Cezary Kopiczko w swoim aucie

Cezary Kopiczko w swoim aucie (fot. materiały prasowe Discovery Channel / Piotr Mizerski)

wywiad Gazeta.pl

Jeździ ciężarówką i zwiedza świat. Cezary Kopiczko: Polscy kierowcy nie są szczególnie złośliwi

Niektórzy myślą, że kierowca w ogóle nie wychodzi z kabiny, a to nieprawda - mówi.

Gdzie pana złapałam?

Minąłem Łódź.

Dokąd pan jedzie?

Do Francji. Wiozę rusztowania budowlane. Jeszcze jakieś 1,5 tys. km i za dwa dni rano powinienem dotrzeć do celu. A potem ruszam z powrotem.

Do Polski?

Tak planuję.

Co pan załaduje na drogę powrotną?

Jeszcze nie wiem.

Często tak się zdarza?

Czasami tak.


Cezary Kopiczko rusza w trasę (fot. materiały prasowe Discovery Channel / Piotr Mizerski)

Jaką część życia spędza pan w trasie?

To zależy, jaki przyjmę sobie cykl pracy. Czasem jeżdżę od poniedziałku do piątku, a weekend spędzam w domu, czasem tydzień lub dwa jeżdżę, a tydzień odpoczywam.

Przez sześć lat musiał pan zjeździć sporą część Europy.

I nie tylko. Gdy zaczynałem, jeździłem głównie na Białoruś i do Rosji. Teraz częściej przewożę ładunki do Niemiec, Francji, Hiszpanii i Danii.

Coś się panu udało zwiedzić przez te lata, czy tylko jedzie pan z punktu A do punktu B i z powrotem?

Skąd! Jeśli tylko mogę, zawsze zwiedzam. Gdy jestem w pobliżu jakiegoś ładnego miasta, to staram się zaparkować w dobrze skomunikowanym miejscu i ruszam na autobus czy pociąg. Jadę do centrum i zwiedzam. Ostatnio byłem w Saint-Tropez, w La Rochelle i pod Paryżem, a stamtąd pojechałem do Wersalu. Tak sobie organizuję trasę, żeby jak najwięcej zobaczyć.

Naprawdę? Myślałam, że jeżdżenie ciężarówką nie daje żadnej przyjemności, że to jedynie ciężka praca.

A ja tak nie uważam. Dla mnie to praca lekka, wręcz relaksująca.


Cezary Kopiczko lubi czuć adrenalinę (fot. materiały prasowe Discovery Channel / Piotr Mizerski)

Zwłaszcza kiedy kierowcy osobówek nie chcą pana wpuścić.

Nie można się na to złościć. Staję na skrzyżowaniu i czekam. Owszem, czasem mam pecha i wiele aut mnie nie wpuszcza, ale czasem ustępuje już pierwszy kierowca. Poza tym, powiem pani, że Polacy nie są w tej kwestii wyjątkowo złośliwi. Zwyczajnie się boją, że ciężarówka spowolni im podróż. Bo pewnie większości się gdzieś śpieszy.

A kiedy mi się nie śpieszy, to grzecznie czekam. Choć. oczywiście, kiedy muszę, to się wcinam - taka kolej rzeczy. Wtedy kierowcy nie mają wyjścia i mnie wpuszczają. Osobiście uważam i mam nadzieję, że myślą tak również inni kierowcy, że kiedy ktoś sprawnie się wcina, nie będzie utrudniać ruchu i spowalniać jazdy.

Gdzie najczęściej wpuszczają? W Polsce czy w Niemczech?

Przyznam, że w Polsce jeździ się dziś stosunkowo ciężko. Jest coraz więcej aut, a z mentalnością kierowców, szczególnie z chęcią do pomocy, bywa różnie. Ale coraz częściej widzę też dobre nawyki u polskich kierowców, chociażby podczas wpuszczania drugiego kierowcy z pasa włączania się na autostradzie.

Choć rzeczywiście Niemcy są pod tym względem wyjątkowo uprzejmi. Ale we Francji z kolei też nie jest różowo - Francuzi się wcinają, najeżdżają na zderzak tak, że trudno jest wymanewrować. W Polsce nie spotyka się takiej nadgorliwości.

A w Rosji i na Białorusi?

Różnie. Ale tam jest zdecydowanie mniejszy ruch, więc przejadą dwa auta, które nie wpuszczą, a potem jest pusto, można jechać.

O ile stan drogi pozwala?

Większość głównych dróg jest w porządku. Oczywiście są gorsze niż u nas, ale przepaści nie ma. Poza tym Mińsk ma dwie obwodnice - ta druga jest częściowa, a Warszawa ani jednej, więc o czym tu mówić! Od granicy białoruskiej do rosyjskiej nie muszę w ogóle zjeżdżać z autostrady, a całej Polski autostradą się nie przejedzie.

Kiedy się jedzie do Kazachstanu czy w inne dalsze zakątki Rosji, trasa zajmuje co najmniej półtora tygodnia w jedną stronę i półtora w drugą. Są tam totalne bezdroża, trudne warunki i trzeba jechać bardzo powoli, żeby sobie nic nie urwać.

Na Wschodzie jest bezpiecznie?

Zdarza się, że w Rosji ktoś pogrozi pięścią, bo doszło do nieporozumienia na drodze. W głębi Rosji działają grupki ludzi, którzy chcą mieć korzyść z tego, że kierowcą ciężarówki jest cudzoziemiec. Zatrzymują go i pytają, czy nie potrzebuje "ochrony". Wtedy lepiej się dogadać.


Cezary Kopiczko jeździ od ponad 6 lat (fot. materiały prasowe Discovery Channel / Piotr Mizerski)

To znaczy?

To znaczy, że oczekują, aby im zapłacić. Dwa razy tak zrobiłem, w Rosji. To było około 20 zł. Co ciekawe, tacy goście dają do siebie numer telefonu i mówią, żeby dzwonić w razie potrzeby. Wie pani, takie swego rodzaju "assistance", choć oczywiście mówię teraz o tym z przymrużeniem oka. Z oferowanej pomocy nigdy nie skorzystałem.

W ogóle nie zdarzyło mi się, żeby na Wchodzie ktoś mnie zaatakował, albo żeby w Rosji ktoś biegał środkiem drogi jak imigranci na północy Francji. Nikt mi też nic nigdy nie rzucał pod koła. Za to we Francji kilka razy pocięto mi już plandekę, raz nawet ktoś usiłował się dostać na naczepę i wynieść towar, który wiozłem. Szczęśliwie się przebudziłem, odpaliłem silnik, aby odjechać, a włamywacze uciekli. Takie sytuacje na Zachodzie są bardzo częste.

Mówi pan, że się przebudził, więc rozumiem, że podczas trasy mieszka pan w aucie.

Sypiam. Niektórzy myślą, że kierowca ciężarówki w ogóle nie wychodzi z kabiny, a to nieprawda. W trasie mam program do zrealizowania, który sam sobie planuję, uwzględniając przepisy, niepozwalające na jazdę bez przerwy. Czas po pracy, czyli mój czas wolny, spędzam jak każdy inny człowiek. Idę do sklepu, jeśli zaparkowałem w mieście, to się po nim przespaceruję. Rozciągnę się, poruszam, zjem coś w miejscowej restauracji.

Wnętrze samochodu ciężarowego przypomina przyczepę kempingową - mam miejsce do spania, kuchenkę, czajnik. Mogę sobie zrobić kawę i szybkie śniadanie, ale nie siedzę cały czas w zamknięciu. Jestem niezależny. Mam ochotę na jajecznicę, to sobie ją robię. A jak mam ochotę zjeść coś na mieście, coś lokalnego, to wychodzę. Wcześniej sprawdzam w internecie, gdzie najczęściej jadają miejscowi, i tam idę. Próbuję różnych kuchni.

Podoba mi się pana podejście.

Znam kierowców, którzy koczują w ciężarówkach, ale znam też wielu, którzy podróżują tak, jak ja. No, może nie aż z takim zaangażowaniem jak moje, bo ja rzeczywiście mocno się staram, żeby zobaczyć jak najwięcej.

Słyszałam, że niektórzy kierowcy nie tylko w autach koczują, ale i czasem sikają do butelki.

Nie spotkałem się z tym. Przy autostradach jest wiele punktów sanitarnych, z których bez problemu można skorzystać. Jak się czeka na rozładunek czy załadunek w jakiejś firmie, to też mają tam toalety. No, chyba że trafi się desperat, którego nagle przypili potrzeba i akurat nie ma gdzie zjechać, wtedy butelka może być ratunkiem. Ale to raczej skrajność. Bo wszystko jest kwestią organizacji.


Cezary Kopiczko lubi poznawać nowe miejsca (fot. materiały prasowe Discovery Channel / Piotr Mizerski)

Pan jest świetnie zorganizowany. I w pełni samodzielny, choć ktoś może się dziwić, bo nie ma pan lewej dłoni i prawego przedramienia.

To w niczym nie przeszkadza. Zajmowałem się różnymi rzeczami. Pracowałem w warsztacie samochodowym i w biurze. Ale wciąż miałem wizję, że chcę zwiedzać świat, nie płacąc za to zbyt dużo. Więc zacząłem jeździć ciężarówką. I co tu dużo mówić, lubię tę robotę. Umiem sobie ją organizować. Odbyłem wiele szkoleń, m.in. z jazdy przy niskim zużyciu paliwa. Świetnie radzę sobie zarówno w aucie, jak i poza nim - przy załadunku i zabezpieczaniu towaru, a także z drobnymi awariami na drodze.

Mówi pan, że lubi tę robotę, ale coś mi się wydaje, że pan kocha adrenalinę.

Oczywiście. Ale prawdziwe emocje są, kiedy rozpędzę się rowerem i nie zauważę na drodze jakiejś przeszkody! Myślę wtedy: "Uff, dobrze, że udało mi się przejechać cało". Wie pani o czym mówię?

Doskonale, bo jeżdżę autem, rowerem i hulajnogą. Ale nie wiem, czego się życzy kierowcy ciężarówki, który jest w trasie.

Szerokości, powodzenia, buziaczki, pa pa!

Cezary Kopiczko. Ma 27 lat, pochodzi z Suwałk. Od sześciu lat jest kierowcą ciężarówki w rodzinnej firmie transportowej. Mimo lekkiej niepełnosprawności jest w pełni samodzielny - gotuje, sprząta i ceruje swoje ubrania. Potrafi też naprawić motocykle i samochody ciężarowe. Jego pasją jest poznawanie nowych miejsc i ludzi. Cezary dał się poznać również jako bohater programu Discovery Channel "Polscy Truckersi", którego nowa seria pojawi się w październiku.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka psów, mądrych ludzi, kawy i sportowych samochodów.

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU

Komentarze (117)
Zaloguj się
  • kamuimac

    Oceniono 38 razy -28

    a ja sie pytam - kto do k.... nedzy niepełnosprawnemu z tak wysokim stopniem niepełnosprawności dał prawo jazdy na tira ? to są jakieś jaja, gdzie jest prokuratura przecież to jest jawne zagrożenie na drodze

  • satyra_komputerowa

    Oceniono 27 razy -21

    Jakim prawem ten człowiek prowadzi tira? Jakim prawem cokolwiek on prowadzi po drodze ? Przez jego niepełnosprawności wyklucza go od otrzymania prawa jazdy ... Co to ma być ...

  • tojestbardzoproste

    Oceniono 22 razy -10

    A można obwodnicę sphywathyzowac?
    Nie?
    To jej nie bedzie, jak mi schetino miły!!

  • tojestbardzoproste

    Oceniono 21 razy -5

    Pretensje do pani Gronkiewicz!!

    Przez lata zajęta "hephywatyzacją" czasu na to nie ma!!!

  • edimerc

    Oceniono 18 razy -4

    TIR wyprzedza TIRa jadącego 1 km wolniej, przez 2 minuty. Ani jeden ani drugi nie odpuści. A za nimi sznur zablokowanych aut. Wyprzedził, będzie o 1 minutę wcześniej. A 50 osobówek o pół godziny później, bo takich "blokad" po drodze będzie wiele. Nienawidzę kierowców TIRów.

  • saammm

    Oceniono 5 razy -3

    Bo kierowca TIRa ma ograniczony czas jazdy. Jazda z prędkością 2-3 km wolniej ( bo przeważnie taka jest różnica prędkości, wbrew subiektywnym odczuciom "wyścigowców") oznacza że będzie jechał 10-15 minut dłużej. Jeśli o tyle przekroczy czas jazdy, w razie kontroli może go to kosztować 150-200 euro kary w ciągu 30 dni po tym przekroczeniu. Oczywiście TIRy wyprzedzając nie mogą zajeżdżać drogi. Z kolei kierowcy osobówek tracą kilkanaście minut, ale oni muuuszą być wcześniej, bo przecież nie będą siedzieli w aucie wieki...albo muszą zdążyć: na obiadek, imprezę, grilla, film...szczególnie widać to na zwykłych drogach dwukierunkowych, gdzie niektórzy szaleją, wyprzedzają gdzie się da i zyskują caaaałe kilka minut...ale oni muszą.

  • wawiak80

    Oceniono 13 razy -3

    Czyli jeśli dobrze zrozumiałem Mińsk ma dwie obwodnice mimo że jedna z nich jest tylko częsciowa.
    Za to Warszawa nie ma żadnej obwodnicy mimo że cała jej zachodnia o długości 50 km została oddana jakieś 4-5 lat temu.część była oddnana jakieś 4 lata temu. Winszuję logiki

  • katmandu3

    Oceniono 4 razy -2

    mocno mało wiarygodnie się reklamuje PTS Cezar:))))))
    uwierzą tylko naiwni......:)))))

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX