Małgorzata Szumowska na 68. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Berlinie

Małgorzata Szumowska na 68. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Berlinie (fot. Eastnews)

wywiad Gazeta.pl

Małgorzata Szumowska: Polacy mają świetne poczucie humoru, ale nie potrafią się śmiać sami z siebie

Małgorzata Szumowska opuściła festiwal filmowy w Berlinie z Grand Prix Jury dla swojego najnowszego, kpiarskiego z ducha filmu "Twarz". Obraz zestawia historię budowy największego w tej części świata pomnika Chrystusa z opowieścią o społecznych reperkusjach pierwszego w Polsce przeszczepu twarzy. Do naszych kin wchodzi 6 kwietnia. Zanim to jednak nastąpi, podpytujemy reżyserkę o polskie świętości, specyfikę małych polskich miejscowości i wielkanocne tradycje kulinarne.

Oglądałam "Twarz" w Berlinie, przy pełnej sali, i zagraniczna widownia śmiała się dokładnie tam, gdzie trzeba. Czym się różni polskie poczucie humoru od niemieckiego?

Polacy mają świetne czarne poczucie humoru, potrafią śmiać się z wielu rzeczy, ale niekiedy trudno im się śmiać z samych siebie. Niemcy na odwrót, mają słabe poczucie humoru, ale z siebie potrafią się śmiać. Przerobili jako naród swoje traumy, na ile da się je przerobić.

Kadr z filmu 'Twarz' (fot. materiały prasowe)Kadr z filmu 'Twarz' (fot. materiały prasowe)

Czy kręcąc swój film, od razu miała Pani już w głowie europejską publiczność?

Robiłam "Twarz" zarówno z myślą o polskiej, jak i europejskiej publiczności. Szczęśliwie od jakiegoś czasu moim filmom udaje się przebijać do światowej publiczności. Naturalnie więc moje myślenie wykracza poza polski rynek. Zresztą jego wymogi komercyjne są bardzo specyficzne.

W jakim sensie?

Myślę, że kino, które zyskuje w Polsce wielomilionową widownię, trafia w pewien określony gust. To głównie komedie romantyczne lub ostre filmy o ostrych babkach i facetach, którzy biegają z pistoletami. Żeby zrobić taki film, trzeba by się w swojej głowie sformatować wyłącznie pod te wymagania i gust, który nie jest moim gustem. Na szczęście zawsze znajduje się w Polsce grono, któremu moje filmy się podobają. Może nie liczy ono milion osób, ale ta mała żelazna widownia jest.

Odniosłam wrażenie, że Pani już nie może się doczekać tych polskich reakcji na "Twarz".

Jestem bardzo ciekawa, jak Polacy zareagują na ten film i przy tym naprawdę w nich wierzę - że jednak po tych wszystkich latach teraz potrafimy się śmiać sami z siebie. Choć będą i tacy, którzy się obrażą.

Kadr z filmu 'Twarz' (fot. materiały prasowe)Kadr z filmu 'Twarz' (fot. materiały prasowe)

Przyznam się z bólem, że zastanawiałam się, czy w czasach, w których i tak robimy z siebie idiotów na forum międzynarodowym, musimy jeszcze...

... sami się z siebie śmiać? Oczywiście, że tak. Gdybym musiała się nad tym zastanawiać i blokować się tą myślą, byłoby to złe dla mnie jako artystki, odbierałoby mi wolność, było formą autocenzury. Poza tym jeśli chodzi o Zachód, film został odebrany prawie jednoznacznie jako czuły, opowiadający z dużą tkliwością o Polakach, co powiedział mi sam szef tegorocznego jury Berlinale, Tom Tykwer. W Berlinie mówiono: "Twarz" bardzo nas zaskoczyła tym, że nie naśmiewasz się ze swoich bohaterów. Poza tym dlaczego właściwie nie: jeśli cały świat trochę z nas teraz kpi i wytyka palcami, czyż nie jest to idealny moment, żeby wyjść z takim filmem do ludzi i pokazać im, że my też potrafimy być autoironiczni?

To bezhołowie polskie, ten chaos, który kiedyś wydawał się Pani atrakcyjny, bo inny, jakiś, o czym wspominała Pani w wywiadach, dzisiaj jest już obciążeniem?

Na pewno nie jest zaletą. Ale dlaczego mam pokazywać same nasze zalety? To by było raczej śmieszne. A Rumuni jak się dystansują do swojego kraju? Ich filmy przebiły się w świecie głównie dlatego. A Amerykanie to się nie śmieją z amerykańskiej prowincji i siebie chociażby w serialach, które Polacy tak namiętnie oglądają? Mnie to bardzo ciekawi, że tak lubimy seriale, gdzie szarga się wszystkie możliwe świętości i wartości, gdzie Amerykanie sami siebie pokazują jako rasistów, wariatów, homofobów, ale gdy u nas ktoś próbuje się w takim tonie wypowiedzieć, to nie każdy to zaakceptuje. Pokutuje mit o wsi spokojnej, wsi wesołej. A co złe, to nie u nas. U nas sielsko.

Małgorzata Szumowska ze Srebrnym Niedźwiedziem na 68. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Berliniefot. Eastnews

Jeśli już, to żartujemy z niej bardzo dobrotliwie, jak Jacek Bromski w "U pana Boga za piecem".

Albo jak komedie romantyczne, te wszystkie seriale lukrowane. Wyidealizowany świat domów zalanych słońcem i umeblowanych Ikeą, z ludźmi, którzy kładą się spać w pełnym makijażu i tak się też budzą. Świat nierealny - jeśli już pojawia się w nim jakaś lesbijka, to nie ma prawdziwych problemów, nie jest pokazany jej seks, bo wszystko podlane jest tym sentymentalnym cukierkowym sosem, który najwyraźniej nam odpowiada.

To co lub też kogo widzi Pani, gdy patrzy na polską mieścinę?

Bardzo dobrze znam takie miejscowości, całe życie jeździłam do nich na wakacje i spędzałam tam dużo czasu. Robiłam też w nich filmy, by wspomnieć tylko "A czego tu się bać?", mój dokument o rytuałach pogrzebowych. Na polskiej wsi nie obowiązuje polityczna poprawność.

Wolno na przykład śmiać się z rasistowskich żartów?

To było bardzo charakterystyczne, że w Berlinie z tego żartu w filmie nikt się nie zaśmiał. Tam jest to wykluczone. Na polskiej wsi starsze pokolenia nie posługują się internetem, całą wiedzę czerpią z telewizji i mają często poczucie, że żyją w najfajniejszej z możliwych rzeczywistości. Ale są przy tym otoczeni sąsiadami, z którymi często się kłócą, mają księdza, z którego się śmieją, bo mają świadomość jego słabości, ale są przywiązani do rytuału, który on im niesie. Życie toczy się wokół tych lokalnych rytuałów. Buduje to w jakimś sensie siłę rodziny - czego na pewno nie ma już w społeczeństwach zachodnich i w dużych ośrodkach miejskich w Polsce - ale z drugiej strony powoduje zamknięcie na wszystko, co obce, strach przed nieznanym, brak ciekawości świata. To się na szczęście zmienia w młodym pokoleniu, które dzięki dostępowi do internetu czy nawet gier jest ze wszystkim na bieżąco.

Kadr z filmu 'Twarz' (fot. materiały prasowe)Kadr z filmu 'Twarz' (fot. materiały prasowe)

Wybrali państwo z autorem zdjęć - Michałem Englertem - charakterystyczną formę wizualną i narracyjną dla swojego filmu: oko kamery niejako "wydobywa" z tła istotne elementy, resztę rozmywając. Z kolei narracyjnie "Twarz" jest ni to groteską, ni to przypowieścią.

Może na samym początku prac nad filmem mieliśmy pokusę, by opowiedzieć autentyczną historię bohatera przeszczepu twarzy, ale bardzo szybko odrzuciła nas dosłowność tej historii. Nie chcieliśmy robić thrillera medycznego. Wspólnie też zdecydowaliśmy, że nasz film będzie się trzymał jak najdalej od publicystyki, by uwypuklić wszystkie te dowcipy i pewne uproszczenia, alegoryzm tej historii. Gdyby nakręcić ją realistycznie, wydałaby mi się zbyt prosta. Ale gdy ubraliśmy ją w tę specyficzną formę, dostała skrzydeł przypowieści.

Czy Grand Prix Jury festiwalu w Berlinie zaowocowało nowymi zagranicznymi propozycjami?

Nadchodzi dobry moment dla kobiet, w branży filmowej wprowadza się parytety - akurat nie w Polsce, ale robi to coraz więcej zagranicznych studiów filmowych i producentów. Jest zapotrzebowanie na kobiety reżyserki i rzeczywiście spływa coraz więcej propozycji, szczególnie po nagrodzie, która jest bądź co bądź drugą co do ważności nagrodą na Berlinale. Oprócz mnie z Polaków otrzymało ją chyba tylko trzech polskich reżyserów, a poza tym jestem jedną z czterech kobiet laureatek w całej historii festiwalu, m.in. obok Maren Ade, która zrobiła film "Toni Erdmann". W branży mówi się, że nagrodę jury - tak w Berlinie, jak i w Cannes czy Wenecji - dostaje de facto najlepszy film festiwalu. Z chęcią zrobiłabym już jakiś film poza Polską, ale też z przyjemnością pracuję w kraju. Mam system kręcenia na małych budżetach, co pozwala robić filmy szybko, a nie czekać latami, aż uzbiera się duży budżet.

Kadr z filmu 'Twarz' (fot. materiały prasowe)Kadr z filmu 'Twarz' (fot. materiały prasowe)

Ma Pani duży talent do wynajdowania nieopatrzonych aktorskich twarzy, a także ucho do podsłuchiwania rzeczywistości "nieuczesanej". Czy te umiejętności wykorzystała Pani również przy kręceniu "Twarzy"?

Jak najbardziej - mam poczucie, że wydobyłam z cienia Małgosię Gorol, która jest bardzo autentyczna, a do tej pory grała z sukcesem tylko w teatrze. Cała filmowa rodzina głównego bohatera Jacka, sposób ich rozmawiania są z życia wzięte. W rolach brata i szwagra obsadziliśmy Roberta Talarczyka i Darka Chojnackiego, wybitnych aktorów z Teatru Śląskiego, którzy bardzo dużo improwizowali. W roli matki Anna Tomaszewska była znakomita. To nie są aktorzy z pierwszych stron gazet.

Rozmawiamy w przeddzień świąt Wielkiej Nocy - wspominała Pani kiedyś w wywiadzie, że to syn oczekiwał od Pani przestrzegania różnych rytuałów. Czy to się ugruntowało wraz z pojawieniem się córki?

Nasza wielkanocna tradycja jest tradycją świecką - to trochę jak we Francji, gdzie wysyła się dzieci na poszukiwania czekoladowych wielkanocnych jajek do ogrodu, ale nie łączy się to z żadnym aspektem religijnym. W naszym domu świętowanie także nie ma nic wspólnego z obrządkiem kościelnym - traktujemy je jak wydarzenie towarzyskie, często obchodzimy święta z przyjaciółmi, niekoniecznie z rodziną, której w zasadzie nie mamy.

Kadr z filmu 'Twarz' (fot. materiały prasowe)Kadr z filmu 'Twarz' (fot. materiały prasowe)

Czyli to raczej celebracja bycia razem niż duchowego wymiaru świąt?

Staram się przekazywać moim dzieciom wiedzę o kulturze chrześcijańskiej jako część wykształcenia ogólnego. Za część rozwoju duchowego uznaję też oglądanie dobrych filmów czy czytanie dobrych książek albo słuchanie Beethovena. Mnie wychowywał głęboko wierzący ojciec, zaszczepił mi to i ukształtował mnie jako człowieka i artystkę. W jakimś sensie teraz zmagam się z tymi wartościami, co też wprowadza w moje życie artystyczne wewnętrzną dynamikę, ale wydaje mi się, że młodego pokolenia taka forma duchowości już zupełnie nie dotyczy. Widzę znacznie więcej sensu w uwrażliwianiu dzieci na tak złożone zjawiska jak współtworzenie społeczeństwa obywatelskiego, nierówności społeczne czy rozwarstwienie klasowe. Czy na przyrodę, dziś już mocno zdegradowaną, która też jest naturalną przestrzenią duchowości czy metafizyki. Wydaje mi się to o wiele zdrowsze niż wmawianie im tej narracji chrześcijańskiej, która jest trudna do pojęcia. Dziecko nie rozumie, z jakiego powodu ma cierpieć, czemu ma się poświęcać. Nie rozumie, co to znaczy, że życie nie polega tylko na byciu szczęśliwym. To na czym polega?

Skoro mowa o świętach, muszę zapytać o jedzenie. Pamiętam, że wspominała Pani w wywiadzie rzece wydanym przez Krytykę Polityczną, że miała z nim Pani różne relacje w ciągu swojego życia. Jak jest z tym dzisiaj?

Jako nastolatka miałam dość typowe problemy, chciałam być szczuplejsza, chyba każda z nas to przechodzi... Stosowałam wtedy różne diety, ale nigdy nie miałam z jedzeniem problemów, zawsze kochałam jeść! Zjadałam obiad tatusiowi, mamusi, trzy obiadki dziennie. To byłam cała ja! Dziś namiętnie gotuję, wyszukuję przepisy, gdy jeżdżę po świecie, zawsze najpierw idę zjeść coś miejscowego - czy to w restauracji, czy w ulicznych barach, gdzie często jest znacznie smaczniej. Znam się więc na dobrej kuchni, z nią kojarzą mi się też święta.

Kadr z filmu 'Twarz' (fot. materiały prasowe)Kadr z filmu 'Twarz' (fot. materiały prasowe)

Co wtedy jecie?

Tylko polskie jedzenie - to paradoks, bo przez cały rok próbuję innych rzeczy, poszukuję. Święta Wielkanocne i Boże Narodzenie to są momenty celebracji tradycyjnej kuchni polskiej, która jest świetna, ale szalenie czasochłonna. Wieloetapowe zupy na domowych zakwasach albo wywarach z kości, pasztety, które samemu się mieli, lepienie pierogów, wolno duszone mięsa - toż to jakiś hardkor! Choć dobrze gotuję, to akurat tych potraw przygotować nie umiem, więc je niestety zamawiam. Ale obiecuję sobie, że się nauczę. To wszystko za to potrafiła przygotować moja babcia. Jej historia była przy tym niesamowita, bo urodziła się w 1900 roku, skończyła trzy klasy szkoły podstawowej i była prostą dziewczyną ze wsi. Ale tak świetnie gotowała, że została wydana za mąż za faceta, który miał fabryczkę srebra w Krakowie i pochodził z bardzo dobrej mieszczańskiej rodziny. Był to oczywisty mezalians, ale ożenił się z nią tylko dla jej kuchni.

Skąd się o niej dowiedział?

Tego akurat nie wiem. Ale wiem, że to nie legenda, bo potem babcia gotowała nam w bloku w czasach komuny, wynajdując gdzieś nereczki i mleczną cielęcinę, robiąc suflety, młode kalarepki i wykwintne placki ze śliwkami, które były cieniusieńkie, ale przykryte dwa razy grubszą warstwą śliwek... Słowem, rzeczy, o których się wówczas nikomu nie śniło! Całe życie tak jadłam i te smaki są ze mną do dziś, ale nie jestem ich w stanie odnaleźć w żadnej restauracji, choć nie ustaję w poszukiwaniach, zwłaszcza w święta. Muszę przyznać, że ja się jedzeniem naprawdę pasjonuję!

Widać to w dodatku w Pani filmach!

No tak, rzeczywiście to gdzieś tam jest. Moi bohaterowie przynajmniej nie udają, że jedzą.

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU

Małgorzata Szumowska. Reżyserka, scenarzystka, producentka filmowa. Absolwentka wydziału reżyserii Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. Ma na koncie m.in. filmy: "33 sceny z życia", "Sponsoring", "W imię...", "Twarz". Członkini Europejskiej Akademii Filmowej. Za "Body/Ciało" zdobyła m.in. Srebrnego Niedźwiedzia dla najlepszego reżysera na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Berlinie, Wielką Nagrodę Złote Lwy na 40. Festiwalu Filmowym w Gdyni oraz Europejską Nagrodę Filmową.

Agata Michalak. Dziennikarka, redaktorka, z wykształcenia kulturoznawczyni, pisze o przyjemności płynących z kultury (i) jedzenia. Współtworzyła i prowadziła magazyn kulturalno-kulinarny "Kukbuk", szefowała miesięcznikowi "Aktivist", pisała do berlińskiego dwutygodnika "Zitty", "Wysokich Obcasów" i "Exklusiva". Prowadziła autorską audycję w Radiu Roxy i bloga o ekodizajnie. Ciekawi ją życie wielkich miast. Autorka książki "O dobrym jedzeniu. Opowieści z pola, ogrodu i lasu", która ukazała się nakładem wydawnictwa Czarne.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (55)
Zaloguj się
  • sunzi15

    Oceniono 21 razy 7

    Dla tych co to afiszuja sie swoja religijnoscia
    i deprecjonuja wszystkich, co tego nie robia
    pokrzepiajace moze byc zapoznanie sie
    z przysiega najbardziej religijnej formacji III Rzeszy - SS,
    zakonczonej wyznaniem wiary:
    "So wahr mir Gott helfe!“ „Also glaubst Du an einen Gott?“ – „Ja ..."

  • P B

    Oceniono 17 razy 3

    Co tu dużo pisać.
    Absolutnie moja stylistyka, smak.
    Genialne, gargantuiczne kino. Prosty w wyrazie temat, z autoironiczną nutką pieprzu, który tak uwielbiam.
    Inteligentne, pobudzające do refleksji..

  • onduma

    Oceniono 1 raz 1

    Po co maja sie smoiac z samych siebie jak zydzi wymyslaja tysiace glupich "Polish jokes" ? Przesycenie

  • jael53

    Oceniono 3 razy 1

    Z nieco innej, filmowej bajki: już sobie wyobrażam, że "Allo, allo" robiono by w Polsce; i co by z tego wynikło.

  • krzysztof_ptk

    Oceniono 7 razy 1

    Gdyby Rydzyk kupił szkołę filmową z geotermicznym ocieplaniem, wygrywał by nawet tam gdzie nie ma kin.

  • kasandramajk_30

    0

    Byłam w kinie na filmie "Twarz" i muszę napisać, że faktycznie reżyserka wykazała się wrażliwością. To bardzo dobry film, gratuluję.

  • ala_kier

    0

    Świetny wywiad, film Twarz również. Dużo czułego humoru i nie ma obrażania Polaków. Wystarczy samemu obejrzeć by się przekonać.

  • epaul-2-live

    Oceniono 2 razy 0

    Polacy sa dowcipni i sarkastyczni, ale nie maja poczucia humoru... jak sama zulwazylas, nie potrafia sie smiac ze siebie.
    a to jest absolutnie konieczne majac poczucie humoru...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX