Kaja Godek w Sejmie

Kaja Godek w Sejmie (fot. Sławomir Kamiński/AG)

Polityka

Kobieta z misją. Kim jest Kaja Godek?

Jest rok 2008. 24-letnia Kaja Godek słyszy w szpitalu diagnozę: pani dziecko będzie niepełnosprawne. Będzie miało zespół Downa. Od lekarzy słyszy, że ma - zgodnie z polskim prawem - wybór: może ciążę donosić lub ją usunąć. W tamtej chwili rodzi się nowa Godek - twarz polskiego ruchu pro-life.

Dziesięć lat i dwoje dzieci później (Wojtek z zespołem Downem, Róża - zdrowa) relacjonuje szok, który, jak twierdzi, wtedy przeżyła, w taki sposób: "na tym samym oddechu zaproponowano mi zabicie tego dziecka. Oczywiście używając delikatnych, zupełnie nieadekwatnych do sytuacji słów".

Słowa te - również według jej własnej relacji - brzmiały: "zakończenie ciąży".

11.09.2015 Warszawa , Sejm . Kaja Godek przygotowuje sie do wystapioenia przed glosowaniem w sprawie zakazu aborcji .Fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta
Kaja Godek w Sejmie 2015 r. (fot. Sławomir Kamiński/AG)

Inicjacja

"Chcieli mi zabić mojego syna" - wspomina Godek w rozmowie z "Głosem Szczecina". Uważa, że "państwo wykorzystuje" kryzysową chwilę, jaką jest dla rodziców informacja o chorobie dziecka, "żeby takie dziecko zabić" i że "dla wielu lekarzy" to zabicie było oczywiste.

Jakiekolwiek były intencje lekarzy, 25 - letnia Godek, prywatnie żona Jana, pracownika naukowego Politechniki Warszawskiej, nie waha się - rodzi. "Tutaj nie ma podejmowania decyzji, efektem ciąży jest poród i urodzenie dziecka. Ja nie podejmowałam żadnej decyzji" - kwituje w rozmowie z Onetem.

Do tego języka i sposobu myślenia jeszcze wrócimy, bo to one zaprowadziły Kaję Godek w miejsce, w którym jest teraz.

Twarz polskiego ruchu pro-life

Mariusz Dzierżawski, założyciel Fundacji Pro - prawo do życia, może Ilustrować zdjęciem Hitlera i zdjęciem martwego płodu informację, że to Hitler pierwszy zniósł karalność zabijania płodów przez Polki. Ordo Iuris może próbować przepychać przez Sejm nawet najbardziej szokujące swoją ostrością projekty, jak całkowity zakaz aborcji, ale to Kaja Godek jednym ruchem potrafi skupić na sobie całą uwagę.

To Kaję Godek kocha kamera. W mediach jej cięty język i - wyrażane przez jej postawę, ton i tembr głosu - niezłomne przekonanie, że ma rację, dobrze się sprzedają. A ona doskonale zdaje sobie z tego sprawę. I nie odpuszcza.

Działaczką pro life zostaje, kiedy jest w drugiej ciąży. - Źle się czułam, przespacerowałam się na pikietę [antyaborcyjną - red.] pod szpitalem. To było w 2012 roku. Potem nastąpił szybki rozwój sytuacji. Zaangażowałam się ruch pro-life, przełamałam się, udzielałam wywiadów - opowiada w marcu 2018 r.

Przez kilka lat działa w fundacji Pro - prawo do życia Mariusza Dzierżawskiego. W 2011 r. fundacja zbiera 600 tys. podpisów pod obywatelskim projektem zakazu aborcji. W 2013 r. zabrakło pięciu głosów w Sejmie, by projekt przeszedł. "Rządzący, odpowiedzialni za zabijanie nienarodzonych z Zespołem Downa, będą milczeć (...)" - kwituje Godek.

27.09.2013 Warszawa , Sejm . Przedstawiciele Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej Kaja Godek i Mariusz Dzierzawski podczas glosowan  nad projektem zaostrzenia ustawy aborcyjnej . Fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta
27.09.2013 r. Warszawa, Sejm. Kaja Godek i Mariusz Dzierżawski podczas głosowań nad projektem zaostrzenia ustawy aborcyjnej (fot. Sławomir Kamiński/AG)

Język nienawiści

Wprawdzie ma ledwie osiem tysięcy fanów na Facebooku, ale o jej telewizyjnych i radiowych występach mówi się dużo i często. I trudno, by było inaczej. Argumenty odnoszące się do nazizmu i Hitlera w Polsce mogą liczyć na uwagę mediów. Na przykład takie, jakich używa Godek. Mówi, że państwo:

"pozwalając na zabijanie dzieci, zupełnie je odczłowiecza, tak że już nawet lekarzom i urzędnikom wszystko jedno, kogo i w jakiej liczbie się zabija. W ten sposób Polska stacza się poniżej poziomu państw cywilizowanych, a nawet poniżej poziomu państw totalitarnych, bo nawet w Auschwitz-Birkenau więźniom nadawano numery obozowe".

Albo jej stanowcze stwierdzenie, że:

Tak, jak mamy zakaz kradzieży i gwałtów - tak samo powinniśmy mieć zakaz zabijania ludzi. (...) Z powodu, którego ja nie rozumiem, jeżeli chodzi o dzieci nienarodzone - mamy przyzwolenie na zabijanie. To jest nieludzkie.

Wie, że język jest kluczem do przeforsowania własnej narracji w mediach. Gdy występuje w Sejmie, nie mówi o "usuwaniu ciąży", ale "zabijaniu dzieci", które "konają w męczarniach".

Na nic upomnienia marszałek Sejmu (wówczas Ewy Kopacz) - próbę utemperowania jej słownych zapędów działaczka pro life nazywa cenzurą. I wcale nie uważa, żeby była bardzo radykalna.

- To są proste sprawy: albo się jest za ochroną życia, albo się jest za zabijaniem. Myślę, że każdy normalny człowiek jest za ochroną życia - mówi dla NaTemat w 2016 roku.

10.01.2018 Warszawa , Sejm . Kaja Godek , prezes Jaroslaw Kaczynski i poslowie PiS podczas wieczornego bloku glosowan na ustawa antyaborcyjna .Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta
10.01.2018 r. Warszawa, Sejm. Kaja Godek i prezes PiS Jarosław Kaczyński podczas wieczornego bloku głosowań nad ustawą antyaborcyjną (fot. Sławomir Kamiński/AG)

Kaja nieomylna

Jest bardzo pewna siebie. Do tego stopnia, że nie waha się publicznie stwierdzić, że scena śmierci dziecka z kontrowersyjnego filmu Patryka Vegi "Botoks"- "notorycznie dzieje się w polskich szpitalach". Gdy "Gazeta Wyborcza" opisuje, jak miesiąc po powstaniu rządu Beaty Szydło, dostaje posadę w radzie nadzorczej Warszawskich Zakładów Mechanicznych (WZM), państwowej spółki budującej komponenty do układów wtryskowych silników wysokoprężnych, Godek, która studiowała anglistykę, pisze na Facebooku, że nie musi mieć do tej roboty wykształcenia technicznego. Jeśli więc Kaja Godek mówi, że "w społeczeństwie panuje niezgoda na zabijanie niepełnosprawnych dzieci", z pewnością również w to wierzy. Sęk w tym, że to nieprawda.

Po kolei. Najpierw sondaż Ipsos dla Oko.Press z marca 2017 r. Za liberalizacją obecnego prawa - aż 45 proc. badanych. Za pozostawieniem status quo - 42 proc. I tylko 8 proc. za zaostrzeniem. Rok później, marzec 2018 r., sondaż Kantar Millward Brown SA na zlecenie "Faktów" TVN i TVN24: aż 75 proc. badanych jest przeciwko zakazowi przerwania ciąży ze względu na ciężkie i nieodwracalne wady płodu i chce zachowania status quo.

Gdy Kaja Godek mówi, że "96 proc. aborcji to aborcje wynikające z przesłanki eugenicznej [czyli dzieci z zespołem Downa - red.], a w 2016 roku z 1044 aborcji, aż 1000 dotyczyło właśnie przesłanki o podejrzeniu niepełnosprawności" - również zapewne w to wierzy. Sęk w tym, że to również nie do końca prawda.

Istotnie - najczęstszą przyczyną przerwania ciąży w Polsce jest zespół Downa. Ale nie ma tu mowy o 1000 na 1044 przypadki. Po pierwsze, z danych rządu (raport opublikowała Rada Ministrów) wynika, że aborcji w 2016 r. było w Polsce 1098, a nie 1044. Po drugie, przerwanie ciąży wyłącznie ze względu na stwierdzony u dziecka zespół Downa nastąpiło w 221, a nie w 1000 przypadkach. W kolejnych 167 przypadkach oprócz zespołu Downa wykryto wadę np. serca czy mózgu płodu. W kolejnych 227 przypadkach wystąpiły tzw. wady mnogie, czyli płód miał wady więcej niż jednego organu. Inne powody przerwania ciąży w 2016 r. to tzw. zespoły Pataua, Edwardsa oraz Turnera - wszystkie uwarunkowane genetycznie.

Prawdą jest więc to, że te 1000, a nawet ponad 1000 przypadków to właśnie aborcje ze względu na ciężkie nieodwracalne upośledzenie płodu lub chorobę zagrażającej jego życiu. W 55 sytuacjach ciąża stanowiła zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety, a w jednym była rezultatem przestępstwa (np. gwałtu). Zatem, jeśli Sejm przegłosuje kiedyś zakaz aborcji eugenicznej, w Polsce praktycznie przestanie być - oficjalnie - dokonywany zabieg przerywania ciąży.

02.07.2018 Warszawa , Sejm . Kaja Godek podczas posiedzenia Sejmowej Komisji Rodziny i Polityki Spolecznej w sprawie projektu fundacji Za Zyciem i Kai Godek - Zatrzymac aborcje . Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta
Kaja Godek podczas posiedzenia Sejmowej Komisji Rodziny i Polityki Społecznej (fot. Sławomir Kamiński/AG)

Kaja gwiazda sejmowych debat

Dwa lata po fiasku z 2013 r., w 2015 r., Sejm znów odrzuca firmowany przez Godek projekt Inicjatywy Ustawodawczej "Stop Aborcji" - zakładający zakaz przerywania ciąży nawet wtedy, gdy jest ona wynikiem czynu zabronionego, zagraża zdrowiu lub życiu kobiety, płód jest ciężko lub nieodwracalnie uszkodzony lub nieuleczalna choroba zagraża jego życiu.

Kaja Godek występuje wówczas w Sejmie. "Dyskutujemy o tym, czy w III RP potrzebne jest prawo do zabijania ludzi jako sposób rozwiązywania problemów społecznych" - mówi. I jeszcze: "W Polsce urzędnikom, lekarzom i osobom zajmującym się zabijaniem dzieci nienarodzonych jest wszystko jedno, kogo i w jakiej liczbie się zabija, co sprowadza Polskę do poziomu hitlerowskich Niemiec". Marszałek Sejmu nieustannie usiłuje przywołać Godek do porządku - bez skutku. Działaczka pro life zapowiada, że będzie informować w regionach, który poseł głosował "przeciw życiu".

Rok później. 5 lipca 2016 obywatelski komitet inicjatywy ustawodawczej "Stop Aborcji" składa na ręce marszałka Sejmu pół miliona podpisów obywateli popierających projekt ustawy wprowadzającej całkowity zakaz aborcji. Przewiduje on też karę wiezienia za bezprawne - czyli niezgodne z potencjalnie zaostrzonym prawem - dokonanie aborcji zarówno dla lekarza dokonującego aborcji, jak i matki.

Stojący na przeciwległym biegunie ideowym lewicowy projekt  Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej "Ratujmy Kobiety" zbiera 215 tys. podpisów pod projektem ustawy zakładającej nieograniczoną możliwość przeprowadzenia aborcji do końca 12. tygodnia ciąży. 23 września ten projekt wypada z prac Sejmu, za to propozycje Godek przechodzi do dalszych prac. 3 października 2016 r. Polską wstrząsa Czarny Protest. Dziesiątki tysięcy kobiet głośno sprzeciwiają się projektowi Kai Godek. "Jeżeli lewica będzie organizowała "czarne protesty" w obronie prawa do zabijania niepełnosprawnych dzieci, to zaprzeczy ideałom, które sama głosi" - to jej reakcja. Ale trzy dni po Czarnym Proteście ustawa trafia do kosza. Nie na długo.

02.07.2018 Warszawa , Sejm . Posiedzenie Sejmowej Komisji Rodziny i Polityki Spolecznej w sprawie projektu fundacji Za Zyciem i Kai Godek - Zatrzymac aborcje . Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta
Posiedzenie Sejmowej Komisji Rodziny i Polityki Społecznej w sprawie projektu fundacji Za Życiem i Kai Godek (fot. Sławomir Kamiński/AG)

Kaja wytrwała

Gra toczy się dalej, bo Godek nie rezygnuje. W 2016 r. zakłada własną fundację "Życie i Rodzina". Organizuje pikiety i demonstracje. W październiku 2016 występuje w TVN24, a temperatura jej dyskusji z Wandą Nowicką i Andrzejem Morozowskim jest taka, że padają trzy groźby wytoczenia procesu sądowego [Morozowski Godek, Godek Morozowskiemu, Nowicka Godek - red.].

23 października 2017 kolejny projekt liberalizacji ustawy aborcyjnej składa lewica. Komitet "Ratujmy Kobiety" informuje, że zebrał pod nim ponad 400 tys. podpisów. Miesiąc później w Sejmie ląduje kolejny projekt fundacji Godek. Z ponad 800 tysiącami podpisów. I historia się powtarza - w styczniu 2018 r. zdominowany przez prawicę Sejm odrzuca lewicowy projekt, a propozycję środowisk pro life przekazuje do dalszych prac w Komisji Polityki Społecznej i Rodziny.

2 lipca projekt nagle wraca do porządku obrad. "Kaja Godek przychodziła na każde posiedzenie komisji, szajby już można było dostać" - cytuje jednego z posłów PiS "Gazeta Wyborcza". Gdy decyzją komisji, w tym także ludzi PiS, zamiast do Sejmu pod głosowanie, projekt trafia do specjalnie utworzonej podkomisji, która ma go dalej wałkować, Godek nie kryje wściekłości. "Nie chcemy komisji nadzwyczajnej, proszę wziąć wreszcie pod uwagę głosy miliona obywateli" - komentuje. Woła, by "przestać zabijać dzieci" i oskarża Sejm, że jest "na sznurku feministek".

Być może właśnie przez ten ostry język poniosła - na razie - kolejną porażkę, bo wygląda na to, że rzeczona podkomisja za zadanie przetrzymać ustawę w sejmowych trzewiach bez poddawania pod głosowanie. Ale możemy być pewni, że to nie było ostatnie słowo Kai Godek. Ma przecież misję.

Michał Gostkiewicz. Dziennikarz i redaktor magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz Gazeta.pl, "Dziennika" i "Newsweeka". Stypendysta Murrow Program for Journalists (IVLP) Departamentu Stanu USA. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu. Robi wywiady, pisze o polityce zagranicznej i górach.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU

Zobacz także
Komentarze (51)
Zaloguj się
  • M.M. K.

    Oceniono 18 razy 16

    Tak prywatnie to podziwiam panią Kaje za ten jej "brak decyzji". Czeka ją ciężkie życie w roli mamy. Szkoda tylko że pani Kaja chce odebrać to prawo innym...

  • labeo

    Oceniono 17 razy 15

    Zespół. Downa akurat nie jest taką chorobą, z która nie można żyć. Można chociaż jest to trudne zwłaszcza dla rodziców. Jednak są choroby, które są ciągłym cierpieniem dla dziecka. Można powiedzieć, że rodzi się tylko po to aby w bólu przeżyć najczęściej krótkie życie i w bólu umrzeć.

  • wojvimat

    Oceniono 14 razy 12

    jej nie może się udać sprowadzenie kobiet do roli "żywych inkubatorów". Jeśli ona chce być niewolnicą własnych poglądów to jej sprawa ale nie od.......li się od noprmalnych kobiet! A jak jest taka aktywna, to kto się zajmuje je dziećmi?

  • justsaying

    Oceniono 11 razy 11

    Ta pani jest nawiedzona, nowotwory sie usuwa, to samo nienarodzone dziecko jak ma ciezka wade. I to jest zywa komorka I tamto. Zbyt duzy wplyw kosciola katolickiego doprowadzil do postrzegania wszystkiego jako grzech. Tymczasem dzieci nie rodzi sie bo sie poprostu chce, tylko to jest przemyslana decyzja. Czlowiek narodzony ktory jest pozostawiony samemu sobie bez mozliwosci zadbania o siebie cierpi, rodzice cierpia I nawet przy najlepszych checiach nie daja sobie rady. Panstwo nie pomaga. Skoro nie ma rent rodzinnych ktore pozwolilyby na zaopiekowanie sie inwalidami, tworzenie praw skazujacych na cierpienia jest gorsze niz tak zwane gryzace sumienie bedace tworem kosciola katolickiego. Indoktrynacja religijna w szkolach doprowadzila do zidiocenia spoleczenstwa. Chcialbym zeby nikt za nikogo o niczym nie decydowal. Ostatecznie Matka z Ojcem wychowuja dziecko I oprocz nich nikogo nie ma kto by sie tym dzieckiem zajal. Zostawmy kwestje wyboru przyszlym rodzicom a sumienie pozostawmy wobec swoich dzieci I swojej rodziny.

  • alte-jid

    Oceniono 11 razy 11

    Z tego szczegółowego opisu płynie jeden wniosek: trzeba tę panię i jej popleczników zatrzymać. Jeśli siłą, to siłą. Mówię to jako heteroseksualny mężczyzna i ojciec dziecka ochrzczonego w rycie rzymsko-katolickim (mimo żem Żyd).

  • r0b0l_reaktywacja

    Oceniono 11 razy 11

    współczuję mężowi tej paszczurnej baby

    Pytanie do Kai: miałaś babo kiedykolwiek orgazm ???

    A może jak w filmie, trzeba ci wisienke napompować....

  • asperamanka

    Oceniono 12 razy 10

    Dowcip polega na tym, że im bardziej ta kobieta odniesie sukces w swojej krucjacie o totalny zakaz przerywania ciąży, tym bardziej poniesie klęske. Bo dziś spora część społeczeństwa popiera utrzymanie obecnego „kompromisu” który Kościół zawarł sam ze sobą 25 lat temu, czyli utrzymanie wahadła w stanie bezruchu.

    Jeśli jednak pani Godek i biskupi doprowadzą do zaostrzenia zakazu, i to wahadło poruszą, to pózniej nastąpi wychylenie w druga stronę. To właśnie się stało w krajach, które 30 lat temu były nie mniej katolickie od Polski, w Hiszpanii, Portugalii, Irlandii, żeby pozostać w Europie, a dziś kościoły są pozamykane. Bo w krajach katolickich Ameryki Łacińskiej proces przebiegał nieco inaczej - katolicy stanowili ponad 90% społeczeństw, a dziś ledwo przekraczają 50%, bo swoje urwały bardziej „życiowe” kościoły protestanckie.

    Zresztą przerywanie ciąży to nie wszystko. Nasi drodzy biskupi ostatnio też mocno mieszają przy rozwodach, usiłując utrudnić je jak się da, i PiS ich program realizuje, podnosząc opłaty sądowe, wprowadzając kolejne „czasy do namysłu” w wyniku których sąd może rozwodu nigdy nie orzec gdy w małżeństwie są dzieci, itp., itd. Poczytajcie sobie o tym, bo media nabrały wody w usta i temat pojawia się petitem na ostatnich stronach. Oczywiście kościelne „unieważnienie” małżeństwa za stosowne co łaska z braku konsumpcji albo innej niedojrzałości psychicznej, jak w przypadku Martusi, zawsze będzie możliwe.

  • porannakawusia

    Oceniono 10 razy 10

    A co potem?
    Porzucenie przez Państwo, na barkach rodziców, w biedzie.
    A co po ich śmierci?
    Udusić?
    Pavulon?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX