Przygotowania do ślubu księcią Harry'ego i Meghan Markle idą pełną parą

Przygotowania do ślubu księcią Harry'ego i Meghan Markle idą pełną parą (Fot. Frank Augstein/AP)

społeczeństwo

Książę Harry i Meghan Markle mówią sobie sakramentalne "tak". Na ich ślub wszyscy jesteśmy zaproszeni

Nieważne, czy to ślub pary książęcej, czy gwiazdy reality show - transmisje z wydarzeń tego typu biją rekordy popularności. Chcemy podglądać wyreżyserowane życie gwiazd? A może jest w nas marzenie o powrocie do czasów, w których świadkami ślubu była cała wspólnota?

Mały i duży ekran kochają śluby. Elizabeth Freeman, antropolożka kultury z Duke University, zauważa, że od 1989 roku w samym tylko amerykańskim przemyśle filmowym powstało kilkadziesiąt produkcji, których głównym tematem jest wesele i jego organizacja. Od lat 90. przeważająca część obyczajowych i komediowych seriali telewizyjnych kończy lub rozpoczyna sezon sceną zaślubin, do których niejednokrotnie prowadzi lub ma w nich swoje źródło główny wątek scenariusza. Prasa cyklicznie wydaje odrębne numery poświęcone ślubom gwiazd telewizji i filmu. Każdego roku powstają nowe formaty telewizyjne, w których swata się pary małżeńskie i organizuje wesela, a stacje telewizyjne prześcigają się w licytacji kupna praw do pokazywania tych programów. A w sobotę 19 maja dzięki transmisji telewizyjnej oraz internetowej ślub księcia Harry'ego i aktorki Meghan Markle obejrzy ponad 300 milionów widzów na całym świecie, przynajmniej takie są prognozy.

Książę Harry i Meghan Markle oficjalnie ogłosili swoje zaręczyny w listopadzie 2017 roku (fot. AFP Photo / Danie Leal-Olivas)
Książę Harry i Meghan Markle oficjalnie ogłosili swoje zaręczyny w listopadzie 2017 roku (fot. AFP Photo / Danie Leal-Olivas)

Księżniczka w telewizji

Ceremonia zawarcia związku małżeńskiego przez księcia Harry'ego i Meghan Markle jest w brytyjskiej rodzinie królewskiej siódmą, którą można obejrzeć w telewizji i drugą dostępną w Internecie. Międzynarodowe media przed uroczystością prześcigały się w wyliczeniach: suknia ślubna będzie kosztowała ponad 300 000 funtów, zaproszeni goście i Brytyjczycy zgromadzeni przed kaplicą zamku św. Jerzego wypiją 16 000 kieliszków szampana, u stóp pary książęcej rozsypane zostanie ponad osiem milionów płatków róż, a całej uroczystości pilnować będzie ponad pięć tysięcy policjantów. Związek młodej pary doczekał się już kilku publikacji książkowych oraz filmu "Książę Harry i Meghan: Miłość wbrew regułom". 

Fenomen "royal wedding" w mediach rozpoczął się od ślubu księżniczki Małgorzaty i Antony'ego Armstrong-Jones'a. Wiosną 1960 roku uroczystość obejrzało ponad 20 milionów widzów. Te zaślubiny uruchomiły potężną machinę marketingową, której głównym założeniem zdaje się być hasło: "Wszyscy jesteście zaproszeni".

Dla porównania - ślub królowej Elżbiety II i księcia Filipa w 1947 roku był transmitowany jedynie przez radioodbiorniki. Prawdopodobnie więc uczynienie z królewskich zaślubin wydarzenia na skalę globalną było możliwe dzięki upowszechnieniu telewizji - według danych szwajcarskiego departamentu poczty w 1960 roku na świecie było zarejestrowanych ok. 86 mln odbiorników telewizyjnych. Transmisja ślubu księżniczki Małgorzaty w tym stosunkowo nowym medium pozwoliła Brytyjczykom po raz pierwszy z bliska przyjrzeć się jednemu z najważniejszych momentów życia rodziny królewskiej.

- Z antropologicznego punktu widzenia fascynacja ceremonią ślubną jest związana z fascynacją obrzędem przejścia, momentem przemiany. Nadal chcemy w takich obrzędach uczestniczyć. Panna staje się mężatką, w przypadku księżniczki jest to wybitnie interesujące. Członkowie rodziny królewskiej od zawsze posiadali status wyjątkowy, wynikający z zajmowanej pozycji w hierarchii społecznej. Wraz z rozwojem współczesnych mediów masowych i pojawieniem się celebrytów rodzina królewska straciła część swojego majestatu i sama uległa w pewnym stopniu "celebryfikacji" - zauważa kulturoznawczyni Agata Łuksza z Instytutu Kultury Polskiej UW. - Katalizatorem tych tendencji była księżna Diana, która wzbudzała wyjątkowe zainteresowanie i stała się ikoną stylu, ikoną glamour nie tylko w oczach współczesnych Brytyjczyków.

To właśnie księżna Diana jako pierwsza członkini królewskiej rodziny miała okazję poczuć się tak, jakby cały glob uczestniczył w jej przygotowaniach do ślubu. Wybór sukni, welonu i fryzury przyszłej księżnej komentowany był w mediach na całym świecie, a ona sama jako pierwsza królewska panna młoda udzielała wywiadów na temat zbliżających się zaślubin, które w lipcu 1981 roku obejrzało 750 milionów widzów.

Życiorys i tragiczną śmierć "królowej ludzkich serc" umocniły zainteresowanie rodziną królewską i jej życiem. "Gdy w roku 2011 pojawiła się kolejna księżna w osobie Kate Middleton i kolejny powód do celebracji, cały świat ochoczo skorzystał z okazji, by po raz kolejny wziąć udział w widowisku" - pisał Jan Bardsley, badacz życia księżnej Diany, w artykule "Fashioning the People's Princess" (wyd. U.S.-Japan Women's Journal) w 2002 roku.

Tym razem kanałem, przez który zainteresowani otrzymali dostęp do oglądania uroczystości, stał się - oprócz telewizji - także serwis YouTube. Tylko tam transmisja na żywo ze ślubu księcia Williama i Kate Middleton miała 72 miliony odsłon. Ślub młodszego syna księżnej Diany i księcia Karola podobnie zdaje się fascynować widzów na całym świecie. Fakt, że udział w tym wydarzeniu (a wcześniej w przygotowaniach do niego) jest zdalny, możliwy nie osobiście, ale przez lekturę setek artykułów w prasie drukowanej, transmisję telewizyjną i relacje w mediach społecznościowych, to dla zainteresowanych sprawa drugorzędna.

Ten fenomen bywa złośliwie komentowany. Gdy Conan O'Brian, amerykański komik i gospodarz jednego z najbardziej popularnych wieczornych talk-show, zapytał brytyjskiego aktora Paula Bettany'ego o szał związany z królewskimi zaślubinami, ten odpowiedział: "Nie wiem, ale coś musi w tym być, skoro moi rodacy są skłonni wydać ponad 36 milionów dolarów, aby urządzić imprezę ślubną dla pary niebotycznie bogatych dzieciaków". Kwota faktycznie robi wrażenie, ale obrońcy "royal wedding" zauważają, że same pamiątki związane ze ślubem księcia Harry'ego przyniosą zysk w wysokości 630 milionów funtów, a zatem królewski romans Brytyjczycy powinni traktować jak poważną inwestycję choćby w rozwój rynku turystycznego ich kraju.

Brytyjczycy uwielbiają świętować królewskie śluby. Na zdjęciu przygotowania przed ślubem księcia Williama i księżnej Kate w 2011r. (fot. Bryan Ledgard/flickr.com)
Brytyjczycy uwielbiają świętować królewskie śluby. Na zdjęciu przygotowania przed ślubem księcia Williama i księżnej Kate w 2011r. (fot. Bryan Ledgard/flickr.com)

Ślub naprawdę

"Royal wedding" to szczytowa forma ślubnego trendu, który we współczesnej telewizji cieszy się w ostatnich latach niegasnącą popularnością. Tu jednak otrzymujemy "skończony produkt" w postaci idealnej ceremonii. Tymczasem producenci prześcigają się w realizacji nowych formatów, które owszem, są skupione wokół tematyki małżeństwa, ale nie zawsze zachwycają nienagannym pięknem.

W programach takich jak "Małżeństwo od pierwszego wejrzenia", "Zeswatani" czy "Wyjdź za mnie" widzowie śledzą nie tylko ceremonie ślubne, ale także wszystko, co dzieje się, zanim para powie sobie "tak". Droga do ołtarza była nietypowa, obfituje w wydarzenia wywołujące emocje - bywa tu i intymnie, i dramatycznie. Popularnością cieszą się produkcje takie jak "Ślubne SOS" czy "I nie opuszczę cię aż do ślubu", które skupiają się wokół eksponowania tego, co w przygotowaniu wesela najtrudniejsze - stresu i eskalacji problemów organizacyjnych.

Gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że według danych CBOS ok. 240 000 par w Polsce planuje wesele w 2018 roku, staje się jasne, że programy o przygotowaniach do ślubu wychodzą poza niszę tematyczną. Widzowie nie traktują jednak tych show bezkrytycznie - z badania telewizji Lifetime, przeprowadzonego przez firmę badawczą IRCenter w drugiej połowie lipca 2015 roku na reprezentatywnej grupie 3092 osób w wieku 18-54 lat, wynika, że 82 proc. widzów uważa, że są wyreżyserowane i sztuczne. Ale jednocześnie 33 proc. respondentów przyznaje, że programy te budzą ich ciekawość. Nie trzeba przecież badań, żeby wiedzieć, że dla wielu widzów ich własny ślub był lub będzie jednym z najważniejszych wydarzeń w życiu. Oglądając w telewizji przygotowania do takich uroczystości albo relacje z nich, mają okazję do wspomnień czy podpatrywania nowych ślubnych trendów.

- Popularność programów telewizyjnych o tematyce ślubnej wynika także z ciekawości czy poszukiwania inspiracji - potwierdza Karolina Waltz, założycielka pierwszego polskiego bloga ślubnego Bridelle.pl, autorka książek o tematyce ślubnej. - Jest także pewna grupa, którą nazwijmy umownie sceptykami. Jej przedstawiciele, oglądając programy ślubne czy też obserwując w prasie, tv czy Internecie relacje ze ślubów znanych osób, lubią prorokować, kiedy nastąpi rozwód czy też - w mniej lub bardziej kulturalny sposób - komentować stylizacje, dekoracje itd. Niestety, ale tzw. hejt dopadł również branżę ślubną.

Uczestnicy ślubnych show, a już na pewno gwiazdy, które wręcz zapraszają media na ceremonię zawarcia związku małżeńskiego, muszą się liczyć także i z krytycznymi głosami. Ale ważniejsze jest dla nich coś innego. "W pierwszej dekadzie XXI wieku okazało się, że życie, którego nikt nie ogląda, nie jest warte przeżycia. Czy zatem dziwi nas, że Kim Kardashian chciała wziąć bajkowy ślub na wizji?" - pyta w swoim artykule "The Unwatched Life Is Not Worth Living: The Elevation of the Ordinary in Celebrity Culture" badacz Joshua Gamson, który zajmuje się analizą zjawiska rosnącej popularności celebrytów i programów reality show. Jak się okazuje, odcinki tych programów, które poświęcone są zaślubinom ich bohaterów, osiągają najwyższe wyniki oglądalności. Amerykańska stacja E! pobiła rekord amerykańskich programów tematycznych w roku 2011 po emisji specjalnego "ślubnego" odcinka programu "Rodzina Kardashianów", który obejrzało ponad 15 milionów widzów. Kim Kardashian wystąpiła w nim w aż trzech sukniach ślubnych projektu Very Wang. Zawarte na wizji małżeństwo Kim i koszykarza Chrisa Humphriesa trwało zaledwie 72 dni.

- W przypadku ślubów celebrytów, zwłaszcza gdy chodzi o kolejne małżeństwa, mniej istotny jest aspekt sentymentalny, bardziej liczy się widowisko. Komentujemy suknię i scenografię, które zazwyczaj w takich produkcjach wyglądają imponująco. I to może fascynować współczesnych widzów - stwierdza Agata Łuksza.

Piękny mezalians

Aspekt wizualny ceremonii ślubnej stał się także głównym tematem szeregu programów telewizyjnych - najbardziej popularnym z nich jest "Salon sukien ślubnych" / "Say Yes To The Dress", który po oszałamiającym sukcesie w USA, gdzie każdy z 14 odcinków oglądało średnio 1,5 mln widzów, doczekał się realizacji w 15 kolejnych krajach na świecie. "Obsesja związana z podglądaniem obcych kobiet, które ze łzami wzruszenia decydują się na suknię ślubną, to telewizyjny ewenement" - stwierdza w jednym ze swych artykułów redaktorka serwisu Jezabel.com Clover Hope. "To coś, co możemy nazwać pozytywnym voyeryzmem, sentymentalnym podglądactwem. Chcemy być z tymi kobietami, gdy znajdują swoje idealne suknie i planują swój idealny ślub. To, że dwie na trzy z nich skończą jako rozwódki, jest nieistotne. Liczy się natychmiastowa gratyfikacja. I natychmiastowa sprzedaż" - dodaje.

To cenna uwaga, bo formaty ślubne są produkcjami, w których - według miesięcznika "Forbes" - najczęściej pojawia się lokowanie produktu. A potencjał do lokowania jest spory, ponieważ tylko w Polsce roczne obroty branży ślubnej szacowane są na 7 mld zł. 

Czy zatem oglądamy ślub pary królewskiej, by zaplanować zakupy związane z własnym, a suknia Meghan Markle wywoła przewrót na rynku? - Nie, nie zmieni to nic w branży ślubnej. Śluby "królewskie" są tradycyjne. Zresztą nie mogą być inne, dlatego nie wnoszą nic nowego ani unikatowego w samej formie. Wystarczy przyjrzeć się ślubom europejskich książąt i księżniczek z ostatnich 10 lat. Jest zawsze pięknie, elegancko i... nudno. Księżna Kate miała piękną, ale zachowawczą suknię i raczej tego samego spodziewać się możemy po Meghan Markle. Nie zmieni to faktu, że transmisja z tego wydarzenia zbierze na pewno milionową publiczność. Zwłaszcza że ślub księcia Harry'ego jeszcze 50 lat temu nazywano by mezaliansem - dodaje Karolina Waltz. 

Z pewnością będzie to piękny i najczęściej oglądany mezalians tej dekady.

Zdjęcie z oficjalnej sesji zaręczynowej księcia Harry'ego i Meghan Markle (fot. Alexi Lubomirski)
Zdjęcie z oficjalnej sesji zaręczynowej księcia Harry'ego i Meghan Markle (fot. Alexi Lubomirski)


CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU

Katarzyna Grynienko. Specjalistka ds. promocji i marketingu telewizyjnego oraz dziennikarka, zajmująca się głównie polską i zagraniczną produkcją oraz dystrybucją filmową. Obecnie związana  z firmą A+E Networks. Korespondentka anglojęzycznego portalu Film New Europe. Współpracowała z Magazynem Film, Stopklatka, Filmwebem i Magazynem Filmowym oraz Warszawską Szkołą Filmową i Wajda Studio, gdzie realizowała międzynarodowe projekty promocyjne i marketingowe.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (57)
Zaloguj się
  • baby1

    Oceniono 18 razy 14

    Dlaczego to obejrzymy? My tego nie obejrzymy. Piszę o sobie.

  • rikol

    Oceniono 11 razy 9

    Oglądają ci, którzy nie mają nic ciekawego do roboty. Drugi powód, ceremonia będzie piękna, wszystko będzie najwyższej jakości.

  • podobny_do_nikogo

    Oceniono 7 razy 7

    Po włączeniu o 12.30 trzech kanałów informacyjnych w polskiej TV i stwierdzeniu, że wszędzie się czeka na ślub i nie ma żadnych innych informacji, daliśmy sobie spokój.

  • P B

    Oceniono 11 razy 5

    Podział na rodzinę królewską i resztę plebsu jest śmieszny. Absolutna zaszłość z feudalnych czasów.
    Bardziej śmieszne jest to, że ten brytyjski plebs wciąż tym plebsem się czuje, przynajmniej jego mniej wykształcona część i żyje ich życiem, miast własnym.
    Przecież ci ludzie rocznie wydają miliony na utrzymanie dworu i płacą za to podatnicy, w tym i ja, co mi się absolutnie nie podoba.
    W Holandii królowa zarabia własne pieniądze.

  • readme.txt

    Oceniono 17 razy 5

    Szkoda chłopa.

  • yuraathor

    Oceniono 10 razy 4

    Rudy, rudy się żeni

  • plastikpiokio

    Oceniono 12 razy 4

    klasa próżniacza robi szoł dla motłochu ---ciekawe kiedy motłoch przejrzy na oczy i zrobi jesien sredniowiecza tym niby królom książętom nierobom .

  • kamuimac

    Oceniono 10 razy 4

    ludzie będą to oglądać z 1 powodu - bo iż zycie jest do kitu i przez te 5 minut pożyją życiem innych którym w życiu sie udało lepiej urodzić - to działa na tej samej zasadzie na której miliony zaczytują sie w newsach na pudelkach choć to co czytaja ma zerowy a wrecz ujemny wplyw na ich życie (bo popadaja w podswiadomą depresje kiedy uswiadamiaja sobie że w zyciu nie bedzie ich na to stać)

    zamiast ogladać takie głupoty lepiej sie zdrzemną po to żeby potem mieć lepszy humor jako porządnie wyspany i wypoczęty człowiek

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX