13-latkowie zostali zarzuceni wiedzą

13-latkowie zostali zarzuceni wiedzą (fot. shutterstock.com)

społeczeństwo

"Modlę się, żeby moje dziecko się pozbierało". Jak przetrwać siódmą klasę?

O tym, że nie pójdą do gimnazjum, Alicja, Paulina i Marcin dowiedzieli się w klasie szóstej. Dziś są siódmoklasistami. Mają co najmniej 35 lekcji tygodniowo. Do tego codziennie uczą się po kilka godzin.

Lekcja 1.: Jeśli mam prawo do czasu wolnego, to dlaczego go nie mam?

Paulina ma codziennie 7 lekcji. W domu uczy się około 5 godzin.

Alicja w szkole spędza tygodniowo 36 godzin. W domu uczy się od 2 do 6 godzin dziennie. Dzień bez kartkówki to rzadkość.

Marcin chodzi do szkoły na 7.30, często wraca o 16.00. Tygodniowo ma 38 lekcji. W domu uczy się codziennie 3-4 godziny.

Wszyscy troje są siódmoklasistami. Wszyscy pracują więcej niż dorosły na etacie. W ich obronie rok temu Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak napisał do Minister Edukacji Anny Zalewskiej: (...) dopuszczanie do sytuacji nadmiernego obciążania dzieci pracami domowymi narusza przepis art. 31 Konwencji o prawach dziecka, zgodnie z którym Polska uznaje prawo dziecka do wypoczynku i czasu wolnego (...).

Paulina zrezygnowała z zajęć tanecznych, kółka matematycznego i plastycznego.

Alicja - z lekcji śpiewu, chóru i akrobatyki.

Marcin reprezentował szkołę na zawodach lekkoatletycznych. Zrezygnował z treningów.


Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak (fot. Łukasz Antczak / Agencja Gazeta)

Lekcja 2.: Dlaczego uczymy się czegoś, czego nie pamiętamy po miesiącu?

Paulina ma 13 lat, ciemne długie włosy i lekko zadarty nos. Mieszka w małym miasteczku w woj. lubuskim. W szkole ćwiczy pamięć krótkotrwałą, wkuwając biologię i historię. - Za dużo tego.  Nauczyciele lecą z materiałem - opowiada. -  Z geografii mieliśmy ostatnio o ludności Polski. Uczymy się, kiedy wyż, kiedy niż demograficzny. Ilu ludzi wyjechało na emigrację, z którego województwa najwięcej. Nie pamiętam już, co było miesiąc temu.

Jak wyglądają jej weekendy? - W piątek odrabiam lekcje, w sobotę się uczę, w niedzielę kończę.

Czasem Pauliny, którego nie zagospodaruje szkoła, zajmie się ksiądz. Na przykład w czasie postu Paulina miała w piątek drogę krzyżową, w niedzielę gorzkie żale i mszę. Jeśli nie zbierze wymaganej liczby podpisów, potwierdzających obecność na nabożeństwach, nie zostanie dopuszczona do bierzmowania.

Ferie też nie są po to, żeby odpocząć. Tydzień Pauliny po feriach: poniedziałek - sprawdzian z chemii, wtorek - z informatyki, środa - praca klasowa z fizyki, czwartek - z plastyki, na piątek - dialog z niemieckiego.

- A jakbyś miała czwórki, to by się coś stało? - pytam.
- Nie. Ale już się przyzwyczaiłam, że się tylko uczę.


Dziennik szkolny (fot. Karolina Sikorska / Agencja Gazeta)

Lekcja 3.: Dlaczego zdobywanie wiedzy to nie przyjemność, ale ból brzucha?

W piątki Alicja chodzi na 7.10 na dodatkowy angielski, który jest dobrowolny. Teoretycznie.  Pani od angielskiego lubi kartkówki. Robi je również w tygodniu, w którym jest sprawdzian. Dzięki temu Alicja nie wychodzi z wprawy. Wie, że wszystko, czego się nauczy i nie nauczy, zostanie poddane ścisłej kontroli.

- Masakra - mówi śliczna, drobna blondynka z małego miasteczka koło Mikołowa. - Jak w ciągu dnia mam dużo nauki, to jestem tak zmęczona, że nie mogę zasnąć. Potem w szkole niewiele do mnie dociera. W niedzielę wieczorem im jest później, tym bardziej jestem zestresowana.

Nie wystarczy, że Alicja będzie wiedziała, co to była odwilż posewastopolska, jakie były przyczyny powstania styczniowego, jakie skutki, co oznaczało uwłaszczenie chłopów. Musi znać dokładne daty, co do dnia.

Rodzice poprosili wychowawczynię o interwencję. Żeby wpłynęła na historyczkę. Przecież żadne z dzieci nie zamierza być prawnikiem. Wychowawczyni "nie chciała wchodzić w kompetencje nauczycielki". 

- A gdybyś się nie przygotowała do lekcji? - pytam.
- Ja się wtedy stresuję i boli mnie brzuch.

Mama Alicji: - Dziś piątek. Jedyny dzień, kiedy sobie odpuszczamy.
- Odpuszczacie? Przecież Alicja miała dziś 8 lekcji! - nie dowierzam.
- No tak, plus godzinę korepetycji z matematyki.

O czym marzy 12-letnia Alicja? Żeby już skończyć szkołę.


Żeby skończyć już szkołę - to marzenie siódmoklasistów (fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta)

Lekcja 4.: Co to jest ten system i dlaczego nie można nic na niego poradzić?

Pani Anna z Wrocławia, mama Marcina - tego, który był świetnie zapowiadającym się lekkoatletą - powiedziała do syna: - Umów się z Tymonem, dawno się z nim nie widziałeś.
- Nie mogę, muszę zrobić projekt na polski, nauczyć się do sprawdzianu, w weekend też nie dam rady - odpowiedział syn.

Zdarzało się, że płakał. Mamo, ja już nie daję rady, mówił.

Może jest za ambitny? - pytam.
- Gdyby był wyjątkiem, to pomyślałabym, że ma wybujałe ambicje, ale rozmawiam z rodzicami innych dzieci. Przez całą piątą i szóstą klasę grali po szkole w piłkę, teraz wszyscy idą robić lekcje. Przeraża mnie, że syn ma takie dzieciństwo - mówi jego mama.

Rodzice próbowali rozmawiać z wychowawczynią. Rozłożyła ręce. "Taki jest system" - powiedziała. "Nie ja go opracowałam".

Po reformie siódmoklasiści mają co najmniej 32 lekcje tygodniowo. Teoretycznie, bo większość chodzi jeszcze na zajęcia nieobowiązkowe - religię lub etykę i wychowanie do życia w rodzinie. W klasach dwujęzycznych i sportowych mają nawet 40 lekcji.

Nauki jest tyle, że brak czasu nawet na spotkania z rówieśnikami (fot. Shutterstock.com)
Nauki jest tyle, że brak czasu nawet na spotkania z rówieśnikami (fot. Shutterstock.com)

Lekcja 5.: Jeśli miało być lepiej, to dlaczego jest gorzej?

O tym, że nie pójdą do gimnazjum, Alicja, Paulina i Marcin dowiedzieli się w klasie szóstej. We wrześniu 2016 roku Minister Edukacji zapowiedziała powrót do ośmioklasowych szkół podstawowych, czteroletnich liceów, pięcioletnich techników.

Rok później Alicja poszła do siódmej klasy i od tego czasu uczy się według nowej podstawy programowej. Tyle tylko, że nowa podstawa nie zawsze klei się ze starą. W siódmej klasie dzieci uczą się szczegółowo o kongresie wiedeńskim, ale w szóstej niewiele dowiedziały się o wojnach napoleońskich czy rewolucji francuskiej.

Nie ma korelacji między przedmiotami. Między matematyką a fizyką i między biologią a chemią i fizyką. Na fizyce dzieci rysują wykresy zależności drogi od czasu w ruchu jednostajnym i jednostajnie przyśpieszonym. Powinny już znać wykres funkcji liniowej. Nie znają.

Weźmy biologię. - Klasa siódma to nauka o człowieku. Układ pokarmowy zaczyna się informacjami o związkach odżywczych - organicznych i nieorganicznych. Jak mam wytłumaczyć różnicę między nimi, skoro dzieci dopiero co rozpoczęły naukę chemii? Na podobne problemy natykam się co krok  - mówi Kaja Malanowska, nauczycielka biologii w niepublicznej szkole podstawowej.

W przypadku chemii i fizyki zmiany polegały na zmieszczeniu programu, jaki do tej pory był realizowany przez trzyletnie gimnazjum, w dwóch ostatnich latach podstawówki. Na utrwalanie wiedzy, obserwacje, samodzielne badanie świata, poszukiwania, dochodzenie do wniosków - czasu brak. - Nie ma szans - przyznaje Edyta Zakrzewska, nauczycielka chemii i fizyki. - Wchodząc do 25-osobowej klasy i rozdając próbówki, już tracę 10 minut. Jeśli sama robię doświadczenie, zaoszczędzam czas. Widzę obciążenie tych dzieci. Nie wyobrażam sobie, żeby przy tych dwóch godzinach fizyki i chemii zadawać im po trzy zadania. Siedziałyby do północy. Zadaję mniej, ale widzę skutki. One przyswajają, ale szybko zapominają. Na zasadzie "zakuć i zapomnieć".


Lekcja biologii w Liceum Akademickim w Toruniu (fot. Wojciech Kardas / Agencja Gazeta)

Edyta Zakrzewska przez 10 lat uczyła w gimnazjum w podwarszawskiej miejscowości. Miała czas, żeby zrobić zajęcia wyrównawcze, kółko chemiczne, przygotować dzieci do konkursów. Teraz pracuje w dwóch szkołach, bo w związku z wygaszaniem gimnazjów ma mniej godzin, a za rok będzie ich jeszcze mniej. Brakuje jej czasu na pomoc najsłabszym czy spotkania z tymi, którzy chcą rozwijać swoje zainteresowania. W podobnej sytuacji jest wielu nauczycieli. Niektórzy pracują w trzech placówkach. Tylko wpadają do szkoły i z niej wypadają.

Lekcja 6.: Jak uczyć, czyli nauczycielu - radź sobie sam.

Przeglądam podręcznik do biologii. Pierwsze wrażenie: przyjazny, przejrzysty z dużymi realistycznymi ilustracjami. Drugie: natłok informacji. Alicja niedawno miała sprawdzian z układu kostnego. Musiała się nauczyć budowy czaszki, budowy klatki piersiowej, odcinków kręgosłupa, budowy kręgów, kości kończyny górnej i obręczy barkowej, kości kończyny dolnej i obręczy miedniczej, budowy stawów i ich rodzajów.

Pytam Kaję Malanowską, czy dzieci naprawdę muszą wiedzieć to wszystko. -  Podręczniki są przeładowane, de facto zostały przepisane z gimnazjum, w którym program i tak był zbyt szczegółowy - odpowiada. - Niestety, podstawa programowa, która stanowi wytyczną dla nauczyciela, jest na tyle ogólna, że nie precyzuje, czego mamy dokładnie uczyć. W podstawie mamy budowę szkieletu osiowego. W podręczniku pod tym hasłem są nazwy poszczególnych kości czaszki, budowa klatki piersiowej, nazwy części kręgosłupa i budowa kręgu. Więc co mam właściwie powiedzieć dzieciom? Że szkielet osiowy to czaszka, klatka piersiowa i kręgosłup? Czy jednak uczyć tych wszystkich szczegółów? Jeśli reforma ma polegać na tym, że każdy nauczyciel biologii ma skracać program na własną rękę, to jest to granda, a nie reforma.

Przeglądam listę lektur z polskiego. Jest bardzo podobna do tej, która była w gimnazjum. W opinii niektórych można by ją przewietrzyć. Są tu: "Zemsta" Fredry, "Pieśni" Kochanowskiego, "Żona modna" Krasickiego, "Reduta Ordona", "Śmierć Pułkownika", "Pan Tadeusz", "Quo vadis", "Krzyżacy". Pytam polonistkę, jak ocenia kanon lektur. - Omawiamy właśnie "Zemstę". Jednym z tematów jest komizm języka. Dzieci patrzą na mnie i mówią: Proszę pani, ale to nie jest śmieszne, to jest nudne.


Biblioteka szkolna (fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta)

Lekcja 7.: Jak odrobić lekcje z podziałem na role?

"Możemy być dumni i zadowoleni z tego, jak przebiega reforma" - powiedziała Minister Anna Zalewska na konferencji prasowej w listopadzie.

W tym samym czasie swoimi spostrzeżeniami dzielili się rodzice siódmoklasistów na forum Gazeta.pl w wątkach: 7 klasa - stan psychiczny dzieci i Kierat w 7 klasie.

Barbibarbi: Lepiej odpuścić, niż pozwolić, aby dziecko wylądowało w psychiatryku.

Luska1973: Żeby syn miał trochę czasu wolnego - reszta rodziny odwala zadania z plastyki, muzyki, informatyki, religii i lekcji wychowawczej. Nie mogę darować tego, co PiS zrobiło tym dzieciom.

Elf 1977: Modlę się, żeby moje dziecko się pozbierało. Może jest słabsza psychicznie niż inne dzieci, ale to jeszcze nie powód, żeby ją niszczyć.

Gulcia77: Młody spokojnie daje radę, ale nam nie odbija na punkcie ocen. Dziecko to nie robot, od trójki jeszcze nikt nie umarł.

Lekcji, jak przetrwać w siódmej klasie i zachować równowagę, udzieliły mi trzy sympatyczne siódmoklasistki z Warszawy: Maja, Daria i Tosia. Wszystkie trzy uczą się dużo, ale są w uprzywilejowanej sytuacji: nie zrezygnowały ze swoich pasji i zajęć dodatkowych. We wrześniu i październiku płakały - to nie jest metafora - bo nie wyrabiały się z nauką. Teraz kończą proces adaptacji.

Maja: - Ja odrabiam z polskiego, a Tosia z matematyki. Jeśli czegoś nie rozumiemy, to ze sobą rozmawiamy.

Daria: - Te łatwe lekcje robię sama. Trudniejsze - matematykę, fizykę - spisuję z Internetu. Bardziej się skupiam, żeby się do kartkówki nauczyć.

Tosia:- Lekcji nikt nie sprawdza. A z kartkówki dostaje się ocenę.

Maja: - My byśmy robiły te zadania, gdyby było więcej czasu. Tylko żeby zrobić ćwiczenia, trzeba przeczytać cały rozdział, a to zajmuje 20 minut. Niektóre lekcje odrabiam na plastyce albo biologii, wtedy w domu mam trochę czasu.

Marta Bąkowska, psycholog: - Dzieci muszą sprostać coraz większej liczbie zadań. Jeśli pracują po 12 godzin, a  do tego mają mało ruchu, mało wypoczynku, za mało tlenu, złe jedzenie, to wszystko sprawia, że ich organizmy są psychicznie i fizycznie przeciążone. Dziecku może grozić wypalenie, takie jakie spotykamy u dorosłych. O tym się nie mówi, a powinniśmy zacząć.

Żeby mieć trochę czasu dla siebie, siódmoklasiści dzielą się zadaniami - jeden uczeń robi pracę domową z matematyki, inny z polskiego. Czasem wyręczają ich rodzice (fot. pixabay.com)
Żeby mieć trochę czasu dla siebie, siódmoklasiści dzielą się zadaniami - jeden uczeń robi pracę domową z matematyki, inny z polskiego. Czasem wyręczają ich rodzice (fot. pixabay.com)

Lekcja 8.: Czy jeśli nie zdam, to uniknę kłopotów?

Jedni rodzice protestują, bo dzieci siedzą po nocach nad lekcjami. Drudzy protestują, gdy szkoła - nawet czasowo - chce  zrezygnować z zadawania prac domowych. Wioletta Pozorska, mama siódmoklasisty z Warszawy: - Jestem zwolenniczką prac domowych, bo nauczyciele nie mają czasu na utrwalenie materiału na lekcjach. Kluczem do sukcesu jest powtarzanie i ćwiczenie, zwłaszcza przedmiotów ścisłych i tych egzaminacyjnych.

Skąd ta nerwowość? O co chodzi?

O kumulację. W 2019 roku do szkół średnich pójdzie podwójny rocznik: trzecie klasy gimnazjum i ósmoklasiści - czyli obecni uczniowie klasy siódmej. Razem 726 tys. dzieci. I tu pojawia się kolejny problem. Od września 2019 licea będą uczyły w dwóch systemach: trzyletnim dla gimnazjalistów i czteroletnim dla absolwentów podstawówek. Jeśli w liceum otwierano do tej pory siedem równoległych klas pierwszych, czy za rok powstanie ich 14?

Na zajęciach z doradztwa zawodowego w klasach siódmych nauczyciele przekonują, że nie każdy musi iść do liceum. Słusznie. Mamy niedobór ślusarzy i spawaczy, a nadmiar absolwentów zarządzania i marketingu. - Tylko dlaczego akurat nasze dzieci mają rezygnować z marzeń? - buntują się rodzice siódmoklasistów. Czy z powodu kumulacji roczników ktoś, kto interesuje się historią, zapragnie zostać mechanikiem?

- Mamo, a może ja specjalnie nie zdam do ósmej klasy? - zapytała niedawno Alicja. O podobnym pomyśle usłyszę jeszcze dwukrotnie.

- Jest presja - przyznaje Dorota Łoboda ze Stowarzyszenia Rodzice przeciwko Reformie Edukacji. - Mówię rodzicom, żeby odpuścili. Ale boją się, że dzieci nie dostaną się do wymarzonej szkoły i chcą, żeby im to wszystko wtłoczyć do głowy. Błędne koło.

Marta Bąkowska, psycholog: - Ostatnio usłyszałam od świetnej uczennicy, uczestniczki konkursów, że chciałaby pracować w sklepie i przekładać towar.


Uczniowie i ich rodzice boją się, że za rok będzie bardzo trudno dostać się do liceum - za zdjęciu: kandydaci do I LO w Bydgoszczy sprawdzają listy przyjęć (fot. Łukasz Nowaczyk / Agencja Gazeta)

Lekcja dodatkowa dla zainteresowanych: szkoła w Finlandii.

Roześmiane dzieciaki biegają po boisku. Śpiewają na zajęciach muzycznych. Pochylają się nad robotami. Luz i swoboda. Amerykański filmowiec zrobił film o fińskiej szkole. Grupa nastolatków odpowiada na jego pytanie o prace domowe. Tak, owszem, odrabiają, przez10-20 minut dziennie.

Nauczyciel 1.: "Zadawanie prac domowych jest trochę przestarzałe. Uczniowie mają dużo innych zajęć po szkole: pobyć z rodziną, uprawiać sport, spotkać się z rówieśnikami".
Nauczycielka 2.: "Uczymy wszystkiego, co sprawia, że ich mózgi funkcjonują lepiej: muzyki, sztuki, wychowania fizycznego".
Dyrektorka szkoły: "Jeśli ciągle tylko pracujesz, pracujesz, pracujesz - przestajesz się uczyć".

Uzupełnijmy konkretami.

Fińscy nauczyciele biorą pod uwagę zainteresowania i predyspozycje uczniów, koncentrują się na uczeniu umiejętności, zamiast na wkuwaniu na pamięć. Uczą, jak być twórczym i krytycznym. Leena Liusvaara, dyrektorka szkoły podstawowej w Helsinkach, opowiada, że już pierwszaki prowadzą badania: "W pierwszej klasie dzieci obserwowały cały proces rozwoju motyla, od jajeczek aż do dorosłego owada. Uczniowie hodowali je w klasie. Motywujemy dzieci do tego, żeby stawały się coraz bardziej ciekawe w uczeniu się"*.

*Rozmowa Aleksandry Postoły z Leną Liusvaarą, "Gazeta Wyborcza", 4 marca 2018.          

Imiona dzieci i niektóre nazwiska dorosłych rozmówców zostały zmienione.

Dziękuję Stowarzyszeniu Rodzice przeciw Reformie Edukacji za pomoc przy powstaniu tekstu.

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU


Aleksandra Warecka.
Dziennikarka, copywriterka. Absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Publikowała w Dużym Formacie i Tygodniku Powszechnym. 

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (239)
Zaloguj się
  • mxx01

    Oceniono 35 razy 27

    Skoro w PISie są sami debile to trudno żeby potrafili przygotować taką reformę.

  • felekstankiewicz

    Oceniono 29 razy 23

    Bylem nauczycielem,jestem teraz na emeryturze i rozmawiam,czesto z kolegami.
    To co napisano to prawda,a dlatego tak jest,bo w jednym roku nauczanie,reazlizowane sa programy z dwoch lat,co bylo bardzo proste do wyliczenia...ale jak sie okazuje nie dla wszystkich

  • Oceniono 30 razy 22

    Mam w domu dwójkę siodmoklasistów. To jest horror. Na problemy z z dojrzewaniem nakłada się presja przed rekrutacją do liceów gdzie spotkają się dwa roczniki. Obiecałem sobie, że odczekam parę lat po czym obiję sztuczny ryj tej PiSdy, autorki deformy i spokojnie odsiedzę co mi zasądzą.

  • xkx

    Oceniono 16 razy 16

    Aby reforma miała sens powinno być tak iż zaczyna się ona nie od 6 klasy a od 4 czyli po nauczaniu początkowym jest już realizowany nowy program. Jeśli zaś innowacyjność ma polegać na realizacji tego co robiono przez 3 lata w 2 lata to jest to jakich horror. Dodatkowo przez 3 lata realizowano zupełnie inny program potem jest inny i się to nie łączy. A kompletny horror będzie za rok jak trzeba będzie rywalizować o miejsca w szkołach średnich.. Gdzie spotkają się naraz 2 roczniki.

  • ziggybum

    Oceniono 28 razy 16

    Smutne jest to, że myślący ludzie widzieli to i ostrzegali PRZED deformą edukacji. Ale tabuny tumanów - nie polityków - a zwykłych Polaków szły w to jak muchy do g....
    A wystarczyło choć trochę obiektywnie się zastanowić: czy ta deforma zmienia cokolwiek na lepsze w programach nauczania? Czy są jakiekolwiek dowody na to że dłuższa szkoła podstawowa cokolwiek poprawia w psychice i wychowaniu młodzieży w porównaniu z gimnazjum? I przede wszystkim - ile pieniędzy pójdzie na tą deformę? Bo przecież wszyscy cały czas dopłacamy do szkół państwowych, na które idą nasze podatki - płacąc za świetlicę, na bibliotekę, na ksero, na ochronę. A na deformę poszły DZIESIĄTKI MILIARDÓW ZŁOTYCH.

  • naz_niepoprawna

    Oceniono 19 razy 13

    Tak reformują szkolnictwo, że za kilka(naście) lat znowu wyskoczy jakiś Jaki z hatakumbą, czy Waszczykowski ze swoim San Escobar.

  • Oceniono 18 razy 12

    A dlaczego młodzież ma być zwolniona ze skutków dobrej zmiany? Święte krowy, czy co? To po pierwsze.

    Po drugie: moje pokolenie zostało wykształcone przez komunę (na geografii uczyłem się którzy jesteśmy w wydobyciu, którzy w wytopie i jakie są moce elektrowni wodnych na Dnieprze), a potem komunę obaliło. Następnie wprowadzono gimnazja i wychowano ludzi przekonanych, że ćwiczenie mózgu w przyswajaniu wiedzy jest dla głupich, ważne żeby wiedzieć jak wyguglować (jak nie ma na pierwszych dwóch stronach, to trudno, nie ma), więc żyją po trzydziestce na garnuszku rodziców, biją za inny kolor skóry, czy inne wyznanie, nie nadają się do zatrudnienia na etacie i jeśli już mają własne dzieci, nie potrafią ich sami utrzymać, więc wyciągają ręce po 500+, którzy głosując na PiS obalili III RP. Minister Zalewska wprowadzając reformę kopie PiS-owi grób.

  • jxl82

    Oceniono 15 razy 11

    Elbanowscy nie ratują już dzieciaczków? Kolejna Fundacja, kolejne pieniążki wpadłyby do kieszonki? Elbanowscy +

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX