fot. U.S. Air Force / Senior Airman Lane T. Plummer / afsoc.af.mil / public domain

fot. U.S. Air Force / Senior Airman Lane T. Plummer / afsoc.af.mil / public domain (Pracujące istoty żywe powinny mieć zapewnione właściwe warunki)

wywiad gazeta.pl

"Na żywych zwierzętach szkolili się niedawno żołnierze polskich wojsk specjalnych"

Zależało nam, by zdobyć mniej oficjalne dane. Zbieraliśmy informacje od tak zwanych sygnalistów - mówi Aśka Wydrych, założycielka fundacji "Czarna Owca Pana Kota", autorka społecznego raportu "Jak pracują zwierzęta w służbach mundurowych".

Znamy wiernego Szarika z "Czterech pancernych", dzielnego czworonoga z serialu o milicji "Przygody psa Cywila" oraz rozkoszne zwierzaki z animowanego "Psiego Patrolu". To dobry przekaz?

O naszym stosunku do zwierząt wiele mówi to, co stało się z Trymerem, który był jednym z owczarków grających Szarika. Jego wypchane zwłoki stoją w jednostce szkolenia psów policyjnych w Sułkowicach. Czy możemy sobie wyobrazić sytuację, że wypychamy na przykład Janusza Gajosa?

Popkultura, szkoła, dom, religia, literatura, sztuka w ogóle kształtują nasze postrzeganie zwierząt. Nie dotyczy to tylko tych spośród nich, które pracują w służbach mundurowych. Przekaz jest dwojaki. Z jednej strony dowiadujemy się, że zwierzęta są po to, byśmy mogli je wykorzystywać. To znaczy: zjadać je, ubierać się w ich skóry, testować na nich leki lub detergenty, zabawiać się ich kosztem w cyrku czy zoo. Z drugiej strony wmawia się nam swoisty wolontaryzm zwierząt. W myśl tej teorii różne istoty żywe ochoczo rwą się do pracy na rzecz ludzi, a na reklamach produktów mięsnych i mlecznych oferują swoje ciała do wykorzystania. Uczymy się też, że powinniśmy dzielić zwierzęta na te do kochania i te do zjadania. W pierwszej grupie byłyby między innymi psy oraz koty. Do drugiej trafiają konie, krowy, świnie, kury oraz szereg innych. Odmienne traktowanie poszczególnych gatunków jest widoczne w formacjach mundurowych i przejawia się w postępowaniu ze zwierzęciem wycofanym ze służby. Przyjęło się na przykład, że psy trafiają do swoich dotychczasowych opiekunów. Jednak konie z reguły są sprzedawane. Nikt nie sprawdza, czy nie trafiają do rzeźni.

Konie formacji mundurowych, które zakończyły służbę, są z reguły sprzedawane. Nikt - zdaniem autorki raportu - nie sprawdza, czy zwierzęta te nie trafiają do rzeźni (fot. Fot. Maciek Skowronek / AG)
Konie formacji mundurowych, które zakończyły służbę, są z reguły sprzedawane. Nikt - zdaniem autorki raportu - nie sprawdza, czy zwierzęta te nie trafiają do rzeźni (fot. Fot. Maciek Skowronek / AG)

Kto został skontrolowany na potrzeby raportu?

Policja, straże miejskie, Straż Graniczna, areszty i zakłady karne, Państwowa Straż Pożarna, Żandarmeria Wojskowa oraz inne instytucje sił zbrojnych. Uzyskaliśmy informacje o 1515 psach oraz 131 koniach. Wcześniej nikt na taką skalę nie objął obywatelską kontrolą instytucji wykorzystujących zwierzęta do pracy w służbach mundurowych. Zetknęliśmy się tylko z węższym audytem Najwyższej Izby Kontroli, a także z opracowaniem jednego z producentów psiej karmy. Ponieważ tworzyliśmy pierwszy niezależny raport o ogólnopolskim zasięgu, interesowały nas podstawowe kwestie. Ustalaliśmy więc liczbę pracujących zwierząt, ich zadania, warunki pracy i życia, przepisy regulujące wykorzystywanie zwierząt.

Poruszasz w raporcie temat treningów medyków wojskowych, podczas których mieli opatrywać celowo zranione świnie. Nie uzyskałaś na ten temat szczegółowych wyjaśnień od Dowództwa Komponentu Wojsk Specjalnych. Mnie też niczego nie powiedzieli, gdy przygotowywałem się do tej rozmowy.

Na żywych zwierzętach szkolili się nie tak dawno żołnierze polskich wojsk specjalnych. W 2014 roku ówczesny minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak zdecydował o zakończeniu tego procederu. Również 80 procent państw w NATO zrezygnowało z wykorzystywania zwierząt do takich szkoleń. Są to między innymi Francja, Niemcy, Hiszpania, Portugalia, Grecja, Włochy. W tych krajach używa się symulatorów urazowych, nazywanych fantomami. Urządzenia te są niesamowicie zaawansowane. Reagują na leczenie, imitują reakcje ludzkich organizmów w różnym wieku i o różnym stanie zdrowia, z różnymi urazami lub chorobami. Poprawa lub pogorszenie stanu sztucznego pacjenta jest efektem czynności podejmowanych przez ratowników. Symulatory są więc efektywne i etyczne. Ich wykorzystanie jest też ekonomiczne, bo to sprzęt wielokrotnego użytku. Tymczasem w dzisiejszej Polsce firma szkoląca wojsko, według naszych informacji, wystąpiła do komisji do spraw doświadczeń na zwierzętach przy Ministerstwie Nauki o pozwolenie na ponowne organizowanie treningów z wykorzystaniem istot żywych. Monitorujemy ten temat. Powrót do tego typu szkoleń stanowiłby krok do tyłu. Byłoby to też marnowanie publicznych pieniędzy, ponieważ i u nas już zainwestowano w fantomy. Łódzkie Wojskowe Centrum Kształcenia Medycznego ma zaawansowane centrum symulacji. Sprzęt jest też w Wojskowym Instytucie Medycznym w Warszawie oraz w kilku innych miejscach.

Medycy z wojska i innych służb ćwiczą na fantomach. To alternatywa dla szkoleń z wykorzystaniem zwierząt (Fot. Tomasz Stańczak / AG)
Medycy z wojska i innych służb ćwiczą na fantomach. To alternatywa dla szkoleń z wykorzystaniem zwierząt (Fot. Tomasz Stańczak / AG)

Zawiązywanie rany płótnem da się przećwiczyć na dowolnym manekinie. Jednak we współczesnym ratownictwie używa się opatrunków hemostatycznych, które ujawniają swoje właściwości dopiero w czasie kontaktu z krwią.

Opatrywanie ran przy użyciu opatrunków tradycyjnych czy hemostatycznych to podstawowe procedury ratownictwa. Nie ma potrzeby uśmiercania świni, by opanować tę umiejętność. Gdyby tak było, to szkoły medyczne byłyby pełne świńskich zwłok. Przecież jest tyle innych możliwych ćwiczeń, podczas których nie krzywdzi się nikogo. Może być to choćby praca z zespołami pogotowia ratunkowego.

Medyk z jednostki komandosów może nie mieć uprawnień do ratowania w cywilnym pogotowiu. Trudno też w karetce zdobyć potrzebne umiejętności, bo w czasie pokoju ratownicy często pomagają komuś z nadciśnieniem, a dość rzadko tamują masywny krwotok.

Takie umiejętności można zdobyć w największym centrum urazowym w Polsce, czyli w Wojskowym Instytucie Medycznym. A jeśli istnieją formalne utrudnienia w szkoleniu wojskowego personelu w ramach cywilnego ratownictwa, to należy te bariery znieść. Leży to przecież w zakresie możliwości państwa. Jako alternatywę można rozważyć wysyłanie medyków w rejony walk. W samym tylko 2016 roku toczyło się 226 konfliktów zbrojnych, z czego 18 było wojnami o najwyższym stopniu eskalacji. Nie brakuje zatem miejsc, gdzie można zdobyć odpowiednie doświadczenie medyczne. Nawet daleko na tyłach, nie narażając przy tym życia. Innym rozwiązaniem może być udział personelu sił zbrojnych w operacjach ratujących zwierzęta, jakie przeprowadzane są w klinikach weterynaryjnych.

Część oficerów zorientowanych w dziedzinie treningu komandosa jest przeciwna powrotowi szkoleń na żywych zwierzętach. Jako przykład można podać generała Romana Polko. Wiosną w jednym z ogólnopolskich portali deklarował, że współpraca z pogotowiem jest możliwym i dobrym rozwiązaniem. Generał Polko, były dowódca jednostki specjalnej GROM, jest dla mnie wiarygodny w tej materii.

Piszesz o sytuacji zwierząt we współczesnych służbach mundurowych. A przeszłość i historie w rodzaju tej o niedźwiedziu Wojtku, który "służył" z żołnierzami generała Andersa?

Niedźwiedź Wojtek jest przede wszystkim ofiarą, zwierzęciem traktowanym jak zabawka. Został oswojony dla czyjejś rozrywki. Był pojony alkoholem, nauczono go palić papierosy. Po wojnie trafił do zoo w Edynburgu, gdzie przebywał w niewoli do końca swojego życia. Niedźwiedź nigdy nie powinien zostać zabrany ze środowiska naturalnego. Jeśli już to się stało, nie należało poddawać Wojtka tresurze. Tymczasem dla żołnierzy był źródłem rozrywki. To jest bardzo smutna i przykra historia. Niepokoją mnie próby jej mitologizowania. Powstaje przekaz, że można zwierzęta traktować instrumentalnie. W tej historii żyją one dla ludzi, a nie dla siebie samych. Niedźwiedź Wojtek to nie był kompan czy przyjaciel żołnierzy, lecz ich ofiara. Wcześniej stał się ofiarą innych ludzi - tych, którzy uprowadzili go z jego naturalnego środowiska. Wojtek nie jest jedynym takim tragicznym przykładem. W podobnej sytuacji były też jeleń Donald i osioł Tiraha, które zostały uprowadzone przez Brytyjczyków. Również były pojone alkoholem. Donalda zastrzelono. Osła porzucono, gdy już się znudził.

Ale chodzi nie tylko o kilka znanych przykładów. To jest szerszy temat zwierząt jako ofiar wojen. Nie uczymy się na lekcjach historii w szkole, że nie tylko ludzie byli poszkodowani przez działania wojenne i militaryzm. Konie, muły, wielbłądy i słonie wykorzystywano w czasie walk do transportu osób oraz towarów. Psy poszukiwały rannych i min. Rosjanie szkolili je do samobójczych ataków z ładunkami wybuchowymi, miały w ten sposób niszczyć niemieckie czołgi. Ptaki przenosiły korespondencję. W czasie pierwszej wojny światowej Belgowie spalili ponad dwa tysiące własnych gołębi pocztowych, żeby nie wpadły w ręce wroga. Zwierzęta ginęły także wraz z cywilami podczas bombardowań, pacyfikacji czy w wyniku eksplozji min i niewybuchów. Cały czas dzieje się to przecież choćby w Palestynie.

Niedźwiedź Wojtek stał się maskotką polskich żołnierzy, co - zdaniem obrończyni praw zwierząt - oznaczało odebranie mu naturalnego życia (fot. Wikimedia Commons)
Niedźwiedź Wojtek stał się maskotką polskich żołnierzy, co - zdaniem obrończyni praw zwierząt - oznaczało odebranie mu naturalnego życia (fot. Wikimedia Commons)

Były też okrutne testy w czasach pokoju. Każdy dziś może zobaczyć na YouTube odtajnione filmy z prób ładunków nuklearnych, podczas których zwierzęta wystawiano na działanie promieniowania cieplnego czy opadu radioaktywnego.

Broń atomową i biologiczną testowano na zwierzętach. Nadal są one celowo infekowane ebolą, trute bojowymi środkami toksycznymi. Wielka Brytania jeszcze w latach 2006-2009 na terenie ośrodka Porton Down przeprowadzała testy, w ramach których wysadzano świnie w powietrze. Choć standardy traktowania zwierząt obecnie są nieco wyższe, świadomość też wzrosła, nadal w Stanach Zjednoczonych czy Boliwii personel medyczny i żołnierze szkolą się na czujących istotach. Szerzej o wykorzystywaniu ich do celów militarnych "Owca" pisała we wcześniejszej publikacji "Książka o prawach zwierząt".

W obecnym raporcie zasygnalizowałaś, że mogły wystąpić nadużycia wobec zwierząt pracujących w służbach mundurowych Krakowa i Łodzi. Co tam miało się dziać?

Od jakiegoś czasu otrzymywaliśmy niepokojące sygnały na temat Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie i łódzkiej straży miejskiej. W krakowskim przypadku chodziło o trzymanie psów na mrozie, brak spacerów, niesprzątane boksy, zbyt małą przestrzeń. Łodzi dotyczyły informacje o domniemanym sprzedawaniu koni do rzeźni. Doniesienia z tych dwóch miast były powodem, dla którego w ogóle zdecydowaliśmy się zbadać kwestię wykorzystywania zwierząt do pracy w służbach mundurowych. Wystąpiliśmy do obu tych jednostek z wnioskiem o dostęp do informacji publicznej. Otrzymaliśmy odpowiedzi, które przedstawiały instytucje w dobrym świetle. Straż Miejska w Łodzi przekazała informacje, że wycofali ze służby jednego konia i że trafił on do organizacji pozarządowej. KWP Kraków nie dopatrzyła się u siebie nieprawidłowości. Wystąpiliśmy jeszcze do tej komendy z prośbą o dodatkowy komentarz w sprawie warunków zapewnianych psom, czekamy na odpowiedź.

Warto zastanowić się, czy wykorzystywanie psów i koni w czasie patrolowania lub ochrony imprez masowych jest rzeczywiście konieczne (Fot. Agnieszka Sadowska / AG)
Warto zastanowić się, czy wykorzystywanie psów i koni w czasie patrolowania lub ochrony imprez masowych jest rzeczywiście konieczne (Fot. Agnieszka Sadowska / AG)

Często w "Owcy" mieliście problemy we współpracy ze specyficzną biurokracją służb mundurowych, której przedstawiciele piszą wyjaśnienia typu: "W Gdyni doszło do śmierci zwierzęcia z przyczyn obiektywnych"?

Monitoringiem objęliśmy 235 jednostek, z czego odpowiedzi otrzymaliśmy od 218. Ostatnią dostaliśmy po kilku dobrych miesiącach od wysłania zapytania. Część instytucji jest przyzwyczajona, że trafiają do nich wnioski o dostęp do informacji publicznej. Na przykład policja odpowiadała sprawnie. W innych przypadkach częstokroć po kilka razy musieliśmy wysyłać wnioski o doprecyzowanie enigmatycznych odpowiedzi. Niektóre instytucje odpowiadały dopiero, gdy dostały monit. I to pocztą tradycyjną! Całość sił zbrojnych nie była specjalnie chętna do ujawniania danych, a lotnictwo wojskowe w ogóle nam nie odpowiedziało. Milczeli też przedstawiciele niektórych zakładów karnych i aresztów śledczych, choć odpowiedzi udzielili ich zwierzchnicy.

Kontrolowane podmioty były sędziami we własnej sprawie. Pytaliście o traktowanie zwierząt, a służby odpowiadały, że jest wzorowe...

Wiedzieliśmy, że te dane mogą być ułomne z kilku powodów. Trudno zweryfikować oficjalne oświadczenia, bo zwierzęta w większości przebywają w miejscach niedostępnych dla osób z zewnątrz. Niezależne audyty, jakie przeprowadza na przykład Najwyższa Izba Kontroli, są rzadkie i wybiórcze. Obejmują najczęściej kilka wybranych jednostek. Zazwyczaj sprawdzanie warunków bytowych zwierząt przeprowadzają wydziały wewnętrzne danej instytucji, czyli kontroluje ona sama siebie. Dlatego zależało nam, by zdobyć mniej oficjalne dane. Opracowaliśmy ankietę internetową i zbieraliśmy informacje od tak zwanych sygnalistów.

Większość instytucji, jak zauważono w raporcie, nie monitoruje efektywności użycia zwierząt (fot. Jarosław Kubalski / AG)
Większość instytucji, jak zauważono w raporcie, nie monitoruje efektywności użycia zwierząt (fot. Jarosław Kubalski / AG)

Wnioski?

O ile z odpowiedzi otrzymanych od jednostek organizacyjnych służb mundurowych wyłaniał się obraz zwierząt żyjących w dobrych warunkach i ludzi, którzy wypełniają wytyczne z urzędowych instrukcji, w zgłoszeniach sygnalistów obraz już nie był taki kolorowy. Główne zarzuty przypominały wnioski z kontroli NIK w 2015 roku. Okazuje się, że częstokroć nie były spełniane nawet minimalne wymagania określone w przepisach. Informowano nas na przykład o zbyt małych boksach dla psów, braku właściwej opieki, niehigienicznych warunkach. Padały stwierdzenia typu: "W policji pies to wyposażenie jak pałka czy kajdanki", "Budy rozpadają się", "Wielkie muchy i fetor od wiosny do późnej jesieni w promieniu 500 metrów oznacza, że nie ma kto zadbać o czystość w kojcach".

Fundacja "Czarna Owca Pana Kota" zajmuje się nie tylko pomocą zwierzętom, ale również propagowaniem ich praw oraz promocją weganizmu. Prowadzi działania strażnicze, edukacyjne, wspiera białoruskie oraz ukraińskie organizacje prozwierzęce. Razem ze stowarzyszeniem "Ekostraż" przeprowadziła pierwszy w Polsce monitoring wymiaru sprawiedliwości i organów ścigania w zakresie egzekucji zapisów ustawy o ochronie zwierząt. Ostatnio "Owca" uruchomiła platformę e-learningową www.zwierzetaiprawo.org dla przedstawicieli sądów, organów ścigania, organizacji społecznych i mediów. Strona internetowa z wynikami raportu o służbach mundurowych: www.czarnaowca.org.

We fragmencie raportu na temat Żandarmerii Wojskowej czytam, że były pies służbowy może zostać psem gospodarczym. Jak wyglądają inne rozwiązania w sprawie "emerytur mundurowych" dla zwierząt?

Bardzo ważne było dla nas sprawdzenie, jaki los czeka je "na emeryturze". Psy gospodarcze w wojsku to te, które po wycofaniu ze służby nie mogły zostać zabrane przez dotychczasowego opiekuna, nie przekazano ich innej osobie lub organizacji ani nie zostały sprzedane. W takiej sytuacji zwierzę może pozostać na utrzymaniu na przykład Żandarmerii Wojskowej lub innej instytucji jako pies stróżujący. Z kolei w Państwowej Straży Pożarnej zwierzę, które po wycofaniu ze służby nie trafia z jakichś względów pod opiekę przewodnika, jest objęte opieką swojej jednostki. Z otrzymanych odpowiedzi wynika, że największe wsparcie "na emeryturze" otrzymują właśnie psy z PSP. Większość pozostałych instytucji nie monitoruje szczegółowo losu wycofanych psów czy koni i nie przeznacza środków na codzienne utrzymanie czy leczenie "emeryta".

Nie wszystkie psy przechodzące na emeryturę mogą liczyć na taki los jak Brutus, który po 10 latach zakończył pracę w policji i zamieszkał ze swoim dotychczasowym opiekunem na wsi. (fot. Fot. Cezary Aszkiełowicz / AG)
Nie wszystkie psy przechodzące na emeryturę mogą liczyć na taki los jak Brutus, który po 10 latach zakończył pracę w policji i zamieszkał ze swoim dotychczasowym opiekunem na wsi. (fot. Fot. Cezary Aszkiełowicz / AG)

Raport pomija niektóre służby. Nie piszecie o psach obronnych z firm ochroniarskich, o zwierzętach w górskich i strażackich formacjach ochotniczych.

Zdecydowaliśmy się tylko na służby publiczne, utrzymywane w całości z publicznych pieniędzy i podatków obywateli. Nie kontrolowaliśmy instytucji mających status firm czy organizacji społecznych. Ochotnicze straże pożarne są organizacjami społecznymi, więc nie zostały objęte naszym monitoringiem, chociaż w szeregach OSP jest wiele zwierząt. Na marginesie mogę dodać, że ze zgłoszeń sygnalistów w naszej ankiecie wynika, że psy w OSP są dobrze traktowane. Na pewno jest to związane z tym, że są prywatnymi zwierzętami ochotników. Nie stanowią własności instytucji. W Państwowej Straży Pożarnej nie jest to regułą, choć zdarza się i takie rozwiązanie. W jednostkach PSP w Gdańsku, Warszawie i Poznaniu ludzie podpisują umowy na pracę ze swoim zwierzęciem.

Jaka powinna być przyszłość zwierząt w formacjach mundurowych?

Zwierzęta są na tak wiele sposobów eksploatowane przez ludzi, jest to tak oczywiste, że nawet nie zadajemy sobie pytania: czy trzeba wykorzystywać zwierzęta do pracy w służbach mundurowych? Większość instytucji nawet nie monitoruje efektywności użycia zwierząt. Choćby w policji nie ma wymogu gromadzenia danych na ten temat. Sądzę, że najlepiej byłoby ograniczyć zajęcia w takich formacjach tylko do pracy węchem. Wtedy wystarczyłoby około 50 psów w skali kraju. Obecnie trudno zastąpić je w pracy osmologicznej, choć i tutaj pojawiają się różne rozwiązania techniczne. Warto już natomiast zastanowić się, czy wykorzystywanie psów i koni w czasie patrolowania lub ochrony imprez masowych jest rzeczywiście konieczne.

Na zdjęciu Aśka Wydrych, założycielka fundacji Czarna Owca Pana Kota (fot. archiwum organizacji)
Na zdjęciu Aśka Wydrych, założycielka fundacji Czarna Owca Pana Kota (fot. archiwum organizacji)

Co można zrobić doraźnie?

Pracujące istoty żywe powinny mieć zapewnione właściwe warunki. Najlepiej byłoby, gdyby przebywały z opiekunem w jego domu. Należy zrezygnować z obroży kolczatek, bo jest to narzędzie przemocowego szkolenia. Zwierzęta wycofane ze służby powinny być na dożywotnim utrzymaniu finansowym instytucji, w której były wykorzystywane do pracy. Ważny jest też rozwój systemu kontroli zewnętrznych. Jednak trzeba również dążyć do stworzenia takiej organizacji zadań i do takich rozwiązań technicznych, by docelowo w ogóle zrezygnować z pracy zwierząt.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Aśka Wydrych. Aktywistka prozwierzęca, weganka, założycielka fundacji "Czarna Owca Pana Kota". Jest autorką i współautorką artykułów, publikacji oraz filmów dokumentalnych na temat relacji człowiek - inne zwierzęta.

Łukasz Grzymalski. Dziennikarz z Krakowa, współpracownik dawnego "Przekroju" i mediów regionalnych.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (182)
Zaloguj się
  • kapitan.kirk

    Oceniono 22 razy 22

    <<< O naszym stosunku do zwierząt wiele mówi to, co stało się z Trymerem, który był jednym z owczarków grających Szarika. Jego wypchane zwłoki stoją w jednostce szkolenia psów policyjnych w Sułkowicach. Czy możemy sobie wyobrazić sytuację, że wypychamy na przykład Janusza Gajosa? >>>

    Owszem. Mumifikacja i preparowanie w różny sposób zwłok ludzkich jeszcze do niedawna nie budziło w ogóle żadnych szczególnych kontrowersji, a i obecnie np. muzea czy klasztory pełne są mumii do oglądania, w pracowniach anatomicznych bez liku jest ludzkich szkieletów i innych preparatów, a objazdowa wystawa "rzeźb" z ludzkich zwłok święci triumfy na całym świecie; także w trakcie ekspozycji w centrach handlowych, tuż obok promocji schabu po 9,99 do wyczerpania zapasów.
    Pozdrawiam

  • Te Pe

    Oceniono 32 razy 20

    "Sądzę, że najlepiej byłoby ograniczyć zajęcia w takich formacjach tylko do pracy węchem. Wtedy wystarczyłoby około 50 psów w skali kraju"
    Pani Asiu, powinna pani od razu zostać inspektorem w policji i od razu (a najlepiej na 3 lata wstecz) wprowadzić swoje rewelacyjne pomysły.
    Skąd się biorą takie zryte berety?

  • SpokoSpoko

    Oceniono 28 razy 16

    a co z suszonymi motylkami na szpilkach w szklanych gablotach? Mozna by pewnie zapytac czy wyobrazamy sobie aktorke grajaca Pipi Langstrum wysuszona w gablocie na stalowym precie.
    A tak naprawde to co powiecie o mumiach Faraonow, czy to nie jest analogiczne do wypchanego Szarika? Przeciez ten pies zostal wypchany dla uhonorowania a nie dla znecania sie nad nim. Pamietajcie tez, to bardzo wazne, ze gdy byl wypychany to juz nie zyl.

  • elsalto

    Oceniono 11 razy 11

    Co do wypychania Pana Gajosa , to czym np. jest Lenin w Mauzoleum, jak nie "wypchanym Szarikiem"?

  • kirdan1

    Oceniono 12 razy 10

    Fanatyzm z każdej strony przeraża.

  • asperamanka

    Oceniono 16 razy 10

    „Czy możemy sobie wyobrazić sytuację, że wypychamy na przykład Janusza Gajosa?”
    ====================

    Wypchane zwłoki Lenina, Mao Tse Tunga, Kim Ir Sena, leżą po różnych „mauzoleach”.

    Ja sobie wyobrażam sytuację, że wypychamy w Polsce zwłoki ich ideowego pobratymca, „emerytowanego zbawcy narodu”, i nawet nie wątpię że jego elektorat by je tłumnie nawiedzał żeby go prosić o wstawiennictwo u Pana.

    Zresztą à propos Pana, kawałki zwłok jego „świętych” leżą od stuleci po różnych „sanktuariach” i nikogo to nie oburza.

  • hilaran

    Oceniono 23 razy 7

    Towarzysz psa (policjant) powinien mieć na tyle przyzwoitości, żeby adoptować go na emeryturę. Jeśli tego nie potrafi, nie powinien być policjantem, bo z ludźmi w takim razie nie obchodzi się bardziej po ludzku.Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX