Miejsce katastrofy na lotnisku na Teneryfie

Miejsce katastrofy na lotnisku na Teneryfie (fot. EAST NEWS/AFP)

Najtragiczniejsza katastrofa w historii lotnictwa. Jak przez ludzki błąd zginęły 583 osoby

"Rany boskie, ten sukinsyn jedzie prosto na nas!" - krzyknął kapitan Victor Grubbs. "Zjeżdżajmy z pasa!" - wrzeszczał drugi pilot Robert Bragg. Grubbs dał pełny ciąg i ostro skręcił w lewo. Ale dla lotu 1736 linii Pan Am było już za późno. Z mgły spowijającej port lotniczy na Teneryfie wychynął startujący Boeing 747-206B linii KLM. Był 27 marca 1977 roku, godzina 17:06. Dokładnie 41 lat temu.

Kapitan Jacob Veldhuyzen van Zanten spieszył się. Nieplanowane lądowanie na Teneryfie - wymuszone przez szaleńca, który zdetonował bombę na głównym lotnisku Wysp Kanaryjskich, Gran Canarii - oznaczało opóźnienie na jego trasie. W trakcie przymusowego międzylądowania zdecydował się dotankować samolot pod korek. To opóźniło wylot o 35 minut, w tym czasie nad lotniskiem pojawiła się mgła.

Dodatkowe paliwo dodało jego maszynie 40 ton ciężaru, wydłużyło dystans potrzebny do startu i zwiększyło rozmiar pożaru, który ogarnął samolot po katastrofie i zabił wszystkich pasażerów oraz załogę. W tym kapitana, prawdziwą gwiazdę, twarz linii KLM, lotniczego wygę, szefa szkolenia pilotów.


Wieża kontrolna lotniska Los Rodeos na Teneryfie (fot. Aisano/Wikimedia Commons/CC BY-SA 3.0)

Chaos

Ale na razie kapitanowie van Zanten z maszyny KLM o nazwie "Rijn" (hol. Ren - przyp. red.), i Victor Grubbs z samolotu Pan Am nazwanego "Clipper Victor" kołują swoimi ogromnymi Boeingami wzdłuż pasa startowego. Dlaczego tam, a nie na pasie do kołowania? Bo małe lotnisko na Teneryfie, gdzie przekierowano z Gran Canarii pięć potężnych samolotów, ledwo jest w stanie je pomieścić. Ma tylko jeden pas startowy i jeden pas do kołowania - cały zajęty przez oczekujące na odlot maszyny. Z kolei pierwszy w kolejce do startu samolot musi przejechać przez cały pas startowy, by na jego końcu zrobić zwrot o 180 stopni i wzbić się w powietrze.

"Ta procedura, rzadka na cywilnych lotniskach, nazywa się 'back-taxi'. I to ona sprawi, że 27 marca 1977 na lotnisku na Teneryfie dwa 747 znalazły się na tym samym pasie startowym w tym samym czasie, niewidoczne dla siebie i dla wieży kontrolnej" - napisał "Telegraph".

PHOTO: EAST NEWS/AFP Aerial view taken 28 March 1977 of a KLM Jumbo Jet and a Boeing 747 remains that collided 27 March above Santa Cruz De Tenerife airport killing 580 passengers and crew members, many people beeing injured.
Zdjęcie lotnicze płyty lotniska na Teneryfie z 28 marca 1977 r. (fot. East News.AFP))

Gdy po zamachu otwarto lotnisko na Gran Canarii, na Teneryfie rozpoczął się ruch. Załogi szykowały się do startu. Samolot linii Pan Am był gotowy. Ale KLM kapitana van Zantena jeszcze tankował, blokując pas. Maszyna amerykańskich linii nie mogła wyjechać zza holenderskiego giganta i w efekcie to lot KLM - po zatankowaniu - dostał lepsze miejsce w kolejce do startu.

Opóźnienie było już tak duże, że jedna z pasażerek maszyny van Zantena, przewodniczka turystyczna mieszkająca na Teneryfie, uznała, że woli zostać w domu i nie wróciła na pokład. Miała szczęście. Jako jedyna. Bo tego dnia na lotnisku na Teneryfie wszystko sprzysięgło się przeciw dwóm samolotom.

Mgła

Wysokość 633 metrów nad poziomem morza, na której leży port Los Rodeos, sprawia, że chmury, kiedy się pojawią, wiszą tuż nad płytą lotniska. Warunki pogodowe na Teneryfie potrafią zmienić się z minuty na minutę.

Tak stało się 27 marca 1977 roku. Widoczność wynosiła zaledwie 100 metrów. Holenderski samolot przejechał przez cały pas startowy, po czym obrócił się o 180 stopni. Miał czekać na zezwolenie kontroli ruchu lotniczego (tzw. ATC Clearance) na start. Jadący za nim Pan Am miał - przypomnijmy - zjechać z drogi startowej na pas do kołowania. Nie zrobił tego. Odnalezione po katastrofie zapisy z kokpitu  wskazują, że załoga Pan Am nie wiedziała, gdzie dokładnie się znajduje ich samolot. A znajdował się w najgorszym możliwym miejscu - blokował drogę startową KLM*.


Samolot Boeing 747-206B (PH-BUF) linii KLM o nazwie 'Ren'. Ta maszyna została zniszczona w katastrofie na Teneryfie (fot. Clipperarctic/Wikimedia Commons/CC BY-SA 2.0)

Nieporozumienie

Prowadzone kiepską angielszczyzną rozmowy między kokpitem samolotu a wieżą kontrolną można - na podstawie ich zapisu - określić jako jedno wielkie nieporozumienie. Piloci i kontrolerzy używali wyrażeń nie stosowanych w standardowej, profesjonalnej komunikacji lotniczej.

Efekt?

Kapitan van Zanten był przekonany, że samolot linii Pan Am zjechał z pasa startowego (Raport Aviation Safety Network). W wyniku nieporozumienia z wieżą kontrolną był też pewien, że dostał zgodę (ang. clearance) na start. Diabeł tkwił w nieprecyzyjnym użyciu przez obie strony słów "departure" i "takeoff", które w dużym uproszczeniu można potocznie tłumaczyć jako "odlot" i "start".

W efekcie wieża kontrolna była przekonana, że samolot KLM 147 czeka nieruchomo na pasie startowym. Tymczasem potężne silniki Boeinga KLM już powoli go rozpędzały. Wtedy drugi pilot holenderskiej załogi zwrócił uwagę, że "przecież nie mają zgody kontroli lotów". "Wiem o tym. Dawaj, spytaj ich" - padła odpowiedź kapitana. Odpowiedź od wieży zawierała instrukcję, dokąd mają lecieć po starcie, ale wyrażenie "clear for takeoff", oznaczające zgodę na sam start, nie padło. Mało tego, pracownik wieży dodał: "czekajcie na start, wezwę was".

Mimo to drugi pilot odpowiedział "jesteśmy na starcie", a kapitan van Zanten dodał: "ruszamy".

W ty samym momencie na nagraniu rozmowy prowadzonej poprzez radio VHF słychać donośny dźwięk - zakłócenie. Ten typ radia obsługuje się podobnie do krótkofalówki - jedna strona naciska guzik i mówi, reszta czeka. W momencie nadawania komunikatu mówiący nie wie, czy jego słowa słyszane są w eterze. Potem nadawca komunikatu puszcza guzik i czeka na odpowiedź. Jeśli dwie stacje nacisną guzik nadawania, efektem jest właśnie wysoki pisk. Tak stało się w tym przypadku. Piloci w kokpicie KLM nie usłyszeli ani ostatnich słów kontrolera nakazujących im czekać, ani kluczowej informacji: że Clipper 1736, czyli maszyna Pan Am, wciąż kołuje po pasie.


Boeing 747-121 w barwach linii PAN AM, zdjęcie z 1987 r. - nieco inny model tego Boeinga został zniszczony w katastrofie na Teneryfie (fot. Aero Icarus/Zürich, Switzerland/February 1987/CC BY-SA 2.0)

Katastrofa

- Zerknęliśmy w górę i zobaczyliśmy go, jak pędzi prosto na nas po pasie startowym. Zobaczyłem jego światła. - Nie mogłem uwierzyć, że ten człowiek startował. Zacząłem krzyczeć "Zjeżdżajmy z pasa!". Kapitan przyspieszył i zaczął skręcać. Spojrzałem do tyłu, w okno po prawej. Zobaczyłem go. Wystartował. Zamknąłem oczy, pochyliłem się i zacząłem się modlić w nadziei, że w nas nie trafi

- opisywał wiele lat później dla BBC drugi pilot maszyny Pan Am, Robert Bragg.

Pędzący wprost na kołującą maszynę holenderski Boeing spróbował jedynej drogi ratunku. Van Zanten i jego załoga poderwali mocno maszynę do góry. Ogon Boeinga zaczął orać pas startowy. Sto metrów przed maszyną Pan Am samolot van Zantena wzbił się w powietrze. Dziób ominął kadłub drugiej maszyny. Ale silniki, podwozie i dolna część kadłuba już nie.

Z prędkością 260 kilometrów na godzinę maszyna KLM wbiła się w kadłub odrzutowca Pan Am, rozrywając jego poszycie tuż nad skrzydłem. Silniki prawego skrzydła startującego olbrzyma przeorały górny pokład samolotu Pan Am tuż za kabiną pilotów.

- Gdy w nas uderzył, słychać, było krótkie "bum!". Żadnego wielkiego hałasu, wstrząsu. Pomyślałem "dzięki Bogu, ominął nas". Spojrzałem w górę na kontrolki - i wtedy dotarło do mnie, że góry samolotu nie ma. Zerwałem się i wyskoczyłem z kokpitu kilka stóp w dół. Dobrze, że spadłem na trawę. W tym czasie około 50 osób wyszło już na lewe skrzydło. Zacząłem do nich krzyczeć, żeby skakały na ziemię. I jedna biedna pani wyskoczyła pierwsza. A cała reszta skoczyła na nią. Złamali jej obie ręce, obie nogi.

150 metrów dalej pozbawiony oderwanego lewego silnika, z uszkodzonymi skrzydłami, holenderski Boeing runął ciężko na ziemię. Prześlizgnął się po ziemi jeszcze kolejne 300 metrów. A potem napełnione parę minut wcześniej zbiorniki paliwa eksplodowały kulą ognia, zabijając całą załogę i wszystkich pasażerów.

The wreckage of the Pan American World Airways 747 aircraft and KLM Boeing 747 jumbo jet lie at the airport in Santa Cruz de Tenerife, Canary Islands, Spain, Monday, March 28, 1977. 583 people died yesterday, after the two planes collided in foggy weather. (AP Photo)
Wraki Boeinga 747 linii PAN AM i Boeinga 747 linii KLM dzień po katastrofie na Teneryfie, 28.03.1977 r. (fot. STR/AP Photo/East News)

- Zawsze byłem przekonany, od pierwszego dnia, że to była wina kapitana KLM. Po prostu zlekceważył procedury z kokpitu. Nikt nigdy się nie dowie, dlaczego tak zrobił - kwituje po latach drugi pilot samolotu Pan Am. Z jego samolotu również zostały dymiące szczątki, bo po około pięciu minutach od katastrofy również w tej maszynie wybuchł zbiornik paliwa. Płomień wystrzelił na około 80 metrów w górę i samolot się rozpadł - opisywał w BBC Bragg.

Kto zawinił?

Kiedy tylko linie KLM dowiedziały się o wypadku, zadzwoniły do... kapitana van Zantena. Był przecież jednym z najbardziej doświadczonych pilotów, szefem wyszkolenia, kandydatem na osobę, która poprowadzi śledztwo. Dopiero potem okazało się, że był on jedną z ofiar katastrofy - a jego zachowanie jednym z kluczowych czynników, które do niej doprowadziły.

Raport hiszpańskiej komisji badania cywilnych wypadków lotniczych (CIAIAC) zwrócił uwagę na błędy w komunikacji na linii wieża - kapitan van Zanten. Śledztwo zakończyło się stwierdzeniem, że Holender wystartował bez zgody od kontroli lotów (choć był przekonany, że ją miał). Śledczy sugerowali też, że mógł się tak spieszyć, by zdążyć przed pogorszeniem pogody. Prawdopodobne jest również to, że  chciał się zmieścić w limitach godzin pracy swojej linii lotniczej. Eksperci jako przyczyny wypadku wskazali też słabą widoczność i zakłócenie spowodowane przez próby równoległej komunikacji przez radio VHF. Za elementy, które nie były bezpośrednimi przyczynami wypadku, ale czynnikami mu sprzyjającymi, śledczy uznali używanie niestandardowych dla komunikacji wieża-samolot wyrażeń oraz złą organizację ruchu na zatłoczonym lotnisku.

Linie KLM uznały swoją odpowiedzialność za wypadek i wypłaciły rodzinom ofiar odszkodowania od ok. 60 do 600 tys. dolarów, choć podkreślały, że kapitan van Zanten nie powinien być uznany za jedynego winnego. Holendrzy wskazywali, że nieporozumienia w komunikacji były winą obu stron - zarówno załogi samolotu, jak i pracowników wieży kontroli lotów (Holenderski komentarz do raportu CIAIAC). Komunikaty kontrolera były dwuznaczne i mogły zostać zrozumiane jako zielone światło do startu - na co wskazuje także reakcja samolotu Pan Am. Dodatkowo załoga wieży słuchała w radio transmisji meczu piłki nożnej.

Aby tego typu katastrofa się nie powtórzyła, w lotach cywilnych na całym świecie wprowadzono wiele zmian. W tym kluczowe - standaryzację w komunikacji wież kontroli lotów z załogami samolotów. Wzmocniono rangę angielskiego jako języka roboczego. A przede wszystkim piloci mogą wystartować tylko wtedy, gdy usłyszą komendę do startu: "cleared for take-off".

* Podczas pisania tego tekstu korzystałem m.in. ze stenogramów z kabiny pilotów i wieży kontrolnej lotniska Los Rodeos, nagrania wideorozmowy z drugim pilotem samolotu Pan Am Robertem Braggiem dokonanej przez BBC, archiwalnych depesz agencji Associated Press oraz informacji z Wikipedii.

** Poprzez drogę startową w profesjonalnej nomenklaturze lotniczej rozumie się zasadniczą część pola wzlotów lotniska - przeznaczoną do startów i lądowań samolotów. W powyższym tekście kilkukrotnie zostało użyte zamiast tego sformułowania potoczne określenie "pas startowy", który oprócz drogi startowej obejmuje również także niezbędną ze względów bezpieczeństwa dodatkową powierzchnię po jej bokach oraz na końcach.

*** Poprzez drogę kołowania w powyższym tekście rozumiany jest pas wytyczony na powierzchni lotniska, pozwalający samolotom lub śmigłowcom na toczenie się pomiędzy hangarem, drogą startową, terminalem lub innymi instalacjami lotniska.

Michał Gostkiewicz. Dziennikarz i redaktor magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz Gazeta.pl, "Dziennika" i "Newsweeka". Stypendysta Murrow Program for Journalists (IVLP) Departamentu Stanu USA. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU

Komentarze (79)
Zaloguj się
  • seroo1

    Oceniono 36 razy 28

    "Aby tego typu katastrofa się nie powtórzyła, w lotach cywilnych na całym świecie wprowadzono wiele zmian"
    ...
    ale nie wszyscy się do pisanych krwią przepisów stosują, wierząc, że zmieszczą się śmiało...

  • barwa_smutku

    Oceniono 13 razy 11

    Piloci obu maszyn nie stosowali niestandardowych określeń. To były określenia powszechnie używane w latach 70., dopiero po tej katastrofie zmieniono przepisy i teraz słowa "take-off" używa się wyłącznie dla potwierdzenia pozwolenia na start, wcześniej należy stosować "departure". Holenderska maszyna była spóźniona dodatkowo, ponieważ dwoje pasażerów - rodzeństwo - zgubiło się na lotnisku i zanim rodzice znaleźli swoje dzieci, minęło sporo czasu, a pilot czekał na spóźnialskich. Los próbował pomóc tej rodzinie, jednak skończyło się tragicznie.

  • knightrider15

    Oceniono 8 razy 8

    Straszna tragedia.
    A tak na marginesie - katastrofa samolotów linii holenderskiej i amerykańskiej, komisja badająca - gospodarze czyli Hiszpanie. To taki mały kamyczek do bezsensownej dyskusji dlaczego Rosja prowadzi śledztwo smoleńskie.

  • Oceniono 7 razy 7

    Czy kapitan Bragg, to aby na pewno byl pilotem maszyny KLM (a tak jest opisany, na dole artykulu, gdzie Pan cytuje zrodla)

  • dfgfdg

    Oceniono 29 razy 5

    "Ale na razie kapitanowie van Zanten z maszyny KLM o nazwie "Rijn" (hol. Ren - przyp. red.), i Victor Briggs z samolotu Pan Am nazwanego "Clipper" kołują swoimi ogromnymi Boeingami wzdłuż pasa startowego."

    Czy wy nawet poprawnie nie umiecie przetłumaczyć prostego artykułu?

    1. Kapitanem tego samolotu był Victor Grubbs, pierwszym oficerem Robert Bragg

    2. Wszystkie samoloty Pan Am miały w nazwie Clipper. Ten akurat nazywał się Clipper Victor.

    I wy chcecie jeszcze wyciągać pieniądze za prenumeratę... Żal...

  • jhbsk

    Oceniono 8 razy 4

    skybrary.aero/bookshelf/books/313.pdf Raport po angielsku.

  • dvla

    Oceniono 16 razy 4

    "Tylko U nas!" Szanowny Panie redaktorzy. Na ten temat powstało tysiące artykułów kilkanaście filmów. I to lata temu.
    Ameryki Pan nie odkrył!

  • leser.1

    Oceniono 4 razy 2

    Pan-Am miał skręcić w lewo na drogę kołowania, tylko że pierwszy zjazd z pasa startowego był pod kątem ostrym.
    Z obawy, że nie wyrobi zakrętu wybrał następny i dlatego został na drodze startowej.

  • gsuh

    Oceniono 6 razy 2

    " Katastrofa w przestworzach" NG , " Sensacje XX wieku" Wołoszańskiego " itp.... ile oglądania a pisania ?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX