Wielka Brytania przestanie być członkiem UE w marcu 2019 r.

Wielka Brytania przestanie być członkiem UE w marcu 2019 r. (fot. Shutterstock)

społeczeństwo

"Wielką Brytanią rządzi nieusuwalna klasa miliarderów, która wpływa na wyniki wyborów"

W marcu 2019 roku Wielka Brytania opuści Unię Europejską. Przeciętny Brytyjczyk coraz intensywniej zastanawia się, jaki to będzie miało wpływ na jego życie i domowy budżet. Takich problemów nie mają przedstawiciele wyższej klasy średniej, których nie interesuje, co dzieje się poza złotą, bezpieczną klatką prestiżowych dzielnic. Właśnie w nich uderza Zadie Smith w jednym z felietonów, pochodzącym z książki "Widzi mi się".

W Wielkiej Brytanii mamy tradycję wyśmiewania biedoty za to, że "daje się rolować" i "głosuje wbrew swoim interesom". Tymczasem neoliberalna klasa średnia i wyższa klasa średnia też dają się rolować, mieszkając w tych swoich londyńskich złotych klatkach. Jeśli uważacie, że przesadzam, przejdźcie się do Notting Hill i poobserwujcie opłacane przez mieszkańców okolicy samochody prywatnych firm ochroniarskich, niespiesznie patrolujące ulice zabudowane rezydencjami za dwadzieścia milionów funtów, zapewne z obawy przed wciąż tkwiącymi w tej okolicy mieszkańcami budynków socjalnych po drugiej stronie Portobello Road. Albo zajrzyjcie do hotelu Savoy i rzućcie okiem na kartę tradycyjnych koktajli, gdzie za najtańszy drink trzeba zapłacić sto funtów (na drink o nazwie sazerac - ponoć najdroższy na świecie - wydamy, bagatela, pięć tysięcy funtów). Przyszło nam żyć w dziwnych czasach.*

Rzecz jasna, tamta oferta koktajli to tylko kolejny głupi symbol, ale odzwierciedla realia czasu i miejsca. Od jakiegoś czasu w Londynie panuje swoisty szał na punkcie bogactwa i nam wszystkim, którzy przyglądamy się temu z boku, trudno dopatrzeć się w tych symbolach jakiejś oznaki pięknego, harmonijnego czy choćby szczęśliwego życia (który szczęśliwy człowiek czuje potrzebę zamówienia sobie koktajlu za pięć tysięcy funtów?), aczkolwiek kiedy jesteś tak bogata, możesz wygodnie wmawiać sobie, że jesteś szczęśliwa, korzystając z dobrodziejstwa czegoś, co swego czasu starzy marksiści z północnego Londynu nazywali "fałszywą świadomością". To grubo ciosane słowo wytrych nie nadaje się już do opisu ekonomicznie i społecznie zmarginalizowanych obywateli tego kraju - srogo doświadczanych przez życie, nieszczęśliwych i w pełni tego świadomych.

Drink o nazwie sazerac w słynnym hotelu Savoy kosztuje 5 tysięcy funtów (fot. Shutterstock)
Drink o nazwie sazerac w słynnym hotelu Savoy kosztuje 5 tysięcy funtów (fot. Shutterstock)

Jestem jednak przekonana, że większość tych, którzy głosowali za Brexitem - pomijając autentycznych wyznawców ideologii prawicy oraz idealistycznych lewicowców zwalczających Unię Europejską jako narzędzie w ręku globalnego kapitalizmu - była powodowana złością, urazą i rozczarowaniem podsycanymi przez trwające latami wyrachowane polityczne i medialne manipulowanie niskimi instynktami oraz złymi skłonnościami. Ciężko nawet o tym pisać: kiedy Google podaje, że w pierwszych godzinach po referendum wielu Brytyjczyków wklepało w wyszukiwarkę pytanie: "Czym jest Unia Europejska?", to bardzo trudno nie zgodzić się ze stwierdzeniem, że 23 czerwca znaczna część naszych rodaków rażąco zaniedbała swój demokratyczny obowiązek. Jakkolwiek ludzie głosują, musimy ich słuchać, co nie znaczy, że należy wychwalać czy nieszczerze bronić ignorancji przy urnie wyborczej. A niezależnie od ignorancji to zwyczajnie nie fair, kiedy decydujesz się na poważny krok, nie zastanawiając się poważnie nad skutkami, jakie może on przynieść innym, w tym przypadku całym suwerennym narodom na północ i zachód od twojego kraju, nie mówiąc już o reszcie Europy.

Nie uważam jednak, by ludzi, którzy zagłosowali za Brexitem, cechowały jakoś szczególnie niskie pobudki. Gdy tak głośno i słusznie potępiamy rasowe uprzedzenia, pod wpływem których miliony postanowiły zakomunikować "im": zostawcie "nas", wynocha z naszych miejsc pracy, państwowych mieszkań, szpitali, szkół i kraju, dobrze by było, gdybyśmy spojrzeli na minione trzy dekady i zapytali, jakie postawy pozwalały jednej kategorii ludzi tak manewrować, dyskretnie i za kulisami, by "oni" i "my" nigdzie się ze sobą fizycznie nie spotykali. Bogaty Londyn, zarówno lewicowy, jak i konserwatywny, zawsze potrafił nadawać swoim stosunkom międzykulturowym i klasowym wygodny dla siebie kształt i besztać resztę kraju za jej ciasnotę umysłową, jednocześnie chowając pod korcem swoje dyskretne korzyści. Być może często mijamy "ich" na ulicy i wsiadamy do ich taksówek, i zajadamy ich specjały w ich etnicznych restauracjach, ale prawda jest taka, że w większości przypadków "oni" nie chodzą do naszych szkół, nie obracają się w naszym towarzystwie i niezwykle rzadko przekraczają progi naszych domów - zazwyczaj podczas remontów naszych nieustannie przerabianych kuchni.

Protesty przeciwko Brexitowi odbywały się w całej Wielkiej Brytanii (fot. Shutterstock)
Protesty przeciwko Brexitowi odbywały się w całej Wielkiej Brytanii (fot. Shutterstock)

We wszystkich innych rejonach Wielkiej Brytanii ludzie naprawdę stykają się na co dzień z nowymi imigrantami i widzą, jak z powodu nowych przybyszów maleją im zarobki. Naprawdę muszą rywalizować o coraz to bardziej ograniczane przez zaciskający pasa rząd zasoby, co sprawia, że bardzo łatwo za brak wolnego łóżka w szpitalu obwinić mieszkającą po sąsiedzku rodzinę imigrantów albo zawiłą biurokrację po drugiej stronie kanału La Manche, przez którą, jak wmawiają nam w telewizji durni demagodzy, brakuje pieniędzy w służbie zdrowia. Czy w tej atmosferze hipokryzji i fałszu, gdy wszędzie dookoła plenią się korupcja i malwersacje, pracująca biedota miała "być mądrzejsza"? Czy w sytuacji kiedy wszyscy wznoszą mury, ten, kto żyje w świecie bez płotów, nie jest ciężkim głupcem?

W tej chwili informacyjna karuzela kręci się z taką prędkością, że ma się wrażenie, jakby za chwilę miała wypaść z osi - wiele mówi się dziś o drugim referendum, które, rzecz jasna, jedynie wzmocniłoby fundamentalne podejrzenia sporej rzeszy zmarginalizowanych grup społecznych, że tak naprawdę liczą się wyłącznie decyzje podejmowane przez nas - mających właściwe poglądy dobrze sytuowanych zwolenników pozostania w Unii. Co to, to nie: nawarzyliśmy piwa i wygląda na to, że teraz musimy je wypić. Ale przyznawanie, że wszyscy odegraliśmy tu jakąś rolę, nie powinno usuwać z pola widzenia tych, którzy w tym haniebnym koncercie promenadowym kończącym sezon brytyjski w Europie grali pierwsze skrzypce. Cameron i Johnson odeszli - lub zostali wysłani - na zieloną trawkę, po nich głowę pod topór położył Gove, natomiast żałośnie nieudolny Jeremy Corbyn - pomimo dziesiątków ciosów w plecy, jakie otrzymał w ostatnim czasie - nie zamierza ustępować. (...)

Dzielnica Notting Hill jest zamieszkiwana głównie przez wyższą klasę średnią (fot. Shutterstock)
Dzielnica Notting Hill jest zamieszkiwana głównie przez wyższą klasę średnią (fot. Shutterstock)

Kiedy w Anglii klasyfikujemy jakąś szkołę jako wymagającą "środków nadzwyczajnych", niektóre z bardziej optymistycznie nastawionych do świata mam z klasy średniej - do której to grupy zaliczam też siebie - wybąkują nad poranną kawą: "Cóż, środki nadzwyczajne to w sumie dobra rzecz, teraz będą musieli coś w tej sprawie zrobić". Dziś cała Wielka Brytania wymaga "środków nadzwyczajnych" - w końcu wyszedł na jaw od dawna istniejący kryzys - i zamiast po raz kolejny zamiatać ten bałagan pod dywan, równie dobrze moglibyśmy spróbować budować na tym, co mamy. Pierwszym krokiem powinno być trzęsienie ziemi na górze - wie o tym każda wychodząca z dołka szkoła - a następnym przygotowanie niedobitków lewicy do walki. Prawa i zabezpieczenia, jakie - jakkolwiek niedoskonale - zapewniała Brytyjczykom Europa, trzeba teraz zastąpić tą nonsensowną Farage'owską wizją brytyjskiej suwerenności zakładającą, że okaleczony święty Jerzy, z dwiema kończynami obciętymi, chwyta za miecz i kuśtyka do boju z unijnym smokiem, by renegocjować ze znacznie słabszej pozycji wszystkie umowy, których wdrażaniem byliśmy zajęci przez ostatnie dekady.

Gdy przystępowałam do pisania tego eseju, tryumfujący Farage był widziany w butach z nadrukiem flagi brytyjskiej na prywatnym przyjęciu w ogrodzie, gdzie w towarzystwie Ruperta Murdocha, Aleksandra Lebiediewa, którego syn jest właścicielem "London Evening Standard" i "The Independent", oraz Liama Foxa, ubiegającego się wówczas o przywództwo Partii Konserwatywnej, za zamkniętymi drzwiami dyskutował o sprawach publicznych. Zanim ukończyłam tekst, Farage podał się do dymisji, oświadczając: "Chcę odzyskać swoje życie".

Nigel Farage jest liderem konserwatywnej partii UKIP (Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa) (fot. Shutterstock)
Nigel Farage jest liderem konserwatywnej partii UKIP (Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa) (fot. Shutterstock)

W Wielkiej Brytanii Farage'owie przychodzą i odchodzą, za to Murdochowie są wieczni. Życiem moim i moich rodaków przez cały czas rządzi, przynajmniej w jakimś stopniu, nieusuwalna, nie wyłaniana w demokratycznych wyborach klasa miliarderów, która kontroluje gazety codzienne i znaczną część rynku telewizyjnego i z pomocą której można bez trudu robić reklamę absurdalnym figurom pokroju Farage'a, w efekcie wpływając na wyniki wyborów i politykę państwa. Kolejna niezwykle pożyteczna lekcja: powojenna brytyjska umowa między rządem a narodem nie jest niepodważalna i może zostać rozwiązana przez zbiorowość bądź podeptana przez kilku ludzi złej woli. Dlatego też cywilizujące liberalne argumenty, które na powojennych ruinach ustanowiły powszechny system opieki zdrowotnej, państwową oświatę i budownictwo socjalne, dziś potrzebują partii gotowej odnawiać te argumenty w dobie globalnego kapitalizmu, choć to, czy partia ta w ogóle będzie jeszcze mieć w swojej nazwie słowo "praca", dopiero się okaże.

Nowych przybyszów przyciągnął do tego kraju właśnie ów dorobek - edukacja, służba zdrowia, mieszkalnictwo - i niewątpliwie część z nich przybyła tu tylko po to, by z niego korzystać. Zdecydowana większość osiedliła się tu jednak, by stać się częścią społeczeństwa: ludzie ci zapisują swoje dzieci do naszych państwowych szkół, płacą brytyjskie podatki, próbują coś w życiu osiągnąć. Na pewno nie jest zbrodnią ani grzechem szukać lepszego życia za granicą czy też uciekać z krajów wstrząsanych wojnami, w których w wielu wypadkach sami maczaliśmy palce. Wielką niewiadomą jest dziś to, czy tu, w Wielkiej Brytanii, wciąż wiemy, czym jest lepsze życie, jakie są jego niezbędne warunki i jak je stworzyć.

Książka 'Widzi mi się' została opublikowana nakładem Wydawnictwa Znak (fot. Dominique Nabokov)
Książka 'Widzi mi się' została opublikowana nakładem Wydawnictwa Znak (fot. Dominique Nabokov)

Po referendum przyjechałam do Francji, by uczyć swoich studentów w ramach paryskiej szkoły letniej, co, jak przypuszczam, w niedalekiej przyszłości przestanie być takie łatwe. Zaraz po tym, jak wysiadłam z pociągu, poszłam na obiad, usiadłam w restauracji naprzeciwko jednego z moich kolegów, urodzonego w Bośni pisarza Aleksandara Hemona, zamówiłam coś do picia i melodramatycznym tonem obwieściłam, że Brexit to "totalna katastrofa". Pisarze mają skłonność do melodramatyzowania. Hemon westchnął, uśmiechnął się smętnie i powiedział: "Nie, po prostu 'katastrofa'. Totalną katastrofą jest wojna". Kiedy przeżyło się krwawy rozpad Jugosławii, ma się wyczucie proporcji. Wielka Brytania już od przeszło półwiecza nie doświadczyła na sobie europejskiej wojny na taką skalę, zresztą Unia Europejska powstała między innymi właśnie po to, by do takiej wojny nie dopuścić. To, czy będziemy dalej podążać drogą z napisem "katastrofa", zależy tylko od nas.

*Fragment książki "Widzi mi się" Zadie Smith w przekładzie Justyna Huni

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Zadie Smith jest brytyjską pisarką, autorką opowiadań i trzech powieści. Ukończyła King's College w Cambridge. Jej debiutancka powieść "Białe zęby" zdobyła nagrodę Whitbread First Novel Award dla najlepszego debiutu w 2000, a następnie została zaadaptowana na mini-serial telewizyjny. Najnowsza powieść "O pięknie" - wydana w 2005 roku, została nominowana do Nagrody Bookera oraz przyniosła Zadie Smith nagrodę Orange Prize for Fiction.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (63)
Zaloguj się
  • farcry3

    Oceniono 22 razy 12

    Zarówno GB jak i USA od dawna są fasadą demokracji. Lud Pracujący Miast i WSI głosuje i wydaje mu się , że ma wybór. Wg Uniwersytetu Princeton USA są oligarchią ( łatwo znależć to opracowanie w necie) a nie demokracją. Kto ma więcej kasy i silniejsze lobby ( tożsame) ten wygrywa "demokratyczne" wybory. W USA najsilniejsze jest lobby zbrojeniowe i banksterskie.

  • zdziwiony6

    Oceniono 10 razy 8

    "Przyszło nam żyć w dziwnych czasach."

    W takich czasach żyjemy od czasów Adama I Ewy. Nic się nie zmieniło. Zawsze dominowali bogaci, mądrzejsi, bardziej pracowici. To zjawisko nie ogranicza się tylko do UK czy Europy. Polecam tej pani wizytę w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Tam też rządzą bogate elity ale nawet nie próbują udawać liberałów. Ktoś spoza ich kraju jest z założenia członkiem niższej klasy.

    A w Londynie najdroższe drinki zamawiają Rosjanie i właśnie Arabowie a nie stara angielska elita.

  • stanwewnetrzny

    Oceniono 7 razy 5

    Tekst ciekawy ale chyba tłumaczenie cokolwiek toporne, bo czyta się jakby z czkawką.

  • pakoshead

    Oceniono 5 razy 5

    Ja pierwszy raz postawilem stope na brytyjskiej ziemi w 1993r... potem wrocilem, znow wyjechalem i znow wrocilem itd by zamieszkac na stale jeszcze przed wejsciem Polski w struktury UE... powiem tylko tyle - jak kiedys UK wydawalo mi sie byc krajem strasznie nowoczesnym (oj pamietam pierwsze "zachlystywanie" sie), to teraz wydaje sie byc strasznie wiktorianskim i w wielu aspektach nawet wrecz uwstecznionym w porownaniu z reszta EU (bynajmniej nie mam na mysli Londynu, gdyz "London is London, England is England"), wliczajac w to nawet stosunkowo "mlodych" czlonkow unii (no moze bez Bulgarii czy Rumunii)... Jak napisalem, w wielu aspektach, czyli bynajmniej nie uogolniajac...

  • zdzisiopierdzisio

    Oceniono 9 razy 5

    Pracowałem w Savoy i klientami na koktajle za kilkaset czy 5 k funtów nie są bogaci Angole tylko w większości Moskale z londyńskich siedzib rosyjskich firm, hindusi i Arabowie którzy ponoć nie piją -jak większość Polaków też:)))
    Ale to jedyny hotel w Londynie w którym możesz zamówić masaż erotyczny całonocny z pełnym serwisem w cenie jednego koktajlu:)))

  • oloros11

    Oceniono 6 razy 4

    jak dobrze jest miec winnego - zbawienna wrecz ulga
    Unia - wszystkiemu winna
    teraz bedzie dobrze
    tam od dzisiatkow lat trwa zalamanie poza sektorem czysto finansowym gospodarka i kultura brytyjska szoruje po dnie - no i nareszcie znalazl sie winny
    jak tylko opuszcza Unie - to bedzie dobrze - nawet super ! -
    ale bedzie gorzej - tzn w tej optyce autorki - biedni beda jeszcze biedniejsi a bogaci jeszcze bogatsi
    ciekaw jestem kto wtedy bedzie winien
    stawiam na Niemcow

  • rikol

    Oceniono 4 razy 2

    Jaki majątek ma Zadie Smith i w jakiej dzielnicy mieszka? Czy nie należy czasem do wyższej klasy średniej właśnie?

  • mazuvian

    Oceniono 6 razy 2

    Ona ignoruje kwestię ważniejszą - konfliktów wewnętrznych między wolnościowcami a autorytarnymi. To dzieje się też w Polsce. Niestety nie da się tego konfliktu zażegnać. Nie mogę z czystym sumieniem być przeciw małżeństwom osób tej samej płci, czego chcą autorytarni. Jest jednak wiele innych kwestii tego konfliktu

  • myslacyszaryczlowiek1

    Oceniono 26 razy 2

    Prawdziwą dla mnie zagadką jest to, że te nieusuwalne, nienazwane elity również są i istnieją po drugiej stronie kanału La Manche. Również one mają monopol medialny. A zagadką jest ogromny wysiłek propagandowy tych mediów w celu akceptacji przez społeczeństwa sprowadzania ludności Afryki do Europy. Propaganda ta poniosła oczywistą porażkę w krajach dawnej demokracji ludowej z powodu obeznania społeczeństw w tych krajach z propagandą komunistyczną i świadomością, że media oszukują, kłamią i manipulują, jadą na łzawych i wzruszających historyjkach, społeczeństwa zachodu nie mają takich doświadczeń i w o wiele większym stopniu wierzą, żę media są niezależne i prawdomówne. Nie zdają sobie sprawy ze skali manipulacji. Cały czas zachodzę w głowę, co te elity knują, co knuje Soros, Dorszowa, ten śmieszny francuski pajac, a właściwie to sa polityczne kukiełki, które można wymienić co 4 lata, zmuszając prawie że siłą, ponosząc olbrzymie koszta wizerunkowe, polityczne, aby zmusić Polskę i nie tylko do przyjęcia uchodźców. O co im chodzi? Może dla tych elit islam jest bardzo atrakcyjny i kuszący. Bo w tej chwili te elity wszystko mają, ale są bardzo mocno ograniczone przez prawo wywodzące się z reguł wiary chrześcijańskiej dotyczące seksu. A w islamie hulaj dusza, piekła nie ma i można realizować najdziksze fantazje z pedofilią włącznie. Takiemu Fibakowi, Berlusconiemu nic nie będzie grozić za organizowanie jakiś orgietek. .

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX