Kobiety we włoskiej mafii są często bite i zastraszane

Kobiety we włoskiej mafii są często bite i zastraszane (fot. Shutterstock)

społeczeństwo

"Uwolnienie kobiet to sposób na pokonanie 'ndranghety". Matki, żony i córki pogrążają kalabryjską mafię

Tradycyjny model włoskiej rodziny to patriarchat. Mafia zaadaptowała ten wzór i wypaczyła go. Kalabryjska 'ndrangheta bazuje na mizoginii i ograniczaniu wolności kobiet do minimum. W 2009 roku prokurator Alessandra Cerreti zauważyła, że dręczone przez mężów i ojców kobiety mogą być największą siłą wymiaru sprawiedliwości w walce z mafią.

W Kalabrii zaginięcie Lei Garofalo nie wymagało większych wyjaśnień. Mafia ma nawet specjalne określenie na to, co stało się z ludźmi, którzy pewnego dnia po prostu zniknęli: "lupara bianca" ("biała strzelba"), czyli pozbawione świadków zabójstwo, po którym nie zostają żadne ślady, nawet zwłoki. W Pagliarelle, odległej górskiej wiosce leżącej na "podbiciu" włoskiego buta, w której na świat przyszli Lea i Carlo [Cosco - mąż Lei], ludzie wiedzieli, że nie należy już nigdy wymawiać głośno imienia Lei. Choć z pewnością nie mogli o niej całkiem zapomnieć. Skromna kawalerka Lei na pierwszym piętrze, z pomalowanymi na różowo okiennicami i rynnami, znajdowała się niedaleko głównego placu wioski. Ale czterystu mieszkańców Pagliarelle już dawno nauczyło się żyć ze swoimi duchami.*

W ciągu trzech dekad w mafijnych porachunkach zginęło tam - a także w pobliskim mieście Petilia Policastro - trzydzieścioro pięcioro kobiet i mężczyzn, w tym ojciec Lei Antonio, jej wuj Giulio oraz brat Floriano. Zniknięcie kobiety, która urodziła się w takim miejscu i pochodziła z takiej rodziny, wydawało się niemal nieuniknione, wręcz przesądzone. Kilka lat później jej siostra Marisa spojrzała z ulicy na okno w mieszkaniu Lei i powiedziała: "Lea zawsze pragnęła być wolna. Nigdy przed nikim nie zginała karku. Ale ludzie, którzy znają 'ndranghetę, uznali jej decyzję za bardzo nierozważną. Wyjątkowo niebezpieczną. Chcesz być wolna? Więc zapłać za to własnym życiem". Marisa miała na myśli to, że tak naprawdę nikt nie mógł dla niej nic zrobić.

Alessandra Cerreti wiedziała, że wielu jej kolegów z pracy podziela ten pogląd. Kiedy przed siedmioma miesiącami przybyła tu z Mediolanu, by objąć stanowisko prokuratora do spraw walki z mafią w Kalabrii, uderzyło ją, jak wielu miejscowych w dalszym ciągu akceptuje 'ndranghetę jako nieodłączną część swojego życia.

Od Albanii do Togo

Poza południowymi Włochami mafia była postrzegana wyłącznie w kategoriach filmowych i literackich, traktowano ją jako ekscytującą, a nawet atrakcyjną legendę, która zawierała w sobie ziarno historycznej prawdy, jednak w czasach, gdy musiano się zmagać z takimi problemami jak kryzys finansowy, zmiany klimatu czy zagrożenie terrorystyczne, jawiła się raczej jako baśń z minionej epoki. Ale nie w Kalabrii. Podobnie jak jej znacznie sławniejsze kuzynki z Sycylii i Neapolu 'ndrangheta powstała w drugiej połowie XIX wieku. O ile jednak Sycylijczycy obserwowali, jak potęga ich mafii upada pod wpływem zdecydowanych działań państwa oraz oporu samej ludności, o tyle 'ndrangheta stale rosła w siłę. Organizacja wciąż była kierowana przez swoich założycieli, czyli sto czterdzieści jeden rodów pasterzy i plantatorów pomarańczy, którzy rządzili okolicznymi dolinami oraz górskimi miasteczkami. Jej żołnierze w dalszym ciągu wymuszali miliardy euro rocznie od kalabryjskich sklepikarzy, właścicieli restauracji i lodziarni, a od czasu do czasu mordowali jakiegoś nieprzejednanego karabiniera, sędziego lub polityka, który odważył się stanąć im na drodze.

Oblicze 'ndranghety radykalnie odmieniła globalizacja. Organizacja szmuglowała siedemdziesiąt - osiemdziesiąt procent kokainy i heroiny trafiających na europejski rynek. Okradała państwo włoskie i Unię Europejską na dziesiątki miliardów euro. Pośredniczyła w sprzedaży broni dla przestępców, bojowników i terrorystów na całym świecie, w tym dla wszystkich stron zaangażowanych w wojnę domową w Syrii. Według szacunków prokuratorów w 2009 roku imperium 'ndranghety obejmowało pięćdziesiąt krajów, a więc jedną czwartą planety, i rozciągało się od Albanii do Togo, będąc łącznikiem pomiędzy wojnami gangów w Toronto a zabójstwem adwokata w Melbourne, przejęciem na własność całej dzielnicy w Brukseli a działalnością rozprowadzającej kokainę pizzerii w nowojorskim Queens, która nosiła nazwę Cucino a Modo Mio ("gotując po mojemu").

Na początku drugiej dekady nowego tysiąclecia 'ndrangheta była pod każdym względem najpotężniejszą organizacją przestępczą na świecie. To globalne imperium napędzała bezwzględna przemoc, która przynosiła mu zdumiewające bogactwo. Każdego roku organizacja gromadziła przychody w granicach pięćdziesięciu - stu miliardów dolarów, co stanowiło równowartość czterech i pół procent włoskiego PKB lub też dwa razy tyle co roczne dochody koncernów Fiata, Alfy Romeo, Lancii, Ferrari i Maserati razem wzięte.

'Ndrangheta działa na całym świecie. Jedna z nowojorskich pizzerii była przykrywką dla operacji przemytu kokainy. Na zdj. włoska dzielnica w Nowym Jorku - Little Italy (fot. Shutterstock)
'Ndrangheta działa na całym świecie. Jedna z nowojorskich pizzerii była przykrywką dla operacji przemytu kokainy. Na zdj. włoska dzielnica w Nowym Jorku - Little Italy (fot. Shutterstock)

Tak ogromne sumy pieniędzy sprawiały, że ich pranie i ukrywanie wymagało prowadzenia równolegle drugiego biznesu. Kalabryjczycy okazali się tak sprawni w praniu brudnych pieniędzy, które przepuszczali przez restauracje i firmy budowlane, drobne zagraniczne banki i wielkie instytucje finansowe, a nawet holenderską giełdę kwiatową i europejski rynek czekolady, że według informacji współpracujących z Alessandrą Cerreti prokuratorów inne zorganizowane grupy przestępcze z Europy Wschodniej, Rosji, Azji, Afryki i Ameryki Łacińskiej zaczęły opłacać 'ndranghetę, żeby w taki sam sposób zaopiekowała się ich fortunami.

To oznaczało, że 'ndrangheta obsługiwała przepływ setek miliardów, a nawet bilionów nielegalnie zarobionych dolarów na całym świecie. I właśnie za sprawą tego, że 'ndrangheta operowała pochodzącymi z przestępczości pieniędzmi w skali globalnej, Kalabryjczycy pojawili się w życiu każdego z nas. Miliony ludzi mieszkały w należących do nich budynkach, pracowały w ich firmach, robiły zakupy w ich sklepach, jadały w ich pizzeriach. (...) Nie było przynajmniej żadnej tajemnicy co do tego, kto kieruje 'ndranghetą. Południe Włoch było bowiem w tym samym stopniu zacofane materialnie, co społecznie. Zgodnie z tradycją każda rodzina przypominała feudalne królestwo w miniaturze, w którym władzę dzierżyli mężczyźni oraz chłopcy. Kobietom przyznawali niewielkie znaczenie i niezależność, a ich życie sprowadzało się głównie do funkcji lenniczek rodzinnej własności i honoru. Ojcowie, niczym średniowieczni królowie, kojarzyli małżeństwa swoich nastoletnich córek w celu przypieczętowania klanowych sojuszy. Bicie żon i córek było na porządku dziennym. Kobiety stanowiły dla mężczyzn obiekt pożądania, ale uważano je za nieodpowiedzialne. Nie należało zanadto polegać na ich wierności ani zdolności do kierowania własnym życiem, trzeba było trzymać je krotko dla ich własnego dobra. Kobiety, które dopuściły się zdrady małżeńskiej, nawet wobec pamięci nieżyjącego od dwudziestu lat męża, były zabijane, a wyrok wykonywali zazwyczaj ich ojcowie, bracia, synowie lub mężowie. Tylko krew może zmyć plamę na honorze rodziny, mawiali mężczyźni. Ciała ofiar zwykle palili lub rozpuszczali w kwasie, aby raz na zawsze pozbyć się dowodów rodowej hańby.

"Kobiety nie mają żadnego znaczenia"

(...) Kalabryjscy prokuratorzy powiedzieliby, że życie kobiet 'ndranghety, takich jak Lea Garofalo, było tragiczne. Zgodziliby się również z tym, że nieludzki stosunek do kobiet to kolejny powód, by zniszczyć organizację. Nie uważali jednak, by kobiety miały im się przydać w walce z 'ndranghetą.

Niemal od pierwszego dnia, kiedy w kwietniu 2009 roku Alessandra Cerreti przybyła do Kalabrii, miejscowi prokuratorzy powtarzali jej, że kobiety mafii to po prostu kolejne jej ofiary. "Kobiety nie mają żadnego znaczenia", mówili. Kiedy usłyszeli o zaginięciu Lei Garofalo, przyznali, że to straszliwa wiadomość, zwłaszcza dla tych, którzy osobiście znali Leę i Denise [jej córkę - przyp. red.] z programu ochrony świadków. Ale śmierć Lei była zaledwie objawem problemu - upierali się - i nie miała żadnego wpływu na sposób prowadzenia śledztwa. Alessandra była innego zdania. Wprawdzie nie uważała się za specjalistkę od analizowania skomplikowanych relacji rodzinnych. Miała trzydzieści dziewięć lat, była zamężna, bezdzietna, a jej wygląd - elegancki, staranny strój, krótkie proste włosy rozdzielone chłopięcym przedziałkiem - podkreślał jej chłodny profesjonalizm.

Gdy jednak chodziło o rodzinę mafijną, Alessandra przekonywała, że zgodnie z logiką kobiety musiały odgrywać znaczącą rolę w organizacji przestępczej opierającej się na relacjach między krewnymi. Rodzina stanowiła fundament mafii. A w centrum każdej rodziny znajdowała się matka. Poza tym, argumentowała Alessandra, skoro kobiety nie miały żadnego znaczenia, to dlaczego mężczyźni tak wiele ryzykowali, żeby je zabijać? Musiały być kimś znacznie więcej niż tylko ofiarami.

Jako Sycylijka oraz urzędniczka włoskiego wymiaru sprawiedliwości Alessandra wiedziała też, że panująca w kraju kultura patriarchatu umniejsza rolę kobiet, nawet jeśli się na nich opiera. "Włoscy mężczyźni nie szanują kobiet - mowiła Alessandra. - To poważny problem".

Kobiety powiązane z mafią często doświadczają przemocy ze strony mężczyzn (fot. Shutterstock)
Kobiety powiązane z mafią często doświadczają przemocy ze strony mężczyzn (fot. Shutterstock)

W tym samym czasie, gdy zaginęła Lea Garofalo, w każdej włoskiej gazecie pojawiły się dowody na poparcie tezy Alessandry Cerreti. Przez dwa lata prasa zapełniała swoje łamy drastycznymi oskarżeniami i wyjątkowo konserwatywnymi poglądami prokuratora z Perugii Giuliana Migniniego. Mignini oskarżał amerykańską studentkę Amandę Knox - na podstawie zeznań dwóch mężczyzn, z których jeden był chłopakiem Amandy przez pięć dni - o zamordowanie jej brytyjskiej współlokatorki Meredith Kercher. Prokurator utrzymywał, że obaj mężczyźni ulegli diabolicznemu urokowi Knox. Idąc za przykładem Migniniego, ich adwokat przedstawiał oskarżoną dziewczynę jako "diablicę [...], demoniczną kusicielkę opętaną seksualną żądzą".

Mignini, 59-letni żarliwy katolik i ojciec czterech córek, opowiadał później reżyserowi filmu dokumentalnego, że choć dowody przeciwko Knox były skąpe, "swobodny" styl życia oraz "brak zasad moralnych" Amerykanki przekonały go do uznania jej winy. (...) Ostatecznie Amanda Knox i jej chłopak zostali dwukrotnie uniewinnieni przez sąd apelacyjny, a oskarżycieli włoski Sąd Najwyższy surowo skrytykował za popełnienie "szokujących błędów" podczas prowadzenia sprawy.

Jednak w chwili zaginięcia Lei Garofalo zaledwie dni dzieliły Knox od pierwszego wyroku skazującego, a przedstawiana przez Migniniego wersja wydarzeń - niezamężna Amerykanka, która spała z siedmioma mężczyznami, była na tyle zdeprawowana, że skłoniła zniewolonych przez siebie mężczyzn do zamordowania współlokatorki - była powszechnie uważana za zgodną z rzeczywistością.

Alessandra nie urządzała swoim kolegom wykładów na temat emancypacji kobiet. W prywatnym życiu każdy z nich mógł wyznawać takie poglądy, jakie chciał, a Cerreti nie życzyła sobie specjalnego traktowania z ich strony. Kiedy jednak chodziło o przełamanie omerty, która otaczała największą mafię w Europie, Alessandra uważała, że z pragmatycznych względów organy ścigania powinny się zainteresować uprzedzeniami, jakimi kierowali się gangsterzy. Żaden z prokuratorów nie spotkał się jeszcze z tak niemal perfekcyjnie funkcjonującą organizacją przestępczą jak 'ndrangheta. (...) A przecież zaledwie kilka lat temu włoskie państwo miało nikłe pojęcie o istnieniu takiej organizacji. Gdy Alessandra Cerreti przybyła do Reggio di Calabria, nikt w tamtejszym Pałacu Sprawiedliwości nie był jej w stanie podać dokładnych danych na temat tego, ilu ludzi zatrudniała 'ndrangheta, gdzie prowadziła działalność ani nawet ile rocznie zarabiała pieniędzy (w zaokrągleniu do pięćdziesięciu miliardów dolarów). Przypadek Lei Garofalo, która wykazała się wolną wolą i pragnieniem niezależności, za co zresztą spotkała ją straszliwa kara, stanowił jedną z nielicznych sytuacji, kiedy 'ndrangheta wyszła z ukrycia. Poza tym obciążające Carla Cosca zeznania Lei po raz pierwszy umożliwiły prokuratorom lepszy wgląd w działalność organizacji.

Objawiający się przemocą szowinizm członków 'ndranghety nie był tylko tragedią dla związanych z nimi kobiet, twierdziła Alessandra. Był również wielkim błędem organizacji. A jeśli odpowiednio go pogłębić, mógł się on przeistoczyć w prawdziwy kryzys. "Uwolnienie tych kobiet - oznajmiła Alessandra - to sposób na pokonanie 'ndranghety."

Książka 'Dobre matki' ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak literanova (mat. prasowe)
Książka 'Dobre matki' ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak literanova (mat. prasowe)

*Fragmenty książki "Dobre matki. Prawdziwa historia kobiet, które przeciwstawiły się najpotężniejszej mafii świata" Alexa Perry'ego w tłumaczeniu Mariusza Gądka

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Alex Perry. Urodzony w Filadelfii, USA. Pisał m.in. do magazynu The New Yorker, Time, Newsweeka i The Daily Beast. Zdobywca nagrody Society of Publishers in Asia (nagroda Stowarzyszenia Wydawców w Azji) i wyróżnienia londyńskiej Foreign Press Association.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (41)
Zaloguj się
  • maxthebrindle

    Oceniono 36 razy 12

    A wszystko to powstało, rozwijało się i... trwa w najbardziej katolickiej części bardzo katolickiego kraju, przepełnionej tak zwanymi 'wartościami', tak bliskimi różnym Godkom, Jurkom i innym polskim katolom. Pomyślcie o tych setkach tysięcy, może milionach ludzi zamordowanych przez dobrych, konserwatywnych katolików z południa Włoch, zarówno bezpośrednio w imię obrony honoru rodziny, jak i pośrednio, za sprawą handlu narkotykami, bronią, wspierania terrorystów. Tego nie zrobili źli imigranci z krajów muzułmańskich, tylko WASI bracia w wierze, katolicy wyznający te same zasady i wartości, co polscy narodowcy, przeciwnicy lewactwa i obrońcy tradycji...

  • ciesiol

    Oceniono 9 razy 7

    czytajac "polski punkt widzenia" w komentarzach do artykulu "futro sie jezy". Wydaje sie, ze kulturowo rozni, odlegli terytorialnie, zapewne faceci, przerazaja, mam nadzieje niezrozumieniem, choc prawdopodonie "meski punkt widzenia" - oblesnie obrzydliwy - uwspolnia i unaocznia jak daleko jestesmy w cywilizacyjnym rozwoju ... smutne i obce- Porzazajace tez przez nierozumienie i akceptacje wynaturzonych opisow "honoru'

  • byann

    Oceniono 7 razy 5

    A jak się rozwija proces Iwony Cygan?
    Adwokaci arystokracji i siepaczy wybronią tych zwyrodnialców?

  • shtalman

    Oceniono 23 razy 3

    W wolsce mafia się nie kryje i żąda bezwzględnej posłuszności, jest niezwykle pazerna i rozpasana, znakiem rozpoznawczym jest czarna sukienka i biały kołnierzyk

  • rikol

    Oceniono 28 razy 0

    Przestańcie bronić aMandy Knox. Kłamała, zmieniała zeznania, oskarżyła fałszywie niewinnego człowieka. Poza tym po morderstwie całe mieszkanie wyczyściła chlorem. Osoba niewinna się tak nie zachowuje.

  • llenovoo

    Oceniono 6 razy -2

    Lea chciałaby korzystać z pieniędzy mafii - wszak jest luksusową kobietą i "na takie życie zasługuje", ale też - jednocześnie - chciała by mieć prawo do tego, żeby dawać doopy każdemu komu chce. jakie to "poprawne kobieco" i jednocześnie lewicowe...
    Jesteście debeelami, czy tylko takich udajecie na użytek "levych poprawnych" albo też za takich-podobnych półmózgów uznajecie swoich czytelników?

  • qatroscc

    Oceniono 16 razy -2

    Ciekawe ile z tych kobiet źyje sobie na "poziomie" i w d.pie ma skad tatus czy mezus ma pieniadze na jej utrzymanie? Tak wychwalacie te kobitki, a prawda jest taka, ze uczciwych jest mniejszosc.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX