Pobyt w sanatorium sprzyja romansom

Pobyt w sanatorium sprzyja romansom (fot. Katie Salerno/pexels.com)

społeczeństwo

''Podteksty seksualne'' i ''feromony wirujące w powietrzu'', czyli jak to jest w sanatorium

Kąpiele w borowinie, dancing czy zwykły spacer do lasu. Każda okazja jest dobra, żeby przeżyć przygodę, w poszukiwaniu której jedzie do sanatorium wielu kuracjuszy. Przesada? Nie według tych, którzy na turnusie byli.

Dwa lata. Tyle średnio czeka się w Polsce na miejsce w sanatorium. Taki wyjazd jest przede wszystkim okazją na podratowanie zdrowia i systematyczną rehabilitację. Kuracjusze nie ukrywają jednak, że ważne są też nowe znajomości, jakie w sanatoriach mogą zawierać. Czasem to właśnie one stają się ważniejsze niż leczniczy aspekt pobytu.

Z danych Narodowego Funduszu Zdrowia wynika, że najliczniej do sanatoriów jeżdżą osoby po pięćdziesiątce. Bywa, że takich kuracjuszy jest nawet pięć, sześć razy więcej niż 20- czy 30-latków. W statystykach wygląda to tak: co roku w uzdrowiskach leczy się około 50 tysięcy pacjentów przed pięćdziesiątką i ponad 300 tysięcy osób w wieku 50+.

O02.03.2017 Ladek Zdroj , uzdrowisko . Fot . Joanna Dzikowska / Agencja Gazeta
Uzdrowisko w Lądku Zdroju (fot. Joanna Dzikowska / Agencja Gazeta)

Jak spędzają czas po zabiegach? Jakim oddają się uciechom? Nieco można się o tym dowiedzieć z opowieści, które zebraliśmy. Oczywiście z ważnym zastrzeżeniem, że nie jest tak w każdym polskim sanatorium i że nie każdy kuracjusz spędza czas według takiego właśnie scenariusza. A jeśli macie swoje wrażenia z takiego pobytu i chcecie się nimi podzielić, piszcie na adres: listydoredakcji@gazeta.pl.

Agata, 23-latka z Warszawy

W lipcu pojechałam do sanatorium w górach. W kolejce NFZ czekałam przez trzy lata. Musiałam przejść rehabilitację, bo wypadł mi dysk w lędźwiowym odcinku kręgosłupa. Już pierwszego dnia poszłam na wizytę lekarską, podczas której miałam pokazać moje wyniki badań. Cieszyłam się, że dostanę skierowania na zabiegi, które mi ulżą, tymczasem lekarz przywitał mnie tekstem: "Pani taka młoda, pani tu w ogóle nie powinno być". 

Potem przewracał mnie na wszystkie strony, cud, że nic mi w tym kręgosłupie nie strzeliło. Wypisał jakieś zabiegi i oznajmił, że karta będzie u pielęgniarek. Przy kolejnych wizytach, kiedy skarżyłam się na ból, komentował, że jestem za młoda, żeby mnie coś bolało. Uważam, że po trzech tygodniach pobytu w sanatorium i różnych zabiegów mój stan zdrowia się nie polepszył. Ale o wiele ciekawsze są historie niezwiązane z moim leczeniem.

Myślałam, że wszystkie opowieści o ekscesach w sanatoriach są przesadzone. Że ludzie je powtarzają, żeby się pośmiać. Ale ledwie przyjechałam na turnus, a już zaczepił mnie na korytarzu pan sprzątający. Musiałam wyglądać na smutną, choć po prostu byłam zmęczona, bo mówi do mnie: "Pani się nie martwi, będziemy odwiedzać po pokojach". Później przekonałam się, że w sanatorium przy każdej okazji mężczyźni zaczepiają kobiety i proponują spacer do lasu. Słowo "las" wypowiadają w taki obrzydliwy sposób, z sugestią, że wiadomo, co się robi w lesie. Wielokrotnie starsi panowie mówili do mnie: "Mogłabyś być moją córką", a po chwili proponowali spacer z komentarzem: "Dobrze, że się nie stroisz jak inne panie, bo będzie mniej roboty przy zdejmowaniu". Kiedy jedna z kuracjuszek poszła sama na spacer do lasu, to ktoś się tam przed nią obnażył. Wezwano policję, okazało się, że ekshibicjonistą był inny kuracjusz.

X31.07.2018 Krakow . Tereny w okolicy ulicy Unruga . Fot. Jakub Porzycki / Agencja Gazeta
Leśne polany to jedno z ulubionych miejsc bywalców sanatoriów (fot. Jakub Porzycki / Agencja Gazeta)

Narracja z podtekstami seksualnymi jest w sanatorium wszechobecna. I wpisuje się w nią także personel. Kiedyś, przed hydromasażem, który wygląda tak, że wchodzi się w stroju kąpielowym do jacuzzi z dwiema innymi osobami, usłyszałam od rehabilitanta: "O, pani taka samotna, zaraz dorzucimy dwóch miłych panów". Niektórzy lekarze traktują pacjentki zależnie od tego, jak wyglądają. Gdy do gabinetu wchodzi atrakcyjna kobieta, spędza w nim dużo więcej czasu niż pani, która nie wyróżnia się z tłumu. Lekarz poświęca jej więcej uwagi, wychodzi cała w skowronkach. W sąsiednim sanatorium, czego dowiedziałam się od innego kuracjusza, przyjmuje lekarz, do którego chodzą tylko mężczyźni. Kobiety go unikają, bo je, mówiąc wprost, obmacuje podczas badania.

Mam wrażenie, że większość ludzi przyjeżdża do sanatorium, żeby się zabawić. Szczególnie ci w wieku 40+. Jednej pani musiałam pomóc zablokować numer pana, który ją nękał. Poszła na potańcówkę co najwyżej z zamiarem flirtu, a on ją potem molestował. Inna pytała mnie, jak odmówić, gdy nie chce z kimś zatańczyć. Słyszałam też, że kolejnej jakiś obcy facet wszedł do pokoju w nocy. Mnie z kolei przez całe trzy tygodnie zagadywał przy byle okazji jeden mężczyzna: "Ja się tak nastawiłem, że sobie potańczymy, że razem gdzieś wyjdziemy". Ja mu na to: "Ale to się nie wydarzy, niech pan zmieni kierunek". Niby był miły, ale wciąż czułam presję. Nie rozumiał, że nie chcę się z nim umówić. Że przyjechałam do sanatorium dla mojego kręgosłupa, a nie romansów.

22.11.2011  BIALYSTOK , LEKARZ MEDYCYNY RODZINNEJ EDYTA PURTA Z PRZYCHODNI NA ULICY NIEDZWIEDZIEJ BADA PRZEZIEBIONA PACJENTKE .FOT . AGNIESZKA SADOWSKA / AGENCJA GAZETA
Badanie to dla niektórych lekarzy okazja, by przekraczać granice (fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta, zdjęcie ilustracyjne)

Jacek, 58-latek z Katowic

Ile razy byłem w sanatorium? Co najmniej z 10 razy. Kudowa, Ciechocinek, Polanica, Duszniki, Głuchołazy... Z doświadczenia wiem, że zabiegi w sanatoriach nie czynią cudów - one mają poprawić samopoczucie, zrelaksować, poprawić ogólny stan zdrowia. Ale na pewno nie jest tak, że całkowicie uleczą.

Czy w sanatoriach się romansuje? Oczywiście, mężczyźni jadą tam z nastawieniem, że kogoś poznają, że się zabawią. Ale kobiety ich w tym przewyższają, są dużo bardziej zdeterminowane i wyzywające. Zwłaszcza te po czterdziestce. Nie raz, nie dwa dostawałem zawoalowane propozycje od pań. A to któraś przy wspólnym stoliku głośno powtarzała numer telefonu, a to któraś pytała, co robię wieczorem. Inna proponowała: "Panie Jacku, a może pan wpadnie do mnie do pokoju na koniaczek?". Mówię: "Koniaczek? Przecież dopiero czternasta". Na to ona: "To może wieczorem pan przyjdzie, skoro ta pora panu nie odpowiada". Zresztą większość rozmów damsko-męskich ma podtekst seksualny. Czy to na posiłkach, czy podczas zabiegów w borowinach. Feromony wirują w powietrzu, są wszędzie. 

20.11.2010 WARSZAWA , DAWNA SIEDZIBA KC PZPR , FESTIWAL  NIEWINNI CZARODZIEJE ' , DANCING KC INWAZJA . GLOWNYM PUNKTEM PROGRAMU BYL KONCERT MACIEJA MALENCZUKA Z ZESPOLEM PSYCHODANCING  .FOT. FRANCISZEK MAZUR / AGENCJA GAZETA
Posiłki też są okazją do flirtów (fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta)

A co się dzieje na dancingach! Niby do sanatorium przyjeżdżają panie połamane, schorowane, potrzebujące rehabilitacji. Tymczasem wybija 20.00 i do sali, w której mają być tańce, wchodzą kobiety wyprostowane niczym czaple. Złoto, srebro, kreacje sylwestrowe, makijaż. Siedzą przy herbacie ze słomką, wchodzi facet i od razu te spojrzenia... Wyczekują. "Przyjdzie i mnie poprosi, czy nie poprosi...". Obserwowałem to wielokrotnie. Wiele późniejszych par poznawało się w sanatoriach i spędzali razem czas podczas całego turnusu. Spotykali się na spacery czy na seks. Niektóre z tych relacji przetrwały długie lata.

Czasem prosiłem którąś z pań do tańca. I za każdym razem słyszałem to samo. Że mąż ją zdradza, że bije, że pije. Raz widziałem pożegnanie jednej z kuracjuszek z mężem, który ją przywiózł. Czule go całowała. A już na drugi dzień miała w sanatorium chłopaka. Umawiali się przy wszystkich. Nie przeczę, atrakcyjna kobieta. Ale jej zachowanie było żenujące.

Co ciekawe, panie w sanatorium funkcjonują najczęściej stadnie. Zawsze znajdą sobie jedną, która przewodzi. Umawiają się o stałych porach, a to tu, a to tam, jeżdżą razem na wycieczki, chodzą na drinka.

Są tu też kochankowie, którzy znają się od lat, romansują i umawiają się w sanatorium na schadzkę. On ma żonę, ona rodzinę i pod przykrywką leczenia jadą razem spędzić czas. Znałem wiele takich przypadków. W sanatorium można też czasem łatwo poderwać pielęgniarkę czy fizjoterapeutkę. To żaden problem, bo wiele z nich jest samotnych. Powiem tak: sanatorium to miejsce, gdzie każdy daje sobie trochę luzu, więc hamulce puszczają. Mnie to zresztą nigdy nie przeszkadzało. Przyznam, sam nigdy święty nie byłem.

Grażyna, 63-latka z Katowic

Pierwszy raz byłam w sanatorium w 1977 roku, ostatni w 2008. To spora rozpiętość czasowa, a klimaty od zawsze te same. Prawie wszyscy kuracjusze narzekają na okropne żony i mężów, a jednocześnie mało kto ma obrączkę na palcu. I tak tworzą się pary, które się umawiają i wiele lat jeżdżą o tym samym czasie w jedno miejsce. Robi tak chociażby moja koleżanka z Tychów. Z kolei moja znajoma z każdego sanatorium "przywozi" sobie pana, który chce się żenić. Aktualnie ma "męża" w Białej Podlaskiej - zresztą kto wie, czy rzeczywiście nie skończy się to weselem, bo on jest po rozwodzie, a ona wdową.


Niektórzy przywożą sobie z sanatorium męża czy żonę (fot. pixabay/pexels.com)

Seksistowskie zaczepki panów są w sanatoriach na porządku dziennym. Ileż to razy słyszałam teksty w stylu: "No na pani widok serduszko mi mocniej bije", "Taka młoda i sama? No niemożliwe!", "Te usteczka na pewno są bardzo słodkie". Przy stolikach w jadalni do znudzenia kuracjuszki powtarzają, niby żartem, zdanie: "Tydzień mija - ja niczyja". Generalnie w sanatoriach dominuje temat seksu - kto, kiedy, z kim, ile razy, w jakiej pozycji. Opowieściom towarzyszą salwy grubiańskiego śmiechu.

Trzeciego, góra czwartego dnia pobytu jest już jasne, kto jest z kim sanatoryjną parą, a kto "miał pecha". Ja zawsze "miałam pecha", bo nie szukałam przygód. A jeżeli ktoś, tak jak ja, nie chce się integrować, nie szuka pary, nie chodzi na balety, jest uważany za dziwaka. Ale najbardziej wytrwali podrywacze nie rezygnują. Gdy byłam w Iwoniczu, wszedł mi do pokoju, którego na chwilę nie zamknęłam, bo zaraz planowałam z powrotem wyjść, facet z grubym złotym łańcuchem na szyi. "Zabieram panią na spacer" - stwierdził. Ja na to: "Nie jestem parasolem, żeby mnie zabierać, wychodząc z domu". Pan się bardzo oburzył. "Nie zdarzył mi się nigdy taki kosz, wszystkie panie były zadowolone, jak je zabierałem na spacer" - skomentował. Do mojej siostry przyczepił się w sanatorium mężczyzna, który wyczuł, że dziewczyna jest w złym stanie psychicznym. Tak ją zbajerował, że pożyczyła mu 1000 zł. Oczywiście nigdy jej nie oddał.

Jeśli chodzi o panów, to preferują, o ile się da, młódki. Panie, wstyd to przyznać, biorą jak leci. Już od pierwszego dnia kobiety w przeważającej większości przeprowadzają ofensywę na panów, co niektórzy sprytnie wykorzystują i pozwalają się łaskawie poderwać. Na fajfy kuracjuszki stroją się w brokaty, prześwitujące kiecki i ogromne dekolty. Wylewają też na siebie niesamowitą ilość perfum, a im babka starsza, tym ma krótsze mini. Natarczywie proszą panów do tańca, a gdy któryś odmówi, co się raczej rzadko zdarzało, są wkurzone.


Wieczorem kuracjusze ruszają na parkiet. Czasem jest tak ciasno, że trudno wcisnąć szpilkę (fot. Mauricio Mascaro/pexels.com, zdjęcie ilustracyjne)

Mój partner był kiedyś w sanatorium w Muszynie i poszedł sam na wieczorek zapoznawczy. Kupił sobie piwo i siedział przy stoliku. Gdy tylko zaczęli grać, jakaś kobieta poprosiła go do tańca. Odmówił. "To po co pan tu przyszedł?" - zapytała zdziwiona. "Żeby posłuchać muzyki" - odparł. Pani na to: "Proszę pana, tu się nie słucha muzyki, tu się tańczy". Na przykład w sanatorium w Kołobrzegu w zwyczaju było, że to panie szły kupować po śniadaniu bilety na dansing - kupowały dla siebie i jakiegoś pana, któremu proponowały "zaproszenie na zabawę". Jak nie znalazły chętnego, bilet przepadał.

Chociaż do pokojów nie wolno zapraszać "na wódkę", ogólne picie jest w sanatoriach na porządku dziennym. Podczas jednego z moich pobytów facet wyleciał dyscyplinarnie za alkohol w trzecim dniu kuracji. Kuracjusze mają jednak wiele patentów, żeby uniknąć kłopotów. W sanatoriach szczególnie poszpitalnych, gdzie o 22.00 trzeba być w pokoju, ci, którzy nie zdążą dotrzeć z baletów, wchodzą przez okna. Mają umówione z innymi kuracjuszami, że ich wpuszczają przez okna na parterze, a potem przemykają korytarzem do swojego pokoju.

Pewien pan zawsze miał otwarty pokój i przyciemnione światło, więc jak siostra przychodziła, "widziała", że już śpi. Nie wchodziła głębiej do pokoju, dopiero po jakimś czasie okazało się, że pana nie było w pokoju, tylko tak układał kołdrę, że imitowała leżącego człowieka. W jednym z sanatoriów w Świnoujściu balkony są na całą szerokość budynku - towarzystwo lata więc między pokojami po balkonach. Kuracjusze przekazują sobie informację, że "siostra już sprawdza" i w którym jest pokoju. Żeby zdążyć przed nią, pędzą po tym balkonie do siebie, a po kontroli wracają do wybranek i zabawa znów idzie na całego.

Często zdarzało się, że po suto zakrapianych imprezach kuracjusze nie byli w stanie pójść na zabiegi. Wtedy kawa i czekolada dla personelu załatwiały sprawę. W na stole zawsze leżała pieczątka. Kto chciał, wchodził do zabiegowego i sam stemplował sobie "odbyty zabieg". Siostra w tym czasie np. lała wodę do kąpieli siarczkowej do wanny, a "dowody wdzięczności" lądowały w szufladzie.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka psów, mądrych ludzi, kawy i sportowych samochodów.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (131)
Zaloguj się
  • Danuta Kazała

    Oceniono 42 razy 22

    Wielokrotnie byłam w sanatorium w celach leczniczych i rehabilitacyjnych. Stwierdzam, że zdarzają się przypadki tzw. rozrywkowego życia, ale jest to niewielka część kuracjuszy. Opinie o sanatoriach są mocno krzywdzące. Wiele lat temu w programie tv dokumentalnym producent prezerwatyw stwierdzi, że największy popyt na prezerwatywy jest na trasie pielgrzymkowej... Czy stąd można wnioskować cokolwiek na temat osób idących w pielgrzymce? Czy można uogólniać?

  • drwoy

    Oceniono 16 razy 10

    Większość komentarzy pochodzi od osób, które nigdy z pobytów sanatoryjnych nie korzystały. Leczenie uzdrowiskowe jest płatne. Pobyt w pokoju na przyklad. 1-osobowym kosztuje wszędzie ok. 750 zł, do tego klimatyczne i parking, telewizor i czajnik, to juz prawie 1000 zł. Pozostała część kosztów pochodzi ze składek, które państwo potrąca z wynagrodzeń każdego miesiąca. Tak więc, co jest darmowe?
    Inna sprawa to jakość świadczonej usługi. O ile personel naprawdę się stara to organizator wogóle. NFZ podpisuje umowy z każdym, a człowiek przyjeżdżając do takiego miejsca jest niemile zaskoczony jakością. W takim miejscu liczy się tylko kuracjusz komercyjny, zaś ten z NFZ-u nie. Samo przydzielenie miejsca odbywa się nie zgodnie z decyzją lekarza kierującego, czy balneologa, a widzimisię urzędnika lub komputera. Jedyne wyjście to przydzielić raz na dwa lata (tyle oczekuje się na sanatorium) kwotę jako dofinansowanie pobytu. Wtedy wybiorę, co będę chciał, a ośrodki sanatoryjne będą zabiegały o kuracjuszy (wszystkich).
    Sensacji typu męsko-damskich nie komentuję, jako że stanowią one sprawą osobistą każdego kuracjusza.Do sanatorium przyjeżdżają przecież różne osoby, o różnym sposobie bycia i poziomie.

  • Kris Chary

    Oceniono 16 razy 10

    Dajcie spokój, sek czy flirt to też terapia, rehabilitacja która o niebo lepiej pomaga niż nie jedna borowina ...zabiegi ponad planowe, takie ekstra i jak najbardziej stworzone przez naturę , pozdrawiam kuracjuszy :-D

  • qulqa

    Oceniono 28 razy 10

    Nawet najbogatsze kraje świata nie fundują ludziom wczasów, zwanych potocznie 'pobytem w sanatorium'.
    Zlikwidować jakiekolwiek formy dopłaty. Jak ktoś ma ochotę, niech jedzie komercyjnie.
    Pozostawić tylko sanatoria ZUS-owskie, tzw. 'ucieczkę przed rentą'. Prowadzić tam zabiego od 9 do 18, 7 dni w tygodniu - aby było z korzyścią dla tych, którzy przyjechali.

  • callistob

    Oceniono 8 razy 6

    hmm, chyba niewiele jest schorzeń, w których flirtowanie czy seks wpływa negatywnie na rehabilitację. Skoro do sanatoriów jeżdżą dorośli ludzie i niektórzy poza podratowaniem zdrowia mają ochotę się zabawić, to o co chodzi? Kuracjusze są ubezwłasnowolnieni, czy jak?

  • cmochall

    Oceniono 10 razy 6

    Nie wstyd Pani dziennikarko pisac takie bzdety . Gdzie Pani rzetelnosc dziennikarska? Powiela Pani wymysly ludzi ktorzy nigdy nie byli w sanatorium a maja bujna wyobraznie. Proponuje Pani pojechac i przekonac sie jak jest naprawde(tylko niech pani nie opisuje sytuacji ktore chcilaby zobaczyc za sciana- patrzac w sciane)

  • no_easy_way_out

    Oceniono 12 razy 6

    'Seksistowskie zaczepki panów są w sanatoriach na porządku dziennym. Ileż to razy słyszałam teksty w stylu: "No na pani widok serduszko mi mocniej bije", "Taka młoda i sama? No niemożliwe!"'

    No szczyt seksizmu! [seksizm - uprzedzenie lub dyskryminacja ze względu na płeć danej osoby. To pogląd o wyższości jednej płci nad drugą]

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX