Monika Jaruzelska

Monika Jaruzelska (fot. Franciszek Mazur/AG)

wywiad Gazeta.pl

Monika Jaruzelska wchodzi do polityki. W imię ojca i syna

Córka generała Wojciecha Jaruzelskiego wchodzi do polityki. Monika Jaruzelska chce bronić wojskowych rodzin przed skutkami ustawy degradacyjnej wymierzonej w jej ojca. I walczyć o to, by generacja jej syna nie uczyła się w szkole jedynej obowiązującej według obecnej władzy wersji historii Polski.

Jej mieszkanie przy warszawskiej Alei Szucha jest pełne książek. Uwagę gości rozpraszają piękny, ogromny szorstkowłosy jamnik oraz pewny siebie rudy kot. Z okna pokoju, w którym rozmawiamy, widać kancelarię premiera, w której rządzi opcja daleka od jej poglądów. Poglądów, które nagle stały się istotne, bo córka generała Jaruzelskiego wchodzi do polityki. Będzie kandydować w wyborach samorządowych z ramienia SLD. Impulsem była przepchnięta przez PiS ustawa, która umożliwi politykom obozu władzy zdegradowanie wojskowych z czasów PRL, w tym jej ojca.

Monika Jaruzelska zapala papierosa. Pierwszego z wielu. Rozmawiamy.

Ma pani widok na pierwszy sort Polaków.

- Tak. Ogrody Kancelarii Premiera. Nawet widziałam raz jakąś "nocną zmianę" za czasów PiS - u. Limuzyny podjeżdżały późnym wieczorem. Trzeba przyznać, że urzędnicy mają teraz więcej pracy. Za Donalda Tuska w piątek o godzinie 15 prawie nikogo już tu nie było, teraz do późna pali się światło.

Myślałem, że zobaczę osobę wściekłą na tych tam w KPRM.

- Emocje są złym doradcą. Strategiczne myślenie wymaga spokoju ducha.

g28.04.2014 Warszawa. Dziennikarka i projektantka Monika JaruzelskaFot. Albert Zawada / Agencja Gazeta
Monika Jaruzelska (fot. Albert Zawada/AG)

Nie ma pani dość burzy wokół ojca?

- Mam, ale nie tylko dlatego wchodzę do polityki. Po śmierci mamy zajmowałam się osiemnastoletnim psem rodziców w ich domu. Nagle sąsiadka dzwoni, że pod moja furtką jest konferencja prasowa. A to pan radny z obozu rządzącego właśnie ogłaszał, że mam oddać ten mój rodzinny dom. Cały czas się coś dzieje wokół mojej rodziny. Domyślałam się, że będzie szum wokół mojej decyzji. Nie sądziłam, że aż tak wielki. Trochę mam dość medialnego spektaklu, trzeba działać, a tu wciąż polityczny taniec z gwiazdami.

Władze chcą degradować generałów z PRLu. W tym pani ojca. Generał Roman Polko mówił mi, że takie decyzje powinien podejmować sąd, a nie politycy.

- Ma rację. Bo to otwiera furtkę dla niebezpiecznych działań również wobec obecnego wojska.

Zapowiedziała pani, że jeśli minister Błaszczak zdecyduje się na  zdegradowanie generała Jaruzelskiego, nie będzie się pani bić o napis na nagrobku taty.

- Bo nie potraktuję decyzji polityka-ministra jako degradacji mojego ojca. Degradacja akurat przez ten rząd to w pewnym sensie nobilitacja. 

Nie chcę też robić cyrku na cmentarzu.

30 lat demokratycznej Polski minęło, a my się bijemy o groby. O to, co było 30, 40, 50, 60 lat temu.

- To minister Macierewicz forsował tę ustawę. Cieszył się jak dziecko, że będzie mógł degradować.

A tu jego zdegradowali.

- Jako osoba, która studiowała psychoterapię, czuję nawet swoiste współczucie.

Serio?

- To oczywiście sarkazm. Degradowanie byłoby zdecydowanie bardziej spektakularne, gdyby robił je w świetle kamer nie minister Błaszczak, ale charyzmatyczny Antoni Macierewicz. W tym miejscu chciałabym bardzo przeprosić ministra Błaszczaka, że nie doceniam jego emploi.

Witamy w teatrze polityki. Wchodzi pani z widowni na scenę.

- Z poczucia obowiązku. Rodzi się ono we mnie, gdy "rusza się" wojsko. A ja z wojskiem jestem związana osobiście. I nie, nie chodzi tylko o to, że jestem "córką Jaruzelskiego". Jestem córką żołnierza.

To różnica?

- Tak. Jako dziecko siadałam generałom na kolanach i mówiłam do nich "wujku". Ale nie o to chodzi. Byłam otoczona chłopcami z ochrony, wakacje spędzałam z żołnierzami i ich bliskimi. Dlatego wojsko traktuję w pewnym sensie jak rodzinę. Gdy po objęciu władzy przez PiS zaczęły się dymisje, a w życie weszła ustawa dezubekizacyjna, razem z Andrzejem Rozenkiem byłam dwukrotnie na spotkaniach z wojskowymi i ich rodzinami. Widziałam upokorzonych ludzi.

Każdy żołnierz, który złożył przysięgę czy to w PRL-u, czy w dzisiejszej Rzeczpospolitej, składał ją na wierność Polsce. Żołnierze jeżdżą na misje, ryzykują, giną, a potem państwo się od nich odwraca, pozbawia emerytur. Kto następny? Może nauczycielom rosyjskiego też zabierzmy! Nie można kogoś karać za to, że żył w kraju, który był jego ojczyzną.

g28.04.2014 Warszawa. Dziennikarka i projektantka Monika JaruzelskaFot. Albert Zawada / Agencja Gazeta
Monika Jaruzelska (fot. Albert Zawada/AG)

Nie dla wszystkich jest to oczywiste. Na obchodach 50. rocznicy Marca '68 pan premier Morawiecki mówił, że to nie my, Polacy, rządziliśmy wtedy Polską. Że to ci wstrętni komuniści, a jak komuniści, to "ruscy".

- To skoro wtedy nie było Polski, to w jakim kraju się urodził? Czy był obywatelem radzieckim? Zmienił narodowość po 1989 roku? A może dopiero po wygranej PiS-u...?

- Kilka lat temu w rozmowie dla naszego magazynu mówiła pani, że jest Polką i patriotką. Podtrzymuje to pani?

- Tak. W pewnym sensie jestem narodowcem.

W jakim sensie?

- Takim, że jestem bardziej Polką, a nie kosmopolitką. Rozumiem trochę, skąd taka reakcja na powszechne stawianie wyłącznie na Europę przez ostatnie dwie dekady. Rozumiem skąd wzięło się poszukiwanie tożsamości, patriotyczno-religijnej wspólnotowości, przechodzącej w narodową, a potem niestety - w nacjonalistyczną.

Naprawdę rozumie pani to rozpaczliwe poszukiwanie przynależności do grupy, które kończy się pod flagą z falangą?

- Kilka lat temu 11 listopada spalono samochód TVN-u. Pod pomnik Dmowskiego przyszła grupa narodowców. Mieszkam obok. Założyłam kaptur na głowę i z ciekawości wmieszałam się w tłum. Widziałam chłopaków z bloków, którzy w ten sposób szukają swojej tożsamości, godności. Ci ludzie to był materiał na dobrych żołnierzy, którzy mogliby choćby pomagać przy klęskach żywiołowych. Było w nich tyle determinacji! Tymczasem gdy tamci chłopcy szukali tożsamości, moi znajomi zastanawiali się, czy przysłowiowe latte wypić z mlekiem sojowym, czy z kokosowym. Wtedy zrozumiałam, że siła i energia są po drugiej stronie.

U narodowców?

- Z całą siłą potępiam nacjonalizm. Ale rozumiem, skąd się wziął. Nie należy widzieć tylko skutków, ale przeciwdziałać przyczynom. Jak w medycynie -zanim dojdzie do tragedii, trzeba likwidować ogniska zapalne. Szukać lekarstwa, zanim będzie za późno.

Pani dołączyła do środowiska, które jest na przeciwległym biegunie.  W trakcie kampanii wyborczej będzie musiała pani udowadniać, że pani nazwisko - dla jednych kapitał polityczny, dla innych okoliczność obciążająca - to nie wszystko. Że jest pani odrębną od swojego ojca osobą.

- Nie wiem jeszcze, jak będzie wyglądała moja kampania. Mam świadomość, że nazwisko "Jaruzelska" to faktycznie i obciążenie, i zasób. Z zasobu czerpię. Ale gdy coś mówię, jestem z tego skrupulatnie rozliczana. Czytam komentarze w sieci pod moimi wypowiedziami. I notuję pozytywne i negatywne.

Przejmuje się pani hejtem?

- Nie, choć poziom agresji rośnie. Kiedyś pisali wręcz pieszczotliwie, coś w rodzaju "nasram ci do czerwonej mordy", a teraz: "trzeba jej je***ć kamieniem. Jak starego się nie dało zabić, to ją się da".

Mniej więcej jedna piąta komentujących w polskiej sieci to trolle. Za jeden komentarz w fabryce trolli trzeba zapłacić 2,5 zł. Poza tym w gębie wielu jest mocnych, zwłaszcza anonimowo.

- Na szczęście. Gdybyśmy przejawiali w normalnym życiu to, co pokazujemy na forach internetowych, krew by się lała po ulicach.

Podziękujmy za to politykom. Dać im do rąk pałki, zaczną się nimi okładać. Za dużo mężczyzn w polityce, gdyby było więcej kobiet, byłoby spokojniej.

- Najlepszym przykładem jest tu pani Pawłowicz, nieprawdaż?

A to nie wyjątek?

- Moim zdaniem nie. Nie chodzi mi tu o agresywną retorykę, bardziej o ofensywność. Mam wrażenie, że stajemy się od mężczyzn bardziej waleczne i bezkompromisowe. Poza tym mniej w nas narcyzmu.

09.03.1990 PARYZ WIZYTA TADEUSZA MAZOWIECKIEGO I WOJCIECHA JARUZELSKIEGONZ  WOJCIECH JARUZELSKI MALGORZATA POTOCKA MONIKA JARUZELSKAFOT. TOMASZ WIERZEJSKI / AGENCJA GAZETA DVD 011 A
Generał Wojciech Jaruzelski (z lewej) i Monika Jaruzelska (z prawej) w 1990 roku (fot. Tomasz Wierzejski/AG)

Więc kobiet nie jest za mało? Przecież to wasze prawa są zagrożone, to wam politycy regulują życie.

-Tak. Jest to czas próby. Choć mimo wszystko nie wierzę, ze rządzący wprowadzą tak bezwzględną ustawę antyaborcyjną. Trzeba przeciw temu walczyć, a nie tracić energię na momentami histeryczną akcję #metoo.

A to jedno z drugim się nie łączy?

- W tym momencie nie, to sprawa drugorzędna.

Molestowanie to sprawa drugorzędna?

- Catherine Deneuve mądrze powiedziała, że przez #metoo na równi stawia się niesmaczne żarty z brutalnym gwałtem czy molestowaniem nieletnich. Potrzeba priorytetów.

Zbyt łatwo stawiamy znak równości między rzeczami o różnej wadze?

- No właśnie. Dlatego też uważam, że pan generalizuje, jeśli chodzi o płeć w polityce. Tak naprawdę to druga strona seksizmu. Jako feministka starej daty wolałabym walczyć o równouprawnienie.

Brutalność w polityce nie męskiej twarzy?

- Odmówiłam kiedyś dołączenia do obozu Janusza Palikota. Walka z krzyżem to nie dla mnie. Jestem niewierząca, ale mam głęboki szacunek dla religijnych emocji i przekonań.

Leszkowi Millerowi też z bólem serca musiałam odmówić, ale z zupełnie innych powodów. Chyba dobrze zrobiłam. To nie był jeszcze ten czas. Chyba dobrze zrobiłam. Inaczej nie napisałbym kolejnych książek, no i zaszkodziłabym pani Magdalenie Ogórek. Pewnie nie zostałaby kandydatką SLD na prezydenta i nie zrobiłaby kariery w telewizji.

Czuję wbijaną szpileczkę.

- Ale delikatną. Nie chcę nikogo obrażać. Jeżeli trafię do polityki, to jako polonistka, Polka, patriotka, chciałabym wyrugować z debaty publicznej język nienawiści. Jeśli nim mówimy, sami się tacy stajemy. Najlepiej pokazuje to neurolingwistyka. Parafrazując Marksa - język kształtuje świadomość.

Czyli staliśmy się społeczeństwem chamskich, brutalnych i wulgarnych prostaków?

- Właśnie pan użył tego języka.

Specjalnie.

- Właśnie. Takich sformułowań w debacie politycznej można i trzeba unikać. Tymczasem wszystkim - szczególnie mediom - zależy, żeby było bardziej obcesowo i agresywnie.

A czym jeszcze chce się pani zająć w polityce? Ustawa degradacyjna dotyka głównie starsze pokolenie.

- A co, panie redaktorze, starszych należy pomijać, bo to umierający elektorat? Poza tym są jeszcze rodziny żołnierzy z okresu PRL, a w przyszłości ustawa może dotknąć dzisiejszych rodzin wojskowych.

Ale skoro pan pyta o przyszłość i młodych, to dla mnie jako matki 14-latka równie ważne jest, żeby zbudować inicjatywę na rzecz uczenia historii bez IPN-u.

Co pani rozumie przez "historię bez IPN-u?"

- Choćby inicjatywę tygodnika "Przegląd" - wydawanie książek historycznych pokazujących oblicze historii, które jest niezgodne z polityczną poprawnością dziś rządzących. Historię powinniśmy pokazywać jako ciąg przyczynowo-skutkowy. Polityka historyczna obozu władzy wyrywa zjawisko z kontekstu i je ocenia. To jest łatwe do przyjęcia, bo gdy nie mamy wątpliwości, nie dręczy nas dysonans poznawczy. To jest pociągające dla młodych ludzi. Mają gotowce.

IPN nie skupia się wyłącznie na ubeckich teczkach, choć badania najnowszej historii są tam istotne.

- Miałam sporo do czynienia z IPNem. Pamiętam bardzo dobrze dzień 29 lutego 2016 roku, bo to urodziny mojego syna. Po rewelacjach z dokumentów bezpieki z tzw. szafy Kiszczaka decyzją prokuratora IPN dokonano przeszukania i rewizji w domu moich rodziców. Trwała 11 godzin. Śledczy i policja wynieśli 17 kartonów.

Miała pani poczucie, że ktoś wtedy włazi pani w życie prywatne?

- Wychowywałam się wśród dużych chłopaków z ochrony. Nie przeraża mnie, gdy wchodzi mi do domu czterech chłopa z pistoletami i z napisem "Policja". Chcę jednak podkreślić, że nie mam żadnych zastrzeżeń do zachowania policjantów. Przeszukiwali bardzo skrupulatnie, ale w żaden sposób nie naruszyli godności osobistej mamy ani mojej. W kajdanki też nikt nas nie zakuwał.

Spędziłam potem dwa miesiące w IPN-ie z historykami, archiwistami i prokuratorami. Oglądaliśmy dokumenty, piliśmy herbatę, rozmawialiśmy.

Włodzimierz Czarzasty i SLD chcą likwidacji IPN.

- Konsekwentnie, w przeciwieństwie do innych partii opozycyjnych. Trzeba jednak pamiętać, że w tej instytucji pracują tysiące ludzi. Straciliby pracę, z wilczym biletem na przyszłość. Jestem za głęboką reformą tej instytucji. Historia powinna być nauką czystą jak matematyka. Ale niestety nie jest i nigdy nie była. Mówimy, choć nie powinniśmy, o "historykach opcji prawicowej" i "historykach opcji lewicowej".

Którzy piszą dwie różne historie Polski.

- Na początku lat 90. na spotkaniu w sprawie ustawy antyaborcyjnej, słuchając spokojnego sporu Basi Labudy i Marka Jurka, zrozumiałam, że są sprawy, w których w pewnym sensie obie strony mogą mieć rację - bo wychodzą z innego punktu widzenia.

Jak dwie strony mogą mieć rację w sporze o wartości?

- Taką sprawą jest aborcja. Bardzo mi się nie podobała okładka "Wysokich Obcasów". Jeżeli kobiety z traumą po aborcji czy poronieniu widzą tytuł "aborcja jest ok", to to nie jest ok. Z drugiej strony zmuszanie kobiety, która nie jest w stanie unieść ciężaru urodzenia śmiertelnie chorego dziecka, uważam za nieludzkie.

Dla prawej strony to, co pani mówi, jest nie do zaakceptowania.

- W pewnych sprawach trzeba być nieustępliwym. Powinniśmy jednak pamiętać, że niezgoda rujnuje. Jeśli mamy w przyszłości zbudować w miarę zadowolone społeczeństwo, to bez wzajemnego szacunku, zgody lub choćby kompromisu to się nie uda. Wojna będzie trwać nadal. Choć dziś wydaje się to niemożliwe, potrzebny nam będzie kolejny okrągły stół. Tylko kiedy?

&09.03.2018  Warszawa . Prezes Zwiazku Zolnierzy WP pulkownik Marek Bielec , przewodniczacy SLD Wlodzimierz Czarzasty , Monika Jaruzelska , Janusz Zemke  podczas konferencji  SLD w sprawie ustawy degradacyjnej .Fot.  Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta
Konferencja prasowa SLD w sprawie ustawy degradacyjnej. Od lewej prezes Związku Żołnierzy WP, pułkownik Marek Bielec, przewodniczący SLD Włodzimierz Czarzasty, Monika Jaruzelska, Janusz Zemke (fot. Przemek Wierzchowski/AG)

Książki Moniki Jaruzelskiej w promocyjnych cenach można kupić w Publio.pl>>>


Monika Jaruzelska.
Dziennikarka, stylistka, projektantka mody. Córka byłego prezydenta RP gen. Wojciecha Jaruzelskiego i jego żony Barbary, germanistki. Ukończyła polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim, studiowała również psychologię. Na początku lat 90. współtworzyła miesięcznik "Twój Styl", przez 8 lat kierowała w nim działem mody i stylizacji. Napisała autobiografię "Towarzyszka panienka" (2013 r.), a następnie jej kontynuację - "Rodzina" (2014 r.) oraz "Oddech" (2015 r.) i "Zmianę" (2016 r.).

Michał Gostkiewicz. Dziennikarz i redaktor magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz Gazeta.pl, "Dziennika" i "Newsweeka". Stypendysta Murrow Program for Journalists (IVLP) Departamentu Stanu USA. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu. Robi wywiady, pisze o polityce zagranicznej i fotografii. Kocha Amerykę od Alaski po przylądek Horn. Prowadzi bloga Realpolitik, bywa na Twitterze.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU

Komentarze (544)
Zaloguj się
  • ochujek

    Oceniono 87 razy 75

    Życzę powodzenia. Zagłosuję na Panią. Nie jest pani niemową jak obecna prezydentowa, czy zasłonką interesików męża jak premierowa.

  • kaziuniek-is-one

    Oceniono 67 razy 59

    Masz moje poparcie i głos. Tylko dlatego, że PiS zrobił z kraju wielki burdel, gdzie Polak Polakowi gotowy jest odebrać życie za to, że ten ma inne poglądy i inne zdanie.

  • wujekdolf

    Oceniono 56 razy 54

    oni "zdegradują" jaruzela ale kolejni nie zlikwidują tak szybko tego prawa - kaczyński wyleci z Wawelu na zbity pyszczek :)

  • radmaj12

    Oceniono 66 razy 52

    Niejednoznaczna postać. Ja bym jej nie skreślał. Jej ojciec też nie był jednoznaczny. Ona może jeszcze wszystkich zaskoczyć!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX