Kasia Smutniak uznawana jest za jedną z najbardziej wszechstronnych aktorek włoskich

Kasia Smutniak uznawana jest za jedną z najbardziej wszechstronnych aktorek włoskich ((mat. prasowe))

wywiad gazeta.pl

Kasia Smutniak: Chcę, by dziewczyny wiedziały, że nie muszą się na wszystko zgadzać

Dążymy do tego, żeby kolejne pokolenie aktorek zaczynających pracę w przemyśle filmowym wiedziało na starcie, że nie ma czegoś takiego jak casting w domu reżysera. Kiedy reżyser zaprasza cię na kolację we dwoje, "by porozmawiać o roli", masz prawo odmówić i nie odbije się to na twojej karierze - mówi Kasia Smutniak, polska aktorka od lat mieszkająca, pracująca i wielokrotnie nagradzana we Włoszech.

Lubisz tu wracać?

Warszawa kojarzy mi się z rodziną, lotniskiem, powrotami. Urodziłam się tutaj, ale nigdy nie mieszkałam. Teraz przyjechałam na jeden dzień po wielu latach nieobecności. Za każdym razem, kiedy tu jestem, miasto wygląda inaczej. Nowe budynki rosną tu jak grzyby po deszczu. Skąd się wzięły te wszystkie wieżowce obok Pałacu Kultury!?

(Kasia krzywi się na smak kawy, którą przyniosła nam kelnerka)

Polska kawa?

Nie, nie o to chodzi. Włoskiej też nie lubię. Marzy mi się filiżanka sypanej kawy, takiej, jaką się piło dawno temu.

Oj, ciężko teraz taką dostać w kawiarni.

No wiem, to straszny obciach, ale bardzo mi brakuje tego smaku (śmiech).

W "Made in Italy" Luciano Ligabue, który właśnie wchodzi do polskich kin, wcielasz się w Sarę, żonę Riko, faceta w średnim wieku, który traci pracę, przeżywa kryzys wieku średniego. To wszystko mocno odbija się na jego relacji z bliskimi.

To dziwny film, który pokazuje, że zwyczajne, nudne życie może stać się największym szczęściem. Ta historia wydaje mi się pod wieloma względami uniwersalna. Kryzysy związane z wiekiem i różnymi fazami małżeństwa są doświadczeniami, z którymi każdy z nas się mierzy. Moja bohaterka to dojrzała kobieta, której z dnia na dzień wali się z pozoru uporządkowany świat. Jej mąż traci pracę, związek niemalże się rozpada. Ona się zastanawia, czy na tym etapie jest sens jeszcze łapać się czegoś nowego, próbować układać życie od nowa.

Okazuje się, że Sarę i Riko nie łączy nic poza wspólnymi obowiązkami i przyzwyczajeniem.

To jest do pewnego stopnia normalne dla wielu długoletnich związków. Ten stan, w którym mijacie się tylko na korytarzu, wymieniacie raptem kilka zdań na temat listy zakupów i pielęgnujecie w sobie coraz większą urazę do drugiej osoby. Bohaterowie "Made in Italy" w ogóle ze sobą nie rozmawiają, zachowują się, jakby wszystko już sobie powiedzieli. Stracili apetyt na wspólne życie, na seks, na budowanie przyszłości. Trudno jest wtedy przełamać wieloletnią emocjonalną stagnację.

Podoba mi się, że ten film pokazuje, że czasami można na nowo zakochać się w osobie,  którą - ja mówisz -  od kilku lat mijamy w korytarzu.

Prędzej czy później wszyscy zorientujemy się, że życie przepłynęło nam przez palce, że ciągłe czekanie na to, aż "coś się wydarzy", które wielu z nas ma w sobie, to ślepy zaułek. Nasze życie to tu i teraz - ludzie, którymi się otaczamy, praca, którą wykonujemy. I to, co nam się wydaje bezwartościowe, nudne i powtarzalne, może - przy drobnej zmianie perspektywy - stać się największym skarbem.

Wykonujesz zawód, który pozwala ci przeżywać zmiany w kontrolowanych warunkach. Na planach filmowych stajesz się kimś innym, a potem możesz zostawić swoje bohaterki, wrócić do domu i być sobą. Świadomie wybrałaś takie zajęcie?

Od dziecka zdawałam sobie sprawę, że jedno życie mi nie wystarczy. Mało spałam, bo ciągle towarzyszył mi lęk, że coś mnie omija. Martwiłam się, że jestem w jednym miejscu, a chciałabym być jednocześnie w trzynastu innych. Teraz ciągle sobie powtarzam: nie wariuj. Od tego jest aktorstwo. Tam mogę przeżywać emocje i sytuacje, których nigdy bym nie doświadczyła, podróżować w czasie. Każdy film mnie zmienia, każda rola daje mi nowe życie. Nazbierałam ich do tej pory już kilkadziesiąt (śmiech).

Aktorka praktycznie całe swoje życie spędziła we Włoszech (mat. prasowe)
Aktorka praktycznie całe swoje życie spędziła we Włoszech (mat. prasowe)

Kiedy dostałaś propozycję zagrania w filmie "Loro" Paola Sorrentino, nawiązującym do biografii  włoskiego premiera Silvio Berlusconiego, najpierw pojawił się lęk czy ekscytacja?

I jedno, i drugie. Sama możliwość pracy z takim twórcą to ogromne wyróżnienie. Próby do tego filmu trwały miesiącami, co jest w tej branży rzadkością. Musiałam na nowo znaleźć w sobie kobiecość, bo w poprzednim filmie ["Żona czy mąż" Simone Godano - przyp. red.] grałam mężczyznę. No i dzięki "Loro" w końcu nauczyłam się tańczyć!

W "Loro" gram Kirę - ambitną, piękną, pewną siebie i bezwzględną kobietę. Bliska znajomość z "Nim", daje jej władzę, ale Kira nie jest wyłącznie "prawą ręką" polityka, ona jest szczerze w nim zakochana. Jej największą tragedią jest świadomość, że on się nią pewnego dnia znudzi, zamieni na inną. Kira uchodzi w środowisku za kobietę, na którą trzeba uważać, mówi się o niej, że jest "gorsza od Putina". Doskonale zna głównego bohatera, wie, do czego jest zdolny.

Kira to postać wzorowana na prawdziwej osobie?

Podobnie jak pozostali bohaterowie, jest postacią fikcyjną. Oczywiście, znając historię Włoch z ostatnich 20 lat, widz może doszukać się pewnych podobieństw do kilku osób z otoczenia polityka, ale to tylko poszlaki, sugestie. Włoska prasa połączyła Kirę z Sabiną Began, kobietą, która była przy Berlusconim przez siedem lat i wzięła na siebie odpowiedzialność za organizację słynnych "eleganckich przyjęć" nazwanych potem "bunga, bunga".

Paolo ma niesamowity dar do stwarzania światów, który można porównać chyba tylko do geniuszu Felliniego. W "Loro" reżyser powołał do życia rzeczywistość, w której dzieją się rzeczy niezwykłe, wymykające się logice.

Tak jak kangur, który znienacka pojawia się w Ogrodach Watykańskich w  "Młodym papieżu" [serial reżyserowany przez Sorrentino - przyp. red]. I nikogo to nie dziwi.

Dokładnie (śmiech). Bohaterowie serialu widzą kangura, niby rozumieją, że on tam nieszczególnie pasuje, ale akceptują jego obecność. A my razem z nimi. Sorrentino potrafi wprowadzić widzów w stan, w którym zadawanie pytania "czy to ma sens?", staje się nieistotne. Chodzi o doświadczanie kina wszystkimi zmysłami, odbieranie go niemal jak przeżycia mistycznego.

Jak trafiłaś do tego filmu?

Paola znam prywatnie od dobrych kilku lat, ale nigdy nie pracowaliśmy razem. Kiedy pojawiła się możliwość wystąpienia w "Loro", poczułam, że spełnia się moje największe zawodowe marzenie. Poszłam na zdjęcia próbne, nie pytając nawet o fabułę, o postać, którą mam zagrać, o cokolwiek. To zresztą nie miało znaczenia. U Sorrentino mogłabym zagrać cokolwiek.

Mieszkasz i pracujesz we Włoszech od kilkunastu lat, tutaj znalazłaś kino, które cię inspiruje i daje przestrzeń jako aktorce. Włoscy filmowcy piszą ciekawsze role dla kobiet?

Wychowałam się na włoskim kinie, które poznałam jeszcze w Polsce. Pamiętam, że jako nastolatka chodziłam w Pile na maratony filmowe i chłonęłam twórczość Nanniego Morettiego, braci Tavianich. Nie miałam pojęcia, że kilkanaście lat później będę miała okazję poznać moich idoli i z nimi pracować.

To nie jest tak, że we Włoszech pisze się ciekawsze role dla kobiet. Myślę, że problem z interesującymi żeńskimi postaciami jest uniwersalny. Większość filmowców, opowiadając historię, myśli w kategoriach "on i ona", a nie "ona i on".

Kiedy zastanawiam się, czy chcę wziąć udział w danym projekcie, narodowość twórcy nie ma dla mnie znaczenia. W Polsce nie dostawałam ciekawych propozycji, albo kiedy do mnie trafiały, miałam inne zobowiązania. W ten sposób upłynęło kilkanaście lat, a ja grałam niemal wyłącznie we włoskich filmach. We Włoszech jest mój dom, tutaj założyłam rodzinę, w tym środowisku funkcjonuję na co dzień.

Kasię Smutniak zobaczymy niedługo w polskiej produkcji 'Volterra' (Fot. Rafał Malko / Agencja Gazeta)
Kasię Smutniak zobaczymy niedługo w polskiej produkcji 'Volterra' (Fot. Rafał Malko / Agencja Gazeta)

Ale w końcu zobaczymy cię też w polskiej produkcji. U boku Krystyny Jandy zagrałaś w "Volterrze" Jacka Borcucha. Współautorem scenariusza tego filmu jest Szczepan Twardoch.

To opowieść o polskiej poetce, laureatce Nagrody Nobla, granej przez Krystynę Jandę, która prowadzi spokojne życie na włoskiej prowincji. Wszystko się zmienia, kiedy otrzymuje informację o pewnym tragicznym wydarzeniu. Pod wpływem emocji, podczas oficjalnej uroczystości, zamiast zwyczajowych podziękowań Maria wygłasza kontrowersyjną i nawiązującą do polityki mowę. Konsekwencje tego wystąpienia są bardzo przykre dla niej i dla jej rodziny.

O tym, że Krystyna Janda jest wybitną aktorką, wiedziałam wcześniej. Na planie "Volterry" odkryłam, że gra bardzo instynktownie, a poza tym jest niesamowitą osobą. Współpraca z nią dużo mnie nauczyła. W filmie gram jej córkę. Na planie mieliśmy międzynarodowe towarzystwo, dialogi były pisane po polsku, włosku i angielsku. Czasami się gubiliśmy, którą kwestię mamy powiedzieć w którym języku.

"Volterra" to opowieść o odpowiedzialności za słowa. Film szuka też odpowiedzi na pytanie, co wywołuje w nas strach przed obcym. Widzę ten problem we Włoszech, widzę go także, kiedy odwiedzam Polskę. Nieustannie podkręcana atmosfera strachu sprawia, że stajemy się podatni na manipulację.

Przyjeżdżając tu czujesz, że jest inaczej?

Za rzadko tu bywam, żeby obserwować to, co się dzieje, na bieżąco, ale dużo słyszę od znajomych, czytam gazety. Widzę, jak bardzo nakręcona jest spirala strachu przed imigrantami. To jest patent stary jak świat - trzymać nas wszystkich w kupie i karmić strachem. Wtedy dużo łatwiej sterować człowiekiem.

Zabierasz głos w społecznych sprawach, działasz charytatywnie. Walczysz o prawa kobiet. Czujesz, że to twój obowiązek?

To jest moment historyczny, dziewczyno! Jesteśmy świadkami przełomu. Wszystko, co wydarzyło się od ubiegłego roku wokół afery Harveya Weinsteina i ruchu #MeToo, jest częścią ogromnej zmiany światopoglądowej. Dopisujemy wspólnie kolejny rozdział walki o prawa kobiet, którą toczymy od wieków. Tak, czuję obowiązek być częścią tej dyskusji. To jest moja odpowiedzialność jako kobiety, matki, osoby publicznej. Już nie ma miejsca na pieprzenie, rozdrabnianie się i kłótnie o detale, musimy walczyć razem, żeby nasze córki mogły żyć w świecie, w którym kobiety i mężczyźni mają równe prawa. Takim, w którym będziemy zarabiać tyle samo co nasi koledzy, w którym molestowanie seksualne będzie napiętnowane społecznie, a ofiary gwałtów nie będą się bały zgłaszać na policję z obawy, że pierwsze pytanie, jakie usłyszą podczas przesłuchania to: "a co pani miała na sobie?". 

Aktorka angażuje się w walkę o prawa kobiet (mat. prasowe)
Aktorka angażuje się w walkę o prawa kobiet (mat. prasowe)

Wspólnie z grupą koleżanek z branży, m.in. Albą Rohrwacher, Valerią Golino, wzięłyście sprawy w swoje ręce i postanowiłyście walczyć o zmiany we włoskim prawie.

Jesteśmy inicjatorkami zmiany w przepisach związanych ze zgłaszaniem gwałtu. Obecnie we Włoszech ofiara ma na to pół roku. Argumentujemy, że dla wielu kobiet to za mało czasu, by pokonać wstyd, strach przed zemstą oprawcy czy po prostu zebrać się na odwagę, by opowiedzieć o takim doświadczeniu. Przygotowałyśmy projekt ustawy, który trafił już do prezydenta Włoch, mamy nadzieję, że wkrótce sprawa ruszy dalej.

Walczymy również o stworzenie uniwersalnych zasad obowiązujących w miejscu pracy. Chodzi o przepisy dotyczące przeciwdziałania molestowaniu seksualnemu, zapewnienia równej płacy niezależnie od płci, stworzenia warunków zachęcających do zatrudniania większej liczby kobiet w branży filmowej. Chcemy, by taki "regulamin" był podpisywany przez każdą firmę produkcyjną i obowiązywał na każdym planie filmowym. Żeby młoda dziewczyna, która przychodzi na casting, została poinformowana przez pracodawców, jak będzie wyglądała jej praca i jakie zachowanie ze strony współpracowników jest dopuszczalne.

Dzisiaj tego nie wiedzą?

Kiedy zaczynasz w tej branży, często jesteś zdana wyłącznie na swoją intuicję albo porady starszych koleżanek. Dążymy do tego, żeby kolejne pokolenie aktorek zaczynających pracę w przemyśle filmowym wiedziało na starcie, że nie ma czegoś takiego jak casting w domu reżysera. Kiedy reżyser zaprasza cię na kolację we dwoje, "by porozmawiać o roli", masz prawo odmówić i nie odbije się to na twojej karierze.

Chcę, by dziewczyny wiedziały, że nie muszą się na wszystko zgadzać, a kiedy zostaną wykorzystane, będą mogły liczyć na wsparcie systemu, który został zaprojektowany z myślą o tym, by chronić ofiary, a nie sprawców.

Jak myślisz, ile czasu musi minąć, by nastąpiła realna zmiana w naszej mentalności i takie postulaty stały się normą?

Ten proces będzie trwał latami. Ale liczę na to, że z czasem dobre nawyki wejdą nam w krew. Tak jak jest przyjęte, że po wejściu do pomieszczenia mówisz "dzień dobry", tak samo powinniśmy wypracować odruchy w zachowaniu względem kobiet. Od czegoś trzeba zacząć.


CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU

Kasia Smutniak. Polska aktorka mieszkająca we Włoszech. Uznawana za jedną z najbardziej wszechstronnych aktorek włoskich, wystąpiła również u boku Johna Travolty w "Pozdrowieniach z Paryża" Pierre'a Morela.  Zdobywczyni Złotego Globu - Nagrody Stowarzyszenia Prasy Zagranicznej we Włoszech za rolę w filmie Petera del Monte "Nelle tue mani" oraz nagrody dla najlepszej aktorki na Festiwalu Filmowym w Rzymie za rolę w filmie "Limbo" Lucio Pellegriniego. Pięciokrotnie wyróżniona nagrodą Stowarzyszenia Włoskich Krytyków Filmowych (SNGCI). W 2012 roku została gospodynią ceremonii otwarcia i zamknięcia 69. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Wenecji.

Małgorzata Steciak. Dziennikarka. Publikowała m.in. w ''Polityce'', ''Gazecie Wyborczej'', ''K-MAG-u'' czy w serwisie dwutygodnik.com. Wcześniej była m.in. redaktorką portali Onet.pl, Gazeta.pl.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (61)
Zaloguj się
  • dupajasi0

    Oceniono 22 razy 18

    Kiedy reżyser zaprasza cię na kolację we dwoje, "by porozmawiać o roli", masz prawo odmówić i nie odbije się to na twojej karierze. Owszem i tak ale większość dziewczyn właśnie w castingu w domu reżysera widzi swoją główną szansę na rolę. ;-)

  • ziggybum

    Oceniono 23 razy 15

    Z tym odmawianiem castingu w domu reżysera/producenta jest trochę tak jak z głosowaniem kobiet na PiS, Trumpa i innych przeciwnych niezależności kobiet polityków. Niby kobiety ich nie chcą - ale jak mają dotać rolę, 500+, czy zostać złapane za tyłek przez milionera - większość na to leci i ma gdzieś zasady. Same się drogie panie zastanówcie jak to nazwać i czy problem na pewno tkwi w mężczyznach.

  • green.dragon.44

    Oceniono 43 razy 11

    Właśnie na tym polega cała hipokryzja akcji #metoo że aktorki mają prawo odmówić ale żadna z nich ani myśli odmówić. Wręcz przeciwnie, same się na taki casting napraszają. Dopiero po x latach dochodzą do wniosku że tak właściwie to one wtedy chyba chciały odmówić i ojej, one teraz są #metoo!

    A Smutniak nie jest aktorką tylko modelką którą czasem angażują w roli ozdobnego elementu scenografii jak np. w Pozdrowieniach z Paryża. Ona z definicji jest #metoo. Ten wywiad to festiwal ściemy.

  • marek.zak1

    Oceniono 18 razy 10

    Pani Kasia (śliczna) jest partnerką znanego producenta. Grała główną rolę choćby w serialu o Domenico Modugno (Volare), którego jej partner był producentem. Jak to było z castingiem na tę rolę?

  • yv71

    Oceniono 19 razy 7

    przecież ona teraz też wyszła za starego.nieatrakcyjnego z koneksjami we włoskim szołbiznesie,Sama siebie krytykuje?Ciekawe jak ona dostawała role skoro oprócz urody za dużego talentu nie ma.Taka to branża.

  • zlosliwyskrzat

    Oceniono 14 razy 6

    Brak zrozumienia przez same kobiety własnej natury zawsze jest dla mnie absurdalnie zabawny. Jakim to sposobem aktorka Allison Mack współ-stworzyła "seksualny kult" przyciągając tam aktorki i celebrytki, które z własnej woli - oczywiście będąc pozytywnymi idiotkami, ale to już niczyja wina - robiły za seksualne niewolnice?
    Obietnice duchowego otworzenia, biznesowego sukcesu, coachingi i inne pierdoły a zarabiające setki tysięcy dolarów naiwniaczki zachowały się nie inaczej, niż chłopki ze średniowiecza.

  • tijeras66

    Oceniono 9 razy 5

    mierzi mnie to, że mówi się tylko o dziewczynach - a myślicie, że nie ma 'castingów' chłopców czy to u reżyserów czy to u reżyserek lub producentek? Moim zdaniem jak ktoś ma 18 lat to już powinien wiedzieć i decydować.....

  • xerathus

    Oceniono 10 razy 4

    Hipokryzja w pigułce, bardzo to smutne.

  • hanusinamama

    Oceniono 6 razy 4

    I rozumiem ze przyszła aktorka nie moze odmowić? Co innego gwałt a co innego jak dziewczyna swiadomie sie decyduje przez łozko zaczynać karięrę...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX