Majdan Kozłowiecki koło Lubartowa, sekta Niebo. Na pierwszym planie Bogdan Kacmajor

Majdan Kozłowiecki koło Lubartowa, sekta Niebo. Na pierwszym planie Bogdan Kacmajor (fot. Wojtek Jargilo / Agencja Gazeta)

społeczeństwo

"W imię boże wyrzuca raka z płuc, przywraca wzrok". Kim był założyciel sekty Niebo?

W ciągu kilku miesięcy 1990 roku kilkaset osób pozbędzie się mieszkań, wyrzeknie bliskich, tożsamości i własnych ubrań. Wszystko po to, żeby trafić do Nieba.

Każe wpatrywać się w tę żarówkę niekiedy nawet kwadrans. Zapewnia, że tyle trzeba, żeby poczuć. I zobaczyć.

Oślepieni przez żarzące się światło, z wypiekami na twarzy na siłę doszukują się czegoś w zniekształconym obrazie. Niektórym wydaje się, że coś słyszą, inni dopatrują się w poświacie odbicia Jezusa.

Ktoś płacze, ktoś zaczyna się modlić. Ktoś inny przeprasza, że wątpił. I błaga o wyznaczenie pokuty.

Kacmajor się uśmiecha. Już wie, że ci ludzie są w stanie zrobić dla niego wszystko.

Majdan Kozłowiecki koło Lubartowa, członkowie sekty Niebo (fot. Wojtek Jargilo / Agencja Gazeta)Majdan Kozłowiecki koło Lubartowa, członkowie sekty Niebo (fot. Wojtek Jargilo / Agencja Gazeta)

Noga? Też odrośnie

Podobno jest z dobrego domu, podobno od dzieciństwa interesuje się sztuką. Za odmowę służby wojskowej trafia do więzienia. Niektórzy powiedzą, że to właśnie pobyt za kratkami złamał mu psychikę i uwrażliwił. Po wyjściu na wolność zaczyna pracować w teatrze. I nad swoim uduchowieniem. Pojawiają się wizje, a wraz z nimi przekonanie, że jest prorokiem i uzdrowicielem.

Nie wiadomo dokładnie, kiedy po raz pierwszy postanawia głosić imię boże i leczyć dotykiem rąk. W każdym razie trafia na podatny grunt. W Kruszewie koło Morąga, gdzie mieszka, bardzo silna jest jeszcze tradycja ojca Klimuszki. Ten uznawany za niezwykłego zielarza, jasnowidza oraz uzdrowiciela ksiądz od lat 60. XX wieku pełnił posługę w klasztorze Franciszkanów w Elblągu. Z nadzieją na uleczenie ściągali do niego wierni z całej Polski. Po śmierci ojca Klimuszki w 1980 roku cały kraj pogrąża się w żałobie. Pojawienie się Bogdana Kacmajora uznawane jest za znak i niejako kontynuację posługi zmarłego księdza. Z jakiegoś trudnego do wytłumaczenia powodu ludzie Kacmajorowi wierzą. Może dlatego, że ładnie się wysławia, sprawia wrażenie człowieka oczytanego i inteligentnego.

Od kiedy rozchodzi się fama, że w Kruszewie przyjmuje następca ojca Klimuszki, kraj na nowo ogarnia szaleństwo. Do Kacmajora zjeżdżają chorzy z całego kraju. Z nowotworami, na wózkach, niewidomi, z porażeniem mózgowym i ciężkimi wadami serca.

W latach 80. i 90. Polska wierzy w bioenergoterapeutów. Bez względu na umiejętności, dyplomy z dziwnych uczelni w Moskwie czy lokalizację gabinetu w zagrzybionej piwnicy. Jest słynny Anatolij Kaszpirowski, który kilka razy w tygodniu hipnotyzuje przed telewizorami całą Polskę i sprawia, że niewidomi zaczynają widzieć, a sparaliżowani stawać na nogi. Uzdrawiające seanse "Telekliniki doktora Anatolija Kaszpirowskiego" serwuje spragnionym cudów Polakom Program Drugi Telewizji Polskiej. Bilety na spotkania na żywo z Kaszpirowskim osiągają bajońskie jak na tamte czasy ceny.

Majdan Kozlowiecki koło Lubartowa, sekta Niebo (fot. Wojtek Jargilo / Agencja Gazeta)Majdan Kozłowiecki koło Lubartowa, członkowie sekty Niebo (fot. Wojtek Jargilo / Agencja Gazeta)

Jest też Clive Harris, przez długi czas uzdrawiający Polaków z nowotworów w polskich kościołach oraz Zbigniew Nowak, który na podobieństwo Kaszpirowskiego leczy zza szklanego ekranu w polsatowskim programie "Ręce, które leczą". Nowak bazuje na energetyzowaniu ludzi, oferując im m.in. "pozytywnie naładowaną" wodę mineralną.  Nie sposób pominąć również Tadeusza Ceglińskiego, który uzdrawia "ciepłem swoich dłoni", a w podzięce dla swoich pacjentów w rekreacyjnej dzielnicy Tychów za grube pieniądze buduje leczniczą piramidę, w której urządza hotel. Kształt piramidy ma pozwolić gościom skupić we wnętrzu pozytywną energię. Sama piramida ma być usytuowana na "emanującym energią czakramie", a odwiedzający mają być poddawani "stałej energetyzacji" poprzez oddziaływanie geoenergii i dobrych piramidalnych mocy. Nie liczy się rozum ani nauka. Liczy się tylko magia uzdrawiania.

Kacmajor też wie jak jej użyć. Wyrzuca raka z płuc, odejmuje ból kręgosłupa, a jak niektórzy twierdzą, że w cudowny sposób przywraca nawet wzrok. Ma to coś, co powoduje, że nawet obietnica, że "noga też odrośnie", wydaje się realna. A im więcej mówi się o cudach dokonywanych w imię boże przez Kacmajora, tym więcej cierpiących z całej Polski zjeżdża do Kruszewa. Rozsławiają go lokalne media, ale najwięcej klientów przynosi mu poczta pantoflowa. Wieści o tym, jak to Kacmajor położył ręce na żołądku czyjejś córki i wyleczył ją z raka, chociaż lekarze dawali jej miesiąc życia, czy dotykając kręgosłupa sprawił, że sparaliżowany od urodzenia dwulatek zaczął stawiać pierwsze kroki, rozchodzą się z prędkością światła. Cena wizyty nie gra roli. Kacmajor szybko się dorabia. Kiedy pojawiają się głosy o gromadzonym przez niego majątku, on sam szczerze przyznaje, że nie żywi się energią z kosmosu. I nie ma nic złego w tym, że na tym swoim leczeniu rękoma zarabia. Z czasem dociera do niego, że jeszcze większy zysk przyniesie mu przeniesienie się do regionu, z którego pochodzi najwięcej jego zagorzałych wyznawców. To właśnie w tym czasie rozwodzi się z żoną i postanawia sprzedać dom w Kruszewie.

Majdan Kozłowiecki koło Lubartowa, sekta Niebo (fot. Wojtek Jargilo / Agencja Gazeta)Majdan Kozłowiecki koło Lubartowa, członkowie sekty Niebo (fot. Wojtek Jargilo / Agencja Gazeta)

Na nowe miejsce wybiera okolice Lubartowa na Lubelszczyźnie, gdzie kupuje aż trzy działki. To właśnie z tych okolic pochodzi najwięcej przez niego "uzdrowionych". Na jednej z kupionych działek, we wsi Majdan Kozłowiecki, w błyskawicznym tempie stawia biały dom. Ktoś powie, że dom Kacmajora wzniesiony jest niemalże w ciągu kilku dni i niemal w całości budują go nowi sąsiedzi. Zapłatą ma być "odjęcie chorób w imię boże". Od 1992 roku znane dokładnie jako: "leczenie duchem świętym w imieniu Jezusa Chrystusa poprzez nakładanie rąk". Pod taką właśnie nazwą Kacmajor rejestruje swoją działalność gospodarczą w lubartowskim urzędzie gminy, a w białym domu postanawia urządzić miejsce spotkań dla członków Zboru Chrześcijańskiego Leczenia Duchem Bożym. Dla wszystkich tych, którzy wierzą w Boga. I wierzą w niego.

Życie po niebiańsku

Nie do końca wiadomo, kiedy postanawia, że nie będzie już dłużej Bogdanem Kacmajorem, tylko człowiekiem o imieniu "Nie". Nowej partnerce, którą poznaje w Majdanie Kozłowieckim, Grażynie U., nadaje imię "Bo". W ten sposób dając początek "Niebu".

A w Niebie wszystko ma być inaczej. Nowa tożsamość, dziwaczne imiona, jak np. "Ejty" czy "I Śróbokręt nie pomoże", palenie dowodów osobistych, wspólne ubrania, jedzenie, środki czystości i partnerzy. Im więcej cudownie uzdrowionych lub po prostu wierzących w moce "Nie", tym więcej dziwacznych i sekciarskich zasad. Także wprowadzanych wobec swoich własnych dzieci, a tych "Nie" i "Bo" doczekają się aż siedmioro.

"Przeklinam dzień, w którym spotkałem Kacmajora" - przyznawał przed kilkoma laty w rozmowie z "Kurierem Lubelskim" Sebastian Keller, autor książki "Pięć lat w Niebie".  

Jako 20-latek Keller przeniósł się z Mazur do domu w Majdanie Kozłowieckim. W swojej książce pisze o fascynacji Kacmajorem, który wydawał się człowiekiem o nadprzyrodzonych  umiejętnościach. Keller przez długi czas wierzył w zdolności lecznicze rąk Kacmajora, jak również w to, że przy nim będzie mógł w końcu żyć bez towarzyszącego mu od dzieciństwa bólu. Porzucił naukę w szkole aktorskiej, rodzinę. Od teraz rolę jego ojca i mistrza w jednej osobie miał pełnić Kacmajor.

"Przyjechałem do Nieba, szczególnie do Bogdana Kacmajora, aby mnie wyleczył z trapiących mnie przypadłości. Rzeczywiście, kiedy zamieszkałem tam na stałe moje wszystkie choroby przeszły. Oczywiście nie od razu, minęło trochę czasu. Najbardziej się cieszyłem, że ustąpił mi pewien okrutny ból i uporczywy stan zapalny. Dzięki temu mogłem teraz normalnie funkcjonować, co wcześniej było niemożliwe. Od paru lat towarzyszył mi także ból szczęki oraz przykry tik, związany z tym, że musiałem wciąż nią ruszać, czułem w ustach nieustającą dolegliwość, która po roku pobytu w sekcie ustąpiła. Ulga była ogromna (...)".
Fragment książki Sebastiana Kellera "Pięć lat w Niebie"

Majdan Kozłowiecki koło Lubartowa. Kacmajor z dziećmi członków sekty Niebo (fot. Wojtek Jargilo / Agencja Gazeta)Majdan Kozłowiecki koło Lubartowa. Kacmajor z dziećmi członków sekty Niebo (fot. Wojtek Jargilo / Agencja Gazeta)

W książce Keller wspomina, że z czasem poczucie wspólnoty i wiary przeobraziło się w szaleństwo.

To wtedy "Nie" nakazuje porzucić wszystko co materialne i co wiąże członków zboru z poprzednim życiem - jedni sprzedawali swój majątek, żeby wesprzeć sektę, inni porzucali domy, zabierając z nich tylko najpotrzebniejsze rzeczy lub pamiątki. To poprzednie życie było bowiem - w przekonaniu "Nie" - złe i toksyczne. Złe były reguły życia społecznego i przywiązywanie się do dóbr materialnych. Złe były szpitale, urzędy, szkoły i banki. Zły był nawet język, którym posługiwali się grzesznicy, dlatego "Nie" tworzy własny, niebiański język, w którym słowa pozbawione są m.in. ą, ę, sz, cz oraz ś, ć, ż, ź, ł. I tak też każe porozumiewać się członkom zboru.

Niebianie mają zawierać wewnętrzne śluby, w których błogosławieństwa udziela im "Nie", rodzić w domowym zaciszu niebiańskie dzieci, a następnie zapewniać im edukację. Oczywiście w granicach Nieba. Edukacja od najmłodszych lat zakłada naukę radzenia sobie z niedostatkiem. To dlatego dosyć szybko w okolicy zaczynają ginąć zwierzęta, ubrania wywieszone na płotach, siano czy narzędzia rolnicze, a Niebianie dają się we znaki innym mieszkańcom wsi. Na przykład w niedzielne poranki straszą mieszkańców idących do kościoła, wyskakując zza drzew i krzycząc, że dosięgnie ich kara boska. Albo podczas procesji i dorocznego święcenia szkół - oblewają się czerwoną farbą i udają, że rzucają w idących granatami. Z czasem kradzieże się nasilają, zwłaszcza drewna, za co w 1993 roku 15 członków Nieba trafia do więzienia. To wtedy we wsi zaczynają się cykliczne zebrania, na których mieszkańcy naradzają się, w jaki sposób pozbyć się kłopotliwych sąsiadów. Tym bardziej że coraz częściej pojawiają się opinie, że Niebo jest sektą. Przed Niebem zaczyna ostrzegać m.in. Ogólnopolski Komitet ds. Obrony przed Sektami. W latach 90. Komitet miał pełne ręce roboty w związku z licznie powstającymi wspólnotami o charakterze pseudoreligijnym. Szacuje się, że w połowie lat 90. na terenie Polski działało ich ponad sto, w tym m.in. Kościół Zjednoczeniowy, zwany inaczej sektą Moona.

Oliwy do ognia dolewają kolejne doniesienia o tym, co tak naprawdę dzieje się na niebiańskiej działce w Majdanie Kozłowieckim. W marcu 1997 roku w "Gazecie Wyborczej" ukazał się reportaż o Ewie W., która mając 25 lat trafiła do Nieba. I którą Kacmajor wydał za 14-letniego chłopca.

Majdan Kozłowiecki koło Lubartowa. Członkowie sekty Niebo (fot. Wojtek Jargilo / Agencja Gazeta)Majdan Kozłowiecki koło Lubartowa. Członkowie sekty Niebo (fot. Wojtek Jargilo / Agencja Gazeta)

W liście do matki Ewa W. pisze: "Mamo, teraz jest czas łapania zagubionych owiec z Izraela i kozłów, które zapłaczą. (...) Na nowo czysto, prosto kocham. (...) Mamo, zagubiona owco z Izraela. (...) Ja nie wrócę do Nysy". Brat Ewy, Andrzej, jest prawą ręką Kacmajora i jednym z aresztowanych za kradzież. Podobno w więzieniu głosi słowo boże.

W kolejnych artykułach psycholodzy pytają, dlaczego inteligentni, młodzi ludzie tak lgną do Kacmajora. Jak ktoś taki mógł zawładnąć umysłami kilkuset osób? O samym Niebie dziennikarze rozpisują się w nieskończoność. Historie o tym, co dzieje się wewnątrz sekty, są wręcz niewyobrażalne. Kazirodztwo, gwałty, pedofilia, wyłudzanie majątków, oszustwa podatkowe, a nawet praktykowanie czarnej magii i zakopywanie w ogródku nowo narodzonych dzieci. Po serii artykułów wszczynane są kolejne śledztwa. Niebo coraz bardziej zaczyna przypominać piekło. Ile z tego działo się w domu w Majdanie naprawdę, a ile było tylko podkręcaniem historii przez mieszkańców wsi i media nie do końca wiadomo. Sam Kacmajor poza kradzieżą drewna nie został za nic więcej skazany. Ani za przetrzymywanie ludzi siłą, ani za domniemane akty przemocy. Nie było dostatecznych dowodów.

Wiadomo jednak, że zła prasa i zatargi z miejscową ludnością stają się początkiem końca Nieba na Lubelszczyźnie. Część członków sekty odchodzi od "Nie". Ci, którzy przy nim wytrwają, wyjadą razem ze swoim guru do chaty w Starym Bystrym w gminie Czarny Dunajec w Małopolsce. To stamtąd jesienią 2002 roku ucieknie syn Kacmajora - Medard. Zziębnięty i wygłodzony 14-latek sam zgłosi się na komisariat policji w Krakowie. Nie będzie mieć przy sobie żadnego dokumentu, powie tylko, że uciekł od ojca i chce trafić do domu dziecka. "Przerażały mnie (...) słowa ojca o możliwości popełnienia zbiorowego samobójstwa przez moją rodzinę, gdyby spotkała nas ciężka sytuacja życiowa. Ze względu na ojca nie mam możliwości chodzenia do szkoły i kontynuowania nauki. Chciałbym przebywać w domu dziecka" - cytował go "Dziennik Polski".

Niebo rozpadło się wkrótce po ucieczce Medarda, około roku 2002/2003. Kacmajorowi odebrano pozostałe dzieci ( w sumie sześcioro), a on sam wyjechał na Ukrainę. Jednak nawet po latach od ostatniego niebiańskiego tchnienia pojawiają się nowe doniesienia o tym, co miało miejsce na posesji w Majdanie.

Majdan Kozłowiecki koło Lubartowa, członkowie sekty Niebo (fot. Wojtek Jargilo / Agencja Gazeta)Majdan Kozłowiecki koło Lubartowa, członkowie sekty Niebo (fot. Wojtek Jargilo / Agencja Gazeta)

W 2011 roku prasa poinformowała, że śledczy sprawdzają, w jaki sposób na świat przychodziły w Niebie dzieci. 

Zgłoszenie do Prokuratury Rejonowej w Lubartowie wysłał Ryszard Nowak, przewodniczący Ogólnopolskiego Komitetu ds. Obrony przed Sektami. "Mamy sygnały, że na posesji były zakopywane martwe dzieci członków sekty" - mówił "Dziennikowi Wschodniemu". "Byli członkowie sekty opowiadali nam o nagłym znikaniu nowo narodzonych lub poronionych dzieci. Prawdopodobnie na rozkaz guru sekty martwe dzieci były potajemnie grzebane w ziemi na terenie posiadłości".

Prokuratura rejonowa nie wszczyna jednak postępowania z powodu niewystarczających dowodów. Działka zostaje sprawdzona, ale nie natrafiono na żaden ślad, który mógłby potwierdzić słowa Nowaka.

Wycieczki śladami sekty

Biały dom w Majdanie Kozłowieckim, który przez wiele lat nie schodził z pierwszych stron gazet, nadal stoi i ma nowych właścicieli, którzy podobno prowadzą działalność prawniczą. Nie jest im łatwo. Jeszcze do niedawna pod dom ściągały wycieczki ciekawskich. Odstraszyć ich miało ogrodzenie i tablica informująca o terenie prywatnym i zakazie wstępu. Nadal jednak się zdarza, że pod dom podjeżdżają samochody, a pasażerowie pstrykają selfie na tle dawnego Nieba.

Sam Kacmajor podobno wyjechał z Polski. Znów zajął się sztuką. W rozmowie z "Kurierem Lubelskim" przed kilkoma laty przyznał, że przygotowuje się do wystawy. Potem zapadł się pod ziemię. 

W 2016 roku ktoś widział podobnego do niego mężczyznę w Wielkiej Brytanii, kilka miesięcy później ktoś inny spotkał się z takim nazwiskiem na Ukrainie, a potem internauci zaczęli komentować pod starymi artykułami o Niebie, że Kacmajor wiedzie spokojne życie w Nysie.

Bogdan Kacmajor (fot. Wojtek Jargilo / Agencja Gazeta)Bogdan Kacmajor (fot. Wojtek Jargilo / Agencja Gazeta)

Sebastian Keller z żoną i maleńkim dzieckiem odszedł z sekty w 1995 roku. O innych byłych członkach Nieba zachowały się jedynie strzępy wspomnień. Podobno jedna z kobiet - studentka KUL - odeszła z Nieba, ale nie była w stanie przekonać do tego swojego męża. Wkrótce po odzyskaniu wolności popełniła samobójstwo. Kiedy sekta się rozpadła, życie odebrał sobie również jej mąż. Ktoś inny po opuszczeniu sekty trafił na leczenie zamknięte w szpitalu psychiatrycznym. Niebo miało być schronieniem dla przestępców, miejscem odwyku dla narkomanów oraz azylem dla zagubionych poetów. Ile w tym wszystkim prawdy - nie wiadomo. Poza Kellerem nikt nigdy nie przyznał się bowiem do bycia Niebianinem. 

Większość dzieci Kacmajora zostało umieszczonych w domach dziecka. Dwie dziewczynki zostały adoptowane, trzech chłopców przez jakiś czas pozostawało przy ojcu. Najstarszy syn, Medard, który uciekł od ojca, z bardzo dobrymi wynikami skończył szkołę. Nie chce mieć nic wspólnego ani z ojcem ani z jego przeszłością.

W 2006 roku, 9 lat po odejściu z nieba, Keller wrócił do Majdanu. W swojej książce napisał później: Dom wygląda tak, jak my po wyjściu z sekty. Rozbici i zniszczeni. Skradziono nam nasze dusze. Niektórym zabrano życie. Siedmioro z nas przypłaciło pobyt w Niebie życiem: Damian, Jagoda, Przemek i Mariusz zginęli w wypadku samochodowym. Maciej nie odzyskał przytomności po własnej kraksie, a wcześniej Bogdan kazał mu przestać jeździć na dializy. Lucyna wyskoczyła z dziesiątego piętra wieżowca w Lublinie, Sławek zaś podciął sobie żyły w lesie nieopodal posesji w Majdanie.

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU


Joanna Pasztelańska. Dziennikarka, reporterka. Jako jedna z pierwszych dotarła do Turcji po trzęsieniu ziemi w 1999 roku, relacjonowała wybory prezydenckie w Iranie, zajmowała się sprawą farmy niewolników pod Londynem i ukrytymi w rejonie Prypeci sierocińcami dla dzieci z wadami genetycznymi po wybuchu elektrowni w Czarnobylu. Od blisko dwudziestu lat jeździ po Polsce śledząc tematy trudne i niewyjaśnione m.in. dla "Życia Warszawy", "Tygodnika Kulisy" i magazynu "Dziennika Gazety Prawnej". W 2016 roku nakładem wydawnictwa Horyzont Znak ukazała się książka "Policjanci. Za cenę życia", którą napisała wraz z mężem.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (111)
Zaloguj się
  • wranek

    Oceniono 35 razy 33

    Jak trzeba być oczadzonym aby popierac sekte pisowską?
    Jaki gust trzeba mieć, żeby za swojego idola uznać Jarka i Antoniego?

  • mam_monka

    Oceniono 27 razy 25

    Kacmajor żyje sobie spokojnie w GB, "rodzina" się rozrasta, pogłoski mówią, że Ewa została jego żoną, Bo jest z nimi w dobrych stosunkach... Nie wiem jak to możliwe, że taki prymityw omamił tyle osób

  • buk.humor.dziczyzna

    Oceniono 30 razy 18

    taka sama jest sekta watykańska
    Wszelkie możliwe religie, to największe zło jakie w czasie całej historii ludzkości zostało przez nią wymyślone i przez wieki doprowadzone do perfekcyjnego absurdu. Mnie nie kręci walenie czołem przed różnymi przedmiotami, kanibalistyczno-wampiryczne obrzędy ani schylanie karku przed wynaturzonymi zwyronialcami , których miejsce jest w kryminale.. Religie to najbardziej złowrogi system totalitarny , a największe imperium zbrodni to tzw. Watykański kościół katolicki, przez który rządzący usiłują zniewalać społeczeństwa, to totalny rynsztok jaki ludzkości zgotowali różnego typu pomyleńcy , jednak najważniejsze, że większość zaczyna to rozumieć.

  • aria-pura

    Oceniono 22 razy 18

    Wystarczy spojrzeć na tę gębę, żeby wiedzieć, że to ciężki psychol.

  • teczowy.husarz.bat.na.chamow

    Oceniono 19 razy 15

    KACmajor - major z niego zaden, za to kac ogromny.
    :-)

  • simona_gwizdziel

    Oceniono 18 razy 14

    W 2011 roku prasa poinformowała, że śledczy sprawdzają, w jaki sposób na świat przychodziły w Niebie dzieci.
    =====
    Wydawało mi się, że to od dawna wiadome...

  • m.gregor

    Oceniono 12 razy 12

    Ciekawe kiedy powstanie taki artykuł o Ziębie, Jaśkowskim, Czerniaku, Sosze i innych antyszczepionkowcach... Dużej różnicy ja tu nie widzę...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX