Do najgroźniejszych wirusów zaliczamy te, które pochodzą od zwierząt

Do najgroźniejszych wirusów zaliczamy te, które pochodzą od zwierząt (fot. Daniel Adamski / AG)

Co zabije ludzkość? Oto najgroźniejsze mikroby na naszej planecie

W różnych częściach świata czają się śmiercionośne wirusy, którym wystarczy tylko impuls, żeby uderzyć z siłą pandemii. Niedawno taki wirus przebudził się w Indiach.

Początkowo nie wyglądało to groźnie, ot, klasyczny, wiosenny wzrost zachorowań na grypę. Rozpoczął się w Stanach Zjednoczonych w 1918 roku. Chorowali zwłaszcza żołnierze, w marcu i kwietniu. Potem choroba przycichła. Nagle wybuchła ponownie, na początku sierpnia, w trzech miejscach na świecie jednocześnie - we Francji, w USA i w Sierra Leone. Do Europy przywlekli ją amerykańscy żołnierze, którzy w czasie I wojny światowej przemieszczali się intensywnie po świecie. Wylądowali we Francji, i to właśnie od niej rozpoczęła się ogromna fala zachorowań na hiszpankę. Pandemia wzięła nazwę od kraju na Półwyspie Iberyjskim, bo Hiszpanie od początku podnosili alarm i informowali o liczbie zachorowań.

Dziś wiemy, że grypę wywołał wirus inny niż te, które ludzie wówczas znali - to mutacja wirusa H1N1 pochodzącego od świń. Szybko położył do łóżek niemal wszystkich żołnierzy w Europie i błyskawicznie przenosił się na ludność cywilną. Ludzie marli jak muchy, nawet przy największych wysiłkach lekarzy śmiertelność wynosiła od 10 aż do 30 procent. W Bostonie zachorowało 10 procent ludności, z czego z życiem uszedł zaledwie co trzeci chory. - To nie była zwykła grypa sezonowa z jej bakteryjnymi powikłaniami, ale wyjątkowo groźna postać tej choroby, powodująca martwiczo-krwotoczne zmiany w płucach. Osoby chore dusiły się, bo ich płuca zamieniały się w krwistą masę. I nie było dla nich ratunku - mówi dr Paweł Grzesiowski z Fundacji Instytut Profilaktyki Zakażeń.

Oddział pierwszej pomocy w Fort Riley, Kansas, USA przepełniony przez chorych na grypę (Otis Historical Archives Nat'l Museum of Health & Medicine / Wikimedia Commons / public domain)
Oddział pierwszej pomocy w Fort Riley, Kansas, USA przepełniony przez chorych na grypę (Otis Historical Archives Nat'l Museum of Health & Medicine / Wikimedia Commons / public domain)

Wirus rozprzestrzenił się błyskawicznie po całym świecie. Zachorowała jedna trzecia ludzkości, a zmarło - według różnych szacunków - 50-100 milionów ludzi. To była największa epidemia w historii od czasów czarnej śmierci z XIV wieku, która wybiła ponad pół Europy, a w skali całego świata z 450 milionów ludności pozostało zaledwie 375 milionów.

Dzisiaj, kiedy mija sto lat od wybuchu hiszpanki, lekarze epidemiolodzy coraz częściej mówią, że może czekać nas kolejna pandemia, i to w niedługiej przyszłości. Bardzo poważnie zagrożenie to bierze pod uwagę Unia Europejska, która powołała PANDEM - specjalny zespół naukowców i epidemiologów, którzy mają opracować działania na wypadek wybuchu pandemii. Jego koordynatorka prof. Máire Connolly w specjalnym oświadczeniu mówi: "Unia Europejska przyznaje, że wybuch pandemii jest rosnącym zagrożeniem dla ludności kontynentu. W Europie gęstość zaludnienia, ogromna liczba ośrodków miejskich, podróży lotniczych między nimi sprawia, że wywołujący pandemię wirus może dosłownie w kilka godzin zaatakować wszystkie większe ośrodki miejskie na kontynencie".

Hiszpanka zebrała tak okrutne żniwo z powodu przemieszczania się żołnierzy między kontynentami. Dzisiaj możliwości przenoszenia chorobotwórczych drobnoustrojów jest o wiele więcej. "Nie tylko podróże lotnicze, ale też zagrożenie bioterroryzmem oraz możliwość uwolnienia niebezpiecznych patogenów z laboratoriów badawczych, jeśli gdzieś zawiodą środki ostrożności. Do tego dodajmy rosnącą antybiotykooporność u bakterii, które również mogą wywoływać pandemię" - wylicza prof. Connolly

Najgroźniejsze są jednak wirusy, na które nasz arsenał środków medycznych jest zdecydowanie mniej skuteczny niż ten wymierzony w bakterie. A i same wirusy mutują, zmieniają się niezwykle szybko. W końcu na któryś z nich ludzkość okaże się nieodporna. Na który? Nie wiadomo, ale lekarze i naukowcy mogą wskazać co najmniej kilku potencjalnych zabójców.

Podczas epidemii hiszpanki w latach 1918-1919 zmarło - według różnych szacunków - 50-100 milionów ludzi (fot. Harris & Ewing via Library of Congress / Wikimedia Commons / public domain)
Podczas epidemii hiszpanki w latach 1918-1919 zmarło - według różnych szacunków - 50-100 milionów ludzi (fot. Harris & Ewing via Library of Congress / Wikimedia Commons / public domain)

Nipah czy Marburg?

Pod koniec maja tego roku oczy świata - a zwłaszcza świata medycyny - zwróciły się z niepokojem w kierunku Indii. W stanie Kerala w południowych Indiach wystąpiło ognisko bardzo groźnego i mało jeszcze poznanego wirusa.

Początkowo mylono objawy występujące u chorych z tymi, jakie wywołuje japońskie zapalenie mózgu. Jednak wezwani na miejsce specjaliści szybko zidentyfikowali właściwego przeciwnika - był nim wirus Nipah, znany ludziom od zaledwie 1998 roku, kiedy po raz pierwszy ujawnił się w Malezji. Dzisiaj, po zaledwie 20 latach, uznawany jest przez Światową Organizację Zdrowia za jeden z najgroźniejszych dla ludzkości mikrobów.

Wirus Nipah należy do tej samej grupy wysoce zakaźnych mikrobów, do których zalicza się również wirusy odry i świnki. Ten jest jednak wyjątkowo zjadliwy - atakuje mózg i płuca, wywołując bardzo silne stany zapalne tych narządów. Jeśli uderzy w mózg, szansa na przeżycie wynosi jedynie 30 procent. Nie ma na niego lekarstwa ani szczepionki, w dodatku bardzo trudno go kontrolować, ponieważ roznoszony jest przez hodowlane świnie (tak było w przypadku pierwszego ataku w Malezji) oraz dziko żyjące nietoperze. Właśnie z powodu tych latających ssaków choroba wybuchła w Kerali - zmarło tam do tej pory 14 osób, a 200 zostało poddanych kwarantannie. Wszystkie zaraziły się prawdopodobnie, pijąc wodę z jednej studni. Jak donosiły media w maju, znaleziono tam martwe nietoperze. Wirus jest tym groźniejszy, że człowiek może zarazić się także, jedząc owoce skażone przez te ssaki, a także drogą kropelkową od osoby, która jest nosicielem.

W Indiach po zamknięciu skażonej studni i kwarantannie wszystkich, którzy mogli mieć kontakt z chorymi, wirus przycichł. Ale nietoperze wciąż tam żyją, a wśród nich prawdopodobnie nosiciele Nipah. Gdzie choroba uderzy następnym razem? Czy zdarzy się to w mało zaludnionej wsi, czy w milionowej metropolii, gdzie wirus zbierze śmiertelne żniwo? Lekarzom nie pozostaje nic innego, tylko obserwować sytuację.

Głównym nosicielem wirusa Nipah są nietoperze (fot. Wikimedia Commons)
Głównym nosicielem wirusa Nipah są nietoperze (fot. Wikimedia Commons)

Podobnie zresztą jak w Afryce, w której od końca lat 70. nieustannie wybuchają epidemie gorączek krwotocznych. Za najgroźniejsze WHO uważa wirusy gorączek krwotocznych Ebola i Marburg. Są niezwykle zakaźne, rozprzestrzeniają się błyskawicznie i powodują bardzo szybko postępujące gorączki krwotoczne - chory zaczyna mieć bardzo wysoką gorączkę, a na jego ciele pojawiają się ciemne wybroczyny spowodowane pękaniem naczyń krwionośnych. Dochodzi do coraz bardziej rozległych wylewów wewnętrznych, a śmierć z wykrwawienia spotyka nawet 60-90 procent chorych.

Gorączka krwotoczna Ebola zebrała swoje największe żniwo zaledwie cztery lata temu, w czasie epidemii w Afryce Zachodniej, podczas której zmarło prawie 9 tysięcy osób. Podobny do Eboli wirus Marburg na razie także atakuje ludzi tylko w Afryce, choć po raz pierwszy pojawił się w Europie, w naszej szerokości geograficznej, a dokładnie w niemieckim Marburgu. Źródłem zakażenia były koczkodany zielone, które pochodziły z Ugandy. To tylko jeden z wielu naturalnych nosicieli wirusów Ebola i Marburg - ich źródłem mogą być różne gatunki małp i nietoperzy. - Nie da się zlikwidować tych wirusów raz na zawsze, bo nieustannie krążą wśród zwierząt i ciągle jest zagrożenie, że zakażą człowieka - mówi dr Grzesiowski.

Grypa wciąż śmiertelna

Podobnie jest z grypą, której kolejne mutacje atakują nas co roku w postaci sezonowej. Jednak nie grypa sezonowa jest najbardziej groźna, ale wirusy grypy, które pochodzą od zwierząt - podobne do tych, które wywołały hiszpankę. - W przeciwieństwie do zwykłej grypy mają one możliwość atakowania komórek płuc - mówi dr Grzesiowski.

Choć dysponujemy już skutecznymi szczepionkami, grypa ciągle nam zagraża. Jak twierdzą epidemiolodzy, należy najprawdopodobniej do tych chorób zakaźnych, których nigdy nie uda nam się wyeliminować - tak samo jest z ospą. Zwierzęcy rezerwuar wirusów grypy jest bowiem niewyczerpany i wciąż istnieje zagrożenie, że któryś z nich znów pokona barierę międzygatunkową i zacznie atakować również człowieka. Dopóki na Ziemi obecne będą konie, ptaki czy świnie, grypa tak tragiczna w skutkach jak hiszpanka wciąż będzie możliwa.

Naukowcy najbardziej obawiają się obecnie tak zwanej ptasiej grypy (fot. Renata Dąbrowska / AG)
Naukowcy najbardziej obawiają się obecnie tak zwanej ptasiej grypy (fot. Renata Dąbrowska / AG)

Naukowcy najbardziej obawiają się obecnie tak zwanej ptasiej grypy. To choroba wywoływana przez wirus grypy H5N1, który pierwotnie atakuje tylko ptactwo, a człowiek może zarazić się nim jedynie przez kontakt z jego ptasimi nosicielami czy ich odchodami. Na szczęście na razie wirus ten nie potrafi przenosić się z człowieka na człowieka. Najgorsza sytuacja będzie, jeśli zmutuje czy połączy się z wirusem grypy sezonowej. Wtedy zacznie rozprzestrzeniać się pomiędzy ludźmi niezwykle szybko, jak zwykła grypa. Śmiertelność będzie wówczas bardzo wysoka. - To, że tak się kiedyś stanie, jest pewne, pytanie tylko kiedy, bo zagrożenie jest całkowicie realne - mówi dr Grzesiowski.

Przedsmak tego, czym może skończyć się przeniesienie wirusa grypy ze zwierząt na ludzi, mieliśmy w 2009 roku, kiedy wybuchła pandemia grypy A/H1N1v. To wirus, który do niedawna zarażał wyłącznie świnie. Okazało się jednak, że wystąpiła w nim podobna mutacja jak w wirusie, który wywołał hiszpankę. - Tak zwana świńska grypa z 2009 roku to był bardzo groźny wirus, który nosił cechy pandemii. Błyskawicznie rozprzestrzenił się po wszystkich kontynentach wraz z podróżującymi ludźmi. Warto przypomnieć, że wskutek tej grypy zmarło 400 tysięcy ludzi - mówi dr Grzesiowski. - Udało się ją jednak opanować dzięki temu, że w szpitalach mamy do dyspozycji leki przeciwwirusowe, a chorych z niewydolnością oddechową możemy wspomóc sztucznym płucem.

Tajemniczy wirus X

W walce ze świńską grypą pomogły też procedury szybkiego reagowania, które pozwalają na odizolowanie przynajmniej części chorych i szybką dystrybucję leków przeciwwirusowych, szczepionek i surowicy. Wydaje się, że właśnie dobra organizacja i przygotowanie się na wybuch przyszłej pandemii mogą być kluczem do skutecznego zdławienia jej, zanim rozprzestrzeni się w niekontrolowany sposób. Wirusa, który ją wywoła, być może w ogóle jeszcze nie znamy. - Może jest gdzieś uśpiony w świecie zwierzęcym, a kiedyś nagle przebudzi się i zaatakuje nasz gatunek. Taka groźba jest jak najbardziej realna, a wybuch pandemii niemal nieunikniony, zważywszy na to, jak często i na jakie odległości przemieszczamy się po planecie - mówi dr Grzesiowski.

WHO też chyba najbardziej boi się nieznanego. W wydanym niedawno dokumencie ostrzega przed "wirusem X" - właśnie takim mikrobem, o którym dziś jeszcze nic nie wiemy. Obszernie opisuje to dokument wydany przez WHO w lutym tego roku .

- W związku z tym, że nigdy nie poznamy wszystkich groźnych wirusów, podstawą jest stworzenie skutecznego i szybkiego procesu reagowania na nowe zagrożenia - tłumaczy dr Grzesiowski. Temu właśnie służy opis modelowego wirusa X - ma on motywować do opracowania krok po kroku reakcji pozwalających na stłumienie rodzącej się epidemii. - To przede wszystkim szybkie odizolowanie chorych, potem trzeba jak najszybciej poznać wroga - do tego zaangażowane będą międzynarodowe instytucje badawcze, sztab naukowców, który zidentyfikuje wirusa i opracuje szczepionkę lub surowicę przeciwko niemu. Wszystkie te działania powinny zająć, według WHO, maksymalnie trzy miesiące - mówi dr Grzesiowski. - To niewiele, ale dla ludzi zarażonych na początku epidemii ratunku najpewniej nie będzie - groźne wirusy potrzebują zazwyczaj o wiele mniej czasu na uśmiercenie swoich ofiar.

W jednym z ostatnich raportów WHO ostrzega przed nowym, groźnym 'wirusem X' (fot. Dominik Werner / AG)
W jednym z ostatnich raportów WHO ostrzega przed nowym, groźnym 'wirusem X' (fot. Dominik Werner / AG)

A może tym nieznanym jeszcze zagrożeniem będzie wirus podobny do Zika, który nie zabije nas, ale zniszczy nasze mózgi i inteligencję? Wraz ze zmianami klimatu coraz większym zagrożeniem stają się patogeny rozpowszechniane przez tropikalne komary z gatunku Aedes egypti, które przenoszą m.in. malarię, dengę oraz właśnie wirus Zika. Dla większości ludzi nie jest on groźny, wyjątkiem są kobiety w ciąży. Zika atakuje kształtujący się układ nerwowy płodu i powoduje u dziecka małogłowie, niedorozwój mózgu i ciężkie upośledzenie umysłowe. Jak zapobiec tej epidemii? To bardzo trudne. Nie da się przecież wytłuc wszystkich komarów na świecie. Ratunkiem byłaby szczepionka, nad którą intensywnie pracują dziś laboratoria medyczne. Pytanie tylko, kto wygra wyścig z czasem - i teraz, i w przyszłości - my czy mikroby?

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (80)
Zaloguj się
  • ziggybum

    Oceniono 57 razy 17

    Wirus, który nie zabije nas, ale zniszczy nasze mózgi i inteligencję? Ależ to już się dzieje - Węgry, Polska, Wielka Brytania, USA, Risja, Bliski Wschód itd. W głupiej radykalnej polityce, w szalejącej religii, w sprawie szczeopinek, GMO i innych teorii sposkowych. Na epidemię ciemnoty nie ma na razie ami lekarstwa, ani tym bardziej szczepionki. Trzeba izolować i wypalać.

  • romek-z

    Oceniono 9 razy 3

    Wirusy to nie mikroby panie redaktorze. Oczywiście nikt nie wierzy Wikipedii. Cytuję: "Mikroorganizm (gr. μικρός, mikrós – mały, ὀργανισμός, organismós – organizm), drobnoustrój, potocznie mikrob – organizm widoczny pod mikroskopem. Pojęcie to nie jest zbyt precyzyjne, lecz z pewnością mikroorganizmami są bakterie, archeony, pierwotniaki i niektóre grzyby. Najprecyzyjniej grupa ta definiowana jest jako ogół organizmów jednokomórkowych, dlatego nie można terminu tego stosować do bardzo małych przedstawicieli różnych grup zwierząt, na przykład nicieni, wrotków, roztoczy, niesporczaków, owadów.

    Dawniej do tej grupy zaliczano także wirusy, lecz obecnie są one klasyfikowane poza grupą organizmów żywych.

    Zespół mikroorganizmów zasiedlających dane środowisko (glebę, ciało człowieka) określany jest jako mikrobiom[1] lub mikrobiota[2]. "

  • spyderman2

    Oceniono 2 razy 2

    na głupotę pisowskiego sÓwerena nie ma leku!!!

  • uthark

    Oceniono 2 razy 2

    "Wszystkie zaraziły się prawdopodobnie, pijąc wodę z jednej studni."

    Zapewne pili nieprzegotowaną wodę.

  • hipis3308

    Oceniono 24 razy 2

    Światu potrzebny jest jak najszybciej wirus, który zredukuje populację ludzi do maksimum 5%, ponieważ w przeciwnym razie, życie na ziemi jakie znamy od tys.lat, praktycznie przestanie istnieć. Szansę na rozwój, będą miały szczury i karaluchy. Ludzkość dla Ziemi, nic dobrego nie zrobiła, a wręcz odwrotnie tylko ją w ogromnej skali niszczy. Wystarczy popatrzeć na ogromne, wielkością dorównujące Francji, pływające po oceanach plastikowe wyspy śmieci.

  • popieramkukiza

    Oceniono 11 razy 1

    Straszymy pandemią, śmiercią, kataklizmem, a potem sprzedajemy nikomu niepotrzebne szczepionki za setki milionów euro. Potem chwila przerwy i znów straszymy inną chorobą i interes się kręci aż miło.

  • flyer

    Oceniono 5 razy 1

    Eeee - w tamtych czasach [1918] zadziałał splot niekorzystnych przypadków - głód, wojna, koncentracja ludności w dużych skupiskach [wojsko, uchodźcy] i zapewne całkowity brak odporności/brak wcześniejszego kontaktu z grypą - nowe wirusy grypy "wykluwają się" na Dalekim Wschodzie i stamtąd wędrują np. do Europy [patrz prognozowanie składu szczepionki przez WHO] - btw. za hiszpankę pewnie bardziej odpowiedzialni byli Australijczycy i wojska z terenów brytyjskich kolonii w Azji, ale akurat ich specjalnie pewnie nie ruszyła - to tak na logikę ;>

    A jeżeli chodzi o potencjalny atak to akurat wirusów gorączki krwotocznej u nas dostatek - dwa występują oficjalnie, jeden jest opisany jako występujący na terenie Syberii Zach. Problem w tym, że dają słabe objawy i zapewne często nierozpoznane albo ignorowane [ journals.viamedica.pl/forum_medycyny_rodzinnej/article/view/20261/15916 ], ale w odróżnieniu od Eboli mają potencjał - Ebola jest zbyt agresywna i ma za szybki cykl inkubacji, żeby udało jej się rozprzestrzenić na większe tereny - to już nie czasy średniowiecza, kiedy wierzono, że maska z długim nosem chroni od zarazy ;> - w PL epidemię czarnej ospy we Wrocławiu szybko opanowano.

  • cucurucu

    Oceniono 3 razy 1

    Skoro trzeba pozbyc sie niektorych gatunkow zwierzat, zacznijmy moze od ptactwa? Domowego?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX