Justyna Kopińska

Justyna Kopińska (fot. Jakub Pleśniarski)

wywiad Gazeta.pl

"Ja chyba już jestem moją pracą". Justyna Kopińska ukrywa się za swoimi bohaterami

Jest niezwykle ambitna. Za to, co robi, płaci ogromną cenę - z otrzymaniem pogróżek włącznie. Zapytana, czy ma broń, mówi: "Nie wiem, czy byłabym gotowa na to, żeby zabić, albo żyć ze świadomością, że postrzeliłam człowieka". Justyna Kopińska, autorka słynnych już książek "Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?" oraz "Polska odwraca oczy", właśnie wydała kolejną - "Z nienawiści do kobiet".

Kiedy zadzwoniłam do ciebie, żeby potwierdzić naszą rozmowę, powiedziałaś, że będziesz mieć dla mnie godzinę. Jak długo rozmawiasz ze swoimi bohaterami?

W tym wypadku czas mam nieograniczony. Dostosowuję się do bohatera. Jeśli umawiam się na rozmowę z sędzią, który jest totalnie zapracowany i ma dla mnie 20 minut, to potrafię te 20 minut wykorzystać maksymalnie. Kiedy spotykam się z osobą poszkodowaną, która potrzebuje całej nocy, żeby się otworzyć, wypłakać, to wtedy rezerwuję sobie całą noc. Człowiek, który opowiada mi swoją historię, ma prawo w każdej chwili zakończyć spotkanie. Gdyby po dwóch godzinach poprosił, żebym wyszła, to oczywiście bym to zrobiła. Może być też wręcz odwrotnie. Jeśli ma potrzebę przedłużenia rozmowy, to wtedy piję Red Bulla i zostaję na kolejne godziny.

Justyna Kopińska (fot. Jakub Pleśniarski)Justyna Kopińska (fot. Jakub Pleśniarski)

Podejrzewam, że większość twoich bohaterów i bohaterek to osoby, które potrzebują czasu,  żeby się otworzyć.

Wiele osób myśli, że właśnie tak jest. Może dlatego, że wielu reporterów najpierw szuka tematu, a potem namawia bohatera na rozmowę. Ja mam inaczej. Do mnie ludzie zgłaszają się sami. Przychodzą ze swoją historią, którą chcą opowiedzieć. Dzięki temu ten etap pracy nad reportażem jest dużo łatwiejszy - ludzie przez wiele lat nosili wspomnienia w sobie i wiedzą dokładnie, co chcą ujawnić i w jaki sposób mówić o tym, co ich spotkało. To jest jedynie trudne emocjonalnie.

Dla bohaterów czy dla ciebie?

Dla obu stron. Bo muszę pokazać moim bohaterom, że jestem silna. To oni mają prawo do cierpienia, do płaczu. Ja zachowuję się bardzo profesjonalnie. Na emocje mogę sobie pozwolić dopiero po wywiadzie. Zdarzyło się tak, że po rozmowie, w czasie której słuchałam o tym, jak chłopczyk był bity przez siostry zakonne i gwałcony, musiałam zatrzymać się w zatoczce autostrady i uspokoić.

Ale wysłuchanie ofiary to dopiero jeden procent reportażu. Z tego też często ludzie sobie nie zdają sprawy. Pozostałe 99 procent pracy, którą muszę wykonać, to potwierdzenie słów pokrzywdzonych. Dotarcie do prokuratorów, którzy prowadzili sprawę. A oni często nie chcą rozmawiać. Informacje przekazane przez rzeczników są z kolei nieciekawe, bo wyzute z emocji. Suchy język faktów nie zaciekawi czytelników. Trzeba też dotrzeć do ludzi - w urzędach, szpitalach - którym zależy na sprawie, i z ich pomocą zdobyć tajną dokumentację. Czyli muszę znaleźć i namówić obce osoby, żeby wyniosły dla mnie materiały, dokumentację medyczną, za co grozi im przecież zwolnienie  z pracy.

Wiesz, dlaczego się narażają?

Myślę, że są dwa powody. Po pierwsze, wierzą w moją rzetelność i ufają mi jako dziennikarzowi. Większość osób wie już, kim jestem. A jeśli nie wiedzą, to w sekundę mogą to sprawdzić, choćby w Wikipedii, i potwierdzić, że jestem obiektywna w swojej pracy. Poza tym wolałabym iść do więzienia, niż podać nazwisko mojego informatora. A druga rzecz, która ich motywuje, to potrzeba zachowania się godnie i honorowo w życiu. Kiedy się ma świadomość, ile wycierpiały ofiary - a sprawca może ponownie zaatakować - to ci ludzie wiedzą, że właśnie tak należy się zachować. Pomagają bezinteresownie i są w stanie dużo zrobić dla sprawy.

Kiedyś chciałaś być policjantką, a nie dziennikarką.

Rzeczywiście, jako mała dziewczynka chciałam zostać policjantką śledczą i być jak Clarice Starling z "Milczenia owiec". Totalnie zaangażować się w pracę i być w niej najlepsza. Wymyśliłam wszystko w drobnych szczegółach.

To znaczy?

Wyobrażałam sobie siebie skupioną na pracy i to, że każdy mój dzień ma sens. Myślałam, że w pracy policjanta można sprawić, że oprawca już nigdy więcej nie zaatakuje. W jakimś sensie powstrzymać część zła, którego tak wiele jest na świecie. Najbardziej bałam się, że przeżyję życie bez sensu. I gdy miałam 19 lat, porozmawiałam z policjantami, którzy opowiadali, jakie mają naciski od szefów, w jaki sposób są traktowani przez przełożonych i że tego nie da się ominąć, pracując w policji. Jeśli ktoś zakazuje prowadzenia sprawy ze względu na statystyki, nie można tego kwestionować ani od tego uciec. I kiedy to już wiedziałam, w moim zeszycie, w którym zapisywałam życiowe cele, zmieniłam zawód "policjant" na "dziennikarz śledczy".


Chciałaś być najlepszą detektyw, jesteś najlepszą - albo jedną z najlepszych - reporterką. Ostatnio powiedziałaś, że reportaż, który napisałaś o Violetcie Villas, to historia o tym, jaką cenę płaci człowiek za odstawanie od przeciętności. A ty jaką cenę płacisz za bycie w czołówce?

Dużo z siebie daję. Jestem w stanie zrobić wiele, żeby czytelnicy i bohaterowie byli zadowoleni. Często potrafię dołożyć finansowo do reportażu, płacę z własnych pieniędzy za wyjazd po jedno słowo, zdanie, informację, nie mając gwarancji, że uda mi się je zdobyć. Ale kiedy pisałam reportaż o Monice Zbrojewskiej, zdałam sobie sprawę, jak bardzo ważny jest ten drugi filar, czyli życie prywatne. Zbrojewska żyła wyłącznie pracą. Ja mam to szczęście, że kiedy wracam do domu, zastaję ciepło, miłość, radość. Niedawno mojej siostrze urodziła się córeczka. Mam też kochającą babcię, która śledzi to, co mówię w telewizji i radiu, czyta moje artykuły. Zawsze potem do mnie dzwoni i mówi, że jest ze mnie dumna. Moja mama mówiła, żeby otaczać się tylko ludźmi dobrymi i mądrymi. To we mnie zostało, bardzo unikam osób, które są cyniczne, manipulują, grają. Nawet jeżeli są wpływowe i chcą mi w czymś pomóc, trzymam się od nich z daleka. Myślę, że jeśli człowiek otoczony jest uczciwymi, ciepłymi ludźmi, przy których czuje się bezpiecznie, to może zmierzyć się ze wszystkim.

Nie odpowiedziałaś na moje pytanie. Pytałam o to, jaką cenę płacisz?

Może uniknęłam odpowiedzi na to pytanie, żeby nie mówić o tej cenie. Uważam, że prawo do mówienia o cierpieniu i trudach mają bohaterowie reportaży. Nie chciałabym odciągać uwagi od ich doświadczeń opowiadaniem o moich przeżyciach i trudnych chwilach. Myślę, że muszę to po prostu brać na klatę i tak pisać reportaże, żeby czytelnicy skupiali się na bohaterach, na ludziach, którzy nie zareagowali i czasem na naprawdę wspaniałych prokuratorach czy policjantach, którzy właśnie nie odwrócili oczu. To jest dla mnie ważne.

Ciekawe, że mówisz o tym w kategorii przymusu.

Kiedy myślę, jak dużo przeżyli moi bohaterowie, ile cierpienia, bólu, upokorzeń znieśli, to czuję, że mówienie głośno o tym, że było mi trudno, że śniły mi się koszmary, byłoby nie fair wobec tych ludzi.

Najnowsza książka Justyny Kopińskiej 'Z nienawiści do kobiet' ukazała się nakładem wydawnictwa Świat Książki (fot. materiały prasowe / Zuza Krajewska)Najnowsza książka Justyny Kopińskiej 'Z nienawiści do kobiet' ukazała się nakładem wydawnictwa Świat Książki (fot. materiały prasowe / Zuza Krajewska)

Konsultujesz swoją pracę, tak jak na przykład robią to psychoterapeuci w czasie superwizji?

Nie. Mam wielu znajomych psychologów, ale moim zdaniem psychoterapia nie jest dla każdego. Dla mnie nie jest. Bałabym się, że ktoś zbytnio namieszałby mi w głowie. Rozmawiam za to bardzo dużo z prokuratorami i przyjaciółmi z policji. Nie trzeba korzystać z wykwalifikowanych psychologów, jeśli ma się przyjaciół. Krzysztof Miller [fotoreporter wojenny - przyp. red.] stwierdził kiedyś, że za dużo robię ciężkich tematów, a wkrótce potem popełnił samobójstwo. Myślę jednak, że jest różnica między pracą fotoreportera a dziennikarza. Fotograf robi zdjęcie, co trwa trzy sekundy, i zostaje z tym, co zobaczył. Dziennikarz pisze długo, i to mu daje czas na wylanie z siebie emocji, uwolnienie demonów, które tkwią w mózgu od chwili, gdy zaczyna się zbierać dokumentację.

Wspominałaś już w mediach, że dostajesz pogróżki od człowieka, nad którego sprawą pracujesz. On jeden ci grozi, czy tych gróźb jest więcej?

Jest więcej. Czasem słyszę od prokuratora, że zabójca mówił na sali sądowej, że prędzej czy później spotka mnie kara za to, co robię. Ostatnio zginęli dziennikarze na Malcie i w Słowacji. Jeżeli zajmuję się wpływowymi i potężnymi osobami, które przez moje reportaże stracą swoje wpływy, to muszę być świadoma, że takie tematy są ryzykowne i nie mogę tego ignorować. Cały czas wydaje mi się, że życie jest takie krótkie i w każdej chwili może się skończyć.

Nauczyłaś się strzelać. Masz pozwolenie na broń?

Na razie mam patenty strzeleckie. Jeżeli będę chciała, mogę mieć pozwolenie.

A chcesz?

Waham się. Nauczyłam się strzelać i poznałam chwyty, które dają szansę na odebranie broni człowiekowi, który ją trzyma. To też już jest ważne i daje poczucie bezpieczeństwa. A czy sama chcę mieć broń? To jest decyzja, którą muszę bardzo dogłębnie przemyśleć.

Bo będziesz mogła jej użyć, z wszelkimi tego konsekwencjami?

Tak, bo nawet świadoma, że mam do czynienia z bardzo złym człowiekiem, albo człowiekiem szalonym, nie wiem, czy byłabym gotowa, żeby zabić, albo żyć ze świadomością, że postrzeliłam człowieka. Naprawdę nie wiem. Zależy mi, by walczyć piórem. Ale też wiedza na temat broni i strzelania przyda mi się przy pisaniu powieści kryminalnych - za trzy lata planuję wydanie pierwszego kryminału, ale oczywiście nie zrezygnuję z reportaży. Pytałam trenera o to, co myśli zabójca w chwili, kiedy pociąga za spust, w jaki sposób się ustawia i z jakiej odległości musi paść strzał, żeby dostać wyrok za morderstwo w afekcie. Czasem jeżdżę z policjantami na miejsca zbrodni, szukać ciała. Po to, żebym wiedziała, jakie to uczucie. Myślę, że tak wielu ludzi czyta moje reportaże, bo mają świadomość, że posiadam wiedzę z tego zakresu i dzięki temu opisuję rzeczywistość w pogłębiony sposób. W rankingach zawsze jestem bardzo wysoko. Reportaż o siostrze Bernadetcie był najczęściej czytanym reportażem na Wyborcza.pl od 10 lat. 

Zauważyłam, że gdy ktoś pyta o ciebie, często odpowiadasz przez pryzmat bohaterów. Trudno ci mówić o samej sobie?

Wydaje mi się, że mówię o sobie. Ja żyję pracą i poświęcam na nią bardzo dużo czasu. Ona wypełnia moje życie, zlałam się z nią, więc kiedy mówię o sobie, to właśnie w kontekście tego, co robię zawodowo. Nawet nie traktuję pisania jak pracy, bo ona jest moją pasją. Ja chyba już jestem moją pracą.

Czujesz, że twoja praca ma sens?

Czuję, bo po wielu artykułach coś się zmieniło. Po reportażu o siostrze Bernadetcie zakonnica trafiła do więzienia, a wychowankowie domu dziecka, który prowadziła, dzwonili, mówiąc, że wreszcie chodzą z podniesioną głową. Ich oprawca został ukarany i wprowadzono zmiany w prawie. Poczucie sensu nadaje fakt, że do bohatera zgłosił się adwokat i zgodził się go reprezentować pro bono. Ksiądz Roman, który gwałcił dziewczynkę, choć jest na wolności i nadal odprawia msze, będzie mieć mniejszą możliwość podrywania dzieci w internecie. Usunął już swoje konto. I choć wiadomo, że może założyć nowe, wydaje mi się, że upłynie sporo czasu, zanim to zrobi, bo widział, jaką burzę wywołał reportaż o nim.


W moich tekstach wszystkich, którzy zawiedli albo czegoś nie dopełnili, wymieniam z imienia i nazwiska. Księży, urzędników, sędziów, którzy wydali skandaliczny wyrok. Przez to spotyka ich ostracyzm społeczny. Ludzie wierzą w to, co piszę, ufają, że sprawdzam informacje na wszystkie możliwe sposoby i czują, że nie oceniam, a staram się zrozumieć drugiego człowieka. Nie ma dla mnie znaczenia, czy ktoś popiera PiS, PO czy Nowoczesną. Dla mnie liczy się tylko to, czy ktoś jest uczciwym i wewnętrznie dobrym człowiekiem. Myślę, że ludzie to czują. Mam też nadzieję, że moje reportaże spowodują, że wymienione przeze mnie osoby najdzie refleksja i zechcą być lepszymi ludźmi. A nawet jeśli nie, to będą starali się nie popełniać tych samych błędów w przyszłości, żeby uniknąć wyśmiania przez środowisko, które już wie, co zrobili.

Ogłosiłaś na Facebooku, że chcesz napisać powieść o wartościach, o których rzadko się już mówi, jak męstwo, honor, dotrzymywanie danego słowa i prawdziwa miłość. Moim zdaniem zwłaszcza męstwo i honor zostały zawłaszczone przez skrajną prawicę. Jak ty chcesz o tym opowiedzieć?

Po reportażu "Nieśmiertelność chrabąszczy" ludzie mówili, jak to świetnie, że napisałam właśnie o miłości, męstwie, odwadze. Bardzo się cieszę na tę książkę, bo ona będzie radosna i inna niż to, co zwykle piszę. Zależy mi, żeby pisać tylko o tym, co jest ważne, co wywołuje jakąś refleksję. Ta historia może wywołać zamyślenie i jest też niezwykle uniwersalna. Mam poczucie, że pomoże wielu ludziom zatrzymać się i przepracować coś w swoim życiu. Wiem, że tak będzie, bo u mnie właśnie tak się zadziało pod wpływem zdarzeń, które opiszę w powieści.

Co się w tobie zmieniło, w czym ci to pomogło?

Odpowiem jednym zdaniem i nie ciągnijmy tego wątku. Wydaje mi się, że zrozumiałam, jak ważna jest w życiu miłość.

Zbiór reportaży Justyny Kopińskiej 'Polska odwraca oczy' to opowieści o najważniejszych niewyjaśnionych sprawach ostatnich lat (fot. materiały prasowe / Jakub Pleśniarski)Zbiór reportaży Justyny Kopińskiej 'Polska odwraca oczy' to opowieści o najważniejszych niewyjaśnionych sprawach ostatnich lat (fot. materiały prasowe / Jakub Pleśniarski)

Książki Justyny Kopińskiej w promocyjnych cenach można kupić w Publio.pl>>>

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU


Justyna Kopińska
.
Dziennikarka "Dużego Formatu", magazynu reporterów "Gazety Wyborczej", socjolog. Zajmuje się tematyką kryminalną, związaną z prawem karnym, sądami i więziennictwem. Doświadczenie zawodowe zdobywała w Stanach Zjednoczonych i Afryce Środkowej. Jest laureatką Nagrody Dziennikarskiej Amnesty International - Pióro Nadziei. Zdobyła Nagrodę PAP im. Ryszarda Kapuścińskiego, Grand Press, Nagrodę Newsweeka im. Teresy Torańskiej oraz wyróżnienie Radia ZET im. Andrzeja Woyciechowskiego. Autorka książek "Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?" oraz "Polska odwraca oczy". 

Nina Harbuz. Przez 10 lat była dziennikarką Polskiego Radia, gdzie prowadziła audycje o popkulturze i psychologii. Publikowała m.in. w National Geographic Traveler, Magazynie Coaching i Wirtualnej Polsce. Absolwentka Gender Studies w PAN. Studiuje psychoterapię w Laboratorium Psychoedukacji. Dwukrotnie nominowana do nagrody Newsweeka im. Teresy Torańskiej.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (20)
Zaloguj się
  • shane00

    Oceniono 13 razy 11

    Szkoda że nie istnieje kobiecy odpowiednik słowa "męstwo" bo w dzisiejszych czasach to kobiety zdecydowanie częściej się nim wykazują.

  • jakinia

    Oceniono 13 razy 11

    Czytałam "Polska odwraca oczy". Poleciłam mamie, mama siostrze. Poleciłam kumplowi, on mamie i znajomej. Każdy z nas był wstrząsnięty wszystkimi reportażami. Świat jest zaskakujący, często w okrutny sposób. Nie wiem, czy to te historie zasługują, by świat o nich usłyszał, czy może to my zasługujemy, by o nich wiedzieć. Ma poczucie, że to zupełnie coś innego niż krótkie informacje z tv lub internetu. Niewiarygodne. Dla mnie ważne tez to, że bez ocen.

  • smellson

    Oceniono 13 razy 11

    Podziwiam Pani pracę, choć nie jestem w stanie przeczytać książek. I uważam, że Pani przez swą pracę także wykazuje się męstwem, honorem i miłością do ciężko skrzywdzonych ludzi. Życzę napisania wciągającego kryminału, wytrwałości w pracy reporterskiej i oby nie płaciła Pani za nią zbyt wysokiej ceny. Może Pani pomóc wielu ludziom!

  • cat_bell

    Oceniono 7 razy 5

    Piękna kobieta. Do tego mądra.

  • ongoing

    Oceniono 8 razy 4

    Pani Justyno, bardzo Panią podziwiam i dziękuję za wszystkie reportarze.

    p.s. na Słowacji, nie w Słowacji. Czy wy macie jakąś korektę w ogóle?

  • naz_niepoprawna

    Oceniono 5 razy 3

    Praca nad językiem konieczna. Merytorycznie nieźle.

  • Tds Sbl

    Oceniono 2 razy -2

    alez po co jeździć, Żydówce piszącej takie brednie antypolskie wystarczy jak poogląda sobie pomordowane dzieci - niewinne i bezbronne - pomordowane na zlecenie kobiet, chłopczyki i dziewczynki.

  • dormo

    Oceniono 8 razy -4

    Ech, Panie dziennikarki..."Niedawno mojej siostrze urodziła się córeczka" :) Siostry przy tym radosnym fakcie nie było ? Ja rozumiem ,że na budowie fachowiec do fachowca mówi : Panie majster , troszkę wypiłem bo dla śwagra urodziło się dziecko ale Panie mogłyby posługiwać się poprawną polszczyzną ...
    To nie zmienia faktu ,że bardzo cenię i podziwiam Pani pracę

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX