Leszek Wielki Książę Wierzchowski wierzy, że monarchia zostanie w Polsce przywrócona

Leszek Wielki Książę Wierzchowski wierzy, że monarchia zostanie w Polsce przywrócona (fot. Bartek Barczyk)

fenomen

Królestwo za króla. Czy Rzeczpospolita znów będzie miała swojego Najjaśniejszego Pana?

Jerzy Waldorff pół żartem, pół serio głosił, że królową Polski powinna zostać Beata Tyszkiewicz - wspomina historyk prof. Tadeusz Cegielski. - Niech to będzie Polak. Niejednokrotnie się zawiedliśmy na obcokrajowcach - przekonuje Leszek Wielki Książę Wierzchowski. Podobnie zapewne myśli Marek Światopełk Świętopełk Zawadzki, który uznaje się za potomka Bolesława Chrobrego. Kto dzisiaj faktycznie mógłby zostać królem? I kto by powrotu króla chciał?

Leszek Wierzchowski na ponowne pojawienie się monarchy nie czeka z założonymi rękami. Wielki Książę i regent (sprawuje władzę podczas nieobecności króla), który ma także tytuły Kniazia Imperium Rosji, Wielkiego Kniazia Ukrainy-Rusi i Emira Tatarów, hojnie rozdaje godności szlacheckie i arystokratyczne, ordery i odznaczenia. Pisze także fraszki, ma ich na koncie już 24 tysiące. Głównie erotyczne. Ale na moją prośbę przytacza jedną bardziej a propos:

Monarchia to jest władzy ozdoba

A co jest piękne, to się podoba

- Społeczeństwo musi dojrzeć do tego systemu sprawowania władzy - zaznacza Wielki Książę. Dopytuję, czy stanie się to za naszego życia. - Niezbadane są wyroki boskie - kwituje Wierzchowski. - Ludziom jeszcze kilkadziesiąt lat temu nie marzyło się, że polecą w kosmos, że tak potężny Związek Radziecki nagle upadnie, że Niemcy zostaną zjednoczone w tak błyskawicznym tempie, że jakaś "Solidarność" przejmie władzę - wylicza.

Poza piastowaniem licznych godności Wierzchowski jest też założycielem Polskiego Ruchu Monarchistycznego. To pierwsza partia monarchistyczna III RP, powstała w 1991 r. Jej twórca swego czasu próbował zrobić karierę polityczną. W 1995 r. prawie wziął udział w wyścigu o prezydenturę (nie zebrał wymaganej liczby podpisów), a dwa lata później startował w wyborach do Senatu (bez powodzenia, zdobył nieco ponad 18 tys. głosów i zajął ostatnie miejsce w ówczesnym województwie katowickim).


Leszek Wielki Książę Wierzchowski (fot. Bartek Barczyk / bartekbarczyk.com)

Wierzchowski kilka lat temu opowiadał Jerzemu Ziemackiemu, że jest jeszcze za wcześnie, by zdradzić imię kandydata na króla. Próbuję go o to zagadnąć teraz. - Jasno tego nie widzimy w narodzie, musi się to dopiero wykrystalizować. Nie chcę mówić: ten czy tamten - ucina. Po chwili dodaje jednak, że swego czasu zwrócił się do przedstawiciela jednego z polskich rodów arystokratycznych z propozycją objęcia tronu. Od razu zaznacza jednak, że nie chce, by podawać do wiadomości publicznej jego nazwisko. - Społeczeństwo przestałoby się interesować ideą monarchii, a zaczęłoby tym, czy jest zamożny, jaki ma samochód, z kim śpi - wyjaśnia Wierzchowski. - Zaczęłoby się szerzyć plotkarstwo!

Od Sasa do Sasa

"Jak lud wyniesie monarchę na piedestał ziemskiej władzy, jest rzeczą drugorzędną. Najważniejsze, żeby od tego ludu, czyli w praktyce od rzeczywistości, za bardzo się nie oderwał" - pisze mi marszałek Konfederacji Spiskiej, Jan Lech Skowera. Organizacja powstała w 2006 r., należy do niej ponad 500 osób, które za cel stawiają sobie "doprowadzenie do Koronacji Królewskiej prawowitego następcy tronu". Kto to taki?

Dziedziczną monarchię w Królestwie Polskim przywracała Ustawa Rządowa z dnia 3 maja, znana lepiej jako Konstytucja 3 maja. Jej autorzy precyzyjnie określili, komu przypaść ma polski tron - męskiemu potomkowi Fryderyka Augusta Józefa Marii Antoniego Jana Nepomucena Alojzego Ksawerego Wettyna (1750-1827), głowy saskiej rodziny i króla Saksonii. Legitymował się on dobrym pochodzeniem - ze strony ojca był wnukiem króla Polski Augusta III Sasa, po matce - praprawnukiem króla Jana III Sobieskiego. Niestety, sam nie doczekał się syna, a jego jedyna córka zmarła niezamężnie i bezdzietnie.

To zresztą wtedy i tak nie miało większego znaczenia. Uchwalona 227 lat temu konstytucja nie spodobała się zaborcom. Przestała de facto obowiązywać już po 14 miesiącach. A niedługo później przestało istnieć także Królestwo Polskie.

Dla członków Konfederacji Spiskiej Konstytucja 3 maja nigdy nie straciła jednak na ważności. Dlatego ich zdaniem korona należała się potomkowi brata Fryderyka Augusta, księciu Marii Emanuelowi Wettynowi, głowie rodu saksońskiego. Urodził się on w 1926 r. nieopodal Ratyzbony. Był przeciwnikiem nazizmu, w wieku 18 lat został oskarżony o podburzanie niemieckich żołnierzy przeciwko dowództwu. Jego proces miał prowadzić Roland Freisler, zwany "wieszającym sędzią", który w zwyczaju miał skazywać oskarżonych na śmierć. Pomógł przypadek - Freisler na początku 1945 r. zginął trafiony odłamkiem podczas nalotu, a Maria Emanuel zamiast na egzekucję trafił do więzienia. Po wojnie Saksonia znalazła się w granicach NRD, młody Wettyn wyemigrował wtedy do Szwajcarii. Tam poświęcił się pracy w sektorze bankowym i malowaniu obrazów. Ożenił się w wieku 37 lat i nigdy nie doczekał się potomstwa.

Dziedziczną monarchię w Królestwie Polskim przywracała Ustawa Rządowa z dnia 3 maja, znana lepiej jako Konstytucja 3 maja (fot. commons.wikimedia.org)
Dziedziczną monarchię w Królestwie Polskim przywracała Ustawa Rządowa z dnia 3 maja, znana lepiej jako Konstytucja 3 maja (fot. commons.wikimedia.org)

W 2005 r. Grzegorz Rzeczkowski z "Przekroju" spytał go, czy swymi łaskawymi rządami chciałby otoczyć lud nad Wisłą. Maria Emanuel uśmiechnął się dobrodusznie i odparł niewiążąco: "Jestem bardzo wzruszony, gdy ludzie mnie o to pytają. To dla mnie wielki zaszczyt".

Niestety, nasz niedoszły władca raczył był opuścić ziemski padół w 2012 r. Kilka miesięcy później zmarł jego młodszy brat Albert Józef, pretendent do tronu Saksonii. Przed śmiercią zdążył jeszcze ogłosić się głową dynastii i oprotestować decyzję Marii Emanuela, który jako swojego następcę wyznaczył uprzednio usynowionego siostrzeńca Aleksandra de Saxe-Gessaphe. Zdaniem Alberta Józefa tron powinien przypaść jednak Rüdigerowi von Sachsen, synowi brata ciotecznego Marii Emanuela i Alberta Józefa. Ale, i to podkreślają przeciwnicy tej kandydatury, Rüdiger urodził się w morganatycznym małżeństwie - jego matka pochodziła z niższego stanu. Nie ma zatem, zdaniem części rodziny, praw do tytułów.

Nie wiemy, czy któryś z pretendentów do tronu Saksonii byłby zainteresowany polską koroną. Spór o schedę po Marii Emanuelu zniesmaczył jednak przedstawicieli Konfederacji Spiskiej, kładąc się "cieniem na dotychczasowe, dobre relacje". - Co prawda Wettynowie są na pierwszym miejscu, ale już Saxe-Gessaphe nie są u nas absolutnie znani - twierdzi Jan Lech Skowera i dodaje, że "po trzech wiekach przerwy i Wettynowie o polski tron powinni powalczyć". - Sprawa sukcesji tronu w Polsce pozostaje wciąż otwarta. Konfederacja Spiska nie zamyka drzwi przed nikim. Jak mówi powiedzenie: Vox populi, vox Dei. Aby uzyskać Bożą akceptację, pierwej należy spytać ludu! - zaznacza marszałek.

Zdrowy fizycznie i psychicznie

- Nie może być mowy o żadnej restauracji monarchii w Polsce - twierdzi natomiast Jacek Bartyzel, profesor nauk społecznych, filozof polityki i historyk myśli politycznej, opozycjonista i teatrolog. Autorytet dla wielu polskich monarchistów. Uważa, że nawet gdybyśmy mieli prawowitego dziedzica, "wobec przerwania ciągłości nie ma tu nic do restaurowania". Może w 1812 r., ale nie po ponad 200 latach.

W kilkuczęściowym artykule "Polski ruch monarchistyczny" wyłuszcza swój pomysł, jak z Polski uczynić królestwo. Na początek monarchiści powinni dotrzeć ze swoimi ideami do wojska. Jak? Otóż wydając pismo do niego skierowane (również w wersji online). Bartyzel podaje nawet propozycję tytułu. "Oficer Króla" miałby przekonywać wojskowych, że ustrój republikański gorszy jest od monarchii, a historycznie Polska zawsze najlepiej przędła, gdy król był silny. Młodzi monarchiści mogliby wstępować do wojsk obrony terytorialnej.

Dotrzeć trzeba by też do kleru. Dla niego byłoby pismo "Ołtarz i Tron" albo "Berło i Pastorał", w którym kładziono by nacisk na "przypominanie monarchistycznych wypowiedzi papieży, biskupów, teologów, na czele ze św. Tomaszem z Akwinu". Nie chodzi jednak o nawoływanie do przewrotu, a o zaszczepienie monarchistycznych idei. Profesor wyklucza też referendum czy inny "trik demokratyczny" jako metodę zmiany systemu. Zamiast restauracji potrzebna jest "instauracja", czyli nowy początek. Kandydaci mogliby być wysunięci "przez każdy ród kniaziowski wywodzący się od Gedymina oraz od Ruryka, przez Dom Radziwiłłowski jako książąt Świętego Cesarstwa oraz przez domy książęce, uznane na przedrozbiorowych sejmach Rzeczypospolitej". Dynastie z obcych krajów? Proszę bardzo, ale tylko katolickie. I nikogo spośród realnie panujących lub stojących w kolejce blisko tronu. - Chodzi bowiem o zapobieżenie potencjalnej sytuacji konfliktu uprawnień, interesów i nawet sentymentów - wyjaśnia.

Król, pisze Bartyzel, musiałby być rzymskim katolikiem nienagannie się prowadzącym ("wykluczone jest przecież na przykład, aby Pomazaniec Boży mógł być rozwodnikiem-bigamistą i cudzołożnikiem"), stojącym po stronie Kontrrewolucji i na straży tradycji. Dalej - musiałby być zdrowym fizycznie i psychicznie ("wolny od widocznego i ciężkiego kalectwa, wad genetycznych i chorób dziedzicznych"), z wyższym wykształceniem (preferowane wojskowe albo chociaż odbyta służba), w wieku 35-60 lat (by można było ocenić, co dotąd osiągnął, ale by nie był zbyt stary na dźwiganie ciężaru korony), no i oczywiście musiałby być mężczyzną.

W historii Polski były dwie kobiety-królowie - św. Jadwiga Andegaweńska i Anna Jagiellonka (fot. commons.wikipedia.org)
W historii Polski były dwie kobiety-królowie - św. Jadwiga Andegaweńska i Anna Jagiellonka (fot. commons.wikipedia.org)

Ostatnie dwa wymogi dotyczą tylko pierwszego króla - założyciela nowej dynastii. Dalej monarchia ma być dziedziczna. Bartyzel przypomina, że w historii Polski były dwie kobiety-królowie (św. Jadwiga Andegaweńska i Anna Jagiellonka). Większego znaczenia nie ma też pochodzenie przyszłego monarchy - może wywodzić się chociażby z ludu, jak legendarny Piast Kołodziej. Króla wybieraliby elektorzy - dowódcy wojskowi, sędziowie, biskupi, rektorzy - na swoistym konklawe, zakończonym po tajnym głosowaniu okrzykiem "habemus regem!" (łac. mamy króla).

Malinowski, a może Pipsztyński?

Kryzys, trochę nostalgia, trochę snobizm to według prof. Tadeusza Cegielskiego, historyka zajmującego się czasami nowożytnymi i historią idei, główne przyczyny popularności idei odnowienia monarchii w Polsce. W Hiszpanii jest Juan Carlos, który jako symbol jedności pogodził "podzielonych na śmierć i życie" po wojnie domowej Hiszpanów. Skandynawscy władcy pozostają w cieniu, ale cieszą się posłuchem swoich poddanych, gdy z rzadka zabierają głos. - Monarchia, która ma długą tradycję, może odegrać rolę jednoczącą. Jest to wartość, do której wszyscy mogą się odwołać. U nas nikt nie ma tego mandatu, każdy będzie tu nuworyszem. Stu uzna mandat, następny tysiąc zaprzeczy. "Dlaczego Malinowski, a nie Pipsztyński ma być królem?" - dodaje Cegielski. I podkreśla, że w Polsce monarchii już nigdy nie będzie. - Tradycja monarchiczna zanikła z powodu rozbiorów. Gdyby nie one i pojawienie się obcych monarchii, które siłą przejęły pewne prerogatywy i tytuły (np. car rosyjski ogłosił się królem polskim), mielibyśmy sukcesyjnych królów. Koronacje odbywałyby się na Wawelu, potem chowałoby się monarchów w krypcie wawelskiej. Nikt nie kwestionowałby tego, że dany monarcha spoczywa wśród innych równych sobie statusem.

Wg prof. Tadeusza Cegielskiego główne przyczyny popularności idei odnowienia monarchii w Polsce to kryzys, nostalgia i snobizm (fot./ Sławomir Kamiński / AG)
Wg prof. Tadeusza Cegielskiego główne przyczyny popularności idei odnowienia monarchii w Polsce to kryzys, nostalgia i snobizm (fot./ Sławomir Kamiński / AG)

Kiedy odbudowywano państwo u schyłku I wojny, ludzie Piłsudskiego - ale nie tylko oni - postawiali na republikę. W okresie międzywojennym nikt nie zajmował się wskrzeszaniem dawnego systemu. Dzisiaj prof. Cegielski nie widzi żadnego poważnego pretendenta do korony. - Jestem pewien, że nie znajdzie pan takiego kandydata. A jak pan znajdzie, to chętnie postawię panu kolację - zarzeka się.

Królowa nieba, ziemi i Polski

Szukam więc dalej. Marek Światopełk Świętopełk Zawadzki nazywa się księciem, bo tytułu króla zrzekł się na rzecz Matki Boskiej. Tak wypowiadał się w spocie nakręconym przed referendum w sprawie wstąpienia Polski do Unii Europejskiej. - Mówię "tak", ale tylko dla Matki Boskiej z Jasnej Góry, która jest jedynym legalnym królem Polski. Polska nie jest żydowska, Polska nie jest niemiecka, Polska nie jest żadnego innego narodu, Polska jest polska, Polska jest katolicka, Pana Boga w Trójcy Świętej jedynego oraz Matki Boskiej z Jasnej Góry, królowej nieba i ziemi. Polska była i jest zawsze gościnna dla Żydów, Niemców i innych narodowości. - i tak przez trzy minuty z prędkością karabinu maszynowego. Ani razu nie spoglądając na widza.

Marek Światopełk Świętopełk Zawadzki byłby niegroźny, gdyby nie to, że zajmuje się też psychologią. Prowadzi nawet własną przychodnię, gdzie autorską metodą zwaną chirurgią głębinową leczy z depresji, schizofrenii, homoseksualizmu czy onanizmu (tego ostatniego wyróżnia 12 rodzajów). Nie należy do Polskiego Towarzystwa Psychologicznego (uznaje je za żydowskie), więc założył własne - Polskie Królewskie Słowiańskie Piastowskie Towarzystwo Psychologiczne. Jego pracę w 2009 r. opisywał "Newsweek". "Zdaniem księcia, onanizując się, wytwarzamy w genach negatywne wartości. Przekazujemy je później kolejnym pokoleniom, wywołując u nich homoseksualizm, pedofilię, a nawet skłonności do zabijania ludzi" - pisał Bartosz Janiszewski.

Nie, nie, nie

W sierpniu ubiegłego roku CBOS spytał Polaków, czy są zadowoleni z demokracji w swoim kraju. Ponad połowa respondentów nie była. A 23 proc. spośród nich zgodziło się ze stwierdzeniem, że rządy oparte na silnym przywództwie są zdecydowanie lepsze od demokratycznych. - Nie widzę, żeby to była jakaś szansa dla monarchistów - komentuje prof. Mikołaj Cześnik, socjolog i politolog, specjalista od analizy systemów politycznych. - Raczej dla tych, którzy chcą dyktatur, tyranii. Monarchiści, będąc trochę staroświeckimi konserwatystami, przegrywają z tymi, którzy są młodsi, sprawniejsi i nowocześniejsi. To margines marginesów, jeżeli chodzi o realny wpływ polityczny - podkreśla.

O to, czy możliwy jest dziś powrót monarchii dziedzicznej, pytam też prof. Jana Wawrzyniaka, prawnika, konstytucjonalistę i specjalistę w dziedzinie doktryn polityczno-prawnych. - Na gruncie obecnej konstytucji z pewnością nie - odpowiada stanowczo.

Wierzchowski w rozmowie z Ziemackim przytaczał słowa nieżyjącego już sędziego Trybunału Konstytucyjnego Zdzisława Czeszejki-Sochackiego. Miał on wymienić trzy sposoby na przywrócenie rządów króla zgodnie z konstytucją z 1997 r.: poprzez powszechne referendum, głosami 2/3 członków Zgromadzenia Narodowego (Sejm i Senat) lub dekretem prezydenta. - Nie, nie, nie - oponuje Wawrzyniak. Jego zdaniem jedyny sposób to uchwalenie nowej konstytucji. Zgodnie z art. 235 obecnej zdecydować o tym musiałoby 2/3 posłów i większość bezwzględna senatorów. Projekt zmiany ustawy zasadniczej może złożyć zaś 1/5 ustawowej liczby posłów, Senat lub Prezydent RP.

Projekt zmiany ustawy zasadniczej może złożyć zaś 1/5 ustawowej liczby posłów, Senat lub Prezydent RP (fot. Sławomir Kamiński / AG)
Projekt zmiany ustawy zasadniczej może złożyć zaś 1/5 ustawowej liczby posłów, Senat lub Prezydent RP (fot. Sławomir Kamiński / AG)

Na razie raczej nas to nie czeka. Planów założenia dynastii nie zdradza Andrzej Duda, zaś czołowi zwolennicy monarchii wśród polityków (Janusz Korwin-Mikke, Artur Zawisza czy Grzegorz Braun) trzymają się z dala od polskiego parlamentu.

I może być tylko żal, że nie ma człowieka, który byłby w stanie zjednoczyć podzielony naród. Z którym każdy obywatel mógłby się identyfikować, niezależnie od wyznawanych wartości. - Taki ktoś istnieć nie może. Wybijmy to sobie z głowy - radzi prof. Cegielski.

Na koniec warto przywołać kolejną fraszkę Leszka Wielkiego Księcia Wierzchowskiego:

Trzeźwo myślący świata nie zmieni!

Lecz marzyciele, lecz nawiedzeni.


CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU

Jacek Stawiany. Dziennikarz. Pisał do "Polityki Warszawskiej", był redaktorem portali Gazeta.pl, Tokfm.pl i Metrowarszawa.pl. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (156)
Zaloguj się
  • prokuraturarejonowa

    Oceniono 25 razy 19

    To jakaś zbieranina wariatów, a nie monarchiści. Z Tworek się urwali. W polskiej tradycji prawnej nie ma czegoś takiego jak regent, a tym bardziej regent samozwaniec.

    W okresie bezkrólewia, zgodnie z obowiązującym prawem, Głową Państwa jest Jego Ekscelencja Interrex.

  • kaczychlam

    Oceniono 17 razy 17

    tego księciunia mijam czasem w Lidlu koła Bażantowa z wózkiem tak wiec darujcie sobie pisanie o tym friku...

  • lepiregenre

    Oceniono 17 razy 17

    Czyli są u nas ludzie, którzy nawet bez marihuany, czują się fantastycznie. Najważniejsza jest dobra zabawa. A może by tak cesarstwo?

  • namegoeshere

    Oceniono 16 razy 14

    Piast był chłopem. Trzeba by jakiegoś chłopa poszukać. Szkoda, że Lepper nie żyje...

  • kaczkawrydzykach

    Oceniono 18 razy 14

    Zróbcie sobie Królem Kaczora, kryptogeja, nieudacznika który nawet nie potrafił nigdy zrobić prawa jazdy nie mówiąc nawet o dzieciach, a trzęsie calym polskim narodem.

  • bene_gesserit

    Oceniono 14 razy 14

    Życie w fikcji to dla niektórych słabszych psychicznie osób sposób na przetrwanie. Bardzo smutny artykuł - opisani panowie sprawiają właśnie takie wrażenie. Wiek pewnych podsumowań w życiu, niewielka pewnie ilość dokonań własnych, pewnie do tego osobowość autorytarna... jeśli się do tego doda wybujałą potrzebę ważności, to nie ma siły, wyjdzie monarchista. Albo i król. Może by tak kandydaci na królów załatwili sprawę między sobą, na jakimś turnieju, w zbrojach, na koniach, z kopiami?

    Dziwne, że sprawa dotyczy tylko mężczyzn. I dziwne, że Maryja została mianowana królem tego nieszczęsnego kraju. Kobieta, Żydówka i nie-katoliczka? Skandal.

  • homo-homini-lupus

    Oceniono 17 razy 13

    Niech to będzie Polak.... Najlepiej Poniatowski.
    Niejednokrotnie się zawiedliśmy na obcokrajowcach - szczególnie na Jagielle i Batorym

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX