Sejm, ul. Wiejska w Warszawie

Sejm, ul. Wiejska w Warszawie (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Tak się robi w Polsce politykę. "Po Sejmie kręciła się pijana posłanka. Zadzwoniłem do dziennikarzy"

Michał Majewski, były dziennikarz śledczy, wykorzystał swoje doświadczenie i opisał, jak się naprawdę robi w Polsce politykę. Jak się załatwia po znajomości, szantażuje i kompromituje. Jego informatorzy są anonimowi, ale uważny czytelnik rozpozna w bohaterach tych historii polityków z absolutnego topu.

[...] - Nasze pokoje w hotelu sejmowym to klitki, trzy na trzy metry. Ostatnio widziałem u kolegi taką scenę: w pokoju z dwunastu chłopa, muzyka z jamnika, flaszki na stole. I kilka naprawdę znanych postaci polskiej polityki. Jeden na zydelku, trzech na wersalce, kolejny palił papierosa w oknie. Normalnie jak na wycieczce klasowej we wczesnym liceum - opowiada poseł prawicy. - Spytałem, czemu nie zajdą do knajpy sejmowej, by napić się jak ludzie. A oni na to, że tam siedzą posłowie opozycji. I jeszcze nakręcą jakiś filmik telefonem, rano wrzucą na Facebooka, więc nie ma co ryzykować. I dalej bawili się jak na koloniach *.

T30.11.2016 Warszawa , Sejm . Gmach noca .Fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta
Budynek Sejmu wieczorową porą, kiedy na jego tyłach w hotelu poselskim zdarzają się zakrapiane imprezy (fot. Sławomir Kamiński/AG)

Alkoparlamentarzyści

Prawicowy poseł ze Śląska: - Mamy w partii zaufanego człowieka. Uczciwy i lojalny. Nasi przeciwnicy już od kilkunastu lat go atakują, a to najlepsza rękojmia. Ten człowiek przez lata pełnił najważniejsze stanowiska z naszego nadania. W końcu coś w nim pękło. Coraz częściej zaczęły pojawiać się pogłoski, że pije. I to ostro. Sprawa trafiła do ścisłego kierownictwa. Wyznaczono zaufaną osobę, by się temu przyjrzała. Rozpytano współpracowników, zaufanych dziennikarzy, którzy nas wspierają. Niestety, plotki się potwierdziły. Gdyby sprawa wyszła na jaw, to byłby dla nas cios. Ten zaufany przyszedł więc do delikwenta i przekazał mu decyzję kierownictwa: "Zostajesz wycofany do drugiego szeregu i zaczynasz terapię. Od nas dostaniesz wszelką pomoc. Jak wrócisz na właściwe tory, to wrócisz też do pierwszego szeregu". Zgodził się **.

Alkohol to ważna część polityki. Powodów jest kilka. Po pierwsze: stres. Niektórzy uważają, że najlepiej go rozbroić wódką. Po drugie: polityka to gadanie. A wiadomo, że najlepiej się rozmawia przy alkoholu. Po trzecie: polityka to wciąż głównie męska zabawa. A co faceci najczęściej dostają w prezencie? Tak, flaszkę. Niemal każdy minister i ważny urzędnik ma pełen barek. Kolejna sprawa: wyjazdy i oficjalne imprezy. Tam niemal zawsze jest wino albo koniaczek. Wreszcie, większość posłów jest spoza Warszawy, mają daleko do domu i rodzin, więc udziela im się kolonijny klimat hotelu sejmowego. Tam muszą uważać tylko na opozycję, bo już kilka lat temu hotel został odgrodzony od dziennikarzy. Dlatego czasem podczas piątkowych porannych głosowań w Sali plenarnej wionie jak w gorzelni.

- Kiedyś zadzwoniłem do dziennikarzy, bo po Sejmie kręciła się kompletnie nawalona posłanka, a było dopiero wczesne przedpołudnie - wyznał mi polityk liberalnej partii. - Wpisałem chłopaków z pewnej gazety na listę sejmowych gości, ale posłanka miała szczęście. Ktoś ją wcześniej odprowadził do pokoju w hotelu na regenerację. Doniosłem na tę posłankę, bo strasznie mi uprzykrzała życie, czepiała się mnie przy każdej okazji. Ale generalnie w sprawie picia panuje ponadpartyjny konsensus. Sam kiedyś uczestniczyłem w transportowaniu w kocu do hotelowego pokoju kolegi z innej partii. Ale to były takie czasy, że się równo piło. I równie dobrze to ja mogłem być w tym kocu.

Wyprowadzka z hotelu sejmowego też może się skończyć przygodą. - Asystent znalazł mi pokój z kuchnią niedaleko Wiejskiej. Pewnego wieczoru wracam do domu i mijam na klatce jednego z założycieli mafii pruszkowskiej. Poznałem go, bo wcześniej byłem urzędnikiem MSWiA i otarłem się o sprawę rozbijania tej grupy - opowiada jeden z prawicowych polityków. - Próbowałem sobie to spotkanie jakoś racjonalizować. Przekonywałem siebie, że przecież Warszawa to taka większa wieś. Ale okazało się, że facet mieszka na tym samym piętrze, drzwi w drzwi ze mną. Kiedyś przez wizjer zobaczyłem, że przyszło do niego dwóch kolejnych z dawnej grupy pruszkowskiej. Następnego dnia wróciłem do hotelu sejmowego.

Poselskie hamulce łatwiej puszczają na wyjazdowych, zamkniętych dla mediów posiedzeniach. Poseł liberalnej partii: - Pojechaliśmy kiedyś za Warszawę do takiego ośrodka. Znana posłanka tak się upiła, że padła w windzie i przez jakiś czas jeździła z góry na dół i z powrotem. Mieliśmy też w klubie posła, który bez przerwy pił herbatę. Dużo o niej opowiadał, radził nam, jak najlepiej zaparzyć poszczególne gatunki. Mówiliśmy na niego "Anglik". W końcu zrozumiałem, o co tu chodzi. Kiedyś z marynarki wypadła mu piersiówka, z której dolewał do tej herbaty.


Pewien poseł dolewał ukradkiem do herbaty alkohol. Herbatę z 'prądem' pił non stop (fot. Lisa Fotios/Pexels.com/CC0)

Pan Kroplówka

Pracownik jednego z sejmowych klubów miał dość nietypowe zadania. - Na początku zajmowałem się obsługą medialną kilku posłów. Wyszukiwałem im informacje, by w studiu wychodzili na dobrze zorientowanych. A że sam byłem dziennikarzem telewizyjnym, to podpowiadałem na przykład, jak mają siadać, by marynarka im się nie gniotła, jak przerywać przeciwnikowi, by nie wyjść na chama - opowiada. - Szybko się okazało, że muszę też zadbać o to, by moi podopieczni byli na chodzie. Brat jest lekarzem, więc szybko dogadałem się z zaufaną ekipą od stawiania na nogi. Oni przyjeżdżali z kroplówką, witaminami, odżywkami, a ja z planem wieczornego występu posła w programie publicznym. Pacjent dogorywał w łóżku, a ja próbowałem sączyć mu do głowy, co i jak ma powiedzieć w telewizji. Jak zawodnik był w szczególnie złym stanie, to starałem się dowiedzieć, jakie pytania dostanie. Dziennikarze nie robili większych problemów, bo akurat moi podopieczni byli pupilkami mediów.

Jeden z premierów opisywał mi kiedyś swój zwyczaj. Po skończonym dniu pracy, zwykle ok. godz. 22, zapraszał najbliższych współpracowników na szklaneczkę. To był jego pomysł na integrację, moment na spokojną rozmowę, okazja, by przeprosić kogoś, kogo opieprzył w ciągu dnia. - Dopiero po jakimś czasie zorientowałem się, że część osób na tę szklaneczkę przyjeżdża specjalnie z domu. Chciałem być miły, a okazało się, że rodziny tak rozbijam. Wycofałem się z tego. Poza tym przejrzałem rozliczenie mojego funduszu reprezentacyjnego i okazało się, że whisky w knajpie była trzy razy droższa niż w sklepie! - opowiadał premier.


Posłowie potrafią upić się do nieprzytomności (fot. Wikimedia Commons/CC0)

Sejmowe love story

Odległość od domu sprzyja flirtom wśród posłów. Niegdyś tajemnicą poliszynela był romans jednego z dziesięciu najważniejszych polityków w kraju z pewną młodą dziennikarką. Dzięki tej relacji ona miała dobre informacje. Jej redakcja puszczała swego czasu newsy o budowaniu rządu, których inni nie mieli. Ale flirt zaczął się przeradzać w niebezpieczną sytuację. Dziennikarka wyobrażała sobie, że polityk zostawi dla niej rodzinę i wkrótce będzie niańczyła ich wspólne dziecko. Ale facet nie miał takich planów, miał za to bardzo władczą i zaborczą żonę. Dziennikarka była mocno zakochana i nie przyjmowała tego do wiadomości. Po nocach słała do polityka SMS-y, płakała przed koleżankami, że wyjeżdża z Warszawy na święta, a przecież mógłby zostać z nią. I tak się toczył ten brazylijski serial romantyczny.

Problem w tym, że chodziło o jedną z najważniejszych osób w państwie, a przez niedyskrecję młodej dziennikarki romans mógł się zaraz wydać. Doszło nawet do tego, że znana i doświadczona reporterka, sprzyjająca partii polityka, umówiła się z nim na spotkanie, by zdać sprawę z powagi sytuacji i poinformować o krążących plotkach. W końcu facet zerwał romans, ale jego partyjni koledzy długo mieli z tego używanie i pozwalali sobie na koszarowe żarty wobec młodej dziennikarki. Przykra sprawa, bo dziewczyna chyba się wtedy autentycznie zakochała.

Historii początkujących dziennikarek, które próbowały robić karierę przez łóżka polityków, jest sporo. Ale zwykle były to kariery na krótką metę. By osiągnąć sukces w mediach, nie wystarczy parę wyciągniętych w łóżku informacji. Trzeba mieć jeszcze wiedzę o polityce, warsztat, rozumieć, na czym polegają partyjne rozgrywki. Poważne kariery nie zaczynają się w łóżku, a fama kochanki polityka może się ciągnąć za taką dziennikarką przez lata.


Romanse polityków i dziennikarzy rzadko wychodziły obu stronom na dobre (fot. Valeria Boltneva/pexels.com/CC0)

Częściej zdarzają się romanse wewnątrzpartyjne. Jedną z takich historii sprzed kilku lat opowiedział mi poselski asystent. - Była taka brunetka tuż po trzydziestce, powabna, trzepocząca rzęsami. Od jakichś trzech lat kręciła się wokół partii, bywała na demonstracjach, wspierała nas na Facebooku. Aż wreszcie wypatrzył ją sobie jeden z naszych posłów - opowiada.

- Ten polityk był konserwatystą, ważne były dla niego rodzinne wartości. Jak się okazało, konserwatystą był tylko od pasa w górę. Dziewczyna zaczęła przyjeżdżać do Warszawy ze swojego miasteczka. Chodziła z nim na zakupy, do modnych knajp, a potem do jego pokoju w sejmowym hotelu. Brunetka, poza fizyczną atrakcyjnością, miała też spore ambicje i znakomite zdanie na swój temat. Zupełnie nieuprawnione. Z trudem odróżniała Sejm od Senatu i Ministerstwo Sprawiedliwości od resortu spraw wewnętrznych. A chciała być pracownicą naszego klubu, udzielać się przed kamerami. Ale nawet nasz konserwatysta nie był na tyle nierozsądny, by się na to zgodzić - opowiada poselski asystent. - Wiedział, że istnieje granica, za którą łatwo wpaść w kłopoty. Ktoś by tę dziewczynę przepytał w Sejmie, a ona by nie wiedziała na przykład, kto jest ministrem obrony. Zrobiłaby się afera, media by się na to rzuciły, zaczęłoby się wewnętrzne śledztwo, kto ją do nas sprowadził i dlaczego. To już o krok od tego, by romans się wydał.

Poseł postanowił inaczej zaspokoić potrzeby brunetki. Zadzwonił do wiceszefa spółki skarbu państwa, któremu wcześniej pomógł zająć ten stołek. Ale i tu sprawa wymagała zachodu, bo podopieczna posła nie była w stanie samodzielnie napisać listu motywacyjnego. Nie można było tego komuś zlecić, by sprawa się nie wydała. - Więc ten nasz konserwatysta sam musiał napisać list za dziewczynę, którą znał ledwie dwa miesiące. Z posadą się oczywiście udało, a odwiedziny w sejmowym hotelu trwały. Praca za seks? No a jak to inaczej nazwać? - pyta mój rozmówca.


Kreski kokainy na szkle (fot. Zxc/Wikimedia commons/public domain)

Kreska kokainy w hotelu sejmowym

[...] Narkotyki, szczególnie wciąganie kokainy, to wciąż tabu w polskiej polityce. Jakby jakiś polityk wpadł w ten sposób i został opisany przez tabloidy, byłby zniszczony. Znam osobiście byłego polityka, którego ćpanie kompletnie wykoleiło. Ale ta historia działa się w czasach, kiedy kokaina była w Polsce jeszcze narkotykiem mało znanym, ekskluzywnym i trudno dostępnym. Temu politykowi pozwalała się doprowadzać do używalności po alkoholowych ekscesach. Na porannego kaca wciągał kreskę i wracał do żywych. Kokaina daje poczucie pewności siebie, chwilowo poprawia elokwencję. Ale z czasem potrzeba jej coraz więcej. Zaczynają się skutki uboczne: lęki, paranoje, kłopoty z sercem, emocjami i portfelem, bo jest po prostu droga.

Temu politykowi latały ręce, wzrok miał coraz bardziej rozbiegany. Kiedyś niemal wpadł, bo jeden z pracowników biura przyszedł do niego do hotelu sejmowego, a tam na stole leżała karta kredytowa obsmarowana białym proszkiem. Dziś sprawa pewnie wydałaby się szybko, bo ludzie mają większą świadomość tego, jak zachowują się uzależnieni od kokainy. Ale wtedy zachowanie tego polityka zrzucano na "przejściowe problemy z alkoholem".

Może życie uratował mu fakt, że jego partia nie weszła do Sejmu. Zniknął stres i konieczność stawiania się do pionu narkotykami po nocnych libacjach. Znajomi w porę podali mu rękę i wyciągnęli z bagna.

*Fragment książki Michała Majewskiego "Tak to się robi w polityce" (Wyd. Czerwone i Czarne). Książkę możesz kupić w Publio.pl.

Michał Majewski (ur. 13 września 1974). Dziennikarz, w latach 1994-2005 pracował dla "Rzeczpospolitej", od 2006 do końca 2009 r. był reporterem działu śledczego "Dziennika", a następnie "Dziennika Gazety Prawnej". Kierował działem śledczym tygodnika "Wprost". W marcu 2017 r. po 23 latach odszedł z dziennikarstwa i rozpoczął współpracę z agencją strategicznego doradztwa komunikacyjnego "Bridge". Laureat MediaTorów (wspólnie z Pawłem Reszką) za ujawnienie kontrowersyjnych fragmentów rozmowy prezydenta Lecha Kaczyńskiego z szefem MSZ Radosławem Sikorskim, zdobywca (w 2010 r.) Grand Press w kategorii dziennikarstwo śledcze za cykl artykułów Dziewięć i pół sekundy (wspólnie z Pawłem Reszką) i Nagrody im. Andrzeja Woyciechowskiego (2010 r.) za cykl artykułów na temat katastrofy smoleńskiej.

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (168)
Zaloguj się
  • oko2009

    Oceniono 59 razy 37

    I co to ma być? Jakieś odkrywcze, jakaś sensacja? Wiadomo wszystkim, że piją, kopulują, załatwiają posady za seks. A szczególnie teraz, kiedy większość stanowią posłowie PiS. A ci jak wiadomo są inteligentni inaczej.

  • jestem_synem_roma

    Oceniono 34 razy 28

    Czy w książce jest też wątek kryptogejostwa wśród sejmowych konserwatystów z rodzinami?

  • habib78

    Oceniono 19 razy 15

    Znana posłanka tak się upiła, że padła w windzie i przez jakiś czas jeździła z góry na dół i z powrotem - mocne:)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX