Całkowie obrzezanie jest praktykowane w wielu krajach Afryki, Bliskiego Wschodu i południowo-wschodniej Azji. Nairobi, 2008 (fot. Krzysztof Miller / AG)

Ja, w przeciwieństwie do większości obrzezanych kobiet, byłam ofiarą praktyki sunna, stosunkowo lekkiej formy okaleczenia organów kobiecych. Byłam poddana sunna tylko dlatego, że moi rodzice się rozeszli i ojciec nie naciskał, bym została okaleczona mocniej. To mnie uratowało. Jako że nerwy wokół moich genitaliów były naruszone, lekarze obawiali się ich zniszczenia w trakcie zabiegu, tym bardziej że istniała nadzieja, że kiedyś odzyskam czucie w tych miejscach.

Pani rozczarowanie musiało być ogromne.

Byłam zrezygnowana i czułam się bezsilna. Na zabiegu zależało mi tym bardziej, że byłam wtedy zakochana w mężczyźnie. Temat operacji powrócił dwa lata później, gdy uczyłam się w szkole aktorskiej w Berlinie. Był wieczór, słuchałam radia, szykowałam się do snu, gdy nagle w audycji usłyszałam kobiety rozmawiające o operacyjnej rekonstrukcji łechtaczki. Od razu zainteresowałam się tematem. I tym razem operacja się odbyła. W Berlinie operacje wykonuje zespół pod dowództwem doktor Cornelii Strunz w szpitalu Waldfriede. Właśnie tam przeszłam zabieg - cały zespół pracuje tam nad fizycznym i psychicznym zdrowiem każdej pacjentki.

Bała się pani tego zabiegu?

Był on spełnieniem moich marzeń. Niezbyt przejmowałam się ewentualnymi komplikacjami. Nadzieja, że odzyskam władzę nad swoją seksualnością, była ważniejsza niż obawa przed ryzykiem związanym z samym zabiegiem.

Ale oczywiście trzęsłam się z nerwów przed pierwszą konsultacją. Szczęśliwie pan doktor okazał się niezwykle ciepłą osobą, od razu dodał mi otuchy. Wielkie wsparcie dostałam również od przyjaciela, który poszedł ze mną na pierwsze spotkanie do kliniki. Osoby, które chcą poddać się operacji, potrzebują kogoś, kto w tych trudnych momentach będzie je trzymał za rękę.

Za drugim razem, gdy w moim życiu pojawił się temat operacji, byłam już dojrzałą osobą. Za pierwszym razem fantazjowałam, że po udanej operacji będę chodzić do łóżka z każdym napotkanym mężczyzną. Wiele kobiet obawia się operacji dlatego, bo czują, że nie będą w stanie opanować swojej rozbuchanej seksualności. Jeżeli się nad tym głębiej zastanowić, tego typu lęki stoją właśnie za praktykowaniem obrzezania.

27.08.2011 ZIELONA GORA , AUTORKA KSIAZKI  KWIAT PUSTYNI ' WARIS DIRIE PODCZAS FESTIWALU FILMOWA GORA .FOT. AGNIESZKA WOCAL / AGENCJA GAZETA
Waris Dirie pomaga obrzezanym kobietom poprzez swoją fundację Kwiat Pustyni (fot. Agnieszka Wocal / Agencja Gazeta)

W książce "Skrzydła dla motyla" szczerze opowiada pani o pierwszych odczuciach po udanej rekonstrukcji łechtaczki. Opuszcza pani szpital, idzie ulicą i czuje się atrakcyjną, spełnioną kobietą. Budzi zainteresowanie mężczyzn. Czy zaraz po operacji zaczęła pani odczuwać pożądanie?

Tak, wróciło od razu. Jednak z czasem zmalało przez to, że nie znalazłam w rodzinie i mojej społeczności zrozumienia dla mojej decyzji dotyczącej operacji. Nie umiałam sobie poradzić z nawałem uczuć, które przez lata we mnie tłumiono. Chciałam kochać i odczuwać przyjemność podczas aktu miłosnego z ukochanym. Ale nikt mi nie mówił, że to jest dobre, że to naturalna potrzeba człowieka. W końcu doszłam do wniosku, że również po operacji powinnam tłumić uczucia.

Rekonstrukcja dała mi uczucie wewnętrznej radości, odzyskałam kontakt ze swoim ciałem. Mój wygląd zewnętrzny zmienił się diametralnie, promieniowałam. Teraz już prawie nigdy nie czuję się niepełna jako kobieta. Uczucie bycia pustą skorupą, które towarzyszyło mi wcześniej, niemal zupełnie znikło.

Na czym dokładnie polegał ten zabieg? 

Operację przeprowadziło dwóch chirurgów, asystowały im dwie pielęgniarki. Trwała około 40 minut. Rekonstrukcja polegała na wyciągnięciu na zewnątrz tego, co pozostało z moich genitaliów. Dowiedziałam się wtedy, że wewnątrz genitalia kobiece mają podobną długość do męskich. W przypadku infibulacji, gdy całość organów kobiecych jest poważnie uszkodzona, odzyskanie czucia po operacji może być trudne. Jednak uważam, że przy odpowiednich ćwiczeniach ciało może się zregenerować i to czucie odzyskać. Porównuję ludzkie ciało do drzewa, któremu obcięto gałęzie. Skoro one odrastają, to dlaczego człowiek miałby być pozbawiony umiejętności do regeneracji?

Co wydarzyło się po operacji?

Od razu pojechałam na tygodniowe samotne wakacje. Zbierałam siły na powrót do życia w Berlinie. Gdy pojawiłam się z powrotem w mieście, spotkałam się z mocnymi reakcjami na mój zabieg. Biła ode mnie silna energia seksualna, której ludzie nie chcieli zaakceptować, czuli się nią urażeni, mówili, że jestem zbyt wyzywająca. Ja z kolei byłam urażona takimi reakcjami. Czułam się ze sobą wspaniale, wyglądałam pięknie i nie mogłam pojąć, dlaczego ludzie nie akceptowali mojej metamorfozy. Jako chrześcijanka nie jestem typem osoby, która sypiałaby z kim popadnie. Pokochałam seks z samą sobą, jedynym człowiekiem, do którego mam stuprocentowe zaufanie.

Pani poddała się zabiegowi w Berlinie. Gdzie jeszcze się go wykonuje?

Operacje wykonywane są też w szpitalu Saint-Germain-en Laye pod Paryżem przez doktora Pierre'a Foldsa, węgierskiego chirurga, który opracował zabieg nakierowany na odzyskanie czucia w łechtaczce u kobiet po obrzezaniu. Doktor Folds operuje około 200 kobiet rocznie. Liczba kobiet operowanych w szpitalu Waldfriede nie jest stała, na zabieg przyjeżdżają tam kobiety z całej Europy.

Korzystała pani z pomocy Fundacji Kwiat Pustyni, którą założyła Waris Dirie i która finansuje operacje.

Okaleczenie, przez które przeszła Waris, jest o wiele gorsze niż moje... Dzięki jej fundacji ofiary przymusowego obrzezania nie muszą ponosić żadnych kosztów. Operacja kosztuje około 3 tys. euro.

Fundacja Kwiat Pustyni wspiera imigrantki. Są pomiędzy dwudziestym a trzydziestym rokiem życia, niektóre z kobiet mają ponad czterdzieści lat. W Europie jest znacznie więcej świadomości FGM, więc kobietom, które tu mieszkają, udaje się wyjść z ich mrocznej tajemnicy.

Moim zdaniem powinna istnieć klinika, w której kobiety po rekonstrukcji będą się uczyły, jak akceptować zmiany, które zaszły w ich życiu, zanim wrócą do codziennego funkcjonowania. Ważne jest też, aby być w grupie i wspierać się nawzajem. Dobrze byłoby, gdyby grupy wsparcia dla ofiar FGM były w każdym kraju w Europie. Wówczas mogłybyśmy swobodnie rozmawiać o swoich doświadczeniach z FGM.


Ntailan Lolkoki opisała swoją historię w książce ''Skrzydła dla motyla'' (fot. mat. prasowe)

Pani opowiada swoją historię na spotkaniach z kobietami, które obrzezano.

Po operacji udzielałam się w grupie samopomocowej w Berlinie, którą tworzyły obrzezane kobiety. Każdej z nich doradzałam poddanie się operacji. Często jednak czułam, że nie każda jest na nią tak naprawdę gotowa. Wiele z tych kobiet wywodziło się z zamkniętych społeczności, w których dziewczynki nadal poddaje się obrzezaniu. Pochodzące z tych środowisk kobiety, kiedy podejmują decyzje o poddaniu się operacji rekonstrukcji łechtaczki, ryzykują odrzucenie przez swoje najbliższe środowisko. Część z nich wraca do Afryki, gdy im się kończy wiza albo by odwiedzić rodzinę.

Zachęcam więc kobiety, by poddały się operacji, jednak nie robię tego na siłę. Każda ofiara przymusowego obrzezania jest osobnym przypadkiem, który trzeba traktować indywidualnie. Wiele zależy od tego, w jakim momencie życia dana kobieta się znajduje. Kluczowe dla powodzenia całego procesu zdrowienia jest poddanie się psychoterapii.

Pani ją przeszła.

Operacja rekonstrukcji łechtaczki nie stanowi koniecznego elementu do wyjścia z traumy. Niektórym kobietom pomoże psychoterapia oraz indywidualna praca nad swoim rozwojem - zainteresowanie się jogą czy technikami głębokiego oddychania. W moim przypadku operacja pomogła, ponieważ bardzo jej chciałam i wierzyłam, że mi pomoże. Najważniejszy jest jednak proces, który zachodzi w głowie - gdy spojrzysz na siebie jako na osobę, która może zbudować się na nowo, to tak faktycznie się stanie.

Zastanawia się pani czasem, jakby wyglądałoby pani życie, gdyby nie przeszła pani rekonstrukcji łechtaczki?

Myślę, że i tak udałoby mi się dojść do siebie - śpiewam, tańczę, maluję i piszę, uprawiam jogę i jestem osobą wierzącą. Mam bardzo silną wolę i potrzebę stanowienia o sobie, więc myślę, że znalazłabym sposób na odzyskanie swojej seksualności.

Obrzezanie kobiet UNICEF nazywa FGM/C [skrót od female genital mutilation/cutting, czyli okaleczanie/wycinanie kobiecych narządów płciowych - przyp. red.]. Na świecie żyje co najmniej 200 mln obrzezanych kobiet, a co roku okalecza się w ten sposób 3 miliony dziewcząt. Najwięcej jest ich w Afryce - według danych Światowej Organizacji Zdrowia zwyczaj ten praktykuje się w Egipcie, Sudanie, Erytrei i Somalii. Wbrew powszechnemu przekonaniu, obrzezania nie wykonują tylko islamistów, ale również chrześcijanie oraz etiopska mniejszość judaistyczna. Obrzezanie dziewcząt jest przeciwieństwem obrzezania mężczyzn. Pozbycie się fragmentu lub całego napletka nie prowadzi do spadku płodności mężczyzny, nie skraca mu życia ani nie obniża satysfakcji z seksu. Bywa nawet zalecane jako środek dodatkowo zabezpieczający przed niektórymi chorobami przenoszonymi drogą płciową.
Fundacja Kwiat Pustyni wspiera ofiary FGM. W 2013 roku, we współpracy z berlińskim szpitalem Waldfriede, otworzyła pierwsze Centrum Kwiat Pustyni zajmujące się leczeniem obrzezanych kobiet. Zamierza otworzyć więcej takich placówek w Europie, USA, Afryce i Azji. Fundacja prowadzi też projekt "Ocal mały Kwiat Pustyni", który polega na podpisywaniu z rodzicami dziewczynek umów gwarantujących ich integralność. Zawarto ich ponad 6 tys.


Okładka książki ''Skrzydła dla motyla'', młoda Masajka (fot.mat. prasowe, Adam Golec/ Agencja Gazeta)

Książka "Skrzydła dla motyla" ukazała się nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka. Możecie ją kupić w Publio.pl >>>

Ntailan Lolkoki. Masajka, urodziła się na północy Kenii. Jako 12-latka została obrzezana, parę lat później wyszła za angielskiego żołnierza i wyjechała z nim do Anglii, a potem do Niemiec. Małżeństwo się rozpadło. Uczyła się w szkole aktorskiej, pracowała jako modelka. Mieszka w Berlinie. Angażuje się w działalność Desert Flower Center, przeciwko okaleczaniu żeńskich narządów płciowych.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka psów, mądrych ludzi, kawy i sportowych samochodów.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Tydzień na Gazeta.pl. Tych materiałów nie możesz przegapić! SPRAWDŹ

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (9)
Zaloguj się
  • neospasmin

    Oceniono 4 razy 2

    A co z praktyka obrzezywania chlopcow?
    Koszer wiec sza- nie bedzie kwiatow pustyni?

    ml

  • boo-boo

    Oceniono 5 razy -1

    I tak miała szczęście w nieszczęściu, że zabieg był w szpitalu ze znieczuleniem.
    Głupie matki praktykujące takie barbarzyństwo.
    I po co to zdjęcie z obrzezania chłopca. ...autor nie wie jaka jest różnica między obrzezania chłopca, a dziewczynki ?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX