Na wizytę u specjalisty czeka się nawet kilkanaście miesięcy

Na wizytę u specjalisty czeka się nawet kilkanaście miesięcy (fot. Tomasz Kamiński / AG)

społeczeństwo

"85 pacjentów! Przecież tak się nie da!". Polaków portret w kolejce do lekarza

Mówią o poczekalni: dżungla (emerytka), czas na rachunek sumienia (podróżnik), źródło zabawy, jak patrzę na kłócących się ludzi (bezrobotna).

Malina Szczepańska, pracownica sektora kultury, ze złamaną nogą trafia do Szpitala Specjalistycznego im. Stefana Żeromskiego w Krakowie. Siada w poczekalni. I słucha.

Lekarz pyta: Kto z państwa czeka do pokoju 14?

- Wszyscy! - odpowiadają chórem pacjenci.

- Proszę się uspokoić i nie krzyczeć! Lekarz nie słyszy pacjentów, jak tak panie wrzeszczą i się kłócą. Zaraz lekarz się zdenerwuje i już nikogo nie przyjmie! - mówi pielęgniarka do tłumu kobiet okupujących wejście do gabinetu.

- A oni nie mogliby wołać po imieniu? 
- No podobno nie, bo chodzi o ochronę danych osobowych.

- Ja jestem po tej pani młodej. Tej, co nie wiadomo, co tu robi, bo wygląda na zdrową przecież - mówi jeden z pacjentów o Malinie.

- Proszę pani! Trzeba pilnować swojego miejsca, a nie w telefon się wpatrywać!

- A ta młoda znowu zniknęła! Te młode to nic nie wiedzą, jak działa służba zdrowia!

Kolejki do lekarza to codzienność w każdej publicznej przychodni (fot. Tymon Markowski / AG)
Kolejki do lekarza to codzienność w każdej publicznej przychodni (fot. Tymon Markowski / AG)

- Niech pani usiądzie! - staruszka o kulach siedząca na kanapie ustępuje miejsca dziewczynie na wózku inwalidzkim.

- W przychodni kolejki to burdel wielki - żartuje pani z endoprotezami. Tydzień po operacji zaczęła jeździć samochodem, bo, jak mówi, "szkoda czasu na leżenie, poleży se w trumnie".

- Ja teraz wchodzę, bo mam ze sobą już zdjęcie rentgenowskie! 
- Pani, a mnie g*wno pani zdjęcie obchodzi! Tydzień temu mogła sobie pani zrobić. Ja teraz wchodzę! Ale tylko po skierowanie na rentgen!

- Chciałbym zadać pytanie... - ktoś rzuca do pielęgniarki.
- A ja chciałabym zrobić siku - słyszy odpowiedź.

- Pani uważa, bo u mnie to już zawleczka od granatu na palcu. Ja też mogę wybuchnąć, jak pani tak będzie wrzeszczeć!

- Dziś to jakieś apogeum! 85 pacjentów! Przecież tak się nie da! - doktor krzyczy na korytarzu do pacjenta, który chce się wbić do gabinetu na krzywy ryj.

- No i po co pani łamała nogę? - pyta lekarz, kiedy widzi Malinę.

Od godziny 8.00 do godziny 13.00 w przyszpitalnej przychodni ortopedycznej ciągle zadawała sobie to pytanie. Gips nie dał odpowiedzi.

Pierwsze słowa: NFZ

Dominika Sulewska z Wołomina bardzo wcześnie musiała się dowiedzieć, co to znaczy Narodowy Fundusz Zdrowia i czas oczekiwania na gwarantowane świadczenie medyczne. Pojęcia trudne do zrozumienia dla noworodka w inkubatorze.

Mała Dominika Sulewska wymagała szybkiej konsultacji neurologa. Najbliższy wolny termin wyznaczono za 12 tygodni (fot. archiwum prywatne)
Mała Dominika Sulewska wymagała szybkiej konsultacji neurologa. Najbliższy wolny termin wyznaczono za 12 tygodni (fot. archiwum prywatne)

Dziewczynka przyszła na świat miesiąc przed planowanym porodem. Dostała listę zaleceń przy wypisie ze szpitala. Potrzebna była zgoda neurologa na obowiązkowe szczepienia w szóstym tygodniu życia. W okolicznych państwowych poradniach neurologicznych najbliższy wolny termin konsultacji wyznaczono jej za 12 tygodni. Czyli przynajmniej dwa miesiące po wyznaczonym czasie szczepienia. Rodzice zawieźli córkę do prywatnego lekarza. Zaświadczenie wypisał od ręki.

Do lekarza pediatry Dominika dostanie się w ciągu jednego dnia, jeśli będzie miała szczęście. - Trzeba siedzieć na telefonie od samego rana i może się uda - mówi Agnieszka, mama Dominiki. - Czasem zadzwoni się o 7.00 i już nie ma miejsc. W sezonie przeziębień jest najgorzej, infolinia ciągle zajęta.

"To nie wina systemu, a pacjentów. Kto przychodzi do lekarza z lekką gorączką albo katarem?" - pisze użytkownik internetowego forum NFZ. "Niektórzy od piątej rano potrafią stać pod zamkniętymi drzwiami przychodni i czekać na otwarcie. A potem czasem się okazuje, że na liście wcale nie są pierwsi, tylko ktoś miał jeszcze lepsze wejście na listę do danego lekarza" - pisze inny pacjent.

Raz Agnieszce Sulewskiej udało się dostać na badania ekspresowo, w ważnym momencie. Była w ciąży z pierwszym synem, Przemkiem. Mąż wykrył jej guzka w piersi, pojechali do szpitala na ulicy Karowej w Warszawie. Od ginekolog dostała skierowanie na USG piersi na cito. - Poszłam do rejestracji, a tam przerazili się, widząc mój ciążowy brzuch i diagnozę: podejrzenie nowotworu. Pielęgniarka niesamowicie zareagowała. Odstąpiła mi swoje USG, odbyło się za 10 minut. Stwierdziła, że ona może poczekać, a ja powinnam od razu. W ciągu dwóch tygodni miałam zrobioną biopsję i wyniki. Guz się na szczęście pomniejsza.

Niektórzy wstają jeszcze przed świtem, by zapisać się do lekarza. Na zdj. kolejka pacjentów czekających od 6 rano na zapisy do przychodni w Poznaniu (fot. Łukasz Cynalewski / AG)
Niektórzy wstają jeszcze przed świtem, by zapisać się do lekarza. Na zdj. kolejka pacjentów czekających od 6 rano na zapisy do przychodni w Poznaniu (fot. Łukasz Cynalewski / AG)

Kolejki.nfz.gov.pl

Polski pacjent jest przypadkiem nagłym, pilnym albo planowym. W sytuacjach nagłych pomoc najczęściej udzielana jest w miarę szybko, trudniej dostać się na standardową wizytę u specjalisty. Andrzej Banaszek, rocznik 1941, emerytowany taksówkarz z Ciechocinka, na nieszczęście chciał zostać pacjentem planowym.

Potrzebował lekarza kardiologa. Miał do wyboru kilka opcji. Pierwsza to zadzwonić do najbliższej poradni na ulicy Zdrojowej. ZOZ "Przychodnia rodzinna" to jedyna poradnia kardiologiczna w Ciechocinku. Sprawdzam w prowadzonym przez NFZ internetowym Ogólnopolskim Informatorze o Czasie Oczekiwania na Świadczenia Medyczne, ile pan Andrzej będzie czekał na wizytę. Wyświetla się wynik: 41 dni. Jak na polskie warunki - bardzo dobry termin (rekordowe czasy oczekiwania wynoszą powyżej 1200 dni). Razem z panem Andrzejem w kolejce czekają trzy osoby. To oznacza, że lekarz kardiolog przyjmuje 0,07 osoby na dobę.

Dzwonię do przychodni w imieniu pana Andrzeja, aby potwierdzić wizytę.

- Przykro mi, ale na ten rok już nie mamy wolnych miejsc. Zapisy na przyszły rok otwieramy w październiku.

- Jak to? W wyszukiwarkach NFZ-etu wyświetla mi się 41 dni.

- Tak, ale NFZ okroił nam środki i punkty. Jeśli zależy pani na czasie, proszę dzwonić do Aleksandrowa Kujawskiego. Oni dostali większą pulę przyjęć.

Na portalu "Świat przychodni", prywatnej platformie zachęcającej sloganem "Nie czekaj bez sensu. Znajdź placówkę NFZ z najkrótszą kolejką", dowiem się, że w województwie kujawsko-pomorskim (Ciechocinek leży na jego terenie) średnia kolejka do kardiologa mającego umowę z NFZ to 170 dni.

W Regionalnym Szpitalu Specjalistycznym im. dra Władysława Biegańskiego w Grudziądzu - 770 dni.

W Centrum Medycznym A. i N. Nowak w Bydgoszczy - 613 dni.

W Szpitalu Uniwersyteckim Nr 1 im. dra Antoniego Jurasza w Bydgoszczy - 410 dni.

W Szpitalu Wielospecjalistycznym im. dra Ludwika Błażka w Inowrocławiu - 362 dni.

W wynikach wyszukiwania portalu "Świat przychodni" obok placówek NFZ pojawiają się reklamy prywatnych gabinetów lekarskich. Zachęcające, gdy się widzi tak długie terminy.

Pan Andrzej Banaszek, emerytowany taksówkarz z Ciechocinka, chciał dostać się na wizytę do kardiologa. Musi na nią czekać ok. 170 dni (fot. archiwum prywatne)
Pan Andrzej Banaszek, emerytowany taksówkarz z Ciechocinka, chciał dostać się na wizytę do kardiologa. Musi na nią czekać ok. 170 dni (fot. archiwum prywatne)

Prywatnie też nieróżowo

Rejestrów oczekiwania na wizytę w prywatnych gabinetach nikt nie prowadzi, co nie oznacza, że jest się przyjętym od razu.

Tomasz Zawisza, adwokat mieszkający w Krakowie, choruje na tarczycę. Próbował dostać się do endokrynologa, prof. Doroty Pach, świetnej specjalistki. Potrzebował konsultacji i recepty na leki, które przyjmuje codziennie. Rejestratorka powiedziała mu, że najwcześniej może zostać przyjęty za kilka miesięcy. - Jak panu się spieszy, proszę dzwonić w środę po ósmej rano, będziemy mieć potwierdzenie, czy ktoś przyjdzie, czy nie, może się zwolni jakieś miejsce - dodała pani z obsługi (i tak dodają czasem w państwowych placówkach). Zadzwonił, miał wizytę tydzień po pierwszym telefonie. Koszt: 150 zł.

Krystian Branicki [imię i nazwisko zmienione] ma wykupiony abonament prywatnej opieki medycznej w Warszawie. Umówił się na wizytę do ortopedy z dużym wyprzedzeniem. Jechał samochodem przez zakorkowaną stolicę i przez 25 minut próbował dodzwonić się na infolinię, żeby poinformować o spóźnieniu. Kiedy się dodzwonił, rejestratorka poinformowała go: - Tolerancja spóźnień wynosi u nas 15 minut, więc pan doktor pana dziś już nie przyjmie.

Wizyty w prywatnych przychodniach bywają kosztowne, ale często są jedynym rozwiązaniem w przypadku ogromnych kolejek w placówkach NFZ. Na zdj. przychodnia Luxmed w Kościuszko Business Point w Toruniu (fot. Wojciech Kardas / AG)
Wizyty w prywatnych przychodniach bywają kosztowne, ale często są jedynym rozwiązaniem w przypadku ogromnych kolejek w placówkach NFZ. Na zdj. przychodnia Luxmed w Kościuszko Business Point w Toruniu (fot. Wojciech Kardas / AG)

Krystian pomyślał, że jednak pojedzie i bezpośrednio zapyta lekarza. Skoro całe miasto zakorkowane, to nikt nie zdąży, czyli nie ma pacjentów. I tak było. Przychodnia pusta. Wizyta Krystiana się udała.

400 zł za konsultację u prywatnego, znanego lekarza zapłaciła Dorota. Tylko po to, żeby wypisał jej skierowanie do szpitala na oddział onkologiczny. Lekarzowi zajęło to 10 minut, ona została przyjęta w trybie natychmiastowym, w ramach "układu" lekarza z placówką. Nie musiała czekać. W innym trybie - z lekarzem z przychodni NFZ-owskiej - trwałoby to kilka tygodni lub miesięcy.

Najgorzej endokrynologia

24-letni mężczyzna. Od dwóch tygodni boli go pod żebrami z prawej strony, a dolegliwości nasilają się przy dotyku. Posiada skierowanie od lekarza rodzinnego, który wykrył wysokie wartości prób wątrobowych. Na wizytę u hepatologa poczeka 213 dni. W 2017 roku byłoby to 168 dni.

Kobieta, 62 lata. Guzy zajmujące błonę śluzową żołądka potwierdzone w gastroskopii, wczesna postać zmian nowotworowych, powtarzające się wymioty, brak apetytu. Ma skierowanie od gastrologa, do którego wizytę wyznaczono jej za 81 dni. W 2017 roku czekałaby 21 dni.

Mężczyzna, 67 lat, musi usunąć sześciocentymetrowy uchyłek Zenkera (zgrubienie na granicy gardła dolnego i przełyku). Ma problemy z jedzeniem, czuje ucisk w gardle. Dostał skierowanie od gastroenterologa, ale na operację poczeka 3 miesiące. W 2017 roku byłoby to 1,5 miesiąca.

W województwie kujawsko-pomorskim średnia kolejka do kardiologa mającego umowę z NFZ to 170 dni (fot. Andrzej Michalik / AG)
W województwie kujawsko-pomorskim średnia kolejka do kardiologa mającego umowę z NFZ to 170 dni (fot. Andrzej Michalik / AG)

Dane o czasie oczekiwania pochodzą z raportu Barometr Watch Health Care na temat zmian w dostępności do gwarantowanych świadczeń zdrowotnych w Polsce, który powstaje od 2012 roku. Firma Mantha na podstawie Rejestru Problemów Pacjentów oraz opinii specjalistów przeprowadza analizę dostępu do diagnostyki i leczenia w 43 dziedzinach medycyny w 1500 placówkach mających kontrakt z NFZ. Według niej w ostatnim roku znacznie wzrósł czas oczekiwania na wizytę lub zabieg w Polsce - średnio o ok. pół miesiąca. Od kilku lat Fundacja WHC widzi, jak czas oczekiwania oscyluje w granicy 2,9-3,1 miesiąca, czyli stabilnie wysoko. Pierwszy raz od początku projektu przekroczył granicę 3,5 miesiąca.

3,5 miesiąca na operację wodonercza sposobem Andersona-Hynesa musi czekać dwuletni chłopiec z silnymi dolegliwościami bólowymi, u którego w badaniu USG stwierdzono wodonercze wrodzone. 3,8 miesiąca oczekiwania ma przed sobą 46-letni pacjent po zawale mięśnia sercowego ze skierowaniem na pilną rehabilitację. Prawie tyle samo czasu trzyletnia dziewczynka z dysplazją stawów biodrowych, u której dotychczasowe leczenie doprowadziło do wyleczenia jednego stawu, będzie czekać na ortopedyczną operację.

Najdłużej pacjenci muszą czekać na świadczenia w dziedzinie endokrynologii - średnio 11 miesięcy. Na drugim miejscu jest stomatologia - 8,5 miesiąca. Jeśli sprawdzić, w jakiej dziedzinie najbardziej wydłużył się czas oczekiwania - numerem 1 jest wspomniana endokrynologia - wydłużenie o 5,6 miesiąca. Dalej jest otolaryngologia - czeka się 7,5 miesiąca (dłużej o  5,2) i immunologia - 6,4 miesiąca (wydłużenie o 3,3). Najbardziej sytuacja poprawiła się w opiece paliatywnej i okulistyce.

Wśród wszystkich zweryfikowanych przez firmę MAHTA świadczeń diagnostycznych najdłuższą kolejkę odnotowano w przypadku artroskopii stawu biodrowego - 18,6 miesiąca. Długo należy także oczekiwać na rezonans magnetyczny kręgosłupa - średnio 10,2 miesiąca, badanie elektrofizjologiczne serca - 8,9 miesiąca i badanie bezdechu śródsennego - 7,9 miesiąca.

Ministerstwo Zdrowia poproszone przeze mnie o komentarz do Barometru WHC twierdzi, że należy go interpretować z dużą ostrożnością, gdyż przyjęta metodologia budzi zastrzeżenia, w szczególności odnośnie wielkości próby losowej (liczby wybranych placówek) i braku rozróżnienia na przyjęcia w trybie pilnym i stabilnym. "Dla oceny czasów oczekiwania istotne jest, czy czas dotyczył przypadku stabilnego, czy też pilnego. Wątpliwości budzi wyliczanie wskaźnika zbiorczo dla wszystkich świadczeń w Polsce. W związku z powyższym raport ten nie może być narzędziem monitorowania zmian czasu oczekiwania na świadczenia gwarantowane w Polsce".

Najdłużej pacjenci muszą czekać na świadczenia w dziedzinie endokrynologii - średnio 11 miesięcy (fot. Jakub Orzechowski / AG)
Najdłużej pacjenci muszą czekać na świadczenia w dziedzinie endokrynologii - średnio 11 miesięcy (fot. Jakub Orzechowski / AG)

"Zalewasz się falą łez"

Kiedy Agnieszka Kaczyńska [imię i nazwisko zmienione] sześć lat temu, nie mając jeszcze 30 lat, zachorowała na ziarniszczaka jajników, trafiła do Szpitala Onkologicznego im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie. - Bardzo dobra jednostka, ale mają za mało personelu, żeby obsługiwać wszystkich pacjentów. Przyjmowali więc na widzimisię - mówi.

Dostawała do rejestracji numerek (czasem trzycyfrowy) i szła pod drzwi gabinetu lekarskiego. Tam pielęgniarka wywoływała pacjentów po nazwisku. Nie w kolejności przyjęć, a według jakiegoś tajemniczego własnego klucza. Czekasz na korytarzu, ludzie się kłócą, proszą o szybsze przyjęcie, płaczą. Gra szła o minuty, godziny, o życie. To przecież onkologia.

- Pamiętam, jak dwie umierające osoby odbijały się od zamkniętych drzwi do gabinetu. Błagały o wpuszczenie do środka poza kolejką. Krzykiem, skowytem. Szukały rozpaczliwie ratunku. To była makabryczna scena. Nie zostały przyjęte.

Agnieszka po operacji jajników ma robioną biopsję. Od jej wyników zależy wszystko: być albo nie być, jeśli są przerzuty. Przychodzi do szpitala rano, siada pod gabinetem, przez siedem godzin nikt nie wyczytuje jej nazwiska. Chce się jej do toalety, ale nie pójdzie, nie przegapi swojej kolejki. Chce się jej jeść i pić, ale do sklepiku za daleko, bo w tym czasie może zostać wywołana. O godzinie 16.00 wychodzi lekarz.

- Biopsja?

Lekarz szuka w swojej dokumentacji. Wyniki gdzieś się zgubiły.

- Proszę przyjść za dwa dni.

Agnieszka zalewa się łzami. "Wszystko mi puściło wtedy" - wspomina.

Przenosi się do Szpitala im. Kopernika w Łodzi. Tam też dantejskie sceny, w poczekalni gwar jak na dworcu tuż przed wakacjami. Mnóstwo osób, które twierdzą, że wejdą wcześniej. Jeśli nie uda się oficjalnie zapisać przez rejestrację, idzie się do lekarza, błaga go prawie na klęczkach. Mówi: Przyjechałam z daleka, specjalnie wzięłam dzień wolny w pracy. On stawia pieczątkę: zgadza się przyjąć bez numerka. Dwa razy lekarz wyrzuca ją za drzwi, z braku miejsc.

Niektórzy pacjenci rezygnują z okresowych kontroli ze względu na dantejskie sceny, które rozgrywają się w przychodniach (fot. Jakub Orzechowski / AG)
Niektórzy pacjenci rezygnują z okresowych kontroli ze względu na dantejskie sceny, które rozgrywają się w przychodniach (fot. Jakub Orzechowski / AG)

Jest lepiej niż w poprzedniej placówce. Agnieszka już nie koczuje przed drzwiami, może wyjść do bufetu na kawę, poczytać książkę. Ma coraz lepsze wyniki.

Na pamiątkę po przygodzie z nowotworem zostawia sobie karteczkę z numerem 700. Od dwóch lat nie chodzi na kontrolę. - Trochę to niepoważne, wiem. Ale po tym, co przerobiłam w szpitalach, mam dość. Mam nadzieję, że coś się przez te ostatnie lata zmieniło.

Niewiele. Z kolejkami politycy żadnej opcji sobie nie radzą. Ochrona zdrowia jest niedofinansowana, a na ograniczenie świadczeń zdrowotnych nigdy nie będzie zgody polityczno-społecznej. Pytam więc Ministerstwo Zdrowia, jakie ma pomysły, aby skrócić czas oczekiwania na świadczenia, żeby Agnieszki Kaczyńskie nie musiały przeżywać koszmaru w kolejkach onkologicznych, a małe Dominiki Sulewskie nie rodziły się ze strachem na myśl o NFZ-ecie.

"Z NFZ-etu nie da się korzystać"

Krzysztof Jakubiak, dyrektor biura prasy i promocji w Ministerstwie Zdrowia, pisze o planowanym wzroście wydatków na ochronę zdrowia w kolejnych latach stopniowo do 6 procent produktu krajowego brutto w roku 2024, o ryczałtach w systemie szpitalnego zabezpieczenia świadczeń opieki zdrowotnej. W Polsce ma się pojawić program POZ Plus (pilotażowe wdrożenie modelu opieki koordynowanej na poziomie podstawowej opieki zdrowotnej dotyczącej 11 chorób przewlekłych i programów profilaktycznych). Pomocne mają być również mapy potrzeb zdrowotnych ("jedno z ważnych narzędzi służących lepszemu zaspokojeniu potrzeb zdrowotnych ludności zamieszkującej w poszczególnych województwach").

Kolejnym działaniem jest zwiększanie liczby lekarzy i pielęgniarek, bo jednych i drugich dramatycznie brakuje. W Polsce na 1000 mieszkańców przypada 2,3 lekarza. To najgorszy wynik w całej Europie. Niewiele się robi, aby pomóc w nostryfikacji dyplomów lekarzy imigrantów, np. z Ukrainy.

Co prawda od kilku lat rośnie liczba miejsc na studiach na wydziałach lekarskich. W roku 2014 były to 3144 miejsca na bezpłatnych dziennych studiach, w roku 2018 miejsc będzie ponad 4700. Od trzech lat jest nieco więcej miejsc rezydenckich, dzięki którym lekarze mogą zdobywać specjalizacje.

Ministerstwo Zdrowia planuje wzrost wydatków na ochronę zdrowia w kolejnych latach stopniowo do 6 procent PKB w 2024 r. Na zdj. szef resortu zdrowia Łukasz Szumowski (fot. Sławomir Kamiński / AG)
Ministerstwo Zdrowia planuje wzrost wydatków na ochronę zdrowia w kolejnych latach stopniowo do 6 procent PKB w 2024 r. Na zdj. szef resortu zdrowia Łukasz Szumowski (fot. Sławomir Kamiński / AG)

Rezydenci kuszeni będą tzw. dodatkiem patriotycznym, jeśli zobowiążą się do przepracowania minimum dwóch lat z pięciu po zakończeniu specjalizacji. Ma to ograniczyć liczbę młodych lekarzy opuszczających Polskę.

Pojawi się nowy zawód sekretarki medycznej, która odciąży lekarza od zajęć biurokratycznych. "Także informatyzacja ochrony zdrowia, czyli np. wprowadzanie e-zwolnień i e-recepty, skróci czas poświęcany przez lekarza na czynności biurokratyczne i pozwoli obsłużyć większą liczbę pacjentów" - pisze Jakubiak z Ministerstwa Zdrowia.

Czy to wystarczy?

Iza Sałamacha, managerka w dużej firmie PR, twierdzi, że z NFZ-etu nie da się korzystać. - Mój syn powinien mieć obowiązkowe szczepienie  w 14. i 16. tygodniu życia. Nie zajrzałam do książeczki zdrowia i zapomniałam o tym. To drugie dziecko, więc już nie mam takiej atencji jak przy pierwszym. Dopiero w lipcu, gdy Mateusz zachorował na opryszczkowe zapalenie jamy ustnej, zapytałam lekarza, czy zalegamy ze szczepieniami. Okazało się, że tak. Pierwszy wolny termin: 7 listopada, a wtedy wiadomo - okres przeziębień i znowu nie jest pewne, że się uda.

Iza jest krótkowidzem z wadą minus pięć dioptrii. Kiedy zaszła w ciążę z pierwszym synem, musiała sprawdzić u specjalisty, czy podczas porodu naturalnego nie odklei się siatkówka oka. Bardzo nie chciała cesarki. Cztery miesiące przed terminem rozwiązania, w listopadzie, zaczęła szukać specjalisty. W jednym ze szpitali powiedziano: maj (termin porodu miała na luty). - Zgłosiłam się do prywatnej kliniki. Zapłaciłam 200 zł. Zawsze cieszę się, że mnie na to stać. Jak coś się dzieje, trzeba korzystać prywatnie. A przecież płacimy składki, i to niemałe.

Iza Sałamacha przed porodem musiała zgłosić się obowiązkowo na konsultację do okulisty. Problem w tym, że najbliższy termin jest maju, natomiast poród był... w lutym (fot. archiwum prywatne)
Iza Sałamacha przed porodem musiała zgłosić się obowiązkowo na konsultację do okulisty. Problem w tym, że najbliższy termin jest maju, natomiast poród był... w lutym (fot. archiwum prywatne)

- Zawsze wolałam zapłacić za konsultację, niż czekać w kolejkach do urzędnika medycznego. Obliczyłam kiedyś, że bardziej się to opłaca. Składka na tzw. ubezpieczenie wynosiła ok. 300 zł miesięcznie. Rocznie 3600. Tyle nie wydasz na lekarza, nawet jak zrobisz operację. A tego się nie robi co roku. To taka moja teoria, której trzymam się od lat - mówi Magda Hajnosz, malarka.

Niedawno zauważyła kleszcza w pachwinie. Poszła do szpitala na ostry dyżur i rozkazującym tonem kazała chirurgowi wyciągnąć go sobie ze skóry. W ciągu 10 minut było po zabiegu, nawet nie przysłali jej rachunku.

Taki "kleszcz" to marzenie wielu pacjentów w Polsce.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Agnieszka Żądło. Dziennikarka i redaktorka, współpracuje m.in. z "Dużym Formatem" i "Polityką". Współautorka książek reporterskich i poetyckich ( "Światła małego miasta", "Ni zaciszna.", "Dopo il viaggio", "Grała w nas gra" i innych). Studentka Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka stypendium im. Leopolda Ungera. W 2017 roku nominowana do Grand Press w kategorii wywiad.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (338)
Zaloguj się
  • mgz

    Oceniono 36 razy 28

    "- Niech pani usiądzie! - staruszka o kulach siedząca na kanapie ustępuje miejsca dziewczynie na wózku inwalidzkim."

    To ta dziewczyna na wozku inwalidzkim stala?

  • va12

    Oceniono 27 razy 25

    Ale za to zawierzyliśmy służbę zdrowia Matce Boskiej , no i co ? Jakoś nas olewa ?

  • sselrats

    Oceniono 21 razy 19

    Ten niewydolny i niesprawny system, tak specyficzny dla polskiej niskiej organizacji i wydajnowci pray jest efektem niskiego IQ polskiego spoleczenstwa jako calosci. Dlatego warto sie z niego wylamac.

  • usmiech_nocy

    Oceniono 21 razy 17

    Lekarz rodzinny nie może dać skierowania na EKG wysiłkowe / rezonans itp.
    Kieruje więc pacjenta do specjalisty np. kardiologa.
    Pacjent czeka na wizytę u kardiologa gdzie dostaje skierowanie na EKG wysiłkowe.
    Cena konsultacji w POZ a kardiolog - różnica na poziomie kilkuset %. Te skierowanie mógłby wystawić lekarz rodzinny i część z tych pacjentów na podstawie wyników nie potrzebowałaby wizyty u kardiologa czy inne go specjalisty.

    Lekarz rodzinny od kilku lat musi wystawić skierowanie na wizytę u dermatologa czy okulisty. W praktyce miało to skrócić czas oczekiwania do specjalistów, bo ktoś sobie wymyślił, że rodzinni będą leczyć skórę czy wzrok. Niestety nie wziął pod uwagę, że takich specjalizacji tych lekarzy nikt nie uczył. Wydłużyli więc sztucznie kolejki do rodzinnego, bo pacjenci idą tylko po skierowanie.

    Służba zdrowia jest za darmo więc się należy. Nie ma opcji, że przeciętna babcia przyjdzie raz w miesiącu do rodzinnego po leki na recepcie wszystkie jakie przyjmuje. Jej się należy, więc będzie chodzić! Kardiolog wypisuje receptę z lekami na nadciśnienie - nie wykupi, bo w domu ma jeszcze 5 tabletek - pójdzie w przyszłym tygodniu, zeby rodzinny wypisał. Przeciętny dziadek leczy się 10 lat na cukrzycę, ale nie zapisze się z wyprzedzeniem po receptę - przyjdzie w poniedziałek albo w piątek i będzie wymuszał przyjęcie, bo mu się ZNIENACKA leki, które bierze dekadę skończyły i on pójdzie na skargę jak go lekarz nie przyjmie!

  • smiki48

    Oceniono 23 razy 15

    ale ci sami ludzie stojący w wielkich kolejkach nie chcą zmiany systemu funkcjonowania służby zdrowia. A wystarczy po pierwsze od decydowania o służbie zdrowia odsunąć lekarzy. Powinien by ć zakaz sprawowania funkcji ministra i wielu decyzyjnych stanowisk przez lekarzy. Bo jak dotychczas to głównym zadaniem ministra zdrowia jest ochrona interesów lekarzy.
    Po drugie wystarczy umożliwić powstanie konkurencyjnych wobec NFZ firm finansujących opiekę medyczną. Pieniądze do tych instytucji były przekazywane na dokładnie tych samych zasadach jak do NFZ. Czyli nie byłoby możliwości "wybierania" sobie lepszych pacjentów. I jak nie podoba mi się jedna firma, to przechodzę do drugiej. Będziemy mieli dokładnie to samo co z ubezpieczeniami OC i AC samochodów. Nie podoba mi się firma X, idę do firmy Y.

  • Oceniono 19 razy 15

    A ja wam napisze jak to wyglada z drugiej strony. Pracuje jako rejestratorka medyczna od 5 lat w najwiekszej przychodni specjalistycznej w miescie w Wlkp. Przyjmuje U nas ok 35 roznych specjalistow. Prace zaczyna o godz 8.00 ale od 7 jestem juz na miejscu. Kolejka na dworze straszna, ledwie wchodze telefon sie urywa mimo ze rejestracja od 8.00 . Odpalam komputery sprawdzam rejestry, szybki myk po gabinetach i juz jest za piec osma...slysze ostre wlasnie w rolete. Spiesze otworzyc drzwi. A tam dzieki tlum. I na dzien dobry: Pani ja od 4 tu stoje a wy sobie jaka robicie! Burdel macie! Panu krzykaczowi zaczynaja wtorowac inni. Koniec koncow okazuje sie ze Pan ma wizyte od 11.00 ale przyszedl tak wczesnie bo bedzie pierwszy i czeka...obrazajac caly personel. To tylko mala czastka. Codziennie powtarzam codziennie jestem obrazana wyzywana za cale zlo swiata. Ludzie sami blokuja kolejki. Zapisuja sie nie przychodza albo przychodza z pie...mi a powaznie chory sie nie dostane. No i pensja. Od 5 lat ta sama- najnizsza. Patrz lekarz- srednio 18.000 kazdy .

  • onduma

    Oceniono 18 razy 14

    I na co wam konstytucja skoro w praktyce rowny dostep do sluzby zdrowia jest fikcja. Placimy wszyscy a leczy sie praktycznie VIPow, rodzinke, znajomych i "z polecenia". I zadna przysiega hipokratesa ani zadna konstytucja tego nie zmieni. Kazde prawo i kazda konstutucja na calym swiecie sa po to aby wybrancy latwo mogli rzadzic "motłochem"

  • c_lod

    Oceniono 14 razy 12

    następny film Vegi. "Rejestr"

  • smiki48

    Oceniono 21 razy 11

    a co wy byście robili w pracy, mając zagwarantowany monopol na swoje stanowisko oraz to że wasza płaca jest niezależna od tego czy pracujecie dobrze czy źle. Czy wysilalibyście się i stawaliście na rzęsach aby wasi klienci byli zadowoleni?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX