Sebastian Kawa,  wielokrotny mistrz świata w szybownictwie

Sebastian Kawa, wielokrotny mistrz świata w szybownictwie (fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta)

wywiad Gazeta.pl

Pilot i... ginekolog. Kim jest Sebastian Kawa, człowiek z memów po porażce Polaków na mundialu

Wybrałem latanie, bo w powietrzu biorę odpowiedzialność tylko za swoje życie - mówi wielokrotny mistrz Europy i świata.

Gdy nasi piłkarze przegrali na mundialu, w internecie pojawił się mem z pana zdjęciem i podpisem "Człowiek, który po raz 25. zdobył medal mistrzostw w szybownictwie. Prawdopodobnie nie wiesz, kto to jest". Jak pan zareagował?

Ktoś chyba chciał mi dokuczyć, skoro napisał, że nie wiadomo kim jestem, a zbiegiem okoliczności zrobił mnie i innym szybownikom reklamę.

To prawda, wiele osób dowiedziało się wtedy o pana sukcesach. Nie tylko tych szybowcowych. Wiele lat temu podobno księżna Diana wręczała panu zwycięski puchar w zawodach żeglarskich.

Wręczała księżna Walii, czyli najprawdopodobniej Diana. Dokładnie nie pamiętam, bo byłem zbyt młody, by zapamiętać, byłem tak zawstydzony, że trudno mi było spojrzeć w górę. Wtedy brytyjska rodzina królewska była dla mnie zupełną zagadką.

Księżna przypłynęła na zawody na Morzu Irlandzkim okrętem marynarki wojennej, który dawał nam sygnały do startu. Podpłynęliśmy do niej i pomachała do nas spod baldachimu na wysokim pokładzie. I przyniosła nam szczęście, bo szkwał odbity od statku pognał nas ku mecie.


Sebastian Kawa (fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta, obrazkowo.pl)

Dlaczego ostatecznie porzucił pan żeglarstwo i został przy lataniu?

Mój klub żeglarski stracił patrona, FSM, i nie mogłem przesiąść się na łódki olimpijskie. Postawiłem na szybowce. Podczas jednego lotu mogę odwiedzić całe pasmo górskie. Zobaczyć znane i nieznane szczyty, zakamarki, w których przede mną nikogo nie było. Jako pierwszy człowiek, unoszony wiatrem w szybowcu, a nie silnikiem, wzleciałem nad Himalaje. Tak samo Kaukaz i Elbrus do tej pory jest mój, nikt tam przelotów po mnie nie próbował. Jako pierwszy ślizgałem się na pięknej fali w powietrzu nad Bieszczadami i Gorganami.

A mógłby pan usiąść za sterami boeinga?

To jest zupełnie inne latanie niż szybowcem. Prowadzenie samolotu to obecnie w dużym stopniu obsługa komputera i ścisłe przestrzeganie procedur lotniczych. Pilota niewiele interesuje, co się dzieje w atmosferze, meteorologia, taktyka. Najskuteczniej jest lecieć na wprost. Też zrobiłem licencję liniową, ale, niestety, nie było wtedy pracy dla niedoświadczonych pilotów.

Czyli pan wie więcej o lataniu?

Przeszkolenie pilota szybowcowego na mały samolot to bajka. Z dużym lotnictwem już nieco trudniej, bo tam w grę wchodzi duża ilość wiedzy na temat przepisów i procedur. Umiejętność poprawnego sterowania, której uczy latanie szybowcem, nie ma już takiego znaczenia na co dzień, ale bywają sytuacje krytyczne, w których to się ogromnie przydaje. Szybownictwo bardzo oswaja z powietrzem, daje poczucie swobody i oswojenie z sytuacjami, które w dużym samolocie są uważane za krytyczne i nigdy się ich normalnie nie doświadczy.

Do tego pilot szybowca stale musi podejmować decyzje, szacować, bo dróg do celu jest mnóstwo, a nie tylko ta jedna wyliczona. Uczy to decyzyjności i samodzielności. Przesiadka w drugą stronę jest trudniejsza. Nie oznacza to oczywiście, że usiadłbym za sterami boeinga i bez problemu poleciał, choć nieco już w tym podstawowym kursie poznałem. Jeśli się nie zna układu kabiny, to pewnie byłby problem nawet z włączeniem zasilania. Ale gdybym poznał komputer i możliwości techniczne takiej maszyny, to potem już by poszło.

30.08.2014  Bielsko - Biala . Sebastian Kawa - wielokrotny mistrz swiata w szybownictwie podczas Pikniku Lotniczego .Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
Sebastian Kawa na Pikniku Lotniczym, Bielsko-Biała 2014 (fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta)

Raczej poleciało.

Póki się nic złego nie dzieje, każdy głupi może polecieć. Prawdziwe umiejętności przydają się w momencie awarii czy innej trudnej sytuacji.

Pan miał trudne sytuacje?

W szybowcu praktycznie nie ma się co zepsuć. Nie znam sytuacji, żeby taki sprzęt sam z siebie się rozpadł w powietrzu. Emocji jednak nie brakuje, bo w szybowcu zależę od prądów wznoszących, wiatru. Balansuję pomiędzy opadaniem własnym maszyny a unoszeniem prądami powietrznymi. Te prądy znajdują się blisko zboczy górskich, więc muszę latać tuż nad wierzchołkami, dosłownie rysując skrzydłem skałę.

Gdy zaczyna prądów powietrza brakować, muszę szukać miejsca do lądowania. Kłopot pojawia się wówczas, kiedy jestem nad terenem, na którym wylądować nie mogę. Niedawno w Kaukazie znalazłem się w opałach.

Opowie pan?

Do lotniska musieliśmy się przebijać przez chmury, z dość dużym zapasem nad szczytami poniżej, więc nie było problemu. Kaukaz jest niemal zawsze zasłonięty w chmurach z powodu bliskości Morza Czarnego i Morza Kaspijskiego. Dla nikogo pewnie nie jest tajemnicą, że na terenie spowitym chmurami, i to w górach, lądować nie można, więc umówiliśmy się z kolegami z lotniska, że spróbujemy nawiązać łączność o określonej godzinie i podpowiedzą nam, czy na lotnisku nie ma mgły i chmury są wysoko.

Dochodziła piętnasta, kiedy to aura w górach zaczęła się psuć. Nie było prawie widać szczytów i pozostała już tylko jedna luka w chmurach. A nikt z lotniska się nie odzywał... Podjęliśmy więc decyzję, że lądujemy w górach. Przez małe okienko w chmurach pośpiesznie zszedłem w dół i wylądowaliśmy w miejscu, które według mapy jest oznaczone jako jezioro. Latem nasze lądowisko okazało się być wysuszoną łąką, na której pasły się krowy i owce. To był dosłownie ostatni moment przed całkowitym popsuciem się pogody.

16.11.2013 Bielsko Biala  Sebastian Kawa wyjezdza z Bielska -Bialej pociagiem do Warszawy na lot szybowcem nad Himalajami.Fot . Lucek Cykarski /  Agencja Gazeta
Sebastian Kawa wyjeżdża z Bielska -Bialej pociagiem do Warszawy na lot nad Himalajami (fot. Lucek Cykarski / Agencja Gazeta)

Ani wam, ani zwierzakom nic się nie stało?

Zwierzęta na szczęście były daleko. Za to chwilę po wylądowaniu staliśmy już po kostki w wodzie i pojawili się pogranicznicy. Instruktor z miejscowego lotniska, z którym byłem w szybowcu, mówi: "Ty nic nie mów, tylko kiwaj głową i uśmiechaj się". Tak też robiłem, ale w pewnym momencie pogranicznik mnie zagadnął. Znam kilka słów po rosyjsku, więc kiedy dałem mu polski paszport, to się zdziwił. Zapytał, czy naprawdę nie mam rosyjskiego paszportu.

Jak to się skończyło?

Zgodę na latanie mieliśmy, więc wszystko skończyło się dobrze, ale łączność była prawie niemożliwa, więc już nas pakowano do auta. Przygoda jednak polegała na tym, że choć do pokonania z szybowcem na przyczepie mieliśmy tylko 120 kilometrów, to zajęło nam to 12 godzin teoretycznie po asfaltowej drodze. Błyszczące ślepia za każdym kamykiem też robiły wrażenie.

Co jest największym zagrożeniem dla pilota szybowców?

Latanie w chmurach. Pilot szybowca może się w nich zgubić. Nie można do tego dopuścić. Zatem gdy tylko ilość chmur się zwiększa, trzeba poszukać okienka i lądować. Oczywiście dzisiaj jest łatwiej, bo są GPS-y, ale i tak trzeba być ostrożnym.

Zgubił się pan kiedyś w chmurach?

Ważne, by być wyżej od przeszkód...

Rozmawiam z mistrzem, więc cóż to w ogóle za pytanie...

W niektórych sytuacjach musiałem wręcz latać w chmurach. W naszej kulturze szybowcowej jest to dopuszczone, choć na przykład Niemcy czy Francuzi chmury omijają.

Czy kiedykolwiek stracił pan zimną krew w powietrzu?

Niedawno przez cały dzień lataliśmy w Kaukazie na pięciu tysiącach metrów. Gdy zdecydowaliśmy wracać tuż przed zanurzeniem w chmury, drugi pilot stwierdził, że należy zmienić baterię (akumulator szybowca - red.), która zasila instrumenty. Pstryknął przełącznik tak nieumiejętnie, że wszystko zgasło. Nagle wpadliśmy w chmury bez przyrządów. Oj, szybowcem non stop rzuca i łatwo zmienić kurs, więc zamiast do lotniska można lecieć w stronę przeszkód.

Paniki nie siałem, ale chyba najchłodniejszym tonem w życiu poprosiłem o ponowne włączenie instrumentów. Anton włączył prąd, ale stwierdził, że uruchomiły się w nieprawidłowy sposób, i znowu je wyłączył! Wtedy naprawdę zrobiło się nieciekawie - orientację można stracić dosłownie w parę sekund, a ta sytuacja trwała kilka dobrych minut. Na szczęście kołysząca się w turbulencji busola nie zablokowała się i udało mi się utrzymać kierunek. Przyznam, że było nerwowo, ale wtedy potrafiłem się skupić wyłącznie na działaniu, zachowując lodowaty spokój.

Profesjonalnie.

Niektórzy odbierają to czasem jako gburowatość. A ja po prostu jestem skoncentrowany na tym, co robię. Nie ma wtedy nic ważniejszego, zbyt wysoka stawka, a nie każdy zdaje sobie z tego sprawę.

Nauczył tego pana ojciec, który też latał na szybowcach?

Tato to mój jedyny trener. Gdy zaczynałem jako 16-latek, mój ojciec był już pilotem, który na bardzo wysokim poziomie uprawiał akrobację szybowcową i samolotową. Wygrywał też różne poważne zawody w przelotach szybowcowych. Nie miał jednak takich możliwości jak ja, nie mógł jeździć na zawody po całym świecie, żył przecież za żelazną kurtyną. Za granicę jeździli tylko wybrani.

Musi więc być z pana dumny.

Myślę, że spełniam marzenia, których jemu nie udało się zrealizować. I jego pasję. Natomiast on na lotnisku jest duszą towarzystwa. Uwielbia kontakty z lotnikami, opowieści.

16.11.2013 Bielsko Biala  Sebastian Kawa wyjezdza z Bielska -Bialej pociagiem do Warszawy na lot szybowcem nad Himalajami.Na zdjeciu: Sebastian Kawa zegna sie z ojcem TomaszmFot . Lucek Cykarski /  Agencja Gazeta
Sebastian Kawa żegna się z ojcem Tomaszem przed lotem nad Himalajami (fot. Lucek Cykarski / Agencja Gazeta)

Łączy was jednak wspólny zawód. Pan, tak samo jak pańscy rodzice, został lekarzem.

Latanie pochłania tyle czasu, że musiałem zrezygnować z bycia ginekologiem na etacie. Nie dałbym rady dobrze przygotowywać się do kolejnych mistrzostw. Ale pracuję w lokalnym gabinecie, gdy jestem w domu. Wybrałem latanie, bo w powietrzu biorę odpowiedzialność tylko za swoje życie.

Można utrzymać się z latania?

Bywało lepiej.

I mówi to wielokrotny mistrz Europy i świata?

Ostatnio spółki państwowe stale się koncentrują na wybranych sportach również z polecenia ministra sportu. Telewizja też, a to przyciąga komercyjnych reklamodawców i tworzy się silny monopol. Ja nie potrafiłem sobie znaleźć sponsorów. Byłem gościem nawet sejmowej komisji sportu, ale niewiele to dało. To smutne, bo przecież ja nie zdobywam medali dla siebie. Brakuje też szczególnie szybowca dwuosobowego o dobrych osiągach, by skuteczniej szkolić następców.

Sebastian Kawa. Pilot szybowcowy i żeglarz sportowy. Zdobył 27 medali na mistrzostwach świata i Europy. Z zawodu jest ginekologiem. Ma żonę i dwie córki: Martę i Aleksandrę.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka psów, mądrych ludzi, kawy i sportowych samochodów.

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU

Zobacz także
Komentarze (40)
Zaloguj się
  • dmbdmb

    Oceniono 32 razy 32

    A większość i tak będzie się podniecać harcami pożal się boże specjalistów od piłki kopanej.
    Mozart też ma mniejsze branie niż Sławomiry i inne szmiry.

  • stereotyp76

    Oceniono 24 razy 18

    Powtarzam od dawna: zamknąć kurek z państwową kasą leśnym dziadkom z PZPN, rozgonić w cholerę tzw. reprezentację narodową w nogę, ze wszystkimi lansującymi się tam lalusiami i bawidamkami, i dać w zamian kasę na te dyscypliny, w których nam idzie.

  • biala_adelajda

    Oceniono 16 razy 16

    Myślę, że to nie panu Kawie ktoś chciał odkurzyć, ale naszym piłkarzom. Życzę dalszych sukcesów. I sponsorów na fali popularności.

  • januszasj

    Oceniono 12 razy 12

    W szybownictwie zawsze mieliśmy wspaniałych pilotów, chociażby Makulę, Centkę, Pelagię Majewską - ! wymienić można kilkunastu mistrzów. Nie ustępowali im mistrzowie w lataniu precyzyjnym: Nycz, Wieczorek, Darocha czy lataniu akrobacyjnym, np. Janusz Kasperek. Polacy umieją latać, wiemy to od początków lotnictwa w Polsce - w czasach pokoju, ale i w czasach wojny. Sporty powietrzne nie są popierane przez obecne władze (bardziej doceniane były za czasów PRL - bez obrazy, ale taka jest prawda) i nie sądzę, aby to się miało zmienić. Dziwne, że Krzysztof Bańka, obecny minister Sportu, a były lekkoatleta tego nie rozumie.

  • blablick

    Oceniono 13 razy 9

    I nie nie chodzi z narobionym w gaciach? Włosy nie nagelowane? No chociaż szeroka listwa od dolćekabana...?
    Eee tam, to co to za miszcz:)

    Pozdrawiam pana Kawę. Jest pan moim idolem. Chociaż o tych chmurach nie powinniście pisać. Bo husarią zaleciało;)

  • maniasza37

    Oceniono 5 razy 5

    Moj synek tez zaczynal od szybownictwa w wieku 15 lat. Poczytuje za wielki zaszczyt, ze mial okazje spotkac sie panem Sebastianem Kawa i uscisnac rece. Pamietam wrocil kiedys i mowil, "wow, wiesz z kim rozmawialem dzis w aeroklubie? Z Sebastianem Kawa!". Bo w lotnictwie oni sa wszysy na "ty". TO jest MISTRZ, a nie jacys tam niezdarni kopacze pilki.

  • cmok_wawelski

    Oceniono 5 razy 5

    Pytania Pani Swobody o bycie pilotem liniowym jest jakby pytac ginekologa jak czulby sie jako chirurg mozgu? Pani dalaby sobie odkroic kawalk czaszki zeby Pan Kawa tam pogrzebal drucikiem? Po prostu ponizej pasa.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX