Krzysztof Wójcik wygrał milion w 2010 roku

Krzysztof Wójcik wygrał milion w 2010 roku (fot. Bartosz Krupa / East News)

wywiad Gazeta.pl

Jako pierwszy wygrał milion. ''Zdarzyła mi się potem jedna fanaberia''

Przez trzy dni nie jadłem. Budziłem się ze ściśniętym żołądkiem, bo dochodziło do mnie, że wygrałem milion - wspomina Krzysztof Wójcik.

Co pan dziś jadł na śniadanie?

Hm, jak wstałem na autopilocie, to chyba zjadłem jakieś kanapki. I popiłem herbatą.

Sam je pan zrobił?

Sam. Jak żona jest w domu, razem przygotowujemy śniadanie. Czasem pomaga nam córka.

Córka? To nie mają państwo gosposi?

Absolutnie.

To może chociaż limuzynę z kierowcą?

To nie limuzyna, a kierowcą jestem ja.

I pewnie jeszcze mi pan powie, że nie mieszka w pałacu?

Mieszkamy w bloku.

Milionerzy pierwszy milion  n/z: Krzysztof Wojcik, Hubert Urbanski foto: TVN
Krzysztof Wójcik był pierwszym zwycięzcą programu TVN ''Milionerzy'' (fot. mat. prasowe TVN)

W bloku? I nie ma pan też osobistej ochrony?

Jest ochrona na osiedlu, to wystarczy.

Spytam więc żartem na koniec, czy może chociaż ma pan złoty zegarek? Albo jakiś inny atrybut osoby zamożnej?

Osoby zamożnej, mówi pani... Jeżeli zamożni ludzie się uśmiechają, to możemy uznać, że jestem zamożny. Bo ja się ciągle uśmiecham. Uśmiechem człowieka szczęśliwego. No, chyba że mnie ktoś obudzi o piątej rano.

A mówią, że pieniądze szczęścia nie dają.

Bo nie dają, ale pomagają. Ale pieniądze bez rodziny, bez przyjaciół nie cieszą. A jak ktoś jest smutny, to mu i pieniądze nie pomogą. Nawet jak sobie kupi to, co chce.

Nie ma pan pałacu, gosposi, limuzyny. Jak więc milion, który pan wygrał osiem lat temu w "Milionerach", zmienił pana życie?

Na pewno te pieniądze bardzo mi pomogły. Dały kopa, ułatwiły start w dorosłe życie.

DPHOTO: BARTOSZ KRUPA/EAST NEWS MILIONERZYn/z: Krzysztof Wojcik
Krzysztof Wójcik zainwestował wygrane pieniądze. Kupił też mieszkanie i samochód (fot. Bartosz Krupa / East News)

Jakie było podejście do pieniędzy w pana domu?

Uczono mnie szacunku dla pieniądza. Od małego. Mówiono mi, że pieniądze same z nieba nie spadają, że trzeba na nie zapracować.

Czyli nie wydaje pan pieniędzy lekką ręką?

Zanim wydam złotówkę, kilka razy obejrzę ją z dwóch stron, sprawdzę inne możliwości i dopiero wtedy się zdecyduję. No, chyba że chodzi o podróże. Wtedy trzy minuty, ciach i kupuję. Trochę ponad rok temu na przykład siedziałem przy komputerze i wpadła mi w oko informacja o tanich biletach. Napisałem do żony, że mogę mieć dwa bilety do Nowego Jorku w dobrej cenie. I po pięciu minutach już je kupiłem.

I nie oglądał pan złotówki z każdej strony?

Nie kupuję nie wiadomo jak drogich biletów w biznes klasie. Czekam na okazję. Jeśli chodzi o ten Nowy Jork, to kupiłem dwa bilety w obie strony za niecałe 3 tysiące złotych.

Nie jestem skąpy, raczej rozsądny.

Fanaberie pan jakieś ma?

Po tym jak wygrałem milion, zdarzyła mi się jedna fanaberia. Kupiłem sobie aparat z dobrym długim obiektywem. Chciałem mieć taki, którym będę mógł robić zdjęcia samolotów. Na wysokościach przelotowych i na lotniskach. Na taki aparat przeznaczyłem z wygranej 4 tysiące złotych.

Dziesięć procent z miliona złożyłem w ofierze państwu, czyli zapłaciłem podatek. Sporo zainwestowałem. Kupiłem też samochód i mieszkanie.

Na wynajem?

Około 30-metrowe mieszkanie, w którym mieszkaliśmy wcześniej, wynajęliśmy. Kiedyś dostanie je córka na start. Sami kupiliśmy 72-metrowe dla nas. Duży taras, trzy pokoje, łazienka, spiżarnia i garderoba. Wolimy być niż mieć. Polecieć sobie do Nowego Jorku albo do Nowego Orleanu. Tam jest cudownie. W ogóle naszym marzeniem jest przejechać samochodem przez Stany.


Maria Romanek, która niedawno wygrała milion w ''Milionerach'', powiedziała, że teraz już nic nie musi (fot. mat. prasowe TVN)

Pamięta pan jeszcze emocje, które towarzyszyły panu po wygranej?

Przez trzy dni nie jadłem. Budziłem się ze ściśniętym żołądkiem, bo dochodziło do mnie, że wygrałem milion. Potem przez miesiąc musiałem kłamać, gdy ktoś pytał, jak mi poszło w programie. Nos mi rósł, bo znajomi wiedzieli, że byłem w "Milionerach", ale nic więcej. Na dodatek w TVN podawano, że ktoś wygrał milion, ale nie zdradzano kto.

Chyba dzień przed emisją napisałem w portalu społecznościowym, że jak ktoś chce zobaczyć moją kaprawą mordę w telewizji, to zapraszam. I wtedy się chyba niektórzy domyślili, w tym także moja siostra. Mamie do emisji odcinka nie powiedziałem, że wygrałem.

Nie boi się pan teraz rozmawiać o pieniądzach z programu?

Nie. Wydaje mi się, że gdybym wygrał z 300 milionów euro w Eurolotto albo chociaż 30 milionów w Lotka, i się z tym obnosił, to byłoby niebezpieczne. Ale milion złotych?  

Wie pan, z mojej perspektywy to sporo.

Z mojej też, ale przyzna pani, że wygrane w Lotto są znacznie większe. Poza tym, tak jak mówiłem, pieniądze zainwestowałem, więc w skarpecie ich w domu nie trzymam.

Pewnie pan nie zapomni nigdy tego pytania o milion?

Zostanie mi w głowie do końca życia. Odpowiem na nie obudzony w środku nocy. Pytanie brzmiało: "Z gry na jakim instrumencie słynie Czesław Mozil?" Prawidłowa odpowiedź to oczywiście akordeon, i to była odpowiedź B. Do wyboru były jeszcze inne instrumenty: djembe, kornet i ksylofon. Nie miałem wątpliwości, ale zacząłem kombinować, bo wydawało mi się to zbyt proste. Szukałem haczyka. Wróciłem jednak do pierwszej myśli, poprosiłem Huberta o zaznaczenie i stało się.

Nie stresowałem się, bo wyszedłem z założenia, że przyszedłem do programu z niczym, więc w najgorszym wypadku wyjdę z 40 tysiącami.

Milionerzy pierwszy milion  n/z: Krzysztof Wojcik foto: TVN
Przez trzy po wygraniu miliona Krzysztof Wójcik nic nie jadł (fot. mat. prasowe TVN)

Jest pan ryzykantem?

Raczej staram się chłodno podejmować każdą decyzję. Ale w "Milionerach" nie wybaczyłbym sobie, gdybym nie zaryzykował. Pomyślałem sobie: "Wóz albo przewóz". Zresztą w programie czułem taką adrenalinę, że nie było miejsca na strach.

A co by pan zrobił, gdyby pan nagle stracił cały majątek?

Pracowałbym dalej. Padnij, powstań. I tyle. Najważniejsza jest dla mnie rodzina, a mojej obecnej żonie, z którą jestem już 9 lat, oświadczyłem się dwa tygodnie przed programem. I zgodziła się wyjść za biednego doktoranta.

Krzysztof Wójcik. Skończył Akademię Rolniczą, jest w trakcie doktoratu z inżynierii chemicznej. Pasjonuje się wędkarstwem, lotnictwem i podróżami. Jest menedżerem w międzynarodowej firmie zajmującej się uzdatnianiem wody przemysłowej. Mieszka w Szczecinie z żoną i córką.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka mądrych ludzi, z którymi rozmawia także w Radiu Pogoda, kawy i sportowych samochodów.

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU

Zobacz także
Komentarze (88)
Zaloguj się
  • jestem_synem_roma

    Oceniono 47 razy 33

    Chętnie bym przeczytał tak szczery wywiad o pieniądzach z Tadeuszem Rydzykiem.

  • agilmagil

    Oceniono 29 razy 27

    Czy Pani naprawdę uważa, że milion złotych (minus podatek), to taki ogromny majątek? Proszę nie robić z ludzi idiotów.

  • Karolina Kłoda

    Oceniono 28 razy 26

    Milion w większych miastach w Polsce (w tym w Szczecinie) wystarczy akurat na dobrze urządzone 72-metrowe mieszkanie w bezpiecznej dzielnicy, dobry samochód i dobry aparat.

  • dfgfdg

    Oceniono 29 razy 21

    Dla dziennikarzy gazety po humanistyce milion to jakieś niewyobrażalne pieniądze. Gosposia, limuzyna z kierowcą, złoty zegarek. A to ledwie dwie kawalerki w lepszej lokalizacji w Warszawie.

  • wichura

    Oceniono 15 razy 11

    Albo Pani Redaktor ma specyficzne poczucie humoru, albo za grosz wyobraźni finansowej...
    1 mln złotych... Po opodatkowaniu 900k PLN... I to miało wystarczyć na pałac i limuzynę z kierowcą? Dobrze, że o prywatny odrzutowiec go nie zapytała :)
    Facet wygrał sporą kasę, dającą - jak sam zauważył - dobrego kopa na start. Ale nie jest to kasa która by chociaż sprawiła, że nie musisz co rano wstawać do roboty. Prezesi PKO / PKN / PZU "wygrywają" tyle w 3-4 miesiące i mimo to są normalnie pracującymi ludźmi - tyle, że mają z czego odkładać ;)

  • gaz-wegaz

    Oceniono 27 razy 11

    Przeczytałem tylko początkowe pytania. Przyznam, że są dość mocno żenujące. Ten pan wygrał (gratulacje!) milion złotych, a pani dziennikarka ekscytuje się, jakby wygrał z miliard. I to dolarów.

  • wookiee.chewbacca

    Oceniono 10 razy 10

    „To nie mają państwo gosposi? To może chociaż limuzynę z kierowcą? I pewnie jeszcze mi pan powie, że nie mieszka w pałacu?”
    Czy ta dziennikarka na głowę upadła? Milion złotych przecież na porządny dom na osiedlu w Warszawie nie starczy, nie mówiąc już o jego wyposażeniu.

  • chi-neng

    Oceniono 10 razy 10

    Moje uznanie dla madrosci, rozwagi i rozsadku mlodego czlowieka, ktory wiedzial jak wykorzystac dana mu szanse, ktore tak rzadko sie przytrafiaja w zyciu czlowieka:).

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX